30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


033.
he said it's not gonna work
she still went for it.

Okay, okay, dirty habits well you
Don't say, you don't say
I got dirty in my own veins,
Try to stop me, I'm like no way, no way


Idąc na rozmowę z Eliotem wiedziała, że będzie ciężko.
Nie oczekiwała kolorowego jasne, Pilar, będzie jak chcecie. Jednak również nie spodziewała się, że konwersacja aż tak bardzo wymknie się spod kontroli.
Eliot wcale nie chciał jej słuchać.
Wiecznie tylko używał jednego i tego samego argumentu, że wiązanie się z Noriegą, to najgorsza możliwa decyzja w jej życiu i że z pewnością będzie tego żałować. Że przecież takich jak on powinno się omijać szerokim łukiem, a ona jeszcze była na tyle głupia, żeby przyjąć jego zaręczyny. Wcale nie przemawiał do niego argument, że oni naprawdę się kochali. Do tego stopnia, że Eliot faktycznie zaczął już coś kombinować, że ją przeniesie.
Wiedziała, że nie mogła na to pozwolić.
Nie miała zamiaru.
Dlatego też wytoczyła ciężkie działa.
Zrobiła to. Postawiła kawę na ławę i wypomniała mu tą jedną rzecz, o której oboje powinni zapomnieć. Którą oboje trzymali w tajemnicy przed wszystkimi. Widziała po jego twarzy zmianę. Wiedział, że nie miał wyjścia. Że musiał z nimi współpracować. Bo tutaj na szali już nie tylko było życie Pilar i Madoxa, ale przede wszystkim to jego. Jego małżeństwo i posada, którą grzał od kilku dobrych lat. Gdyby cokolwiek z tego wyszło… Eliot byłby skończony, a to zaś było dla niego o wiele ważniejsze niż jakiś romans dwójki psów, który trzeba było ukrócić najbardziej, jak tylko się dało.
I chociaż oboje musieli się dogadać, krzykom nie było końca. Dlatego kiedy tylko Madox pojawił się na komisariacie, mógł widzieć dziwne spojrzenia w jego stronę, a tuż pod samymi drzwiami kontendanta wygłuszone krzyki, które od razu nabrały na decybelach, gdy wszedł do środka.
Chyba cię kurwa popierdoliło — rzuciła akurat Pilar, już nawet nie siedząc, a stojąc gdzieś po drugiej stronie pokoju. Po jej twarzy było widać, że jest cała nakręcona i nerwowa, dosłownie gromiąc wzrokiem.
Ciebie, Stewart popierdoliło — Eliot wcale nie był jej dłużny. — Ciebie! — powtórzył jeszcze raz i dopiero wtedy zorientował się, że w pomieszczeniu pojawił się Madox. — O proszę, jest kurwa prowodor całego zamieszania — wyrzucił ręce w geście powitania chociaż po jego minie było widać, że było to wszystko przesiąkniętem ironią i zwykłą złośliwością. Pilar przekręciła głowę, łapiąc ciemne spojrzenie swojego narzeczonego, a jej serce momentalnie i kompletnie mimowolnie wyrwało się do przodu. I jak ona miała go sobie kiedykolwiek odmówić? Chyba by autentycznie umarła. Z tęsknoty i żalu.
Siadaj — Eliot przerwał ich wymianę spojrzeń, kopiąc w jedno z krzeseł, a to podjechało delikatnie w stronę Madoxa. Atmosfera była gęsta, każdy głupi by to zauważył. Chociaż kiedy w środku pojawił się Noriega, oboje z Eliotem jakby… spuścili z tonu? Szczególnie Eliot, jakby chciał wyczytać, czy Pilar wygadała sekret, o który się rozchodziło i na temat którego tak na siebie pięknie mówili chwile temu.
Raportu nie złożyłeś — zauważył, kompletnie zmienając temat i przeszedł na swoją część biurka. Nerwową ręką sięgnął do szuflady w biurku i wyciągał niewielkie pudełeczko, z którego zaraz wysunął papierosa i zapałki.
Podobno nie pali… — już miała się wtrącić, ale spojrzał na nią morderczo.
Ale tak mnie wkurwiłaś, że aż zapale — warknął, wsadzając filter między zęby, przenosząc spojrzenie na Noriegę. — Mało ci było po ostatnim? Niczego się nie nauczyłeś? — zaciągnął się mocno dymem, nawet nie moment nie zdejmując ślepi z Madoxa. Gdyby wzrok mógł zabijać, Pilar pewnie już nie miałaby faceta. Albo jej też już by nie było. — Pytam się Noriega, czy nic się kurwa nie nauczyłeś?! — dodał o wiele ostrzej, podczas gdy Pilar wciąż stała z tyłu pokoju.
Él nos ayudará. Eso es una tontería Pomoże nam. Tak tylko pierdoli teraz, rzuciła szybko, ale Eliot zaraz wymierzył w nią petem.
Tu się kurwa mówili po angielsku! — no tak, bo przecież Eliot był ją jedyną osobą w Toronto, która nie mówiła po hiszpańsku. Ale przecież musiała dać znać Madoxowi, że coś tam jednak ustalili. Pomimo tego, jak teraz zachowywał się komendant.


Él nos ayudará. Eso es una tontería
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

048.
Eliot asked the questions.
Pilar watched Madox lie like breathing.
trigger warning
przekleństwa
Madox od rana chodził... wściekły? Zdenerwowany? Przejmował się?
On się przecież nigdy nie przejmował, a tutaj, dzisiaj, od momentu, w którym Pilar oznajmiła mu przy śniadaniu, że ona dzisiaj idzie na rozmowę z Eliotem, to nie umiał znaleźć sobie miejsca. Co prawda on nigdy nie umiał usiedzieć w spokoju, ale dzisiaj po prostu się miotał. Nawet chciał jej napisać, że ma tego nie robić. A potem chciał do niej jechać. Raz wybrał jej numer i rozłączył się po dwóch sygnałach, a potem jej napisał, że się pomylił.
Nie wiedział czego może się spodziewać po tej rozmowie, ale wiedział jaka jego narzeczona jest uparta. Wiedział, że kurwa... Pilar jest gotowa naprawdę na wiele, jeśli chodziło o nich, a może o niego?
Dlatego kiedy dochodziła ta godzina zero, kiedy on miał się stawić na komisariacie, to Madox opierdolił w klubie wszystkich, kogo się dało. Wszyscy na swoich pozycjach, łącznie z nową latynoską ochroną, którą już załatwił.
Na komendę wszedł jak do siebie, jakby nigdy nic, typowy Madox, przywitał się z kilkoma policjantami, których znał, chociaż... nie umknęły mu te dziwne spojrzenia, ale oni już od sprawy z Daltonem patrzyli na niego dziwnie. Niektórzy nawet go przepraszali, że go podejrzewali, że trochę ręką im się omsknęła, w tym Beck.
I teraz właśnie o jego biurko opierał się Noriega, bezczelnie dupą o biureczko policjanta.
- No to co kiedy się napierdalamy? Środa ci pasuje? Ja będę w środę, ale też w piątek. W niedziele nie wiem... - Beck oczywiście go w ogóle nie słuchał, tylko klikał coś na komputerze. Madox zerknął na złoty zegarek na nadgarstku - dobra, to do środy - rzucił jeszcze do Becka. Po drodze chciała go zatrzymać Haddie, ale minął ją - komendant czeka, wiesz jak jest Hads - to już nie Haddie Sradi tylko Hads. Stanął przed drzwiami gabinetu jeszcze przez moment słuchając podniesionych głosów w środku, a zaraz nacisnął na klamkę, bez pukania, po prostu tam wlazł.
Jego ciemne spojrzenie od razu padło na Pilar, która stała gdzieś pod ścianą, a później na Eliota przy biurku. Trzasnął drzwiami popychając je za sobą mocniej. Specjalnie. Ups.
Zwracając na siebie ich uwagę.
- To kogo w końcu popierdoliło? - zapytał zerkając to na jedno, to na drugie - bo jak jeszcze nie ustaliliście, to mogę przyjść później... - sięgnął do klamki, ale wiadomo, że by nie wyszedł, bo Madox po prostu... musiał sobie pogadać. Na kolejne słowa swojego przełożonego strzelił oczami - no i co kurwa, zapomniałeś rozwinąć czerwony dywan, czy strzelić konfetti, mam wejść jeszcze raz? - Madox zawsze pyskował do Eliota, jedynie kiedy ten pozwolił mu brać udział w tej akcji z Daltonem, wtedy był grzeczny, ale dzisiaj... na czole komendanta pojawiła się jakaś fioletowa, pulsująca żyłka, i Noriega na moment zawiesił na niej spojrzenie. Ale zaraz odszukał nim Stewart i nawet... puścił jej oczko.
A jednak zaraz ciemne tęczówki opadły na krzesło, które kopnął do niego Eliot. Madox je złapał i zaraz sadzał na nim tyłek, przy samym biurku komendanta, opierając się o nie łokciem.
- A właśnie, zobacz co tutaj mam, świeżutki, pachnący raporcik, dla mojego ulubionego komendanta, wyskrobany na kolanie przed twoim gabinetem - wyciągnął spod kurtki wymięte papiery i rzucił je na biurko komendanta. Powiódł spojrzeniem za nim, kiedy sięgał do szuflady, chociaż, gdy Pilar się wtrąciła, to zerknął w jej kierunku, nawet uśmiechnął się delikatnie. No bo ładnie to tak wkurwiać komendanta?
Zaraz jednak Eliot odezwał się do niego, a Madox znowu wywrócił oczami i już opierał się o oparcie krzesła krzyżując ręce na piersi.
- A ty się kurwa nauczyłeś Eliot? Miło ci się patrzy na Haddie jak ona jest taka rozstrojona emocjonalnie? Dziewczyna tyle lat nie może się pozbierać, a to wszystko zrobił facet, który był dla niej jak ojciec... - walnął pięścią w biurko komendanta, oczywiście, że on tutaj trochę dał się ponieść, tak pierdolił, żeby wprowadzić do tej sytuacji odrobinę dramaturgii.
- Zamknij się Madox... - mruknął Eliot, bo fakty są takie, że komendant też znał Noriegę na tyle, żeby wiedzieć, że on lubił sobie poaktorzyć.
Gdyby nie wyniósł się z Kolumbii na pewno byłby gwiazdą telenoweli.
Madox nawet nie drgnął, kiedy Pilar odezwała się do niego po hiszpańsku. Ciemne tęczówki zawieszone miał na Eliocie.
- Nauczył byś się czegoś po hiszpańsku... - Noriega już zarzucał nonszalancko nogę na nogę i zerknął na Pilar - soy molesto y me estoy quedando calvo - jestem wkurwiający i zaczynam łysieć - o na przykład, jestem waszym komendantem i działam dla waszego dobra, powtórz, soy molesto y me estoy quedando calvo - powiedział powoli, Madox uwielbiał to robić. Wkręcać ludzi, którzy nie rozumieli hiszpańskiego. Jak Eric, albo William... i Eliot.

Me da miedo preguntar cómo lo conseguiste ⋆˙⟡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
dużo przekleństw
Chciała, żeby to przebiegło pokojowo.
Kurwa, jak ona tego chciała.
Łudziła się, że przyjdzie i wraz z Eliotem porozmawiają jak dorośli ludzie — spokojnie, na odpowiednim tonie, używając tylko argumentów, które faktycznie miały przełożenie na sprawę i dobro obu stron. Szkoda tylko, że komendant był innego zdania. Miał zły dzień? A może po prostu taki już kurwa był? Całe szczęście nie tylko on w tym duecie potrafił grać skurwiela. Pilar również, gdy sytuacja tego wymagała, umiała rozstawiać odpowiednie karty. A kiedy w pomieszczeniu pojawił się Madox, ten tercet już kompletnie rozpierdolił pokój oraz atmosferę.
Widziała, jak Eliotowi twarz puchnie od złości.
Jak zagryza zęby i zaciska palce na stole z każdym kolejnym słowem, które wypowiadał Madox. To jak bezczelnie podchodził do sprawy, jak mu pyskował. Przez moment nawet myślała, że przeskoczy przez biurko i po prostu się rzuci na Noriege. Chwała Bogu, że z szuflady wyciągnął t y l k o bialutkiego, grubego papierosa, a nie broń.
Raport wylądował na stole, a Eliot nawet nie poświęcił mu jebanej sekundy. Chociaż spojrzał w dół na teczkę, ale zaraz wrócił spojrzeniem do Madoxa. Oczywiście, ze skrobał go na odpierdol na kolanie. Niczego więcej się po Noriedzenie spodziewał.
Zawsze robiłeś wszystko na odpierdol — rzucił pod nosem i odpalił papierosa. Łgał? Czy naprawdę miał o nim takie zdanie? Pilar nie miała pojęcia. Eliota z jednej strony można było czytać jak otwartą księgę — było widać, kiedy jest wkurwiony, a kiedy odpuszczał, jednak tego, co tam siedziało w jego komendanckiej głowie już wcale nie tak prosto. I nawet kiedy Madox nawijał o Haddie, kiedy zrzucał to wszystko na niego, obarczał go winą, nie było za nic wiadomo, o czym Eliot myślał. Chociaż wyglądał, jakby lada moment miał odbić piłeczkę. Chyba nie będzie dzisiaj pokojowo. — Trzeba było kurwa rzucić wszystko i jechać za nią — rzucił, wypuszczając dym z papierosa, wbijając w niego spojrzenie. — Czemu tego nie zrobiłeś, co? Ja ci powiem czemu — znowu się zaciągnął, ręce opierając na biurku, a pęta przytrzymując w zębach. — Bo ciebie obchodzi tylko i wyłącznie własna dupa, Noriega. Rozkochujesz w sobie kobiety, a kiedy przychodzi co do czego, to i tak wybierasz siebie. Własną kurwa dupę — wskazał brodą miejsce, w którym stała Pilar. — Jej też byś to zrobił. Przyznaj się. Dla ciebie to jest tylko chora zabawa. Jebana rozrywka — specjalnie go tak nakręcał? Chciał, żeby Madox pękł? A może chciał go po prostu wkurwić? Czy może jednak zobaczyć to, jak naprawdę zależało mu na Pilar. Chociaż z drugiej strony, czy potrzebował naprawdę wiele dowodów? Czy cała akcja z jebanym Daltonem naprawdę mu nie wystarczyła? Czy to nie był wystarczający akt kompletnie szczerej i bezinteresownej miłości? Dla niej był. Wiedziała, że ją kochał. Że wszystko by za nią oddał. Nawet życie. Bo ona zrobiłaby dokładnie to samo.
Żebym ja cię stąd kurwa po Hiszpańsku nie wypierdolił — skontrował momentalnie słowa Madoxa. — Z całej policji — rozsiadł się na fotelu, dopalając pęta. Ostatni buch ściągnął tak mocny, że aż musiało go zapiec nie tylko w gardle ale i w palce, ale nawet się nie zakrztusił. — A może trzeba ci zabrać Wize? Może wróciłbyś sobie do jebanego Medellin, gdzie twój ojciec s…
Eliot, kurwa! — odezwała się w końcu, przerywając tą wymianę zdań. Czuła w kościach, że jeszcze trochę, a zaraz któryś naprawdę straci panowanie nad sobą. Komendant podniósł na nią spojrzenie, g r o m i ł ją wzrokiem. Szkoda tylko, że Pilar nic sobie z tego nie zrobiła i podeszła bliżej, wyminęła siedzącego Madoxa i nachyliła się nad biurkiem, poziomując z jego oczami. — Jesteś kurwa z nami czy przeciwko? — tym razem to ona warczała. Jej ton był równie ostry. Pojebane jak trzy silne charaktery spotkały się w jednym pomieszczeniu, to nie mogło się dobrze skończyć. — Bo jeśli przeciwko, to dobrze wiesz, że nie mam wybor…
Wystarczy — teraz on jej przerwał. Dobrze wiedział, co chciała powiedzieć. Doskonale był kruwa świadomy tego, że Pilar wcale nie żartowała. Musiał widzieć to w jej oczach, tą nieustępliwość i desperacje. To, że nie odpuści i jeśli będzie chciała, pociągnie go na dno. Nawet jeśli sama przez to straci posadę. — Siadaj, Pilar — rzucił oschle, wzdychając głośno. Ona jednak nie ruszyła się z miejsca. — Powiedziałem, żebyś kurwa usiadła — potworzył, łapiąc jej spojrzenie. — Proszę — dodał, cedząc przez zęby i dopiero wtedy odwróciła się i przesunęła sobie krzesło, wykonując polecenie. I to nawet nie chodziło to słowo proszę, ale żeby Eliot spuścił nieco z tonu. Mogli się przekomarzać, ale ona nie miała zamiaru stać tutaj i słuchać, jak ktoś obrażał jej narzeczonego, a tym bardziej groził mu jebanym deportowaniem.
Kiedyś taka nie byłaś — zauważył, rzucając komentarzem, który nikogo ale to kurwa nikogo nie obchodził. Oczywiście przy tym spojrzał na Madoxa, próbując zrzucić na niego winę. — Zawsze byłaś wyszczekana, ale nigdy tak kurwa nieposłuszna i bezczelna — pokręcił głową, jak ociec, który właśnie zawiódł się na sowim dziecku. Może nawet zrobiłoby to na niej wrażenie, w końcu Eliot był w jej życiu od początku kariery z policją, ale Madox był po stokroć ważniejszy. A akurat walczyć o swoje racje zawsze umiała.
A ty bardziej wyrozumiały — odpyskowała, zakładając nogę na nogę. — Możemy w końcu przejść do rzeczy? Mamy jeszcze na dzisiaj plany — poprosiła spokojnie, malując na twarzy nawet lekko sztuczny uśmiech. — Kaczki będziemy karmić — wymyśliła to na poczekaniu? Oczywiście, że tak. Eliot popatrzył na nią jak na debilkę, jakby nie umiał sobie wyobrazić jej z kawałkiem bułki i Madoxa, karmiących kaczki. Chuj. Może faktycznie pójdą? Po kilku sekundach westchnął głośno.
Coś czuje, że problemy z wami to dopiero szczyt góry lodowej — mruknął bardziej do siebie i sam opadł na fotel. Na którą chwile wywalił głowe do tyłu i złapał kilka głębszych wdechów. — W każdym razie — chrząknął w końcu, dając znać, że łaskawie był gotowy przejść już do rzeczy. — Na start wyjaśnimy sobie jedną rzecz: to co się tu… odpierdala między wami, jest niewłaściwe i nie jestem wam w stanie zagwarantować tego, że któreś z was nie skończy z kulką w głowie. Bo takie są kurwa skutki spoufalania się policjantki i jebanego kreta — przeniósł spojrzenie z Pilar na Madoxa i dał im chwile komentarz, ale chyba oboje chcieli, żeby już przeszedł do konkretów. — Wszyscy już kurwa wiedzą, że jesteście razem. Wiedzą też, że masz męża — pokręcił głową z niedowierzaniem. — Ale to akurat może zagrać na korzyść, bo kto by brał twoje związki na poważnie, skoro będąc z kobietą hajtasz się z facetem? — zaśmiał się prześmiewczo, chociaż Pilar się skrzywiła. Wciąż gryzł ją ten temat w jakiś nieprzyjemny sposób. Ona też nie rozumiała, jak mogło dojść do tego ślubu. Ale teraz nie o tym, — Ale to za mało. Musicie się rozejść. Nie patrz tak na mnie, Noriega, na niby kurwa rozejść. Najlepiej przed publiką, może w Emptiness? Odegrać jakaś scenkę, żeby ludzie zaczęli gadać. Strzeliłabyś mu w twarz, on by rozpierdolił kilka szklanek… trzeba pokazać, że nie wcale ten wasz cały związek nie jest wcale silny. Że jest kruchy. Wiecie, oparty tylko na pieprzeniu. Że Madox tak naprawdę obraca na boku jakieś laski, a Pilar wcale nie znaczy dla niego wiele, tak mają gadać. To jest wymóg numer jeden. Nie do poważenia — zrobił na moment przerwę i spojrzał pierwsze na jedno a potem na drugie. Czekał na jakieś zażalenia? A może po prostu dawał im chwile, żeby to przetrawili.

cariño 𐙚⋆°。⋆♡
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa w chuj
Problem w dogadaniu się z Eliotem polegał na tym, że on też był uparty. Kurewsko uparty.
A jak w jednym pokoju spotyka się troje tak zawziętych ludzi... to mamy to co na załączonym obrazku.
Komendant palił papierosa, mimo, że przecież rzucił fajki. Madox ze skrzyżowanymi na piersi rękami przy samym biureczku, z tym bezczelnym uśmiechem przyklejonym do gęby.
I Pilar, która wkurwiła komendanta, wciąż z tym płonącym w jej oczach ogniem.
Noriega wzruszył ramionami, kiedy Eliot zarzucił mu, że zawsze robił wszystko na odpierdol, chociaż prawda jest taka, że to, że nie spalił swojej przykrywki przez tyle lat to był pierdolony wyczyn. Takie akcje tyle nie trwały, bo po drodze zawsze się coś wyjebało, ktoś dopatrzył się prawdy.
A Madox, siedział sobie tutaj jak gangus, nie pies...
A przecież był psem.
Nie zawodził.
Chociaż komendant zaraz zarzucał mu jak to zawiódł Haddie, a Madox nawet nie drgnął z ciemnym spojrzeniem zawieszonym na twarzy Eliota. Bo co on miał mu powiedzieć, że nie kochał Haddie? Wtedy wydawało mu się, że nawet tak, ale teraz, z perspektywy czasu, co to kurwa było za uczucie, kiedy on nawet policję stawiał ponad nim?
- Pogadaj sobie do dupy Eliot, sam mi wpierdoliłeś naganę za próbę kontaktu i wiesz, że chciałem... za nią jechać - bo chciał, może nie z miłości, ale, żeby to chociaż wyjaśnić, bo przecież Madox wiedział, że ojciec Haddie działał pod przykrywką, poświęcił całe życie i rodzinę dla misji. Ale to ona po przeniesieniu urwała jakikolwiek kontakt, Madox do tej pory nie wiedział czy to pod naciskiem policji, czy to był jej wybór. Nigdy do tego nie wrócili. Ona miała mu za złe, że nie walczył, nie spróbował, a on jej, że się nie odezwała. Dużo tam między nimi było spraw, których na dobrą sprawę sobie nigdy nie wyjaśnili, może dlatego każde ich spotkanie było... napięte.
Jak atmosfera w pokoju, coraz bardziej napięta.
Chociaż Madox znowu wzruszył lekceważąco ramionami, kiedy komendant zarzucał mu, że ważna dla niego była tylko własna dupa, kiedyś tak było. I Noriega nawet sam to powiedział Pilar, dawno temu, że najważniejsze to jest bronić własnej dupy, za wszelką cenę... A potem poświęcał za nią życie, raz, drugi i trzeci. I zrobił by to jeszcze sto razy. Już wtedy, a teraz... Teraz bez nawet chwili zastanowienia. Nic nie powiedział, tylko klatka piersiowa uniosła mu się w głębszym oddechu, kiedy złapał w płuca więcej powietrza. Ciemne spojrzenie z Pilar przeniósł na komendanta, wywrócił oczami.
- Czyli widzisz Eliot... Ktoś się tutaj jednak przykłada do własnej roli, którą zresztą mi narzuciliście, skoro tak uważasz... Przecież Madox Noriega lubi takie chore rozrywki, posiedzieć sobie w loży VIP z degeneratami, popodrywać dupeczki - Madox dobrze grał swoją rolę. Tak dobrze... że czasami sam nie wiedział co jest grą, a co prawdą.
Ale w tym akurat wypadku, kiedy chodziło o Stewart, to oboje przecież wiedzieli, zdawali sobie sprawę, że to uczucie, które dzielili, było najprawdziwsze na świecie.
Ruszało go to co mówił Eliot, i Madox mógłby się z tym kłócić, ale przecież umiał trzymać nerwy na wodzy... Nie jeśli chodziło o Pilar, ale w innych przypadkach umiał grać, zmienił jednak nogę, tym razem drugą opierając na kolanie.
- Żebym ja cię stąd kurwa po Hiszpańsku nie wypierdolił. Z całej policji... Tyle lat roboty pod przykrywką i rozwali cię jedna kobieta - właściwie dla Madoxa to już nie była przykrywka... On już tak w to wsiąknął, że sam nie wiedział jak to będzie, kiedy odsuną go od sprawy. Ale... przecież gotowy był zaryzykować, zresztą sam już to mówił Pilar, zrezygnowałby ze sprawy, żeby tylko być z nią. Na tą wizę wywrócił oczami, w zasadzie wolałby teraz siedzieć w Medellin, popijać sobie rum nad basenem i liczyć pieniądze, które zarabiała jego rodzina... nielegalnie.
A on się bawił w gliniarza. Zachciało mu się kurwa bratania z wymiarem sprawiedliwości. Kiedy on kurwa nigdy nie był sprawiedliwy, kiedy jego rodzina z dziada pradziada siedziała... po tej drugiej stronie barykady.
- No i znajdź kurwa lepszego kreta, który sobie tutaj tak wejdzie jak do siebie... Nawet jakbyś chciał mnie zdjąć i podłożyć kogoś innego, to doskonale wiesz, że ja go muszę wprowadzić - coś w tym było. Że Madox siedział między półświatkiem a policją, ale... w tym brudnym, gangsterskim świecie też trochę się z nim liczyli. Zwłaszcza Latynosi, tam miał więcej przyjaciół niż wrogów. Co innego ruscy, albo makaroniarze, no ale nie można mieć wszystkiego.
Może by się jeszcze dochodzili, bo Eliot już otwierał usta, ale przerwała im Pilar. Oboje na nią spojrzeli, a Madox nawet na moment nie oderwał od niej wzroku, kiedy ruszyła do biurka. Kiedy opierała się o nie warcząc na komendanta, waleczna, dzika, kurewsko caliente.
Pilar Noriega.
I kiedy siadała obok niego na krześle, to Madox... złapał swoje podsuwając się do niej bliżej, chociaż Eliot spojrzał na niego znowu krzywo. Ale Noriega w ogóle się nie przejął, wcale. A jego ręka wylądowała na oparciu krzesła Stewart za jej plecami. Nawet chciał się wtrącić, że Pilar zawsze była... nieposłuszna i bezczelna, ale już ugryzł się w język. Chociaż kiedy Pilar powiedziała o tym karmieniu kaczek, to palec którym przesunął po jej plecach się zatrzymał. Oni mieli... karmić kaczki?
Zastanowił się nawet czy to jakiś szyfr, może coś co miało znaczyć, że spróbują jeszcze raz się do siebie dobierać na biurku Scotta? Szkoda tylko, że Letexier już grzał stołek w swoim gabinecie i pewnie słuchał sobie dalibomby na słuchawkach udając, że to podcasty kryminalne.
Skinął tylko głową, że będą karmić te kaczki, cokolwiek to znaczy, a potem spojrzenie utkwił w Eliocie.
Komendant miał kurewsko dużo racji, bo to był szczy góry lodowej, ale to już wiedzieli tylko oni z Pilar. Tak samo jak to, co powiedział później. Zdawali sobie sprawę z tego jakie to jest niebezpieczne, dlatego Madox postanowił im załatwić tych ochroniarzy, no a do tego te pogróżki... Jebane kurwa skutki spoufalania się policjantki i kreta. Decyzje, które podjęli i z których konsekwencjami teraz będą się mierzyć. Pierdolona czarownica karlica i jej wróżby.
Noriega nic nie powiedział, chociaż Pilar mogła poczuć, że się za nią trochę spiął. Minimalnie.
Chociaż na te słowa o mężu wywrócił oczami, a zaraz sięgnął delikatnie do jej pleców, oparł na nich palce.
- Już jestem w trakcie rozwodu, zresztą... niech kurwa pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie odpierdolił nigdy naćpany - zerknął na Stewart, a potem na Eliota, ale wyglądali jakby nie odpierdalali...
Chociaż, jego narzeczona naćpana włamała się z nim do budki ratownika na meksykańskiej plaży, jakby wtedy przyszedł do nich Shrek i zaproponował im ślub, nie zastanawiali by się nawet minuty.
Eliot kontynuował, a Madox już ruszył się na krześle, kiedy zaczął to, że muszą się rozejść, ale zaraz okazało się, że na niby...
Tylko, że on przecież tak też nie chciał, znowu przełożył nogę, a jego ręka bardziej opadła na plecy Stewart, chociaż zaraz zaciskał wytatuowane palce na oparciu krzesła. Kręcił się. Buntowałby się. Pyskowałby.
Ale... no chyba powinni się też trochę dostosować, coś za coś? Jakiś złoty środek? Ugiąć trochę kark, żeby móc być razem?
Chociaż Madox zaraz zerwał się z krzesła i przeszedł po tym gabinecie, jak dziki kot w klatce, rundka tylko po to, żeby zaprezentować ile w nim siedziało tego nieokiełznanego pierwiastka.
- Nie no kurwa, przecież ja nie będę wiecznie i wiecznie odpuszczał... Ja chcę się z nią ożenić Eliot, chce, żeby nosiła moje nazwisko, a kiedyś... - i Madox już się nakręcał stając za plecami Stewart, opierając rękę na oparciu jej krzesła.
- Będziesz... - wtrącił mu się Eliot - jeśli ci kurwa zależy Madox, to będziesz udawał, że to nic nie znaczy, bo wiesz, że tylko tak możesz zapewnić jej bezpieczeństwo - rzucił poważnie, patrząc na niego ponad ramieniem Pilar. I chociaż Noriega wiedział, że to przecież prawda, to jednak jeszcze próbował.
- Ale my mieszkamy razem... - no tak, przecież nie zamieszkałby z pierwszą lepszą dupą.
Eliot spuścił spojrzenie na Stewart.
- Bo jesteś pierdolnięty i narwany i pokierowałeś się impulsem, a Stewart naiwnie ci wierząc sprzedała, czy tam wynajęła mieszkanie. No i teraz przecież jej nie wyrzucisz, bo wy Latynosi macie te swoje zasady. Zresztą u was na kwadracie jest tyle osób... Ale to też dobrze, mniej zwracacie na siebie uwagę - znowu podniósł spojrzenie na Noriegę - a ty na pokaz możesz się przespać w klubie, zabalować, przecież Madox Noriega to lubi... - teraz Eliot go brał pod włos - a zresztą kurwa, ja mam was uczyć jak się ukrywać? - trochę na dłużej zawiesił spojrzenie na Stewart, bo ją przecież uczył. Jak zatajać pewne sprawy.
Madox znowu przeszedł się po gabinecie. Nie chciał w ten sposób. On chciał, żeby wszyscy wiedzieli, że Stewart jest jego narzeczoną, że zostanie jego żoną. Niedługo...
A może wcale nie?
Eliot za to pochylił się w kierunku Pilar.
- Przecież zawsze byłaś w tym dobra Stewart... można powiedzieć, że dam wam wolną rękę, jak to rozegracie, ale wszyscy mają uwierzyć, że nic was nie łączy - zerknął jeszcze na Madoxa, bo przecież on w udawaniu też był dobry. Osiem pierdolonych lat. I nawet na moment nie wyszedł z roli. Ale jeśli chodziło o Stewart to to już nie było takie proste. Tracił czujność. Rozpraszał się. Odpierdalał.
I teraz też się miotał.
- Nie... - zaczął i znowu stanął za Stewart. Gotowy był się sprzeciwić komendantowi. Niech go odsuwa, niech go wyrzuca, niech go kurwa nawet deportuje. Wyjebane.

Lo sacrificaría todo por ti ₊˚⊹♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Eliot zdawał sobie sprawę, że Madox miał rację.
Że chociaż Noriega wiele rzeczy robił na odpierdol, jak chociażby spisywanie raportów z misji, tak kretem był dobrym. Kurewsko dobrym. Nie łamał się. Grał. Umiał udawać, umiał przekraczać granice i nie było rzeczy, której by nie zrobił, żeby półświatek jeszcze bardziej mu zaufał. Umiał się wtopić, a w tym samym czasie być wystarczająco wyraźny, żeby go zauważali.
Nie można było go tak po prostu oddalić od sprawy.
No bo jak? Zabrać mu klub? Bezpodstawnie? I co dalej? Zaraz zaczęłyby się pytanie, odpowiedni ludzie zaczęliby węszyć, żeby dojść do sedna sprawy. Pewnie już tak węszyli, może nawet coś podejrzewali, ale Noriega dobrze to rozgrywał. W końcu im również sprzedawał informacje na temat policji. Przefiltrowane bo przefiltrowane, ale p r z y d a t n e. I Eliot doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego po słowach Noriegi tylko westchnął głośno i odpuścił. Zostawił go na moment, żeby zająć się Pilar i tym jak bardzo się zmieniła, podczas gdy ona nawijała o karmieniu kaczek.
I prawda była taka, że nie było w tym żadnego tajnego ukrytego przekazu. Była to po prostu pierwsza, lepsza wymówka jaka przyszła jej do głowy. I jasne, mogła być ona sugerowana zdjęciem stawu, które Eliot miał na szafce, ale całe szczęście nikt tego nie zauważył. A poza tym, kto wie, ona i Madox byli tak popierdoleni, że chyba nawet nikogo nie zdziwiłoby, gdyby nagle zdecydowali sobie pójść pokarmić kaczki tuż po wizycie na komisariacie, kiedy to dyskutowali o swoim być albo nie być. Przecież po nich można się było wszystkiego spodziewać.
Tak samo jak Eliot mógł się spodziewać, że jego pomysł zostanie przyjęty… z różnymi emocjami. I chociaż te Pilar były, mało emocjonalne, bo przecież doskonale zdawała sobie sprawę z tego, czego zażąda komendant, tak Madox już wcale spokojny nie był.
Kiedy zerwał się z krzesła, Stewart momentalnie powiodła za nim wzrokiem. Patrząc przez ramię, obserwowała, jak przechadza się po pokoju jak dzikie zwierze wzdłuż klatki. Jak jakiś jaguar albo lew, który czaił się na swoją ofiarę. Tylko czy na pewno Eliot był tutaj ofiarą? Może właśnie wybawieniem? Osobą, która mając świadomość tego, z czym się mierzyli, mógł odpowiednio sterować sprawami w taki sposób, żeby można było na tym skorzystać, a w tym samym czasie ochronić jego i Pilar do maksimum możliwości. Szkoda tylko, że wiązało się to również z odwalaniem jakiś durnych scenek przed ludźmi.
Pilar umiała grać, nie miała z tym problemu, ale w słowach Madoxa też było wiele prawdy. Bo przecież to nie powinno tak wyglądać, nie powinno się tak odpuszczać. Wszyscy w klubie i tak już wiedzieli, że byli zaręczeni, ona też lubiła być u jego boku, jako ta kobieta gangusa. Nie z tyłu, gdzieś w cieniu, a ramię w ramię przy nim. Chociaż Eliot też miał racje.
Westchnęła ciężko.
Kurewsko ciężko. I na krótki moment, kiedy oni rozmawiali, odrzuciła głowę do tyłu, by zgarnąć kilka głębszych oddechów. Rozważała za i przeciw. Wszystko to co było nie do podważenia, jak chociażby ich relacja, która była i będzie, niezależnie od tego, co tam pierdolił komendant, do rzeczy, które mogliby poświęcić. W końcu i tak najlepiej było im z dala od ludzi. Na końcu molo, gdzie już nikogo nie było, w opuszczonej budce ratowniczej, w starym teatrze, do którego nikt nie zaglądał, na dachu chatki z widokiem na piękną panoramę Medellin… lubili być razem z daleka od ludzi. Wiec może to wcale nie będzie tak straszne? W końcu to tylko jedna szopka do odegrania.
Była gotowa się zgodzić.
Już otwierała usta, żeby potwierdzić, że w to wejdą.
Tylko wtedy on powiedział nie. Stojąc za nią i przytrzymując ją za ramię, jakby to była ich wspólna decyzja. Momentalnie poczuła, jak serce jej przyśpiesza. W pierwszej chwili, chciała się do niego odwrócić i spojrzeć jak na debila. Przecież mieli się cieszyć z tego, że nikogo nie odeślą, a Madox nie godził się nawet na najbardziej podstawowe wymaganie. Już chciała się z nim nie zgodzić i powiedzieć, że tak. Ale z drugiej strony, przecież oni zawsze spotykali się gdzieś pośrodku.
A tu w ogóle istniał jakiś złoty środek?
Może tak może nie, ale Stewart postanowiła go znaleźć.
Nie będziemy udawać, że nic nas nie łączy — przytaknęła swojemu przyszłemu mężowi, chociaż spojrzenie miała wbite w komendanta. — Możemy co najwyżej zrobić raz na jakiś czas scenę zazdrości albo po prostu ostro się pokłócić przy ludziach — akurat w tym mieli wprawę. Byli zajebiście dobrzy w kłóceniu się — i jeszcze lepsi w godzeniu — a skoro tego wymagała sytuacja, z pewnością mogli się nieco pobawić. Rozbić jakaś szklankę czy szarpnąć za koszulę. I tak robili to na porządku dziennym. Wstała z krzesła i tym razem to ona przeszła się po pokoju. — Niech myślą, że ten związek jest kruchy. Że ja jestem w niego głupio zapatrzona, a on to wykorzystuje dla własnych korzyści — nic nikomu nie musieli udowadniać, ważne było, że ona wiedziała, jak bardzo Noriega ją kochał. Pierdoleni makaroniarze wcale nie musieli. Mogli sobiem myśleć, co tylko chcieli, a jeśli to wystarczyło, żeby byli chociaż trochę bardziej bezpieczny, to w czym problem? No Eliot jak się zaraz okazało, widział kolejny i kolejny.
To za mało — mruknął, kręcąc głową, a Pilar za ten czas wywaliła oczami w stronę sufitu. — To za mało, rozumiesz? On musi jakoś udowodnić swoją wartość, pokazać, że ma z tego faktycznie jakieś benefity, z bycia z tobą — skrzywiła się lekko na te słowa. Źle to zabrzmiało. Jakby teraz kurwa żadnych nie miał, chociaż z drugiej strony wiedziała, o co chodziło Eliotowi.
No do zaaranżujmy to — odpowiedziała nagle, stając jak wryta w połowie drogi przez pokój, zarzucając ręce na biodra. Eliot patrzył na nią jak na debilkę, Madox pewnie bardziej z zainteresowaniem. Może widział, że miała już jakiś pomysł? Znał ją już przecież. Wiedział, że zawsze miała coś w rękawie.
Co ty kurwa zaś chcesz zaaranżować? — Eliot jęknął, jakby naprawdę nie spodziewał się usłyszeć czegokolwiek odkrywczego albo chociaż ciekawego. A szkoda, bo plan Pilar naprawdę mógł przynieść sporo korzyści.
Dowiemy się, gdzie będą mieć kolejne przekazanie towaru albo broni — zaczęła spokojnie, podchodząc nieco bliżej. — I zorganizujemy nalot. Dwa oddziały powinny wystarczyć — wyjaśniła, chociaż Eliot potrzebował chyba więcej informacji. Jego głowa ewidentnie już nie pracowała na odpowiednich obrotach. — Policja przyjedzie, ale nikogo tam nie będzie, bo Madox… — uniosła dłoń w górę i położyła ją na jego ramieniu, wbijając delikatnie palce w materiał koszulki. — Wcześniej da im znać, że wszystkiego dowiedział się od swojej laski z psiarni. Głupia, zakochana Pilar, wystarczyło ją przelecieć dwa razy, dać bukiet kwiatów i poprawić jeszcze na stole, żeby się wygadała — uśmiechnęła się bezczelnie. No przecież to był kurwa plan idealny. — Wszyscy będą mu wdzięczni, że uratował jebany towar… — zrobiła krok do przodu i nachyliła się w stronę Eliota. — I tym dopiero udowodni swoją lojalność wobec półświatka. A nie kurwa rzucając szklaneczkami i przepraszając za to, że zdradził — zakończyła stanowczo, patrząc Eliotowi prosto w oczy. W tych Pilar było widać odrobinę szaleństwa, ale co się dziwić? W końcu to wszystko, o czym tutaj rozmawiali było nie tylko kurewsko niebezpieczne, ale też wymagało odrobiny fantazji.

La estúpida e ingenua Pilar y el topo astuto ₊˚⊹ᰔ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Opierał jej dłoń na ramieniu, z tym nie na ustach, jakby to była ich wspólna decyzja...
Chociaż podskórnie, gdzieś tam w środku, czuł, że Pilar zaraz odwróci się do niego i powie, że tak, bo przecież... ten temat też poruszali. Rozmawiali już o tym, że może będą musieli udawać. Ukryć się przed całym światem. Ale on nie chciał wiecznie się chować. Pierwszy raz wżyciu chyba, chciał, no kurwa... Wszystkim by się mógł chwalić tym, że się zaręczyli. I w zasadzie często to robił. Chociaż po tej akcji z makaroniarzami postanowił być ciut ostrożniejszy.
Odrobinę.
A jednak kiedy Pilar powiedziała nie, zgodziła się z nim i dodała, że nie będą udawać, że nic ich nie łączy, Madox uśmiechnął się jakoś odruchowo. Nie spodziewał się tego, ale to było chyba najlepsze co on tutaj, dzisiaj usłyszał, jego palce przesunęły się po jej ramieniu pewniej.
Bo kurwa chyba to było najważniejsze? Nieważne w jakim szambie by się znaleźli, to ważne, że razem? Jedno za drugim. A nie przeciwko sobie.
Drgnął delikatnie na te sceny zazdrości i kłótnie, o których wspomniała, to rzeczywiście im wychodziło, nawet bez udawania. Wychodziła z nich ta chorobliwa zazdrość, a dwa silne charaktery często się ścierały. Chociaż przecież teraz już zazwyczaj potrafili dojść do kompromisu. Szybko się zapalić, szybko posprzeczać, a już zaraz w tym całym ogniu szukać zgody. Potrafili to nienagannie.
Powiódł spojrzeniem za swoją narzeczoną, kiedy wstała z krzesła, kiedy spacerowała po pomieszczeniu, tym razem on usiadł na tym jej krześle, jakby było kurwa jego, przed samym komendantem. I chociaż dziwnie słuchało się tego, że ich związek był kruchy... A Pilar głupio w niego zapatrzona.
Nigdy nie mógł by jej wykorzystać...
Nawet miał to powiedzieć, a jednak ugryzł się w język.
Zarzucił nonszalancko nogę na nogę.
- Zawsze wykorzystuje moje kontakty z policją... Półświatek to lubi, nie ufa do końca, ale czerpie z tego korzyści - wtrącił spokojnie, ale Eliot i tak zaraz mówił, że to za mało. A kiedy dodał, że Madox musi udowodnić, że ma z bycia z nią jakieś benefity, to Noriega strzelił oczami.
I nawet miał już mówić, że nie musi niczego udowadniać.
Ale Pilar chyba zgadzała się z komendantem, od razu odwrócił się w jej kierunku, kiedy się odezwała, kiedy zaproponowała to, żeby to zaaranżowali. Bo oczywiście, że mu się to nie spodobało. Niby jak miałoby to wyglądać?
Pewnie gdyby byli sami, to zaraz by jej wyrzucał, że nie. Nawijał, że to zły pomysł. Ale z drugiej strony...
Był też ciekawy co przyszło jej do głowy. Usiadł na krześle bokiem, a ciemne tęczówki zawiesił na jej twarzy, uniósł pytająco jedną brew. A na Eliota nawet się nie obejrzał, kiedy tamten pytał Stewart o jej plan.
Nabrał w płuca powietrze słuchając jej uważnie, dowiedzieć się gdzie będzie przekazanie towaru, to akurat było proste. Nie broni, bo w to Madox się nie bawił, ale prochy... O tych często go informowali, a to, że on większość takich rzeczy zachowywał dla siebie... No on po prostu nie trawił się z tymi bucami z narkotykowego. Oprócz Jerry'ego, jego nawet lubił. Zmrużył powieki łącząc te wszystkie kropki w głowie. Nalot. I pusty magazyn, bo on zdobył odpowiednie informacje. Od niej właśnie. Dzięki temu, że miał ją blisko.
To mogło wypalić.
Wstał i zaraz już stał obok Pilar kiwając głową.
- To może się udać - wtrącił tylko, a zaraz ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe spojrzenie. Chociaż kącik jego ust drgnął do góry na jej kolejne słowa, a obie brwi uniosły się ku górze. Bo tylko stół tutaj się zgadzał. Przesunął się tak, żeby stanąć ze Stewart ramię w ramię, a zarośnięty policzek na moment oparł o jej dłoń, w jakimś takim czułym geście, ale krótkim, tak, żeby jednak Eliot znowu nie pierdolił.
- Jak na moje to dobry plan, zwłaszcza, że trochę zaczynają węszyć, półświatek robi się podejrzliwy... Ostatnio dajecie mi tylko jakieś jebane ochłapy, żadnych konkretów - podkręcał trochę atmosferę, teraz to on brał Eliota pod włos - ale to musi być coś grubego, najlepiej z makaroniarzami... Włochami, bo oni lubią takie udowadnianie lojalności - pokiwał głową. No i makaroniarze przede wszystkim już pewnie wiedzieli, że Madox kazał przepraszać Tony'emu Pilar. Im powinien chyba najbardziej udowodnić, że jednak trzymał tą złą stronę mocy. Latynosów i tak by nie sprzedał. Ich rozpracowywał powoli, same grube ryby, jak Gonzales. A Ruscy... o ich interesach najtrudniej było się czegoś dowiedzieć, chociaż... Czasami Maddie coś wyciągnęła i mu przekazywała.
Oboje wpatrywali się w Eliota, ale ten myślał, skrzyżował ze sobą palce opierając łokcie na biurku.
Przecież nie raz krył Madoxa, dużo razem robili przekrętów... Dla dobra sprawy. Nie byli wcale najgorszym duetem, bo Eliot... ten to dopiero czerpał w chuj benefitów z tego, że miał pod sobą Madoxa. Bo on przecież nie siedział tylko w broni, czy w przemycie... On potrafił się dowiedzieć wszystkiego. Paplaniną, a czasem przemocą, na którą Eliot przymykał oko. Na dużo rzeczy przymykał.
Odsunął szufladę biurka, żeby wyjąc z niej kolejnego papierosa, ale go nie zapalił, przekładał go w palcach, obracał, a nawet podniósł do nosa, żeby go powąchać.
- Załatwisz takie informacje Noriega? - zapytał, a Madox od razu skinął głową, wystąpił przed Pilar to pół kroku.
- Co tylko kurwa chcesz - powiedział pewny swego. Przecież umiał zdobywać takie informacje, a jeśli na szali stał ich związek, to on je wyciągnie z samego jebanego dna piekła chociażby.
- A później co... będę cię musiał zawiesić Stewart. Bo skoro to wyszło, to wiadomo, że od ciebie - tym razem spojrzenie wbił w Pilar. A Madox odwrócił się zerkając na nią. Miała nie musieć wybierać, obiecał jej to.
- Albo puścimy plotę, że wysprzęglił się ktoś inny. Włosi będą wiedzieli, że cynk poszedł ode mnie, od mojej narzeczonej, ale dodamy jeszcze drugą wersję, że macie szczura na komendzie... - bo mieli i Madox zawiesił spojrzenie na Eliocie, jakby chciał wyczytać z niego, czy on też coś o tym wie. Ale komendant nie dał nic po sobie poznać - akurat w półświatku zawsze jest kilka wersji wydarzeń, wiesz kurwa, Latynosi jedno, Włosi co innego, a ruscy zawsze przeciwko mnie - coś w tym było, ale jakby tak odpowiednio zagadał swoich Latynoskich kolegów, to przecież oni też by mu pomogli. Wzięliby jego stronę, jego i Pilar.

Pilar, la más inteligente y astuta ⋆˙⟡♡
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To naprawdę mogło się udać.
Ten plan — a raczej jakaś jego wstępna część — było idealną podkładką lojalność dla Noriegi i dosłownie całego ich związku. W końcu gdyby w odpowiedniej częstotliwości organizowali takie akcje, nie tylko mogliby pokazać jego bycie z Pilar w samych superlatywach, to jeszcze Madox wskoczyłby o poziom wyżej w swoich pozycjach jeśli chodzi o półświatek. W końcu wtyka klubowa to jedno — facet, który upija psy, zagaduje i wyciąga ochłapy informacji na pewne temat, a zupełnie coś innego, jeśli ma się dosłowny wjazd wewnątrz całej operacji. Nie u jakiegoś przypadkowego psa z drogówki, a u śledczej. Kurwa, jak dobrze pójdzie po jakimś czasie sami będą Noriege zachęcać do tego, żeby się z nią ożenił.
I chociaż prezentując cały ten plan, jej mina była chłodna i stanowcza, tak kiedy z jego ust padły słowa poparcia, a potem wtulił policzek w jej dłoń, garda Pilar na krótką chwilę momentalnie opadła. Mięśnie jak na zawołanie się rozluźniły, a jej spojrzenie, patrząc na niego, zrobiło się o wiele łagodniejsze, ciepłe. I ognie też, bo przecież oni więcej się dochodzili niż ze sobą zgadzali, a tutaj tak ładnie im to szło, że aż miała ochotę…
Ale nie mogła, bo oczywiście już Eliot miał kolejne pytania, już chciał znać szczegóły, już trzeba było szacować jakie będą straty do zysków. Chociaż akurat komendant wiedział, że posiadanie kreta wysoko postawionego w organizacji półświatkowej to było jebane złoto. Tu naprawdę była długa granica tego, co będzie w stanie poświęcić, aby to osiągnąć.
Przewróciła oczami na to będę musiał cię zawiesić i usiadła sobie na jednym z krzeseł, już nawet nie kontaktując czyim. Szczerze mówiąc, w całej tej sferze i skali problemu, w jakiej się znaleźli chwilowe zawieszenie nie byłoby czymś tragicznym. Jakoś by to przełknęła, może porobiła kilka prywatnych spraw, to nie był dla Pilar koniec świata. Ale zaraz okazało się, że nawet nie musiał być, bo Madox pięknie skontrował słowa komendanta, że przecież plotki można było puścić różne, w końcu…
Wiem, że mamy tu szczura — warknął Eliot, dosłownie przerywając mu w pół słowa. Odchylił głowę do tyłu, a jego płuca opuściło głośne westchnięcie. Zacisnął palce na filtrze od peta i przysunął go sobie do ust. Przez moment wyglądał, jakby miał zapalić drugiego już dzisiaj, ale finalnie odstawił go na biurko z trzaśnięciem ręki. — Dlatego to jest rzecz, którą TY masz się dowiedzieć. Ja pomogę wam, wezmę kilka kulek za te niewypalone akcje, ale ty Noriega, masz dwa miesiące, żeby dowiedzieć się, kto jest pierdolonym kretem w tym przybytku — nachylił się nad biurkiem, wzroku ani na moment nie ściągając z Madoxa. — Bo jeśli nie… — postukał kilkakrotnie palcami o drewno. — Uznam, że to ty — zaskoczył spokojnie, chociaż atmosfera wciąż była gęsta. Pilar aż ugryzła się w język, żeby się nie odezwać i żeby nie powiedzieć Eliotowi, że go kurwa pojebało. Ale z drugiej strony, co ona mogła wiedzieć? Może właśnie takie zadania Madox dostawał już wcześniej? No tylko czy wcześniej Eliot groził mu, że go wyjebie z policji? Tego już nie była pewna. Ale przecież wiedzieli, że komendant nie zrobi dla nich nic bezinteresowanie. Że znając Eliota będzie chciał wycisnąć wszystko aż do cna.
No — odchylił się w końcu na fotelu i zabujał delikatnie. — Będę się kontaktować pod koniec tygodnia w sprawie tej ustawki. Noriega, masz tydzień, żeby złapać dla nas jakiś dobry magazyn, a nie kurwa samochodową przerzutkę. Ja ogarnę zespół. Trzeba będzie tam przydzielić jakiegoś detektywa, żeby nie było na ciebie, może Gardnera — rzucał kolejne to informacje, jakby wypowiedzenie ich na głos sprawiało, że zapisał sobie wszystko w głowie, a następnie spojrzenie z Madoxa przeniósł na Pilar. — Tylko kurwa pamiętajcie, że po takiej pustej ustawce, będziecie się musieli posprzeczać albo kurwa nie odzywać, jak będziecie wśród ludzi. Jesteście w roli, więc się lepiej kurwa do niej dostosujcie. Masz zachowywać się, jakby on naprawdę cię zdradził i sprzedał półświatkowi. Masz być kurwa o-bra-żo-na — przecedził przez zęby ostatnie słowo, a Pilar tylko wywaliła oczami, przelotnie spoglądając na swojego przyszłego męża.
Calma, wiem, jak być na niego o-bra-żo-na — trochę przedrzeźniła Eliota, ale z drugiej strony w tym samym czasie przyznała mu racje. Wiedziała, że przecież tak trzeba było zrobić, żeby cała historia się spinała. — I jak się z nim kłócić też — uśmiechnęła się delikatnie, a jeśli Madox na nią spojrzał, mógł zobaczyć w jej oczach błyskl i charakterystyczną zaczepność. No przecież umieli się kłócić. Robili to w dodatku w chuj caliente.
No i świetnie — podsumował, stukając palcami o blat biurka. Chwile jeszcze się zastanawiał, intensywnie nad czymś myślał, ale finalnie spojrzał po ich twarzach. — Ode mnie w takim razie na ten moment to wszystko. Jeszcze coś jest niejasne? — w sumie nie poszło najgorzej. Było trochę krzyków, żalu i niezgodny, ale gdyby tak spojrzeć na rezultat, jaki osiągneli, to… no kurwa poszło im dobrze. Pilar pokręciła głową, że od niej również nic więcej do dodania. A kiedy Madox odpowiedział za siebie, Eliot jeszcze dodał... — Serio idziecie kurwa karmić kaczki?

mi patito ⋆.˚𓅭⋆.˚ ˎˊ˗
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To musiało się udać.
Madox już oczywiście układał sobie w głowie, jak trzeba to wszystko rozegrać, kogo zagadać, żeby wyciągnąć informacje, ale komu też sprzedać plotki, żeby wszystko się rozniosło. Bo to przecież nie mogą być przypadki, to musi być idealnie rozplanowane, odpowiednie osoby...
I tym razem nie zamierzał iść na żywioł, szyć na bieżąco, a podejść do tego z głową. Ale o tym nie miał zamiaru dyskutować z Eliotem, bo czasami komendant im mniej wiedział, tym lepiej, dla wszystkich. Za to na pewno poruszy te kwestia z Pilar, mogła to widzieć w jego ciemnym spojrzeniu, kiedy na moment opierał policzek o jej dłoń, a jego ciemne tęczówki, jakby obiecywały jej, że do tego wrócą. Dużo było takich kwestii, do których wracali.
I Madox też wrócił na swoje krzesło, dosuwając się do Pilar, znowu opierając rękę za jej plecami. Jakby tym gestem chciał pokazać Eliotowi, że co by się nie działo, to oni przecież byli za sobą... Jedno za drugim, gotowe do poświęceń. Ona w tym wypadku większych niż on.
Dopiero kiedy komendant oznajmił, że wie, że mają tu szczura, to Noriega wbił w niego spojrzenie. Czyli jednak wiedział. Już miał nawet zapytać czy kogoś podejrzewa, bo on miał swoje typy. Ale wtedy Eliot powiedział, że to ma być jego sprawa, dowiedzieć się kto sypie.
Madox się wyprostował znowu zarzucił niedbale nogę na nogę i oparł wytatuowane palce na kolanie.
- Dobra... Ale bez raportowania, widziałeś jak twój psi patrol się na mnie gapi? Chyba za często tu ostatnio bywam - wbił spojrzenie w Eliota pochylając się nieco do przodu - może Pilar będzie naszym łącznikiem? - zaproponował. Bo prawda jest taka, że wcześniej Madox bywał na komisariacie, ale od jakiegoś czasu robił to naprawdę często. Za często, dlatego półświatek go podejrzewał.
- Znajdę wam zajebisty magazyn, będziesz płakał, że to kurwa tylko ustawka - oparł łokieć na biurku komendanta, ale ciemne spojrzenie zawiesił na Pilar - moja narzeczona wszystko ci przekaże - bo może jak to rozegrają odpowiednio... To Eliot też będzie zadowolony z tego, że oni jednak są razem? Na tego Gardnera Madox się zastanowił, jebany Gardner to służbista, ciężko było im się dogadać - a może daj Jerry'ego? Jest dobry, ale jednak łatwiejszy do urobienia niż Garnder, nie ogarnie, że robimy tutaj jakąś pokazówę - no tak, bo Jerry był... no ćpunem był, co tu dużo mówić. Może nie był najgorszym psem, bo wiedział jak działają wszystkie substancje psychoaktywne, jak myślą po nich spaczone umysły, jak odbywają się przemyty, ale... łatwo było mu coś wkręcić. Łatwiej niż Gadnerowi.
Kiedy Eliot spojrzał na Pilar tłumacząc jej, że po spalonej akcji ma być o-bra-żo-na, to Madox też odwrócił się w jej kierunku. A zaraz już zaciskał palce na nodze jej krzesła, żeby ją do siebie szarpnąć, sprawić, że podjechała do niego bliżej.
- Kurewsko dobrze udaje obrażoną, a jak się kłóci to byś w życiu nie powiedział, że to tylko taka gra aktorska - zerknął jeszcze na Eliota, żeby zaraz spojrzenie wbić w te ogniste oczy Pilar. Pochylił się nawet w jej kierunku, ale komendant odchrząknął, a zaraz już mówił, że od niego to wszystko.
I bardzo dobrze.
- Zajebiście - rzucił nawet Madox, a zaraz zbierał się z krzesła zanim Eliot zmieni zdanie, czy coś - to ja będę wszystko przekazywał Pilar, bo teraz muszę odpierdolić jakąś szopkę, jak to bardzo mnie wkurwiłeś... - wywrócił oczami, ale musiał. Zawsze to robił.
Na to pytanie o kaczki Madox zerknął jeszcze na Stewart.
- A Letexier wrócił z urlopu? - zapytał i posłał swojej narzeczonej jakiś zaczepny uśmiech, ale komendant odpowiedział, że tak - to idziemy - stwierdził, no bo gdyby zastępcy komendanta nie było, to miałby trochę inny pomysł na wykorzystanie tego, że byli już razem na komendzie. A tak... rzeczywiście zostało im chyba iść do parku, do którego mieli kilka kroków.
Eliot już machnął na nich ręką, a Madox jeszcze zatrzymał Pilar przy drzwiach - zabieram cię na lody... - mruknął do jej ucha, kiedy już sięgała do klamki, a on ją zatrzymał opierając się o jej plecy - i te kaczki, ale najpierw przedstawienie... - jeszcze naparł na nią mocniej, ale zaraz opuścili już gabinet komendanta. A Madox wyminął Pilar.
- Jebany Eliot, co on sobie kurwa myśli, wiecznie jakieś przesłuchania... a nakaz? Co on kurwa na mnie ma? Powiem ci co... gówno - nawijał od drzwi, tak, że kilka głów obejrzało się w ich stronę. Odwrócił się nawet do Stewart gwałtownie - to jego pierdolenie zawsze się coś znajdzie bla bla bla - prychnął i już ruszył między biurkami jej kolegów, ale zatrzymał się przy tym Becka, i znowu się szarpnął odwracając do Stewart - ale ja kurwa jestem czyś-ciut-ki, zresztą sama wiesz... - puścił do niej oczko, a zaraz znowu się odwrócił, gwałtownie, kopnął kosz Becka wywalając go na podłogę. Policjant zaraz zerwał się z miejsca stając nad nim, a Madox tylko zrobił krok do przodu, tak, że ich klatki piersiowe się zetknęły.
- Noriega... - wycedził przez zęby.
- No co Beck? Znowu ci się ręka omsknie? A potem będziesz kurwa przepraszał? - syknął Madox i przez chwilę mierzyli się ognistymi spojrzeniami, jak te dwa wściekłe psy, które gotowe były rzucić się sobie do gardeł - w dupie mam kurwa twoje przeprosiny, i w dupie mam waszego komendanta, póki nic kurwa na mnie nie macie... - rzucił Madox, a Beck już zaciskał palce na jego kurtce...
Tylko, że to poruszenie sprawiło, że również Eliot wyszedł ze swojego gabinetu, stanął w drzwiach.
- Stewart zabierz stąd... swojego faceta, bo zaczyna mnie wkurwiać - rzucił, a Beck spojrzał na nich zdezorientowany.
No to w końcu Noriega był facetem Stewart?
Skoro tak mówił komendant, to chyba coś tutaj było na rzeczy? Haddie nawet wstała od swojego biureczka, bo ona chyba akurat z tego wcale nie zdawała sobie sprawy, a Beck? Może coś podejrzewał? Może większość z nich coś podejrzewała po akcji z Daltonem, ale przecież to były tylko przypuszczenia, pogłoski, żadne potwierdzone informacje, ale teraz...
To już chyba wszystko zależało od Pilar, bo Madox odsunął się od Becka, jeszcze raz oglądając się na komendanta. Jeśli wszyscy odpowiednio to rozegrają... to każdy będzie wygrany.

Vamos a dar de comer a estos patos ⋆˚✿˖° 🪿 。𖦹°‧
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie przeszkadzało jej bycie łącznikiem.
Co więcej — uważała, że mógł to być całkiem dobry pomysł, biorąc pod uwagę to, jak Madox lubił… wkurwiać i podjudzać. Ona mogła załatwiać te rzeczy z o wiele bardziej chłodną głową, a przynajmniej tak się wydawało.
Uśmiechnęła się pod nosem, gdy jej na-rze-czo-ny zaczął nawijać o tym, że znajdzie Eliotowi tak zajebisty magazyn że aż będzie płakał, że to tylko ustawka. Aż na moment się na niego pop prostu zapatrzyła. Na tą jego pewność siebie, która zawsze się jej podobała, na sposób, w jaki ani na moment sie nie wahał, jak szedł po swoje. Kręciło ją to, jak mało co, aż miała ochotę przysunąć się bliżej. A on jakby czytał w jej myślach, zaraz szarpnął krzesło w swoją stronę.
Ma racje — wtrąciła się do wymiany zdań pomiędzy mężczyznami. — Jerry jest o wiele głupszy niż Lans — wzruszyła ramionami. Jej ton był spokojny, a tak naprawdę w przekazie nie było żadnego podtekstu. Pilar lubiła Grandera. Dobrze wykonywał swoją robotę i też nie lubił za bardzo owijać w bawełnę, cenił sobie konkrety. Miała nawet w planie poprosić go o pomoc w dopięciu sprawy z kontenerami, ale jakoś nie było jeszcze okazji, biorąc pod uwagę, ile się działo w międzyczasie.
A po dzisiejszej rozmowie, wyglądało na to, że zapowiadało się jeszcze więcej zabawy i atrakcji. Jak na przykład udawanie o-bra-żo-nej kobiety i wykłócanie się z Noriega w tym samym czasie, co chciałaby zerwać z niego ciuchy i się na niego rzucić. Świetnie. Może nawet i lepiej, że Letexier już wrócił z urlopu, bo w innym wypadku już ciężko byłoby się jej skupić.
No i zajebiście — potwórzyła do Noriedze, po czym wstała z krzesła. Poprawiła skórzaną kurtkę, którą cały czas miała na sobie, przy okazji zarzucając włosy do tyłu, a kiedy Madox nachylił się w jej stronę, żeby oznajmić, że zabierał ją na lody, odwróciła się do niego z impetem. — A jaki smak? I ile gałek? — wbiła w niego spojrzenie, gotowa wyciągnąć rękę do przodu i przejechać palcami, w okolicy dwóch konkretnych, ale wtedy Eliot odchrząknął i zamruczał coś pod nosem w stylu wypierdalajcie już, więc wyszli, tak jak im kazał. Madox oczywiście przodem.
Pilar sama nie była pewna, co do robienia szopki na komisariacie. Można to było równie dobrze rozegrać, że sprawa wciąż była związana z Daltonem, albo chociażby Meksykiem. W końcu sprawa z Gonzalesem rozniosła się dość głośno po całej psiarni. No tylko Madox już nawijał jak to jebany Eliot nic na niego nie miał. Pilar przewróciła oczami i szła za nim, nie pokazując za wiele emocji. W końcu wszyscy w robocie wiedzieli, że była chłodna, sfocusowna na zadaniach… niewiele osób znało ją naprawdę. Dopiero kiedy zatrzymał się przy biurku Becka, Pilar wstrzymała powietrze.
Wiedziała, że zaraz się coś odjebie.
Czuła kurwa w jebanych kościach, że po tym, co powiedziała dwa dni temu Noriedze w klubie, on wcale nie przejdzie obok Becka obojętnie i wcale się nie myliła. Nawet nie zdążyła otworzyć ust, żeby cokolwiek powiedzieć, ale kosz już leżał na ziemi, a Beck zaciskał palce na kurtce Madoxa. A do tego jeszcze Eliot, który wyszedł z gabinetu i powiedział…
Co on kurwa powiedział?
Czy on naprawdę przy wszystkich oznajmił, że byli razem?
Aż się odwróciła w jego kierunku i momentalnie zgromiła go wzrokiem. Świetnie, kurwa. Zamiast zostawić ludziom pole do spekulacji i nie wysuwania za daleko idących wniosków, teraz wszyscy już wiedzieli. A w tym Beck, który spojrzał na nią z autentycznym wy-rzu-tem.
Faceta? — warknął, rzucając jej ostre spojrzenie. Jednak nim zdążył cokolwiek więcej powiedzieć, Pilar podeszła bliżej i dosłownie szarpnęła jego nadgarstki, by zrzucić je z kurtki Madoxa.
Skoro słyszałeś, to co się pytasz? — odpyskowała mu i teraz to ona zacisnęła dłoń na materiale Noriegi. Tylko Pilar zamiast go szarpnąć, pchnęła jego ciało w stronę wyjścia.
Stewart — Beck nie odpuszczał. Zrobił krok w jej kierunku i nawet był na tyle durny, żeby złapać ją za przedramię. I chociaż Pilar nagle zachciała mu się odwinąć, bo to już przecież drugi raz, kiedy on ją tak szarpał, to po prostu stała. Stała i patrzyła, bo dookoła zrobiła się cisza. I to wcale nie dlatego, że ludzie chcieli posłuchać ich rozmowy — chociaż może też — jednak przede wszystkim, że po tym, co miało miejsce z Daltonem, łapanie kobiety, a tym bardziej Stewart przy wszyskich w ten sposób było… no kurwa niedobre. I Beck doskonale o tym wiedział. Widziała w jego oczach zawahanie. Rozejrzał się dookoła, złapał kilka ostrych spojrzeń kolegów po fachu i… — Przepraszam, nie chciałem — zluźnił uścisk, wycofując się krok do tyłu. Mimo że okazał skruchę, bo MUSIAŁ, tak Pilar widziała w jego oczach o wiele więcej emocji. Coś czuła, że jeszcze wrócą do tej rozmowy. Ale nie teraz. Nie dzisiaj.
Odwróciła się na pięcie, gotowa pochwalić zachowanie Noriegi, że dał jej to załatwić i nie wyrwał się do przodu, tylko zaraz się okazało, że on też nie stał sam. Bo tuż za nim, z paluchami zaciśniętymi na jego kurtce stała… Haddie.
Pierdolona Haddie.
Teraz Pilar powinna zrobić aferę?
Rzucić się na nią?
Mogłaby. Miała na to wyjątkowo dużą ochotę. Jednak zamiast tego, czując na sobie wzrok pomieszczenia, po prostu wbiła w nią chłodne spojrzenie i ruszyła do wyjścia, oczywiście trącając Madoxa ramieniem. Eliot chciał przedstawienie, to miał. Jeszcze takie, że teraz nie tylko będą ploty, że Pilar była oficjalnie z Noriegą, ale że Beck również należał do tego miłosnego trójkąta. No i okej. Im więcej scenariuszy ludzie mieli w głowie, tym trudniej będzie im odkryć ten właściwy.
Przeszła przez korytarz, czując na plecach oddech Madoxa, chociaż nawet się do niego nie odwróciła. Przy portierce machnęła dłonią na Barniego i pchnęła główne, wielkie, szklane drzwi.
Następnym razem jej przyjebie — oznajmiła niby do siebie, ale jednak do niego, gdy znalazł się tuż obok, po czym podniosła spojrzenie do pięknych, brązowych oczu. — Trzeba ją trzymać od tego z daleka, Madox — a najlepiej to jakby Haddie w ogóle spierdalała i trzymała się od nich (czytaj jego) całkowicie z daleka, biorąc pod uwagę ich przeszłość. To jak wszystko się zakończyło. — Bo nawet nie będę musiała udawać o-bra-żo-nej — warknęła, przyśpieszając nieznacznie, by zaraz zacząć iść tyłem i mieć go przed sobą. A potem oczywiście nagle przystanęła, by on nie zdążył zahamować i wpadł prosto na nią.

tú, yo y nuestros ex ₊˚⊹ᰔ
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przkleństwa
Wypierdolili z jego gabinetu.
Tak jak Eliot im kazał. Madox przodem, bo przecież to on był tutaj agresorem, i tym, który miał wykorzystać biedną Pilar. Nawijał jej, przeklinał na komendanta i chociaż raz złapał jej przenikliwe spojrzenie, to raczej... starał się ją trochę lekceważyć. Typowy Madox, dla którego najważniejsza jest tylko własna dupa. Niech tak myślą.
Oczywiście, że musiał się zatrzymać koło biurka Becka, tego, na którym dzisiaj już sadzał tyłek. A zaraz kopał jego kosz. I może by się nawet poszarpali? Tak dla sportu.
Ale Eliot wyszedł z gabinetu i oznajmił wszem i wobec, co łączyło Madoxa z Pilar. Noriega prawie się uśmiechnął, naprawdę musiał zagryźć policzek od środka, żeby pozostać poważnym. A komendant skrzyżował ręce na piersi z bezczelnym uśmiechem przyklejonym do twarzy, bo czy nie tego właśnie oni chcieli? Chociaż widział po Pilar, że nie do końca, że ją wkurwił, ale może nawet zrobił to specjalnie?
Bo zaraz trzasnął drzwiami i zniknął w swoim gabinecie, typowy Eliot zrobić zamieszanie i zniknąć. Może dlatego oni jednak tak dobrze współpracowali z Madoxem? Oboje lubili chaos.
I Noriega zaraz odnajdywał się w tym, który powstał po wyznaniu komendanta, chociaż jego spojrzenie spadło na dłonie Pilar, gdy strąciła z jego kurtki łapy Becka. Miał coś powiedzieć, ale ona zrobiła to za niego, a zaraz pchnęła go do wyjścia. Chociaż kiedy policjant sięgnął do Stewart, kiedy zacisnął palce na jej przedramieniu, to Madox się zatrzymał, stanął w miejscu, ale się spiął. Cały kurwa się spiął i zacisnął dłoń w pieść, mało brakło a by się cofnął. Skoczył na Becka jak jakiś dziki kot. Bo sobie kurwa grabił. Ale cała atmosfera zgęstniała, coś dziwnego zawisło w powietrzu i Madox też to wyczuł.
A zaraz poczuł na swojej kurtce palce Haddie.
Strzelił oczami w sufit.
- Nie mamy o czym... - mruknął Madox, kiedy blondynka znowu zaczynała to, że muszą pogadać. Powinni to zrobić jakieś osiem lat temu, a nie teraz. Noriega jeszcze przez moment stał wpatrując się w błękitne oczy policjantki, zastanawiał się czy powinien jej wyrzucić, że ona nigdy nic nie znaczyła, że to był tylko seks? Jego kolejna laska do posuwania? A może powinien po prostu powiedzieć, że nie mają o czym gadać. Nie mieli... przecież.
- Kiedy indziej - i tyle. Bo pomimo, że Haddie dla niego nic nie znaczyła, to on wciąż czuł się jej winny jakiś wyjaśnień, tylko, że... nie teraz.
Ruszył za Pilar, ale jeszcze obejrzał się na Becka.
- W środę - rzucił i wskazał na siebie palcem, a potem na niego, a zaraz już dogonił Stewart puszczając ją przodem przez wielkie, szklane drzwi - ja jebie... - zaczął, ale w tym samym momencie odezwała się Pilar, że następnym razem przyjebie Haddie, a Madox się uśmiechnął, jakoś zaczepnie - a ja Beckowi, w środę... Ale mu kurwa obije gębę, za to szarpanie ciebie... - zawiesił spojrzenie na jej twarzy - i czemu on się kurwa cały czas czepia? Pilar wydaje mi się, że coś jest na rzeczy, żeby nie było wiesz... - jak z Daltonem, chciał powiedzieć, ale ugryzł się w język - może powinienem go wyjaśnić? Zaraz się tam kurwa wrócę i go wyjaśnię - i nawet ruszył się w kierunku komendy, ale Pilar już zaciskała palce na jego kurtce. Chociaż Madox chwilę się wahał. Daltona też mógł wyjaśnić od razu, kiedy odkryli te zdjęcia, to nic złego by się nie wydarzyło. I teraz też miał takie myśli. Ale przecież Beck...
Ale z drugiej strony Dalton? Obejrzał się jeszcze przez ramię, ale Stewart już mówiła, że trzeba trzymać Haddie od tego z daleka, a Madox westchnął ciężko.
- Ją też wyjaśnię... - mruknął krzyżując groźnie ręce na piersi, ale zaraz parsknął - to znaczy... Powinienem z nią pogadać, ale zawsze są ważniejsze rzeczy, wiesz jak jest... - wzruszył ramionami, bo prawda jest taka, że nie chciał z nią gadać. Czuł się winny jej jakiś wyjaśnień, ale nie chciał do tego wracać. Bo Madox nie lubił rozdrapywać ran, parł na przód. A to co było...
No po co do tego wracać?
Kiedy się zatrzymała, to w nią wlazł, a zaraz sięgnął ręką, żeby zacisnąć palce na jej pośladku, oczywiście, żeby ją przytrzymać, bo przecież wpadł w nią z impetem. Oczywiście. Tylko po to.
- A ja teraz nie muszę udawać, że nic nas nie łączy? Bo jestem twoim facetem? Skoro tak powiedział nawet Eliot? - wbił ciemne tęczówki w jej piękne, czekoladowe oczy, a zaraz już pochylał się do jej pełnych, gorących ust - chociaż jak mamy udawać, że jesteś moją dupą z korzyściami, to może jednak powinienem... - nabrał powietrze w płuca, a jego wargi prawie musnęły te jej - grać trochę mniej... zajebanego - jego ciemne oczy błysnęły, bo był w niej zakochany, kurewsko. Ale skoro mieli się bawić, to mógł trochę poudawać. I teraz też jeszcze moment, jeszcze chwilę, zaciągał się jej znajomym zapachem, sprawiając, że ich oddechy blendowały się w jeden, a usta... domagały się tego pocałunku, a jednak zaraz się odsunął. Zaraz objął ją ręką sunąć palcami po jej karku, gdzie wyczuł jak jej skóra zadrżała pod jego dotykiem, na ramię, gdzie ułożył palce.
- Ale jak to wypali Pilar… Jak wszystkim pokażemy, że nasz związek to obopólne korzyści, to... wezmę cię za żonę - znowu spojrzał na nią z ukosa, kiedy już ruszyli w kierunku tego parku - zresztą co ja pierdole? I tak to zrobię - nawet jakby musiał ją porwać, albo narazić się na to, że go deportują. Stali już na pasach przed wejściem do parku - serio chcesz karmić kaczki? A wiesz co one jedzą? Ale na lody możemy iść, tam jest taka bu... - urwał, bo nagle jego spojrzenie zatrzymało się gdzieś po drugiej stronie ulicy - kurwa... - wyrzucił z siebie Madox - koleś robi nam zdjęcia - poinformował ją o co chodzi, ale nawet nie poczekał na żadną odpowiedź, na cokolwiek, bo już się wyrwał do przodu. Na czerwonym, prosto pod jakieś auto, które go strąbiło. Madox odbił się od maski unosząc ręce, z sorry na ustach, ale w tym czasie już facet z aparatem zauważył co się święci, zarzucił na głowę kaptur i też puścił się biegiem przez park. A Noriega za nim. Tylko, że gość szybko zniknął mu w tłumie... Pogoda dopisywała a w parku było naprawdę dużo osób, i chociaż Madox jeszcze chwilę rozglądał się za facetem w ciemnej bluzie, którą pewnie zdjął... To go nie znalazł. Znalazł za to zaraz Pilar.
- Ja jebie, odesłałem chłopaków na obiad, skoro jesteśmy razem, ale tak to może by go zgarnęli - jeszcze się rozglądał, ale chyba na próżno.

culo con beneficios ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
ODPOWIEDZ

Wróć do „Toronto Police Service Headquarters”