-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tylko ta cisza trwała zdecydowanie za długo. Teddy miała wrażenie, że wszystko już zostało powiedziane, a mimo to żadna reakcja nie nadchodziła. Abigail dalej milczała, jakby potrzebowała jeszcze chwili, żeby to sobie poukładać, ale ta chwila zaczynała się niebezpiecznie przeciągać. Może utknęła na etapie wysyłania wiadomości i zapomniała kliknąć dalej? Nikt jednak nie wyglądał na zainteresowanego restartem systemu. A może kopnięcie w łydkę przyspieszyłoby ten proces? To by się dopiero pani Finch zdziwiła! Darling miała bardzo głupi odruch, żeby coś powiedzieć tylko po to, żeby przerwać tę ciszę. Cokolwiek. O pogodzie, o winie, o tym, że tarta była naprawdę dobra.
Na co dzień nie była aż tak zestresowana. W pracy wiedziała przynajmniej, co się dzieje - ktoś krzyczy, coś się pali, jest konkret. Dobrze, że teraz April przez cały czas była była obok. I to serio pomagało. Darling ścisnęła jej dłoń trochę mocniej, jakby sprawdzała, czy nadal jest po tej samej stronie rzeczywistości. I bardzo starała się nie zerkać co chwilę na Abigail. Tylko trudno było udawać luz, kiedy po czymś takim dostaje się spuszczony wzrok.
Wyczekiwane słowa w końcu nadeszły. W nowym stanie rzeczy nie było nic nieprzyjemnego. Kiedy dla pani Darling rozwinięcie ich relacji było jedynie kwestią czasu, dla pani Finch był to ewidentny szok. Nie spodziewała się, że przyjaźń córki ze strażaczką może skręcić w taką stronę. Ale nie można jej za to winić, nawet dla nich to nie było ani trochę oczywiste! Kolejna wypowiedź za to była bardzo miła i Teddy pierwszy raz do dłuższego czasu naprawdę poczuła się dobrze. Nie całkiem swobodnie, ale wystarczająco, żeby uśmiechnąć się do narzeczonej i tym samym uśmiechem obdarowała przyszłą teściową.
— Bez przesady! Świetnie sobie pani radzi — zapewniła całkiem nieironicznie, bo nie dało się nie zauważyć, że Abigail naprawdę chciała być częścią tego spotkania. Poza tym nie przyjechałaby tutaj, gdyby jednak nie spróbowała dogadać się z córką. — Za piękne wesele — skinęła głową i przystawiła swój kieliszek do pozostałych. Po lofcie uniósł się krótki brzdęk szkła.
Pani Finch zamoczyła usta w alkoholu, ale zaraz drgnęła na krześle, jakby jeszcze przypomniała sobie o czymś istotnym.
— Skoro już o tym mówimy, to jak sobie to wyobrażacie? — zaczęła tym swoim wyważonym tonem, jednocześnie przechodząc do kolejnego punktu rozmowy. — Macie już jakieś miejsca na oku, czy to bardzo wstępny etap? Kameralne przyjęcie czy raczej duża uroczystość? Bo od tego zależy cała reszta. No i termin, oczywiście. Chcecie zrobić to szybko, czy raczej dać sobie więcej czasu na przygotowania? — zasypała ich pytaniami i niewiele brakowało, żeby wyjęła kajecik, w którym zaczęłaby to wszystko notować.
Teddy próbowała wyłapać moment, w którym rozmowa przestała być tylko toastem i przeszła w coś, co brzmiało jak wstępne przygotowania do ślubu. Jeszcze chwilę temu siedziały przy winie i próbowały przetrwać niezręczne momenty, a teraz pani Finch autentycznie starała się zagłębić w ich pomysły. Ale one nie miały jeszcze żadnych pomysłów! To znaczy, Darling ich nie miała, w głowie April na pewno zrodziła się już jakaś wizja.
czy chcesz zamieszkać na wyspie, pewnego dnia i ze mną?
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Stuknęły się kieliszkami, a April wreszcie pozwoliła sobie na porządny, szeroki uśmiech. Rozluźniły się jej ramiona, wszystko nagle nabrało jaskrawych kolorów. Było naprawdę nieźle. Dużo lepiej niż się spodziewała. Mniej więcej tak wyobrażała sobie tę rozmowę przed ich ostatnim spotkaniem. Wtedy poszło jednak skrajnie tragicznie. Przez tamto złe doświadczenie zakładała, że teraz może pójść w najlepszym przypadku kiepsko – a tu proszę bardzo – mamy mały sukces! Ludzie naprawdę potrafili się zmieniać i rozwijać niezależnie od wieku. To było dla niej pocieszające.
— Szczerze mówiąc nie zaczęłyśmy jeszcze oficjalnego planowania. Ale no wiesz, chciałybyśmy jakąś porządną imprezę. Niekoniecznie z wielką pompą, ale ze sporą liczbą znajomych. Nie spieszy nam się jakoś wariacko. Na pewno nie tak jak z zaręczynami — wyjaśniła, kiedy pani Finch wróciła do jedzenia. April czuła rosnącą ekscytację. Uwielbiała, gdy ktoś pytał ją o ślub. Naprawdę nie miała w głowie jeszcze zbyt wielu planów, ale rozmawianie na ten temat sprawiało jej przyjemność. Niedługo wszyscy na pewno będą mieli dosyć jej paplania.
— No i pewnie w Toronto. Albo okolicach, żeby wszyscy mogli wygodnie dojechać. Będzie pewnie mnóstwo żarcia i... innych... rzeczy — zawiesiła się nieco, bo zdała sobie sprawę, że to nie są sprawy, które powinna zrzucać teraz matce na głowę. Nie chciała omawiać z nią teraz zalet zamawiania głównie wegetariańskich opcji, a tym bardziej nie miała siły, by wyjaśnić jej, że zaoferowanie gościom skrętów, a nie tylko alkoholu, to najlepszy pomysł, na jaki można wpaść.
— Rozumiem. Przemyślcie sobie wszystko na spokojnie. Może pójdziemy razem do Ines? Z tobą, Theodoro, również chętnie się wybiorę. Albo po prostu podeślę wszystkie potrzebne informacje na temat Di Santo Theresie — szybko przerobiła propozycję w taki sposób, by nie brzmieć na kogoś, kto się narzuca. April jęknęła cicho pod nosem i potarła skroń, próbując zapanować nad myślami. Wiedziała, że Ines Di Santo jest starą znajomą jej matki, u której Abigail kupowała własną suknię. Problem w tym, że ceny, jakie oferował jej salon, przekraczały budżet każdego rozsądnego człowieka.
— Jasne, dzięki, mamo. Możemy pójść. No wiesz, pobadać opcje. Ja na przykład jeszcze nie mam pomysłu, w jakim chciałabym być kroju. Jest tyle opcji do wyboru — westchnęła rozmarzona, próbując przy okazji przenieść myśli matki na bardziej ogólne rozważania. To zdecydowanie nie był moment na rozmowę o pieniądzach. O to pokłócą się innym razem.
Za każdym razem, kiedy Cię widzę, Chcę być przed ołtarzem, ale między nami DJ
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Po ostatniej kolacji w domu Finchów, musiała założyć, że gorzej już być nie może. Byłoby, gdyby na dzisiejszym obiedzie pojawił się również Paul, ale Abigail sama zaproponowała spotkanie bez męża, co - jak widać - było wyśmienitą decyzją. Może na początku było dziwnie i Darling od rana świrowała, ale finalnie obie z narzeczoną powinny być zadowolone z przebiegu spotkania. O ile pani Finch nagle coś nie odpierdoli i nie zrzuci na nie jakiejś niespodziewanej bomby.
Była skłonna dać ukochanej wolne pole do działania w kwestii organizacji ślubu. April zdecydowanie lepiej odnajdywała się w planowaniu czegokolwiek z wyprzedzeniem. Teddy potrafiła ogarnąć akcję ratunkową pod presją czasu, ale wybieranie dekoracji, kolorów serwetek albo porównywanie lokali weselnych brzmiało jak coś, przy czym bardzo szybko zaczęłaby tracić koncentrację. Nie oznaczało to oczywiście, że nic jej nie obchodziło i miała wszystko w dupie. Po prostu ufała April na tyle, żeby wiedzieć, że cokolwiek wymyśli, finalnie będzie dokładnie takie, jakie powinno być. Była pewna, że dla narzeczonej samo planowanie okaże się ważną częścią całego tego doświadczenia. I szczerze? Niezmiernie ją to rozczulało. Sama mogła - albo nawet musiała - przypilnować, żeby ukochana nie próbowała zrobić wszystkiego naraz i nie doprowadziła się do skraju wyczerpania psychicznego miesiąc przed ślubem. Bo Teddy wiedziała oczami wyobraźni, jak Finch siedzi nad jakąś tabelką o drugiej w nocy i stresującą się odcieniem kwiatów albo układem winietek. Ktoś w tym związku musiał zachować resztki rozsądku!
— Obie mamy wokół siebie dużo osób, które chciałybyśmy zobaczyć na naszym ślubie — powiedziała, tym samym właściwie potwierdzając słowa April o większym przyjęciu. — A jak doliczyć jeszcze osoby towarzyszące, to na pewno zrobi się z tego całkiem spora impreza — pokiwała głową, bo pod tym względem były ze sobą wyjątkowo zgodne. Nie marzyły o skromnym obiedzie dla kilku osób ani cichej uroczystości, która kończy się przed północą. Teddy wychodziła z założenia, że skoro już organizuje się wesele, to takie, które ludzie będą później wspominać przez lata. Tylko najpierw ta taki ślub trzeba było odłożyć, więc Darling czeka dodatkowa harówka i nadgodziny w remizie.
Nie miała pojęcia, kim była Ines, ale z grzeczności odpowiedziała Abigail uprzejmym uśmiechem. Dopiero po chwili dotarło do niej, że chodzi prawdopodobnie o jakiś koszmarnie drogi salon sukien ślubnych, do którego Teddy bałaby się wejść i w którym zostawiłaby swoją roczną wypłatę.
— Ale bardziej skłaniacie się w stronę sukien i bieli, prawda? — dopytała pani Finch. Teddy automatycznie zacisnęła usta w cienką linię i zerknęła na April, jakby liczyła, że narzeczona magicznie przejmie odpowiedź. Do tej pory niespecjalnie się nad tym zastanawiała. Sam ślub owszem, potrafiła sobie wyobrazić sobie. Wesele też. Ale kwestie tego, co dokładnie na siebie włoży, były gdzieś bardzo daleko na liście rzeczy do przemyślenia. Nigdy nie należała do osób, które od dzieciństwa marzyły o białej kreacji albo zapisywały sobie inspiracje na telefonie.
— Ja... chyba jeszcze nie wiem — przyznała w końcu zgodnie z prawdą. — To znaczy, zdecydowanie bliżej mi o czegoś prostszego. Raczej widziałabym siebie w dobrze skrojonym garniturze — opisała swoją wstępną koncepcję, ale od razu poczuła na sobie spojrzenie Abigail. Najwyraźniej pani Finch próbowała dopasować tę informację do wcześniejszego obrazu strażaczki, który zbudowała sobie w głowie. W końcu tylko lekko skinęła głową, nadal nic nie mówiąc, co z jednej strony nie było negatywne, ale z drugiej pozostawiało przestrzeń do różnych interpretacji. Teddy zerknęła na April z krótkim, jakby chciała sprawdzić, czy ta wizja garnitur zamiast sukni przechodzi przynajmniej w domowej wersji komisji zatwierdzającej.
będzie świetnie, jeśli zechcesz przy mym boku znajdziesz swoje szczęście
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
April kiwnęła głową potwierdzając, że chciałaby mieć białą suknię. W garniturach również wyglądała fenomenalnie, ale ten dzień od dzieciństwa łączyła z białą kiecką i nie widziała powodu, żeby to zmieniać. Była też całkowicie otwarta na wybór, jaki podejmie Teddy. We wszystkim przecież będzie wyglądała oszałamiająco. Pokiwała więc głową, gdy partnerka przyznała, że bardziej skłania się ku garniturowi. Gorzej, że w Abigail nie było do tego tyle entuzjazmu. April uniosła brew, przyglądając się matce badawczo.
— To chyba nie jest wielka różnica, co na siebie założymy i w jakim kolorze, co? Ważne, żeby dopasować do siebie odcienie i żeby dupa nie była na wierzchu — wyjaśniła rezolutnie, szczerząc się jak kretynka. Matka westchnęła ciężko i potarła skroń w bardzo podobny sposób, jak jej córka zrobiła to przed paroma momentami. Nic dziwnego, że Abigail czasami po prostu ręce opadały. Wychowanie takiej córki musiało być sporym wyzwaniem, szczególnie biorąc pod uwagę, co z niej wyrosło.
— Nie będę wam oczywiście niczego narzucać. To wydarzenie, które musicie dopieścić samodzielnie. Niemniej jednak z przyjemnością spotkamy się z Theresą i Trevorem, by nieco odświeżyć kontakty — zwróciła się znów do Teddy, uznając, że zignorowanie komentarza o dupie będzie najlepszym, co może teraz zrobić. W sumie miała rację! April pokiwała entuzjastycznie głową, chociaż szybko ta radość z niej wyparowała. Cieszyła się, że matka chce podejść do tego na poważnie, ale było jej przykro, że państwo Darling będą narażeni na takie spotkanie. Abigail to jeszcze pół biedy, ale Paul? Tragedia.
— Super pomysł. Obiecuję, że będę ci dawać znać na bieżąco, jak podejmiemy jakieś decyzje odnośnie do kwiatów albo rodzaju zupy — zapewniła i skinęła głową, by przybić te słowa jeszcze mocniej. Abigail aż odetchnęła z ulgą. Tym razem to jej wyraźnie zszedł z barków jakiś ciężar.
— To cudownie, dziękuję. Na niczym innym mi nie zależy, po prostu chcę, żebyś mówiła mi, co u ciebie. To znaczy, żebyście mówiły obie — wyjaśniła, najpierw przyglądając się córce, a potem posyłając długie spojrzenie Teddy. Tym razem wcale nie było w nim oceny. Mówiła poważnie. Abigail może nie była osobą, do której dzwoni się z płaczem, jak miała zły dzień, ale przecież obie wiedziały, że kiedy trzeba, to ta kobieta jest w stanie ogarnąć każdy problem. Zdecydowanie nie była w stanie jeszcze dołączyć Teddy w poczet swoich córek, ale zbliżała się do tego... drobnymi kroczkami. To już coś.
Z Tobą się zgubię dziś, no i w końcu się wyśpię
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nsiła w sobie takie przekonanie, że ostatecznie zawsze będzie dla ludzi bardzo fajna, ale niekoniecznie wystarczająca, żeby zostać na stałe. Odpowiednia na jakiś etap i kilka pięknych miesięcy, ale nie na całe życie. Dlatego momentami trudno było jej uwierzyć, że April wybrała właśnie ją. Przy niej pierwszy raz od bardzo dawna czuła, że nie musi być bardziej uporządkowana ani bogatsza, żeby zasługiwać na miłość. Że nie próbowała jej zmieniać ani dopasowywać do jakiejś wygodniejszej dla siebie wersji, bo po prostu dostrzegała w niej dobrego człowieka.
Teddy uśmiechnęła się, kiedy narzeczona wzięła jej stronę. Nie chodziło nawet o samą ideę sukienek, ale uważała, że ma zbyt szerokie barki do kiecek. Widząc delikatne fasony, odkryte ramiona i te wszystkie dopasowane kroje, automatycznie miała wrażenie, że kompletnie do tego nie pasuje. Za to garnitury zawsze były punkt. Przynajmniej nie będzie się garbić i co chwilę myśleć o tym, jak układać ręce.
— Moi rodzice na pewno chętnie się z państwem spotkają — przytaknęła natychmiast, chociaż wcale nie była tego aż tak pewna. Jej ojciec otwarcie uważał Paula za gbura i właściwie trudno było mu się dziwić. Ilekroć próbował normalnie z nim rozmawiać, pan Finch odpowiadał jakimś niezidentyfikowanym pomrukiem, który równie dobrze mógł oznaczać zainteresowanie, znudzenie albo chęć zakończenia rozmowy natychmiast. Teddy szczerze nie wróżyła tej relacji wielkiej przyszłości. I nawet przez moment nie brała pod uwagę scenariusza, w którym ich rodzice spotykają się sam na sam. Wystarczyło jedno wymowne uniesienie brwi posłane narzeczonej, żeby jasno dać jej do zrozumienia, że absolutnie nie ma takiej opcji. Jeszcze tego brakowało, żeby zwykła wymiana zdań zaczęłaby przypominać próbę sił.
Nie miała większych obiekcji przed informowaniem Abigail o tym, jak przebiega organizacja ślubu. Sama i tak zamierzała zgadzać się z większością pomysłów April, ale kiedy ukochana zacznie przesadzać, będzie musiała sprowadzać ją delikatnie na ziemię. Nie od dziś było przecież wiadomo, że Finch miała tendencję do wyolbrzymiania i momentami totalnie nie znała umiaru. Teddy była wręcz przekonana, że gdyby dać jej pełną swobodę, skończyłyby z trzydniowym weselem, kwartetem smyczkowym przy wejściu i personalizowanymi serwetkami dla każdego gościa. I prawdopodobnie narzeczona potrafiłaby jeszcze uzasadnić, dlaczego to absolutnie nie jest przesada.
— Och, no dobrze, postaram się — odparła, gdy pani Finch zasugerowała, żeby Darling również dzieliła się z nią tym, co u niej słychać. Wolałaby jednak, żeby to April opowiadała matce o jakichś szczegółach z ich wspólnego życia. Teddy co najwyżej mogłaby paplać Abigail o bardziej lub mniej udanych akcjach strażackich, ale nie podejrzewała, żeby kobieta była tym zainteresowana.
— Porozmawiam z ojcem — odezwała się znowu pani Finch, spoglądając na córkę. — Spróbuję go przekonać, żeby nie był wobec ciebie taki... surowy — dodała ostrożnie, jakby sama nie do końca wiedziała, jak określić stosunek męża do ich najstarszego dziecka. — Dla niego to też jest nowe. Nigdy wcześniej żadna z jego córek nie brała ślubu — posłała im pokrzepiającym uśmiech.
— Chyba nie chodzi do końca o sam ślub, tylko o to, z kim April ten ślub bierze — wtrąciła Teddy trochę ciszej i z wyraźnym smutkiem w głosie. Nie była głupia. Widziała różnicę między zwykłą rodzicielską ostrożnością a ocenianiem jej przez pryzmat rzeczy, na które nie miała wpływu. To, że była kobietą, było jedną sprawą. Ale miała wrażenie, że równie mocno działało przeciwko niej wszystko inne - brak dużych pieniędzy, zwyczajne pochodzenie i praca, która może budziła szacunek, ale raczej nie robiła wrażenia w świecie ludzi takich jak Finchowie.
bo ty obok będziesz, gdy wszystko wokół pęknie
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Argument Abigail nie do końca ją przekonywał. Rozumiała, że dla pana Fincha to wszystko było nowe, ale to zupełnie jak dla wszystkich pozostałych. April też nigdy nie brała ślubu! Teddy podobnie. No chyba że coś przed nią ukrywała, cholera ją wie. Ale raczej nie! Potrafiły się w tym wszystkim ogarnąć i zachować jak względnie dorosłe, a on niby co? Taki poważny i dostojny pan prawnik, a zachowywał się jak wredny bachor.
Słowa narzeczonej dotarły do niej z lekkim opóźnieniem. Kiedy wreszcie zrozumiała, co powiedziała, obróciła się w jej stronę i złapała ją za ramię, ściskając mocno. Nie chciała, żeby narzeczona popadała w takie stany emocjonalne, to tylko jej zaszkodzi. Powinna przecież cieszyć się wszystkim co związane z ich miłością, a nie martwić się drobiazgami. April martwiła się przecież na nie obie. I za nie obie miała nakurwione we łbie.
— Ja to to jaram się jak ta apteka tym, z kim biorę ślub — zapewniła. Nie była pewna, czy to najbardziej urocze i romantyczne porównanie, na jakie było ją stać, ale chwilowo musiało jej wystarczyć. Nie czuła się w pełni swobodnie, by opiewać ukochaną słodkimi peanami, gdy Abigail siedziała w zasięgu słuchu. Nadrobi to wszystko później.
— Nie wpasowujesz się w to, co Paul wymarzył sobie dla którejkolwiek z naszych córek, to prawda. Ale April ma rację. To nie z nim planujesz ten ślub. Jemu już jeden wystarczy. Domyślam się, że to nie jest łatwe, ale postaraj się nie brać do serca każdej jego opinii. Zmienia zdanie wyjątkowo opornie, potrzebuje czasu. Ale jemu się tylko wydaje, że zawsze ma rację. — Pani Finch mówiła spokojnie, jakby tłumaczyła klientom ich opcje na zwycięstwo w sądzie. Była rzeczowa i przekonana o słuszności swoich poglądów. April uniosła wysoko brwi, przyglądając się matce. Nieczęsto słyszała, by rodzice mówili na swój temat cokolwiek negatywnego. Unikali raczej podkopywania się nawzajem u swoich dzieci, a tu proszę bardzo!
— Ma całe życie, żeby się do nas przekonać. Nigdzie ci się chyba nie spieszy, co? — Dźgnęła ją zaczepnie palcem w żebra, domagając się tym samym zapewnień, że Teddy nadal chciała być z nią co najmniej do śmierci. April nie chciała niczego popędzać. Jeśli Paul przekona się dopiero za dekadę, to trudno.
— Jego strata. Będzie żałował tego całego czasu, który zmarnował, zanim cię pokochał — dodała już dużo łagodniej i bez żartów. Na pewno wszyscy, podobnie jak April, uważali, że każdy dzień bez Teddy jest dniem straconym.
Za każdym razem, gdy tylko rano na Ciebie patrzę tu Czekam znowu na noc, żeby znów przy Tobie zasnąć
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Finch byłaby pierwszą osobą, której Darling powiedziałaby, że wzięła ślub. Po cichaczu, gdzieś przy Niagarze, żeby klimat był równie kiczowaty, jak w Vegas. Nie dałaby ukryć tego przed najlepszą przyjaciółką. Ba, jeśli w przeszłości coś takiego naprawdę miałoby miejsce, poprosiłaby April, żeby towarzyszyła jej w tym dniu. Przecież potrzebowałaby świadkowej! Szczerze mówiąc, zawsze widziała w tej roli Finch, a teraz musiała znaleźć kogoś za zastępstwo. Dlatego padło na Jetta.
Westchnęła cicho, kiedy narzeczona ścisnęła jej ramię. Próbowała nie myśleć o tym, że faktycznie nie jest powodem, dla którego Paul nie potrafi zaakceptować ich związku, ale głosik w jej głowie twierdził co innego. Cały czas próbował jej wmówić, że według pana Fincha, nie była odpowiednią partnerką dla jego córki. I że na pewno o wiele łatwiej byłoby mu cieszyć się ślubem, gdyby April związała się z kimś bardziej odpowiednim.
Słowa narzeczonej i jej matki w teorii powinny były ją uspokoić, ale w praktyce Teddy nie poczuła się ani trochę lepiej. Owszem, to, co powiedziała April, uśmiechnęło ją, ale reakcja Abigail tylko mocniej uświadomiła jej, że te obawy istnieją i nie były tylko jej wymysłem. Darling ugryzła się w język, żeby nie palnąć czegoś, czym zasugerowałaby, że może Paul zawsze ma rację.
— To trochę jak pogodzenie się z porażeniem mózgowym, ale postaram się tym nie przejmować — mruknęła, chociaż nawet dla niej samej zabrzmiało to średnio przekonująco. Bo trudno było machnąć ręką na coś takiego. Nie było nic przyjemnego w słuchaniu, że jest się kimś, z kim czyjaś córka nie powinna wiązać przyszłości. Zwłaszcza kiedy naprawdę dawało się z siebie wszystko i kochało April tak mocno, że czasami nawet nie potrafiła ubrać tego w słowa. Teddy jeszcze zrozumiałaby, gdyby była jakimś fatalnie beznadziejnym przypadkiem. Gdyby ciągnęła April w dół, pakowała ją w kłopoty albo traktowała źle. Wtedy nawet sama miałaby wątpliwości. Szkoda tylko, że Paul kompletnie nie miał pojęcia, ile razy to właśnie Darling wyciągała jego córkę z gorszych momentów i sprowadzała na ziemię.
— Oczywiście, że nigdzie mi się nie spieszy — zapewniła, wzdrygając się, gdy narzeczona dźgnęła ją palcem między żebra. — Po prostu nie chcę, żeby moje istnienie przyczyniało się do kolejnych awantur miedzy tobą a twoim ojcem. To chyba normalne? Ty też nie chciałabyś patrzeć, jak trę koty z Tessą albo Trevorem — wyjaśniła swój punkt widzenia, mimo że wizja takiej relacji z własnymi rodzicami wydała jej się okropnie absurdalna.
— To nie jest twoja wina, Theodoro — wtrąciła Abigail, posyłając jej lekki, uspokajający uśmiech. — Paul niełatwo przekonuje się do ludzi. I jest wyjątkowo uparty. Zupełnie jak April i jej siostry — dodała, na moment spoglądając znacząco na najstarszą córkę. — Jak coś sobie wbije do głowy, to nie ma przeproś. Ale w końcu zrozumie, że jesteście razem szczęśliwe — zakończyła z pewnością, jakby to miało wystarczyć, żeby sprawa sama się rozwiązała.
Teddy przyjęła to, ale nie wyglądało na to, żeby w pełni ją to uspokoiło. Pokiwała głową lekko, bardziej z uprzejmości niż realnego przekonania.
— A mogę zrobić cokolwiek, żeby nie traktował mnie jak intruza? — zapytała niepewnie, zerkając to na April, to z powrotem na Abigail. — Nie wiem, może jakoś dać panu Finchowi do zrozumienia, że naprawdę zależy mi na April? Że chcę dla niej wszystkiego, co najlepsze i nie jestem jego wrogiem? — dodała ciszej. Przez chwilę wyglądała, jakby jeszcze chciała coś dopowiedzieć, ale jak tylko rozchyliła usta, to równie szybko je zamknęła. Bo prawda była taka, że Teddy nie wiedziała, czy w ogóle da się zrobić coś więcej. Nie znała zasad tej gry. I miała wrażenie, że niezależnie od tego, co powie albo zrobi, Paul i tak będzie musiał sam dojść do momentu, w którym uzna, że w końcu można ją ewentualnie zaakceptować.
co ta miłość wyprawia, nie pytaj mnie skąd mam pewność, że to ty
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Na uwagę o porażeniu mózgowym wydała z siebie niezadowolony pomruk. Nie uważała, żeby to był najbardziej trafiony żart świata, ale kłócenie się o to w tym momencie to kretynizm. Na pewno nie będą robić tego przy Abigiail, skoro próbowały jej wytłumaczyć, że są doskonałą parą i dają sobie całą masę szczęścia.
— Ale to w żaden sposób nie jest twoja wina, tylko jego — zapewniła twardo. Nie patrzyła na to w taki sam sposób, jak Teddy. Gdyby jej narzeczona faktycznie robiła coś, za co państwo Finch mogliby ją winić i mieć do niej pretensje – jasne. April sama wtedy pewnie walczyłaby o to, by jej narzeczona się ogarnęła i dogadała z Finchami, bo nie chciałaby tracić relacji ani z jedną stroną, ani z drugą. Darling jednak zachowywała się wzorowo od piętnastu lat, a Paul nie miał żadnych wartościowych argumentów i samodzielnie tworzył problemy we własnej głowie. O, może w tym April była do niego najbardziej podobna! No świetnie po prostu. Nie mogła odziedziczyć po nim doskonałej orientacji w terenie? To by się jej przydało na co dzień.
Pokiwała na znak, że zgadza się z opinią matki. Upartość to również coś, co przejęła po tatusiu. To akurat plus! No dobrze, nie zawsze. Czasem zacietrzewiała się na czymś w kompletnie absrudalny sposób, zupełnie jak Paul. Dobrze, że nie była pod tym względem aż taką wariatką jak tatko, bo Teddy nie miałaby z nią aż takiego
— Ale dajesz mu do zrozumienia wszystkim, co robisz. To on po prostu za tym nie nadąża. Przecież jesteś dla mnie taka dobra... — Spuściła wzrok na swój talerz, starając się jednak na szybko wymyślić jakiś sposób, który przekonałby Paula. Nie wierzyła jednak, że coś takiego w ogóle istniało. To nie była kwestia jakiegoś jednego wydarzenia, tylko poprzestawiania mu chemii w mózgu.
— Jeżeli nie będziesz dawała mu niczego, co będzie potwierdzać jego teorię, w końcu zacznie zmieniać zdanie — zgodziła się Abigail. Spojrzała na córkę nieco zmartwiona, bo chyba i jej zaczynało brakować pomysłów, jak uspokoić Teddy. W domu Finchów szybko przechodziło się do porządku dziennego nad takimi sprawami, uznając, że po prostu nie zawsze trzeba okazywać sobie miłość albo czuć się wartościowym. Nie były przyzwyczajone do radzenia sobie z tego typu problemami.
— Teddy... nie musisz traktować tego jak swoją odpowiedzialność — dodała nieco ciszej, podnosząc na nią wzrok znad talerza. Cholera jasna no. Od początku czuła, że podzielenie się tą nowiną z rodzicami przyniesie same smutki.
Masz taki zamyślone usta. Masz takie malinowe oczy
-
więc bądź kimś więcej, żadnym one night standem. chcę kochać wściekle, mówiąc, że tęsknię
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Sama nie była pewna, czy bycie dobrą dla April faktycznie wystarczy w oczach Paula. W normalnym świecie chyba właśnie to powinno być najważniejsze. To, że jego córka była szczęśliwa i kochana. Ale w świecie pana Fincha najwyraźniej funkcjonowało to zupełnie inaczej. Byłoby łatwiej, gdyby chodziło o coś konkretnego. Wtedy mogłaby się bardziej postarać, coś poprawić i udowodnić swoją wartość w jakiś namacalny sposób. Tymczasem miała wrażenie, że stoi przed ścianą, której nawet nie wie jak ruszyć. Darling chciałaby, żeby istniał jakiś jeden magiczny sposób na rozwiązanie tego wszystkiego. Paul nie musiał jej od razu lubić! Naprawdę nie oczekiwała aż takich cudów. Wystarczyłoby, gdyby przestał patrzeć na nią tak, jakby April popełniała największy błąd życia.
— Nie nadąża za tym, że można kogoś kochać? — wypaliła, zanim zdążyła ugryźć się w język. — Myślałam, że po tylu latach małżeństwa człowiek raczej rozumie takie rzeczy — dodała, ale napotykając spojrzenie Abigail, od razu spuściła wzrok, wyraźnie speszona własnymi słowami. — Przepraszam, pani Finch — powiedziała od razu ciszej. — To zabrzmiało gorzej, niż miało. Nie chodziło mi o państwa małżeństwo. Po prostu mam wrażenie, że pani mąż od początku założył sobie, że jestem fatalnym wyborem. I chyba najbardziej przeszkadza mu to, czym się zajmuję. Bo wszystko inne dałoby się jeszcze jakoś przełknąć, ale straż... to nie jest zawód, który uspokaja rodziców i przynosi wielkie pieniądze — uśmiechnęła się nerwowo. W jej głowie to nie wyglądało jak problem Paula, tylko jak coś, co dotykało ich obie i siłą rzeczy wchodziło między nie. Teddy nie była aż tak naiwna. Rozumiała, że nie da się nikogo do niczego zmusić. Ale jednocześnie trudno było jej udawać, że zupełnie jej na tym nie zależy. Zwłaszcza kiedy chodziło o ludzi, którzy byli ważni dla April.
— Ja to wszystko wiem. Ale gdyby sytuacja była odwrotna i chodziło o moich rodziców, też chciałabyś, żeby cię polubili — wyjaśniła spokojnie, bo narzeczona znała ją dobrze i wiedziała, że na co dzień Teddy nie zabiegała na siłę o niczyją sympatię. — Ja to wszystko wiem. Ale gdyby sytuacja była odwrotna i chodziło o moich rodziców, też chciałabyś, żeby cię polubili — wyjaśniła spokojnie, bo narzeczona znała ją dobrze i wiedziała, że na co dzień Teddy nie musiała się specjalnie starać, żeby zyskiwać czyjeś uznanie. Po prostu była sobą i zwykle to wystarczało, żeby ludzie odnosili się do niej życzliwie. A tutaj, proszę bardzo, z Paulem miała cholernie ciężki orzech do zgryzienia!
cześć, tu miłość, zakorzeniłam się w tobie całej
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Rozumiem, co masz na myśli, spokojnie. Paul zawsze traktował bezpieczeństwo wyjątkowo poważnie i myślę, że istnieje na świecie wiele osób, które przypasowałyby mu jako partnerzy dla naszych córek — wyjaśniła jej jeszcze. Dla Paula pieniądze zawsze były ważne. Lubił je zarabiać, ale nie szastał nimi na prawo i lewo, by zaspakajać wyłącznie własne zachcianki. Nigdy nie żałował na rodzinę. Nie zasypywał córek prezentami jak jakiś wariat, ale zawsze trzymał się tego, że muszą mieć wszystko, co najlepsze – nieważne czy chodzi o wakacje, nowy telefon czy zajęcia pozaszkolne. Jeżeli w jego głowie to, co robił, stanowi absolutne minimum, to faktycznie kiepska sprawa. April powinna raczej zacząć szukać wybranki w celebryckich kręgach i to tych z najwyższej półki. Albo porozmawiać z właścicielami biurowca, w którym pracowała. Chociaż pewnie i to by się Paulowi nie spodobało, bo uznałby ich pracę za bezwartościową czy coś. Przynajmniej tego nie mógł powiedzieć o Teddy! Problem w tym, że przy tej całej wartości dochodziła jeszcze cała masa niebezpieczeństwa stabilności. Szansa na to, że strażaczka nie wróci z pracy do domu jest dużo większa niż to, że zrobi tak prawnik.
— Porozmawiam z nim na ten temat. Przekażę mu to, co mi powiedziałyście i przypomnę, jak powinny wyglądać priorytety kogoś o zdrowym rozsądku — zapowiedziała nieco na okrętkę. April zmarszczyła brwi i przyjrzała się matce uważnie. Na Paula czekał opierdol? Nie no, bez przesady. Finchowie tak nie funkcjonowali. Czyżby jednak to matka miała okazać się tą, która będzie walczyć w imię miłości, odrzucając na bok własną stoickość? Od tego wszystkiego coraz bardziej mieszało się April w głowie.
— Bardzo wam dziękuję za zaproszenie i szczerość. Mam nadzieję, że to nie będzie ostatnie tego typu spotkanie. Nie chcę wam dłużej przeszkadzać, mam dzisiaj jeszcze trochę dokumentów do przygotowania. — Abigail skinęła głową wstając z miejsca i odsuwając nieco pusty talerz. April spojrzała niepewnie na Teddy, zastanawiając się, czy powinny teraz z czystej kurtuazji zacząć ją jednak zatrzymywać na jakiś prowizoryczny deser.
— April, powiedz mi jeszcze, od jak dawna o wszystkim wiedzą twoje siostry? — dopytała, wpatrując się w córkę spojrzeniem, które znała aż za dobrze. Prawdopodobnie czekał ją zaraz szlaban. Nie, chwila. Przecież była dorosła. To nie tak, że matka znalazła papierosy między książkami do matematyki albo próbowała się dowiedzieć, która z córek porysowała jej szminką połowę łazienki.
— No... to znaczy ten... — Mimo wszystko czuła się jak dziecko na przesłuchaniu. Szukała w głowie jakiejś metody, żeby się wykręcić, ale spojrzenie matki przeszywało ją na wylot i czuła, że to nie ma sensu, bo jakimś cudem ta kobieta i tak jest w stanie przejrzeć wszystkie jej kłamstwa i skrywane lęki.
— Rozumiem — ucięła i obróciła się z powrotem w stronę drzwi, żeby zgarnąć swoją kurtkę. April rzuciła Teddy jeszcze jedno, przerażone spojrzenie, nadal chyba nie zdając sobie sprawy, że nie są już w liceum i Abigail naprawdę nie ma żadnego realnego wpływu na przebieg ich dnia.
Musisz widzieć, Nie rozumiem co się ze mną dzieje