ODPOWIEDZ
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Jego życie ostatnio toczyło się wokół pracy. Popadł w jej wir i z jednego zlecenia od razu szedł w kolejne. Nie chciał siedzieć w domu. Od jakiegoś czasu cisza wyjątkowo mu przeszkadzała, bo chcąc nie chcąc przyzwyczaił się do czyjejś nienachalnej obecności. Do kogoś, kto w jego życiu wykonał wielki przewrót, a potem po prostu zniknął, zostawiając go ponownie samego. Nigdy nie narzekał na samotność. Nie miał problemu z byciem sam dla siebie, bo przecież na tym miało polegać całe jego życie.
Wystarczyła jedna, cholerna kobieta, aby wszystko pozmieniać.
Teraz starał się wrócić do swojej dawnej normalności. Do tego co było i jak funkcjonował zanim pojawiła się ona. Przecież od dawna wiedział, aby do siebie nikogo nie dopuszczać, a jednak zrobił ten jeden wyjątek, nawet nie wiedząc kiedy i teraz musiał zrobić krok wstecz.
Brał na siebie wszystko. Lichwiarstwo, zabójstwa, wyłudzenia, groźby i oczywiście ochronę. Mógł wiele z zadań powierzyć ludziom, którzy znajdowali się pod nim, ale jeśli nie miał niczego lepszego do roboty, to parał się każdą najmniejszą głupotą. Przez to niektórzy ludzie zostali narażeni na jego poirytowanie, które objawiało się nadmierną agresją. Jego twarz jednak wciąż pozostawała niewzruszona, gdy swoją frustrację za niesprawiedliwość losu oraz irytację na władze Ameryki, wylewał na bogu ducha winnych dłużników.
Mieli po prostu pecha.
I tak się jego życie toczyło. Praca, wyjazdy, walka. Pozwalało to skutecznie utrzymać jego myśli w ryzach, dzięki czemu wracał do starego siebie. Do człowieka, który miał postawione szczelne mury dookoła. Którego serce było zatrzaśnięte na cztery spusty, przez co był niezawodny.
Ostatnie misje były wymagające, ale nie było to nic z czym by sobie nie poradził. Do kraju wrócił ledwie kilka dni temu. Z nowymi śladami po przygodach, ale informacjami, które były warte każdej ceny. A także dłońmi człowieka, który miał okradać Giovanniego.
Głowa była zakopana gdzie indziej.
Nie potrzebował odpoczynku, chociaż jego ciało wymagało regeneracji. Te przymusowe kilka dni spokoju były irytujące. Oglądanie tej głupiej telewizji nie przynosiło żadnej rozrywki, nie zajmowało jego głowy. Siłownia i treningi trwały za krótko, a znajomych nie miał i nie chciał mieć, aby się z nimi widywać.
Dlatego, gdy jego szef zadzwonił do niego z informacją, że ma się tego samego dnia wstawić do jego rezydencji, wewnętrznie poczuł dziwną ulgę, że znowu coś go zajmie. Nie czekając więc zbyt długo, wsiadł do swojego służbowego auta i ruszył do wielkiego domu w którym mieszkał, wraz ze swoją świeżą żoną, Włoch.
Wszedł do środka, wcześniej dzwoniąc wideofonem. Był tu już tyle razy, że każdy kąt znał praktycznie na pamięć. Wiedział też którędy się dostać, w razie ewentualności, albo się ewakuować.
Zerknął na Navi, która otworzyła mu drzwi z uśmiechem, pytając czy chce coś do picia. Odmówił, a ta przytaknęła i powiedziała mu gdzie może znaleźć Giovanniego. W końcu tylko do niego mógł tutaj przyjść.
Skierował się we wskazaną stronę. Zapukał do drzwi, a kiedy otrzymał pozwolenie wejścia, otworzył je.
Gdzie tym razem? — spytał, bo spodziewał się kolejnego wyjazdu poza granice Kanady. Ostatnio było ich sporo, więc to było pierwsze co przyszło mu do głowy.
Chociaż każde zadanie było dla niego dobrym zajęciem i odskocznią.


Maelle Lennox
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Kto znał Giovanniego ten wiedział, że nie rzucał słów na wiatr. Kto znał go lepiej, ten wiedział, że nie składał obietnic – nigdy. Nie chodziło o te, których nie mógł dotrzymać, tylko o każdą jedną. On nie obiecywał – bo, jak to kiedyś tłumaczył – obietnice były dla ludzi, którzy zostawiali sobie margines błędu, by mogli powiedzieć, że się starali dotrzymać słowa, ale coś było silniejsze od nich i nie mieli możliwości. On, jeśli rpzychodziło co do czego – postanawiał.
  Tak jak w przypadku Navi p o s t a n o w i ł, że taka sytuacja, w której ona ryzykuje własne życie dla niego już nigdy się nie powtórzy.
  I kto znał Giovanniego ten wiedział, że przysługa była dla niego walutą cenniejszą niż pieniądz. Chętnie ich udzielał, bo wiedział, że to tworzyło zobowiązanie. Tym chętniej, jeśli w ogólnym rozrachunku miało to być dla niego korzystne. Niechętnie jednak sam o przysługi prosił.
  Ale to nie znaczyło, że nigdy do takiej sytuacji nie dochodziło.
  O Salvatore należało też wiedzieć jedno – nie przywiązywał się. Nie na tle emocjonalnym, a jeśli już – to korzyściowym. Trzymał i pielęgnował relacje, o ile one były dla niego opłacalne, ale i tak całe to było po prostu ułudą. Na palcach jednej ręki mógłby zliczyć osoby, wobec których był prawdziwie – choć z własnym marginesem ostrożności – lojalny.
  Ale takie osoby istniały.
  Kiedy po ciężkiej informacji o tym, że dwie z takich osób zginęły w wypadku, już samo to określenie, którym opisano przyczynę zgonu, sprawiło że coś nieprzyjemnie zawibrowało mu pod czaszką. Obudziło wciąż żywą, piekącą ranę, którą nosił w sobie. Niedomknięty etap własnej przeszłości – w końcu jego rodzice, też mieli zginąć w nieszczęśliwym wypadku. I choć nie chodziło o sentymentalność, to chodziło o sprawiedliwość. A on wiedział, że temu, co spotkało jego rodzinę, daleko było od faktycznego nieszczęśliwego wypadku.
  Zdziwił się jednak, że został wezwany na otwarcie testamentu, bo cała relacja może i była praktyczna, ale nie generowało zobowiązań czy zysków, których mógł się spodziewać. Na otwarciu nie otrzymał majątku. Żadnych nieruchomości, żadnych pieniędzy. Tylko szczelnie zaklejoną kopertę, na której było jego imię i nazwisko.
  Treść otrzymanego listu, który odczytał dopiero w domu, upewniła go, że również w przypadku pary przyjaciół, która zginęła, nie można było tak po prostu mówić o nieszczęśliwym wypadku. Ba, prośba wystosowana do niego zdradzała, że ofiary tego wypadku mogły się nawet spodiewać. A sama prośba wygenerowała zobowiązanie, któremu nie mógł odmówić. Przysługa, którą musiał koniec końców spałcić – bo był to jeden z tych nielicznych elementów życia, w których to on miał dług wobec kogoś, a nie odwrotnie – była bardzo niewygodna i nie na rękę, ale to nie budziło żadnych głębszych emocji, ani też nie sprawiało, że nie zamierzał jej traktować poważnie.
  Istotę listu kontemplował dość długo, przechadzając się po gabinecie we własnej posiadłości, pozwalając swoim myślom ułożyć się w jakieś rozwiązanie, które jednocześnie wywiązałoby go ze złożonej obietnicy w najefektywniejszy sposób (bo zawsze po swojej stronie prezentował profesjonalizm), ale i nie utrudniło funkcjonowania.
  Aż w końcu zadzwonił.
  Niedługo później osoba, do której wybierał numer, pojawiła się w jego gabinecie. Koreańczyk, przez cały ten czas odpowiedzialny za jego bezpieczeństwo i którego mógłby śmiało nazwać przedłużeniem swojej prawej ręki, wydawał się być rozsądnym wyborem. I cenił w nim to, że zawsze przechodził do konkretów.
  — Nigdzie nie wyjeżdżasz — odpowiedział od razu, odwracając się w jego stronę od okna. — Zostajesz tutaj, w Toronto. — Przeszedł do biurka, na którym spoczywał list. Przesunął nim po blacie, przelotnie zerkając na tekst. Zastanawiał się, a raczej układał sobie w głowie, co i jak chciał mu przekazać. Zwykle wystarczyły koordynaty i nazwisko, czasem dodatkowe zalecenia typu ‘niech poboli’, ale ta kwestia wymagała nieco więcej finezji. I delikatności. Delikatności, której zarówno jednemu i drugiemu pewnie brakowało.
  — Zabito moich dobrych znajomych — odezwał się, przenosząc spojrzenie na Danona. Przyjaciele byłoby bardziej trafnym określeniem, biorąc pod uwagę, że raczej nie innych miał głębokich relacji tego pokroju, no ale Giovanni unikał tak ciężkich określeń. — Dwójka archeologów, całkiem znanych, może słyszałeś — dodał. Było to raczej głośne, bo wypadek był ‘nieszczęśliwy’ a małżeństwo było szanowane i rozpoznawalne. I sporo do dobytku ludzkości wniosło. — W mediach mówią, że to wypadek, ale jestem przekonany, że daleko temu do przypadkowego wypadku. Tym bardziej, że dostałem w spadku list od Lennoxa. A skoro go zdołał napisać, to znaczy, że przeczuwał, że coś się może stać. — No, brzmiało to logicznie. Zwłaszcza, że w danym liście wystosował taką, a nie inną prośbę. — Zawdzięczam im — zawdzięczałem — naprawdę dużo, więc to istotna dla mnie prośba. Mają córkę i poprosili o jej ochronę. — Tu wymowne spojrzenie przeniósł na Damona. Raczej szybko łączył kropki, więc pewnie domyślał się, do czego zmierzał.

Damon Tae
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie było roboty, której miałby nie wykonać. Nie miał zahamowani i w większości też sumienia, więc nawet najczarniejsza i najbrudniejsza robota, była dla niego po prostu kolejnym zleceniem. Nigdy nie wykorzystywał w swojej pracy empatii czy odruchów ludzkich, bo one zwykle przeszkadzały w byciu niezawodnym. Uczucia i emocje wielokrotnie potrafiły przeszkodzić, a w jego przypadku minimalne zawahanie czy odroczona decyzja potrafiły być śmiertelne. Jak nie dla niego, to dla osoby, która miała być chroniona.
Giovanni nie wzywał go do siebie na zwykłe pogawędki przy winie. Wołał go, kiedy była robota do wykonania. Zwykle dawał mu zlecenia poprzez telefon. Rozmowę czy wiadomości, ale kiedy go do siebie zapraszał na rozmowę, to sprawa zwykle była poważniejsza i wymagała większego omówienia. Dlatego gdy Damon przekroczył próg rezydencji, a dokładniej biura, wyczuwał wiszący w powietrzu ciężar.
Dobrze, bo przynajmniej zajmie go to na dłużej.
Nigdzie nie wyjeżdżasz.
Miła zmiana — stwierdził neutralnie, bo tak na dobrą sprawę, to nie obchodziło go czy miał zostać na miejscu czy jednak wyjechać na drugi koniec świata. Jego większość życia opierała się na wyjazdach i nie siedzeniu zbyt długo w jednym miejscu. Nie przywykł do posiadania „swojego domu”. I też się do niczego nie przywiązywał.
Brew mu delikatnie drgnęła na kolejną informację o morderstwie. Spodziewałby się, że po tym, Giovanni zapragnie jakiejś vendetty. Odnalezienia sprawców i pozbawienie ich życia. Ich oraz każdą osobę, która w jakikolwiek sposób byłaby z nimi związana. Mógłby każdego wytropić i sprawić, że żałowaliby każdej swojej decyzji. Że marzyliby o tym, aby umrzeć.
Im dłużej wysłuchiwał mężczyzny, tym większe miał przeświadczenie, że właśnie o to miało chodzić. W końcu od tego też był. Od tego, aby znajdować ludzi, którzy nie chcieli być odnalezieni. I się ich skutecznie pozbywać.
Nie spodziewał się jednak, że jego zadanie będzie zgoła inne.
(…)Mają córkę i poprosili o jej ochronę.
Nie żeby rola bodyguarda miała mu przeszkadzać, ale przywykł do tego, że jedynymi osobami, które miał ochraniać był przede wszystkim Giovanni oraz jego żona.
Przed kim? — spytał krótko.
Był człowiekiem, który lubił konkrety. Chciał wiedzieć jakie były cele oraz ewentualne zagrożenia. Był lojalnym psem, dlatego niezależnie od zadania, zawsze przykładał się do swojej pracy i nie odwalał fuszerki.
A Giovanniemu sprzedał duszę już dawno temu.
Jak długo? Kto to? Jakieś dane, gdzie ją znajdę? — Jego ton był obojętny. Nie rozmawiał o człowieku, tylko o kolejnym zleceniu. A miał to do siebie, że wolał wiedzieć o osobie ochranianej jak najwięcej, aby wiedzieć gdzie chodziła na co dzień, jaką miała rutynę, czego mógł się spodziewać. Zwykle prześwietlał osoby z którymi miał w jakikolwiek sposób współpracować, bo nie lubił niespodzianek. Intuicja to jedno, ale doświadczenie i informacje robiły swoje. A on naprawdę, podobnie jak jego szef, lubił wiedzieć rzeczy.Rozumiem, że od teraz mam się skupiać na niej. — A nie na nim.
Skoro miał ochraniać jakąś osobę, to jego cała uwaga zwykle przechodziła na tego kogoś. Nie mógł być z kilku miejscach jednocześnie, a jeśli miał być dobry, to wolał się niepotrzebnie nie rozpraszać. Nawet jeśli tym rozproszeniem miałby być jego pracodawca.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Trudno w jego przypadku mówić o zaufaniu. Własnej żonie nawet nie potrafił ufać w pełni; na pewno nie w tym utrwalonym i spopularyzowanym pojęciem modelu zaufania. W jego języku to zaufanie objawiło się nieco inaczej, ale mimo wszystko – nigdy nie było bezgraniczne. Podobnie było w przypadku Koreańczyka – Damon zasłużył sobie na to, by się z nim liczył. Salvatore wiedział, że może na nim polegać i że mężczyzna jest obowiązkowy. Był cenną bronią w jego własnych rękach; nie w dłoniach ‘Ndraghety. I to było istotne.
  A teraz miał przekazać tę broń na poczet czegoś, co niekoniecznie było dla niego samego praktyczne i użyteczne. Przynajmniej nie w ujęciu formalnym.
  — Przed kim — powtórzył powoli — to się dowiem. — Nie zamierzał tego zostawić. No i nie zamierzał oddelegowywać Damona na czas nieskończony – był mu potrzebny do innych rzeczy. — Lennoxowie pracowali nieoficjalnie dla mnie, jak ty — zamilknął, pozwalając tej informacji wybrzmieć. W jego głowie układało się to tak, że skoro pracowali dla niego i zostali zamordowani, to istniało prawdopodobieństwo – choć żadna pewność – że mogło to być wycelowane w niego. W niego, nie ‘Ndraghetę, bo ta współpraca była z nim, a nie z organizacją. Jedna z kilku, którymi się nie chwalił.
  Ale równie dobrze mogli to być inni ludzie, którzy połasili się na dobytek dwójki.
  Niemniej wolał mieć pewność i to wszystko sprawdzić. Bowiem Giovanni bardzo, ale to b a r d z o nie lubił, kiedy ktoś próbował uderzyć w niego, ale nie miał odwagi zrobić tego osobiście. Tak samo było w przypadku porwania Navi.
  — Ostatnio rozpracowywali coś większego i zaskakująco nie tak dawno temu Lennox pochwalił się przełomem w tej kwestii.
  I to by można było podpiąć pod całą tę rzekomą tragedię. Może ktoś chciał przejąć te informacje, a może to była tylko zbieżność?
  Niemniej zdołały zawisnąć między nimi pytania, które zadawał Damon. Pozwolił wszystkim wybrzmieć i początkowo odpowiedział ciszą, samemu układając sobie całość tego postanowienia w głowie raz jeszcze. Nigdy nie podejmował decyzji pochopnie i również teraz wolał jeszcze raz przekalkulować zyski i straty.
  Damon był jednym z lepszych ludzi, których miał, jeśli nie najlepszym. Był skuteczny i wszechstronny. Oddelegowanie go do ochrony kogoś, kogo poznał tylko przelotnie i to tylko przez wspólne spowinowacenia nie byłoby czymś, o czym pomyślałby od razu. Gdyby nie fakt, że padła prośba. I gdyby nie fakt, że Giovanni zawsze dotrzymywał słowa i nigdy nie robił tego półśrodkami.
  Poza tym on sam sobie poradzi. Na pewno bardziej niż młoda dziewczyna.
  — Nie wiem jak długo. Na chwilę obecną ci tego nie powiem – będę musiał zająć się sprawą tego zabójstwa i ją rozpracować nieco innymi zasięgami. Wysyłanie ciebie mija się z celem, bo jesteś raczej charakterystyczny i kojarzony ze mną. — A to zamykało mu sporo dróg do subtelnej gry; a sprawa wymagała subtelności. I choć nie wątpił, że Damon potrafił wydobyć informację z każdego, to jednak w momencie, w którym powinno to być ciche i ostrożne, bez alarmowania źródła, do którego chce się dotrzeć, obawiał się, że nie będzie najlepszym wyborem.
  Dlatego sprawę zabójstwa musiał rozegrać inaczej. A biorąc pod uwagę to, jak ciężko było opracować kwestię wypadku jego własnych rodziców, oznaczało to, że mogło się to przeciągnąć. Zwłaszcza jeśli po dostęp do informacji musiał sięgać dłońmi, które nie były jego.
  — Tu masz adres, kilka aktualnych zdjęć od naszych ludzi. Aktualne miejsce zatrudnienia i kilka najczęściej odwiedzanych miejsc. Wywiad był zbierany na szybko, więc nie będzie tego zbyt dużo. — Przesunął w jego stronę zamkniętą szarą teczkę.

Damon Tae
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie do niego miało należeć wytropienie sprawców całego zamieszania. Nie on miał być tym, kto znajdzie morderców i przywiezie ich głowy do Giovanniego. On miał mieć inne zadanie, wydawałoby się, że mniej… wymagające. Miał zostać na miejscu, aby zadbać by córce archeologów nic się nie stało, bo skoro oni nagle zmarli, to istniało duże prawdopodobieństwo, że ten kto dopilnował śmierci małżeństwa, zwróci się też ku ich córce.
Chociaż, może ona nic nie wiedziała o ich badaniach i zwyczajnie będzie się nudzić.
No ale robota to robota i każda była dobra, nawet jeśli miałby siedzieć w aucie pod jej domem kolejne godziny, w milczeniu i ciszy, obserwując okolicę.
Dziwne zrządzenie losu — mruknął leniwie.
Można było się domyślać, że ktoś celował w Giovanniego, albo to, czego szukał. Nie wierzył w przypadki, ale on to generalnie nie ufał za bardzo losowi.
Nie zamierzał się jednak interesować bardziej tym, nad czym pracowali archeolodzy. Nie zamierzał pytać co mogło kosztować ich życie, kim byli i co się stało. To nie było częścią jego zadania, więc nie potrzebował wdawać się w szczegóły. Jego miała obchodzić ich córka, a także wszystko co miało się kręcić wokół niej. A skoro nie wiadomo kto za tym stał, to każdy był podejrzany.
Był jednak profesjonalistą. Im więcej wiedział, tym lepiej mógł być przygotowany. Dlatego zaczął zadawać pytania, które dotyczyły stricte jego celu, który też częściowo kolidował z jego głównym zadaniem, które nigdy nie przestawało mieć znaczenia. Nawet gdy był poza granicami Kanady.
Charakterystyczny — powtórzył z dziwnym przekąsem. Można było to tak nazwać, chociaż faktem było, że w niektórych kręgach stawał się coraz bardziej rozpoznawalny. Jak wcześniej był w pełni anonimowy, tak teraz, po wielu miesiącach pracy jako pies Giovanniego, jego aparycja stała się całkiem… wyrazista. Musiał to przyznać, bo dziwnym było, gdy pojawiał się w miejscach po raz pierwszy, a ktoś wiedział kim jest.
Przeniósł spojrzenie na teczkę, która została ku niemu przesunięta. Otworzył ją jedną ręką, a jego oczy momentalnie zatrzymały się na drobnej sylwetce blondynki. Kojarzył skądś jej twarz. Szybko przewertował własną pamięć, aby dopasować wspomnienie do tego, co widział na zdjęciu, i gdy to zrobił, brew mu nieznacznie drgnęła wyżej.
Ten adres, ta twarz.
Kto by się spodziewał, że wszechświat przetnie jego drogi z blondi po raz kolejny. Tylko, że tym razem miał robić za jej ochroniarza, a nie za włamywacza.
Dziwne zrządzenie losu.
Ona wie? — spytał, podnosząc wzrok z fotografii na mężczyznę. To, że jej rodzice nie żyją to na pewno wiedziała, skoro był pogrzeb i odczytanie testamentu. — Wie, że ma mieć ochronę? Czy mam być jej cieniem, aby się nie zorientowała? — spytał obojętnie, bo dla niego to było wszystko jedno, ale wolał mieć z góry ustalone zasady działania, aby nie było żadnego nieporozumienia.

Giovanni Salvatore
38 y/o
OPIEKUN FORUM
189 cm
Dyrektor strategii w AG Industries
Awatar użytkownika
Revenge is a dish; the truth is a pit; words are weapons… Do you follow?
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkishe/her/bitch
typ narracjitrzecioosobowa, ograniczona
czas narracjiprzeszły
postać
autor

  Nie dało się ukryć, że dobrze zbudowany, wysoki Koreńczyk, który pojawiał się często w towarzystwie Salvatore został już mocno skojarzony z osobą Giovanniego. Dla białych Azjata mocno się wyróżnił. Więc był charakterystyczny. Poza tym pewnie dla Azjatów ze swoimi gabarytami Damon też był charakterystyczny.
  A przez tę charakterystyczność Giovanni nie mógł już w pełni korzystać z umiejętności Damona. Nie to, żeby jakoś mu to wszystko komplikowało, bo radził sobie i bez niego. Nie mógł po prostu sięgnąć po to, co było skuteczne i pod ręką. W dodatku z wysokim procentem zaufania.
  Nie zarejestrował reakcji mężczyzny na zdjęcie, choć zwykle nie umykało mu nic, co się odbijało na ludzkich twarzach. W tym przypadku jednak nie analizował swojego ‘kapitana zbirów’, a skupiał się na szerszej kwestii niż przekazanie obowiązków.
  — Nie rozmawiałem z nią, a prośbę otrzymałem w zaklejonej kopercie — wyjaśnił, co raczej było odpowiedzią samą w sobie, na pierwsze z pytań mężczyzny.
  Nie było więc możliwości, żeby ktokolwiek inny zapoznał się z treścią listu przed nim. Na samym odczytaniu spadku też nie rozmawiali, poza krótką wymianą uprzejmości i zgrabnym small-talkiem. Poza zgrabnym pytaniem czy czegoś potrzebowała, na które odpowiedzią było oczywiste ‘nie’, a także grzeczną sugestią, że gdyby jednak czegoś potrzebowała, to zawsze może się do niego odezwać. Bo tak się mówiło – nie powiedział tego, bo nagle poczuł się odpowiedzialny za młodą dorosłą. Zostawił jej oczywiście swój numer, tak aby ta sugestia była wiarygodna, ale jak szacował na podobnych przypadkach – raczej nie będzie z jej strony próby kontaktu.
  — Zrób jak uważasz — dodał od razu. — Decyzję jak to rozegrać zostawiam tobie, ale ma jej włos z głowy nie spaść. — Nie powiedział tego na głos, ale po tym zdaniu zawisło wrażenie, że w przeciwnym wypadku on wyciągnie konsekwencje. I nawet nie chodziło o samo bezpieczeństwo dziewczyny czy fakt, że się o nią martwił. Chodziło o to, że kiedy odwdzięczał się za przysługę – o które bardzo, ale to bardzo rzadko prosił – to nie robił tego po łebkach. — Ma być bezpieczna.
  Nawet jeśli odwdzięczał się teraz zmarłemu i ów ktoś nie mógłby go z tego rozliczyć.
  Polecenia od Giovanniego zwykle były proste. To – pozornie proste. Bo o ile wcale nie składało się z kilku skomplikowanych zdań i można było je zamknąć w podsumowaniu ‘masz chronić i to bezwzględnie’ to był jednak śliski temat. Bo przecież wystarczyła chwila nieuwagi, chwila uzasadnionej nieobecności, aby mogło się coś stać.
  Ale mogło też się nie stać absolutnie nic.
  Chociaż powiedzenie Damonowi ‘zrob jak uważasz’ i dodanie do tego wspominki, że ma jej z głowy nie spaść włos mogło zasugerować, żeby wziął dziewczynę i zamknął gdzieś. Wtedy przecież byłaby najbezpieczniejsza, prawda? Ale nie o to chodziło. Chociaż to by pewnie było najskuteczniejsze.
  — Jakieś jeszcze pytania? — spytał. Naturalnie, tak jak w przypadku każdej ‘misji’, każdego zlecenia, które dawał Koreańczykowi, Giovanni służył wsparciem w zakresie organizowania wszystkiego tego, co mężczyzna mógłby potrzebować. — Navi zrobiła porchettę na kolację, zostajesz?
  Normalnie nie proponował swoim ‘podwładnym’ siadania do wspólnego stołu i to jeszcze w jego własnym domu. W dodatku tak prosto, wręcz casualowo, kiedy nie był to wcześniej zaplanowany ruch. W przypadku jednak Damona traktował go nieco wyżej. U niego akurat taka praktyka, którą zaproponował teraz była oznaką pewnego szacunku. I, w istocie, szanował Koreańczyka. Sposób jego pracy, skuteczność, wszechstronność i lojalność. Tego, że do tej pory ani razu go nie zawiódł.

Damon Tae
pies (dc: canine.west)
Secrets are coins better saved, than spent.
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
190 cm
były agent czarnego wywiadu Korei Północnej
Awatar użytkownika
They call me a monster, a weapon for hire. But for you I'd walk straight into the fire. Just one look at you and my heart turns to stone. You're the only kingdom that I'll ever own.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zawsze chciał wiedzieć jak najwięcej na temat swojego zadania. Fakt, że dziewczynę, którą z jakiegoś powodu miał ochraniać, kojarzył przez jeden z incydentów był zaskakujący, ale nie na tyle, aby na dłużej zajęło to jego myśli. Spodziewał się jednak, że ich kolejne spotkanie nie będzie zbyt sympatyczne przez wzgląd na to jak to ostatnie wyglądało.
Dobrze, że jej wtedy nie zabił. Byłby gruby przypał.
Fakt, że nie wiedziała o ochronie sprawiał, że zapewne nie będzie jej chciała. Zwłaszcza od niego. Mógł się domyślać, że będzie chciała go odgonić i każe zwyczajnie spadać. Nie żeby miało go to jakkolwiek ruszać, bo skoro dostał zadanie od Giovanniego, to nawet jeśli dziewczyna będzie krzyczeć i go bić, to specjalnie się nie ruszy. Wtedy będzie po prostu siedział pod jej domem i śledził ją w taki sposób, że w ogóle nie będzie tego świadoma, dopóki nie zajdzie taka potrzeba.
Przez większą część zlecenia miało to tak wyglądać.
Na fakt, że Giovanni zostawiał wszystko jemu, skinął tylko nieznacznie głową. Zwykle dopasowywał sposób działania do celu oraz ludzi, których włączała misja. Albo współpracował z nimi, albo siłowo wymuszał współpracę. W każdym razie, osiągał zwykle ten sposób jakiego oczekiwał, aby osiągnąć główny cel.
Ma być bezpieczna.
Będzie — stwierdził pewnie, jakby to była oczywistość. W końcu nie dopuszczał innej możliwości. A ze względu na swoją pracę, miał wiele sposobów na to, aby zapewnić ludziom bezpieczeństwo. Bardziej lub mniej humanitarne, ale co najważniejsze – skuteczne.
Dopóki Giovanni go nie oddeleguje, to zamierzał dziewczynę chronić, a jeśli nie wiedział przed kim, to każdy będzie na liście podejrzanych. Ktokolwiek zabił rodziców blondynki, mógł przyjść też po nią. Mógł włamać się do domu, aby odzyskać coś, co mogło się w nim znajdować i zlikwidować dziewczynę, która stałaby na drodze. Mogli porwać ją w przeświadczeniu, że wie cokolwiek o badaniach rodziców. Było wiele możliwości dla których mogła być w niebezpieczeństwie. Chcąc nie chcąc, praca dla Włocha wiązała się z licznymi zagrożeniami. Człowiek stawał się celem, często na liście do odstrzału, bo maczał palce w czymś nielegalnym.
A jak wiadomo, na czarnym rynku każdy był coś wart.
A zwłaszcza informacje jakie ktoś mógł posiadać.
Żadnych na ten moment. Najwyżej reszty dowiem się prosto od niej — stwierdził.
Nie był zbyt socjalny i nie umiał rozmawiać normalnie z ludźmi. Zwłaszcza jeśli byli w trakcie żałoby. Był typowym zadaniowcem. Skoro dostał zlecenie, to miało ono priorytet, bez zważania na emocje osoby chronionej. Może swego czasu zdobył nieco więcej ludzkich odruchów, ale odkąd jego „człowieczego” elementu obok zabrakło, to wszystkie efekty się zwyczajnie cofnęły i chłopak wrócił do punktu wyjścia.
Tak było najłatwiej.
Na zapytanie o kolację, brew mu drgnęła. Od czasu do czasu jadał wspólne posiłki z Giovannim i był to mały odsetek jego prawidłowego żywienia. W większości czasu jadł coś na szybko – hot dogi, jedzenia z mikrofali czy coś gotowego z pobliskiego sklepu. Nie gotował. Jedyne ciepłe i porządne obiady to te, które robiła Navi.
Jak mógłbym odmówić — powiedział.
Kolejna taka okazja szybko się nie natrafi.

/eot

Giovanni Salvatore
ODPOWIEDZ

Wróć do „#105”