Samotność była mu czymś cholernie bliskim. Niemal ulubionym towarzyszem do spędzania czasu. Wolał ją od jakichkolwiek ludzi, bo samo spędzenie czasu z kimś bliskim, z przyjaciółmi, wymagało od niego nie lada wysiłku. Caspian nie rzucał słów na wiatr. Nie był też osobą, która mówiła tylko po to, by mówić, rzucając słowa na prawo i lewo. Zawsze wierzył, że jeśli nie ma się niczego do powiedzenia, niczego, co wniosłoby jakikolwiek sens do rozmowy, to lepiej było po prostu i najzwyczajniej się nie odzywać.
Tak też było.
Do momentu, gdy ją poznał.
Nagle jego naturalna stoickość… jego małomówność… po prostu w y p a r o w a ł y. Nagle miał dużo do powiedzenia. Cholernie dużo. Nie chciał się zmienić, bo lubił siebie, ale Elena Santorini wydzierała z niego taką wersję, której momentami nie poznawał. A jednak nie była mu zupełnie obca. Była czymś, do czego mógłby się przyzwyczaić.
A ten uśmiech, którym go obdarzyła, gdy przysunął ją do siebie…
Mógłby dosłownie z a b i ć, żeby zobaczyć to przepiękne zjawisko jeszcze raz. Wyglądała nieziemsko. Niczym spadająca gwiazda albo meteor, który przecina ciemne niebo w najmniej oczekiwanym momencie. Zjawisko, które zapiera dech w piersi, a zanim zdążysz wyciągnąć telefon, żeby w jakikolwiek sposób je upamiętnić, ono już dawno znika. Zostawia po sobie tylko obraz wygrawerowany głęboko w pamięci.
Ruszając w kierunku wyjścia z pokoju, zanim jeszcze zdążył przekroczyć próg, zerknął na nią, gdy zadała mu pytanie. To tylko wywołało niesforny uśmiech na jego twarzy, zanim dopowiedział,
- Ma non è forse ovvio, mia bella? - Nie czekając na jej odpowiedź, ruszył zawzięcie, wspierając się na lasce, by wykonać swoją misję. Wrócił chwilę później ze szklanką wody i ogłosił jej swój nikczemny plan, który w żadnym wypadku nie zakładał jej wyjścia z domu.
Siedząc na krawędzi łóżka, blisko niej, wsunął dłoń w jej włosy, a kącik jego ust drgnął delikatnie.
- Powiem im, że znęcałaś się nad kaleką… Że tak bardzo spodobało ci się moje towarzystwo, że nie chciałaś wyjść - prychnął pod nosem, wyraźnie dumny z tej genialnej anegdotki, zanim zanurzył usta w jej szyi i złożył na niej kilka krótkich pocałunków.
Prosząc, żeby została.
Bał się.
Tego wszystkiego. Swoich uczuć, które wypełniały jego klatkę piersiową w wręcz duszący sposób, gdy patrzył na nią kilka sekund za długo… nawet gdy tylko o niej myślał. Nie przestawała pojawiać się na horyzoncie jego myśli, co tylko sprawiało, że czuł się nieswojo. Czy było to już zauroczenie tą baletnicą, czy jakaś chora, krótkotrwała obsesja, która minie w momencie, gdy ta zamknie za sobą drzwi jego mieszkania? Nie chciał się przekonywać. Chciał tkwić tu z nią tak długo, jak tylko mógł.
Poczuł szybsze bicie serca, a uśmiech spowił jego usta, gdy się zgodziła, ciągnąc go za sobą. Ułożył się bokiem tak, by objąć ją i wtulić w siebie.
- Jest wygodniejsze dopiero teraz - mruknął w jej włosy, parskając na jej kolejny komplement. Nic jednak na to nie odpowiedział… no dobra, nie mógł się powstrzymać i wyrzucił z siebie po chwili,
- Un complimento? Per caso quella bisbetica ha iniziato a farmi simpatia? - Odgarnął jej włosy do tyłu, odsłaniając jej szyję, po czym przejechał po niej nosem. Odsunął kołdrę, by mogła ułożyć się wygodniej, przykrył ją, a potem sam wsunął się pod materiał i przysunął do niej jeszcze bliżej, choć bliżej naprawdę już się nie dało.
- mhm, manca la principessa - odparł na jej kolejne stwierdzenie. Mogła zinterpretować to, co odpowiedział, jak tylko chciała, ale wizja tego, że spędziłaby tu więcej czasu niż tylko noce, była bardzo przyjemna.
Marshall starał się nie spędzać zbyt dużo czasu w mieszkaniu. Zagubiony we własnych, smutnych myślach. Flashbackach tamtych długich nocy, gdy dźwięki strzałów, krzyków i płaczu wypełniały jego głowę do takiego stopnia, że powodowały bezsenność. Teraz, trzymając ją w swoich ramionach, czuł się zrelaksowany. Choć raz… na swój sposób… b e z p i e c z n y? Nie potrafił tego opisać
- love is blind? - zapytał, unosząc się delikatnie, by spojrzeć na jej twarz pod lepszym kątem.
Była tak naturalnie piękna.
- Nie oglądałem tego, ale słyszałem, że dziewczyna, którą znam, brała w tym udział. A ty oglądasz to między występami? - Wolał ominąć fakt, że się z nią przespał, bo takich informacji chyba nie daje się od razu osobie, której nie chciało się wkurzyć. Choć nawet nie wiedział, czy wywołałoby to w Elenie jakąkolwiek reakcję, jednak wolał nie ryzykować. Przezorny zawsze ubezpieczony, czy jak to tam szło.
- Słucham muzyki, palę… czasami napiszę coś w moim dzienniku… - nachylił się, składając pocałunek na jej policzku.
- Raczej staram się unikać tego miejsca. - Położył się za nią z powrotem, przejeżdżając dłonią po jej nagim ciele, zanim przycisnął ją do siebie i wyszeptał wprost do jej ucha,
- dormi, mi principessa.
picollina ִֶָ𓂃 ࣪˖
ִֶָ་࿐