34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Złapał jej spojrzenie, na chwilę.
Za krótką, bo zaraz Tio ciągnął Pilar na bok, a Rosa zaciskała palce na koszulce swojego chłopaka. Znowu ich rozdzielali, a on chciał tylko podziękować...
Tylko to?
Wywrócił oczami na słowa Rosalindy i może gdyby nie miał do niej pewnej słabości, to odpowiedziałby tak samo jak Stewart? Nie uwierzyłby w to, że Pilar jest zazdrosna, kiedy ona... po prostu go nie lubiła. Chociaż może trochę, skoro uratowała go przed Trucizną? Pod skórą czuł, że chodziło o Marie i zaraz się o tym przekonał, wraz z kolejnymi słowami Pilar.
- Rosa mówiłem ci, że masz dać Marie spokój, ona jest dla mnie... - odezwał się spokojnie, ale nie dokończył, bo Ticiano szarpnął Stewart - Tio... - Madox zamrszczył brwi i może dodałby coś jeszcze? Ale Rosa znowu sunęła palcami po jego szyi, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
- Ale to Pilar zgubiła Marie... miała jej pilnować - Rosalinda próbowała jeszcze zgonić wszystko na Stewart, ale Madox tylko wywrócił oczami, czego jednak Pilar nie widziała, bo przecież Ticiano już sukcesywnie zasłaniał jej resztę świata. A Rosa... ona nagle musiała się przewietrzyć, ale dobrze, bo sam Noriega też chyba musiał. Chociaż wiedział, że jego dziewczyna liczyła na to, że pójdą sami, a on po drodze zgarnął Marie... a ona Pilar. Nawet Ticiano ruszył się z miejsca. Świeże, chłodne powietrze uderzyło w rozgrzaną skórę. Rosa wciąż próbowała wisieć na Madoxie, ale się odsunął szukając fajek. Nie spodziewał się, że dostanie je od Pilar, ale złapał pudełko, a zaraz zapalniczkę. Od razu wyjął jednego peta i umieścił go sobie między zębami, przesunął palcem po krzesiwie, a zaraz zaciągnął się dymem, odchylając do tyłu głowę, odsunął się też od Rosy.
- To ty lepiej sie odsuń, bierne palenie jest chujowe - mruknął wbijając ciemne tęczówki w jej niebieskie oczy, na co Rosa rzuciła Madox..., a on tylko wypuścił małą chmurkę dymu w jej stronę. Oddał Pilar paczkę i teraz chyba pierwszy raz dzisiajszego wieczoru, oni w tym kręgu stali obok siebie. Oboje z fajkami.
Madox zerknął na Stewart, kiedy odpyskowała Ticiano, a jeden kącik jego ust drgnął do góry. I może trochę dłużej niż powinien patrzył znowu na nią, ale wtedy Tio też sięgnął po papierosa, na co Madox prychnął, wcale sie z tym nie kryjąc. Rosa za to powachlowała się ręką marudząc, że będą jej śmierdzieć włosy. I kiedy Pilar rozmawiała z Marie, to przesunęła się tak, że znowu jakimś cudem między Madoxa, a Stewart... Teraz to na pewno będą jej śmierdzieć włosy, jak stanęła między nimi, Madox popatrzył na nią dziwnie i nawet miał coś powiedzieć, ale wtedy Pilar zapytała o walkę, a on wzruszył ramionami.
- Nie wiem, wyjebali mnie, ale pewnie zaraz się dowiemy... - zaczął, ale Rosa już znowu się do niego przysuwała i wcale nie przeszkadzała jej fajka, którą Madox jeszcze palił, wiec znowu spojrzał na nią krzywo, a zaraz wypuścił dym gdzieś w jej włosy, nie specjalnie przecież - bez różnicy, bo Pilar... - chciał jej podziękować, ale Rosalinda znowu szarpnęła go za policzek - Rosa, kurwa... - skrzywił się, ale ona już nadawała o tej imprezie, a Madox odchylił głowę do tyłu wypuszczając dym w eter. Marie się wtrąciła, przysunęła do Rosalindy.
- Ja też nie mogę się doczekać tej plaży - powiedziała wesoło - Rosa dobrze mówiłaś, żeby wziąć buty na koturnie, bo obcasy wbijały by się w piasek... - Marie już prezentowała Rosie swoje buty, całkiem podobne do tych jej. A Madox znowu złapał na moment spojrzenie Stewart.
- Pilar dzię... - zaczął, ale zaraz grupka, która obok nich stała rozstąpiła się, bo ze środka wypadł wkurwiony Trucizna. Wściekłe spojrzenie wbił w Pilar, i to do niej chciał skoczyć, ale Madox zaraz wyrwał się do przodu. Zasłonił ją. Marie pisnęła, Rosa krzyknęła jego imię. A Madox i Trucizna znowu wylądowali na ziemi, tylko tym razem to Noriega na górze. Nie zastanowił się ani chwili, to był jakiś impuls, zaraz miał na palcach ten kastet, który przechwycił od Trucizny, i tym razem on dostał nim w mordę. W policzek, może w ramach rewanżu?
Albo dlatego, że wyskoczył do Pilar.
Madox!
Tym razem krzyknął Ticiano, tym razem się ruszył. On i jakiś inny chłopak odciągnęli Madoxa, który już zamachnął się po raz drugi. A dwóch innych przytrzymało Truciznę, bo ten jeszcze się szarpał.
- Zajebie tą sukę Noriega, zobaczysz... - rzucił do Pilar i się szarpnął, Madox też, ale Tio go puścił i znowu on zasłaniał Stewart własną piersią.
Ten drugi chłopak ledwo utrzymał Madoxa, ale Marie i Rosa też się ruszyły sięgając do Noriegi.
- Najpierw musiałbyś mnie... - odpowiedział tylko Madox. Ale zaraz z budynku wyszli organizatorzy z jakimiś ochroniarzami.
- Powiedzieliśmy ci Trucizna, Madox wygrał, walka jest uznana, a ty dostajesz bana na nasze walki - powiedział jakiś chłopak, który wcześniej brał stronę Noriegi w tym sporze. A zaraz machał na ochroniarzy - wywalcie go, bo nie mogę już na ten ryj patrzeć - pokręcił głową, a goryle ruszyli się, żeby rzeczywiście złapać za bety Truciznę, jeszcze się odgrażał, ale już nikt nie zwracał na niego uwagi. Chłopak z organizacji popatrzył po nich i zatrzymał spojrzenie na Madoxie.
- Co tu się stało? Wygrałeś Madox, możesz odebrać nagrodę, zaraz to ogłosimy - powiedział i stanął obok Noriegi - ale jeszcze sobie zapalę - też wyjął fajki, którymi zaraz wszystkich częstował, Madox oczywiście wziął kolejnego papierosa, między palce, na których miał znowu krew Trucizny - tylko uważaj na tego idiotę, widziałeś jak się odgrażał... - chłopak pochylił się do Madoxa, a ciemne spojrzenie Noriegi znowu uciekło do Pilar, którą teraz Ticiano obejmował ramieniem, jakby jeszcze przed chwilą się o wszystko do niej nie dopierdalał.

Sí, pero también perdí ⋆👊·˚ ༘ *💥
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chciał jej coś powiedzieć.
Widziała to przecież.
Ciągle zaczynał, wypowiadając jej imię, a zaraz potem chciał coś dodawać, ale za każdym razem ktoś mu przerywał. Jak nie Tio, to Rosa. Chociaż ta druga zdecydowanie coraz częściej. Nawet kiedy jakimś cudem wylądowali obok siebie w kółku, rosa pomimo tego, że nie podobał jej się dym z fajek wcisnęła się między nich, jakby naprawdę myślała, że Pilar chciała jej odebrać faceta. A przecież nie chciała.
Nic od niego nie chciała.
Na dobrą sprawę, to chciała znaleźć się od niego jak najdalej się tylko dało, ale los był na tyle wielkim skurwielem, że ciągle krzyżował ze soba ich drogi. Gdyby to od niej zależało, osiem lat temu wdziałaby go po raz ostatni. Tamtej nocy, kiedy bezczelnie złamał jej serce. Kiedy powiedział, że po najlepszym lecie w ich dotychczasowych żyćkach wcale jej nie kochał, pomimo tego, że obiecywał, że jej nie skrzywdzi. A skrzywdził. I chociaż wyleczyła w sobie te szczeniackie uczucia, tak gdzieś w środku pozostał ten cały niesmak i niechęć do jego osoby. No tylko chyba nie do końca tak negatywny jak się jej wydawało, biorąc pod uwagę to, co dla niego zrobiła na ringu i to jak ciągle łapała jego spojrzenie. Widział to również Tio, bo kiedy ich ciemne spojrzenia znowu się skrzyżowały, Ticiano złapał ją za nadgarstek i przyciągnął bliżej do siebie. Nic to jednak nie zmieniło, bo kiedy usta Noriegi znowu ułożyły się w miękkie Pilar, ona bez zawahania złapała jego wzrok.
I czekała.
Czekała, aż w końcu powie to, co chciał powiedzieć i będą mieć to już z głowy.
Tylko tym razem znowu nie było mu dane dokończyć, bo ludzie rozstąpili się bez ostrzeżenia, a gdizes pomiędzy nimi wypadł nie kto inny jak Trucizna we własnej osobie. W oczach miał prawdziwy ogień i wcale nie skierowany w stronę Madoxa a… niej. Wstrzymała powietrze, widząc jak był gotowy się na nią rzucić, jednak nim Pilar zdążyła się chociażby ruszyć, Madox już rzucił się do przodu. Wyszedł Truciźnie naprzeciw, a w następnej chwili już tarzali się po chłodnym asfalcie.
Madito!! — krzyczała Rosa, ponownie zakrywając usta dłońmi. Pilar natomiast chciała się do nich rzucić. Widziała, że Noriega radził sobie całkiem nieźle, jednak jakiś wewnętrzy instynkt kazał jej pomóc Madoxowi.
NIE! — warknął Tio, przeciągając ja do siebie, a potem za własne plecy, kiedy to on ruszył finalnie z jakimś innym chłopakiem, żeby ich od siebie odciągnąć. Wszystko działo się zastraszająco szybko, chociaż te jego groźby, że ją zajebie trafiły gdzieś pod czaszkę Stewart. Nie raz spotykała się z agresją ze strony innych, ale w oczach Trucizny naprawdę widziała, że nie żartuje. On naprawdę był gotowy ją zapierdolic.
Najpierw musiałbyś mnie.
Przeniosła spojrzenie z Trucizny na Madoxa, a dokładniej na jego profil. Na twarzy Pilar było widać zaskoczenie i pewnego rodzaju niedowierzanie. Nie spodziewała się tego po nim. Aż tak dużej stanowczości względem jej osoby. Może zrobił to tylko dlatego, że była dziewczyną jego najlepszego kumpla? Na pewno dlatego. Albo po prostu chciał dobrze wyjść przy wszystkich gapiach dookoła, jednak Pilar jeszcze chwile po prostu na niego patrzyła, kompletnie ignorując serce w piersi, które bezczelnie wyrwało się do przodu.
Dopiero kiedy przed budynek wyszli również organizatorzy i oznajmili, że Trucizna zostaje oficjalnie zbanowany od walk, cała uwaga przeszła na nich. Na nich i goryli, którzy zaczęli wynosić Truciznę wraz z jego kumplami z obiektu. Stewart odetchnęła z ulgą, chociaż miała gdzieś pod skórą takie przeczycie, że… to wcale nie koniec. Że Trucizna nie powiedział jeszcze ostatniego słowa. Ale na razie nie było się tym co martwić, bo zaraz okazało się, że Madox oficjalnie został uznany zwycięzcą.
Ahhh, cariño — Rosa wyrwała si do przodu i już nagle cała zadowolona wieszała się na szyi swojego chłopaka. — Widziałam, że wszystko się ułoży — zacmokała cała w skowronkach, pewnie już w głowie zastanawiając się, jakie nowe sukienki Madox jej będzie mógł kupić za pieniądze z wygranej. I kiedy Rosa tak się spełniała w roli dziewczyny zwycięzcy, Pilar odwróciła się do Tio i spojrzała na niego równie wymownie. Wciąż nie mogła uwierzyć, że nie postawił na swojego przyjaciela. Że kurwa wydał własne pieniądze na jakiegoś agresywnego patusa, który dosłownie chciał zatłuc jego kobietę.
Dumny z siebie jesteś? — rzuciła przyciszonym tonem, kiedy organizatorzy jeszcze stali z Madoxem i dopalali papierosy.
Oj daj spokój, Pi — przewrócił oczami, głaszcząc ją po policzku. — Jakbyś się nie wtrąciła, to bym wygra… — nawet nie dokończył, nawet jego usta nie dokończyły tego słowa wygrał, bo Pilar już wzięła zamach i z otwartej dłoni wymierzyła Ticiano w policzek. Dźwięk plasku wybrzmiał dookoła, ściągając na nich spojrzenia całego towarzystwa. Tio chwycił się ze polik i posłał jej pełne wyrzutu spojrzenie, a ona? A ona nawet a moment nie ściągnęła gniewu z twarzy. Nie mogła uwierzyć w to, co powiedział Tio. Nie dość, że obwiniał Pilar za to, że Trucizna NIE WYGRAŁ, to jeszcze w dumie miał to, że jemu przycielowi mogło się coś stać. Bo co? Bo obstawił jebany hajs? Otworzyła usta, żeby mu nawciskać przy wszystkich, ale tuż obok niej znalazła się Marie, układając dłoń na jej ramieniu.
Pilar, wszystko okej? — spytała spokojnie i dopiero wtedy Stewart przekręciła głowę, zauważając, że wszyscy na nich patrzą. Przejechała spojrzeniem po twarzach, zatrzymując się nieco dłużej na tej Madoxa. Sama nie wiedziała czemu. Tak już chyba kurwa mieli.
Jest okej — rzuciła od niechcenia, a ręce wcisnęła do kieszeni. — Możemy już iść na tą imprezę? — dopytała zniecierpliwiona. Potrzebowała alkoholu i dobrej muzyki, żeby się jakoś rozluźnić. Może do tego jakiegoś zioła? Miała wrażenie, że w jej ciele zebrało się jakieś nieznośne napięcie, którego nie umiała się pozbyć.
Tak, chodźmy już — Rosa chyba pierwszy raz w życiu się z nią zgodziła. — Muzykę słychać już stąd, a ja chciałam jeszcze zrobić sobie zdjęcia na plaży na tle zachodu słońca — jakby to miał być odpowiedni argument. Chociaż z drugiej strony dla Pilar obojętne było jak, ale ważne, żeby w końcu stąd już poszli.

Creo que todavía me importas
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Pewnie gdyby chodziło o kogokolwiek z ich paczki, to on by to zrobił, wyrwał się do przodu, rzucił na Truciznę, jak Jaguar... Pewnie nawet jeśli ten gnój rzuciłby się na kogoś obcego, to Madox też by się ruszył.
A może nie?
Bo przecież kiedy mówił to, że najpierw musiałby zajebać jego, żeby ją dotknąć, to... mówił to z pełnym przekonaniem. A ciemnymi oczami, w których płonął ten charakterystyczny ogień, utkwionymi w Truciźnie.
I pewnie gdyby chodziło o Rosę, czy Marie... o Ticiano nawet, to on by powiedział to samo. Ale czy tak samo wtedy by się szarpał i próbował jeszcze wyrwać?
Chociaż Madox przecież zawsze był impulsywny, jakiś taki dziki, dla Rosalindy czasem za bardzo, dla Ticiano zazwyczaj, a Marie, ona zawsze była dla niego wyrozumiała.
Tak jak wyrozumiali okazali się organizatorzy, kiedy ogłosili, że jednak Madox wygrał, a Trucizna dostał jeszcze bana na walki. Noriega był przekonany, że po prostu za bardzo się rzucał, był niebezpieczny, a te walki jednak ściągały naprawdę dużo ludzi, można było na nich zarobić. I Diego, który stał koło Madoxa też coś o tym wiedział. Noriega w pierwszej chwili ścisnął Marie, która roześmiała się głośno, a potem już Rosę, która uwiesiła mu się na szyi.
- Widzisz, zawsze zwycięzca - mruknął w pełne usta swojej dziewczyny, które potem w tym dzikim przypływie radości, zamknął w pocałunku, ale zaraz Diego opowiadał, że za chwilę ogłoszą wyniki, a potem Madox może odbierać nagrodę i częstował papierosami. Noriega sięgnął po jednego, znowu odsuwając od siebie Rosalindę, ale ona już rozmawiała z Marie o tym, że one też coś postawiły... na Madoxa.
W przeciwieństwie do Tio.
Który zaraz dostał z liścia od Pilar, i chyba każdy odwrócił się w ich kierunku. Madox też, nie patrzył na Ticiano, tylko na Stewart, która jeszcze stała z uniesioną dłonią. Dopiero, kiedy Marie ruszyła się z miejsca opierając dłoń na ramieniu Pilar, to odwrócił od niej spojrzenie, bo Diego już go zagadywał, już pytał kim ona jest.
- To dziewczyna mojego kumpla, Tio... - odezwał się ciszej Madox, jeszcze jedno spojrzenie posyłając w kierunku Stewart, kiedy one rozmawiały o imprezie na plaży.
- To miej na nią oko, bo Trucizna też może mieć... i przyjdź zaraz, okej? - Diego już skierował się do magazynu. A Madox doskoczył do Rosy i objął ją od tyłu, dziabnął gdzieś w odkryte ramię pozostawiając jej pieczątkę po zębach, delikatną. Na co Rosa pisnęła i zaraz go od siebie odpychała z Madox! na ustach.
- Jesteś taka kurwa słodka... - mruknął, a Rosa zaśmiała się słodko, ale Noriega już znowu się od niej odsuwał, wsadził ręce do kieszeni przestępując z nogi na nogę, a zaraz spojrzał na Ticiano - dobra Tio... - chyba pierwszy raz odezwał się do swojego kuzyna po tej całej walce, po jego... zdradzie? - weźmiesz dziewczyny na plażę, a ja jeszcze odbiorę forsę, muszę iść do organizatorów i do was dołączę - zaproponował Madox, Ticiano się zgodził, Rosa coś jeszcze zaczęła, że pójdzie z nim, ale Marie przypomniała jej o zdjęciach, wiec w końcu się zgodziły...
I została Pilar, do której Ticiano też już sięgał ręką, do swojej dziewczyny.
- Ale Pilar ze mną - powiedział jak gdyby nigdy nic Noriega, a wszyscy tym razem spojrzeli na niego.
- No na pewno... - Rosa już coś zaczynała. Ticiano kręcił głową. Ale Madox wystąpił do przodu gdzieś między Pilar i resztę.
- Trucizna jej groził, muszę ją mieć na oku - wyjaśnił Madox - tak będzie najbezpieczniej - zaraz wzruszał ramionami, bo to przecież tylko i wyłącznie ze względów bezpieczeństwa.
- Ale ty nawet nie masz samochodu Madox... zaczekamy na was - wtrącił Ticiano. A Noriega już odwrócił się do Stewart.
- Jakoś damy radę, a szkoda by było tego zachodu słońca... - znowu spojrzał na Rosę, która już zaczęła, że ona wcale nie musi...
Ale wtedy, znowu, na ratunek przyszła Marie.
- Tio, Rosa no chodźcie, wiesz, że przy plaży ciężko zaparkować Ticiano, a zanim ogłoszą wyniki, to łatwiej coś znajdziemy... No i Rosa obiecałaś mi te fotki - poprosiła.
Może nie do końca ich przekonała, ale finalnie to rzeczywiście Ticiano z Rosą i Marie oddalili się do samochodu. A Madox z Pilar zostali przed magazynem.
Sami.
Razem.
Madox jeszcze odprowadził spojrzeniem ekipę, a zaraz stanął za plecami Pilar.
- Dobra, chodźmy po tą forsę - rzucił jej do ucha, a zaraz sam się odwrócił i ruszył do magazynu, otworzył przed nią drzwi - nie zgadniesz co mam... To znaczy może zgadniesz, no i nie chciałem, żeby reszta wiedziała, bo wiesz... - Madox się nakręcał. Tylko o co mu właściwie chodziło?
Może Pilar nawet by się dowiedziała, tylko on w pewnym momencie się zatrzymał i odwrócił do niej jakoś tak gwałtownie. Tak, że po prostu... na niego wpadła.
I kiedy odbiła się od niego, to musiał sięgnąć do jej ramienia, żeby ją przytrzymać, żeby nie wywinęła przed nim orła. Znowu ciemne tęczówki łapały jej... no piękne, przenikliwe spojrzenie.
I może teraz wreszcie Madox będzie mógł to powiedzieć?
- Dzięki Pilar, że wiesz... pomogłaś z Trucizną - sięgnął do kieszeni na tyłku i wyjął coś, a zaraz wyciągał przed nią na dłoni ten kastet Trucizny, obrócił go w palcach - zobacz kurwa, rozpierdoliłby mi łeb - i rzeczywiście przecież on miał po tym wciąż paskudne rany na policzku i skroni, teraz przykryte plastrami, które już znowu były brudne od krwi - weź go - sięgnął do jej ręki, żeby ułożyć jej go na dłoni, zacisnąć na nim jej palce - gdyby wiesz... Trucizna znowu czegoś próbował - wyjaśnił zaraz, znowu podnosząc spojrzenie na jej oczy. A zaraz nabrał mocniej powietrze w płuca - chociaż ja będę... - tym razem już nie dokończył, bo za jego plecami ktoś krzyknął Madox!, a kiedy Noriega się obejrzał to zobaczył Alvaro z Lolą. Jakoś odruchowo, chyba wciąż na tym adrenalinowym haju, że wygrał... Złapała Pilar za rękę i szarpnął ją za sobą.
- No i co, masz forsę? Bo motocykl stoi na parkingu... - rzucił Alvaro poprawiając na sobie skórzaną kurtkę, Lola za to uśmiechnęła się do Pilar, wcale nie wyglądała jakby przyjechała tu na motorze, zakręciła za to kluczykami na palcu. Pewnie była dzisiaj kierowcą Alvaro.
- Zaraz będę mieć, daj mi dziesięć minut okej? - Madox znowu się odpalał, gdzieś przy okazji puścił oczko do Loli, a potem poklepał Alvaro po ramieniu, wyrwał się nawet do przodu, żeby iść po hajs, ale zaraz jeszcze wracał się po Stewart - chodź... - bo przecież miał mieć na nią oko. Ale prawda jest taka, że już bardzo zaaferował się tym motocyklem. Do tego stopnia, że znowu, przecież nie specjalnie, jakoś odruchowo, musnął palcami nagą skórę Pilar, kiedy ją prowadził, tym razem przed sobą. Prosto na ring, gdzie zaraz mieli ogłosić wyniki.

Pilar conmigo ⋆.ೃ࿔🌸*:・
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Nawet nie chciała na niego patrzeć.
Przez moment nawet nie wiedziała, z kim ona tak naprawdę rozmawiała. Od kiedy Tio taki był? Zawsze i ona tego nie zauważała? A może coś się stało w ostatnim czasie, że zaczął tak interesować się własną dupą? Nie miałą pojęcia, ale za nic się jej to nie podobało. Bo jeszcze jak jakieś odpuszczanie kumplowi naklejek czy ostatniego łyka flaszki była w stanie zrozumieć, tak tego, co odjebało się z zakładem za nic nie potrafiła. I nawet nie chciała tego rozumieć, bo jak? Na to nie było żadnego logicznego wyjaśnienia niż to, że Ticiano po prostu nie wierzył w swojego najlepszego przyjaciela. A to zaś godziło Pilar gdzieś w śledzionę, bo chociaż nie trawiła Madoxa to… no kurwa tak się nie robi.
Dlatego dostał w twarz.
Dlatego ona zaczęła nawijać o pójściu na imprezę.
Całe szczęście dziewczyny szybko podłapały temat i zaczęły nawijać o robieniu zdjęć przy zachodzie słońca i o jakimś tam golden hour, o której Stewart nie miała pojęcia. Przez moment nawet myślała, że to jakiś drink, a potem się okazało, że światło do zdjęć.
Przestąpiła z nogi na nogę, nie potrafiąc sobie znaleźć miejsca, kiedy Noriega nawijał do Rosy, jaka to była słodka. Nic tylko się kurwa porzygać na ten widok. Nawet odwróciła się na pięcie tyłem do nich ,żeby tego przypadkiem nie zrobić, kiedy to Madox oznajmił, że wszyscy jadą z Tio na plaże oprócz niej.
Co? — odwróciła się energicznie, spoglądając na niego jak na wariata. — A dlaczego ja mam niby zostać tu z tobą. Popierdoliło cię, Noriega? — zgromiła go wzrokiem. Nie chciała z nim łazić, a już na pewno spędzać z nim czas. Po co? Żeby jeszcze bardziej ją denerwował? — Nie ma takiej opcji — zarzuciła ręce na biodra i pokręciła głową. To juz nawet Pilar nie miała nic do powiedzenia? I co to w ogóle za durny argument, że trucizna chciał jej zrobić krzywdę? Przecież chyba pokazała, że potrafiła się sama bronić. Wcale nie potrafiła. Spojrzała na Tio w nadziei, że sprzeciwi się swojemu kumplowi, że powie, mu, że Pilar szła z nimi, bo przecież ON obroni ją lepiej, w końcu była jego dziewczyną, ale on tylko wzruszył ramionami. RAMIONAMI. Tym razem to na niego spojrzała z niedowierzaniem. Co to było? Jakiś dzień dopierdalania Pilar? Nie dość, że każdy się na nią wydzierał od momentu, kiedy wbiegła do klatki, to jeszcze teraz miała zostać ukarana obecnością Noriegi? Naprawdę? No chyba jednak naprawdę, bo Tio zgarnął Rosę i Marie, zakręcił kluczami na palcu, a potem ruszył do samochodu. Rosa jeszcze kilka razy się za nimi obejrzała, jakby miała się o co obawiać, a Pilar nawet nie zdążyła pokazać jej środkowego palca, bo Madox już poganiał ją do środka. No więc ruszyła z impetem przed siebie, wkurwiona i całą poirytowana, a potem z równym impetem wpadłą prosto na niego, kiedy nagle się do niej odwrócił.
Jak chodzisz? — warknęła, chcąc się od niego odsunąć. Naprawdę chciała. Nie miała pojęcia, dlaczego jej palce mimowolnie przytrzymały się jego koszulki, a oczy uniosły w górę do tych jego, ciemnych. — Nie zgadnę, bo mnie to nie obchodzi — milutka jak zwykle w jego towarzystwie, chociaż kiedy sięgnął po coś do kieszeni, to Pilar mogła sobie udawać, że wcale jej to nie obchodziło, a prawda była taka, że w penwnym momencie umierała z ciekawości, co on tam właściwie dla niej miał. Chociaż może to te podziękowania tak bardzo zbiły ją z tropu? A może połączenie tych dwóch rzecz, bo kiedy Madox umieścił jej w dłoni ostry kastet, Stewart tylko przez moment przerzucała spojrzenie między narzędziem a ciemnymi oczami Noriegi.
Rozpierdoliłby ci łeb — powtórzyła zaraz po nim, a jej wzrok zjechał na policzek i skroń, gdzie wciąż pod plasterkami miał ślady po roztarciu skóry. W pierwszym odruchu chciała unieść do niego dłoń, ale finalnie zatrzymała ją w połowie drogi, w powietrzu. — Luz. Każdy na moim miejscu zrobiłby to samo — wzruszyła ramionami i opuściła rękę, chociaż chyba ostatnie wydarzenia jasno pokazały, że nie każdy. Bo kiedy inni się wydzierali albo mieli to kompletnie w dupie, ona ruszyła się do klatki i nawet bez namysłu rzuciła się na najbardziej niebezpiecznego gościa w pomieszczeniu. Kompletnie nie myślała o konsekwencjach i chyba dopiero kiedy jej palce zacisnęły się na kastecie, to zrozumiała, co mogło jej się stać.
Co? Nie chce go — pokręciła głową, kiedy Madox chciał jej wcisnąć narzędzie zbrodni. — Ja nawet nie wiem, jak się tym wyprowadza uderzenie — chciała oddać go Noriedze, wsadzić go z powrotem do jego ciepłej dłoni, którą przed chwilą obejmował jej palce, ale wtedy na horyzoncie pojawił się Alvaro, a skoro Madox miał kupić od niego motor, to oczywiście musieli chwile pogadać.
Za pierwszym razem kompletnie zignorowała fakt, że złapał ją niespodziewanie za rękę, ale kiedy po rozmowie z bratem Rosy zrobił to drugi raz, Pilar spuściła spojrzenie na ich splecione palce. Z całej siły musiała spiąć się w sobie, żeby zignorować dziwne mrowienie, które przeszło po skórze, tłumacząc sobie, że to efekt czystej irytacji, niczego więcej, ale im dłużej ją trzymał, tym było gorzej, dlatego…
Puść mnie — warknęła, wyrywając mu się. — Wiem, gdzie iść — złapała jego spojrzenie na którą chwilę, a potem sama podeszła pod ring, gdzie organizator już zwoływał ludzi dookoła, oznajmiając, że najwyta pora ogłosić wszystkich zwycięzców z każdej kategorii. Zaczął oczywiście od tych młodszych, których zdecydowanie nie powinna tu być. Wśród nich był nawet jakiś piętnastoletni chłopak, który wyglądał, jakby ledwo wyszedł z przedszkola, a już bił się jak prawdziwy zawodowiec. Pilar chciała zostać poza ringiem, a jednak w ostantiej chwili, kiedy przyszłą kolej na kategorię Madoxa, ktoś wepchnął ją do środka. Spojrzała na faceta, który to zrobił, gromiąc od wzrokiem, a potem przystanęła tuż przy siatce, chcąc nie chcąc, zawieszając spojrzenie na Noriedze. Na wielkim, pięknym uśmiechu na jego twarzy, który pewnie potrafiłby topić lodowce, na pobitej twarzy, którą poharatał kastet, który teraz to ona zaciskała w tylnej kieszeni spodni, a na koniec jeszcze na ciemne oczy, pod którymi miękły kolana. Odbierając nagrodę był tak szczęśliwy, tak zadowolony z siebie widząc cały hajs, który mu wręczali, że przez moment Pilar zobaczyła w nim tego beztroskiego, zadowolonego z życia chłopaka, kiedy dowiedział się, że oddała mu swoją naklejkę z Jaguarem, jak mieli jeszcze po dziesięć lat, a wyjątkowo przyjemne ciepło rozlało się po jej ciele. A najwięcej w okolicy klatki piersiowej, aż musiała unieść do niej dłoń i lekko rozmasować. Nawet nie zauważyła tego, że sama mimowolnie się uśmiechnęła. Dopiero gdy Madox podszedł bliżej, odchrząknęła, starła uśmiech z twarzy i się wyprostowała.
Masz co chciałeś? — zapytała, wbijając w niego spojrzenie. — To możemy już kurwa iść? Czy może jeszcze do kibla mnie ze sobą zaciągniesz? — była bezczelna, jak to zazwyczaj miała w zwyczaju kiedy w grę wchodziła jego osoba, chociaż gdzieś w środku czuła ekscytacje, której za nic nie chciała pokazać, bo prawda była taka, że Pilar zawsze chciała się przejechać motorem, ale Matias nigdy nie chciał jej ze sobą zabrać, a skoro Alvaro miał maszynę dzisiaj przy sobie…
Madox! — o wilku mowa. — Widzę, że jednak dobijemy dzisiaj targu — rzucił zadowolony, wbijając spojrzenie w dłonie Noriegi, w których ten trzymał jakieś chore ilości gotówki, pakowane samymi setkami w tysiące. — Lola, złotko, przygotuj torebusie — wyszczerzył się do własnej dziewczy, a ona jak na zawołanie przerzuciła pasek do tyłu i rozpięła torebkę, wyciągając ją w stronę Noriegi, żeby ten umieścił odpowiednią ilość forsy w środku. A kiedy Madox już to zrobił, Alvaro wyrzucił kluczyki w powietrze. — Dbaj o nią, Noriega. To prawdziwy skarb — powiedział z pełną powagą i już miał odchodzić, ale jeszcze odwrócił się na pięcie i spojrzał pierwsze na Pilar a potem na niego. — I o moją siostrę też — dodał, bo oczywiście, że wcześniej mówił tylko i wyłącznie o swoim motorze. Pilar prychnęła, kręcąc głową z rozbawieniem, a kiedy tylko Alvaro zniknął wraz z Lolą gdzieś w tłumie, Stewart spojrzała na Madoxa.
Słodko — mruknęła. — Szkoda, że nie wie, że planowałeś ją rzucić — przywołała słowa Marie, którymi ta podzieliła się z nią i Rosą w toalecie zanim zaczęła się wielka bójka, która bójką nigdy nie była. — Chociaż chyba to już nie aktualne, co? Biorąc pod uwagę, jak jeszcze chwile temu wciskałeś jej język do gardła — dodała złośliwie, tym razem to ona odwracając się do niego przodem i idąc kawałek do wyjścia tyłem, żeby móc mu spojrzeć bezczelnie w oczy.


Te odio y te amo al mismo tiempo
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chyba Tio zawsze taki był...
Bo on coś chciał, a Madox zawsze mu ustępował, zawsze na wszystko przymykał oko. Tak też przecież było z Pilar. Wystarczyła ta jedna rozmowa, a Madox co...
A on wolał skłamać Pilar, że nic do niej nie czuje, niż stracić własnego brata, bo przecież... on zawsze był sam. I bez Ticiano, bez ciotek i kuzynów też by był. W tym zgniłym świecie, który stworzyli mu wiecznie się niedogadujący rodzice. I może Madox serio nie umiał kochać? Bo nikt go tego nie nauczył, nikt go nie kochał przecież. A on nawet zapomniał o tym, że matka może kiedyś. Dawno temu, kiedy bawił się z nią w ogródku i gotował buñuelos.
Z Rosą też bywało różnie i chociaż Madox osobiście nigdy nie nazwałby tego miłością, to był nią zauroczony. Tym jak na niego czasem patrzyła i go wspierała, a potem wkurwiała...
Tak jak on Pilar tą propozycją, decyzją właściwie, że ona zostaje z nim. Wywrócił oczami na te jej pytania.
- Bo ktoś musi kopnąć Truciznę, gdyby się na mnie rzucił... Rosa kopniesz go? - teraz to Rosalinda popatrzyła na niego, jak na wariata, a Marie parsknęła śmiechem - już skończ Stewart, przecież cię nie zjem - co najwyżej mógł ją ugryźć... To znaczy nie mógł.
Pomachał za to do Rosy, kiedy się do nich odwróciła, gdzieś nad ramieniem Pilar, na którym zresztą zaraz układał słowa, kiedy ją poganiał. A kiedy Stewart wpadła na niego z impetem, a może on w nią? To aż stęknął, bo akurat nadziała się na te poobijane żebra.
- To ty we mnie... - zaczął, ale zaraz machnął na to ręką, i przez moment jeszcze trzymał tą drugą na jej przedramieniu, ale zaraz zabrał palce, kiedy sięgał do kieszeni - i tak ci pokażę - bo Madoxa nie było łatwo zniechęcić. Musiałaby mu chyba wyjebać, tak jak Tio, chociaż czy wtedy by ją zostawił?
Kiedy przecież widział w jej oczach...
Sam nie wiedział co w nich widzi. Dlatego jego spojrzenie zaraz padło na kastet, którym Trucizna na pewno rozpierdoliłby mu łeb.
- No właśnie nie każdy - i znowu ciemne tęczówki odszukały jej przenikliwe, piękne spojrzenie - Rosa nigdy by się nie wtrąciła, a Tio… on nawet mnie nie obstawił - wzruszył ramionami, ale prawda była taka, że go to dotknęło, chociaż nie chciał tego po sobie pokazywać. Bo zaraz kiedy Pilar nawijała, że nie chce kastetu, bo nie wie jak się nim posługiwać, to Madox sięgnął do jej ręki - no nakładasz... - nawet jej pokazał na które palce - i walisz - i zamachnął się pokazując jej uderzenie od dołu, które mogłoby iść na jej szczękę, ale ona się nawet nie cofnęła, bo może ją zaskoczył? A może wiedziała, że nigdy nie zrobiłby jej krzywdy? Musnął za to knykciami miękką skórę na jej żuchwie. A ciemne oczy padły na te jej... Piękne - i łamiesz mu szczękę - dodał, a jego dłoń prawie, już prawie, sięgnęła jej policzka.
Tylko wtedy zawołał go Alvaro. I bardzo dobrze, bo Madox chyba znowu się rozpędził.
Zaraz zresztą rozmawiali z Alvaro, a potem Madox znowu szarpnął Pilar za rękę w stronę ringu, i kiedy mu się wyrwała, to wywrócił oczami.
- Dobra, tylko się nie zgub, bo Tio by mnie zajebał - nie dałby rady, ale na pewno by się wkurzył. Bo przecież Madox miał mieć oko na Stewart ze względu na Ticiano. Prawda?
Prawda?
I znowu na nią patrzył, kiedy już wciągali go na ring, żeby ogłosić wyniki. Był nabuzowany, szczęśliwy, dlatego, że wygrał, że zaraz będzie spełniał swoje marzenia. No i dlatego też, że przywalił Truciźnie. Zbił piątkę ze wszystkimi zwycięzcami, gratulowali sobie i ściskali dłonie, zamienili nawet kilka słów, dlatego Madox kompletnie nie zauważył, kiedy Pilar też wylądowała w klatce, gdzieś pomiędzy najbliższymi innych wygranych. Kiedy dostał pieniądze to jeszcze uniósł je triumfalnie ku górze, przeszedł się po klatce, i znowu się zagalopował. Bo prawie wpadł na Stewart. Chciał ją uściskać?
Może...
A jednak zatrzymał się tuż przy niej, znowu tak nieznośnie blisko, że mogło jej to przeszkadzać. Jemu nie przeszkadzało wcale. Też utkwił w niej ciemne tęczówki i skinął głową. Bo przecież miał, to co chciał.
- A co, też chcesz obciągnąć zwycięzcy? - musiał odpowiedzieć na jej słowa, zaczepić ją znowu, pochylając się w jej kierunku. Ale zaraz już zeskakiwał z ringu, żeby ruszyć do Alvaro, który do niego machał. Chociaż obejrzał się jeszcze za Pilar, czy idzie za nim. A po chwili już pakował kilka tysięcy do torebusi Loli - oj Lola, ciekawe co Alvaro ci za to kupi - mruknął znowu zerkając na dziewczynę, a kiedy Alvaro rzucił kluczyki, to Madox skoczył, jak Jaguar, żeby je złapać, zamknąć w obu dłoniach. Bo kurwa, właśnie, w tej chwili, zrobił sobie prezent, o którym tyle czasu marzył. Zerknął na Alvaro i pokiwał głową, kiedy powiedział mu, żeby dbał o maszynę, ale zaraz okazało się, że o jego siostrę też, a Madox chociaż na moment zmarszczył brwi, to zaraz pokazał Alvaro okejkę. Dbał o Rosalindę, co by nie było. To przecież dostawała od niego, co tylko chciała. Pewnie z tej reszt forsy, którą chował po kieszeniach też jej coś ładnego kupi.
Znowu się zamierzył, żeby złapać Pilar, ale tego nie zrobił, machnął tylko na nią głową, a kiedy zaczęła temat Rosy, to obejrzał się na nią idąc przez chwilę tyłem - nie wiem czy ją rzucę - stwierdził, a ciemne spojrzenie znowu wylądowało na jej twarzy. Dał się jej wyminąć - odezwała się święta Pilar… Ticiano uwielbia się chwalić tym co robiliście, więc... chyba wciskanie języka do gardła, to akurat nic - pokazał jej czubek języka, a zaraz musiał sięgnąć do jej ramienia i szarpnąć ją do siebie, bo prawie weszła w jakąś grupkę, kiedy szła tyłem. Znowu wylądowała boleśnie na jego poobijanym torsie, a Madox delikatnie się skrzywił - trzymaj się blisko bo nie mam zamiaru cię później szukać... - rzucił i ustawił ją przed sobą, blisko, tak, że mogła czuć na karku jego ciepły oddech i to jak napierał na nią. Ale dookoła było pełno ludzi, którzy też wysypywali się z magazynu. I zanim dostali się do drzwi, to chwila im zeszła. W międzyczasie Noriega znowu nawijał jej do ucha - a ty za co uderzyłaś Tio? On czasami... - urwał, ale jakoś tak się pod nią spiął, bo akurat stali w takim ścisku, że mogła to poczuć - tak mnie wkurwia... - wypuścił jej powietrze w kark, prosto w te dzisiaj wyprostowane, ale i tak już potargane kudły - ale nie jest zły - co by się nie działo. Co by się nie odjebało, to Madox zawsze bronił Ticiano, a teraz zasłonił ramieniem Stewart, kiedy jakiś chłopak prawie na nią wpadł - ale nie zgadzam się z nim, bo wyglądasz zajebiście, lepiej niż... - nie dokończył, bo już wyszli na zewnątrz, gdzie zyskali trochę luzu. Mogli złapać znowu między sobą przestrzeń. I Madox znowu sięgnął do niej ręką, ale jej nawet nie dotknął, bo przecież sobie nie życzyła, tylko znowu skinął na nią głową. Poprowadził ją w kierunku parkingu, gdzie stały zaparkowane motocykle. Piękne, błyszczące ścigacze, niektóre już odjeżdżały, inni się na nie pakowali, ktoś jeszcze rzucił do Noriegi, że zajebista walka, ktoś inny, że dobrze, że wpierdolił Truciźnie, ale on już odszukał spojrzeniem motor Alvaro, teraz jego przecież. Piękny Kawasaki Ninja w krwistoczerwonym kolorze. Madox przesunął palcami po karoserii, a zaraz opierał się o maszynę i znowu patrzył na Stewart.
- No i co? - musiał jej zapytać, bo przecież tylko ona chyba podzielała tą jego fascynację motocyklami - Alvaro go podrasował i wyciągnie nawet trzy stówki - pochylał się już nad maszyną, a zaraz ściągnął jeden z kasków i rzucił go Stewart - nie boisz się? - znowu ją zaczepiał, bo przecież wiedział, że nie. A zaraz złapał za drugi kask i go sobie założył, wskoczył na motocykl i ściągnął go ze stopki. Poczekał jeszcze, aż Pilar do niego dołączy i odpalił silnik, który zamruczał jak dziki kot. Prawda jest taka, że jak Tio robił prawko na samochód, to Madox na motocykl, więc umiał jeździć. Samochodem też umiał, tylko jeszcze nie odłożył hajsu na kolejny dokument. Ale kumple dawali mu czasem prowadzić. Albo przejechać się ich motorami. A teraz wreszcie... mógł swoim.
Dodał gazu i motocyklem szarpnęło, a Madox zaraz odwrócił się do Stewart - sorry, nie wyczułem go jeszcze... po prostu - może powinien sam sobie zrobić jakąś jazdę testową? Pewnie tak, ale kto by się tym przejmował? On nie. Sięgnął do jej ręki, żeby oprzeć ją sobie na brzuchu - trzymaj się mocno, i będzie zajebiście - stwierdził i jeszcze sięgnął do tyłu ręką, żeby jej poprawić kask, a zaraz już pochylił się do przodu, żeby dodać gazu, tym razem z wyczuciem.

agárrate fuerte y será genial ‎ﮩـﮩﮩ٨ـ 🏍️ ﮩـﮩﮩ٨ـ
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Słuchała go uważnie, kiedy tłumaczył jej, jak powinno używać się kastetu, chociaż wcale nie łatwo było się skupić, kiedy tak bezceremonialnie łapał ją za ręce i instruował palce, jak powinny się zachowywać. Pilar raczej trzymała się z daleka od Madoxa. Starała się zachować odpowiednią odległość, żeby przypadkiem… no właśnie co? Sama chyba nie wiedziała, albo — jeszcze gorzej — nie chciała się do tego przyznać przed samą sobą. Do prawdziwego powodu, dla którego wciąż była na niego zła. Po jebanych ośmiu latach. Kto normalny aż tak długo trzymał urazę? Chyba tylko dziewczynki z prawdziwie złamanym sercem.
I na moment, kiedy obserwowała Madoxa odbierającego nagrodę, zobaczyła w nim tego dziesięcioletniego chłopca, który na moment, na jedno, krótkie gorące lato stał się jej całym światem. Którego oczy śniły jej się w nocy, a usta… przyprawiały o najwspanialsze robaki w brzuchu. Takie wcale nie złe dla ciała, na które trzeba było jeść lulo, wręcz przeciwnie — te dobre, które sprawiały, że dusza się radowała, a dobry humor nie opuszczał. Tylko zaraz przypominała sobie również ten jeden, najgorszy dzień. Ten, w którym wszystko co wspaniałe wyleciało za okno. Skończyło się. Z dnia na dzień, bez żadnego wyjaśnienia. I może to właśnie to sprawiło, że nagle z nostalgi przeszła na irytacje.
Kiedy spytał, czy też chciała obciągnąć zwycięzcy w pierwszej chwili chciała uderzyć go prosto w twarz. Nawet się zamachnęła ale ludzie dookoła już na nich patrzyli, a Alvaro wołała, więc tylko trąciła go z bara i jako pierwsza wyszła z klatki. A kiedy Madox wymieniał się kluczkami i forsą, ona stała z rękami skrzyżowanymi na piersi, wciąż podkurwiona. Może dlatego zaraz potem zaczęła temat Rosy i tego, że przecież mówił Marie, że ją rzuci. Szybko jednak okazało się, że Madox zmieniał zdanie tak szybko jak jego przeciwnicy przegrywali w klatce. Bo chociaż chciał jeszcze godzinę temu, już się rozmyślił. A potem jeszcze zaczął wytykać jej, że wcale święta nie była, bo Tio się c h w a l i ł.
A ty co, zazdrosny jesteś? — prychnęła prześmiewczo, patrząc uważnie na jego twarz. Nawet na moment zapomniała, że szła kurwa tyłem. Za bardzo skupiła się na wciskaniu palca w jego klatkę piersiową. — Rosa chujowo obciąga, czy jak? — udała smutną buźkę, krzywiąc się teatralnie, chociaż zaraz krzywiła się już naprawdę, kiedy Madox niespodziewanie szarpnął ją do siebie, żeby osłonić ją przed dwójką facetów, którzy biegli rozpędzeni jak szaleni. Na moment straciła równowagę i musiała podtrzymać się jego ramion, oczywiście w tym samym czasie z całej siły starając się zignorować przyjemny zapach jego ciała. Prychnęła gdy powiedział, że nie będzie jej później szukać. — To trzeba było mnie ze sobą nie brać — warknęła, wciąż przesuwając się niebezpiecznie blisko niego. I chociaż finalnie odwróciła się przodem do wyjścia, tłum był tak wielki, że ścisk powodował, że nie dało się iść od siebie daleko. Czuła jego klatkę piersiową na plecach. Czuła, jak jego sprzączka od paska wbija się jej w nagą skórę tuż przy linii spodni, a ciepły oddech osadza gdzieś na karku, gdy znowu bezczelnie się do niej nachylił.
Za co uderzyłaś Tio?
A co cię to obchodzi? — rzuciła, patrząc przed siebie. Drażniła ją ta bliskość, rozpraszała. Chciała przyśpieszyć, żeby jakoś się od niego uwolnić, ale wtedy jak na złość kolejka do wyjścia nagle stanęła, więc i Pilar, przez do Noriega wpadł prosto na jej tyłek, dłońmi chcąc nie chcąc, asekurując się o jej biodra. Odwróciła się do niego, żeby go opierdolić i powiedzieć, żeby trzymał łapska przy sobie, ale zamiast tego… — Bo w ciebie zwątpił — wyrzuciła w końcu, zaglądając mu w ciemne oczy. Może nie powinna tego mówić, dzielić się z nimi takimi rzeczami. Po pierwsze to co między nim a Tio to była ich prywatna sprawa, a po drugie, swoimi słowami właśnie dała mu do zrozumienia, że ona nie zwątpiła. Że pomimo niechęci, stała za nim murem, nawet jeśli jego najlepszy przyjaciel się od niego odwrócił. Nie powinna tego robić. Nie na tym polegała nienawiść. No tylko właśnie — ile w Pilar tak naprawdę było niechęci do niego, a ile jednak ludzkiego żalu i zranienia, którego nie umiała przepracować? Tego, że wciąż coś do niego czuła?. Nie miała zamiaru mu mówić, o tym jak Tio powiedział, że gdyby ona się nie wtrąciła, to wygrałby zakład. Wiedziała, jak takie słowa mogły zaboleć więc. — O szczegóły będziesz się musiał sam dopytać — tak to podsumowała. I może nawet coś jeszcze by dodała, ale wtedy on zaczął nawijać, że wyglądała zajebiście, a ktoś znowu ich popchnął i jakoś tak się stało, że w końcu wpadli przez główne drzwi. Świeże powietrze od razu skontrowało z zaduchem i gorącem, który panował w środku. Pilar zaciągnęła się mocniej powietrzem w płuca, a zaraz już nabierając odpowiedniej odległości ruszyła za Madoxem w stronę parkingu.
Doskonale wiedziała, który motor był Alvaro. Nie raz przyjeżdżał nim na imprezy albo bujał się po Medellin. Chociaż trzeba przyznać, że naprawdę się postarał, by wypucować go dla nowego kupca. Ninja błyszczał w klasku latarni, bo słońca już praktycznie zaszło za horyzont. Ciekawe czy dziewczyny zdążyły zrobić zdjęcia? Nawet nie zdążyła odpowiedzieć sobie na to pytanie, bo Noriega już pytał, jak prezentował się motor. A może on przy motorze? Niezależnie od pytania…
Caliente — wypowiedziała spokojnie. Ręce wciąż miała skrzyżowane na piersi, przyglądając się temu widokowi. Motor wyglądał zajebiście. Ogniście. I chcąc nie chcąc trzeba było przyznać, że Madox również. W końcu podeszła bliżej. Wyminęła go, osadzając własne opuszki na karoserii. Przesunęła nimi po całej długości aż do uchwytów od kierownicy. Oczy się jej błyszczały, chociaż nawet nie miała tego świadomości. Podniosła spojrzenie na Madoxa dopiero gdy spytał, czy się nie bała. — Żartujesz sobie? — prychnęła, kręcąc głową i podchodząc do niego bliżej. — Lepiej, żebyś nie jechał jak pizda — nie tylko on potrafił ją zaczepić. Ona jego również. Chociaż prawda była taka, że Pilar zawsze chciała przejechać się motorem, jednak nigdy nie miała okazji. Nie raz śmigali samochodem wraz ze znajomymi jeszcze ze szkoły, ale motor? Motor był poza jej zasięgiem.
Do teraz.
Dlatego nie czekając na nic więcej złapała kask i zarzuciła go na wyprostowane kudły, a potem usiadła zaraz za Noriegą. Wyciągnęła ręce nieco do przodu, nie za bardzo wiedząc, co powinna z nimi zrobić. Nie będzie przecież się jego trzymać. Przerzuciła je do tyłu i złapała się uchwytu. Przez moment naprawdę myślała, że to się uda, ale kiedy Noriega ruszył gwałtownie i tylko szarpnął bryką, Stewart o mały włos nie spadła już na starcie. Serce zabiło jej mocniej, a adrenalina podskoczyła o kilka stopni.
Nie wyczułeś? — prychnęła, wygłuszonym przez kask głosem. — Przyznaj po prostu, że się to ty… — nawet nie dokończyła, bo on już kazał jej się mocno trzymać i sięgał do jej dłoni. — Co ty robisz? — rzuciła, chociaż przecież doskonale wiedziała co. Chciał, żeby go objęła. I ona też tak naprawdę miała pełną świadomość, że innej opcji nie było. Inaczej by spadła. Westchnęła głośno i faktycznie po kilku sekundach przysnęła się bliżej. Pierwsze zetknęły się ze sobą ich uda, praktycznie na całej długości, a zaraz potem dołączyła do tego klatka piersiowa, które dokleiła się do pleców. I dłonie, które w pierwszej chwili zacisnęła na jego biodrach, ale to nie tam było ich miejsce, więc powoli, z początku jakby od niechcenia przesunęła nimi na brzuch Noriegi. A kiedy w końcu przygazował, zacisnęła je mocno.
Motorem szarpnęło i w końcu ruszył do przodu. Pierwsze z umiarkowaną prędkością, ale z każdą chwilą coraz szybciej. Włosy targał jej wiatr, a serce… ono szalało. Oddawała ciężko. I szczerze? Nawet sama nie była do końca pewna z jakiego dokładnie powodu. Motoru? Prędkości? Widoków, jakie mieli? A może jego i tej nieznośnej bliskości, do której nie potrafiła się przyzwyczaić. Całe ciało jej mrowiło. Szczególnie kiedy znowu przyspieszył, a ona jeszcze bardziej się w niego wtuliła.
Od ośmiu lat nie byli tak blisko.
Nie przytulili się ani razu.
I Pilar przez moment naprawdę wariowała. Nie mogła się skupić. Chłonęła jednak to niesamowite doświadczenie, jakim było śmiganie na motorze przez opustoszałe ulice obrzeży Medellin. Światła migały, a oni wyprzedzali coraz to kolejne auta.
Kurwa, to jest… — krzyknęła w końcu, nawet nie zauważając, że nie mogła przestać się uśmiechać. — Zajebiste! — bo było. Kurewsko zajebiście. Dawno nie czuła, się tak żywa, jak w tamtej chwili. Nie wiedziała na co się patrzeć, rozglądała dookoła, zachwycona, podczas gdy on kierował się prosto na plażę. I wtedy zobaczyła coś w oddali.
Madox — rzuciła wystarczająco głośno, żeby ją usłyszał, a dłonie zacisnęła jeszcze mocniej na jego brzuchu. Chociaż jedną zaraz uniosła w górę i wskazała w odpowiednim kierunku. A dokładniej w stronę sklepów ciągnących się w budynkach. Jeden z nich był kompletnie zniszczony — szyby wybite, drzwi rozstrzaskane, a gdzieś w środku nawet tlił się ogień. Zaraz przed nim klęczała kobieta, zanosząc się łzami. Może powinni się zatrzymać i pomóc?

Vamos a ayudarla. Siempre ayudamos.
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wywrócił oczami na jej słowa, bo przecież nie był zazdrosny, była dziewczyną jego przyjaciela. Najlepszego kumpla. Ticiano.
Chociaż prawda jest taka, że Madox nigdy nie słuchał tych przechwałek kuzyna, denerwowały go.
- Nieźle, ale ja o tym nie rozpowiadam - rzucił, kiedy już znowu szarpnął ją do siebie, tak, że wpadła na niego z impetem, a ciemne oczy znowu złapały swoje spojrzenie. Bo prawda była taka, że to Tio wiecznie się chwalił, czego oni nie robili z Pilar, albo Rosa opowiadała o tych ich rytuałach przed, czy po walce, które tak naprawdę nie istniały. Bo gdzie ona była kiedy powinna obciągać zwycięzcy?
Na kolejne prychnięcie Pilar Madox znowu wywrócił oczami, ale uśmiechnął się delikatnie - bruja - złośnica, mruknął, kiedy już znowu wylądowała do niego plecami, ale to słowo osiadł gdzieś na jej karku. Mógł jej nie brać...
Chciał ją wziąć, bo przecież chciał jej podziękować wreszcie bez całej ekipy, która bez przerwy im przeszkadzała. Chciał, żeby ona też na moment odcięła się od Tio, tak jak on od Rosy. A przede wszystkim chciał jej pokazać motocykl.
No i mieć na nią oko, gdyby Trucizna się pojawił.
Chociaż teraz też te ciemne tęczówki utkwione były gdzieś w jej ciemnych kudłach, a potem na nagim ramieniu, które wystawało spod bluzki. Kiedy znowu szedł tak blisko niej, a zaraz pytał o Ticiano. Wypuścił powietrze z płuc nosem, kiedy mu odpowiedziała, że co go to obchodzi i mogła to poczuć na szyi, a zaraz to jak na nią wpadł, nie specjalnie, ona się zatrzymała, a jego pchnęli... Oparł się rękami o jej biodra, żeby utrzymać ich w pionie, kiedy się zatoczyli. Tyle...
Prawda?
Tylko, że kiedy się odwróciła to on tak szybko nie zabrał dłoni, bo w pierwszej kolejności jego spojrzenie odszukało to jej. I dopiero te słowa, które wypowiedziała sprawiły, że się cofnął. Nie cofnął, bo nie miał miejsca, ale schował ręce do kieszeni ciemnych jeansów - na... Truciznę były lepsze stawki - i znowu tłumaczył Ticiano. Zawsze to kurwa robił. Chociaż zabolało go to, że jego własny brat w niego zwątpił, to przecież nie mógł jej powiedzieć, że dobrze zrobiła... A może mógł?
- Zresztą przegrał, sam ma nauczkę - dodał jeszcze, ale coś w tym było, że Ticiano przegrał wszystko, co postawił na Truciznę, a znając jego to nie była mała kwota, bo Tio miał pieniądze. Chociaż może w tym momencie już wcale nie?
Wypadli w końcu na zewnątrz, a rześkie powietrze od razu omiotło ich sylwetki, Madox aż powachlował się koszulką, bo w środku rzeczywiście panował zaduch. Ale zaraz i tak zrobiło się gorąco, kiedy stanęli wreszcie przed jego motocyklem. Co zresztą Pilar zaraz mu oznajmiła, a Noriega się uśmiechnął - czerwony, czyli szybki, i zresztą wiesz... jest właśnie caliente. A do tego zobacz kurwa jak błyszczy, nie mogę się doczekać, aż go docisnę - oczywiście już jej nawijał, a kiedy sunęła dłonią po karoserii, to przecież jego palce spotkały się na moment z tymi jej, ale Madox w ogóle się tym nie przejął. Chociaż zaraz ją zaczepiał pytając czy się bała. Wiedział, że nie. I chyba wiedział też, że mu odpyskuje, parsknął śmiechem na jej słowa - tylko jak go rozpędzę, to nie krzycz mi później do ucha - odruchowo pokazał jej czubek języka, a zaraz rzucał jej kask.
A drugi wciskał sobie na głowę i od razu wsiadła na motocykl, tylko że za tym pierwszym razem mu nie wyszło. Szarpnęło. Ale to nawet dobrze, że on od razu nie ruszył, bo przecież czuł, że Pilar prawie zleciała i znowu odruchowo sięgał do niej ręką - kurwa Stewart przecież cię nie ugryzę... chyba że byś chciała - jeszcze starał się do niej odwrócić przez ramię, ale tylko zderzyli się kaskami - po prostu się trzymaj, bo inaczej się spierdolisz i wtedy nie wiem jak to wyjaśnię Tio - skóra mrowiła pod jej dotykiem, ale to przecież ta adrenalina, to, że on wreszcie spełniał swoje marzenia, bo co innego? I kiedy sięgnęła do jego brzucha, to mogła poczuć jak mięśnie spięły się pod jej palcami, ale to dlatego, że przecież był poobijany.
Nie dlatego, że tak na niego działała. No jak? Dziewczyna kumpla?
Madox przygazował, a motor wyrwał się do przodu, chociaż i tak na początek chciał po prostu złapać równowagę, wyczuć go. Ale zaraz dodał więcej gazu przesuwając ręką po kierownicy. A potem jeszcze. Wiatr targał ich ciuchy, a szybkość jakiejś nabierał motocykl sprawiała, że krew aż wrzała w żyłach. Serce uderzało w piersi z szaleńczą prędkością, taką, jaką po chwili już pędził ścigacz, wymijając kolejne samochody. Madox też się cały czas uśmiechał, nie mógł przestać i chociaż skierował się do plaży, to on mógłby teraz wypuścić się gdzieś dalej. Chciał jeszcze. Bo to rzeczywiście było zajebiste.
Może nawet nie zauważyłby tego zdemolowanego sklepu, gdyby nie pokazała mu go Pilar. Bo tak był zaaferowany jazdą, drogą, która niknęła pod kołami motocykla z zawrotną prędkością. Ale zaraz się odwrócił, a już po chwili hamował pod sklepem, dość gwałtownie, aż opony zapiszczały na rozgrzanym asfalcie, a kiedy nimi szarpnęło, to on znowu sięgał odruchowo do Stewart. Zdjął kask, a zaraz już zeskakiwał z motocykla i chociaż w pierwszej chwili odwrócił się do Pilar, wbił w nią ciemne spojrzenie i chciał jej powiedzieć, żeby zaczekała, no to przecież miał na nią mieć oko.
- Chodź - rzucił i zaczekał tylko aż zsiądzie, żeby zaraz wyrwać się do tej kobiety na chodniku - co się...? - zaczął, ale nawet nie dokończył bo ogień buchnął, aż te pozostałości z szyb zadrżały. A kobieta na chodniku załkała głośniej - Boże, tam jest moja córka! Schowała się za ladą - jeszcze coś lamentowała, że zamieszki, że to po walce, ci którzy przegrali dużo pieniędzy, ale Madox już jej nie słuchał...
No bo jak miał stać i słuchać, kiedy w środku mogło być dziecko? Nie powinien się tym przejmować, co go to obchodziło...?
A no może to, że przecież on brał udział w tych walkach? Czyli to co ich tu spotkało, w jakiś pokrętny sposób dotyczyło też jego. Nawet się nie zawahał, tylko już ściągał z siebie skórzaną kurtkę, żeby zarzucić ją sobie na plecy. A zaraz wyrwał się do tych zdemolowanych drzwi. Tylko zanim jeszcze uderzył w nie z bara, żeby wejść do środka, to odwrócił się do Pilar, żeby złapać jej spojrzenie.
- Jeśli tego nie przeżyje, to chcę żebyś wiedziała, że gdyby nie Tio, to ja bym nigdy... - wydusił na jednym oddechu, ale jak zwykle nie dokończył, bo znowu w sklepie coś się zapadło. I to nie był czas na gadanie, a Madox już wchodził do środka. Ogień się rozprzestrzeniał, zajmował już półki i szedł po nich w kierunku sufitu. I tylko ta lada wciąż jeszcze stała niewzruszona, a za nią jeden płacz.
I kiedy w końcu Madox do niej dotarł pomiędzy tymi płonącymi już gruzami, kiedy się przez nią przewiesił, żeby sięgnąć do dziewczynki z jakimś marnym nie bój się na ustach, to całe wejście do sklepu się zawaliło. Runęła jakaś belka, a to co zostało po drzwiach pękło w drzazgi. Kobieta na chodniku krzyknęła, dusząc się własnymi łzami. I dopiero gdzieś z naprzeciwka podbiegła jakaś młoda dziewczyna, która w zasadzie też pojawiła się na walkach, a teraz... może wybierała się na imprezę na plaży?
- Chodź! Te sklepy mają okna od dziedzińca! - szarpnęła Pilar za rękę i pociągnęła ją w kierunku kamiennej bramy. Ich kroki odbiły się od ścian, kiedy biegły na dziedziniec, na którym w powietrzu wisiały już szare chmury dymu. W oddali zawyła syrena, bo chyba ktoś wezwał już pomoc. Tylko czy Madox i ta dziewczynka tego doczekają?

Quiero que lo sepas... .✦ ݁˖
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa, agresja
Mieli jechać prosto na imprezę.
Mieli przejechać te kilka kilometrów, złapać wiatr we włosy i cieszyć się niesamowitą prękością, jaką wyciągało nowe cacko Madoxa. I przez chwilę faktycznie tak było, tylko oczywiście coś po drodze musiało się wypierdolić. I chociaż nie tyczyło to ich bezpośrednio, tak przecież nie mogli przejść obok tego obojetnie. Kurwa, przecież oni jeszcze za dzieciaka wszystkim pomagali. Nigdy nie byli obojętnie na ludzką krzywdę i tutaj Stewart też nie miała zamiaru być. Dlatego pokazała mu miejsce, w którym zaczynał się pożar, a biedna kobieta na kolanach krzyczała o pomoc.
Madox zaparkował z piskiem opon, zarzuciło ich do przodu i oczywiście Pilar musiała się jeszcze bardziej do niego przytulić, żeby nie spaść. Dopiero kiedy maszyna się uspokoiła i silnik zgasł, Stewart zerwała się z miejsca. Odrzuciła kask i ruszyła za Madoxem. Nawet gdyby kazał jej zostać to i tak by poszła. Akurat w tego typu kwestiach nie uznawała czegoś takiego, jak wykonywanie cudzych poleceń.
Wszystko dobrze?! — rzuciła dokładnie wtedy, kiedy i on pytał co się stało i kobieta zaraz wszystko im wyjaśniła, chociaż było ciężko ją zrozumieć przez te wszystkie łzy i panikę. — Trzeba zadzwonić po pomo… — nawet nie dokończyła, widząc, jak Noriega ściąga z siebie skórzaną kurtkę. — Nie! Madox kurwa, chyba cię popierdoliło — pokręciła głową. Nie powinien tego robić, to było kurewsko niebezpieczne. Chciała go jakoś zatrzymać, ale za nic nie wiedziała jak. Miała złe przeczucia. To mogło się skończyć naprawdę źle, a do tego jej ciało… zwariowało. Serce biło jej jak oszalałe, a klatka piersiowa nie wiedzieć kiedy zaczęła nerwowo unosić się i opadać. Poczuła taki dziwny desperacki strach przed tym, ze jemu faktycznie mogło się coś zadziać. Była gotowa podejść bliżej i szarpnąć go za ciuchy, jakoś odciągnąć, ale wtedy on odwrócił się i złapał jej spojrzenie.
Jeśli tego nie przeżyje, to chcę żebyś wiedziała, że gdyby nie Tio, to ja bym nigdy...
Po pierwsze nawet nie chciała przyjmować do wiadomości scenariusza, w którym on tego nie przeżyje, a po drugie spojrzała na niego kompletnie zbita z tropu. Gdyby nie Tio to co? Co nigdy? Nie dane jej było się dowiedzieć, bo coś w sklepie znowu trzasnęło, a ogień buchnął wraz z szybą, która roztrzaskała się w drobny mak i posypała po podłodze. Madox wleciał do środka bez chwili zawahania, a Pilar w jakimś naturalnym odruchu, odciągnęła kobietę od witryny, szarpiąc za ciuchy. I dobrze, że to zrobiła, bo inaczej większość szkła skończyłaby na jej twarzy.
Musi się pani uspokoić — poprosiła spokojnie, próbując skupić się na kobiecie, chociaż jej wzrok non stop uciekał do środku sklepu, autentycznie i szczerze bojąc się o Madoxa. — Zaraz ją wyciągnie. On… — jest najbardziej odważnym i nieustraszonym człowiekiem, jakie znam, to chciała powiedzieć, ale jakoś w sytuacji, w jakiej się znaleźli to nie mogło przejść przez jej gardło. Albo nie chciało? Bo w momencie tego nagłego zagrożenia jego życia, Pilar naprawdę miała w głowie BARDZO dziwne myśli. Myśli, które normalnie zepchnęłaby w czeluści własnej głowy i nigdy więcej po nie nie sięgała.
Zostawiła kobietę z tyłu, a sama podeszła bliżej do sklepu, próbując wyjrzeć w płomieniach Noriegę wraz z córką kobiety. Widziała gdzieś w oddali cień, który schyla się za ladę, ale wtedy, nie widzieć czemu jedna z belek runęła z hukiem, tym samym zawalając całe wejście do sklepu.
NIE! — krzyknęła mimowolnie, tym razem to ona czując, jak oczy zachodzą jej łzami. Nie potrafiła się skupić, myśleć logicznie. W głowie już kurwa przeklinała samą siebie, że w ogóle zwróciła uwagę na ta kobietę, że mu ją pokazała i że się tu zatrzymali. Powinni być w drodze na plaże, cieszyć się z jego zwycięstwa, a nie kurwa walczyć o życie w płonącym sklepie.
Musiała coś zrobić.
Nie mogła tak po prostu stać bezczynnie i czekać aż oni tam utkną na dobre.
Zaczęła rozglądać się za czymś, czym moznaby wyważyć posypane drewno i jakoś utorować im wyjście, ale wtedy nie wiedzieć skąd pojawiła się jakaś dziewczyna i szarpnęła ją na tyły, oznajmiać że było jakieś boczne okno. Pilar nawet się nie zastanawiała — ruszyła za kobietą, przeciskając się przez bramę. Serce waliło jej tak mocno, jakby naprawdę zaraz miało eksplodować. Nie pamiętała, kiedy tak bardzo się o kogoś bała. A może nawet nigdy?
Tu jest okno — rzuciła dziewczyna, skazując na normalne, nie za duże okno i od razu zaczęła się z nim szarpać. — Nie mogę… go... otworzyć — stęknęła, a Pilar już była przy niej i wspólnie próbowały jakoś uwolnić zamek, jednak na marne. Było zamknięte od środka. Stewart nie miała zamiaru się poddać, więc zaraz rozejrzała się za jakimś kamieniem, a następnie cisnęła nim z całej siły w szybę. Ta w sekundę się posypała, a Pilar nawet nie zwracając uwagi na to, że mogła się poranić po prostu wskoczyła do środka, karząc dziewczynie zostać. W pomieszczeniu było już w chuj dymu, więc naturalnie od razu zaczęła kaszleć. Kawałkiem koszulki zasłoniła twarz i spróbowała przejść do głównego pomieszczenia.
MADOX! — krzyknęła już ledwo widząc cokolwiek przez płomienie dookoła. Przez moment naprawdę myślała, że to już koniec, ale wtedy usłyszała płacz. Przeszła kilka regałów i wtedy ich zobaczyła. Serce znowu wyrwało się do przodu, ale nie było nawet czasu zwracać na to uwagi. Pilar szarpnęła dziewczynę za sobą, mając nadzieje, że i on idzie prosto za nimi. Kolejna belka jebła na regał tuż obok miejsca, którego przechodzili, ale jakimś cudem udało im się przejść do korytarza i okna, które Pilar rozjebała w drobny mak.
Weź tą dziewczynkę — od razu przywołała kobietę, która z nią przyszła i przekazała jej dzieciaka na rękach. — Jej mama jest z przodu sklepu — wydyszała, a kiedy sama w końcu przeskoczyła przez okno, ciężko łapała powietrze, zanosząc się kaszlem. Podniosła tylko spojrzenie na moment, żeby sprawdzić, czy Madox też wyszedł. Kilka sekund później i korytarz z którego się wydostali zajął się ogniem. Było blisko. Naprawdę kurwa blisko prawdziwej tragedii.
Debilu!! — rzuciła, kiedy już odzyskała nieco powietrza w płucach, od razu doskakując do Noriegi, który podpierał się ręką o budynek obok. — Mogłeś zginąć! — uderzyła go w ramię, spoglądając na jego twarz. Była lekko osmolona, pewnie jak i ta jej, ale ogólnie obyło się bez jakichkolwiek obrażeń czy nawet poparzeń. Nie zmieniało to faktu, że Pilar miała ochotę go rozszarpać. A do tego pocisnąć mu o tym jaki był nieodpowiedzialny, nawet się zamachnęła, ale wtedy… na ciemną uliczkę przy której stali, wyszło zza budynku kilku jak nie kilkunastu nabitych facetów. Każdy z nich miał na głowie kaptur i apaszkę na ustach, niektórzy trzymali kije bejsbolowe i naprawdę niewiele trzeba było, żeby się domyślić, że to oni pewnie stali za częścią zamieszków. Pilar wypatrzyła tam nawet jednego z kumpli Trucizny.
Kurwa, ludzie trucizny — tylko tyle zdążyła powiedzieć zanim trzeba było działać. I to szybko. Nie mogli zacząć spierdalalć, bo takie dzikusy od razu by za nimi ruszyli, nie mogli też zobaczyć, że to oni, bo przecież by ich zajebali. Trzeba to było rozegrać jakoś… — Kurwa chodź tu — szarpnęła go za koszulkę, podczas gdy jej plecy oparły się o chłodną ścianę budynku. — Dociśnij się, tak żebyś mnie przysłonił — rzuciła nerwowo, widząc kątem oka, gdzieś nad ramieniem Madoxa, jak byli coraz bliżej. W dwójkę w życiu nie mieliby z nimi szans. Tu nawet nie było co zgrywać bohatera i próbować. To trzeba było jakoś przeżyć. Szczególnie, że już coś zaczęli krzyczeć pod nosem, odbijając kije bejsbolowe o własne dłonie. Serce waliło jej jak oszalałe, a niespokojna klatka piersiowa odbijała się od tej Madoxa, która nagle znalazła się nieznośnie blisko. Dokładnie tak, jak jego twarz i ciepły oddech, który dosłownie otumaniał. Adrenalina mieszała się ze strachem, kiedy unosiła dłonie w górę, żeby otulić jego kark i własnymi przedramionami przysłonić jego twarz.
A tamci co kurwa?! — rzucił jeden z nich, a Pilar momentalnie się spięła. Mógł to czuć doskonale na sowim ciele, bo przecież przylegał do niej na całej długości. Jego zapach był chyba jedną rzeczą, która w jakiś popierdolony sposób ją uspokajała. — Chowają się przed nami? To może trzeba to kurwa wyjaśnić… — nawijali jeden po drugim, podczas gdy głosy robiły się coraz głośniejsze. Byli coraz bliżej, coraz bardziej nimi zainteresowani, a ona poczuła, że nie ma innego wyjścia, że jak tego nie zrobi, to dopiero będzie źle, dlatego w akcie kompletnej desperacji i chęci przeżycia tego starcia z gangusami… wpiła się w jego usta. Bez zastanowienia. Nerwowo. Agresywnie. Dłonie wplotła w jego włosy, szarpiąc za nie energicznie… — Ty nie, oni się liżą — rzucił jeden z głosów. — Ej gołąbki!!! — krzyknął jakiś inny. — Dobra, kurwa, zostaw. Niech sobie zaruchają, jakbyś ty pannę obracał, to byś chciał, żeby ci ktoś chuja do gaci chował? — coś klasnęło, jakby ktoś kogoś uderzył o ramię. — Patrzcie na tamten sklep. Idziemy tam kurwa zrobić rozpierdol!! Szybko zanim przyjadą suki — nawijali, przesuwając się tuż za ich plecami, ale Pilar nawet nie wiedziała, w którym momencie przestała słuchać tego, co mówili. Odcięło ją, bo… chociaż ten pocałunek był w stu procentach wymuszony i oczywiście nic nie znaczył gówno prawda, to nie była w stanie ignorować tego, jak na to zbliżenie zareagowało jej ciało. Może był to efekt adrenaliny i stresu, ale dosłownie cała wrzała. Prądy błądziły po jej ciele, a uścisk w podbrzuszu był tak kruwa nieznośny, że z chwilą, w której głosy zniknęły znowu gdzieś pomiędzy budynkami, ona odepchnęła go od siebie z impetem, a sama poleciała do przodu, ledwo łapiąc powietrze.
Ja pierdole — zatoczyła się do przodu, przystawiając rozdrganą rękę do ust, a zaraz potem obie umieściła na kolanach, wyglądając czy na pewno już ich nie było. — Poszli — wydyszała, próbując łapać powietrze przez rozchylone usta. Chociaż czuła ulgę, że nikt ich nie pobił i wysłał do szpitala, tak czuła podskórnie, że miała jeszcze bardziej przejebane, niż jakby dała się pobić, bo jej głowa fiksowała się na rzeczach, na których zdecydowanie NIE powinna. — Lo siento, ale kurwa nie było innej opcji — podniosła na niego spojrzenie, ignorując walące w piersi serce. Nie wolno im było tego zrobić. Ale przecież to była sytuacja zagrożenia zdrowia. A poza tym… — To i tak nic nie znaczyło — dodała, uciekając wzrokiem. Szkoda tylko, że dla niej znaczyło chyba kurwa aż za dużo, powodując w głowie jebany mętlik. Niech już kurwa jadą na tą imprezę.

De todos modos, no significaba nada🫀🩹🥀❤️‍🩹
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Chyba go popierdoliło...
Ale Madox taki już był, że on nie umiałby tutaj ustać w miejscu i czekać na pomoc. On działał, wyrywał się do przodu. Nawet nie myślał za dużo, tylko coś robił, zwłaszcza, że w grę wchodziło czyjeś życie.
I tylko jeszcze zdążył rzucić do niej to jedno zdanie... A właściwie to nawet go nie dokończył, kiedy już wpadł do środka. Było gorąco, ciemno od dymu, który zaraz wdzierał się w płuca i drapał, powodował, że Madox od razu zaczął kasłać. Ale działał szybko, starał się, chociaż uważał też na ogień, żeby się nie sparzyć, kiedy przesuwał się do lady. A zaraz już za nią sięgał, chwycił tą dziewczynkę, była mała, mogła mieć dosłownie kilka lat i też cały czas płakała, że chce do mamy. I kiedy Madox myślał, że teraz wystarczy tylko się cofnąć, to wejście się zawaliło, po prostu walnęła z sufitu jakaś belka, a on zdążył tylko też schować się za ladę. Nakryć dziewczynkę swoją kurtką i powiedzieć jej, że wszystko będzie dobrze.
Ale nie wiedział czy będzie i chyba pierwszy raz w życiu zastanowił się, czy rzeczywiście jakoś z tego wyjdą.
Musieli. Bo przecież on nawet nie powiedział Pilar tego, co chciał, co leżało mu gdzieś na sercu od przeszło ośmiu lat.
Wziął dziewczynkę na ręce i ruszył się z miejsca, bo musieli poszukać jakiegoś wyjścia, ale na dobrą sprawę Madox nawet nie wiedział jak ten sklep wygląda, nie wiedział o tym oknie z tyłu. Dopiero jak strzeliło, jak posypały się szkła, to na to wpadł, że musieli spróbować wyjść tamtędy. Tylko zanim zdążył się ruszyć, to usłyszał już to Madox i od razu wiedział, że to Pilar, wszędzie poznałby jej głos. A zaraz zresztą stanęła przed nim.
- Co ty robisz Stewart?! - warknął, ale zaraz odciągnął ją na bok, kiedy jakiś regał spadł pod ich nogami. Nie było czasu teraz się nad tym rozwodzić. Dziewczynka poszła przodem asekurowana przez Pilar, a za nimi Madox uważając na to, żeby jeszcze coś nie spadło im na głowy. A nie było to taki proste, bo raz ona zatrzymała jego tuż przed kolejną przeszkodą, a potem on znowu pociągnął do siebie ją. Ale razem dali radę. I w końcu wychodzili przez okno, które wybiła Stewart.
Najpierw pomogli wyjść dziewczynce, podali ją tej dziewczynie, która przyprowadziła tu Pilar, a ta zaraz zabrała ją do matki. Potem wyszła Stewart, a za nią i Madox, w ostatniej chwili właściwie. I chociaż kasłał od dymu to odwrócił się w kierunku okna, z którego już leciały czarne kłęby dymu.
- Kurwa... - mruknął, bo było naprawdę blisko, gdyby on zastanawiał się chwilę dłużej, gdyby Pilar ich nie pospieszyła, to by stamtąd nie wyszli.
Jeszcze ciężko łapał powietrze w płuca, opierając się o budynek obok, serce uderzało w piersi z jakimś szaleńczym rytmem, a gardło drapało. Dopiero kiedy tak do niego doskoczyła, to podniósł na nią spojrzenie - ty też, nie powinnaś tam wchodzić Pilar - rzucił i nawet się wyprostował gotowy przyjąć od niej kolejny cios. Albo może się z nią kłócić? Że ona też nie powinna się narażać. Dla niego... Dla tego dziecka?
Żadne z nich nie zdążyło jednak nic powiedzieć, bo na horyzoncie pojawili się ludzie Trucizny i rzeczywiście Madox chyba kojarzył kilka z tych głosów, bo tych parszywych mord wcale nie było widać. Nie chciał się oglądać, żeby nie zwrócić na siebie uwagi, bo przecież jakby go poznali, ich... to by ich zajebali, to przez nich przegrali, ale aż go skręcało w środku. Zaraz przysunął się bliżej Pilar, kiedy go do siebie szarpnęła, oparł się ręką o ścianę tuż przy jej biodrze, a ciemne tęczówki utkwił w jej oczach, które nad jego ramieniem śledziły sytuację. Nawet miał jej zapytać ilu ich było, ale po głosach slyszał, że dużo. Za dużo. Przycisnął ją do ściany zasłaniając jej charakterystyczne ciuchy. Serce w piersi obijało się o żebra, ale czuł na sobie też ten dziki rytm, które wybijało to jej, pochylił się bliżej, żeby jeszcze ją zasłonić, kiedy zarzucała mu ręce na kark, kiedy też chciała go ukryć.
- Jak tu podejdą, to spier... - zaczął z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, błyszczących oczach, i chciał jej powiedzieć, że ma spierdalać, nawet nie oglądać się za siebie, bo na pewno we dwójkę nie mieli z nimi szans, ale może jedno z nich mogło chociaż... uciec.
Tylko zaraz się okazało, że nie, a Pilar zamknęła mu usta tym pocałunkiem. Jego ciało wyrwało się do niej jakoś odruchowo, jeszcze mocniej przyparł ją do muru, tak że spomiędzy jej pełnych warg wyrwał się stłumiony jęk, który chyba słyszeli nawet oni, bo zaraz zaczęli dyskutować o tym, że oni się tutaj liżą, albo ruchają. I rzeczywiście usta kradły sobie nawzajem powietrze w tym desperackim geście, a palce błądziły chaotycznie po jej ciele, po rozgrzanej skórze na brzuchu i plecach. Serce waliło w piersi w jakimś dzikim rytmie. A on wcale nie chciał się od niej odsuwać.
I kiedy ona to zrobiła, odepchnęła go od siebie, to jęk zawodu wyrwał się spomiędzy jego warg, do których zaraz sięgnął. Piekły intensywnie, paliły żywym ogniem. Tak jak te miejsca, gdzie przed chwilą jej paznokcie wbijały się w jego skórę. Może powinien spojrzeć, czy rzeczywiście sobie poszli, ale ciemne, już praktycznie czarne oczy, wpatrzone były w nią. Serce rwało się do niej. Oddech nie potrafił się uspokoić, a wszystkie myśli kręciły się wokół obłędnego smaku jej ust. Jeszcze kurwa lepszego niż go pamiętał.
- Nie powinnaś tego robić... - zaczął, bo nie powinna. Bo przecież ona była dziewczyną Ticiano, jego przyjaciela. I jeszcze była Rosa.
I było...
To serce, które teraz waliło w chaotycznym rytmie i te wszystkie myśli, które kazały mu...
- Nic nie znaczyło - powtórzył po niej, ale on nawet na moment nie oderwał od niej spojrzenia, ciemne tęczówki zaczepiły o jej nagi brzuch, o dekolt, pierś, gdzie biło jej serce, które on jeszcze chwilę temu czuł na sobie, po oczy, równie ciemne jak te jego. Ogniste..
Kurwa.
Jeszcze przez moment stał w miejscu, ale zaraz gdzieś niedaleko wybrzmiały syreny, dało się słyszeć jakieś głosy. A Madox tym razem do niej sięgnął złapał ją za rękę i pociągnął za sobą - spierdalajmy stąd - nawijał spoglądając na nią przez ramię. Ale jeszcze zatrzymał ją w kamiennej bramie z dziedzińca, jeszcze znowu przyparł do muru - lepiej, żeby nikt o tym nie wiedział - powiedział znowu łapiąc jej spojrzenie. Ale kiedy stał tak blisko... Kiedy znowu jej zapach wdzierał się do nosa, a to bijące od niej ciepło, jej bliskość... sprawiały, że głowa wariowała.
Musiał się od niej odsunąć, odepchnąć od ściany.
Nie no, co on kurwa robi. Przecież to dziewczyna Tio.
Wyjrzeli z bramy, przed sklepem stał już wóz strażacki, zaraz dalej policyjny, a po drugiej stronie ich motor - szybko - zdążył tylko odwrócić się do Pilar. A zaraz oboje wypadli z bramy i szybko do motocykla, żeby na niego wsiąść, Madox podał Stewart kaski, a sam odpalał już silnik, i Pilar w biegu zakładała im na głowy kaski, a później znowu łapała się go za koszulkę, bo kurtkę gdzieś zgubił. Nie potrzebowali, żeby zgarnęła ich policja, przesłuchiwali by ich do rana, a przecież czekała impreza. Na plaży.
I zaraz rzeczywiście Madox parkował już maszynę obok innych motocykli. Autem byłoby ciężko się tutaj dostać, ale taką maszyną byli praktycznie przy samym deptaku. Dookoła było pełno ludzi, a muzyka dudniła odbijając się echem dookoła. I kiedy oni zsiadali z motocykla, znowu zdejmowali z siebie kaski, to ktoś ich zaczepił. Znowu, że to była zajebista walka. Że należała mu się wygrana. Tutaj zamieszki nie dotarły. Jeszcze...
Chociaż więcej osób tutaj zbijało z Madoxem piątki, gratulowało mu, ciekawe gdyby przyszło co do czego. I w tym całym zamieszaniu on nawet nie za bardzo mógł znowu cokolwiek powiedzieć do Pilar, ale jej pilnował. Odwracał się za nią, chociaż ją też ktoś zaczepił chwaląc to jaka była odważna.
I dopiero po chwili, kiedy oni już znaleźli się przy wejściu na plażę, za ich plecami znowu padło to znajome Pilar...

No significaba nada ִֶָ𓂃 ࣪˖ ִִֶֶָ🥀་༘࿐
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po wymiarach”