-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Przynajmniej do czasu. Kiedy jedna z kelnerek kolejny raz zapukała do środka – nie mogła już jej więcej ignorować. To tak dowiedziała się, że ktoś na nią czeka… dłuższą chwilę. Zerknęła na zegarek i lekko się skrzywiła, bo faktycznie zrobiło się późno. Spotkanie można było uznać za skończone, a ona mogła dać sobie chwilę, dwie albo pięć zanim odeszła od biurka i wyszła na główną klubową salę.
Dziewczyna, która chwilę wcześniej była na zapleczu wskazała jej odpowiedni kierunek, ale zanim pojawiła się w odpowiedniej loży – Darcy najpierw podeszła do baru, zgarnęła z niego dwie szklanki ze szkocką i dopiero wtedy ruszyła w stronę loży, w której został usadzony Cadwalader, gdy pojawił się w klubie. Ochrona wiedziała, że była zajęta, więc nie było mowy, że ktoś by go wpuścił na zaplecze, niezależnie od tego kim był. Możliwe, że raczej też się nie pochwaliła, że jest jej partnerem, więc może dostać się w dowolne miejsce w klubie, ale no… w tym miejscu wydawało jej się to dziwne. Gdzieś tam z tyłu głowy zawsze miała myśl, że to klub Daniela, więc musieli zachować dyskrecję. Cóż… nie musieli, ona po prostu musiała pozbyć się głupiego myślenia.
- Mam nadzieję, że widoki chociaż trochę zrekompensowały czas oczekiwania. – rzuciła pół żartem, pół serio na dzień dobry, stawiając szklanki z alkoholem na niskim stoliku przed nim i przysiadając się tak, żeby móc oprzeć dłoń na jego klatce piersiowej i sięgnąć jego policzka, na którym złożyła krótki pocałunek. A widoki? Dostał naprawdę dobrą lożę z widokiem na scenę, więc nie powinien narzekać… a czy ona była o to zazdrosna? Nie. To tylko klub, on bywał w takich miejscach często, a koniec końców po tych wszystkich latach to i tak ona – czyli ta, którą poznał dokładnie w ten sposób – spała w jego łóżku. Gdyby miał większą słabość do striptizerek zmieniałby je co tydzień – Twoje siniaki zmieniają kolory, zaczynają wyglądać trochę lepiej… – skwitowała, wpatrując się w męską twarz, a kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu – Coś się stało, że mamy okazję cię tu gościć? – nawet nie spojrzała na telefon, więc jeśli próbował się do niej wcześniej jakkolwiek dobić… pozostawała błogo nieświadoma. Nawet jeśli świat płonął.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
W końcu dokopali się do pewnych niedociągnięć z jego raportach. Podejrzeniach przekroczenia uprawnień. To doprowadziło do tego, że w końcu po prostu go zawiesili. Postanowił, że to będzie ten czas, kiedy powinien jej w końcu o tym wszystkim powiedzieć. Dlatego zadzwonił do niej. Napisał. Gdy nie dostał żadnej odpowiedzi zrobił to ponownie, później jeszcze raz. W końcu po prostu zaczął się martwić. Może coś stało się w klubie? Teraz niekoniecznie usłyszałby o tym pierwszy. Nie chciał czekać na nią w mieszkaniu. Chciał to w końcu z siebie zrzucić. Przyjechał więc do klubu wiedząc, że to właśnie tutaj ją zastanie. Był w średnim nastroju. To, że nie chcieli go wpuścić na zaplecze niczemu nie pomagało. Znali go, wiedzieli, że jest policjantem, lecz nie miał już przy sobie odznaki. Nie zamierzał też robić afery. Wystarczyło mu wiedzieć, że nic się nie stało. Była po prostu zajęta.
Zajął więc swoje miejsce w loży. Wypił pierwszego drinka, później kolejnego, jeszcze jednego... Oglądał występy kolejnych dziewczyn przypominając sobie jak się spotkali. Jak to wszystko się zaczęło. Wiedział jedno. Nie chciałby jej tam teraz zobaczyć. Byłby o to cholernie zazdrosny. Co więcej, nie potrafił już patrzeć na te dziewczyny tak jak wcześniej. Od dłuższego czasu pragnął tylko Darcy. Swojej kobiety, która właśnie przychodziła do niego z kolejnymi drinkami.
- Niekoniecznie. Masz piękne dziewczyny, ale mnie interesuje już tylko jedna... - obciął jej sylwetkę tym pożądliwym spojrzeniem, które doskonale znała i kochała.
Zwłaszcza gdy musiała się nieco nachylić do stolika. Mruknął zadowolony gdy się do niego zbliżyła całując go w policzek. Podświadomie objął ją ramieniem przesuwając swoją dłoń powoli po dolnej części jej pleców. To właśnie ją przyszedł tutaj zobaczyć. Choć nie miał najlepszych wieści i minę na początku miał dość kwaśną, tak sam jej widok sprawiał, że kąciki jego ust wędrowały ku górze.
- Mam świetną pielęgniarkę. - uśmiechnął się do niej zaczepnie, lecz gdy zadała kolejne pytanie mina mu nieco zrzedła.
Na chwilę odwrócił od niej wzrok wracając do sali i jakiejś tańczącej małolaty, która na pewno miała swoją historię. Nie wiedział jak miał jej to powiedzieć. Nie był typem, który owijał w bawełnę, więc znajdując odwagę w końcu po prostu to powiedział.
- Zawiesili mnie Darcy. - mruknął wracając do niej wzrokiem i widać było w nich pewne upokorzenie - Ale nie martw się, wszystkie moje sprawy pozostają zamknięte. Jeśli coś miałoby się zmienić w stosunku do moich aresztowań, koledzy mi o tym powiedzą. - wyjaśnił by nie musiała martwić się jakąkolwiek zemstą ze strony kolejnych przestępców.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- I to jest prawidłowa odpowiedź. – zaśmiała się, bo nawet jeśli jej pytanie nie było żadną pułapką, żeby zrobić mu teraz wielką awanturę o to, że czerpał przyjemność z obserwowania innych dziewczyn to miło było wiedzieć, że mimo wszystko liczyła się tylko ona. Śmieszna myśl, ale zaczynała się do niego przyzwyczajać i naprawdę ją polubiła.
Siedząc na kanapie obok niego, bokiem do sceny a twarzą do niego… obserwowała. Wpatrywała się w jego profil i teraz już nie miała wątpliwości, że coś go martwiła. Nie przypuszczała jednak, że to wcale nie jest nowa sprawa… że to coś, co ciągnęło się od kilku dobrych dni albo i dłużej. Nie naciskała, nie pospieszała. Opierała się łokciem o zagłówek kanapy i po prostu się w niego wpatrywała. A gdy wreszcie to z siebie wyrzucił… dalej nic nie mówiła. Dalej się po prostu w niego wpatrywała, jakby próbowała przetrawić, co się właśnie stało.
- Naprawdę uważasz, że w takiej sytuacji… – w której on poniósł konsekwencje czegokolwiek, bo tak naprawdę informacje miała zerowe, aczkolwiek… mogła podejrzewać, że chodzi o incydent z gościem, który włamał się do jej domu. W końcu było to dość brutalne i w mało jasnych okolicznościach – Martwię się o to, że jakaś z twoich spraw mogłaby nie zostać zamknięta? Chodzi ci o gościa od domu? Przecież i tak ustaliliśmy, że on był tylko chłopaczkiem od brudnej roboty, więc na dobrą sprawę wcale nie miałam prawa do spokojnego snu… – a jednak spała bardzo spokojnie (i kto jak kto, ale Arvel akurat o tym wiedział, bo większość tych nocy przespała w jego ramionach) i jak tylko opadł pierwszy kurz po samym włamaniu, które ją faktycznie przestraszyło – przejmowała się tym mniej niż pewnie powinna – Martwić się mogę tylko o ciebie. – i faktycznie tak było – Powiesz mi, co się stało? Możemy przejść na zaplecze, tam będą chyba lepsze warunki do rozmowy… – niż migające światła, muzyka i dziewczyna, która zrzucała z siebie kolejne elementy garderoby.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Miałaś. - praktycznie wszedł jej w słowo spoglądając na nią wręcz oburzony - Nie pozwolę żeby stała Ci się krzywda. Możesz spać spokojnie. - spojrzał jej w oczy z poważnym wyrazem twarzy będąc tego absolutnie pewnym.
Nawet jeśli za kilka miesięcy pewnie nie będzie już policjantem, tego jednego mogła być pewna. Zrobi wszystko co w jego mocy by mogła spać spokojnie. Z odznaką czy bez. Jest facetem, jej facetem i wiedział jak powinien o nią zadbać. Nawet jeśli odbiorą mu broń i odznakę, to pierwsze mógł bez problemu załatwić sobie na ulicy. Brał sobie za punkt honoru to by czuła się bezpiecznie.
- Możesz, ale nie musisz. - uśmiechnął się do niej czule muskając policzek i zahaczając kosmyk jej włosów z powrotem za jej ucho.
To był jego problem. Może to bardzo męskie myślenie z jego strony, ale nie byli jeszcze ze sobą związani finansowo. Arvel zdawał sobie sprawę, że prędzej czy później jego przekręty będą mogły wyjść na jaw. Zawsze brał to ryzyko pod uwagę. Traf po prostu chciał, że stało się to teraz. To nie było coś, co niszczyło całe jego życie. Miał jeszcze pewne oszczędności, mógł znaleźć nową pracę. Miał opcje. Po prostu związał się z tą robotą trochę mocniej niż jeszcze jakiś czas temu przypuszczał. Pochodził z policyjnej rodziny. Będzie pierwszym, który zawiedzie. To coś, co kiedyś będzie musiał im przetłumaczyć. O ile kiedyś wróci w rodzinne strony.
- Chyba wolałem jednak, kiedy nie byłaś właścicielką. Wtedy proponowałaś mi prywatny taniec, a nie zaplecze. - zaśmiał się starając się utrzymać ten żartobliwy ton, który zawsze z nim kojarzyła.
Wychylił się po swoją szklankę by wypić swojego drinka na raz nie każąc jej czekać. Pozwolił się zaciągnąć na zaplecze, co było nieco nowym doświadczeniem. Zawsze rzeczywiście kończyli w innych pomieszczeniach.
- Nie ma za dużo do opowiadania Darcy. - wzruszył ramionami opierając się o najbliższą ścianę - Wewnętrzni co jakiś czas wybierają sobie nasze sprawy żeby je prześwietlić. Zwłaszcza przed albo po wyborach. Tym razem wybrali kilka moich. Trafił mi się służbista. Dopatrzył się pewnych... Nieścisłości i standardowo zawiesili mnie do momentu wyjaśnienia sprawy. - westchnął cicho przecierając twarz dłonią wyglądając na nieco zmęczonego - To musiało się prędzej czy później zdarzyć. Wydaje mi się, że to tylko nieścisłości. Raczej nie ma tam nic za co mogliby mnie posadzić albo sądzić. Z resztą nikt nie chce sądzić policjantów. To zbyt głośne sprawy. Wolą nas po prostu po cichu wydalić ze służby. - wyjaśnił całkiem spokojnie, naturalnie.
- Co nie znaczy, że tracisz swojego owczarka. Po prostu nie będę już nosić tej fajnej kamizelki K9. - uśmiechnął się do niej nieco niepewnie nie wiedząc jak do końca przyjmie tę wiadomość.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
I wiedziała, że może nie była najlepsza w mówieniu o emocjach i uczuciach. Może nadal nie odpowiedziała na jego wyznanie, które padło między nimi ładny kawałek czasu temu, ale jednocześnie trzeba byłoby być ślepym, żeby nie zauważyć, że Darcy się zaangażowała. A skoro się zaangażowała to jego problemy były poniekąd jej problemami i może nie musiała się o niego martwić, ale zdecydowanie to robiła. I martwiła się o niego… jego samopoczucie, jego pracę i jego przyszłość. Pieniądze? Nie przeszło jej to nawet przez myśl. Może dlatego, że od momentu, gdy zaczęła spotykać się z Danielem przestały być jej problemem i nie musiała się o nie martwić, a może dlatego, że doskonale wiedziała jak to jest żyć bez pieniędzy. Nie było to łatwe, ale nie było niemożliwe. A ona z Cadwaladerem na pewno nie była dla korzyści majątkowych, więc tym bardziej nie zmartwiło jej, że nie będzie zarabiał. Wszystko inne? Jak najbardziej.
- Wtedy mogłam ci tylko to zaproponować. Dzisiaj wybór jest znacznie większy. – prychnęła, uśmiechając się pod nosem, zabierając swojego drinka ze stolika i prowadząc Arvela na tyły klubu. Ochroniarz, który jeszcze parę chwil temu nie chciał go tam wpuścić – teraz nawet nie spojrzał w ich kierunku. Klubowe korytarze były ciemne, można nawet śmiało powiedzieć, że mroczne, ale trudno się dziwić biorąc pod uwagę, że transakcje, które się tu odbywały często takie właśnie były. Darcy nigdy nie wpadła na to, żeby zmienić wystrój. Nawet gabinet, w którym się po chwili zamknęli był kiedyś gabinetem Daniela – z dużym biurkiem i fotelem godnym wielkiego szefa. Darcy jednak na nim nie usiadła. Zajęła miejsce na krawędzi biurka i wbiła spojrzenie w Arvela, gdy mówił o tym, co zadziało się w pracy. Wpatrywała się w niego uważnie, wręcz czujnie…
- Nie wierzę, że mogliby cię wydalić. Nie można tego jakoś odkręcić? Czy ten służbista nie ma kogoś nad sobą, na kogo można wpłynąć? Albo wyjaśnić te nieścisłości? Cokolwiek? Może znasz kogoś, kto zna kogoś, kto mógłby coś w tej sprawie zrobić? Albo ja mogę kogoś takiego znać? Chciałabym ci jakoś pomóc… musiałabym tylko wiedzieć jak. – tak wiele lat spędziła w towarzystwie ludzi, którzy mogli załatwić wszystko, że nie potrafiła myśleć inaczej. Nie potrafiła też sobie wyobrazić, że nic dla niego nie zrobi… - Wyobrażasz sobie życie bez służby?
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Utrata odznaki zdecydowanie wiązała się z utratą pewnych przywilejów, pewnego statusu, jednak o ten zawsze dbała bardziej jego rodzina niż on. Przyznanie się przed rodzicami do swojej porażki nie będzie należało do najprzyjemniejszej, lecz nie mieli tak bliskiego kontaktu by to mogło zrujnować go psychicznie. Znacznie bardziej obawiał się tego, co powie Darcy. Wiedział, że nie była z nim dla pieniędzy, ale nie było co ukrywać, że ich relacja zawsze opierała się na wspólnych korzyściach. Nawet jeśli w ostatnich miesiącach ta natura zaczęła się mocno zmieniać, obawiał się, że może stracić trochę w jej oczach. Dzwoniła do niego gdy potrzebowała pomocy, gdy mógł jej coś zaoferować. Nadal pozostawał tym pewnym siebie facetem, lecz już nie policjantem. Czy to coś między nimi zmieni? Nie mógł być pewny, że nie.
Czasami chyba tęsknił trochę za prostotą ich poprzedniej relacji, a może nie relacji, a samego życia. Prywatny taniec i obmacywanki zawsze brzmiały przyjemniej niż poruszanie ciężkich tematów w biurze jej byłego męża. Nawet jeśli teraz należało do niej, wszystko w pomieszczeniu przypominało o jej byłym mężu. Nie to żeby często tutaj bywał. To był właściwie chyba drugi czy trzeci raz.
- Mogliby, mogli... Nikt nie jest nietykalny. Nawet jeśli mam kilka haków na współpracowników. - wzruszył ramionami tłumacząc nieco swoją pozycję - Spokojnie Darcy, spokojnie... - uśmiechnął się na jej słowotok podchodząc bliżej.
Doceniał to, że się tym przejmowała. Podobnie jak to, że chciała pomóc. Może do tej pory nie powiedziała mu co tak naprawdę do niego czuje, lecz zauważał wszystkie zmiany w jej zachowaniu oraz podejściu. Nie był na nie obojętny.
- Nie wiem czy szantaż i wyciąganie brudów jest najlepszym wyjściem z sytuacji kiedy wewnętrzni otwierają sprawę. - położył dłonie na jej ramionach i lekko je ścisnął patrząc w jej ciemne tęczówki - Doceniam jednak twoją inicjatywę, ale to jeszcze nie ten czas żeby wyciągać ciężkie działa. Sami jeszcze nie wiedzą co mają i czy coś w ogóle. - uśmiechnął się przesuwając dłonie w dół jej ramion, w końcu biorąc jej dłonie i zarzucając je sobie na szyję.
- Pomaganie mi nie zawsze wiąże się z rozwiązywaniem moich problemów. Czasami wystarczy, że przypomnisz mi, że i tak będę miał do kogo wracać. - puścił jej oczko kładąc dłonie na jej biodrach.
Czasami sam się nie poznawał. Takie teksty nie były w jego stylu, ale te kilka ostatnich tygodni kiedy właściwie u niego zamieszkała? Cholernie przyjemnie było wracać do mieszkania wiedząc, że jest duża szansa, że ją tam zastanie. To stało się ważniejsze niż pieniądze, prestiż, adrenalina.
Kurwa, naprawdę się zakochałem. - pomyślał patrząc jej w oczy.
- Nie mam pojęcia jak to będzie jeśli mnie zwolnią. Policjantem byłem od zawsze. Całkiem to lubię i do niedawna utożsamiałem z tym swoje życie. Teraz... - wzruszył ramionami - Sam nie wiem. Pewnie więcej zarobię jako prywatna ochrona dla jakichś influencerek. - zaśmiał się cicho kręcąc głową.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdy podszedł bliżej zadarła głowę, żeby na utracić kontaktu wzrokowego i ściągnęła mocniej brwi. Rozbawiła go? I przy okazji właśnie dał jej po łapskach, żeby nie przesadzała i nie myślała o żadnych głupich rozwiązaniach? Wywróciła wymownie oczami, ale mimo wszystko zaraz uśmiechnęła się pod nosem, bo kto by przypuszczał, że w takim momencie z ich dwójki to on będzie tym rozsądnym. No cóż… nie zamierzała zrobić nic wbrew jego woli.
Przesunęła się bliżej krawędzi biurka, a gdy zarzucił sobie jej ręce na szyje – zupełnie automatycznie musnęła jego kark opuszkami palców, drażniąco sunąc nimi góra dół aż pod materiałem jego koszulki. I przez chwilę wpatrywała się w niego bez słowa… lawirowała spojrzeniem od jego oczu do warg i z powrotem, jakby do końca nie wiedziała na czym chce się skupić bardziej. Jednocześnie po głowie rozbijały jej się jego słowa…
Czy będzie miał do kogo wracać.
Śmieszny dreszcz przemknął wzdłuż jej kręgosłupa, gdy zdała sobie sprawę, że nie ma co do tego najmniejszych wątpliwości. Będzie miał. Nie odpowiedziała jednak, a przynajmniej nie użyła do tego słów. Mocniej się do niego przysunęła i sięgnęła jego warg. Pocałowała go. Spokojnie, ale pewnie i bez grama pośpiechu. Tak jakby ten jeden pocałunek miał wyrazić więcej niż te wszystkie słowa, których nie potrafiła znaleźć i których zwyczajnie nie potrafiła używać.
- Nie chcę, żebyś pracował z jakimiś dwudziestoletnimi influencerkami. – wymamrotała prosto w jego wargi, nie odsuwając się praktycznie wcale – Będę musiała być wiecznie o nie zazdrosna, przestanie być fajnie, będę marudna, zrobią mi się od tego zmarszczki na czole, a ty się będziesz musiał strasznie, ale to strasznie wysilić, żeby mi później te nerwy jakoś zrekompensować. – zażartowała, oczywiście, że zażartowała! I jeszcze zanim zdążył jej jakkolwiek odpowiedzieć, chociażby się zająknąć – znowu go pocałowała. Zamknęła mu właściwie usta pocałunkiem – Wierzę, że odzyskasz swoją pracę, ale niezależnie od tego… będziesz miał do kogo wracać, Cadwalader. W najgorszym wypadku będziesz moim utrzymankiem. – ostatnie zdanie już rzuciła w formie żartu, żeby nie zrobiło się zbyt poważnie, żeby jakoś może trochę zakamuflować swoje wyznanie. Przecież nie była w nich dobra.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Mruknął cicho gdy zaczęła przesuwać dłońmi po jego karku. To było silniejsze od niego. Podobnie jak kąciki ust unoszące się nieco w cieniu uśmiechu. Oboje nie mieli już sobie zbyt wiele do zaoferowania poza samymi sobą oraz swoimi uczuciami i najlepsze w tym wszystkim było to, że to było całkowicie wystarczające. Właśnie w takich momentach wiedział, że nie jest nią po prostu zauroczony. Jest w niej zakochany. Było to widać w tym jak na nią teraz patrzył. Część jego świata właśnie się waliła. Powinien właśnie zapijać smutki. Wystarczyła jej obecność. Kilka gestów, których może nawet nie zauważała, ale to wszystko nagle przestawało mieć takie znaczenie. Patrzył na nią i czuł, że ma szczęście. Wyrwać taką kobietę? Mieć ją na wyłączność? Tak, uważał się za szczęściarza, chociaż wcale nie brakowało mu pewności siebie.
Gdy jeszcze go całowała? W ten sposób, który nie miał nic wspólnego z pożądaniem? Wiedział, że też coś do niego czuła, nawet jeśli nie postanowiła jeszcze tego nazwać. Odwzajemnił jej pocałunek zaciskając lekko dłonie na jej biodrach i przysuwając się nieco bliżej. Napierając swoim ciałem na jej.
Uśmiechnął się całkiem wesoło gdy w końcu przestali. Patrzył jej w oczy, a z każdym kolejnym słowem wesołe iskierki w jego tęczówkach tylko przybierały na sile. Zawsze zapierała się, że nie będzie o niego zazdrosna, a teraz aż miło się tego słuchało. Pewnie nie wytrzymałby nawet dwóch dni z jakąś gówniarą jako ochroniarz, ale miło było usłyszeć, że byłaby o niego nieco zazdrosna, nawet jeśli próbowała to przykryć swoim poczuciem humoru.
Skoro nie dała mu nawet odpowiedzieć werbalnie, zrobił to namacalnie. Chętnie i dość łakomie pogłębił jej pocałunek. Swoje dłonie przesunął na jej pośladki, stanowczo złapał i podniósł ją do góry przez dłuższą chwilę po prostu się z nią całując zanim odstawił te cudowne krągłości na blat jej biurka.
- Utrzymankiem? - spojrzał na nią marszcząc nieco powieki - Może nie wyglądam, ale nie przepieprzyłem wszystkich swoich pieniędzy w karty. - przygryzł jej dolną wargę nie odsuwając później swojej twarzy - Myślałem bardziej o prywatnej ochronie? Masz wiele atutów, które aż się proszą o bardzo indywidualne podejście. - wyszczerzył się do niej pozwalając swoim dłoniom zbłądzić na jej piersi skoro już były wolne.
Darcy Bowman
-
And I bet you think about me...
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale jednocześnie przez myśl przeszło jej coś jeszcze.
Mruknęła zadowolona prosto w jego wargi i zaśmiała się, gdy wspomniał o prywatnej ochronie… atutów. Aż pokręciła lekko głową, bo naprawdę – A myślałam, że to mam w pakiecie skoro sypiam w twoim łóżku, więc… – wracamy do tematu utrzymanka! – I nie twierdzę, że przepieprzyłeś gdzieś swoje pieniądze, przestań. Po prostu ile ten stan może się utrzymywać? Jak długo miałbyś żyć z oszczędności? – kiedy faktycznie je przepieprzy, niekoniecznie w karty. Te swoją drogą wydawały jej się abstrakcyjne, bo nie potrafiła sobie go wyobrazić siedzącego przy stole do pokera, sama nie wiedziała dlaczego.
– Swoją drogą strasznie łatwo cię rozproszyć, Cadwalader. – kącik ust drgnął jej w lekkim rozbawieniu i spojrzała wymownie na swój dekolt, a raczej jego dłoń na jej piersi – I cieszę się, że mogę poprawić ci humor, ale wiesz, że nie musimy żartować, prawda? Możemy po prostu porozmawiać. Możesz być ze mną szczery, nie musisz udawać, że wszystko jest w porządku, żeby mnie nie martwić albo nie wiem… nie utracić czegoś w moim oczach. Nie wiem, co może ci chodzić po głowie, ale chcę, żebyś wiedział, że to nic nie zmienia. – a przynajmniej nie między nimi – I wiem, że to brzmi absurdalnie, bo nie jestem mistrzynią w rozmowach i normalnie wolałabym, żebyś mnie po prostu przeleciał na tym biurku… – przez jej wargi przemknął wymowny uśmiech – Oczywiście nadal możesz jeśli masz ochotę, ale możemy też porozmawiać. Na poważnie.
Arvel Cadwalader
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Więc nie zamierzasz za to płacić... Niezła z Ciebie business woman. - zaśmiał się cicho nachylając się nieco bliżej by znów ją pocałować kiedy zadała kolejne pytanie.
Zatrzymał się na chwilę przenosząc wzrok do jej tęczówek. Zaczynało robić się poważnie, a to nigdy nie było jego mocną stroną. Zdecydowanie wolał wszystkie trudne tematy obrócić w żart zamiast je analizować. Przynajmniej kiedy chodziło o jego problemy.
- Obawiasz się o nasz domowy budżet? - uniósł wymownie brew robiąc dokładnie to, obracając to w żart - Nie wiem ile to może potrwać Darcy. Może kilka tygodni, może kilka miesięcy. Nie sprawdzałem jeszcze dokładnie ile byłbym w stanie wyżyć z moich oszczędności. Jak pewnie zauważyłaś nigdy nie byłem dobrym księgowym, dlatego zawsze musiałem po prostu więcej zarabiać zamiast obcinać wydatki. - uśmiechnął się lekko, lecz robił dobrą minę do złej gry, było widać, że ten temat niespecjalnie mu leży.
Miała rację, jej bardzo prosto było go rozproszyć. Również powędrował wzrokiem na jej dekolt i bezwstydnie jeszcze kilka razy ścisnął jej piersi delektując się ich miękkością. Gdy jednak wyłożyła mu kawę na ławę przez chwilę po prostu się jej przyglądał. Ważył wszystkie za i przeciw. Było widać, że sam nie wiedział, czego chciał. Czego potrzebował. Myśl o tym, że jednak mógłby stracić w jej oczach nie dawała mu spokoju. Chciał być dla niej oporą, wsparciem. Mężczyzną, nie problemem. Niektórych rzeczy ciężko się wyzbyć.
- Mogę, jeśli mamy na to ochotę. - położył bardzo wymowny nacisk na my bo wiedziała jak bardzo nie lubił kiedy mówiła o tym jednostronnie - A na tym konkretnym biurku zrobiłbym coś, czego definitywnie nikt, nigdy nie robił. Kochałbym się z Tobą. - powiedział patrząc jej w oczy - A później bym Cię zerżnął. - uśmiechnął się wymownie muskając jej usta swoim kciukiem z tym swoim tonem, który pozostawiał wiele dla wyobraźni.
- Rozmawiamy Darcy, na swój sposób, ale rozmawiamy. - przesunął swoje dłonie po jej ramionach - Nie martwię się o to, że stracę robotę. Wolałbym jej nie tracić, lubię ją i jestem w niej dobry, ale nie mam za wiele do zrobienia w tej kwestii. Nie będę pogarszać swojej sytuacji. Moje przekręty musiały prędzej czy później wyjść na jaw. - westchnął cicho spoglądając na tę twarz, w której się zakochał - A co zrobię w najbliższych tygodniach? Nie wiem. Całkiem podobał mi się nasz urlop, może po prostu odpocznę? Będę rozpieszczać swoją dziewczynę? - uśmiechnął się nieco pewniejszy siebie oblizując ostentacyjnie usta.
- Może znajdę jakiś kierunek na naszą kolejną wyprawę? A może gdzieś, gdzie moglibyśmy się przenieść i oboje zacząć od początku? - uśmiechnął się do niej dość niepewnie, nie wiedząc jak na to zareaguje - Niewiadomych jest wiele, ale stała chciałbym by była jedna. Ty. - w jego spojrzeniu było nieco strachu.
Nie wiedział jak na to zareaguje, czy nie zechce jednak uciec. Zdecydowanie więcej było tam po prostu uczucia, którym ją darzył. Miłości, pewności swoich słów. Dalekie to od zaręczyn, lecz dla niej mogło być niebezpiecznie blisko. Już od dłuższego czasu wiedział, że ją kocha. Chciał jej w swoim życiu. To właśnie jej potrzebował.
Darcy Bowman