Oczywiście, że Madox nie wiedział, że jego kuzynka kręciła z jego najlepszym kumplem. Bo mógłby się wtedy delikatnie mówiąc, wkurwić. Ale też była opcja, że by się ucieszył i stwierdził, że kiedyś fajnie będzie mieć Patelka za szwagra.
-
Dobrze zaopiekowane tancerki to podstawa - nie to, że Madox się jakoś wybitnie swoimi zajmował, on w ogóle wyznawał zasadę, że nie romansował z załogą Emptiness. A to, że kiedyś bezromansowo zaliczał tancerki, to już jest inna sprawa i stare dzieje. Zresztą Gaba zaraz wspomniała o tej Shakirze, a przecież Madox był jej fanem, więc musiał się odezwać -
jak zaliczysz Shakirę przede mną, to się obrażę, ostatnio widziałem jej koncert na imprezie dla bogoli i było blisko - tak blisko, że wcale, ale Madox to też lubił sobie pogadać, zupełnie jak jego kuzynka. Nie wyrzekli by się siebie, za bardzo byli do siebie podobni, pod wieloma względami zresztą.
I kiedy Gabi kazała jakiemuś typowi sprawdzać jędrność swoich brzoskwinek to się skrzywił, ale nie dlatego, że był jej kuzynem i on nie mógł, tylko...
-
Jeszcze raz kurwa dotkniesz mojej kuzynki, to ci łeb upierdolę - rzucił do gościa, żeby wiedział, że nie można sobie pozwalać, zwłaszcza w jego klubie.
To co Gaba robiła poza domem, to go tak średnio obchodziło, póki była zdrowa i nie przynosiła do domu syfu, czy brzucha, ale Emptiness to był porządny lokal (baaardzo), tutaj nie obmacywało się barmanek, przyszłych barmanek, czy barmanek poza zmianą, a tym bardziej to kuzynek
szefa.
Nie był taki do końca przekonany, ale kiedy Gabi zrobiła mu pac pac po główce, tak jak on zawsze robił Patelowi, to się uśmiechnął. Krew z krwi, nie ma co.
Coś w tym było, że miał słabość do Gaby, bo oni oboje byli trochę takimi czarnymi owcami rodziny,
pojebani i zawsze nad wyraz. Wyróżniali się. Może dlatego nie zastanawiał się za bardzo o co może jej chodzić, tylko zabrał ją do swojego biura, gdzie zaraz... chwalił się jej
biurkiem z lapacho. Chyba tylko prawdziwy Kolumbijczyk by się tym zachwycił, że ma biurko z Lapacho, a Gaba to była podrabiana, ale i tak Madox się wyszczerzył, kiedy zaczęła to, że
zajebiste drewno, nawet miał jej coś nawijać, może historię tego biurka, od nasionka, do dużego drzewa, przez tartak i warsztat, aż do jego klubu?
Ale kuzynka mu wtedy powiedziała, że jest
spierdolony, a Madox aż wywrócił oczami.
-
Czy nikt w Toronto się na tym nie zna? Drewno, jak drewno, tylko to nie jest zwykłe drewno... - już nawijał, jakby to co najmniej było jakieś święte drewno z zaczarowanego lasu, czy coś takiego, ale Gaba zaczęła go spychać z krzesła. Tego
szefowskiego, tylko, że mogła się zapierać i zapierać, a on nawet się nie ruszył, obejrzał się jeszcze na nią przez ramię -
co chcesz próbować na moim krześle? - spojrzał na nią jakoś podejrzliwie -
tylko uważaj, bo ostatnio musiałem je oddawać do pralni - pokręcił głową, ale wstał, bo po Gabie to spodziewał się tylko, że coś mu rozwali, zawinie, albo ubrudzi. Niczego lepszego się nie spodziewał, chociaż kiedy zaczęła się kręcić w fotelu, to się nawet uśmiechnął i sam zaraz sobie usiadł na przeciwko zarzucając nonszalancko nogę na nogę -
loca - rzucił tylko kręcąc głową, ale kiedy Gaba powiedziała, że nigdy nie oglądała
Ojca Chrzestnego, to aż uniósł obie brwi -
co kurwa? To nie wiesz co tracisz, do domu i odpal sobie na moim Netflixie, czy coś - znowu pokręcił głową, ale zaraz zrzucił nogę i wyprostował się w tym fotelu, bo zamierzał chyba dać jej ten cytat. Nawet się pochylił w jej kierunku, a jego ciemne oczy złapały jej spojrzenie -
zemsta to potrawa, która najlepiej smakuje na zimno - dowalił, ale coś w tym było. Chociaż Madox aż taki mściwy to nie był, ale w klubie lepiej, żeby myśleli, że tak. W ogóle w półświatku, żeby tak myśleli. Noriega zupełnie inny był w czterech ścianach, albo przy ludziach, którym ufał, a inny w klubie, w podziemiu, ale to akurat najlepiej wiedziała Pilar, która oglądała go w obu wydaniach.
Dla Gaby zawsze był pobłażliwy, i teraz też tak popatrzył na nią znowu -
jaki zatarg z włoską mafią? - zainteresował się, bo przecież, on też miał zatargi z makaroniarzami, a ostatnio wpierdolił Tony'emu, bo się brzydko zwrócił do Stewart i kazał mu przepraszać -
ja się nie lubię za bardzo z makaroniarzami, więc jak coś to się na mnie nie powołuj do Włochów, albo do ruskich, ci to mnie kurwa nienawidzą - dał jej dobrą radę -
ale do Latynosów jak najbardziej - bo z nimi akurat Madox trzymał dobrze. Chociaż liczył na to, że jednak Gabi nie będzie się bawiła w gangsterkę, chociaż z tymi jej pomysłami, to nigdy nic nie wiadomo.
Wstał od biurka i polał im już czysty rum, do ciężkich szklanek, ten sprowadzany z Medellin. Jak tak dalej pójdzie, to w następnej kolejce może będą walić już spirol?
Dał jej szklankę i sam wychylił swoją na raz, a potem znowu na nią spojrzał, tym wzrokiem zatroskanego, starszego brata -
masz jakieś problemy? - zapytał, oby tylko nie pożałował tego pytania.
Gabriela R. Blais