Pielęgniarka nie zrobiła na nim żadnego wrażenia. Była sympatyczna i wyczuwał na sobie jej wzrok, a sposób, w jaki go zagadywała, wzbudzał w nim pewne podejrzenia co do jasności jej intencji, niemniej nie dało się jej porównać do kobiety, dla której pojawił się w tym szpitalu. Nawet, jeśli stan Cherry pozostawiał wiele do życzenia, a ona sama miała kompleksy z powodu swojego wyglądu po operacji. Widok leżącej w łóżku delikatnej, kruchej istoty tylko utwierdzał go w przekonaniu, że dla niego była nieidealnie idealna.
—
Och, czyli zero uśmiechów do pielęgniarek. Czego jeszcze nie powinienem robić? - zbłąkany uśmiech nieco rozjaśnił mu twarz, gdy podjął spojrzenie ciemnowłosej, nie odrywając od niej swoich zielonych tęczówek. Nie mógł odgonić od siebie myśli, że swoją obecną postawą rzeczywiście pokazywała zazdrość i niezmiernie ciekaw był, do czego zaprowadzi ich wypowiedziana właśnie przez niego drobna prowokacja. Na wzmiankę o pożeraniu innych wzrokiem pokręcił głową w rozbawieniu. -
Uważasz, że przyszedłem tu na podryw? - przekrzywił nieco głowę na bok, a jego wzrok stał się łagodniejszy w momencie, gdy zobaczył wymalowany na jej twarzy ból. Mógł sobie jedynie wyobrazić, przez co musiała przechodzić. I trapiło go, że nie mógł jej pomóc. -
Na razie wszystko powoduje forsowanie. Musisz odpoczywać - powiedział, tym razem nieco bardziej stanowczo. Nie wyobrażał sobie, jak teraz miałaby przeglądać te raporty i udawać, że nic się nie stało. Musiała odpoczywać, żeby odzyskać pełnię sił i wrócić tam, gdzie było jej miejsce.
Kwiaty miały być dla niej miłym dodatkiem do jego obecności oraz przypominać jej o nim, kiedy wróci do swoich obowiązków, jednak jej reakcja przekroczyła jego najśmielsze oczekiwania. W jego głowie rozbrzmiała niczym echo myśl:
Cherry Marshall zabrakło słów. Uśmiechnął się delikatnie, gdy ostatecznie mu podziękowała.
—
Podobne miałaś ostatnio w wazonach w swoim mieszkaniu - wzruszył nieznacznie ramieniem, jakby nie było to nic wielkiego, ale wiedział, że zrobi to na niej wrażenie. Często zwracał uwagę na szczegóły, które innym zwykle umykały. Nie musiała mu mówić wszystkiego, potrafił czytać zarówno z mimiki i mowy ciała, jak i z otoczenia.
—
Nie żartuję. Nie noszę piżamy - przyznał z powagą w głosie, lecz pozbawioną ciężkości. Czy wspomniał o tym specjalnie? Błysk w jego oku go zdradzał, ale nie zamierzał ostentacyjnie brnąć w ten temat. —
Wiem, co chciałem powiedzieć - zwrócił jej uwagę, spoglądając na nią znacząco z lekkim uśmiechem, tym samym kompletnie zaprzeczając jej
poprawce. Słowa ż a ł o ś n i e zdecydowanie brakowało w tym momencie w jego umyśle, gdy na nią patrzył.
—
Oczywiście, że tak - przytaknął bez wahania, skupiając na niej całą swoją uwagę w razie, jakby nadal miała co do tego wątpliwości. Słuchał jej uważnie, potakując głową, aż na jej podziękowanie bez namysłu delikatnie złapał ją za rękę, by jeszcze bardziej udowodnić jej, że naprawdę dla niej był, a przy okazji choć swoją ciepłą dłonią otulić jej delikatną skórę.
—
Cała przyjemność po mojej stronie, Cherry - mruknął miękko, kciukiem łagodnie muskając ją, by dodać jej otuchy i odwagi przed tym, co chciała mu powiedzieć. Niestety, nie było jej dane dokończyć, gdy nagle drzwi się otworzyły. Sprowadzony z powrotem do rzeczywistości, odsunął od niej dłoń, jednocześnie spoglądając na wjeżdżającego starszego człowieka na wózku i na ułamek sekundy zamarł w bezruchu.
Christopher Marshall we własnej osobie.
Ethan automatycznie wyprostował się na krześle, mimowolnie zaczynając odczuwać napięcie w barkach, ale słysząc swoje nazwisko momentalnie na jego twarzy wystąpił uprzejmy uśmiech.
—
Mnie również, Ethan Hartley - wstał na moment, by uścisnął mężczyźnie dłoń, mocno, wprawnie, tak, jak go tego nauczono. Po chwilowym zmieszaniu spowodowanym niespodziewanym spotkaniem z głową rodziny nie było już śladu, niemniej w jego głowie nadal paliła się czerwona lampeczka, która nakazywała mu być ostrożnym. Miał nadzieję, że Christopher w żadnym razie się nie zdradzi, oraz że czujne oko Cherry nie spostrzeże niczego podejrzanego. Jednocześnie zdawał się być w potrzasku między tym, któremu coś obiecał, a tej, która potrzebowała od niego lojalności. I wsparcia, gdy kątem oka zauważył, że odetchnęła nieco głębiej. Przytaknął głową na pytanie o przejście na ty.
—
Tak, oczywiście - kącik jego ust drgnął nieznacznie ku górze w akcie uprzejmości. —
Raporty. Pana… Twoja córka nie potrafi odpoczywać - wtrącił zaraz, powracając na chwilę wzrokiem do Cherry, jakby samo jego spojrzenie miało przynieść jej chociaż odrobinę pocieszenia. Był po jej stronie. -
I bynajmniej wcale tak nie uważam. Po takiej wymagającej operacji to naturalne, że nie czuje się na siłach, potrzebuje jeszcze chwili, by dojść do siebie - przyznał z przekonaniem, bez żadnych wątpliwości co do tego, że ciemnowłosa wcale nie musiała zawsze wyglądać jak milion dolarów, a już tym bardziej nie w tak trudnych chwilach. Obecnie potrzebowała wsparcia i odpoczynku bardziej niż kiedykolwiek. -
Za to Ty zdajesz się mieć już znacznie lepiej. Widać, że opiekę masz na naprawdę wysokim poziomie - dodał zaraz z uznaniem, chcąc przenieść uwagę na starszego pana, ukradkiem spoglądając na równie młodą pielęgniarkę, co poprzednia. Marshalle powinni mieć wszystko, co najlepsze, prawda?
wisienka ma