-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Ten drugi? - uniósł wyżej brew, mając zdecydowanie złe myśli w głowie, które nie powinny się tutaj pojawić. Jakby kobieta coś insynuowała, co było bardzo nie na miejscu, ale musiał jej to puścić płazem i zrzucić wszystko na wędrujące w jej organizmie procenty. Normalnie nigdy nie odważyłaby się rzucić podobnym komentarzem względem niego. Profesjonalizm na to nie pozwala, a ona przecież jest poważną panią psycholog. Widać jednak, że kryje się za tym dużo więcej i szczerze? Miło by było poznać ją od tej strony. Miał teraz szansę zobaczyć, że żart jej się trzyma i pozwala sobie stracić kontrolę. Jest to warte odnotowania na przyszłość.
Gdy stwierdziła, że jest to świetny pomysł zaśmiał się cicho pod nosem. Oj nawet biedna nie wie jak jutro będzie tego żałować. Poranek będzie chyba najcięższym z ostatnich jakie miała.
- Nie… położę koszulkę na sofie i powinna wyschnąć. - oczywiście tak później zrobił, rozkladając ją w nadziei, że stanie się sucha szybko i będzie mógł wrócić do domu. - A ja jako pacjent mam to gdzieś. - powiedział, wyszczerzając zęby w uśmiechu. Nie musiał jej słuchać, bo był dorosły i mógł robić co chce, także nie ma mowy, że go powstrzyma, a jak nie to weźmie ubera i tyle. No przecież nie zostanie tu na noc.
Pokiwał głową, lecz zaraz delikatnie się speszył. Nawet nie do końca wiedział o co mu chodziło. Może fakt, że w pracy jest poukładana sprawił iż myślał odwrotnie o życiu prywatnym? Trudno to stwierdzić. - Nie no, nie papiery, ale jakieś damskie pisemka, ubrania, jedzenie? - szczerze mówiąc cokolwiek. Mieszkanie wyglądała tak schludnie jakby nikt w nim nie mieszkał i zaraz dostał swoją odpowiedź. Bywała tu jedynie na spanie - nie to co on. Jego dom był trochę zagracony, ewidentnie używany i bardziej przytulny, ten był zdecydowanie piękniejszy, ale trochę jak takie muzeum, gdzie ktoś boi się czegokolwiek dotknąć.
- Po prostu myślałem, że będzie tu mniej sterylnie. - zaśmiał się delikatnie bo nie mówił tego złośliwe/ - Czasem można by tu nabrudzić wiesz? - i przy tym puścił jej oczko, choć nie było to w formie podrywu, wręcz przeciwnie, tak na rozluźnienie sytuacji. - Czyli całe swoje życie spędzasz w tamtym gabinecie? - wydawało się to dosyć… smutne… i samotne, ale nie mógł tego komentować. Sam był w swoich czterech ścianach prawie 24 na dobę. Upił łyk wina i znowu na twarzy pojawił się uśmiech. - Bardzo dobre, chyba zacznę spisywać od Ciebie nazwy aby uzupełnić barek. - bo tego smaku jeszcze nie znał. - Nie doskwiera Ci tu samotność? - to on teraz był psychologiem. Chciał się dowiedzieć jak wygląda jej życie i jak się w nim odnajduje i choć u niego nie będzie aż tak dogłębnej psychoanalizy to jednak będzie mógł sobie odnotować jaka jest naprawdę Prudence Lane.
prudence lane
-
psychoterapeutka, która potrafi rozwiązać wszystkie Twoje problemy - na swoich się kompletnie nie skupiając
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Na sofie to raczej nie zda egzaminu… — powędrowała za nim spojrzeniem, gdy zrobił tak, jak zapowiedział. Uniosła brew i przyglądała mu się niepewnie, zastanawiając się czy faktycznie myślał, że gdy położy cokolwiek mokrego na kanapie, to faktycznie mu przeschnie. Widząc, że nie zmienił swojej decyzji, pozostawiając odzież na materiałowym meblu, skwitowała to ponownym westchnięciem i przewróceniem oczu. Lepiej nie komentować, tylko popatrzeć na późniejszy efekt tego, iż jednak nie będzie to tak szybko miało miejsca, jak na to liczy. — Jak to gdzieś? Ale ja jako Twój terapeuta nie mam tego gdzieś! Nigdy nie pojedziesz — postanowiła, znów nie zachowując się tak, jak to ma miejsce na co dzień i nie chciała słyszeć jakiegokolwiek sprzeciwu. Może mówić sobie co chce, ale w końcu zamknie drzwi na klucz, schowa go sobie i wypuści dopiero z rana, o! To brzmi jak najbardziej genialny plan, na jaki mogła w tym momencie wpaść!
— Lubię mieć porządek i staram się sprzątać po sobie na bieżąco. Taki mały tip — odparła i uśmiechnęła się rozbawiona. — Co weekend robię jeszcze główne sprzątanie, żeby nie zapuścić się z kurzem na dłużej — w końcu to w kurzu są najgorsze te wszystkie rzeczy, które przyprawiają człowieka o utratę dobrego samopoczucia - czy tego fizycznego, czy tego psychicznego. A gdyby widziała warstwy kurzu na przedmiotach, meblach i wszędzie indziej, zdecydowanie szybko poczułaby się zdołowana i nie miałaby motywacji do czegokolwiek.
— Sterylnie… nie przesadzajmy — zachichotała, po czym spojrzała na niego zdumiona. — Nabrudzić? Masz jakieś sugestie? — odparła zaintrygowana, chcąc dowiedzieć się co takiego miał na myśli i czy planuje się w nią podzielić tym, co mu w tej chwili przychodzi do głowy. — Oj nie przesadzaj, że całe życie. Wynajmuję je od dopiero dwóch lat, tak w pełni mając prywatną praktykę — mówiąc to, nieświadomie zaczęła okręcać kosmyk włosów wokół palca, upijając w międzyczasie łyk wina. — Plus nie tylko przyjmuję w tym mieszkaniu. Pracuję jeszcze jako psycholog w centrum pomocy dla kobiet, więc czasem zmieniam lokalizację — dodała z uśmiechem, patrząc uważnie na mężczyznę. — No i ostatnio miałeś okazję poznać moją ulubioną kawiarnię, tam też niekiedy się pojawiam — dodała, próbując pokazać iż rzeczywiście nie spędza jedynie swojego czasu w gabinecie i nie rusza się z miejsca. — Dwa razy w tygodniu chodzę też na siłownię — zupełnie jakby próbowała mu udowodnić, iż tak beznadziejnego życia nie posiada.
Spojrzała jak upija kolejny łyk alkoholu, sama pociągając podobną ilość, po czym spojrzała na swój kieliszek. Prawie pusty. — Jeszcze kilka mogę Ci polecić. Ale nie wiem czy by nam starczyło nocy na degustacji — tak, planowała jeszcze się napić, ale gdy nie chciała mieszać różnych rodzajów win, bo by potem straciła smak i każde zaczęłoby smakować tak samo.
Nie spodziewała się jednak takiego nagłego zapytania od Huntera. Uciekła spojrzeniem, patrząc w dumnie gdziekolwiek, bo tak naprawdę na moment myślami uciekła gdzieś daleko, by za moment uśmiechnąć się pod nosem, jakby chciała w tej sposób dać znać, że już powróciła. — Czasem tak. Doskwiera — powróciła tęczówkami na Wrighta, trochę chyba zbyt bardzo zaczynając się mu przyglądać. — Chciałam kiedyś zaadoptować psa, ale kiedy miałabym czas, żeby z nim wyjść — była realistką, wiedziała że posiadała zawód, który nie potrafił ją utrzymać na długo w domu, bo wolała przyjmować pacjentów poza miejsce zamieszkania, co by nie zaburzać sobie sfery prywatnej z tą zawodową. Tak naprawdę Hunter jest pierwszym pacjentem, jaki ma okazję przekroczyć próg jej domostwa. — Kota też miałam na myśli, ale ostatecznie okazałoby się, że jest najbardziej samotnym, domowym zwierzakiem — przychodzenie głównie wieczorem nie brzmi jak coś fascynującego, a zamiast mnie przyjaciela, to po prostu miałaby dodatkowego mieszkańca, z jakim by się wzajemnie tolerowali, bo żadne inne relacje w pozytywnym znaczeniu zdecydowanie nie miałyby prawa się rozwinąć. — No a facet… cóż, jak już kiedyś mówiłam, który by wytrzymał z pracoholiczką — dorzuciła na koniec, uśmiechając się i wypijając do końca wina. — Chcesz jeszcze? — zapytała, sięgając po butelkę i dolewając sobie trunku - nie czekając na jego odpowiedź, również mu dolewając, nie patrząc czy dopił czy jeszcze tego nie zrobił. — Teraz tym bardziej musisz wypić i zostać — uśmiechnęła się niewinnie, wracając na swoje miejsce na kanapie. — Wiesz, że kwiaty od Ciebie jeszcze się trzymają? — ot tak powiedziała, co by nie gadali dłużej o niej. Tak po prostu. Nie, żeby coś ukrywała, ale zwyczajnie… nie lubiła być przesłuchiwana. W końcu, to ona tutaj jest psychologiem!
Hunter Wright
-
Kim jestem jeśli nie żołnierzem? Co mi pozostało w życiu?
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przewrócił oczami na jej słowa. I tak zrobi to co słuszne dla niego. nie ma siły która by go powstrzymała, także jeśli zarządzi, że wychodzi to wyjdzie i nic kobiecie do tego. Także w tym wypadku musiała się niestety pogodzić z przegraną!
- To się ceni. Ja jakoś rzadko kiedy znajduję czas na porządek. - nawet jeśli miał go ogrom. Zajmował się rzeczami które powinny sprawiać przyjemność, choć on osobiście jej nie przeżywał, dalej próbując wyjść z tego stanu zawieszenia. Sprzątanie nie było fajne i nierzadko zdarzało się tak, że prosił siostrę o pomoc, albo dzwonił po panią do sprzątania - bo ona zrobi to dużo szybciej i dużo lepiej niż on. I nie że jest leniwy, po prostu czasem nie ma siły na burdel jaki zrobi w napadzie złości.
- Nie, żadnych. - stwierdził jakby gdyby nigdy nic. Oczywiście myśli od razu poszły nie w tym kierunku co powinny, ale nie mógł ich zatrzymać, dlatego wolał się nie odzywać. Jeszcze by sobie coś kobieta pomyślała złego i stwierdziła, że jednak mu odbiło.
- O to musi być na pewno ciekawe… i ciężkie. - bo podejrzewał że zmagają się tam z dużymi problemami. Nie tylko nadużyciami, ale również przemocą oraz samotnością. Zaczynał coraz lepiej rozumieć jej powołanie. Chciała pomagać… on chciał bronić. Czy to nie idealne połączenie? Skarcił się za tą myśl i zaraz skupił się na kolejnych słowach jakie wypowiadała.
- No dobrze, dobrze może nie jest tak, że spędzasz tam cały czas. - ale na pewno większość - tego już nie dodał, bo po co? Nie chciał aby kobieta poczuła się z tym źle.
Uśmiechnął się gdy powiedziała o degustacji - zdecydowanie ta noc jest za krótka, plus Lane wypiła już za dużo aby otwierać kolejne butelki. Jasne nie powstrzyma jej, ale nie będzie też naciskał aby próbować kolejne.
- Jeśli dalej chcesz psa, to mogę z nim wychodzić. Dodatkowo mogłabyś go zabierać na sesje. Podobna zwierzęta działają cuda na ludzi. - choć nie każdy je lubił. On by się jednak ucieszył z okazji częstszego odwiedzania kobiety - czego nie przyzna głośno. - Ja bym wytrzymał. - gdy zrozumiał co powiedział ugryzł się w język. Co on najlepszego robi? Nie był pijany, ani nie miał tyle procentów we krwii aby coś takiego przypadkiem się wymknęło. Odchrząknął jakby coś go połaskotało w gardle i jedynie patrzył jak mu nalewa więcej wina. Czy je chciał? To wątpliwe, ale co miał zrobić?!
- O proszę. Musisz mieć do nich rękę, albo jakieś magiczne moce. U mnie kwiaty zazwyczaj stoją dwa góra trzy dni. - dostawał je czasem od siostry, która miała dobre powiedzenie na to “statystycznie pierwsze kwiaty jakie mężczyźni dostają w życiu są na ich pogrzebie, dlatego ja Ci będę je kupować” - i tyle. Nie było z tym żadnych dyskusji.
- Czego szukasz w mężczyźnie, że żaden nie jest godzien z Tobą wytrzymać? Mam wrażenie, że od razu ich skreślasz… - no teraz to się zmienił w taką typową plotkarę-koleżankę, która szukała dziury w całym. Na swoje słowa znów upił duży łyk wina, chcąc w ten sposób choć trochę pozbyć się głupich słów ze swoich ust!
prudence lane