ODPOWIEDZ
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Dzisiaj wyjątkowo miała czas na załatwienie swoich spraw. Zazwyczaj siedziała w pracy ignorując życie poza prosektorium, zamykając się w nim niczym w jakiejś bańce, która miała ją chronić. Była zbyt zajęta, by myśleć o zakupach, ugotowaniu obiadu, czy chociażby umyciu samochodu (a temu zdecydowanie by się to przydało, bo kolor limonki zaczynał powoli przekształcać się w zgniłą zieleń).
I chociaż zdawało się to być praktyką idealną, tak nie mogła zignorować faktu, że ktoś uiścił z jej konta dość pokaźną opłatę, co wymogło na niej konieczność stawienia się w oddziale banku. Jeszcze tego jej brakowało, żeby straciła oszczędności. Liczyła, że przelew uda się zablokować, mając nadzieję, że nie został ostatecznie zaksięgowany.
Westchnęła, pakując się do samochodu. Uwielbiała prowadzić, jednak myśl, że za kilka minut wpakuje się w korek, który stanie się jej więzieniem na znacznie dłużej, niż planowała, wywoływał w niej drżenie. Była ostatnią osobą lubiącą marnować czas. Tak wiele miała jeszcze do zrobienia! Jasne, jej pacjenci nigdzie nie uciekną, ale nie lubiła odkładać poważnych zadań na później.
Skręciła ostrożnie, w ostatniej chwili hamując przed nieuważnym pieszym.
Czy tak trudno było spojrzeć wokół siebie i upewnić się, że nic nie nadjeżdża?
W taki chwilach zastanawiała się, czy kiedy ona spaceruje po mieście zachowywała się identycznie. Oby nie, bo narażanie się wściekłym kierowcom nie było mądrym pomysłem. Nie w takim mieście jak Toronto, w którym rozpędzony van mógł staranować tłum w każdej sekundzie.
Starając się zapanować nad zniecierpliwieniem (zdecydowanie potrzebowała kawy; bez niej wydawała się inną osobą, mniej przyjemną), w ślimaczym tempie zbliżała się do budynku banku. Mieszkanie w tej okolicy miało swoje plusy - wszędzie było blisko. Niestety blisko nie zawsze oznaczało szybciej, tym bardziej, jeśli było się kierowcą.
Odetchnęła z ulgą, kiedy wężyk pojazdów ruszył przed siebie, trochę się rozładowując. To dało jej możliwość nadrobienia, jak również znalezienie miejsca parkingowego, co stanowiło niemałe wyzwanie w metropolii takiej wielkości. Mogła się założyć, że liczba samochodów przewyższała tu liczbę mieszkańców.
Wolno, nie czując się w tym tak pewnie jakby chciała, zaczęła wykonywać manewry mające ją doprowadzić do jako tako prostego zaparkowania. Kolejny samochód zaopatrzy w większą ilość czujników i kamer. Albo dorobi się samochodu, który zaparkuje sam siebie.
Obróciła głowę sprawdzając, ile ma miejsca z tyłu. Wydawało się, że wystarczająco, jednak krzywizna kół trochę ją irytowała. Ruszyła do przodu - błędnie podjęta decyzja.
Usłyszała głuche uderzenie. Nie z rodzaju tych głośnych, na dźwięk których człowiek niezwłocznie dostaje zawału. Bardziej stłumione, choć oddziałujące z wystarczającą intensywnością na patolożkę.
Nie spodziewała się, toteż z jej ust wydobył się cichy pisk - Myszka Minnie mogłaby brać u niej lekcje.
Cztery sekundy - bo tyle potrzebował jej mózg na przetworzenie sytuacji - oraz jedną deskorolkę wolno sunącą sprzed jej maski w lewą stronę później, wyskoczyła z samochodu. Dotarło do niej, że zwyczajnie w świecie w kogoś uderzyła.
Odetchnęła z nieukrywaną ulgą, kiedy młody mężczyzna leżący na asfalcie się poruszył. Przynajmniej żył.
Jeszcze.
-Na litość Pana, nic ci nie jest? Boli cię gdzieś? Złamałeś którąś kończynę? - Zalała go pytaniami, w pierwszej kolejności dopuszczając do głosu lekarską naturę.
Na tą drugą przyjdzie czas za chwilę.

Ricky O'Hara
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
30 y/o
For good luck!
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

{ 2 }
Można było pomyśleć, że w życiu detektywa wydziału zabójstw i zaginięć mało jest dni spokojnych, spędzonych na nudzie — i byłoby to założenie jak najbardziej słuszne, bo O’Hara czasami miał wrażenie, że pracował dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jednak odkąd jego partner przeszedł na wcześniejszą emeryturę, a ich wszystkie sprawy przerzucono innym duetom, Ricky autentycznie miał trochę czasu, by się po prostu zwyczajnie ponudzić.
Nie zakładał, że jego nuda zmieni się w popołudnie pełne załatwiania dorosłych spraw, których naprawdę nienawidził załatwiać, ale chciał skorzystać z tego, że faktycznie nie musi ostatnio zarywać nocek na komisariacie.
Właśnie wychodził z banku cały rozgorączkowany, bo miał niejasne wrażenie, że nikt nie traktował go tam poważnie. Zablokował sobie ostatnio kartę płatniczą, bo — a jakże by inaczej — zapomniał do niej PINu. Szósty raz. Pracownica, która go przyjęła, popatrywała tylko co chwilę na trzymaną przez niego pod pachą deskorolkę, to znowu na jego twarz, to na jego biały T-shirt z napisem I LOVE MILFS… może faktycznie nie był to najlepszy strój na załatwianie poważnych spraw, ale zapomniał zrobić pranie i zostało mu już tylko to…
Popchnął deskorolkę nogą, by wskoczyć na nią już w ruchu. Nie zostało mu już nic do załatwienia oprócz jakichś szybkich zakupów, ale póki co musiał dostać się do swojej dzielni. Nie przejechał jednak nawet pięciu metrów, kiedy nagle tuż przed nim wyrosła maska zielonego samochodu.
Bardziej usłyszał, niż poczuł uderzenie o metal.
Nie jechał szybko, więc impet nie był zabójczy, ale wystarczył, by Ricky wpadł na maskę i zsunął się po niej dramatycznie. Nie było może slow motion, ale niewiele brakło, by zaliczył glonojada na szybie. Jego poobklejana wlepami deska odjechała kilka metrów dalej, a O’Hara — bardziej zaskoczony niż faktycznie poszkodowany — zjechał po brudnej masce na asfalt.
Kobiecy głos wyrwał go z tego stanu szoku i chyba dopiero, kiedy jego niedoszła morderczyni wspomniała o bólu, to do jego mózgu dotarły sygnały z ciała. Ewidentnie obił sobie kolano, które pulsowało teraz tępo, ale raczej nic poważnego sobie nie zrobił.
Nic, czego nie wyleczyłaby paczka mrożonego groszku i parę buziaczków.
Chyba nic mi nie jest — wymamrotał, nie otwierając oczu. Słońce jak na złość wyszło zza chmur i raziło go w oczy, dlatego przesłonił je ręką. — Chociaż wydaje mi się, że jestem trochę nieprzytomny…
Zamrugał, próbując mimo ostrego słońca dostrzec, kto to taki mądry próbował popełnić morderstwo na detektywie wydziału zabójstw, o ironio! No i kiedy już dostrzegł, to nawet nie potrafił być jakoś szczególnie zły…
A ty jesteś cała? — palnął, zapominając o tym, że kobieta była bezpieczna w ważącej kilkaset kilogramów metalowej klatce, która nie uderzyła z impetem w ścianę, a lekko puknęła Bogu ducha winnego przechodnia, więc raczej nic nie mogło jej się stać. No ale Ricky był szarmancki i troskliwy, zwłaszcza w stosunku do ładnych kobiet, dlatego zaczął się powoli gramolić na równe nogi. Niestety, obite kolano załamało się pod nim i klapnął znowu tyłkiem o asfalt. — No, w sumie to i tak chciałem tu sobie chwilę posiedzieć...


Olivia Calvert
twój stary pijany
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Sytuacja, w której się znalazła, była absurdalna. Jakim dziwnym zrządzeniem Olivia stała się ofiarą paradoksu, potrącając niczego nieświadomego mężczyznę, uważając tak bardzo, by manewr parkowania wyszedł perfekcyjnie? Nie była nowicjuszką, nie dostała prawa jazdy wczoraj i nie wygrała go w paczce chipsów? Jakim więc cudem wjechała w kogoś, przy prędkości zaledwie kilku kilometrów na godzinę?
Prychnęła pod nosem nie wiedząc, czy ma się śmiać, czy ubolewać, jak zmarniały jej skille.
Dodatkowo była pewna, iż ów poszkodowany wyszedł dzisiaj z domu, ani myśląc, że jakiś czas później znajdzie się na asfalcie, liżąc rany.
A kiedy tak siedziała, analizując - jak miała w zwyczaju - każdy ułamek wypadku, uświadomiła sobie, że to przecież nie była tylko jej wina. Nie mogła jej całkiem przerzucić na blondyna, niemniej gdyby uważał, do niczego by nie doszło.
Co, jeśli jego planem było naciągnięcie ją na ubezpieczenie?
Myśl ta wyjątkowo jej się nie spodobała i miała zamiar wszystko wyjaśnić.
Zakładając, że mężczyźnie faktycznie nie stało się nic poważnego. Przy skomplikowanych obrażeniach ciężko jej będzie przekonać kogokolwiek, że co złe, to nie ona. Ubezpieczalnie tylko zacierały ręce, by składki podnieść, a prawnicy by wywalczyć absurdalnie wysokie odszkodowanie.
A w życiu!
Zerknęła na maskę samochodu, na której odbiła się część sylwetki mężczyzny; reszta była rozmazana za sprawą jego spektakularnego ślizgu.
Uświadomiła sobie, że jej samochód koniecznie wymagał mycia. Szybko dopisała myjnię do listy rzeczy na dzisiaj, i skupiła się na ofierze. Albo naciagaczu, zaraz się przekona.
-Na pewno nie masz złamania? Prędkość może i niewielka, ale czasami wystarczy mały dystans i twarde podłoże, by się poważnie uszkodzić - rzuciła.
Nie przejmując się jego ewentualnymi protestami względem chamskiego wpychania się w strefę komfortu, na szybko sprawdziła jego ręce i żebra, nie wyczuwając niczego, co zwiastowałoby pogłębienie problemu.
Uff, mogła odetchnąć. Przynajmniej nie będzie musiała się z nikim spierać o swoje racje co do zapłaty za spowodowanie uszczerbku na zdrowiu.
-Ja? Siedziałam w samochodzie - zauważyła, lekko brwi unosząc. Nie spodziewała się podobnego pytania. Mężczyzna był zaskakująco miły, co w podobnych okolicznościach było reakcją co najmniej dziwną. Była przyzwyczajona, że ludzie warczą w takich chwilach. - Nie jesteś słoniem, żeby mnie uszkodzić. Ani mojego samochodu - dodała.
Zaraz zmarszczyła brwi.
-Doznałeś szoku? Mogłeś uderzyć się w głowę. Bo nie brzmisz dobrze.
Kto chciałby siedzieć na brudnym asfalcie? Na dodatek pod bankiem, w dość ruchliwej dzielnicy, gdzie człowiek nie mógł zaznać bliskości natury? Jedynie asfaltu?
-A może grasz? Wiesz, tak naprawdę moja ubezpieczalnia i tak wiele ci nie da. Plus nie mam na odszkodowanie; niewiele zdziałasz - zaczęła.
Nie musiał wiedzieć, że jej ojciec był dziany.
Była tak skupiona na chłopaku, że nie zwracała uwagi na jego środek transportu, czego nie można było powiedzieć o przypadkowym osobniku, który zwęszył okazję.
-Hej, to nie twoje! - rzuciła w momencie, gdzie lepka dłoń złodziejaszka spoczęła na deskorolce.
Zdążyła ją automatycznie złapać za tylne kółka, nie ucząc się na błędach przeszłości. Złota zasada - nie ingerować niepotrzebnie w mieście, w którym każdy mógł mieć broń, niekoniecznie z pozwoleniem.
-Oddaj! - poleciła, patrząc dość gniewnie na młodego chłopaka zainteresowanego nie swoim przedmiotem.
-Ani mi się śni, lala.
Widziała ten cwaniacki uśmiech.
A później poczuła szarpnięcie, z którym jej drobne ciało nie mogło wygrać.
Taki z niej marny obrońca.

Ricky O'Hara
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
30 y/o
For good luck!
183 cm
detektyw wydziału zabójstw i zaginięć Toronto Police Service
Awatar użytkownika
I've lost my goddamn mind, it happens all the time; I can't believe I'm actually meant to be here; trying to consume, the drug in me is you and I'm so high on misery, can't you see?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakie chcesz
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

W głowie Ricky’ego dojrzewały liczne teksty dotyczące tego, że owszem, doznał szoku, widząc taką piękną kobietę albo inne tego typu odzywki, które można było w skrócie określić jako dwa na dziesięć, więc może lepiej, że ich nie użył. Zabrakło mu języka w gębie głównie dlatego, że naprawdę był pod wrażeniem swojej niedoszłej morderczyni i trochę wgapiał się w nią jak cielę w malowane wrota, ale w razie gdyby mu to wytknęła — mógłby się bronić lekkim rozkojarzeniem po uderzeniu w głowę (chociaż wcale się w głowę nie uderzył, ale tego wiedzieć nie musiała).
Najwidoczniej jednak Ricky potrafił rizzować nawet kiedy nie otwierał gęby, bo oto nieznajoma kobieta zaczęła go obmacywać. Może i kontrolnie, ale jednak liczy się jako jeden!
Woah, chwila, może dasz się chociaż na kolację najpierw zaprosić? — Wyszczerzył trochę głupkowato zęby, ale zaaferowana jego stanem zdrowia — a jak się okazało po chwili, również możliwością tego, że Ricky chce wydębić od niej jakiś hajs z ubezpieczenia — kobieta chyba tego nie odnotowała. Zamiast tego zaczęła tłumaczyć, że hajsu nie ma i nie będzie; nie żeby Ricky’emu o to kiedykolwiek chodziło.
Bardziej niż kasa z wyłudzonego ubezpieczenia interesowały go losy jego deskorolki, którą najwyraźniej ktoś sobie upatrzył. Nic dziwnego, to była naprawdę porządna deska — może trochę życiem styrana, może brudna, obdrapana, ale naklejki miała dojebane, a Ricky przelał na niej bardzo dużo krwi i wielokrotnie obdrapał mordę. Krótko mówiąc — ta deskorolka była trochę częścią jego samego.
Bardzo więc go wzruszyło, kiedy drobna piratka drogowa zaczęła szarpać się z młodocianym złodziejem. Dopiero po chwili Ricky sobie przypomniał, że to on jest tutaj stróżem prawa i powinien coś zrobić, żeby powstrzymać gówniarza przed wejściem na ścieżkę zła i występku. Macanie trwało dalej — tylko tym razem to Ricky zaczął obmacywać swoje kieszenie w poszukiwaniu odznaki, otwierał też już usta, by werbalnie zatrzymać złodzieja, ale wtedy nieznajoma straciła równowagę.
Jej łokieć wbił się w przeponę Ricky’ego, więc zamiast okrzyku z jego ust dobyło się jakieś dziwaczne świszczenie. Przez długie sekundy stanowili rozmemłaną na asfalcie, żałosną plątaninę kończyn, ale w końcu O’Hara wykaraskał się (choć bardzo niechętnie!) z tego bliskiego spotkania trzeciego stopnia i ruszył, kuśtykając przez obite kolano, prosto za złodziejem.
Stać! Stać w imieniu prawa! — ryknął dramatycznie, zapominając już zupełnie o odznace, która tkwiła zbyt głęboko w jego kieszeni.
Hawudepe, auuu! — zawył dzieciak i pchnął deskorolkę przed siebie, żeby skorzystać z tego samego manewru, który wcześniej zawiódł O’Harę.
I całe szczęście była jakaś sprawiedliwość na tym świecie, bo gówniarzowi kradziona deska uciekła spod nóg i wyrżnął pierwszorzędnego orła na asfalcie. Ricky, kuśtykając nadal, doturlał się w końcu jakoś do porywacza.
Hawudepe, co? Spadaj, zanim cię zamknę na dwa cztery za obrażanie funkcjonariusza publicznego — mruknął cicho, schylając się po swoją własność (i krzywiąc się przy tym niemiłosiernie). Może gdyby nie obity tyłek, poturbowana duma i piękność czekająca przy zielonym samochodzie Ricky faktycznie pobawiłby się w złego glinę, ale teraz tylko się upewnił, żeby przypadkiem stanąć chłopakowi na czubkach palców i wrócił do swojej niedoszłej zabójczyni.
Może i żadne z nas nie dostałoby dziesiątki za ten performance, ale ważne, że wróciłem z tarczą. Nie obiłaś się za mocno? — zapytał, próbując oprzeć się nonszalancko o maskę, ale coś mu z tym nie wyszło i tylko zsunął się po niej kilka centymetrów.

Olivia Calvert
twój stary pijany
nie lubię schizy, nudy i braku akapitów, ukocham za poprawną składnię i pchanie fabuły do przodu
32 y/o
NARRATORSKI PIESEK
166 cm
patolog sądowy Mount Sinai Hospital
Awatar użytkownika
Even if everyone turns a blind eye, I'm fine
Even if it's a little far, I still climb
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Lekko zmarszczyła brwi, kiedy nieznajomy mężczyzna, a zarazem jej ofiara, usilnie się w nią wpatrywał. Może jednak doznał większego uszczerbku na zdrowiu, który jej umknął? Co, jeśli potrzebował rezonansu, który wykryłby guz podtwardówkowy? A może krwawił wewnętrznie lub lada moment pęknie mu tętniak? Dobrze, stop. Nie powinna mu na siłę wciskać wszelkich powikłań i chorób, niczym wujek Google, bo jeszcze chwila i uzna, że młodziak (jej zdaniem wyglądał jakby miał ze dwadzieścia parę lat) to już teraz powinien udać się do kostnicy, a na jej oko wyglądał na bardziej, niż żywego.
-To tylko badania, a nie zaproszenie na cokolwiek, więc kolacja będzie zbędna - odpowiedziała i lekko trzepnęła go w ramię, bo na jej oko wyobrażał sobie zdecydowanie za dużo. Gdyby to od niej zależało, zapewne nie dotknęłaby go wcale bo nie nawykła do macania nieznajomych osób na ulicy, ale teraz rzecz rozchodziła się o jego potencjalne urazy i Liv chciała mieć pewność, że faktycznie nie będzie powikłań. Bo chociaż przestała podejrzewać go o próbę wymuszenia odszkodowania, tak nadal czułaby się niekomfortowo psychicznie, gdyby miała kogoś na sumieniu.
Gdy upewniła się, że z człowiekiem wszystko było dobrze, poza dziwnym, zapewne niekontrolowanym i randomowym tężeniem mięśni twarzy, co do złudzenia mogło przypominać szczerzenie się, postanowiła, tak w ramach rekompensaty, odzyskać jego deskorolkę. Przecież nie powinna mieć najmniejszych problemów z odebraniem własności od nastolatka, który co prawda był od niej sporo wyższy (co nie było jakoś trudne), ale nadal był gówniarzem. Szybko okazało się, że porwała się z motyką na słońce i ostatecznie poleciała do tyłu siłą szarpnięcia, lądując na nieznajomym mężczyźnie, tym samym dokładając mu kilka nowych siniaków. Ale musiała przyznać, że miała miękkie lądowanie i gdyby poznali się w innych okolicznościach, nie narzekałaby ani trochę na podobną bliskość.
-Och, przepraszam - rzuciła, zanim ten się spod niej wyplatał, zostawiając ją samą na asfalcie, goniąc złodziejaszka.
Olivia podniosła się z ziemi, otrzepując ubranie i przyglądając się całej scenie z pewnej odległości. Mignęła odznaka, która kazała twierdzić, że blondas był stróżem prawa. Wspaniale, czyli jak nic zostanie oskarżona o napaść na policjanta, jeśli tylko ten postanowił nadużyć trochę władzy. Czy ona mogła trafić gorzej?
-Za to komedia na piątkę z plusem - zauważyła, teraz po raz pierwszy faktycznie mu się przyglądając. Co prawda ześlizgnął się z tej maski, ale mogła mu to wybaczyć - po kilku upadkach równowaga mogła być poważnie zachwiana. - To ja powinnam cię o to zapytać. najpierw wjechałam w ciebie samochodem, a chwilę później musiałeś całym sobą znosić mój ciężar. na pewno wszystko w porządku? - wolała się upewnić tak ostatecznie. W jej głosie dało się wyczuć troskę, która pojawiła się również w niebieskich oczach. - Zazwyczaj nie trącam ludzi. Jesteś moim pierwszym - rzuciła z rozbawieniem, licząc, że jak chociaż trochę się z nim zbrata, to jednak daruje sobie machaniem przed jej oczami odznaką. Prawo jazdy i wolność były jej potrzebne.

Ricky O'Hara
Eve
narracja pierwszoosobowa, nierealne sytuacje, postaci do porzygu idealne
ODPOWIEDZ

Wróć do „Canadian Imperial Bank of Commerce”