Madox też w jednej chwili pożałował, że Pilar nie miała na sobie sukienki, a jego czarne już oczy, nawet na moment zawędrowały pod ten stół, przesunął spojrzeniem w górę po jej nodze, między uda, gdzie rzeczywiście chciałby teraz być. Wstrzymał powietrze, kiedy zaczęła to
i wtedy...
Ale wtedy on też dostał łokciem w łeb, chyba tak na otrzeźwienie -
ja pierdole - wyrwało mu się, a dziadek, który to zrobił i stał za nim z płaszczem swojej żony w palcach, tym którym oberwała Pilar, spojrzał na niego przerażony. Zaraz zaczęli przepraszać, ale Madox nawet nie słuchał, tylko się krzywił, tylko to czarne spojrzenie wbijał w Stewart, bo już czuł to okropne napięcie, które...
No chuj. Ileż można stać i przepraszać?
Jak widać długo i kiedy Pilar tak ładnie uśmiechała się do staruszków, to Madox jeszcze się trochę pokrzywił, a kiedy oni w końcu sobie poszli, no to jednak atmosfera już się zmieniła.
A zresztą zaraz już gadali o Wiliamie, a potem jeszcze o ich
toksycznym związku, który jak się okazało Stewart nie przeszkadzał. No i dobrze, bo jemu też nie, a wręcz przeciwnie, to go to nawet kręciło, że w ich relacji nigdy nie było nudy, cały czas się coś działo. Chociaż przecież pojawiały się też takie momenty jak w tej chwili. Kiedy siedzieli sobie w spokoju, nad dobrym jedzeniem gadając na totalnie odklejone tematy. Bo oni mogli rozmawiać o wszystkim. W jednej chwili się nakręcać na siebie nawzajem, w drugiej Pilar mówiła mu jak to naprawdę jest z Williamem, a w trzeciej...
Madox już opowiadał jej jaka jest
słodka, a kiedy przysłoniła mu usta dłonią za te
bluźnierstwa, to oczywiście, że ją ugryzł, szczypnął zębami jej skórę, ale przecież zaraz złożył na jej dłoni kilka pocałunków, a potem nawijał, że
była zajebistym materiałem na żonę, bo dla niego była. Więc kiedy zapytała, czy on
naprawdę tak uważa, to znowu pochylał się do niej do przodu, znowu zaczepiał ją kolanem.
-
Lepszej nigdy nie poznałem i nigdy nie chciałem tak kurewsko, żeby jakaś kobieta została moją żoną - no bo to nawet nie było porównania do tego co on przeżywał z Rosą, gdzie też oświadczył jej się w jakimś przypływie chwili i emocji... Ale przecież później to już jakoś tak poszło, trochę pod naciskiem jego matki, a przede wszystkim to samej Rosalindy, która planowała im to całe kolumbijskie wesele i ślub jak z bajki.
A Z Pilar było zupełnie inaczej, bo chociaż nim to zawsze kierowało jednak serce i emocje, a miłość wyznawał jej jeszcze niepewnie, mówiąc przecież, że sam nie wie co ma z tym zrobić. To jeśli chodzi o ślub, to on chyba nigdy nie był niczego tak pewny, jak tego, że chciał żeby została jego żoną. I kiedyś kupiła z nim dom, gdzie zamontowali by na drzewie huśtawkę z opony -
będziesz najlepszą żoną na świecie, nawet bez obiadków - znowu szarpnął za jej krzesło, przesuwając ją już tak blisko siebie, że siedziała między jego nogami. A kiedy pocałowała go szarpiąc za włosy, to zamruczał prosto w jej gorące, pełne wargi.
I kiedy już się zebrali, to on jeszcze szarpnął ją w kierunku toalet, ale tam bez przerwy się ktoś kręcił. Bez sensu. Ale czy właściwie by im to przeszkadzało? Jeśli chcieli tu jeszcze kiedyś przyjść, to może powinno?
Finalnie jednak skończyli w samochodzie, gdzie też starali się... nie nakręcać, ale kiedy wpadli do mieszkania, a zaraz okazało się, że są tam sami. Co nie było takie łatwe, kiedy przewijało się tam tyle osób, to hamulce puściły. Najpierw w tym
dzikim pocałunku na ścianie w korytarzu, przy tym jebanym świeczniku, który zawsze każdy strącał, i tym razem on też wylądował na podłodze gdzieś między butami, kiedy Madox znowu wyrwał się do Pilar, kiedy oni po tej ścianie wchodzili w głąb mieszkania. Kiedy Stewart szarpnęła jego koszulę, a guziki rozsypały się pod podłodze, to jeszcze mruknął prosto w jej usta -
me encanta cuando eres tan salvaje -
uwielbiam kiedy jesteś taką dzikuską, naparł na nią mocniej, w kolejnym pocałunku, który sprawiał, że serca szalały, obijały się o siebie, gdy wytatuowany tors oparł się o jej pierś, a Madox już prowadził jej rękę nad głowę, już wdzierał się kolanem między jej rozgrzane uda, gdzie przecież miała... wylądować jego głowa.
Ale jeszcze gdzieś pomiędzy tymi wszystkimi myślami o tym jaka jego narzeczona była
caliente, przypomniał sobie o tym masażu i zaraz odpychał się od ściany, żeby iść po olejek -
un... minuto -
jedna... minuta, rzucił i jeszcze raz się wyrwał do jej pełnych ust, jeszcze raz czarne spojrzenie odszukało jej piękne, czekoladowe oczy -
comenzar -
zacznij, rzucił, bo oboje wiedzieli, że tak też przecież mogą się nakręcić, do kurwa jebanej granicy praktycznie -
o no empieces -
albo nie zaczynaj, jeszcze się do niej odwrócił i wlazł po drodze w kolejną szafkę, czy tam stoliczek jak szedł tyłem -
hoy, cada orgasmo que tengas será gracias a tu prometido -
dzisiaj każdy twój orgazm, to będzie zasługa twojego narzeczonego, jeszcze na nią spojrzał, a zaraz zniknął w sypialni...
Jakby wiedział, że zaraz orgazmy wymienią na te wszystkie pytania, a olejek do masażu na pistolet i paralizator, to by to pierdolił. Wziął ją bez masażu, na szafce w korytarzu.
-
Gaba też by tak tego nie zrobiła - stwierdził patrząc na to przerażająco idealnie zasłane łóżko, to musiał zrobić jakiś... psychopata. Jakieś dziwne ciarki przeszły mu po plecach, chociaż przez głowę jeszcze taka myśl, że mogliby najpierw skończyć to co zaczęli i dopiero zająć się tym łóżkiem?
No ale chyba nie mogli, bo zaraz okazało się, że coś tam jebie... cygarem -
co? Moje cygara? - oczywiście Noriega zaraz wyciągał swoje pudełko na cygara, które trzymało odpowiednią wilgotność, było drogie i ładne, policzył je. Brakowało. Aż ściągnął do siebie brwi, bo jakby Ricardo był na miejscu to obstawiałby jego, ale przecież oni byli na rejsie. Odwrócił się do Pilar, kiedy powiedziała to, że
ktoś tu był, ewidentnie tak, ale... -
czekaj, czekaj, spokojnie... - już do niej doskoczył sięgają do jej ramienia, bo przecież widział w jej spojrzeniu, że ona już się nakręcała, że to znowu Dalton, ale prawda jest taka, że jemu też przeszło to przez myśl. Zanim jednak zdążył coś jeszcze powiedzieć, to dostał... paralizator. Ściągnął usta w wąską linię unosząc go do góry -
serio? - ale widział w spojrzeniu Stewart, że tak -
przecież nie było żadnych śladów włamania, to na pewno nie on - tylko, że oboje wiedzieli, że Dalton potrafił wejść do mieszkania Pilar niezauważenie. Ale Nick przecież był zamknięty. Pojebane to był. A jednak Madox jeszcze ułożył wytatuowane palce na policzku Pilar, zjechał nimi na jej szyję i przyłożył skroń do jej czoła zaglądając z tak bliska w jej piękne oczy -
calma Pilar… No dejaré que te hagan daño -
spokojnie Pilar… nie pozwolę cię skrzywdzić, powiedział cicho, ale zaraz poszedł sprawdzić pokój Gaby, gdzie ledwo wszedł, bo wszystko było porozwalane, w pierwszej chwili myślał, że ktoś leży na łóżku, ale okazało się, że to sterta ciuchów, schylił się i jeszcze zajrzał pod łóżko i do szafy, ale nic nie znalazł. W kuchni oczywiście sprawdził lodówkę i mimo, że był najedzony po korek to złapał z niej kawałek ogórka. Więc kiedy wrócił do ich sypialni to jeszcze nim machnął -
u mnie też czysto - potwierdził i wyjął sobie zza paska ten paralizator -
dobrze, że na nikogo nie trafiłem, bo nie miałby ze mną szans - oddał Pilar paralizator, ale spojrzał na pistolet, którzy trzymała -
nie wiedziałem, że trzymasz go w domu - stwierdził, bo nie wiedział, ale chyba nie miał z tym problemu, bo zaraz sobie siedział na łóżku koło tego nadpalonego banknotu, a kiedy Stewart zapytała, czy
wyciągał ostatnio kasę ze skrytki, to pokręcił głową -
nie, ale miałem, żeby dać Almie - schylił się zaglądając między nogami pod łóżko, ale zaraz się zerwał i już tam sięgał -
co to kurwa jest? - a tam jakieś pozwijane szmaty, których no przecież tam nie trzymali, sięgnął dalej po swoje pudełko z forsą, które było jakieś wyjątkowo lekkie. Wyciągnął je i zanim jeszcze podniósł się z ziemi, tylko na klęczkach, już je otwierał. Puste. Aż wypierdolił te wszystkie swoje pamiątki na podłogę, no ale forsy tam nie było. A ile on mógł tam mieć? No sporo... Sporo kasy, którą ktoś mu zawinął.
-
Ja pierdole - wyrwało mu się, bo... jak ktoś mógł go kurwa okraść? Ktoś, kto mieszkał pod jego dachem, i to dlatego, że on go tutaj przyjął. Ricardo z Rosą odpadali z wiadomych względów, więc siłą rzeczy zostawała -
myślisz, że to Gaba? - zapytał podnosząc spojrzenie na Pilar, a zaraz zerwał się z ziemi, żeby przejść się po pokoju -
to ja ją kurwa przyjmuje pod swój dach, a ona mnie okrada? - trochę mu się nie chciało w to wierzyć, ale jednak kto inny mógł to zrobić? A Madox to czasami był po prostu za dobry, biorąc pod uwagę to ile osób ostatnio przewinęło się przez jego chatę, jakaś jego rodzina, była. A tak naprawdę jedyna osoba, z którą on chciał mieszkać, to przecież była Pilar. Co prawda lubił to, że już nie był tutaj sam z psem, jak zawsze, i czasami mógł pogadać z Riczem o piłce, albo z Rosą o tym co działo się w kamienicy, albo z Gabą o tym z jakiej imprezki wracała, ale jednak czasami za dużo tutaj się działo. A przecież oni ze Stewart też cały czas mieli swoje problemy. Swoje i wszystkich dookoła. Bo dzisiaj doszły jeszcze te Marie i... Gabi?
calma Pilar… No dejaré que te hagan daño ₊˚⊹♡