Szukanie kogoś innego, mając obok siebie dosłownie wszystko, byłoby przecież absurdem najwyższej kategorii. Takim życiowym samobójem dla ludzi, którzy najpierw dostają od losu wygraną na loterii, a potem przypadkowo wyrzucają kupon do śmieci. Teddy mogła mieć wiele wad i lista tych wad pewnie była momentami naprawdę imponująca, ale na pewno nie miała wady wzroku! Owszem, zdarzało jej się podejmować decyzje, które nawet jej własny rozsądek komentował ciężkim westchnieniem, ale wiedziała, kiedy trzyma w rękach coś prawdziwego. Miałaby dobrowolnie ryzykować utratę czegoś naprawdę ważnego i wyjątkowego? Nie, aż tak nie rozsądna nie była.
—
Mogłabyś spożytkować pokłady niezrozumiałej frustracji na worku treningowym, a nie na mnie — sprostowała, bo co ta April sobie wyobrażała? Że chodziło o wzmocnienie prawego sierpowego tylko po to, żeby Darling obrywała ze strojoną siłą? Widać, że w ogóle nie się na sporcie, inaczej miałaby pojęcie, że takich technik nie stosuje się poza ringiem. Dobrze, że strażaczka już dawno przywykła do tego obrywania wyłącznie dla zasady i kompletnie za nic!
Gdyby były sławne, nazajutrz wszystkie tabloidy dudniłyby o ich zaręczynach, przy okazji przypisując jakieś niestworzone, wyssane z palca historie. Teddy chciała, by ich związek był publiczny, ale na pewno nie na taką skalę. Co z tego, że na czerwonych dywanach prezentowałyby się doskonale, jak pewnie nie dałaby rady wytrzymać presji z wynikającej sławy. Mało tego, łykałaby wszystkie plotki (jak gęś kluski!) i sama już nie wiedziałaby, co jest prawdą, a co bujdą na resorach. Lepiej niech robią sobie ładne zdjęcia i przyklejają sobie fotki na lodówkę, zamiast bawić się w Jolie i Pitta.
Wcześniej, jakby nie patrzeć, znajdowały się wśród ludzi, więc nie wszystkie macanki wchodziły w grę. Mogły co najwyżej szczypać się ukradkiem w tyłki i - niby całkiem przypadkiem - obejmować w taki sposób, by dyskretnie wsunąć dłonie pod górną część garderoby. Na więcej zwyczajnie nie pozwalały im okoliczności, ale teraz znowu mogły zachowywać się niczym niewyżyte małolaty?
—
Ja? — udała wielce zdziwioną, bo przecież w ich związku, to ona była tą grzeczną. —
Sama już wszystko zaplanowałaś — zauważyła, zresztą zgodnie z prawdą. Narzeczona zadbała nie tylko o perfekcyjny klimat, ale również o to, żeby nikt im nie przeszkadzał. Teddy szczerze wątpiła, że ktokolwiek po evencie miałby ochotę wracać się do galerii sztuki. Większość ludzi udała się na after party do Chrisa, o czym wspomniał Japser.
—
Nieźle to sobie wymyśliłaś — mruknęła cicho, między kolejnymi pocałunkami, a gdy April rozpięła jej kamizelkę, natychmiast dobrała się do fioletowej marynarki, którą zsunęła z ramion ukochanej. —
Przez ciebie nie mogłam się dzisiaj na niczym skupić — wpiła się zachłannie w rozchylone usta, a jej druga ręka zacisnęła się na biodrze narzeczonej. Ale czy nie zawsze tak było? Kiedy Finch była w pobliżu, skoncentrowanie się na czymkolwiek graniczyło z pierońskim cudem.
Pocałunki szybko stały się intensywniejsze. Co chwilę odrywały się od siebie tylko na sekundę, bardziej z potrzeby złapania oddechu niż chęci przerwania bliskości. Darling w końcu odsunęła się na tyle, żeby móc szybko pozbyć się kamizelki, która od dłuższego czasu zaczynała ją zwyczajnie irytować. Rzuciła ją gdzieś na bok bez większego przejmowania się tym, gdzie dokładnie wylądowała. Chwilę później równie bezceremonialnie zdjęła z ramion marynarkę April i cisnęła ją na najbliższe krzesło, choć sądząc po dźwięku, chyba częściowo spadła też na podłogę. Trudno było zresztą oczekiwać od nich rozsądku, skoro od kilku minut były całkowicie pochłonięte sobą.
I prawdopodobnie właśnie dlatego żadna z nich nie usłyszała cichego dźwięku przekręcanego zamka przy drzwiach do sali. Teddy zorientowała się dopiero wtedy, gdy gdzieś za ich plecami rozległo się znaczące chrząknięcie. Powoli odwróciła głowę, wciąż mając wciśniętą dłoń w spodnie narzeczonej.
Przy wejściu stał ochroniarz. Starszy facet w granatowej marynarce patrzył na nie przez krótką chwilę z miną człowieka, który właśnie bardzo żałował, że tak sumiennie wykonuje swoją pracę. Jego wzrok przesunął się po porozrzucanych ubraniach, a potem zatrzymał się na półnagich kobietach.
—
Obchód wieczorny — oznajmił w końcu sztywno, wpatrując się gdzieś ponad ramieniem strażaczki, która własnym ciałem próbowała zasłonić siedzącą na fortepianie, wyraźnie roznegliżowaną Finch. Problem polegał na tym, że Teddy była może i wysoka, ale zdecydowanie nie aż tak szeroka, by skutecznie ukryć całą sytuację. Zwłaszcza że porozrzucane po podłodze elementy garderoby działały bardziej jak materiał dowodowy niż pomoc w zachowaniu resztek godności.
—
Tak. Oczywiście. Obchód. A my tutaj podziwiamy sztukę. Zwiedzamy. Te sprawy — wypaliła durnie, czując, jak jej policzki robią się purpurowe. To był śmieszny kontrast do twarzy ochroniarza. Mogliby robić za kanadyjską flagę. Albo za flagę jakiegoś europejskiego państwa. Monako, na przykład.
działasz jak melisa, tak smakuje mięta