-
i'm not good at love, i'm so much better at taking my clothes off
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dla niej odsuwanie się od ludzi było tak naturalne jak oddychanie.
Diana miała w sobie coś rozbrajającego. Może to była ta irytująca wręcz łagodność ludzi, którzy potrafili zjednać sobie każdego nieważne od tego, w jaki sposób zaczęła się ich znajomość. Tego typu łagodność zwykle była postrzegana przez Santorini za broń i tym razem po raz pierwszy przeszło jej przez myśl, że być może nie była strategią.
Może Carissoni faktycznie nie trzymała z tyłu głowy każdego słowa, które wypowiedziała do niej w korytarzu szkoły tańca.
- Różni się jak dzień i noc - mruknęła wreszcie, mieląc jej słowa w swojej głowie. Toronto miało zupełnie inne zasady, inną kulturę, inny sposób, w jaki ludzie postrzegali siebie nawzajem. Była w stanie ich zinfiltrować, ale nie czuła, by kiedykolwiek przychodziło jej to naturalnie. - Większość życia spędziłam w rodzinnym Mediolanie. Mieszkam tu dopiero od roku.
Rok brzmiał długo, nie brzmiał jak sensowna wymówka dla różnicy przyzwyczajeń, którą demonstrowała cały czas. Westchnęła ciężko, upijając łyk stygnącej kawy i odstawiając ją ze stukotem na filiżankę.
- Elena - dodała wreszcie, czując, że uprzejmość kobiety nie była w pełni wymuszona - a przynajmniej nie na tyle, by dalej czuć potrzebę bycia z nią na per pani. - Wystarczy samo Elena.
Opadła na oparcie krzesła, uśmiechając się lekko - prawdopodobnie po raz pierwszy robiąc to w pełni szczerze. Czy matka nie powtarzała jej zawsze, że to uśmiechem powinno się załatwiać wszystkie sprawy? Czy to jej ojciec odezwał się wtedy w korytarzu, gdy uniosła się dumą zupełnie niepotrzebnie?
- Może znam się na balecie, ale ewidentnie nie znam się na tutejszych dzieciach - mruknęła, ponieważ Carissoni wydawała jej się idealna w tej kwestii - fakt jej technicznego wykształcenia nie zmieniał tego, że wszyscy lubili przychodzić do niej na zajęcia. - A najwyraźniej mój program musi zostać do nich dostosowany, jeśli nie chcę, żeby mnie wywalono na zbity pysk.
Uniosła filiżankę w niemym toaście, jakby miała w niej kieliszek z winem lub czymś mocniejszym i upiła kolejny łyk, tym razem bardziej gorzki w smaku niż poprzednie.
Diana Carissoni