-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Prędko po tej informacji dokończyli, to co mieli na talerzykach oraz w kubkach, mogąc wyjść na zewnątrz, a Matt dzielnie przewodził ów wycieczce ku nowej przygodzie. Uśmiechnęła się na ten widok, ciesząc się iż chłopak obecnie nie zamartwia się tym, co dzieje się z jego mamą tylko może na czymś zupełnie innym skupić swoje myśli. Na pewno siostra Huntera nie chciałaby, aby jej dzieci zaczęły tracić humor tylko dlatego, że źle się poczuła. Nikt nie lubi stawiać swoich bliskich w takiej sytuacji. — Oj zaraz niefart — odparła rozbawiona i machnęła ręką, aby nie gadał takich głupot, lecz zaraz skupiona spojrzała na niego. — No chyba, że jednak mnie tu nie chcesz — dodała z uniesioną brwią i czujnym spojrzeniem, jakby chciała wychwycić to wszystko, czego nie zdoła powiedzieć, lecz jego ciało go zdradzi bez świadomości mężczyzny o tym.
Na kolejne słowa natomiast uśmiechnęła się znacznie pogodniej. — Pewnie że tak, bardzo chętnie — odparła bez chwili zawahania, zerkając na Matta w międzyczasie. — Nie będziemy w jej trakcie przez kogoś przesłuchiwani — dodała z rozbawieniem, mówiąc to nieco konspiracyjnie, aby przewodnik grupy nie usłyszał jej komentarza. — Poza tym, miałam Ci dzisiaj i tak coś zaproponować. Bo… cóż, jeśli chcesz, możemy trochę zmienić formę tych spotkań. Na zasadzie… Cóż… Zauważyłam, że lepiej Ci się jednak rozmawia, gdy nie znajdujesz się w gabinecie. Miałam wrażenie, że jakby to miejsce Cię ogranicza i sprawia, że masz jakąś blokadę, może przez to jak to miejsce sprawia iż staje się to bardziej oficjalne. I… no jeśli uważasz że to dobry pomysł i nie widzisz w tym niczego złego, to możemy spróbować kolejne wizyty przeprowadzać gdzieś indziej. Raz u mnie w domu, raz u Ciebie, raz w jakimś parku czy cokolwiek takiego. Tak, żebyś czuł się swobodniej. No i o ile Ci to rzeczywiście odpowiada — zasugerowała nową formę, będąc ciekawą jego opinii. W końcu - to on tutaj jest pacjentem, to tak naprawdę ona się do niego dostosowuje w pewien sposób, żeby tylko miał przestrzeń do lepszego otworzenia się na to wszystko, co go męczy i trapi. A że miała taką obserwację już wcześniej, to czemu by nie spróbować parę razy umówić się w innym miejscu, niż jej wynajmowane mieszkanie jako gabinet?
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie spodziewał się, że nagle poruszą temat spotkań. Słuchał uważnie i aż na moment przystanął bo jego mózg próbował to przetworzyć. Czy to oznacza, że nie będzie zestresowany siedział w gabinecie i próbował składać kolejne zdania, tak aby uważać co mówi. Nie chciał być otwartą księgą z której można czytać. Rozmowa wychodziła mu ciężko i chyba faktycznie dobrym pomysłem była sceneria zupełnie inna niż cztery ściany, z mnóstwem książek psychologicznych, które mówiły mu gdzie się znajduje i po co tak naprawdę tu jest.
W końcu ruszył z miejsca, bo zawieszenie trwało kilka sekund.
- Odpowiada, jak najbardziej. - uśmiechnął się delikatnie, a Matt w tym czasie pospieszył ich aby nie przechodzili na czerwonym. Nie można łamać przecież prawa! Skręcili w odpowiednią ulicę i zobaczyli przed nimi wielki park. Chyba trafili na miejsce.
- Mogę coś kiedyś dla nas ugotować, żeby nie rozmawiać tak bez niczego. - i choć kucharzem jest średnim to zapyta siostrę o jakiś przepis. Znała ich mnóstwo i spełniała się jako mama, także zawsze mieli coś pysznego na obiad. - I ta propozycja z łyżwami jest dalej aktualna. - żeby nie myślała, że to pominą, wręcz przeciwnie. Hunter już sobie to zapisał na listę miejsce, gdzie muszą się wybrać.
Pominęli część z zoo, bo młody już był gotowy iść na ogromny plac zabaw, który właśnie się przed nimi pojawił. Jak grom z jasnego nieba! Ale widać było, że jest tam również ogromny tor przeszkód, gdzie można chwilę poszaleć.
- A teraz daj nam chwilę. Wrócę jak się zmęczy. - choć bardziej prawdopodobne było, że to on pierwszy odpadnie i wróci na ławeczkę. Ostatecznie pobiegł za młodym, który oddał mu telefon. Zaczęli wspinać się po drabinkach na najwyższe miejsca, skąd oczywiście Matt pomachał Lane. Widać, że ubóstwiał takie rzeczy - po prostu bycie dzieckiem. Chwilę się ganiali, lecz Hunter w pewnym momencie się zatrzymał i coś zawołał do siostrzeńca.
Wrócił spokojnie, lekko kulejąc na jedną nogę.
- Stare dzieje. Niech sam się powspina. - pomachał młodemu i usiadł na ławce. - W takim razie, co pani psycholog proponuje za temat rozmowy? - uśmiechnął się delikatnie do kobiety czekając na jej odpowiedź.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeszcze bardziej zaskoczyła Huntera, ale i samą siebie, wysuniętą propozycją zmiany aranżacji oraz otoczenia na ich następne spotkania, aby mogli przetestować jej wstępną teorię odnośnie jego blokady na spotkaniach - nawet jeśli zapowiedział, że będzie współpracował i robił wszystko, aby faktycznie sobie pomóc. To jednak nie była odosobniona przypadłość, bowiem miewała wizyty domowe, niekiedy musząc pojawić się w czyimś domu, bowiem dany człowiek miał tak silny napad nerwicy, że nie był w stanie nawet wychodzić poza próg własnego domu z obawy, że spotka innych. Różne są przypadki, różne są sytuacje, niemniej to pierwszy raz w historii jej kariery, aby świadomie, dobrowolnie i samej wychodząc z inicjatywą zaproponować takiego typu rozwiązanie.
Zresztą, reakcja mężczyzny pokazała, że to nie tylko dla niej było coś nietypowego, bowiem Hunter przystanął na te parę sekund, a widać było jak analizował każde wypowiedziane przez nią słowo składające się w całość propozycji związanej z unikaniem jej gabinetu. Miała tylko nadzieję, że nie doprowadziła do wycofania się Wrighta z tego wszystkiego bądź zwyczajnie go taką sugestią zniechęciła do samej siebie, uznając iż to idzie zdecydowanie zbyt daleko i powinien zmienić osobę prowadzącą terapię.
Tak się nie stało - na całe szczęście, na co westchnęła z ulgą. Ale nie dlatego, że będzie go widywała w inny sposób niż zazwyczaj; tylko i wyłącznie z racji faktu, że nie wyszła na idiotkę. — To… jeśli chcesz, możemy to wprowadzić w życie od kolejnego spotkania — tego dzisiejszego wypadu chyba nie może od razu zaliczyć do tej podjętej decyzji, bo to jednak dosyć spontanicznie się wydarzyło. Uśmiechnęła się również w odpowiedzi, po czym popędziła szybko za chłopcem, który zaczynał ich poganiać. Kto by przypuszczał, że dzieciak będzie to robił względem dorosłych! — Człowiek wielu talentów. Potrafisz naprawiać meble, gotować… co jeszcze ukrywasz — rzuciła zaczepnie, znów nie myśląc nad tym, co powiedziała, a po chwili uświadomienia zrozumiała jak to mogło zabrzmieć… Jakby z nim… flirtowała?
O Boże…
— Jesteś pewny tego, na co się skazujesz? — zagaiła, ciesząc się iż zmienił trochę temat, mogąc odbiec od swoich wcześniejszych słów. — Może okazać się, że nie jestem tak pojętną uczennicą, na jaką wyglądać mogę — dodała za chwilę lekko rozbawiona, po czym kiwnęła głową. — Tylko po pierwszej lekcji nie możesz się wycofać — cholera, znów to zrobiła. Znów chyba flirtowała. Czy ona w ogóle umiała to robić? Tak dawno tego nie robiła…
Nim się obejrzeli, trafili do docelowego miejsca, zaskoczona faktem ominięcia przez chłopaka zoo na rzecz placu zabaw, choć jednocześnie mogła to zrozumieć - chcąc zapewne spalić tego zjedzonego gofra przepijanego słodkim, gazowanym napojem. — Jak Ci się będzie podobało, to nie krępuj się, korzystaj — zaśmiała się na wieść o dołączeniu do Matta do wspólnego korzystania z przyrządów służących do rozładowania sił - głównie rzekomo u dzieci, ale jak widać dla facetów w okolicach czterdziestki również są idealne - po czym przysiadła na jednej z wolnych ławeczek, aby obserwować poczynania chłopaków. Pomachała do chłopca, gdy znalazł się na najwyższym punkcie jednej z atrakcji, nie spuszczając ich z oczu. Ostatecznie Hunter jednak przerwał swą zabawę, powracając do niej - dosyć mocno utykając na jedną nogę. Czyli to chyba o tym kolanie ostatnio wspominał… — Starość nie radość, co? — zażartowała dla rozluźnienia i żeby nie skupiał się na dyskomforcie, a pomimo iż przysiadł przy niej, nie przestała obserwować jego siostrzeńca. — Zależy czy chcesz coś z kategorii delikatne czy nieco brutalne — odparła, przenosząc w końcu na niego oczy. — Ale nie, zanim zaczniemy, nie zdążyłam czegoś zrobić. Bardzo dziękuję za kwiaty, chociaż nie musiałeś — czuła się ciągle źle z faktem nie powiedzenia na głos o podziękowaniach za bukiet, bo nie zrobiła tego ani przy drzwiach, ani w drodze do kawiarni, a tym bardziej w trakcie siedzenia i pałaszowania gofrów. Teraz chyba była ta idealna okazja do zrobienia tego. Uśmiechnęła się przy tym też promiennie, zupełnie jakby chciała mu pokazać jak miło jej się zrobiło z tego powodu. — Zacznijmy od prostego, o co dawno nie pytałam. Jak Ci się ostatnio sypia? Widzisz, czujesz jakąś poprawę? — aż miała ochotę dodać od ostatniego razu, gdy miałam okazję widzieć jak bardzo Cię one męczą, ale jakoś tego nie zrobiła; zupełnie jakby się bała z nim rozmawiać o tym, co miało miejsce tamtej nocy.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Żaden problem. Coś wymyślimy. - bo jeśli nie załapie tak szybko to rozłożą kolejne kroki na następne lekcje. Nie muszą się nigdzie spieszyć. Jak na razie dalej nie wrócił do służby i zapewne jeszcze długa droga do tego, także miał kupę czasu wolnego aby pomóc kobiecie w nauce jazdy na łyżwach - która swoją drogą nie jest taka trudna! Wszystko jest zależne od podejścia. - Umowa stoi. - rzucił szybko, wiedząc że nie ma co się wycofywać. On nie był osobą szybko się poddająca, wręcz przeciwnie, walczył tak długo jak tylko się da.
Zabawa z młodym była chyba najlepszą częścią. Mógł się trochę powspinać, poganiać i przede wszystkim sprawdzić jak się czuje Matt, myślami nie wracając do mamy, która jest w szpitalu. Jego uśmiech był wart każdej chwili tutaj.
- Zdecydowanie. Nie wszystko jest tak proste jak kiedyś. - przed postrzałem był naprawdę zwinny i przede wszystkim nie bolało go kolano po większym wysiłku. Mógł spędzić na siłowni kilka godzin nie odczuwając żadnych skutków, a teraz? Wystarczyło chwilę pobiegać i się powspinać aby pojawiło się nieprzyjemne kłucie.
- Oho… brutalne, no nie wiem czy na takie odpowiem. - zaśmiał się rozmasowując kolano. Jeśli miało to być jedno z tych głębszych pytań gdzie będzie musiał pomyśleć, to musi mu dać chwilę aby doszedł do siebie i uspokoił oddech.
Posłał jej ciepły uśmiech. - Nie ma za co i musiałem. Nie chciałem się spóźnić ale… siła wyższa. - więc stwierdził, że chociaż w ten sposób pokaże iż się kaja i nie chce być zapamiętany jako ten - co nie przyszedł na czas. W miejsce tego wolał wrzucić miły gest, a większość kobiet uwielbia kwiaty.
- Spokojniej. Kilka dni z rzędu przespałem całą noc. - co było ogromnym sukcesem, w porównaniu do tych wszystkich pobudek i wiecznego włóczenia się po domu aby znaleźć sobie tylko miejsce. - Są noce gdy wracają te sny i są… tak realistyczne. - na moment się zaciął spoglądając na Matta który akurat próbował stanąć na rękach. Ma dzieciak pomysły! - Ale na pewno widzę zmianę… plus mam więcej siły i nie śpię do późna jak już uda mi się zasnąć po nieprzespanej nocy. - skończył z delikatnym uśmiechem.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Dzielny jesteś, na pewno odpowiesz — przeniosła po raz kolejny na niego wzrok, uśmiechając się niewinnie, zupełnie jakby nie miała żadnych niecnych planów i tak naprawdę nie posiadała brutalnych zapytań do niego w związku z ich zajęciami i ogólnym pojęciem terapii, jakiej się ona podjęła na zlecenie, a on będąc zmuszonym przez swoich przełożonych, chociaż i tak widzi poprawę w większym zainteresowaniu i chęci rozmawiania. — I bez tych kwiatów byłabym w takiej sytuacji wyrozumiała. Ale rozumiem, że na wszelki wypadek chciałeś mnie dodatkowo zmiękczyć — czy go przejrzała? Bardzo możliwe, lecz spodziewała się, że nigdy się do tego nie przyzna, nawet jakby ktoś próbowałby z niego to siłą wyciągnąć.
Dobrze jednak, że bez zawahania po udzieleniu jej pytania, podjął się odpowiadania. To był ważny dla niej fakt do zaobserwowania i zanotowania, chociaż nie wyciągała żadnego notesu oraz długopisu, żeby zapisywać to, co było dla niej kluczowe. W końcu - mieli zmienić swą formę. A przy okazji zmieniania scenerii, postanowiła nie wyciągać czegokolwiek do pisania, żeby go też nie peszyć, a odczuwał ów rozmawianie jako coś naturalnego - jakby gawędzili o zwykłych sprawach, które po prostu się dzieją, a nie o tych niezbyt komfortowych do opowiadania i przypominania sobie.
— Dostrzegasz w tym działanie tego, że zaczynasz otwarcie rozmawiać o tym, co Cię trapi, czy uważasz że coś innego przyczynia się do ów zmiany? Przykładowo, że znajdujesz sobie więcej jakiś zajęć w ciągu dnia, dzięki czemu masz na tyle przemęczony organizm, iż zasypiasz i na pewną ilość godzin po prostu mózg nie walczy, a sam potrzebuje odpoczynku od nadmiaru bodźców — zapytała, przedstawiając o co chodziło jej w tym zapytaniu, po czym przeniosła spojrzenie na chłopca, kto®y nadal szalał na placu zabaw - dając Hunterowi przestrzeń do przemyślenia odpowiedzi, nie czując wzrokowego naporu ze strony Prudence, aby się spieszył z mówieniem tego, co mu przyszło na myśl.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie… wcale. - powiedział z uśmiechem i puścił jej oczko. Po raz drugi tego dnia, ale nikt tego przecież nie liczy prawda? Na pewno nie on, skupiając się na odpowiedzi na pytanie, bo myślenie o Prudence w ramach nie terapeutki bylo całkiem przyjemne, tak samo jak spędzanie z nią czasu.
- Nie mam więcej zajęć. - chciał to od razu zaznaczyć, bo nie brał niczego ponad swoje siły. Trochę siłowni, malowania, odnawiania mebli, spędzania czasu z siostrzeńcami. Nic nadzwyczajnego co by mogło go więcej wymęczyć niż normalnie. - Nie wiem czy to rozmowa, ale na pewno jest mi lżej że ktoś wie co przechodzę. - bo była przy tym, widziała jak innym człowiekiem jest zaraz po wybudzeniu się z koszmaru, jak bardzo czuć tą krzywdę której doświadczył i jakie piętno to po sobie zostawiło.
- Dodatkowo, wiesz jakie pytania zadać. Rzadko kiedy ktoś wie co powiedzieć. - bo nawet jeśli siostra próbowała go zagadać o to co widzi i jak się czuje, Hunter uważał że nie ma zdolności aby wydobyć z siebie te uczucia oraz opowieści, które nie nadają się do wypowiedzenia przy małych dzieciach. - Nie masz czasem tak, że chcesz kompletnie zapomnieć, ale coś Ci nie pozwala. Nie wiem co jest tym czymś. Mam wrażenie, że za każdym razem gdy jestem blisko odpowiedzi, wymyka mi się. - coś powodowało te koszmary, ale on sam nie był w stanie powiedzieć co i dlaczego. Czy była to jakaś konkretna osoba z przeszłości, czy miejsce, czy wydarzenie czy rzecz… dalej zostawało to wielką niewiadomą która niezwykle go denerwowała.
Matt pomachał do nich a Wright od razu odmachał. - Fajnie jest widzieć go takiego szczęśliwego. Tez bylem taki w jego wieku.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uśmiechnęła się za moment nieco speszona, szczególnie gdy puścił do niej oko, a ona uciekła spojrzeniem w kierunku Matta - na całe szczęście bawiącego się na placu zabaw, bo gdyby nie on w tej chwili, to nie miałaby argumentu na to, aby tak swobodnie i niewytłumaczalnie uciekać spojrzeniem gdziekolwiek, byleby nie nawiązać kontaktu wzrokowego z Hunterem, gdy nie czuła się pewnie żeby to zrobić. Niemniej to nie oznacza, że jej kąciki ust opadły - utrzymywały się w dalszym ciągu do góry, nie chcąc pozwolić im zsunąć się w dół. Jakby to miała być w tej chwili jakaś zbrodnia czy coś w ten deseń.
Ostatecznie kiwnęła głową na wiadomość o braku nowych zajęć, nawet jeśli miała zamiar wytoczyć mu mały wykład, że tak naprawdę to powinien poszukać sobie czegoś jeszcze, co pomoże mu się skupić i zająć ten dzień najbardziej produktywnie, jak się da. Niemniej czy powinna? Z jednej strony mogła, skoro była jego terapeutką, ale w końcu nie była w położeniu żeby jemu i każdemu innemu pacjentowi coś kazać. Mogła zasugerować, ale nie wymagać, oczekiwać, wymusić. Zdecydowanie przez takie zachowania prędko straciłaby zainteresowanie kogokolwiek, a ona sama straciłaby sens dalszego pracowania w swoim zawodzie.
— Czyli mogę przyjąć, że nie przeszkadza Ci to, że ktoś totalnie obcy i nie będący z Twojej rodziny o tym wie? — wolała zapytać dla upewnienia się, chociaż i tak znała odpowiedź - pamiętając jak z nią wtedy rozmawiał. Jak przy okazji tego trzymała go za dłoń. Jak w trakcie tego przesuwał kciukiem po skórze… Cholera, miała sobie o tym nie przypominać. Miała nie roztrząsać tego zdarzenia, bo to w niczym nikomu nie pomoże. Jej nie pomoże w zachowaniu powagi i odsunięciu dziwnym rozmyślań na bok; jemu natomiast nie pomoże to w dalszym prowadzeniu terapii, aby doszedł do siebie psychicznie w pełni.
— To akurat kwestia mojej pracy, niczego więcej — trochę chyba zbyt skromnie odpowiedziała, ale tak sądziła. Nawet nie zdając sobie sprawę, że tak naprawdę wyuczony zawód to jedno, a co innego wewnętrzna empatia i zrozumienie dla drugiego człowieka, czego niektórzy psychoterapeuci nie posiadają; albo po prostu nigdy nie mieli, albo zbyt długo w tym siedzą i zaczynają tracić ludzkie odruchy przez to, czego zdążyli się nasłuchać przez te wszystkie lata. — Może nie przeżyłam czegoś szczególnego, utrwalającego się w pamięć, ale też tak czasem miewam — przyznała zgodnie ze stanem faktycznym. — To też czasem jest kwestia tego, że mózg lubi nam płatać figle. Czasem mózg woli zapamiętywać to, co widział złego, bolesnego niż skupić się na tym, co dobre, przynoszące ukojenie i dające poświadczenie, iż znajdujemy się w idealnym momencie swojego życia. Tak, jakby ten na pozór zwykły mięsień sam podpowiadał, że musimy pamiętać jak doszło do ich pojawienia się i co powinniśmy uczynić, żeby nic takiego znów nam się nie przytrafiło — powiedziała spokojnie, nadal podążając tęczówkami za beztrosko bawiącym się chłopcem. — I nie załamuj się, że nadal tej odpowiedzi nie znalazłeś. Przyjdzie taki moment, kiedy ta odpowiedź pojawi się w najbardziej nieoczekiwanym momencie i będziesz wiedział, że to jest właśnie to — dodała, przenosząc oczy na swojego rozmówcę. — Nie zamykaj się na to — tylko tyle, a może aż tyle mogła mu na ten moment poradzić. Choćby bardzo chciała, to ona niestety tym bardziej nie dowie się za niego, co to jest to coś.
Pomachała Mattowi, gdy ten zwrócił na nich swoją uwagę, a uśmiechnęła się jeszcze szerzej na komentarz Huntera. — Nim się obejrzysz, znów pojawi się szczęście w Twoim życiu. Może nie jutro, nie za miesiąc. Ale znów sobie przypomnisz jakie to uczucie — zapewniła, bo w końcu po to tu była - by to szczęście przywrócić do życia żołnierza. — Mam do Ciebie jeszcze jedno pytanie, choć nie zdziwię się i zrozumiem jeśli nie udzielisz na nie odpowiedzi — zaczęła mocno tajemniczo, chociaż nie robiła tego specjalnie. — Czy masz jakieś konkretne wyjaśnienie dlaczego tak usilnie chcesz wrócić na front, pomimo iż wiesz co tam widziałeś, pomimo tego co tam przeżyłeś, mając kłopoty z kolanem? I nie chodzi mi o odpowiedź w stylu bo to mój obowiązek wobec kraju, bo do tego zostałem wyszkolony. Mi chodzi o osobiste pobudki, które pchają Cię do tego. Czy przed czymś podświadomie uciekasz? A może w ten sposób chcesz jakoś zbliżyć się do ojca, choć nie miał tyle szczęścia co Ty? — to było to zdecydowanie brutalne pytanie, o jakim wspominała wcześniej. Wiedziała, że w tym momencie dowaliła. Wiedziała, że pojechała z grubym kalibrem, Ale po to tutaj ona jest - żeby zadawać te miłe i przyjemne pytania, ale i zarazem te trudne i mocno niewygodne dla pacjenta. Liczyła, iż mimo wszystko postanowi spróbować nie tyle, co odpowiedzieć, lecz chociaż pomyśleć co takiego nim steruje, że tak bardzo chce tam znów trafić.
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Gdy zapytała, lekko spoważniał, ale nie oznaczało to niczego strasznego, po prostu analizował co zdarzyło się tamtego dnia i jak teraz odpowiedzieć. Czy żałował, że ktoś obcy wiedział o jego koszmarach? Nie. Przede wszystkim kobieta rozumiała więcej niż inni i nie musiał się jej z niczego tłumaczyć. Słuchała gdy miała słuchać, mówiła gdy miała mówić i była wtedy kiedy jej potrzebował. Niby tak niewiele a jednak dla Wrighta dużo.
- Szkoda, że mój lubi te tragiczne części. - niestety. W grę wchodziła jego cholerna podświadomość, która przechowywała czarne scenariusze i chwile w życiu, gdy naprawde nie wiedział kim jest ani co robi. Wartości które wyznawał nagle musiały odejść w kąt, bo wszystko to co widział i doświadczył szło w parze ze strachem i bólem, który wręcz wyrył się w jego głowie.
- Skoro tak mówisz. - studiowała psychologię, była od niego dużo lepsze w te tematy. On nie wiedział nic o działaniu ludzkiego umysły, a tym bardziej jeśli chodzi o uczucia. Cały czas się dowiadywał nowych rzeczy i starał się je tak przyswoić aby później brać z nich cenne lekcje i rozpoznawać zachowania jakie powinien zmienić.
- Bardzo bym chciał. - nie odczuwał szczęścia od jakiegoś czasu, ani ekscytacji. Może i z wierzchu wyglądało to tak, jakby cieszył się na różne rzeczy lecz w rzeczywistości czuł pustkę. Miał wrażenie, że cały czas jest w trybie przetrwania i mózg się zaciął, nie wiedząc jak sobie poradzić z tym problemem.
- Słucham. - i szczerze? Zaraz pożałował, bo przytoczenie ojca, całkowicie go wytrąciło z równowagi. Momentalnie się spiął co było widać w jego posturze. Skupił się na obserwowaniu siostrzeńca, który zaciekle próbował się ścigać z jakimś chłopcem na samą górę ścianki wspinaczkowej. Analizował każde zdanie, każde słowo… każdą literkę, próbując zrozumieć, co ona chce osiągnąć pytając o taką rzecz. W końcu odchrząknął i spojrzał na nią. Nie znał odpowiedzi… lecz czuł, że jeśli niczego nie powie, okaże się że nie wie kim jest.
- Czy Ci się to podoba czy nie. To jest mój obowiązek. Skończyłem szkołę wyższą w tym kierunku i od zawsze wiedziałem, że pojadę na front. - żeby nie było iż ktoś kwestionował część jego życia ot tak.
Wstał z ławki i zaczął się przechadzać w jedną i drugą stronę ostatecznie stając przed nią z rozłożonymi rękoma. - Chcę żeby był ze mnie dumny. Chce, pokazać każdemu, że ta praca nie musi się skończyć w trumnie, że ma jakiś popierdolony sens. I od niczego nie uciekam. - ostatnie już warknął nieprzyjemnie, bo tym chyba najbardziej go ugodziła. Nie. Nie uciekał on szedł tam gdzie inni się boją. Narażając życie na wojnie, pokazując że ma to sens a wygrana jest jedynym co się liczy. Ostatecznie nawet jeśli coś mówiła postanowił to zignorować i jakby nigdy nic poszedł do Matta - musiał trochę ochłonąć, bo nie wiedział co by się stało za chwilę.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Zdecydowanie pozwoliła sobie zadać pytanie wielkiego kalibru, nie wiedząc jednak ostatecznie czy Hunter był na tyle gotowy, żeby odpowiadać na nie zgodnie z tym, co myślał i czy w ogóle będzie chciał udzielić jej odpowiedzi na takiego typu pytanie.
Jakby nie patrzeć, uderzyła w mocne punkty, wykorzystując zdobytą wiedzę na przestrzeni tych wszystkich spotkań - czy tych w gabinecie czy tych bardziej prywatnych, nawet jeśli tych drugich zdecydowanie było mniej niż mogłoby to wybrzmieć. Ale niestety czasem trzeba było poruszyć takie sprawy, dotknąć czułego punktu, zobaczyć co najbardziej zapiecze i zaboli. Przekonać się, co dany człowiek będzie miał na myśli i na których aspektach najsilniej skupi swoją uwagę przy odpowiadaniu na pytanie.
Tak właśnie zrobił Hunter. Początkowo widząc jak się spiął, miała zamiar poprosić aby przemilczał i nie podejmował się dalszej rozmowy na ten temat, mogąc albo pomilczeć, albo podyskutować o czymś luźnym, żeby dać mu komfort. Niemniej w miejsce napięcia pojawiły się usłyszane słowa od mężczyzny, których się delikatnie nie spodziewała - choć nie oznacza to, że nie ucieszył ją ów fakt.
Nie sądziła jednak, że będzie aż tak poruszony tym, jak zadała to pytanie albo tym, że w ogóle ośmieliła się je zadać. Niemniej nie mogła… nie chciała mu przerywać, wcinając się w słowa. Zdecydowanie okazałaby mu brak szacunku w momencie próby uciszenia, żeby tylko nie usłyszeć czegoś, co mogłoby jej się zwyczajnie nie spodobać, a przecież terapie na tym polegają. Raz jest lepiej, a raz gorzej. Raz idzie gładko, raz jest pod górkę i prowadzi na szczyt mocno wyboista droga, a nie ma innej aby się zdecydować na kontynuowanie ów wycieczki. Westchnęła głęboko, próbując się przy tym jakoś uspokoić, choć to się na nic nie zdało - szczególnie, jak Hunter zerwał się gwałtownie z ławki, zaczynając spacerować przed nią. Nie wiedział co ze sobą zrobić i jak rozładować szalejące emocje oraz napięcie, jakie w nim się nagromadziło od momentu usłyszenia pytania. I nawet jeśli dał na początku upust swojej, jakby nie patrzeć, frustracji na to, co powiedziała, to wiedziała jedno - nie powiedział tego, co chciał. I nie wiedziała, czy ostatecznie dojdzie do tego dzisiaj, czy raczej nigdy nie będzie miała możliwości dowiedzenia się, co było dalej.
— Nie neguję, że to jest Twój obowiązek. Bo tak, zobowiązałeś się, wobec kraju i ojczyzny, wybierając taką drogę, a nie inną. Ja też swoje zobowiązania podjęłam, decydując się na zostanie psychologiem, więc pomimo iż zajmujemy się czymś innym, to jednak rozumiem to w pełni, nawet jeśli możesz niezbyt wierzyć w to, iż rzeczywiście mam jakieś pojęcie w tej kwestii — zaczęła ostrożnie, aby przedstawić mu swój punkt widzenia. Tak, aby nie zrozumiał jej opacznie, co miała wrażenie że i tak już się zadziało. Jego słowa dobitnie o tym jej powiedziały. — Ale to nie jest tylko sprawa związana z poczuciem obowiązku. Nie obowiązek z początku Cię popchał do pójścia do wojska… — czuła, że przekracza linię, a jednak drążyła. Nie miała pojęcia, czy przyniesie to oczekiwany skutek, a jednak… nie odpuściła, choć z tyłu głowy cichutki głosik mówił, żeby zwyczajnie przestała gadać.
Nie posłuchała się.
— Na pewno jest… — urwała w chwili usłyszenia tego, co mówił dalej. Popatrzyła na niego ostrożnie, acz badawczo. Obserwowała każdy jego ruch. Każde napięcie policzka, każde mocniejsze ściśnięcie warg czy żuchwy po tym, co z siebie wydusił. Widziała jednak jego oczy, tak najmniej i najbardziej jak się dało - nawet bardziej niż wtedy, gdy leżeli razem w łóżku. Z jednej strony źle oceniła, wspominając o ucieczce, a z drugiej strony dokonała poprawnej analizy, mówiąc o ojcu. Dostrzegając co było jego słabością. Co go tak naprawdę trapiło w tym wszystkim. I chociaż nie miała zamiaru powiedzieć - jeszcze - o tym na głos, to jednak miała swoją wstępną diagnozę. Nie przepracował utraty ojca; a że jest najstarszy, domyśleć się mogła więc iż poczuł się w obowiązku zastąpić rodziciela, aby był jakiś inny facet jako głowa rodziny. Ale czy to sprawiło, że poszedł do wojska, bo skoro jego tata poszedł, to i on powinien?
Tego nie wiedziała.
Zapytanie o to, w tej chwili, byłoby zwykłą głupotą i jednoczesnym wbiciem sobie gwoździa do trumny, nie mając już powrotu do życia Huntera. Czego by… no cóż, żałowała, lecz w takim przypadku zrozumiałaby w pełni.
Ba, nie wiedziała już teraz, czy jeszcze się zobaczą.
Bowiem po swoich słowach po prostu… odszedł. Odwrócił się na pięcie, nie dodając nic więcej, znikając w gąszczu dzieciaków, choć dostrzegając iż dociera do Matta. Może i był zły, ale nie zapomniał z kim tutaj był, po co i że ma obowiązek względem niego. Westchnęła przeciągle, przeczesując niedbale włosy za pomocą palców. Bardziej nie w formie poprawienia wyglądu, a dla rozładowania wewnętrznego wybuchu złości… na samą siebie. Że pozwoliła na zagalopowanie się aż tak daleko w tym wszystkim.
Nie patrząc na to, co teraz się dzieje, jakoś dwie minuty po odejściu Huntera w nieznane, postawiła wstać z ławki i powrócić do domu. Tak po prostu. Co miała tu robić? Czekać na niego, aż zdecyduje się jednak do niej powrócić, bo sobie przypomni o pozostawieniu jej na tej ławeczce przy placu zabaw, na której odbyli chyba najbardziej merytoryczną i zarazem najtrudniejszą rozmowę, odkąd otworzył się przed nią?
A co jeśli zamknie się na nowo?
A co jeśli… przekaże przełożonym, iż chce dokonać zmiany psychoterapeuty?
Szczerze - nie wiedziała. I nie chciała wiedzieć. Nie chciała myśleć. Po prostu powróciła do swojego gabinetu, wzięła stamtąd potrzebne papiery. Zamknęła mieszkanie, wyszła z kamienicy. Wsiadła do auta i pojechała do siebie - tam zając się papierkową robotą tak, jak planowała od początku.
Z tym, że papierkowa robota miała być lekka i przyjemna - a nie pełna rozmyślań o pewnym facecie i tym, czy powinna mu napisać wiadomość z przeprosinami.
[ z tematu x2 ]
Hunter Wright