Ciało dało się zaspokoić. Dać mu wystarczająco dużo, by przestało prosić o więcej. Miało limit, którego nie chciało przekraczać. Wystarczająca dawka alkoholu, narkotyków, bólu i przyjemności. Ciało odpowiadało i można było go słuchać. Prościej było poruszać się w takiej rzeczywistości i o nią dbać – albo ją niszczyć. Mogli przekraczać wszelkie granice i liczyć na to, że znów podniosą się z kolan, wrócą do dawnej sprawności, przecież robili to już tyle razy. Podnieśli poprzeczkę wysoko, ten próg wytrzymałości, który tak lubili sprawdzać.
Duszy nie dało się zaspokoić. Zawsze była głodna, tym rodzajem głodu, który nie miał końca. Prosiła o coś, a kiedy to dostawała, pragnęła więcej. Zawsze było zbyt mało, zbyt płytko, niewystarczająco dobrze. I, o ile rosnący apetyt ciała można było kontrolować i zmieniać, duch już nie potrafił zrobić kroku wstecz. Jeśli raz zapragnie mocniej, to odczucie już na zawsze w nim pozostanie. Na chwilę wygłuszone i zaspokojone, w końcu wróci ze zdwojoną siłą. To dlatego tak często nie chcieli wsłuchiwać się w to skomlenie duszy, która żebrała o bliskość i potrzebę bycia zrozumianym. Nie chcieli się z tym mierzyć. Nie, kiedy w ostateczności, gdzieś na końcu drogi, zostaną sami ze swoimi demonami, z pistoletem w dłoni i butelką alkoholu – kto wtedy pomoże im wypełnić dziurę?
Paloma mogła mieć rację. Im bardziej naciskali na Cassandrę, chcąc zapewnić jej bezpieczeństwo, tym bardziej próbowała uciec. Wydostać się z klatki. Nie potrafiła znieść ograniczeń. Nie pojmowała zagrożenia, które mogło na nią czyhać – jak dziecko, które podświadomie zdaje sobie sprawę z własnej nieostrożności, ale i tak próbuje sięgnąć ręką po nieznane. Miała w sobie masę ciekawości, która była wspaniała. Miała równie dużo braku pokory i buntu, co sprawiało, że stawała się trudna do opanowania.
—
Tak. Kto z nas taki nie był — roześmiał się gorzko, spoglądając na Palomę. —
Ale nie mogę po prostu pozwolić się jej rozpędzić, bo się nie zatrzyma. Albo skończy jak my. — Była w jego głosie niechęć, której nie potrafił ukryć. Czy czuł się źle z powodu bycia dokładnie takim samym człowiekiem, jak ci, którymi kiedyś gardził?
Nie. Za późno było na żałowanie i rozlewanie łez nas własnym losem. Kiedy jednak myślał o tym, że Cassandra mogłaby stać się kimś podobnym, podążającym ich ścieżkami, pełnymi autodestrukcji i nienasyconego pragnienia zemsty… to wizja, której nie mógł zaakceptować. Zasługiwała na inne życie. Nawet jeśli sądziła, że chciałby mieć to, co mieli oni, zamierzał stawać opór tak długo, póki nie odpuści.
Paloma krążyła po pokoju nerwowo, jakby nie była pewna jaką przestrzeń mogłaby zająć. Rozumiał ją, tej nocy żadne miejsce nie było odpowiednie i zapraszające. Wszystko wydawało się tragicznie niepasujące i niepoprawne, jakby znaleźli się w jakimś przykrym śnie, z którego nie potrafili się obudzić. Przez moment chciał wycofać się ze swojej prośby, zaoferować jej samotną kontemplację nad życiem, w towarzystwie tylko i wyłącznie niepełnej butelki ginu, ale w końcu zajęła miejsce. Obok Carlosa, umieszczając głowę na jego ramieniu – ciepło drugiego ciała był przyjemnie kojące. Nie był…
nie byli sami.
—
Nie wiem. — Uśmiechnął się słabo, bo on również nie znał satysfakcjonującej odpowiedzi. Przechylił butelkę alkoholu i wziął spory łyk, po czym znów przekazał go Palomie. Wahał się przez moment, nie będąc pewnym co zrobić dalej - czy w ogóle powinien coś robić, czy może lepiej zostawić ich w tym zawieszeniu – w końcu jednak objął ją ramieniem. I to też nie było czułe, przynajmniej nie tak, jak zazwyczaj wygląda czułość między ludźmi, których coś łączy. —
Myślę, że najpierw powinniśmy wytrzeźwieć. Przestać… to robić.
Robić co?
Zatracać się? Uciekać? Podejmować wybory, które wystarczają tylko na chwilę? Nie wiedział jak to ująć, jak w ogóle o tym rozmawiać. Pozwolił więc ciszy przedłużyć się, aż stanie się niewygodna i dusząca, albo do momentu, w którym to Paloma nie zdecyduje się pociągnąć tematu (oby tego nie zrobiła, przecież nie chcieli wymagać od siebie więcej, już i tak pozwoli sobie na zbyt dużo).
—
Później sprawdzimy kontakty Martina. Zaczniemy szukać. Ktokolwiek to zrobił, nie mógł zniknąć. Każdy zostawia ślad. — Odchylił głowę i oparł ją o zagłówek kanapy, wpatrując się w Palomę. —
Ale to jutro. Wszystko jutro.
Paloma Cortés