001. | outfit
Pogrzeb to niesamowicie przykra okoliczność, w trakcie której można bez problemu okazać jak bardzo nam żal utraty tej bliskiej osoby. I faktycznie - Michaelowi był ciężko, skoro ten człowiek wręcz w pewnym momencie życia mężczyzny zastąpił mu własnego ojca. Który, notabene, pojawił się na ostatnim pożegnaniu swojego współpracownika, choć jednocześnie nie zamienił słowa z własnym synem, nie uścisnęli sobie dłoni - nawet nie wymienili spojrzeń, choć młodszy Campbell niejednokrotnie spojrzał w jego stronę. Mama za to uśmiechała się, widząc iż napięcie w tym kościele pomiędzy nimi jest niesamowicie napięte, niemo próbując przeprosić za ojca i za jego zachowanie. Nie przejął się tym w sumie. A raczej - przestał to robić, gdy nagle pojawiła się
ona.
Poppy bez słowa przybyła i znalazła się niedaleko rodziny Wentworth, chociaż to on znajdował się koło jej brata, gdzie to ona powinna stać i wspierać bliskich. Mimo to - nie chciała chyba spoufalać się z nimi na siłę, co totalnie rozumiał - wiedząc że to nie jest w jej stylu. Widział jak zachowywali się Ci dwoje - nie pojmując po co ta cała szopka. Michael z całej tej trójki zachował powagę, nie rozmawiając po prostu z kimkolwiek, a później swoje przenikliwe spojrzenie chowając pod ciemnymi okularami; chcąc się oddzielić od wszystkich na tyle, na ile to było możliwe.
Prawie całe wydarzenie starał się obserwować nie żonę czy syna Wentwortha - a tą, która miała być czarną owcą rodziny z wyboru wszystkich i samej siebie. Poppy zachowywała się kompletnie inaczej, niż na pogrzebie swojej siostry, nie wiedząc czy to jeden z tych dobrych, a może złych znaków. Trzy lata to w końcu dużo dla każdego, a tym bardziej tak młodej kobiety, która w pełni weszła do dorosłego życia, musząc zapracować na samą siebie bez możliwości odezwania się do rodziców. I to nie dlatego, że rodzice by jej nie pomogli - domyślając się, że po prostu jej własna duma nie pozwoliłaby na zrobienie takiego kroku.
Ostatecznie pogrzeb zakończył się, ostatnie pożegnanie wykonane, a oni przeszli na stypę, gdzie
próbował chciał nawiązać jakiś kontakt z kobietą. Bo co już namierzył ją samą i miał względną możliwość podejść do niej, to ktoś wchodził mu w drogę, a Poppy
uciekała w inne miejsce. Widział też, jak jej rodzicielka podeszła i zainicjowała rozmowę, dostrzegając mocno niezadowoloną minę u blondynki. Uśmiechnął się pod nosem, a później dowiedział się od Juliana, że po stypie mają mieć od razu spotkanie z prawnikiem, na którym jego
pożal się Boże siostra również ma do nich dołączyć.
Czy to będzie w końcu ta idealna okazja, aby móc z nią porozmawiać, choćby przez chwilę?
Trochę na to liczył, ale jednocześnie nie mógł sobie robić wielkich nadziei. W końcu - to była Poppy, a pamiętał że potrafi być mocno kapryśna, nie zważająca na cokolwiek - a tym bardziej na to, że coś by wypadało, a coś innego niekoniecznie.
Przez bliskie kontakty z państwem Wentworth, musiał zostać na wydarzeniu do samego końca, również przyjmując dalszą część kondolencji po stracie teścia, który tak naprawdę mocno ustawił jego przyszłość. Miał odpowiednie finanse, piękny dom, jaki kupili jeszcze z Eleanor, a na dodatek udziały w jego firmie, kiedy rodzony ojciec Mike’a nie chciał go widzieć w tej należącej do Campbellów. Po załatwieniu wszystkiego, pojechali do domostwa - obecnie tylko - Beatrice, gdzie miały być dopięte ostatnie sprawy, finalizujące wszystkie dotychczasowe rzeczy. W sumie - był ciekawy jak to będzie teraz wyglądało; szczególnie mając tu na myśli firmę i to, jaka będzie jego dalsza droga. Nie oczekiwał nie wiadomo czego, acz zarazem był pełni nadziei na to, iż pozostanie w tym samym miejscu, co dotychczas - że śmierć Alistaira niczego nie zmienia w tej kwestii.
Zasiadł ze wszystkimi w punkcie kulminacyjnym domu, gdzie zazwyczaj były prowadzone wewnętrzne sprawy firmy czy rodziny, a gdy Poppy pojawiła się w wejściu do pomieszczenia, od razu skierował na nią tęczówki, nie obawiając się obecnie intensywniejszego przyglądania się kobiecie. Szczególnie, gdy finalnie nawiązali kontakt wzrokowy, nawet jeśli to były dosłownie ułamki sekund. Nie odezwał się, gdy zszokowana wypowiedziała jego imię, nie ukrywając jeszcze przez moment zaskoczenia jego osobą w tym miejscu, niemniej sporo się zmieniło od jej wyjazdu - a Mike stał się znacznie bliższy Alistairowi, niż jak za życia Eleanor, co zdecydowanie było dla niego zaskakującą sytuacją i trochę… zabawną? Bo faktycznie, wyglądało to trochę tak, jakby zastąpił jej miejsce, stając się dzieckiem tego mężczyzny, pomimo nie noszenia ich nazwiska.
Beatrice wyrwała go z niejako transu, przenosząc na nią spojrzenie, a w międzyczasie nabierając głębokiego wdechu. Przerzucał po wszystkich spojrzeniem, nie chcąc wtrącać się w tą rodzinną
pogawędkę, bo tak naprawdę co miał powiedzieć? Jak powinien zareagować? Jak zachować się, gdy tak naprawdę obecnie - i w dalszym ciągu - biło jego serce dla Poppy, choć powinno dla tej drugiej siostry?
Niemniej właśnie - gdy nagle padło porównanie jej do El, trochę go zmroziło, a szczęka widocznie mocniej się zacisnęła. Zerknął najpierw na adresatkę tych słów, by następnie przenieść spojrzenie na Poppy, nadal niczego nie mówiąc, choć na pewno zauważyła zmianę w jego wyrazie twarzy. Zdołała go poznać o wiele bardziej niż ktokolwiek z tego pomieszczenia, miała okazję go widzieć złego i szczęśliwego; smutnego, zrozpaczonego, zirytowanego, załamanego. Jak nikt nigdy wcześniej, pomijając jej własną siostrę, nie wiedział jakim człowiekiem jest Michael Campbell, ciągle przybierając maskę - bo choć na początku związku ze starszą Wentworth był totalnie sobą, mocno ambitnym i szalenie rządnym sukcesu chłopakiem, tak wiele sytuacji na przestrzeni tych wszystkich lat sprawiło, iż zmieniły się jego priorytety. Chciał rodziny, dziecka, chciał trochę więcej luzu oraz spokoju i… chciał
jej. Nawet jeśli wiedział, iż Poppy nie była tym zbytnio zainteresowana.
Na całe szczęście prawnik w końcu się odezwał, a wszyscy zgromadzeni zainteresowali się jego słowami. Nie sądził, że to będzie tyle trwało, choć mocno ukrywał lekkie znużenie całością. To, co miało zostać komu przydzielone, nie było jego interesem; i tak nie dostanie czegokolwiek, a firma to jedyna rzecz, dla jakiej się tu pojawił. Chciał zwyczajnie wiedzieć, czy ma szukać nowej pracy, czy jednak Alistair dotrzyma danego słowa te parę lat temu, gdy rozmawiali w jego gabinecie.
Gdy finalnie przeszło do kwestii
Wentworth Development, poprawił się na krześle i wyraźnie wyprostował. Prawnik zaczął mówić, a Michael z początku… zdurniał, tak zwyczajnie. Co prawda, dodał później prawnik informację, że Michael w dalszym ciągu jest udziałowcem, jak i Julian. Ale że dołączyła do ich składu Poppy, dając jej najważniejsze prawa do zarządzania firmą? Że to ona jest decyzyjna we wszystkim? I chociaż Beatrice oraz jej syn nie ukrywali oburzenia, zaczynając krzyczeć, tak on jedynie zwrócił uwagę na córkę Alistaira - chyba jako jedyny, póki przybyły mężczyzna nie zdecydował podejść, przekazując klucze oraz kopertę.
Zanim wyszła, zdołał się pod nosem roześmiać z tej patowej sytuacji, kręcąc na koniec głową z rozbawienia, jakie go ogarnęło na te wieści. Znaczy - patowej. Na pewno dla ich najbardziej niezadowolonych członków rodziny Wentworth; dla niego niekoniecznie, bo to wiązało się faktem, iż będzie musiała… zostać w Toronto. Dodał prędko dwa do dwóch, domyślając się iż Poppy nie zdecyduje się na wyjazd do miejsca, w którym dotychczas mieszkała. Co jak co, ale nie wydaje mu się, żeby miała się na wszystkich wypiąć i robić problemy.
A raczej - liczył, że tak będzie.
Ostatecznie wyszła, a on zerknął na pozostałą dwójkę.
— Pójdę z nią porozmawiać — powiedział jedynie, wstał i wyszedł w ślad za nią.
Nie musiał daleko jej szukać, a fakt chęci przewietrzenia się dał mu do myślenia, że chciała wyjść całkiem z budynku. Powędrował więc na zewnątrz, zauważając jak próbuje odpalić papierosa, wręcz siłując się z zapalniczką. Po chwili dostrzegł też leżące klucze pod jej nogami, wiedząc iż to te jakie dostała chwilę wcześniej. Podniósł je, po czym niemo zasugerował, iż zabierze zapalniczkę i pomoże jej. Przejął i od razu pojawił się ogień, podstawiając aby zaciągnęła się papierosem, żeby ten zaczął się żarzyć.
— Dalej palisz — rzeczywiście, świetny początek rozmowy po trzech latach nie widzenia się. Następująco wyciągnął fajkę dla siebie, również odpalając. Zdecydowanie było mu to potrzebne, bo cała ta sytuacja była mocno nerwowa.
— Się porobiło, co? — trochę czuł się dziwnie - jakby zapominał języka w gębie, nie wiedząc jak powinien się zachować w tej sytuacji. Nie był na nią zły, jak reszta jej rodziny która nie rozumiała tego, co właśnie się wydarzyło, a po prostu nie wiedział co teraz blondynka planuje.
Poppy Wentworth