34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie dało się nie zauważyć czerwonej sukienki, którą miała na sobie Rosa, ledwo zasłaniała jej tyłek, a do tego ten kolor był tak wyrazisty, że z daleka rzucał się w oczy. Materiał opinał się doskonale na jej idealnie zrysowanej sylwetce.
Ticiano też to chyba zauważył, bo zaraz zagadywał Rosę. Zamiast swojej dziewczyny.
A Madox... on sterczał za Pilar, chociaż wcale nie miała na sobie czerwonej sukienki, żadnej sukienki i wyróżniała się na tle tych wszystkich odstawionych dziewczyn, które przyszły tutaj, jakby szły na jakąś galę. Odezwał się do niej, chociaż wiedział, że tego nie lubiła, kiedy on się w ogóle do niej odzywał, a zaraz zasłaniał się przed nią, łapiąc gardę, spinając się, bo naprawdę myślał, że go uderzy. Za-cze-pi. Tak jak on wiecznie to robił, a przecież nie powinien. Przecież wiedział, że ją wkurza.
Ale zaraz też tulił Marie, ściskając ją mocno, aż pisnęła, a na koniec witał się ze swoją dziewczyną, a raczej ona z nim, bo przecież już wisiała mu na szyi. Pocałunkiem.
Oczywiście musiał się odezwać, kiedy Tio skrytykował ubrania Pilar, na jego czarne koszulki i porwane jeansy też wiecznie narzekał. Dobrze chociaż, że Rosie się podobało, chociaż dzisiaj jakieś dłuższe spojrzenia posyłała Ticiano, ale Madox nie zwrócił na to uwagi. A może po prostu nie chciał teraz o tym myśleć? Przecież Ticiano to jego brat.
Skupił się na walce i rzeczywiście to pierwsze starcie, takie na rozgrzewkę, z nowicjuszem, poszło mu gładko. Ale tak było zawsze otwierali jakąś walką, która miała być szybka, po prostu ich zaprezentować w ringu. Na kolejnej już musiał pokazać, co potrafi... A w finale dać z siebie wszystko. Zamierzał.
Objął Rosę ramieniem, kiedy się do niego przytulała, kiedy zasypywała go pocałunkami, chociaż, kiedy odezwała się Pilar, to trochę odsunął od siebie swoją dziewczynę, żeby zerknąć ponad jej ramieniem na Stewart.
- Po sierpowym... - powtórzył po niej marszcząc brwi. Miał to gdzieś, czy raczej kodował to w głowie?
Chyba to drugie, bo kiedy Rosa kazała się Pilar zamknąć, to się jej wyrwał - Rosa kurwa, to ważne - mruknął, ale Rosalinda oczywiście nie dała za wygraną, nawijając jak to on sobie świetnie poradzi. A Stewart zaraz rzuciła tekstem o tym obciąganiu, na który Madox wywrócił tylko oczami, Tio za to popatrzył po dziewczynach z uśmiechem. Bo akurat Noriega wcale o tym nie myślał, on chciał wygrać i w dupie miał to, co Rosa zrobi, jak mu się to uda. Bo on przecież nie walczył dla niej, dla siebie. Dla tego motocykla, który chciał kupić.
Madox podszedł bliżej ringu, żeby spojrzenie zawiesić na Truciźnie, chciał znaleźć jakieś jego słabe punkty. Cokolwiek co dawało by mu przewagę, ale Trucizna rozłożył przeciwnika jeszcze szybciej niż on. Od razu kurwa nokaut. Nie dało się nic w ogóle wypatrzeć.
- Co? - obejrzał się na Marie, kiedy Trucizna i jego przeciwnik już schodzili z ringu - wiesz... nie wiem, z jakimś Alejandro, on ma brata bliźniaka Pedro, kojarzysz ich? Pedro poszedł na medycynę, a Alejandro stoi na bramce w klubie - Marie pokiwała głową, że kojarzy.
- Na pewno dasz sobie radę Madito - Rosa już znowu przytulała mu się do klaty. A Madox próbował ją odsunąć, bo teraz na ring wszedł Alejandro przedstawiony jako puño llameante - płonąca pięść. I Noriega naprawdę chciał na to popatrzeć. Alejandro był wysoki, dobrze zbudowany, barczysty, większy od Madoxa. Dobrze byłoby odkryć jakiś jego słaby punkt, zanim staną na przeciwko siebie.
Ale Rosa znowu zawiesiła mu się na szyi i tym razem na ratunek przyszła mu Marie, słodka, kochana Marie, która zacisnęła palce na ramieniu Rosalindy.
- Rosa widziałam Lolę i Alvaro, chodźmy się z nimi przywitać - zagadnęła przyjaciółkę i chociaż Rosa jeszcze próbowała się wykręcić, że jak to, że nie zostawi teraz Madoxa, to kiedy Noriega rzucił coś, że luz, a Marie dodała, że Lola ma na sobie sukienkę od jakiegoś sławnego projektanta, to Rosalinda się zgodziła.
- Też mam sprawę do twojego brata, zaraz wrócę... - rzucił Ticiano i jeszcze obejrzał się na Pilar wyciągając do niej rękę, żeby poszła z nimi, jakby nagle sobie przypomniał, że ma dziewczynę.
Ale w tym samym momencie... Madox też oparł palce lekko na ramieniu Stewart, chociaż jego spojrzenie wciąż zawieszone było w ringu. Sam nie wiedział dlaczego to zrobił, po prostu...
- To chyba kolano... zobacz jak je odsłania... - zagadnął do niej. Bo przecież tylko ona miała o tym jakiekolwiek pojęcie. Chodziło mu o ten słaby punkt Alejandro. Ale reszta popatrzyła na nich dziwnie. Rosa jakoś się zmarszczyła i nawet już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, ale Madox zaraz zabrał rękę, znowu odwracając się do ringu. Marie uśmiechnęła się pod nosem i pociągnęła lekko za sobą Rosalindę. A Ticiano znowu wbił spojrzenie w Stewart czekając chyba aż się z nim ruszy. Bo chociaż oni przyjeżdżali tu regularnie z Madoxem całą paczką, to prawda jest taka, że za specjalnie ich to nie interesowało. Marie sama mówiła, że nie lubi oglądać jak się biją. Ticiano niby lubił, ale dla niego i tak najważniejsze były stawki i zakłady, a Rosa... Ona lubiła być dziewczyną zwycięzcy, faworyta w czerwonych jak jej sukienka, spodenkach.

Solo tú te preocupas por mí °❀.ೃ࿔
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chciała mu pomóc.
Mogła wmawiać sobie, ze tylko chciała mu dogryźć, pokazać błędy i się z niego ponaśmiewać, że coś mógł zrobić lepiej podczas walki. Że nie był tak dobry, jak wszyscy dookoła mu mówili. Ale przecież przerwa była zupełnie odwrotna. Chciała go nienawidzić, jednak momentalnie po prostu nie potrafiła. Autentycznie kurwa nie umiała być obojętna. I to dlatego dzieliła się z nimi spostrzeżeniami o sierpowym i uciekaniu z gardą — bo chciała, żeby wygrał wszystkie walki. Może nawet, żeby kupił sobie pieprzony motor. Bo czemu nie? Skoro chciał, to niech ma. Widać było, że zależało mu na tym. Że było to dla niego ważne, dla Ticiano zresztą też bo przecież on też inwestował w zakładach i również mógł zarobić na zwycięstwie swojego przyjaciela. Szczególnie, że na Truciznę akurat stawiała większość. Znaczyło to, że gdyby Madox faktycznie wygrał, Tio zgarnął by całkiem pokaźną sumkę.
Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem, kiedy Noriega skarcił swoją dziewczynę, nazywając ich małą wymianę zdań ważną. Miło było wiedzieć, że chociaż on jej słuchał. Tio ostatnimi czasy robił to coraz mniej. O wiele częściej po prostu mówił jej swoje racje, czasami nawet swojej matki, a te Pilar zostały spychane na dalszy plan. Szczególnie, kiedy powiedziała mu, że chciała iść do policji, jak skończy szkołę. Odradzał jej to. Chodził tylko i mówił, że to głupota. Że to niebezpieczne.
Niebezpieczne też były te walki w ringu, a jakoś swojemu przyjacielowi na to pozwalał. Jak widać na świecie ie było sprawiedliwości. Nie było też nawet chwili, żeby przypatrzeć się, jak walczył Trucizna, biorąc pod uwagę, że w dwa uderzenia powalił swojego przeciwnika.
Ja pierdole — rzuciła pod nosem i aż pokręciła głową. To nie tak, że nie wierzyła w Madoxa, ale kurde… ciężko będzie. Chociaż żeby tam dojść i tak pierwsze musiał pokonać… — Alejandro?! — odwróciła się z impetem, spoglądając na niego wymownie. — Ten sam Alejandro, który chciał mi wyszarpać włosy z głowy, kiedy…
Kiedy stanąłem w twojej obronie! — dokończył Tio za ich oboje, wypinając dumnie pierś do przodu i przy okazji obejmując Pilar ramieniem. Cóż, może faktycznie on pierwszy wystąpił przed szereg, ale gdyby nie Madox i jego proca, tamten dzień mógł się zupełnie inaczej skończyć.
Rosa już coś nawijała do swojego chłopaka na ucho, a Pilar odwróciła się w stronę ringu, żeby zobaczyć Aleja. Wyglądał inaczej. Zmienił się. Miał o wiele większe bary i jeszcze większą dzikość w spojrzeniu. I kilka złotych zębów? Aż podeszła bliżej, przechylając głowę. Bił tez się całkiem nieźle, biorąc pod uwagę, że ledwo po gongu, ruszył na swojego przeciwnika.
Patrz, nawet nie dał mu chwili na odskoczenie — zauważyła głośno, niby do siebie, ale jednak do Madoxa. Kątem oka widziała, że również na to patrzył. Gdzieś z tyłu Tio z Rosą i Marie mówili coś o Alvaro i jakiś sprawach, ale ona wcale nie słuchała. Nawet kiedy Ticiano chciał złapać ją za rękę, Pilar tylko pokręciła głową i mruknęła pod nosem coś, żeby po prostu szedł, bo ona chce oglądać walkę. Za to gdy swoją dłoń położył na jej ramieniu Madox, jej ciało zarejestrowało to wręcz od razu. Można było zwalić to na słowa, które szły z tym w parze, ale prawda była taka, że… chociaż minęło już trochę lat, Pilar zawsze dziwnie reagowała na jego bliskość. Nie umiała tego zdefiniować. Kiedyś tłumaczyła sobie, że to obrzydzenie jego osobą powoduje to mrowienie w brzuchu, ale z czasem przestała się oszukiwać i po prostu zaczęła to ignorować. Tak jak teraz i zgodnie z jego słowami, powiodła spojrzeniem w dół, w okolice kolana Alejandro. Faktycznie coś z nim było nie tak.
Wycofuje je bardziej — dodała do tego, co powiedział Madox. A kiedy tylko przeciwnik zaatakował jednego z bliźniaków, Pilar wypatrzyła coś jeszcze. — Patrz! — tym razem to ona złapała za przedramię Noriegi i wskazała kolano, akurat w momencie, gdy Alejandro robił krok do tyłu, próbując nie przyjąć ciosu. — Cały się zachwiał i od razu przeskoczył na lewą, widziałeś to? — zadarła głowę, odszukując ciemne oczy Noriegi. Przez krótką chwile mimowolnie w nie patrzyła, w te ciemne oczy, w których dziesięcioletnia Stewart przez krótki czas widziała cały swój świat, i dopiero po jakimś czasie zorientowała się, że wciąż zaciskała palce na jego ciepłej skórze.
Odchrząknęła, odsuwając się od niego, by już po chwili obserwować, jak Alejandro wciska się pod nogi swojego przeciwnika, a potem przerzuca go na plecy i dociska całym swoim ciałem. Chłopak stęknął z bólu, krzywiąc się obrzydliwie, jakby conajmniej z dwa żebra mu strzeliły. Pilar lekko się skrzywiła. A potem odwróciła do Madoxa, kiedy ktoś z boku krzyknął do niego, że zaraz jego kolej.
Uważaj na moment zaraz po dźwięku i wal w kolanoi uważaj na siebie, cisnęło się jej na język, ale przecież tego nie wypowiedziała. Nie była w stanie. Nie chciała? Sama już nie wiedziała, co chciała. Chyba najchętniej to się napić i w sumie dużo nie było do tego trzeba, bo akurat kiedy Madox poszedł, Tio wraz z dziewczynami wrócili na miejsca. Ticiano podał Pilar kubeczek z dolewką drinka, a Marie wzięła ją sobie pod rękę, coś opowiadając o Alvaro i jego dziewczynie. Rosa natomiast ciągle się za kimś rozglądała.
Poszedł już na kolejną — mruknęła pod nosem Pilar.
Co? -- a ta popatrzyła na nią, jak na wariatkę. — Kto?
No Madox. Poszedł już — Stewart pokręciła głową, jakby teraz to ona nie wiedziała, co co jej chodziło. — A tobie o kogo chodziło?
Nikogo. Daj spokój — machnęła długimi szponami i odwróciła się do Pilar plecami, a kiedy Madoxa znowu wywołano na ring, oczywiście Rosan najgłośniej zaczęła piszczeć i skrzeczeć, oznajmiając wszystkim dookoła, że to jej facet. Pilar natomiast nawet nie zauważyła, że trzymając rękę w kieszeni, zacisnęła palce w piąstkę.

Buena suerte, jaguar (ง •̀_•́)ง
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może i z boku wyglądało to tak, jakby Pilar chciała mu dogryźć, ale dla Madoxa było to ważne, że ktoś zauważył jego słabe strony i mu je wytknął, a nie tylko powtarzał mu, że wygra. Bo teraz mógł je skorygować.
Bo przecież Noriega nie był pewny wygranej, nie dawał nic po sobie poznać, udawał pewniaka, ale kurwa... Trucizna był niebezpieczny, co zresztą zaraz zobaczyli, kiedy rozłożył przeciwnika w momencie.
Madox zerknął na Pilar, kiedy rzuciła to ja pierdole, bo dosłownie wyjęła mu to z ust. A kiedy zapytała o Alejandro, to skinął głową. Ten sam, z którym Madox tych pamiętnych wakacji pobił się na gołe pięści, bo znowu ją zaczepiali. Skończył wtedy z podbitym okiem, ale wygrany. I może wtedy to się zaczęło? Jego zamiłowanie do bicia się? Od walki o nią.
- Też mu nie dam - Madox stał już bliżej Pilar przyglądając się jednemu z bliźniaków na ringu. Machnął ręką na Rosę, żeby poszła do brata. A zaraz tę samą dłoń układał na gładkiej, ciepłej skórze Stewart. Na chwilę. I wiedział, że nie powinien, ale chyba chciał ją zatrzymać? Tego też nie powinien robić, bo przecież Pilar była dziewczyną jego brata.
Kiedy Stewart złapała go za ramię, to na moment, odruchowo, zerknął na jej palce zaciśnięte na jego rozgrzanej skórze, ale zaraz ciemne tęczówki znowu skierował na ring. Skinął głową.
- Dobra, kolano... - rzucił, ale kiedy Stewart odwróciła się do niego, to jego spojrzenie znowu zjechało na jej twarz, na czekoladowe oczy i pełne usta, na jedną krótką chwilę. Ale zaraz przeciwnik Alejandro walnął z całej siły o deski, i Madox zwrócił na to spojrzenie. Ona zresztą też.
A po chwili już wołali go, żeby przygotował się do kolejnej walki.
- Prawe kolano, zaraz po gongu - powtórzył po niej i otworzył usta, jakby chciał jeszcze coś powiedzieć, ale zaraz znowu ktoś krzyknął jego imię, więc rzucił tylko kolejne już tego wieczora spojrzenie w jej oczy. A potem zniknął gdzieś w tłumie, po drodze jeszcze zatrzymywany przez kilka osób.
W końcu wszedł na ring, na przeciwko Alejandro, który zaciskał ręce w pięści, na jednej z nich miał tatuaż z płomieniem. Płonąca pięść.
Przywitali się.
- No i co Noriega dzisiaj spuszczę ci wpierdol? Dziewczyna cię nie obroni - zerknął w kierunku jego paczki, ale spojrzenie zatrzymał na Pilar.
- Zobaczymy, kto komu wpierdoli... - rzucił tylko Madox, bo zaraz rozległ się gong i trzeba było działać szybko. Tylko, że... nie zdążył, bo Alejandro od razu zasłonił prawe kolano. Okrążyli się dwa razy próbując się sięgnąć, ale każdy z nich był sprytny, robili uniki. W końcu Alejandro próbował go podciąć, ale dostał kolanem, odwinął się i Noriega dostał w zęby, ale bliźniak w brzuch. Po ringu pokapało trochę krwi, bo Madox miał rozciętą wargę, czerwona ciecz spłynęła mu też po klacie, po tatuażu z lwem. Zamienili się miejscami, każdy z nich wyprowadził jeszcze kilka ciosów.
Rosa wachlowała się, bo była jej słabo, nie mogła na to patrzeć, dlatego Marie podtrzymywała ją za rękę. Ticiano nawet nie patrzył na walkę, bo rozmawiał z jakimś chłopakiem o zakładach, zerkał kątem oka.
- Stawiasz na Truciznę? A nie na Madoxa? - zapytał, a tamten pokiwał głową, dodał coś, żeby sam zobaczył, że Noriega nie ma szans - ja jeszcze nie wiem... - podsumował Tio. Bo prawda jest taka, że jeszcze nie obstawił. Ale przecież nie chciał przegrać.
W tym czasie Madox wyczekał ten moment, kiedy Alejandro odsłonił kolano, kopnął go, a jeden z bliźniaków poleciał do przodu. Noriega to wykorzystał, wykręcił mu ramię, i to nie było obezwładnienie, tylko zrobił to tak, że na pewno coś mu tam przeskoczyło, a zaraz przygwoździł go kolanem do ziemi. Alejandro jeszcze się szarpał, ale ręka nie dał mu się uwolnić, poddał się... I kiedy zbierał się z ziemi to rzeczywiście wyglądał, jakby wyskoczył mu bark, krzywił się z bólu. A Madox przeszedł się po klatce zagrzewając tłum, który znowu skandował jego ksywkę.
Jaguar.
I kolejna walka z Trucizną.
Splunął krwią gdzieś pod nogi, kiedy stanął już obok swojej ekipy. A kiedy Marie do niego podeszła, to wziął od niej kubeczek z drinkiem, żeby go opróżnić, przepłukać usta, zmyć z języka smak krwi. Tym razem był trochę poobijany i Rosa się krzywiła, że będzie miał siniaki, na co Madox strzelił oczami, bo miał gdzieś te siniaki. Zresztą on zaraz wyrwał się do przodu, adrenalina buzowała w żyłach, klatka piersiowa chodziła mu w nierównym oddechu.
- Widziałaś? To kolano... - pytał się Pilar, ale wszedł miedzy nich Ticiano, a Madox tylko się cofnał znowu obejmując ramieniem swoją dziewczynę.
- Madox masz to? - zapytał Tio, a Noriega uniósł jedną brew. Ticiano przyłożył palec do nosa, a Madox już wiedział o co mu chodzi.
- Mam, ale chyba nie będę brał Tio, muszę się skupić... - zaczął, a Tio zrobił krok w jego kierunku, tak, że prawie stykali się klatkami piersiowymi.
- Musisz wygrać... Ja bym na twoim miejscu wziął - rzucił, a Madox pokiwał głową, że wie. Chociaż zaraz na ring wchodził Trucizna i Noriega znowu chciał się skupić na walce. Znowu odsuwał do siebie Rosę, a Marie jakby wyczuwając wszystko, chcąc mu pomóc, zagadywała swoją przyjaciółkę z boku.
Ticiano za to zwrócił się do Pilar.
- Idę obstawić, bo jeszcze tego nie zrobiłem, pójdziesz ze mną? - i kiedy Madox stał przy ringu wpatrując się w Truciznę, kiedy walka się zaczęła, to Tio… Jakby znowu robił to specjalnie, złapał Stewart za rękę, mocno i pociągnął ją za sobą, tym razem nie dając jej szansy, żeby znowu przekazała jakieś swoje spostrzeżenia Noriedze.
Pociągnął ją do chłopaka, który przyjmował zakłady i kiedy Pilar próbowała stawać na palcach, żeby zobaczyć walkę, to Ticiano z nim rozmawiał.
- Dobre są stawki na Jaguara, ale jesteś pewny? Nie wiem czy ma szansę... - skomentował, a Tio… Nie był chyba pewny, bo finalnie, wcale nie postawił na swojego brata. Tłum skandował.
Trucizna. Trucizna. Trucizna.
Kiedy ten znowu schodził z ringu zwycięski.
A Madox? Jeszcze dostał od Rosy buziaka na szczęście. Marie jeszcze go przytuliła i poszedł. Tym razem Rosa odezwała się do Pilar.
- Już poszedł - skrzywiła się jakoś, a zaraz patrzyła na ring... A jednak po chwili jej niebieskie tęczówki zatrzymały się na czymś... a może kimś? Po drugiej stronie - idę do toalety, zaraz wracam - rzuciła i zniknęła w tłumie. A Marie podeszła do Pilar łapiąc ją pod ramię, ciągnąc bliżej klatki.
- Odłożyłam trochę z kieszonkowego i obstawiłam Madoxa - zdradziła sekret, bo przecież Marie nigdy tego nie robiła - bardzo bym chciała, żeby wygrał... - powiedziała, ale zaraz pisnęła - ale wiesz, nie dla pieniędzy! Po prostu żeby skopał Truciźnie dupę - aż zasłoniła się piąstkami, bo przecież ona tak nie mówiła - ojej, chyba za dużo wypiłam Pilar... - stwierdziła i zajrzała do swojego pustego kubeczka. To był chyba trzeci. Jak na Marie to sporo.

¿Y a quién apostaste? ♡₊˚☘️・₊✧
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Niby miało jej to nie obchodzić.
Miała mieć to gdzieś.
A jednak z chwilą, w której Madox stanął twarzą w twarz z Alejandro pośrodku ringu, jej serce zabiło mocniej. Wyrwało się do przodu bez jakiegokolwiek powodu, który Pilar oczywiście wytłumaczyła sobie tym, że był to po prostu skok adrenaliny na sam widok walki. Wolała się oszukiwać, że nic to nie znaczyło, że martwić się o niego co najwyżej mogła stojąca obok Rosa.
Rosa, która cała się wachlowała z nadmiaru wrażeń, gdy tylko walka się rozpoczęła. Pilar natomiast w pełnym skupieniu patrzyła na nogi Alejandro. Obserwowała jego kolano, które sukcesywnie zasłaniał przez Madoxem. Skrzywiła się lekko wraz z całym tłumem, gdy Noriega przyjął na twarz pierwszy mocniejszy pocisk, a krew chlapnęła po podłodze. Kilka osób z tyłu rzuciło coś, że nie miał szans, ale akurat ona wiedziała, że da radę. Musiał tylko wyczekać odpowiedni moment. Dać bliźniakowi poczuć się jak jebany zwycięzca, jakby miał nad tym kontrolę, kiedy tak naprawdę Madox jedynie czaił się ze swoim atakiem.
Pilar w niego wierzyła.
Ale Tio jak się zaraz okazało niekoniecznie.
Jego własny kurwa brat, stał tuż obok ringu i mówił, że jeszcze nie wie. Że kurwa nie był pewien. To spowodowało, że Pilar na moment odwróciła się energicznie przez ramię.
Jak to kurwa nie wiesz?! — warknęła, nie kryjąc zawodu swoim chłopakiem, a zaraz spojrzała na kolesia, z którym gadał. — Oczywiście, że będzie stawił na Madoxa — mruknęła i nawet miała coś jeszcze dodać, ale wtedy Marie krzyknęła, a Stewart momentalnie wróciła uwagą do klatki, w której bliźniak wyprowadzał kopniaka prosto w żebra Noriegi. Wyglądało boleśnie, ale przecież w tym samym czasie odsłonił swoje kolano.
I to był ten moment. Moment, który Jaguar wykorzystał w stu procentach. Wymierzył pierwsze kopnięcie, a potem poszło już z górki, kiedy wykręcał mu rękę i wybijał bark. Alejandro syknął z bólu, wijąc się na podłodze. Przez moment jeszcze próbował walczyć i zrzucić z siebie Madoxa, ale kiedy uświadomił sobie, że nie miał szans w końcu się poddał.
Tłum oszalał.
Noriega skakał w klatce jak dzikie, niebezpieczne zwierze.
A ona miała wrażenie, że serce wyskoczy jej z piersi. Chociaż sama wcale się nie biła, czuła, że adrenalina kręci się również w jej żyłach. Chcąc nie chcąc, była za-an-ga-żo-wa-na. Czuła się jak część tych starć. Dlatego kiedy tylko cały poobijany i zakrwawiony Madox wyszedł do niech przed ring, chciała od niego podejść i przekazać mu kolejny wskazówki na kolejną walkę. Tą najważniejszą. Tą kurwa najbardziej niebezpieczną. Problem w tym, że Tio już wciskał się między nich i pytał się, czy to miał.
Masz co?! — warknęła, patrząc to na jednego to na drugiego, chociaż pod sórką czuła, że doskonale wiedziała, o co im chodziło. — Nie pierdol, że będziesz ćpać — wbiła spojrzenie w ciemne oczy Noriegi. Przecież to było kurwa niebezpieczne. Wystarczył jeden mocniejszy uraz czy uderzenie podczas takiej fazy, a naprawdę mogłoby go zmieść z powierzchni. Nie mówiąc już o tym, że przy takiej adrenalinie, na jakiej był, jebana pikawa mogła po prostu nie wytrzymać. — Madox nie r… — nie rób tego, chciała powiedzieć, ale Tio już szarpał ją za rękę i odciągał w przeciwnym kierunku, gdzie przy niewielkim stoliku można było robić zakłady.
T, nie podoba mi się to, jak mnie szarpiesz — warknęła do swojego chłopaka, ale on jej nawet nie słuchał. Już za bardzo zakręcony był na punkcie składania odpowiedniej kwoty przez walką wieczoru. Walką, na którą wszyscy czekali i ostrzyli kły. Coraz więcej ludzi zbierało się dookoła ringu, osoby, które wcześniej gdzieś się kręcili z drinkami, teraz podchodziły bliżej, przez do Stewart tym bardziej nie widziała, co właśnie działo się na parkiecie. Można się jednak było domyślić po tym, jak wszyscy zaczęli skandować Trucizna, wyrzucając ręce w górę.
Chciała znaleźć Noriege.
Powiedzieć mu, żeby uważał. Że Trucizna był znany z tego, że naprawdę potrafił grać nieczysto i zrobić wszystko, żeby wygrać, żeby opuścił gdyby coś się zadziało, ale kiedy już wrócili pod ring, Madoxa wcale nie było. Była za to Rosa, która oznajmiła, że już poszedł. A potem sama gdzieś poszła. Pilar nawet nie zawróciła na to uwagi, po przechodziła tylko z nogi na nogę, podenerwowana.
Miała złe przeczucia.
Tylko ona jak się zaraz okazało, bo nawet Marie postawiła swoje kieszonkowe na tą walkę i członka ich ekipy.
Ty wzięłaś udział w zakładach? — Stewart zaśmiała się głośno, dociskając ją mocniej do siebie i otulając ramieniem. A potem westchnęła głośno, nerwowo patrząc na wejście do klatki, gdzie już prężył mięśnie Trucizna. — Też bym chciała, żeby wygrał — przyznała w końcu, na co Marie oznajmiła, że chyba za dużo wypiła. Pilar znowu ryknęła śmiechem i faktycznie, w jej kubeczku była już kompletna pustka. Nawet miała jej zaproponować, żeby sobie poszła dolać i może nie patrzyła na ringu, żeby się nie denerwowała za dużo, ale wtedy Trucizna wbiegł do klatki i zaczął skakać po niej jak małpa, wyrzucając ręce w górę. I wtedy Pilar to zauważyła. Niewielkie nefralgiczne miejsce na wysokości prawego żebra, gdzie miał już sporych rozmiarów krwiaka. Takie miejsca zawsze bolały bardziej. Dlatego kiedy tylko Madox pojawił się również w środku i chyba chciał odszukać wzrokiem Rosę, ale zamiast niej skrzyżował się z Pilar, a ona tylko szybko pokazała mu na własnym, odkrytym brzuchu odpowiednie miejsce, w które powinien spróbować wycelować, gdy tylko sytuacja na to pozwoli.
Nie była pewna, czy zrozumiał jej gest oraz intencje, ale na to i tak już nie było czasu.
Szybkie przywitanie, kilka brzydkich słów, głownie te Trucizny o tym, że zajebie Noriegę, jeszcze nim wybrzmiał gong, zwiastujący początek rywalizacji. A kiedy wszystko się zaczęło, w pomieszczeniu rozbrzmiałą prawdziwa wrzawa. Było intensywnie. Trucizna miał o wiele więcej siły niż Madox, ale za to Jaguar był o wiele szybszy. Częściej robił uniki, nawet jeśli jego uderzenia nie robiły aż takiego wrażnia. Szli łeb w łeb, chociaż w pewnym momencie, Trucizna wystosował kurewsko mocny sierpowy, a Madoxa aż odrzuciło. Jego przeciwnik wtedy na moment się odwrócił w stronę tłumu i to był idealny moment, w którym Noriega mógł kopnąć go w żebra, które wskazała mu Pilar.
Zrobił to i d e a l n i e.
Trucizna się zachwiał, a już potem Madox mógł dołożyć do tego jeszcze kilka kurewsko mocnych ciosów, które spowodowały, że jego przeciwnik zalał się krwią. Na chwile upadł na kolana, jakiś metr od nich i chociaż tłum nagle zaczął skandować już ksywkę Jaguara, Trucizna wcale nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Madox nie mógł tego widzieć, bo był z tyłu, ale ten szybko sięgnął po coś do spodenek.
Co on robi?! — krzyknęła, jednak jej głos oczywiście zblendował się kompletnie z krzykami tłumu. Szarpnęła Tio za koszulkę, ale nim cokolwiek więcej dało się zrobić, w momencie gdy Madox chciał naskoczyć na Truciznę, on odwrócił się z impetem i z kastetem na palcach, w dodatku z kurewsko ostrymi końcami, zamachnął się na twarz Noregi. Serce Pilar stanęło w momencie, gdy polała się krew. — Przecież to niedopuszczalne! Zrób coś!! — szarpnęła pierwsze swojego chłopaka za koszulkę, ale on stał jak wryty. Potem doskoczyła do klatki zaczęła się wydzierać, ale ludziom zdawało się podobać to, jak Trucizna powalił Noriegę i okładał go pierdolonym kastetem. Nie wiedziała co zrobić. Widziała w oczach tego niepodważalnego psychopaty kompletną furię. I wtedy poczuła jakiś taki… impuls, który sprawił, że zerwała się z miejsca.
PILAR! — tylko tyle zdążył krzyknąć Tio, nim Stewart nerwowo przesunęła się wzdłuż siatki. Nawet nie zdążyli ją zatrzymać, gdy wpadła od środka. Wiedziała, że nie powinna tego robić, ale w tamtym momencie nie myślała już wcale. Po prostu działała. A jej działaniem był kurewsko mocny kopniak, wymierzony prosto w twarz Trucizny. Coś chrupnęło mu w okolicy nosa, a kastet, który trzymał w dłoni, przez moment nieuwagi poleciał gdzieś w eter wzdłuż ringu.


Niektóre rzeczy chyba nigdy się nie zmieniały...
Yo por ti, tú por mí (。•̀ ⤙ •́ 。ꐦ) !!!
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Właściwie to Ticiano namawiał Madoxa na ten koks, jedna kreska, tak dla podbicia agresji, żeby bardziej się postarał, uwierzył w siebie...
Chociaż Noriega czuł, że powinien się skupić, a po kokainie nigdy nie mógł. Próbowali jej z Tio nie raz, biorąc pod uwagę fakt, że w ich domach prochy były na porządku dziennym.
Ale na walkach nigdy nie próbował koksu. I tak czuł jak serce napierdala mu w zastraszającym tempie, a krew buzuje w żyłach. Ale Ticiano go namawiał. Chociaż kiedy Pilar zaczęła to Madox nie r..., to się zastanowił. Miał działkę w spodenkach, mógł to zrobić...
Powinien?
Tylko, że Madox przecież nigdy nie robił tego, co powinien.
I dzisiaj też wyszedł na ring bez tej działki, na którą namawiał go Ticiano, chociaż sam Trucizna wyglądał, jakby przed chwilą zeżarł jakiegoś szczura, miotał się, krzyczał, wskakiwał na klatkę jak jakiś pojebany. A źrenice wyjebało mu maksymalnie.
Oczy Madoxa też pociemniały, ale on był tylko i wyłącznie na adrenalinowym haju. Próbował się skupić, chociaż kiedy w podziemiach wybrzmiało to.
Trucizna. Trucizna. Trucizna.
Skandowane, jakby to jego przeciwnik był już zwycięzcą, to Noriega powiódł spojrzeniem dookoła. I złapał na moment wzrok Pilar, jej wskazówkę. Zauważył tego sińca na żebrach swojego przeciwnika. To na nim powinien się zafiksować. Jeśli chciał tu cokolwiek ugrać.
Zaczęło się od pyskówki i już wtedy Trucizna wyrwał się do przodu, a Madox do niego, sekundant musiał ich rozdzielić jeszcze przed walką.
A kiedy się zaczęło podziemia wybrzmiały takim hukiem, co rusz w klatkę waliły kolejne pięści, które domagały się krwi. I ta szybko się pojawiła, kiedy Madox dostał mocnego sierpa w skroń, zalał się krwią. Ale zaraz Trucizna dostał prostego strzała w zęby i on splunął krwistą śliną pod nogi swojego przeciwnika. Napierdalali się.
To nie był sparing, to była walka o zwycięstwo.
Kolejny cios Trucizny sprawił, że Madox się zatoczył prosto na siatkę. I wtedy jego przeciwnik wyrzucił ręce w górę odwracając się do tłumu, który wciąż skandował jego ksywkę. Madox nie czekał, od razu skoczył, jak Jaguar, wyprowadził kopnięcie prosto w obolałe żebra. A potem kilka ciosów, aż Trucizna pierwszy raz się zasłonił. Nie unikał, nie odparowywał, tylko schował się przed nim. I Madox się odsunął, dał mu chwilę, żeby się podniósł, żeby nie kończyli tej walki na ziemi. I to był błąd.
Bo Trucizna przecież walczył nieczysto, zaraz okazało się jak. Bo kiedy wyrwał się z ziemi, a Noriega chciał do niego doskoczyć, to dostał kastetem w policzek, metalowy szpon w momencie rozciął skórę, a Madox zatoczył się od siły uderzenia. Metalem prosto w zęby. A potem znowu w rozciętą skroń. Teraz to Jaguar się zasłaniał, na ziemi. A Trucizna... chyba rzeczywiście chciał go zajebać. Madox w pierwszej chwili chyba nawet nie skontaktował tego co się wydarzyło, kiedy jego przeciwnik dostał tego kopniaka. Bo napierdalała go cała głowa, czuł jakby miało mu rozsadzić łeb, skroń, warga, policzek, wszystko pulsowało tępym bólem.
Trucizna podparł się ręką i chociaż odskoczył po tym kopniaku, a nos miał najprawdopodobniej złamany, to zaraz podnosił się z ziemi.
- Ty mała dziwko... Będziesz pluła własnymi zębami - warknął, a potem bez chwili zawahania rzucił się z pięściami na Stewart. I niby Tio się wyrwał, wpadł do klatki, ale pierwszy z ziemi zerwał się Madox. Skoczył do przodu zasłaniając Pilar i zaraz łapał za rękę Truciznę. Szarpnęli się, polecieli na ring. Znowu do parteru.
A w tym czasie Ticiano złapał w pasie swoją dziewczynę ściągając ją z ringu. Rosa też już stała przy wejściu do klatki i szarpnęła za włosy Stewart.
- Co ty zrobiłaś Stewart?! Pojebało cię - zaczęła i znowu szarpała Pilar za bluzkę, a potem za włosy, ale wtedy na ringu wybrzmiał gong kończący walkę.
Bo w tym momencie, kiedy one się szarpały, Ticiano odciągał Pilar, a Marie starała się przemówić do Rosy. To Trucizna i Jaguar wylądowali na ziemi obok tego kastetu, który wypadł Truciźnie, który leżał tam i czekał...
I jego właściciel po niego sięgnął. Ale tym razem to Madox był szybszy. Metal nawet nie ułożył mu się odpowiednio na palcach, ale on już się zamachnął. Oddał.
Za to jak sam oberwał. I może za Stewart? Że ten gnój się na nią zamierzył. Może on też zagrał nieczysto, ale... wygrał.
Zakrwawiony, poobijany, wstał, a sekundant doskoczył do niego wyciągając jego rękę, na której jeszcze świecił ten złoty kastet, w górę. Wtedy polubił kastety?
Może.
Jaguar. Jaguar. Jaguar.
Wybrzmiało w podziemiu. Trucizna się zebrał. I chociaż jeszcze rzucał się do Noriegi, jeszcze powtarzał, że zapierdoli tę dziwkę. I Madox też się chciał do niego wyrwać. Plunął w niego. A Trucizna się szarpnął, to już ich rozdzielali. Odciągali od siebie, a komentator uspokajał ich mówiąc, że będą mogli zrobić rewanż, następnym razem.
- Jeszcze dorwę tę dziwkę i zobaczysz, pożałuje tego... - rzucał się Trucizna, kiedy ściągali go z ringu.
- Jeszcze ją kurwa przeprosisz - i Madox też się jeszcze szarpnął, ale ktoś go przytrzymał. Skakali do siebie jak wściekłe psy, walczyli by jeszcze... tym razem może już na śmierć i życie? Ale przecież nie o to tutaj chodziło, żeby się pozabijać. Trucizna, kiedy jeszcze przechodził koło Stewart, to szarpnął się do niej, i Madox też się wyrwał, ale ktoś go złapał, pociągnęli go do tyłu. Tym razem jednak ruszył się też Tio, zasłaniając ją. Swoją dziewczynę. Stając w jej obronie.
Truciznę wyprowadzili, a Madox wreszcie mógł zejść z ringu w akompaniamencie wrzasków i gratulacji. I chociaż pierwsza do niego doskoczyła Rosa oglądając jego zakrwawioną twarz. To on próbował się przecisnąć do Pilar. Podziękować jej? Sprawdzić czy nic jej nie jest?
Tylko, że po jej gładkich policzkach palcami już sunął Ticiano, z tym łagodnym pytaniem, czy nic jej nie jest. Z tymi ciemnymi zatroskanymi oczami. Madox się cofnął. Doskoczyli do niego inni koledzy i Marie, a Rosa znowu wisiała mu na ramieniu chwaląc go. Ktoś powiedział, że zajebiście, że dużo wygrał, bo go obstawił. Marie przyznała się, że ona też z wypiekami na policzkach. A jakiś inny kumpel Madoxa i Tio, Luis, rzucił, że Ticiano przepierdolił sporą sumę, bo obstawił Truciznę...
I chociaż Madox nic na to nie powiedział. Zignorował to może, to wyłapał to z gąszczu rozmów. To, że jego brat obstawił Truciznę i dlatego... nie ruszył się, żeby mu pomóc.

salvaste mi vida ⋆˚✿˖°
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
duuużo przekleństw
Nie myślała, co robiła.
Nic.
Ona po prostu d z i a ł a ł a.
Instynkt przemówił za nią. Nie mogła przecież stać bezczynnie i patrzeć, jak Madox dosłownie ma łamane kości na ich oczach. Przecież zrobiłby to. Trucizna zrobiłby mu naprawdę krzywdę, gdyby nikt ich nie rozdzielił. To co działo się w tej klatce wychodziło poza wszelkie ramy dobrego sportu, czy jakiegokolwiek zamiłowania do walk. To była kurwa batalia na zapierdolenie swojego przeciwnika, na którą — co najgorsze — nikt kurwa nie reagował.
Przecież zanim tam wbiegła jak ostatnia wariatka, to krzyczała, prosiła o pomoc, nawet kurwa Tio stał bezczynnie i po prostu patrzył. Patrzył jak jemu własnemu bratu dzieje się krzywda. Kto tak kurwa robi?! Cóż, na pewno nie Pilar, dlatego znalazła się w środku, dlatego ryzykowała całymi zawodami, byleby tylko zrzucić z Madoxa tego wariata.
Złamała mu nos. To było pewne. Chrupnięcie w jego czaszce przygłuszyło nawet krzyczący tłum. Faceci zaczęli gwizdać, wybrzmiała kompletna wrzawa na publiczności, a ona… nawet na moment nie podniosła wzroku. Swój miała ciągle wbity w Truciznę. Umiała się przecież bić, wiedziała, że nigdy nie można było się rozproszyć. Szczególnie w tak nierównym pojedynku. Przecież on by ją rozniósł w kilku ciosach. Pilar może i miała siłę, była zwinna, umiała uderzyć, ale przy takim dzikusie jak Trucizna nie miała kompletnie szans.
Kiedy ryknął, że ją zapierdoli, ugięła kolana, gotowa kurwa spróbować. Bo co miała zrobić? Na pewno nie miała zamiaru zostawiać Madoxa samego w klatce, szczególnie, że on jeszcze nawet nie podniósł się z podłogi. Serce waliło jej jak szalone. Galopowało z tak zastraszającą prędkością, że przez moment miała wrażenie, ze eksploduje. Przed oczami miała mroczki od adrenaliny i kiedy Trucizna wyrwał się do przodu, była gotowa spróbować zrobić unik, ale jego pięść nigdy nie doszła do jej ciała, zatrzymana wcześniej przez Madoxa.
Dopiero wtedy na niego spojrzała. Jego twarz ociekała krwią, wszędzie miał rany, a jednak znalazł w sobie na tyle siły, żeby znowu rzucić się na parkiet z Trucizną. Pilar w pierwszym odruchu znowu chciała mu pomóc, ale ktoś złapał ją w pasie, siłą ściągając z ringu. Rzucała się i wydzierała, że ma ją puszczać. Dopiero po chwili ogarnęła, że to był Tio, a Rosa ciągnęła ją za włosy.
Nie dotykaj mnie, kurwa! — krzyknęła na nią i jednym ruchem strzepnęła jej dłoń ze swoje ramienia, oczywiście napędzona cała adrenaliną zrobiła to tak mocno, że Rosie wypierdoliło w powietrze dwa tipsy, o które zaraz zaczęła płakać. — A ty mnie kurwa puść! — tym razem spięła mięśnie na brzuchu i jednym ruchem zamachnęła się nogą w tył, uderzając Ticiano w kroczę.
Pilar, kurwa! — on jednak nie odpuścił, tylko złapał ją jeszcze mocniej, przytrzymując jej również ręce. — Puszcze cię, jak się uspokoisz! — tylko ona nie potrafiła się uspokoić, bo była na tej adrenalinie z ringu. Była w amoku, a najbardziej to kurwa chciała zobaczyć, co się działo z Madoxem. Dlatego na moment faktycznie odpuściła i przestała się wić, zawieszając spojrzenie na środku ringu. Akurat w momencie, kiedy to Madox pierwszy sięgnął kastet. Miała wrażenie, że serce podeszło jej do samego gardła. Wstrzymała powietrze, a kiedy okazało się, że cios, który zadał był ostateczny, Pilar odetchnęła z ulgą. Oparła cieżko na Tio, walcząc z przyśpieszonym oddechem. Nawet już nie patrzyła, jak wszyscy skandują Jaguara, jak Rosa skacze radośnie przy wyjściu. Po prostu dała się odciągnąć Tio kawałek dalej, chociaż Trucizna i tak do nich doskoczył. Nic z tego jednak nie było, bo ktoś go odciągnął. A potem zrobiło się jeszcze większe zamieszanie, w którym wyszło, że Tio przepierdolił zakład.
Co? — spytała Pilar, nagle wybita kompletnie z amoku tego wszystkiego, co się działo. Odwróciła się przodem do swojego chłopaka. — Obstawiłeś kurwa truciznę?! Popierdoliło cię, Ticiano?! — krzyknęła na niego, popychając go tak, jakby to teraz z nim chciała się napierdalać.
— Uspokój się — warknął Tio, ale Pilar była zła. Autentycznie kurwa zła. Nawet jeśli nie wierzył, że Madox mógł wygrać tą walkę, jak mógł kurwa obstawić, że przegra. To już mógł nie robić kurwa nic. Spojrzała na niego z autentycznym zawodem. Nawet chciała coś jeszcze dodać i w końcu zapytać Noriegi, jak się czuł, ale znowu ktoś do nich podszedł i już nawijał, że ekipa Trucizny wniosła o dyskwalifikacje przez tą interwencje Pilar. Nawet nie było czasu się z tym kłócić, bo Madox musiał iść do szatni się ogarnąć, z tej całej krwi, która kapała i brudziła podłogę. Oczywiście poszli wszyscy, chociaż to Rosa zniknęła z nim za drzwiami łazienki.
Co ci strzeliło do głowy?! — Tio nawet sekundy jej nie dał, bo kiedy tylko drzwi do szatni się zamknęły, a Madox z Rosą zniknęli w kiblu, chłopak Stewart momentalnie do niej doskoczył. — Wiesz jakie to było nieodpowiedzialne, Pilar?! — zrobił krok w jej kierunku. — Mogło ci się coś stać — wyciągnął ręce do przodu, gotowy sięgnąć jej twarzy, ale ona strąciła jego ręce.
Jaja sobie ze mnie robisz?! — również podniosła głos. — On go chciał tam kurwa zapierdolić!!! — nawet nie próbowała być cicho. Miała świadomość, że wszyscy słyszeli ich kłótnie, ale jakoś nie miała zamiaru się teraz stopować. — Jak ktokolwiek mógł stać tam bezczynnie i patrzeć, jak dzieje mu się krzywda. Tio do chuja! — nie gryzła się język, ale dla Pilar to było przecież oczywiste, że trzeba było coś coś. Zawsze reagowała na cudzą krzywdę. A tutaj nie dało się inaczej. Ona przynajmniej nie mogła inaczej. W przeciwieństwie do jego brata i własnej dziewczyny.
NIE — warknął na nią. — Zachowałaś się bezmyślnie i przez ciebie Madox nawet może nie wygrać nagrody — otworzyła szeroko oczy na te słowa. Czy on mówił poważnie? Teraz się kurwa przejmował nagrodą? NAGRODĄ? A nie tym, że jemu naprawdę mogła się stać krzywda? Pokręciła głową z niedowierzaniem. Autentycznie nie mogła uwierzyć, że jakimś cudem ona w tym wszystkim była winowajcą. Że Tio naprawdę próbował teraz wszystko na nią zawalić.
Wiesz co? — teraz to ona warknęła. — Pierdol się — rzuciła głośno i ruszyła do drzwi. Tio oczywiście chciał ją przytrzymać przy sobie z głośnym gdzie idziesz na ustach, ale ona mu się wyrwała. — Wszyscy się pierdolcie — mruknęła pod nosem, a potem z trzaskiem drzwi wyszła na korytarz. Cała aż chodziła. Nie mogła pogodzić się z zachowaniem Ticiano. Nie poznawała go ostatnio. A ten zakład? Nie. No nie mogła. Przeszła wzdłuż długiego korytarza i wyszła na główną hale, gdzie na ringu już ludzie tylko napierdalali się dla zabawy, poza konkurencjami, a wszyscy inni wlewali w siebie alkohol. Ona też postanowiła, zgarniając dwa czerwonego kubeczki, z czego jeden od razu wyzerowała.

Lo hice por ti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Kiedy Ticiano potrzebował pomocy, to zawsze mógł liczyć na Madoxa, czy chodziło o album z naklejkami, który mu oddał, dopiero później kołując sobie następny dla siebie. Czy o to, że spóźniali się na obiad, a Madox zawsze brał winę na siebie. Czy o to, że dziesięcioletni Tio chciał być chłopakiem Pilar, a Noriega po prostu odpuścił. Bo on... wszystko by zrobił dla swojego brata. Bił się za niego, pyskował, przyjmował ciosy, oddawał naklejki... i zrezygnował z niej, żeby nie niszczyć ich przyjaźni.
Ale kiedy Madox potrzebował Ticiano, to on potrafił mu powiedzieć, że nikt... na tym pierdolonym świecie go nigdy nie kochał. Ani matka, ani ojciec. Nikt.
I teraz też potrafił obstawić Truciznę, bo jakie Madox miał szanse? Może gdyby nie Pilar, to żadne.
Nie zwrócił uwagi na to, że Stewart i Tio kłócili się gdzieś na boku, chociaż szukał jej spojrzeniem, ale podszedł do niego sekundant, ktoś z organizacji i tłumaczyli mu, że Trucizna chce unieważnić walkę.
- Co? Przecież nie może... - wyrwał się do przodu, ale Marie pisnęła, kiedy prawie upierdolił jej sukienkę własną krwią - dobra, dajcie mi chwilę, ogarnę się i zaraz przyjdę - stwierdził. A organizatorzy się zgodzili, musieli to omówić, bo co teraz z zakładami? Przecież nie będą każdemu oddawać forsy. Bez sensu, zwłaszcza, że ktoś z organizacji też obstawił Madoxa i sporo na tym zarobił.
Noriega z Rosą weszli do łazienki, chociaż jego dziewczyna chyba wcale nie zamierzała mu pomóc, bo ona już kręciła się po toalecie na tych swoich wysokich koturnach i nadawała.
- Możesz przez nią nie zgarnąć nagrody, to wszystko wina Stewart, po co się wtrąciła? - stanęła gdzieś za Madoxem obserwując jego odbicie w lustrze. On też przyglądał się w nim tym swoim ranom, wyglądało to źle, najgorzej łuk brwiowy. Nadawał się do szycia i ta rana na policzku, głęboka, po pazurze z kastetu. Żebra też miał potłuczone, może coś pęknięte, bo kiedy podniósł rękę, żeby sięgnąć do twarzy, to przeszył go ból, aż się skrzywił i oparł o umywalkę.
I dopiero wtedy Rosa stanęła przy nim.
- Madox słuchasz mnie? - rzuciła, a jej niebieskie oczy przesunęły się po jego zakrwawionej twarzy - źle to wygląda - stwierdziła, ale nawet go nie dotknęła. Zawołała jednak Marie.
I to ona jak zwykle pomogła mu opatrzeć te rany, chociaż bardzo się przy tym krzywiła, marszczyła nosek, ale je wyczyściła i naklejała mu plasterki. Dużo plastrów.
- Myślę, że to i to trzeba szyć - powiedziała przesuwając po jego brwi i policzku palcami, plastry szybko przemiękły od krwi, więc Marie jeszcze raz je zmieniła ściągając brwi. Wydymając pełne usta - ale oberwałeś, bałyśmy się o ciebie - mówiła o sobie i o Rosie? Chyba nie. Bo ta druga weszła do łazienki dopiero po chwili.
- Co za idiotka, kazała się Ticiano pierdolić i uciekła - prychnęła. A Madox wyjrzał zza Marie na swoją dziewczynę.
- Kto? - zapytał, chociaż chyba wiedział kto...
- No ta jebnięta Stewart przez którą cię zdyskwalifikują... - zaczęła znowu.
- Rosa kurwa... - rzucił Madox i chciał się skrzywić, ale zabolało, syknął. I tym razem, znowu, ale za to już stanowczo, w jego... I jej, Pilar, obronie, stanęła Marie. Zacisnęła dłonie w piąstki odwracając się do Rosalindy.
- Rosa, gdyby nie Pilar, to Trucizna by go zatłukł! Zobacz jak on wygląda - znowu obejrzała się na Madoxa, a zakrwawioną szmatkę cisnęła do zlewu. Było dużo krwi. Wszędzie. Chociaż Madox był już dość czysty - powinnaś jej podziękować! - dodała jeszcze Marie i zrobiła krok w kierunku Rosy. I tym razem ruszył się Madox, podszedł do Marie od tyłu opierając jej rękę na ramieniu.
- Ja też muszę jej podziękować... Poszukajmy jej co? - zagadnął ją, a Marie pokiwała głową i oznajmiła, że przyniesie mu ubrania. Wyszła trzaskając drzwiami, chociaż chyba bardziej to chciała trzasnąć Rosę.
Madox znowu odwrócił się do lusterka, żeby obejrzeć swoją twarz. Dużo lepiej. Chociaż i tak był poobijany, poraniony. Ale Marie naprawdę odwaliła kawał dobrej roboty. Rosalinda ruszyła się z miejsca podchodząc do niego, obejmując go od tyłu, palcami sunęła po jego torsie i brzuchu.
I chociaż Madox jej nie odtrącił, a nawet złapał w lustrze jej spojrzenie, to zaraz się odezwał.
- Tylko ona zareagowała... - odwrócił się do niej raptownie, tak, że Rosa zaraz oparła się palcami na jego poobijanej klacie.
- Madox, ale to przez nią cię zdyskwalifikują - paznokciami przesunęła po jego szyi, na kark wplatając je w ciemne, wilgotne włosy.
- Nie kurwa, Rosa to dzięki niej Trucizna mnie nie zajebał - bo by to zrobił, może jeszcze kilka ciosów tym kastetem. Albo jeden gorszy. Jeden przed którym Madox by się nie zasłonił.
- Nieprawda, dałbyś mu radę - Rosa przesuwała się do niego coraz bliżej, tak, że jej czerwona, krótka sukienka blendowała się z jego spodenkami faworyta. Madox ułożył dłonie na jej biodrach, a zaraz odsunął ją od siebie, wyminął.
Wiedział, że by nie dał. Wyszedł do szatni, gdzie Marie już pozbierała jego rzeczy i szybko się ubrał. Rosa wciąż się czaiła, jeszcze chciała do niego podejść. Bo przecież jeszcze mogła być dziewczyną zwycięscy. Ticiano gdzieś zniknął, a Marie nadawała, chociaż kiedy zrzucał z siebie te spodenki, mimo, że miał pod nimi bokserki, to się zasłoniła. Ale jak już był w spodniach, to przekazywała mu co słyszała.
- I Luis mówi, że nie chcą dyskwalifikacji, bo ktoś dużo na ciebie postawił, ale Trucizna się odgraża, a wiesz... on siedział - Marie pochylała się do niego, kiedy wiązał trampki - ale może tam nie idź Madox? A jak się znowu pokłócicie? - Marie się martwiła.
W przeciwieństwie do Rosy, która też już stała nad nim.
- Pójdę z tobą, przypilnuję, żeby... - nie zdążyła dokończyć, bo Madox już wstawał, a zaraz objął ramieniem Marie przyciągając ja do siebie.
- Marie idzie ze mną - oznajmił.
- Co?! - Rosa się od razu uniosła i spojrzała krzywo na Marie, chciała się z nią szarpać? Ale Madox wystąpił do przodu.
- Idę z Marie - powtórzył i chociaż Marie pisnęła coś, że ona nie, to Noriega była nieugięty i zaraz oplótł ją w pasie ręką.
- Madox chyba nie chcesz... - prychnęła Rosa i już sięgała do jego koszulki - nie chcesz tak tego skończyć? - dokończyła, a Marie popatrzyła po nich nerwowo. Nie chciała brać w tym udziału. Ale Noriega pokręcił głową.
- Nie chcę, ale muszę to przemyśleć - powiedział.
- Co przemyśleć? - zapytała od razu Rosa.
- Nas - odpowiedział jej krótko i wyminął ją razem z Marie, żeby wyjść z szatni.
- Madox... - Rosa jeszcze próbowała, jeszcze wypadła za nimi, ale Noriega już pociągnął Marie gdzieś w tłum.
- Madox chcesz zostawić Rosę? - zapytała go od razu Marie, bo może to wszystko było dzisiaj nie tak, ale to wciąż była jej przyjaciółka. Jej przyjaciele... Wszyscy.
- Nie wiem - odpowiedział jej szczerze Madox - ale na razie chciałbym, żebyś znalazła Pilar - rzucił, kiedy przeciskali się przez tłum, a Madox osłaniał ramieniem Marie.
- Ale... - zaczęła i chyba chciała powiedzieć, że miała iść z nim, ale Madox puścił do niej oczko.
- Co ty, sam pójdę, po prostu nie chciałem iść z Rosą, wiesz jaka ona jest... - wiedziała. Oboje wiedzieli.
- Ufff... - Marie odetchnęła z ulgą - bo już myślałam, że będę się musiała nauczyć takiego kopniaka jak Pilar - i nawet chciała mu pokazać jakiego, ale się zachwiała, a Madox ją przytrzymał. Marie była słodka, kochana, potrafiła mu poprawić humor.
- Kiedyś cię nauczę - rzucił stawiając ją do pionu - a na razie znajdź Pilar - Marie pokiwała głową. I zaraz rzeczywiście przeciskała się przez tłum rozglądając za Stewart. Stanęła gdzieś na środku, bo nie miała pomysłu gdzie jej szukać.
A Madox poszedł do organizatorów, gdzie był już Trucizna. Oczywiście, że się rzucał, ale Madox nie był mu dłużny. Zarzucał, że w umowie, którą kurwa podpisali, obaj, żeby dostać kasę, była wzmianka o tym, że to walka bez broni, a on miał kastet... który swoją drogą Madox zajebał i miał teraz w kieszeni. Ktoś wziął stronę Noriegi, ktoś Trucizny i dochodzili się naprawdę długo.
W tym czasie Marie obeszła już prawie całe podziemie i zrezygnowana ruszyła do damskiej łazienki. A tam... przy lusterku.
- Jejciu Pilar! - pisnęła i już obejmowała Stewart od tyłu - wszędzie cię szukałam, no wszędzie, już myślałam, że sobie poszłaś... A Madox prosił, żebym cię znalazła, bo chce ci podziękować... I on chyba rzuci Rosę - nawijała, ale... chyba nie przemyślała sprawy, a zresztą skąd miała wiedzieć?
Obie zdawały się zaskoczone, kiedy z jednej z kabin wypadła Rosalinda. Zła, ale przy tym też cała rozmazana, widać było, że... płakała?
- Co ty powiedziałaś!? - warknęła. A Marie pisnęła i schowała się za Pilar.

encontrar a Pilar °❀⋆.ೃ࿔*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Była zła.
Chociaż nie, zła, to zdecydowanie złe słowo.
Ona była w k u r w i o n a.
Ciśnienie aż z niej kipiało, adrenalina krażyła w żyłach, a serce waliła z prędkością stada galopujących koni.
Przecież ciebie Madox może przegrać walkę.
Słowa Tio kręciły się w jej myślach, a ona wciąż z niedowierzaniem kręciła głową. Jak on mógł jej tak powiedzieć? Jak mógł patrzeć na to wszystko co miało miejsce w klatce przez pryzmat tego, czy Madox dostanie kasę czy nie, kiedy Trucizna autentycznie chciał go tam zapierdolić. Kurwa. Facet miał na ręce k a s t e t z jebanymi kolcami. Przecież jeszcze kilka zamachnięć, a naprawdę dobiłby mu się do mózgu. A potem stamtąd już krótka droga na drugi świat.
Nie mogła zrozumieć, jak Ticiano będąc najlepszym przyjacielem Madoxa, nie mógł zobaczyć tego zagrożenia? Jak mógł stać tam z boku i po prostu na to patrzeć? Jak, kurwa?! A jeszcze bardziej nie potrafiła zrozumieć, czemu założył kasę na Truciznę? Przecież to było oczywiste, że Noriega się dowie. Czy wiara w własnego brata naprawdę była dla niego niczym? Pilar miała w głowie masę myśli. Nic się jej nie sklejało. Nie wiedziała, co się stało z Tio. Ostatnimi czasy w ogóle go nie poznawała. A może on zawsze taki był? Przecież to zawsze Madox się nastawiał, to on stawał w obronie Tio, nigdy w drugą stronę, chociaż niby przecież szli ramię w ramię.
Nie chciała teraz o tym myśleć.
Sama nie wiedziała, co chciała.
Wracać do domu? Była to jakaś opcja, ale przecież nie zostawi tu Marie. Obiecała jej, że będą w tym razem i razem będą się bawić na imprezie na plaży. Nie mogła teraz się zwinąć. Dlatego poszła się po prostu przejść. Przeciskała pomiędzy ludźmi, dociskając się do baru, gdzie zgarnęła z lady gotowego drinka, który pewnie był dla kogoś innego i szybko uciekła. Wyzerowała go praktycznie od razu, a potem zrobiła to jeszcze raz. Chciała jakoś wypłukać nadmierne myślenie. I szło jej nawet dobrze, gdyby nie jeden chłopak, który na nią wpadł i wylał jej na koszulkę czystą wódkę. Poszła do kibla się lekko ogarnąć, sprać chociaż minimalnie ten obrzydliwy zapach, kiedy do środka wbiegła Marie.
Ja też cię szukałam! — rzuciła, chociaż prawda była taka, że wcale tego nie robiła. Raczej unikała wszystkich dookoła. — Wszystko okej? — spytała, chociaż zaraz okazało się, że wcale nie było okej. Słuchała jak przyjaciółka nawijała jak nakręcona. — Skoro Noriega chce mi coś powiedzieć, to niech sam to zrobi, a nie wysyła ciebie — warknęła, przecierając kilka ostatnich razy po koszulce zmoczonym ręcznikiem papierowym. Tylko wtedy Marie powiedziała, że będzie chyba rzucać Rosę, a Stewart podniosła na nią energicznie spojrzenie, bo przecież kto jak kto ale Pilar doskonale wiedziała, że Rosa… jest z jednej z kabin. Tylko nie miała nawet jak dać znać Marie, żeby siedziała cicho, bo Rosalinda już wypadła jak oparzona, spoglądając na nie morderczym wzrokiem.
Coś ty powiedziała?! — powtórzyła jeszcze raz do Marie, podchodząc krok bliżej. Ta zaś uciekła zaraz za plecy Pilar. Stewart ostatnie co chciała, to siać jeszcze większy ferment, ale z drugiej strony, za nic nie podobało jej się, jak Rosa warczała na Marie, dlatego Pilar wykonała krok do przodu.
Słyszałaś, co powiedziała — rzuciła równie ostro do Rosa, krzyżując ręce na piersi. — I mogłabyś nieco zejść kurwa z tonu — nie miała dla niej litości. Nawet te łzy, którymi chyba chwile temu się zalewała, dla Stewart nie znaczyły wiele. Wiedziała, jaką osobą była Rosalinda, jak bardzo wykorzystywała wszyskich dookoła, a przecież na współczucie i szacunek trzeba było sobie zasłużyć.
Zejdź mi z drogi Pilar, bo…
Bo co? — przerwała jej, nawet nie ruszając się z miejsca. Rosa może i była groźna, Marie się jej bała, ale Pilar wcale. I chyba Rosalinda miała tego świadomość, po tym, co Stewart pokazała w klatce do której doskoczyła.
Chce porozmawiać z tą żmiją i zapytać, co nagadała mojemu chłopakowi!!! — krzyknęła wciąż nieugięta, próbując wymiąć Pilar i jakoś dostać się do Marie.
Ale ja nic nie wiem!!! — krzyknęła dziewczyna.
Jak to nie wiesz?! Przed chwilą powiedziałaś, że on chce mnie rzucić.
Złe usłyszałaś — wtrąciła się, przerwacając oczami. Spróbowała na szybko wymyślić jakieś podobne słowo, które Marie mogła użyć, ale jak na złość nic nie przychodziło jej do głowy. — Słuchaj, cokolwiek to było, to sprawa miedzy tobą a Madoxem. Daj Marie spokój — poprosiła jeszcze grzecznie. Szkoda tylko, że Rosa wcale nie zdawała się tego przyjmować do wiadomości.
Skończ pierdolić, Pilar — warknęła. — Wszyscy wiedzą, że to twoja wina! — krzyknęła akurat, kiedy jakieś dwie laski spróbowały wejść do kibla. Popatrzyły na tą cała scenerię i ulotniły się szybciej niż weszły. I chociaż można było myśleć, że tak naprawdę poszły do męskiej czy coś, one poszły rozgadać wszystkim, że jakieś dwie dupy się będą bić o Madoxa w klopie i po chwili już pół podziemia o tym gadało.
Niewielki tłum zebrał się pod drzwiami łazienki.
Każdy się przepychał, bo chciał zobaczyć i posłuchać, kiedy to Rosa akurat wydzierała się na Stewart, że była gówno warta i wszystko zepsuła, chociaż ludzie już przebierali nogami na to, kiedy te dwie faktycznie zaczną się bić. O Madoxa. Jak głosiła plota.

mi jaguar, su jaguar
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Marie nie chciała się w to mieszać, bo przecież ona miała Rosę za przyjaciółkę, ale... chyba miała trochę za długi język, a dzisiaj... wypiła też więcej niż powinna.
- On teraz rozmawia z Trucizną... - rzuciła Marie, kiedy Pilar powiedziała to, że skoro Noriega chce jej coś powiedzieć, to niech sam to zrobi.

Zrobiłby.
Siedział na tej rozmowie i słuchał Trucizny i tego, że jakaś jego dupa nie miała się prawa wtrącać. I chociaż Pilar nie była wcale jego dupą, to jednak Madox myślami był gdzieś przy niej. Bo chciał jej podziękować i przede wszystkim sprawdzić, jak ona się miała. Przecież nawet nie zdążył.
- Jedyna opcja to rewanż... - stwierdził ktoś z organizacji, i Madox dopiero teraz podniósł się z krzesła.
- Nie będę z nim walczył, on miał kastet, prawie mi rozpierdolił łeb... - i nawet pokazał tą dziurę na policzku i na skroni, paskudną...
- A co boisz się Noriega, że bez twojej szmaty spuszczę ci wpierdol? - Madox od razu wyrwał się do Trucizny, a zanim tamten zdążył zareagować, to dał mu jeszcze raz w mordę, znowu musieli ich odciągać, rozdzielać...
I tym razem to Noriega bardziej się szarpał, do tego stopnia, że wywalili go na zewnątrz. I kiedy on się przechadzał pod drzwiami organizatora, kiedy tam wciąż rozgrywała się batalia o to, czy jednak uznają walkę, czy nie, to wtedy podszedł do niego Luis.
- Madox? Słyszałeś, jakieś laski mają się o ciebie bić w kiblu? - rzucił i chyba jeszcze chciał zapytać, co w końcu z walką, ale Madox już wyrwał się do przodu. Już przeciskał przez tłum.

- Specjalnie to zrobiłaś, żeby zepsuć mu tą walkę i teraz jeszcze chcesz mu rozwalić związek! Taka z ciebie przyjaciółka! Gówno warta... - Rosie raczej nie chodziło o siebie, bo one nigdy nie były przyjaciółkami. Może o Madoxa? Ale z nim Pilar też przecież nie przyjaźniła się od dawna...
- Rosa daj spokój przecież Pilar zawsze... - bo faktycznie dla Marie zawsze była dobra. Lepsza na pewno niż Rosalinda, która zaraz warknęła zamknij się Marie! i znowu chciała się wyrwać, żeby sięgnąć dziewczyny, ale zasłoniła ją Stewart. A Rosa już dłużej nie wytrzymała, bo tym razem wyskoczyła do Pilar z łapami, żeby szarpnąć jej włosy, zacisnąć na ciemnych kosmykach palce i pociągnąć, a może nawet dać jej w twarz?
Marie pisnęła, a drzwi do łazienki otworzyły się z hukiem.
Tylko, że pierwszy do środka wpadł Ticiano, ostatnio pojawiał się w najmniej odpowiednich momentach, bo zaraz zanim do środka wleciał też Madox i oczywiście też spora ilość gapiów zainteresowanych kolejną bójką.
I chociaż Noriega w pierwszej chwili zawiesił spojrzenie na Pilar, złapał jej wzrok, to zaraz między nimi stanął Tio. Znowu.
- Pilar, co ty znowu robisz? Bijecie się o Madoxa? Wszędzie gadają... - i oczywiście, że obejmował ją już w pasie odciągając na bok, od Rosy, która jeszcze wyrwała się do przodu, ale przed nią już wpadł Madox.
- Rosa... - zaczął, a Rosalinda podniosła na niego niebieskie spojrzenie, roztarła na policzkach chyba cały tusz przecierając zapłakane oczy...
I może na Pilar jej łzy nie robiły wrażenia, ale na Madoxie zawsze tak - co jest? - zaraz pytał, a ona nie odpowiedziała tylko wpadła mu w ramiona ze szlochem. Noriega jeszcze się obejrzał na Stewart... bo on przecież dla niej tutaj przyszedł, nie dla Rosalindy, tylko dla Pilar, której chciał podziękować. Ale ze Stewart dyskutował Ticiano. A Madox przecież nie chciał wchodzić pomiędzy nich. Nigdy nie chciał. Chciał, przecież cały czas ją chciał.
Bo przecież dla niego ważniejszy był brat, niż jakieś zauroczenie, które przeżywał jako dziesięciolatek.
Zauroczenie, które może trwało do tej pory? Tylko ukryte gdzieś głęboko pod tą braterską przyjaźnią, pod w ogóle ich relacją, ich wszystkich. Które zawsze były jakieś skomplikowane.
Bo najpierw przecież Pilar zeszła się z Ticiano, potem pojawiła się Rosa...
I teraz to tak właśnie wyglądało, że na jednej stronie tego zapyziałego kibla stał Tio ze swoją dziewczyną i znowu suszył jej głowę, jak nieodpowiedzialnie się zachowała. A według Madox powinien jej dziękować, zaczepić, że była taka waleczna, taka dzika.
A po drugiej stronie Noriega, ze swoją dziewczyną, która przytulała mu się do klaty, bo przecież znowu łzami chciała na nim wymusić to, żeby jej nie zostawiał, żeby był po jej stronie.
A pomiędzy Marie, która trochę nie wiedziała, co ze sobą zrobić.
Madox się ruszył, chciał do niej podejść. Pilar też.
Do Marie, bo oboje jej obiecali, że dzisiaj będą się tutaj świetnie razem bawić, ale Ticiano znowu się odezwał.
- Pilar… musimy pogadać w cztery oczy - ciszej, tak, żeby tylko ona go słyszała - wiesz chodzi o te zakłady - dodał, ale nawet nie spojrzał w kierunku Noriegi, ani Marie.
- Madox muszę się przewietrzyć - Rosa szarpnęła za koszulkę swojego chłopaka, a zaraz już wisiała mu na ramieniu - słabo mi - i Madox chciał, czy nie do końca... Odwrócił się w jej kierunku.
- Dobra - mruknął, a zaraz podtrzymując Rosę ruszył do drzwi, chociaż stanął zaraz przy Marie - Marie idziesz z nami się przewietrzyć? - wiadomo, że Rosa posłała jej krzywe spojrzenie, ale Marie skinęła głową, a zaraz...
Sięgnęła do Pilar łapiąc ją za rękę, wcale nie przejmując się tym, że Tio się skrzywił - Pilar już nie możemy się zgubić - zawołała ciągnąc Stewart za sobą. I kiedy wyszli z tej łazienki, to jeszcze mogli słyszeć takie rozmowy: no i co pobiły się? O Madoxa? A która wygrała? Chyba Rosa, zobacz...
I chyba tylko Rosa była zadowolona z tego, że wygrała. Chociaż kiedy już stanęli przed magazynem, na powietrzu, gdzie było też kilka innych grupek dyskutujących przy papierosie, to Madox puścił Rosę, rozejrzał się dookoła.
- Macie fajki? - popatrzył po nich, bo Noriega oczywiście nie miał, on wiecznie tylko szedł na sępa. Rosa zajrzała do swojej torebusi, a Marie pokręciła głową.

Qué salvaje eres ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nie była jego przyjaciółką.
A tym bardziej nie interesowało ją, żeby rozwalić mu związek.
Kto jak kto ale akurat Pilar zawsze z szacunkiem podchodziła do Madoxa i jego relacji, nawet jeśli w sercu coś ją godziło. Nigdy nic co zrobiła nie wychodziło z czystej złośliwości i chęci niszczenia. Tym bardziej nie chciała psuć mu walki. Ale przecież nie mogą pozwolić na to, żeby Trucizna go zatłukł. To było silniejsze od niej, nawet nie kontrolowała własnego zachowania wtedy przy klatce — po prostu wyrwała się do przodu, jakby ta chęć ochronienia go była wyryta gdzieś głęboko pod skórą.
I chociaż teraz zbierała za to baty, nie żałowała tego, co zrobiła.
Ani przez sekundę.
Nawet jeśli tej sprzeczce w łazience zaczęło przyglądać się coraz więcej osób.
Nie chciała się z nią bić. Nie chciała jej nawet dotykać i mieć z nią cokolwiek wspólnego, ale też nie mogła stać bezczynnie, kiedy Rosa w końcu postanowiła się na nią rzucić. Oczywiście jak na prawdziwą damę przystało Rosalinda postanowiła zacząć od szarpania za włosy. Pilar poczuła jak jej głowa wyrywa się do tyłu, podczas gdy ona sama ciem wywinęła w bok, żeby złapać drugą rękę Rosy i momentalnie ją wykręcić. Nie chciała robić jej krzywdy, chciała po prostu ją od siebie odciągnąć i sprawić, żeby przestała ją szarpać. Tyko Rosa oczywiście krzyknęła z bólu, a zaraz między nimi pojawi się Ticiano, wydzierając się na nią.
Co ja znowu robie? — warknęła momentalnie, spoglądając w oczy własnego chłopaka, chociaż kiedy spytał, czy biła się o Madoxa, na moment złapała i jego ciemne spojrzenie. Serce zabiło jej jakoś mocniej, jak zawsze zresztą, kiedy na niego patrzyła. — Nie bije się o Madoxa, Rosa chciała skrzy… skrzywdzić Marie, to chciała powiedzieć, ale oczywiście nie był jej dane, bo dama już wyła w ramionach Noriegi o tym, jak to Pilar się na nią rzuciła.
Ona chciała mnie skrzywdzić Madox — płakała mu prosto w klatkę piersiową. — Jest zazdrosna o nasz związek i…
Oh skończ pierdolić! — tym razem to Pilar jej przerwała, wyrywając się z ramion Tio. — To ty wydzierałaś się na Marie… — i znowu jej przerwano, tym razem by to Ticiano, który znosu ją szarpnął i to tak mocno, że Pilar autentycznie zabolał ręka. W tym całym chaosie, skrzyżowała jedynie znowu spojrzenia z Madoxem. Wiedzał, że Rosa kłamała? Przecież kurwa znał Stewart, wiedział, że nie rzucała się na ludzi bez powodu. Czy nie wiedział? Nie potrafiła wyczytać czegokolwiek z jego twarzy. Szczególnie że Tio sukcesywnie wymuszał na niej, żeby to na niego patrzyła.
A nie możemy porozmawiać potem? — spytała całkiem poważnie. Ostatnie co teraz potrzebowała, to jakieś poważne rozmowy na emocjach, kiedy wszystko odkąd się tu pojawili zawodowo się po prostu pieprzyło. Teraz powinni zając się Marie. Marie, która niczemu nie była winna, a najbardziej się stresowała. Chciała do niej podejść, ale Rosa oczywiście musiała się iść przewietrzyć i jakoś siłą rzeczy i konsekwencją akcji okazało się, że wszyscy wyszli na zewnątrz. Pilar szła na końcu, z rękami wciśniętymi w kieszenie, słuchając tylko głosy po bokach, jak to Rosa wygrała Madoxa. No wygrała. I to nie dzisiaj, a już jakiś czas temu. Szkoda tyko że Pilar nie było już w tej walce od dobrych ośmiu lat, kiedy postanowił złamać jej serce. Milczała całą drogę na zewnątrz, dopiero kiedy Madox zaczął się rozglądać o fajki, Pilar wyciągnęła paczkę z kieszeni.
Masz — rzuciła opakowaniem w jego dłonie, a zaraz potem i zapalniczką. Wszyscy popatrzyli na nią pytająco, a Tio oczyście najbardziej. — Zajebałam Matiasowi — wzruszyła ramionami. Bo kiedy Rosa po raz setny rozwodziła się nad tym, jak wiele zarazków było na tyłach, a Matias mówił jej, że wszystko jest na bieżąc dezynfekowane, Pilar zawędziła mu cała paczuszkę ze schowka razem z ogniem.
Madito, nie powinieneś palić — rzuciła Rosa, wtulając się w jego klatkę piersiową, gładząc ją i łasząc się do niego. — To złe na płuca i w chuj niezdrowe — dodała, na co Marie oczywiście przytaknęła, a Pilar jedynie przewróciła oczami, wyciągając i sobie jednego, kiedy oddał jej paczkę.
A ty niby od kiedy palisz? — warkną Tio, przyglądając się jej wcale nie z troską, a bardziej jakby oceniał jej kolejne ruchy.
Od teraz — chociąz prawda była taka, że Pilar często na imprezach lubią sobie zapalić. Często też kradła fajki swojemu kuzynowi abo dostawała od ludzi. — Jeszcze jakieś pytania? — spytała, odpalając zapalniczkę i ciągnąc pierwszego bucha. Tio westchnął głośno, czując na sobie spojrzenie wszystkich i… też wziął sobie jednego. Hipokryta. Tylko czy był się teraz sens z nim kłócić? Pewnie nie. Dlatego odwróciła się do Marie, żeby zapytać ile wygrała z swoich zakładach, tylko finalnie spojrzenie zawiesiła na Madoxie. Bo przecież wciąż nie wiedziała, jak skończyła się dyskusja z organizatorami, a trochę… chciała wiedzieć, czy faktycznie nie zjebała mu całej walki.
I co w końcu z tą walką? — spytała, zaglądając mu w oczy, kompletnie ignorując to, jak Rosa już wspinała się na palcach, żeby złożyć na policzku swojego chłopaka kilka mokrych pocałunków. — Wciąż jest ważna? Wygrałeś? — mogła udawać, że ją to nie interesowało, tak jak udawała, że nie ruszał jej widok jego i Rosy, ale akurat co do walki po tym wszystkim co powiedzieli jej jej przyjaciele, faktycznie trochę zaczynała czuć się winna.
— Kiedy ruszamy na imprezę?? — oczywiście Rosa spróbowała ją przygadać i przekrzyczeć. — Nie mogę się już doczekać! — aż tak nie interesowało ją, czy jej chłopak wygrał? Czy może po prostu nie chciała, żeby Madox i Pilar wymienili chociaż jedno zdanie tego wieczoru? Szczególnie po tym, co usłyszała w toalecie.

¿Ganaste?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”