27 y/o
DEATH IN BLOOM
164 cm
primabalerina | The National Ballet of Canada
Awatar użytkownika
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Santorini milczała przez chwilę, słuchając jej odpowiedzi uważniej, niż prawdopodobnie zrobiłaby to jeszcze kilka tygodni temu. Jeszcze niedawno podobne słowa odebrałaby jako próbę pouczania jej albo wtrącania się w sprawy, które nie powinny je jdotyczyć. Teraz jednak nie miała wrażenia, że Diana chce ją oceniać. Była ostrożna, ale szczera i chyba właśnie dlatego Santorini była w stanie siedzieć tu dalej i robić coś, czego nie robiła zwykle - p r o s i ć.
Dla niej odsuwanie się od ludzi było tak naturalne jak oddychanie.
Diana miała w sobie coś rozbrajającego. Może to była ta irytująca wręcz łagodność ludzi, którzy potrafili zjednać sobie każdego nieważne od tego, w jaki sposób zaczęła się ich znajomość. Tego typu łagodność zwykle była postrzegana przez Santorini za broń i tym razem po raz pierwszy przeszło jej przez myśl, że być może nie była strategią.
Może Carissoni faktycznie nie trzymała z tyłu głowy każdego słowa, które wypowiedziała do niej w korytarzu szkoły tańca.
- Różni się jak dzień i noc - mruknęła wreszcie, mieląc jej słowa w swojej głowie. Toronto miało zupełnie inne zasady, inną kulturę, inny sposób, w jaki ludzie postrzegali siebie nawzajem. Była w stanie ich zinfiltrować, ale nie czuła, by kiedykolwiek przychodziło jej to naturalnie. - Większość życia spędziłam w rodzinnym Mediolanie. Mieszkam tu dopiero od roku.
Rok brzmiał długo, nie brzmiał jak sensowna wymówka dla różnicy przyzwyczajeń, którą demonstrowała cały czas. Westchnęła ciężko, upijając łyk stygnącej kawy i odstawiając ją ze stukotem na filiżankę.
- Elena - dodała wreszcie, czując, że uprzejmość kobiety nie była w pełni wymuszona - a przynajmniej nie na tyle, by dalej czuć potrzebę bycia z nią na per pani. - Wystarczy samo Elena.
Opadła na oparcie krzesła, uśmiechając się lekko - prawdopodobnie po raz pierwszy robiąc to w pełni szczerze. Czy matka nie powtarzała jej zawsze, że to uśmiechem powinno się załatwiać wszystkie sprawy? Czy to jej ojciec odezwał się wtedy w korytarzu, gdy uniosła się dumą zupełnie niepotrzebnie?
- Może znam się na balecie, ale ewidentnie nie znam się na tutejszych dzieciach - mruknęła, ponieważ Carissoni wydawała jej się idealna w tej kwestii - fakt jej technicznego wykształcenia nie zmieniał tego, że wszyscy lubili przychodzić do niej na zajęcia. - A najwyraźniej mój program musi zostać do nich dostosowany, jeśli nie chcę, żeby mnie wywalono na zbity pysk.
Uniosła filiżankę w niemym toaście, jakby miała w niej kieliszek z winem lub czymś mocniejszym i upiła kolejny łyk, tym razem bardziej gorzki w smaku niż poprzednie.

Diana Carissoni
ODPOWIEDZ

Wróć do „MK Dance Studio”