ODPOWIEDZ
22 y/o
For good luck!
163 cm
studentka sztuki
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lancelot Apollo Gardner brzmiało artystycznie, ale totalnie nie wpasowywało się w Lansa.
Był jej totalnym przeciwieństwem.
Wiecznie nadęty, marudzący, Camille co chwile miała go dosyć. Pokazywanie się z nim u boku znajomych było prawdziwą torturą. Podobnie jak randki z Jake'iem. Wpatrywała się w niego maślanymi oczami, ale robienie taniego porno dla Lansa nie wchodziło w rachubę. Mogła wachlować oczami, prosić i nic to nie dawało.
Zawsze czuła jego spojrzenie.
Całe popołudnie spędziła z Jessicą na plotkach. Rozmawiały o wszystkim. Ulubionych artystach, muzyce, modzie, odpowiednim doborze kolorów do obrazów, ale przede wszystkim o imprezie w klubie. Oczy Camille mieniły się na samą myśl. Zwłaszcza kiedy opowiadała o Jake'u. Uwielbiała go. Może wręcz kochała? Jessica była innego zdania. Wręcz obrzydzała jej faceta.
Musiała być zazdrosna.
Dlatego z niezadowolonym westchnięciem zakończyła rozmowę.
Co się patrzysz? — warknęła niezadowolona, spoglądając na Lansa. Nawet we własnym domu nie miała żadnej prywatności. Powoli przyzwyczajała się do tego. Tyle że człowiek i do życia w chlewie mógł to zrobić, a ona nie chciała. Zakłócał życie w jej prywatnym apartamencie z widokiem na całe Toronto. Przypominał pluskwę, słuchającą każdej jej rozmowy. Aż strzeliła oczyma i z trzaskiem drzwi zamknęła za sobą drzwi do łazienki.
Prysznic w ogóle nie przyjął jej ukojenia. Wręcz z irytacją suszyła włosy, a pielęgnacja twarzy nie szła po jej myśli. Z równym hukiem wyszła z łazienki w samym ręczniku, nawet nie zaszczycając jej spojrzeniem. Jake nie odpisał jej na wiadomość. Oznaczało to jedno. Musiała wyglądać jak prawdziwa księżniczka, którą będzie chciał wziąć. Otworzyła własną szafę i miała wrażenie, że zaraz oszaleje. Nabrała głębokiego oddechu. Pierwszy raz nie wiedziała, co powinna ubrać. Nerwowym krokiem wróciła do Gardnera i stanęła przed nim.
Musisz mi pomóc — oświadczyła stanowczym tonem, a na samą siebie parsknęła w głowie. On miał jej pomagać w wyborze ubrań? Pewnie wystawiłby ją w worku do ziemniaków, uznając to za modne. Pochyliła się, chwytając go mocno za kolana — będziesz oceniał moje ubrania i mam wyglądać jak chodzące biliony dolarów. Jake musi pożałować, że nie odpisuje mi od dwóch godzin — czyli tyle ile ona rozmawiała z Jessicą. Coś jej nie grało, ale bez żadnego słowa sprzeciwu wróciła przed szafę, przeglądając ubrania, które w niej miała.
Po paru chwilach wyszła w pierwszym ubraniu.
Ohydnie, to wygląda, prawda? — spytała, a na twarzy wymalował się przeogromny grymas. Stała w nim może minutę, po czym zniknęła. Pojawiła się po paru chwilach w nowym outflicie.

Za długa ta spódniczka, prawda? — mruknęła, spoglądając na samą siebie. Z niczego nie była zadowolona, czekała jedynie na komentarz LanSSSSa — poczekaj, jeszcze jeden — i niczym magik pojawiła się po paru chwilach w totalnie innym wydaniu. — nie przypominam dziwki? — spytała wprost. Glina powinien się na tym znać, prawda? Prawda, ale widząc tylko jego spojrzenie znała odpowiedź — wybierz mi coś. Umrę, jeśli szczęka mu nie opadnie na mój widok — nie prosiła, a wręcz rozkazała. Spojrzała mu wprost oczy, czekając, aż się ruszy. Sama szybko chwyciła za butelkę whiskey i upiła z niej kilka solidnych łyków. Na trzeźwo nie da sobie rady.

(¬_¬")
35 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw ds. narkotyków | TPS
Awatar użytkownika
służbista, dobry glina, ale czasem zły. gra zgodnie z zasadami, ale... dla sprawy gotowy jest nagiąć wszystkie reguły. nie umie kompletnie w uczucia, a empatia to dla niego coś jak czarna magia, chociaż pewnie prędzej by coś wyczarował niż kogoś pożałował. przeklina, wybucha, i jest o k r o p n y.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimogą być
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

two.
Being her bodyguard would’ve been easier
if she stopped looking at trouble like an invitation.

trigger warning
przekleństwa
Miał jej pilnować.
I robił to. Kurewsko dobrze, bo nawet kiedy chciała mu zwiać, to wychodził zza rogu, albo stał pod oknem w toalecie, przez które nieudolnie wychodziła na zewnątrz... Z którego finalnie musiał ją ściągać.
Był jej cieniem, wkurwiającym, nadętym i marudzącym. Bo wciąż nie mogli się zgrać. Ona była uparta, a on jeszcze bardziej. Ona miała swoje przyzwyczajenia, a on swoje. Oboje powywracali swoje życia do góry nogami, w chyba najgorszym tego słowa znaczeniu.
Leżał nonszalancko wywalony na kanapie czytając jakieś raporty z laptopem opartym na idealnie wyrzeźbionym brzuchu, kiedy ona rozmawiała z Jessicą. Jess była niegroźna, ale to ona wpatrywała się w Lansa maślanymi oczami i już nawet kilka razy powiedziała Camille, że jej kuzyn jest hot, cokolwiek to znaczy, bo Lans nie używał takich określeń.
Używał za to swoich niebieskich ślepi, zerkając na nią znowu z myślą ile można nadawać przez telefon.
- Oczy mam to się patrzę - mruknął, ale zaraz wbił spojrzenie w laptopa. A kiedy Camille ruszyła do łazienki, to nawet za nią nie spojrzał, dopiero gdy w samym ręczniku szła do pokoju, to powiódł za nią spojrzeniem.
Ten jej chód... już go znał. I nie zwiastowało to nic dobrego. Księżniczka się obraziła. Na całe kurwa szczęście nie na niego.
A jednak kiedy stanęła przed nim, a on już siedział na kanapie, wciąż z laptopem na kolanach, to podniósł na nią spojrzenie.
- Zrzucisz - zagregował najpierw łapiąc komputer, kiedy się o niego oparła, a zaraz postawił laptopa obok - z czym? - zapytał, bo chyba pierwszy raz to słyszał, że on jej musi pomóc. Nie musiał wcale.
Sam Lans też parsknął, kiedy oznajmiła mu, co od niego oczekuje - Cami, kurwa, przecież ja się w ogóle na tym nie znam, jak dla mnie to... idź nago... - uniósł jedną brew, ale zaraz dodał - dobra, co masz... - mruknął kiedy tak wbijała w niego to niebieskie spojrzenie.
Nie wiedział jak wyglądają chodzące biliony dolarów, no i dwie godziny, to co to kurwa jest? Ona czasem dłużej siedziała w łazience, kiedy robiła to swoje SPA.
Kiedy stanęła przed nim w pierwszej kreacji, to zarzucił nonszalancko nogę na nogę.
- A co to są za pióra? Z czego? - zapytał i przesunął po jej sylwetce spojrzeniem, może nie ohydnie, ale nie, pokręcił głową. A kiedy stanęła przed nim w drugim ubraniu, to pochylił się do przodu starając się zajrzeć za nią - to jest w ogóle spódniczka? Wygląda kurwa jak opaska, zasłania ci w ogóle tyłek? - chyba trochę gadał jak jej ojciec? Więc zaraz opadł plecami na oparcie kanapy, gdy stanęła przed nim w trzecim wydaniu - to jest spoko - stwierdził, bo przynajmniej nie świeciła gołym tyłkiem i nie było żadnych piór - dobrze wyglądasz... Zresztą widziałaś jak ubiera się Jake? - pokręcił głową - a gdzie w ogóle idziemy? I whisky przed imprezą? - znowu gadał jak jej stary? Zebrał się z kanapy, żeby do niej podejść i spojrzeć na nią z góry - potem Jessica znowu będzie ci musiała trzymać włosy nad kiblem - wywrócił oczami, ale finalnie stanął z nią przed szafą.
Tylko, że Lans się kompletnie na tym nie znał.
To znaczy podobały mu się krótkie spódniczki, ale Camcia, ona była dla niego jakaś aseksualna, jak młodsza siostra, albo coś, Wendy na przykład. Sięgnął do szafy i wyjął z niej najbardziej puchaty i obciachowy sweter, jaki znalazł - a to? - i on chyba nie żartował. Bo wyglądał dość poważnie - wtedy na pewno zwróci na ciebie uwagę - chyba jednak żartował... Tylko powieka nawet mu nie drgnęła.

ℙ𝕣𝕚𝕟𝕔𝕖𝕤𝕤₊‧˚₊⊹ ♛
zgrozo srozo
!!!jak coś to lans, a nie lance!!! nie mylić no!!!
22 y/o
For good luck!
163 cm
studentka sztuki
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lans przypominał jej o wszystkich cechach charakteru, których szczerze nienawidziła. Przypominał jej mgłę. Nijaki, szary i nie zachwycający praktycznie niczym. Mógł mieć przecudowny uśmiech, idealnie zbudowane ciało, ale co po tym jeśli charakterem wszystko pogrążał?
Mimo to widziała w nim swego rodzaju wzór.
Nie marudź — strzeliła od razu oczyma — jest tańszy of moich ubrań — jedno wyciągnięcie karty, a kupiłaby mu coś lepszego — no właśnie, ubraniami — sprawą poważnej wagi. Nie mogła pokazać się jak lampucera bez gustu. Oko musiało jej zabłysnąć, ubrania idealnie na niej leżeć.
Żebyś sobie popatrzył? — prychnęła, kręcąc głową. Oczywiście, idź nago. Gdyby nie setki ubrań w garderobie może by przyjęła to zdanie. Tylko czy chciałby ją zobaczyć? Pewnie w laptopie miał zdjęcia starych bab, jakiś babć, bo kim miałby się interesować? — nie ma takiej opcji — i po chwili dodała — poza tym dla Ciebie Camille, a nie Cami — w ten sposób zwracali się do niej najbliżsi. Nie żaden Lancelot, czy jakiś Lans.
Pewnie coś z plastiku. Nie wiem, na pewno nie prawdziwe — zresztą jak raz jeszcze popatrzyła na piórka, to cała się wzdrygnęła. Jednak były obrzydliwe. Podobnie jak posiadanie czegoś takiego w szafie, musiała to oddać jakimś biednym. Zaraz znajdowała się w drugiej kreacji — przestań brzmieć jak mój ojciec — spytała poważnym tonem, podpierając się dłońmi o własne biodra — nawet on mnie nie komentował w ten sposób — kochany tata nigdy nie zobaczyłby jej w takim wydaniu. Zawsze sukienki za kolano, wszystko idealnie wykrojone, schludne, ale też bardzo skromnie — boisz się zobaczyć prawdziwą dupę, czy o chuj Ci chodzi? — spytała finalnie, unosząc jedną ze swoich brwi dość wysoko. Nie wierzyła w to, co słyszała. Opaska. To była najnowsza kolekcja od włoskiego projektanta mody. Oczywiście, że się nie znał. Tak młode kobiety się właśnie ubierały.
Czyli nie to. — był jej wzorem. Wzorem tego, czego nie powinna ubierać. Zdecydowanie nie chciała, nawet o tym słyszeć. Skoro mogło być, znaczyło, że wyglądała paskudnie, niczym jakaś staruszka z laską.
Zajebiście wygląda Jake. — oburzyła się. Idealnie skrojone ubrania, koszula, spodnie i te zielone tęczówki, w które mogłaby się wpatrywać godzinami... — widziałeś siebie w lustrze? — na pewno nie widział. Teraz wyglądał jeszcze bardziej żałośnie niż wcześniej — do kluuubu. O suchym pysku tam nie wejdę — trzeba było przyjść przygotowanym — zobaczę czyjeś spierdolone usta i umrę — chodziło o Sylvie. Typiarę klejącą się do każdego typa. Robiła za modelkę studentek kosmetologii, a usta wędrowały jej jak księżyc na nocnym niebie — na trzeźwo się tak nie da — procenty kamuflowały wewnętrzny kryzys, który przeżywała — jest prawdziwą przyjaciółką — inaczej by jej włosów nie trzymała, chociaż... no dalej coś jej nie pasowało — poza tym chcę wypić tyle, żebyś mi nie przeszkadzał, jak... będę pierdoliła się z Jake'iem, ale tego już nie dodała — ah, nieważne — machnęła dłonią. Pewnych kwestii nie musiała poruszać, zwłaszcza że układała idealny plan na ucieczkę. Tym razem musiało się udać.
Pojebało Cię do reszty — i skąd ma takie nędzne ubrania? Co najwyżej nadałaby się na szmatę do podłogi... ta sukienka, czy tam sweterek — o, to będzie idealne — wyciągnęła to, co skrywało się za propozycją Lansa. Jednak się przydało, bez żadnego zastanowienia zrzucała z siebie ubrania, by w końcu ubrać to.
Masz zamiar tak wyjść? — w dresach, dodatkowo brudnych. Z własnej sypialni przeszła do jego, zaczynając grzebać mu w szafie — ubierz to — to był ten głos nieznoszący jakiegokolwiek sprzeciwu — i włosy Tobie lekko ułożę... — mruknęła, przechylając głowę. Czasem posiadanie Lansa miało plusy, mogła trenować stylizowanie facetów — dobra, leć szybciutko, a ja sobie wypiję — i faktycznie sama napiła się dwóch szklanek whiskey. By później zamówić ubera, który zabrał ich pod sam klub. Już trzy raz zdążyła mu wytłumaczyć, że musi pić, żeby wmieszać się w tłum.

Cześć Cami, kochanie — ten piszczący głos, rechot żaby, ukochana przyjaciółka — cześć Jess. — odpiera niemalże od razu z fałszywym uśmiechem. Dalej pamiętała ostatnie obgadywanie Jake'a — dobrze wyglądasz — kurwa, przecież wiem, że wyglądam zajebiście, pomyślała sobie Camille — I Lans... chciałbyś, żebym uratowała Cię od niej? Parkiet jest całkiem pusty... Idealne dla n-a s — zarzuciła mu dłoń na ramię, zbliżając się niebezpiecznie blisko. Gdyby tylko mogła, już rozpięłaby mu rozporek. Aż Camcia miała odruch wymiotny.
Ile masz lat Jess? — brwi uniosła wysoko — to mój kuzyn — raz jeszcze musiała jej o tym przypomnieć— i jest dla Ciebie za STARY — Gardner co najwyżej laseczki po pięćdziesiątce mógł dotykać. W końcu zdaniem Cami tyle miał właśnie lat — lepiej powiedz, gdzie jest Ja- — i nie wierzyła własnym oczom. Ale aż szerzej otworzyła usta, jakby widziała prawdziwą katastrofę.

Lans cień mgły :odejdz:
35 y/o
For good luck!
182 cm
detektyw ds. narkotyków | TPS
Awatar użytkownika
służbista, dobry glina, ale czasem zły. gra zgodnie z zasadami, ale... dla sprawy gotowy jest nagiąć wszystkie reguły. nie umie kompletnie w uczucia, a empatia to dla niego coś jak czarna magia, chociaż pewnie prędzej by coś wyczarował niż kogoś pożałował. przeklina, wybucha, i jest o k r o p n y.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimogą być
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może to nie był taki super laptop jak ten Camci, ale to był policyjny sprzęt i Lans o niego dbał, więc tylko wywrócił oczami, kiedy powiedziała, że jest tańszy od jej ubrań, zamknął go i odłożył na stolik.
Drugi raz strzelił oczami, kiedy zapytała, czy by sobie popatrzył, gdyby poszła nago. Raczej by się pośmiał. Bo według niego patrzeć nie było na co.
- I przy kumplach mam do ciebie mówić Camille? Daj spokój - znowu pokręcił głową. Bo przecież to, że zwracał się do niej Cami to nie był jakiś wyraz sympatii, to było raczej nie wychodzenie z roli... jej kuzyna.
A nie jakiegoś jej sługusa, czy ochroniarza.
Na te jej piórka z plastiku się skrzywił, chyba gorzej, że z plastiku, bo wtedy ciało nie odpoczywa, nawet miał jej to powiedzieć, ale ugryzł się w język.
- A może nie chce, żeby moja kuzynka świeciła gołą dupą na imprezie? - wbił w nią to niebieskie spojrzenie. Akurat jej dupa nie robiła na nim najmniejszego wrażenia, lepszą miała nawet Jess, ale postanowił jej tego nie mówić.
Chociaż kiedy uznała, że jego propozycja się nie nadaje, to zaraz uniósł brew - dlaczego nie? - Lans zdecydowanie nie zdawał sobie sprawy z tego jak się ubierają na imprezę laski w jej wieku. Ale to pewnie dlatego, że on nie balował z takimi małolatami, do tej pory...
- Wygląda jakby ubierała go matka - rzucił odnośnie Jake'a, ale może tak było? Chłopak w ogóle wyglądał, jakby oderwał się od matczynego cycka, i wiecznie tylko mama mówiła..., aż Gardnerowi robiło się niedobrze - przecież się przebiorę - nawet on wiedział, że do klubu nie chodzi się w dresie. Bądź, co bądź, to przecież Lans często bawił się w klubach, pod przykrywką. Bo przecież... robił w prochach, a gdzie jak nie w klubach było ich najwięcej?
Nie skomentował tego jej pijaństwa, Lans nie pił, bo po pierwsze był w pracy, a po drugie on w ogóle mało pił. Jak wychodzili z kumplami to jakiegoś drinka, albo piwo, ale nigdy nie zalewał się w trupa.
- Przecież ci nie przeszkadzam, mam szczerze wyjebane w to co odpierdalasz, a to, że cię pilnuję to kwestia twojego bezpieczeństwa, jeszcze nie dotarło? - znowu wywracał oczami podając jej ten sweter, który chyba jednak jej się nie spodobał...
I wtedy Lans się uśmiechnął, kiedy ona tak się krzywiła nad tym swetrem. Wzruszył ramionami, kiedy pokazała mu w czym finalnie idzie, chociaż też mógł się kłócić, że w jego propozycji bardziej by się wyróżniała.
Kiedy zaczęła mu wybierać ciuchy, to ponad jej ramieniem sięgnął po skórzaną kurtkę, do tego czarna koszulka i ciemne jeansy. Lasn nie musiał wyglądać jak milion dolarów, właściwie... nie chciał rzucać się w oczy.
Chociaż kiedy stali już przed klubem, to Jess od razu zwróciła na niego uwagę, zaraz wieszała mu się na ramieniu. Nawet miał jej coś powiedzieć, ale wtrąciła się Camcia, a Gardner strzelił oczami.
- Mi nie przeszkadza, lubię młodsze laski, a ty Jess? Wiesz trzydzieści plus to już inny rodzaj... doświadczenia - nawet puścił Jessice oczko, przecież nie będzie jej kłamał, że ma dwadzieścia lat. Zresztą opowiadał im coś o prowadzeniu własnej firmy w Meksyku i tym, że wypalił się zawodowo i musi trochę odpocząć u ulubionej kuzynki. Tak kurwa ulubionej, że zaraz wytykała mu jaki jest stary. Aż przysunął się bliżej Jess i prześlizgnął spojrzeniem po jej sylwetce, powoli - zajebista kiecka... - zagadnął ją, ale Camcia zaraz pytała o Jake'a, urwała nagle, a kiedy Jess i Lans zobaczyli jej minę, to zaraz odwrócili się w tamtym kierunku.
Był Jake, w tej swojej idealnie skrojonej koszuli i dopasowanych spodenkach, z włosami, które wyglądały, jakby układała mu je matka i... z jakąś laską, która w zasadzie jego matką mogłaby być. Chociaż nie, ale było jej bliżej do wieku Gardnera niż Jake'a. Tańczyli na środku parkietu, a on zaciskał jej palce na pośladkach.
- Z matką przyszedł? - rzucił Lans, do Jess, a ona zachichotała i uderzyła go w ramię.
- Nie, nie znam jej... - powiedziała.
- Ale jest kurewsko hot - i po co to powiedział? Żeby dowalić Camci? Chociaż... laska była ładna, to fakt.
Jess w końcu ruszyła się z miejsca podchodząc do Camille.
- Wszystko okej bejbi? Może chodźmy po drinki - zaproponowała i chwyciła pod ramię przyjaciółkę.
Może obędzie się bez scen? A może nie...

ㅤ ️Ꭾʀɪ፝֟ɴᴄᴇs˚.🎀༘⋆
zgrozo srozo
!!!jak coś to lans, a nie lance!!! nie mylić no!!!
22 y/o
For good luck!
163 cm
studentka sztuki
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Prychnęła krótko. Przy kumplach mógł mówić na nią, jakby tylko chciał. Za to udawanie, kiedy byli sami irytowało ją. Nie był jej bliski, ba w standardowych warunkach unikałaby go jak ognia. Niebieskie tęczówki przypominające ocean nie liczyły się. Zwłaszcza gdy spoglądał na nią z czystą pogardą.
Jasne — kto by nie chciał patrzeć na jej dupę? Na instagramie miała tysiące obserwujących, a jeszcze większa ilość facetów pisała do niej. W każdym wieku nawet Ci, którzy mogliby być nazwani jej tatusiami, ale jej to nie bawiło. Jej serce biło dla Jake'a.
Sam fakt, że Ci się coś podoba — zaczęła, poszukując odpowiednich słów — znaczy, że jest paskudne — absolutnie nie znał się na ubraniach. Gdyby przedstawiła dwie opcje, jedną by wybrał, to zdecydowałaby się na przeciwną. Nie pasował jej jego ubiór, styl bycia i fakt, że miał ją w totalnym poważaniu. Herrera uwielbiała być traktowana jak prawdziwa księżniczka. Ba, uważała, że zasługiwała na każde miłe słowo, których on jej nie dawał. Cały czas ścierały się dwa światy, a Cami uwielbiała dominować w relacjach.
A ty jak menel. To wolę maminsynka — prychnęła Cami, poprawiając nerwowo włosy — w co? Paskudne szmaty? — nie wszystko było ohydne. Za to musiała mieć pewność, że ich stroje w jakiś sposób będą ze sobą współgrały. Tak jakby faktycznie mieli tworzyć swego rodzaju całość — ile razy mam Ci mówić, że trzeba dbać o moją reputację? — najważniejsza wartość dla Cami to zdanie innych na jej temat. Jakiś pies z policji nie mógł jej tego popsuć. Kiedyś ich relacja się skończy. Miała termin ważności, a po jego minięciu nie chciała o nim słyszeć, ani go nawet widzieć.
A myślisz, że będę się ruchała, jak będziesz stał pod kabiną?! — uniosła głos. Zabierał jej młodość, zatruwając własnymi poglądami. Nie znosiła uczucia uwięzi i splątania — nie, nie dotarło... — i chyba to nigdy do niej nie dotrze — mógłbyś dać sobie spokój z byciem moim cieniem — wymruczała, nadymając poliki — też potrzebuję minimum prywatności — cały czas który spędzała z Gardnerem, ojciec się do niej nie odezwał. Może zdawał sobie sprawę, że miał ją ktoś na oku, albo... faktycznie coś mu się stało. Wielu myśli nie wypowiadała na głos, bo nie widziała w Lansie osoby, z którą mogłaby się podzielić wątpliwościami.
Pewnie pokłóciła się z nim o strój. Znowu, głośna i krzykliwa Herrera, ale wyjątkowo ustąpiła mu. Chciała po prostu zobaczyć Jake'a. Zamiast niego obserwowała Jessicę lepiącą się do Lancelota, a i to było dla niej nieprzyjemne.
Trzydzieści plus? — zaćwierkała Jess — ohh, poznałabym taki rodzaj doświadczenia... — wymruczała na ucho Gardnera, jeżdżąc mu paznokciem po koszulce. Wtuliła się, oblepiając go całego. Aż Cami miała odruch wymiotny — bez niej jestem jeszcze lepsza... — wyszeptała mu na uszko, po czym spojrzała na niego krnąbrnie — chcesz sprawdzić? — odsunęła się od niego. Pewnie Camille zaczęłaby protestować, głośno krzyczeć słowa sprzeciwu, a zamiast tego wpatrywała się w Jake z jakąś starą dupą.
Zamknij ryj — warknęła w stronę Lansa — ku-re-wsko hot — zabolało. W ciszy wpatrywała się w tańczących. Z głośników wybrzmiewała latynoska piosenka, a Jake wraz z kobietą ocierali się o siebie, jakby byli jedynymi osobami na świecie.
Tak, idziemy się napić — szybko wyprzedziła gołąbeczki. Lans mógł być bardziej zainteresowany Jess, a niech sobie porucha chłopak. Może będzie przyjemniejszy dla niej — poproszę szklankę wody — poprosiła przy ladzie barowej i tyle jej wystarczyło. Zapłaciła z uśmiechem aniołka. Nawet nie obejrzała się za przyjaciółką oraz Gardnerem. Nie obchodzili jej, gdy cała wręcz płonęła od środka.
Ty chuju tępy, jak śmiesz oblepiać się do innej?! — piękne rozpoczęcie prawdziwej dramy musiało zacząć się od wylania zawartości szklanki. O tyle była opanowana, że zdążyła odstawić ją komuś prosto w łapy, kto szedł do baru.
Ohh, kochanie, to nic takiego — zaczął chłopak, odsuwając się od mamuśki — Jake, ale miałeś zabrać mnie do toalety — nawet brzmiała staro. Może wręcz męsko?
SŁUCHAM?! — krzyknęła Herrera, ciągnąc kobietę za włosy. Typowa, kobieca zagrywka — ty nędzna starucho, odejdź od niego, jak śmiee- — i pewnie strzeliłaby jej siarczystego liścia, gdyby Jake jej nie złapał.
Chodź Cami, porozmawiajmy — uległa, poszła z nim do jakiegoś korytarza, ale coś się w nim zmieniło. Przyszpilił ją do ściany, a ona cała zadrżała. To nie był ten chłopak, którego znała — ile ty masz lat co? — spytał, wbijając w nią chłodne spojrzenie — to że wysyłasz mi nudesy i że ze sobą kręcimy absolutnie NIC nie znaczy... — dla niej znaczyło. Stroiła się, przebierała dla niego. Próbowała go od siebie odepchnąć, ale nie miała tyle sił — chcesz się zabawić, to możemy to zrobić — wymruczał jej do ucha, przejeżdżając dłonią po jej udzie. W tym czasie Jessica cały czas zagadywała Gardnera, usilnie wmawiając mu, że pewnie się ze sobą kocą na zgodę. Pewnie by tak było, gdyby nie te rozszerzone tęczówki, przyśpieszone oddech Jake, jakby coś właśnie go opętało.

𝓢𝓱𝓪𝓭𝓸𝔀ᥫ᭡
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Fifth Social Club”