ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

2
Spokój, równowaga i cofnięcie się o krok, potrzebuję tego jak tik potrzebuje tok. Tak sobie powtarzała z jakiegoś dziwnego powodu przy okazji rymując. Za dużo dziwnych rzeczy ostatnio się u niej działo, żeby nie łaknęła relaksu jak wariatka. Może i jej praca nie była porównywalna z robotą na kopalni, ale też wymęczała. Jeden z projektów, w którym brała teraz udział, wiązał się nie tylko z wysiłkiem arystycznym, ale i regularnym kontaktem z Babe Seaton, z którą nie była jakoś w stanie przejść naturalnie na stopę koleżeńską. Niby spędzały ze sobą w kabinach dużo czasu, ale i tak czuła, że partnerka głosowa wolałaby ją postawić za ścianą. To też było męczące. Spędzała też dodatkowe godziny w różnych studiach, łapiąc się tylu fuch, ile mogła. Nie potrzebowała jakiegoś szczególnego zastrzyku gotówki. Bardziej zależało jej na znajdowaniu wymówek na siedzenie poza domem. Mijała się z Zarą częściej niż powinna i to też ją męczyło.
Nie była jakąś maniaczką sportu. Doceniała ruch, ale raczej w sferze indywidualnej. Żadnych sportów grupowych, raczej bieganie. Basen też był niezłym rozwiązaniem. Mogła poprzebywać sama ze swoimi myslami, rozważyć wszystkie za i przeciw własnej egzystencji albo po prostu się pomodlić. W trakcie wysiłku fizycznego było jej z tym łatwiej niż w kościele. Bóg przecież i tak siedzi wszędzie, więc co za różnica? Dzisiaj nie potrzebowała przeprowadzać żadnych głębszych analiz. Potrzebowała po prostu świętego spokoju. Skorzystała z faktu, że kompleks sportowy był otwarty niemal całą dobę i wybrała późną godzinę, w której we wnętrzu nie kręciło się za dużo ludzi. Tłumy ją stresowały, a przecież nie będzie się dodatkowo dobijać, jak i tak chodziła permanentnie zestresowana.
Po wysiłku fizycznym mięśnie powinny odpocząć. Może powinna udać się na jakiś masaż? Ale to nie o tej godzinie. I nie tutaj. Basen nie oferował takich usług. Na szczęście mieli saunę. Gorąca para potrafiła zdziałać cuda. Laroche to uwielbiała. Czasami miała ochotę zamknąć się w pomieszczeniu na zawsze i po prostu odejść w zaświaty, wypacając z siebie resztki mózgu. Ale na publicznych saunach to było nie do zrobienia, ktoś by ją w międzyczasie pewnie uratował. Prywatnej sauny jeszcze nie miała – to było raczej trudne do osiągnięcia w mieszkaniu. Może kiedyś! Sauna zdecydowanie zaliczała się do jednych z takich durnych marzeń, które miała, gdy jeszcze miały siłę planować z Zarą wspólną przyszłość, w której będą sławne i bogate.
Poprawiła ręcznik i nacisnęła klamkę. Miała nadzieję, że zaraz będzie mogła się go pozbyć i zatracić w samotności na długie minuty. Zamknęła za sobą drzwi i dopiero wtedy wyrwała się z zamyślenia. Nie była sama, na co szczerze liczyła. Jakby tego było mało – w środku siedziała Babe. Ze wszystkich ludzi na świecie, trafiło akurat na nią, Chryste Panie. Paris zastygła w bezruchu, nie mając pojęcia, co ma teraz zrobić i jak zareagować na okrytą sylwetkę kobiety. Albo odkrytą?
— Yyyy... — rzuciła wyjątkowo elokwentnie w ramach powitania z serdeczną koleżanką po fachu.

babe seaton
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

003.
Pracowała zdecydowanie więcej niż planowała i coraz częściej myślała o tym, że jednak wzięła na siebie zbyt dużo. Zwykle była zaradna i obrotna, ale ojcowie zawsze jej powtarzali, żeby mierzyła siły na zamiary. Oprócz projektu, nad którym pracowała z Laroche, wpadł jeszcze jeden, który miał być tylko dodatkiem, a rozciągnął się na kolejne sesje i poprawki w studio. Oprócz tego nagrywała równolegle dwa audiobooki i choć na pierwszy rzut oka nie miały ze sobą nic wspólnego, bo jeden był kryminałem, a drugi romansem, umysł Babe zaczął je łączyć i wszystko jej się mieszało.
Łatwo też było zapomnieć, że poza mikrofonem istnieje jeszcze ciało, które trzeba nakarmić, rozruszać i czasem zwyczajnie odciążyć. Dlatego regularnie uczęszczała na basen, mieszczący się we wschodniej części Toronto. Nie traktowała tego jak przykrego obowiązku, raczej jak konieczny, choć przyjemny element tygodnia, który pozwalał jej na chwilę wrócić do siebie. Sama mieszkała w jednej z pobliskich dzielnic, więc miała dogodny dojazd, a droga zajmowała jej zwykle tylko kilkanaście minut. Kompleks basenowy był nowoczesny i dobrze utrzymany, a co dla niej najważniejsze - otwarty także w późnych godzinach. Dzięki temu nawet wtedy, gdy kończyła pracę nad materiałem czy nagraniami późnym wieczorem, nie musiała się martwić, że nie zdąży na ostatnie wejście.
Najpierw zrobiła kilka długości basenu i przy okazji nałykała się chlorowanej wody, bo jakiś facet pływał na torze obok jak opętany. Potem zahaczyła jeszcze o jacuzzi, żeby rozluźnić mięśnie, a na sam koniec zostawiła w szatni przemoczony, jednoczęściowy strój kąpielowy, owinęła się ręcznikiem i udała się prosto do sauny, co miało być zwieńczeniem tych sportowych aktywności. Jedynych, na które Seaton decydowała się z własnej, nieprzymuszonej woli. No chyba, że można do nich zaliczyć sprint na autobus, gdy była już doszczętnie spóźniona.
W środku oparła się o drewnianą ścianę, a w trakcie siadania, owinięty dość luźno ręczniki, osunął się, odsłaniając piersi. Babe nawet nie zwróciła na to uwagi. Dlaczego miałaby? Po pierwsze, była tutaj całkiem sama. A po drugie, czy nie na tym właśnie polegało korzystanie z sauny?
Drzwi rozsunęły się chwilę później. Zarejestrowała, że ktoś wszedł do środka i nie jest już sama, ale wzrok podniosła dopiero, jak usłyszała przerywnik. Nie spodziewała się jednak, że ujrzy akurat Paris. Przez chwilę po prostu na nią patrzyła, ale nie poprawiła ręcznika, nie zasłoniła się gwałtownie ani nie zmieniła pozycji. Zamiast tego została tak, jak siedziała, a nawet lekko się wyprostowała, jeszcze bardziej eksponując piersi.
Wyglądasz, jakbyś zobaczyła ducha — odezwała się, parskając cicho pod nosem. — Albo cycki. Albo po prostu mnie — dodała, wzruszając ramionami. Marysia Paris była lekko w szoku. Trudno stwierdzić, czego bardziej się nie spodziewała - samej Babe, czy może roznegliżowanej Babe. Pewnie ogólnie Babe, ani ubranej, ani tym bardziej do połowy nagiej.
Bez obaw, nie rzucę się na ciebie — zapewniła, bo dostrzegła, że kobieta nie za bardzo wie, jak się zachować. Nie wyglądała tak, jakby zamierzała wyjść, ale jednocześnie nie przejawiała ochoty, żeby dołączyć. A przecież mogły po prostu tutaj posiedzieć w ciszy, ignorując wzajemną obecność.

Paris Laroche
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Zależało jej na porządnym relaksie. Chciała odpłynąć do krainy wiecznej szczęśliwości. Albo takiej oferującej szczęśliwość na godzinkę. Może dwie? Zadowoliłaby się nawet trzema kwadransami, ale starała się stawiać cele nieco wyżej i jednak próbować dążyć do czegoś więcej niż minimum. To przyzwyczajenie do brania z życia wyłącznie tego, czego potrzebuje, by dotrwać do kolejnego dnia, bez szans na hedonizm, było nieco niezdrowe. Nie wszystko, co wyniosła z kościoła było w porządku i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Rozgraniczanie tego i układanie pod własne wymagania nadal sprawiało jej sporo kłopotu, ale była na dobrej drodze. Najłatwiej było ćwiczyć na wszystkim, co powiązane z prozaiczną codziennością. A czy może być coś bardziej banalnego niż relaks w saunie? Wypacanie z siebie myśli pomagało codziennie milionom osób na całym świecie. Jej też powinno,
Problem w tym, że w równaniu nie przewidziała niczyjej obecności, a już na pewno nie Babe. Niespecjalnie pasowała do wizji błogiego relaksu. Była delikatnym zgrzytem, który może nie wprowadzał chaosu, ale jednak nie pozwalał utrzymać perfekcyjnego stanu. Jak zbyt głośno brzęcząca lodówka albo wiertarka u sąsiada niosąca się po ulicy z kilkunastu metrów. Laroche mogła się jedynie cieszyć, że nie miała tendencji do czerwienienia się. Jej zewnętrze pozostawało względnie niewzruszone, niezależnie od tego, co działo się w jej wnętrzu. Ale w sumie skąd w ogóle pomysł mózgu, żeby się teraz zawstydzać? Kobiece ciało było przecież czymś najbardziej naturalnym w świecie. To nie mogło być czynnikiem determinującym. Może więc problem w tym, że Paris została niejako przyłapana na próbie relaksu? Na testowaniu, jak to jest być człowiekiem? Ale to przecież też nie jest coś, za co powinna się wstydzić. Wypuściła powietrze przez nos, licząc, że to ją jakoś ureguluje. W tej temperaturze nie dało to oczywiście nic.
— Przepraszam. Weszłam tu zamyślona i byłam pewna, że będę sama — wytłumaczyła się odruchowo i jednak weszła w głąb pomieszczenia. Nie będzie przecież teraz uciekać, no tego jeszcze brakowało. Wybrała jakieś wolne miejsce, starając się nie być ani dziwacznie blisko, ani dziwacznie daleko od Babe. Za dużo się nad tym wszystkim zastanawiała, powinna raczej działać instynktownie. Przyszła tu przecież odpoczywać od analizowania każdego ruchu, co musiała zazwyczaj robić w domu.
— To trochę jak zobaczenie nauczyciela w dzień wolny na zakupach. Niby wiesz, że ten człowiek istnieje poza budynkiem szkoły, ale to jednak trochę dziwne, że ma jakieś życie — dodała, zsuwając z siebie ręcznik. Kompletnie zapomniała, że miała powstrzymywać się przy niej od żartów, bo to przecież zawsze prowadziło do jakichś niezręczności. No trudno. Usiadła wreszcie na ławce, oparła się plecami o ścianę i przymknęła na moment oczy.
— Jak tam warzywniak? Typiara dostała jakiegoś zawału i odeszła na zasłużoną rentę? — zagaiła, nie otwierając oczu. Temat był całkowicie nijaki, idealny na początek i wybadanie terenu. Nie była pewna, czy Seaton woli siedzieć w ciszy, czy jednak uprzejmie porozmawiać. Odniesienie się do jej znienawidzonej sprzedawczyni dawało możliwość błyskawicznego wycofania się z tematu po kilku słowach, w razie gdyby jednak potrzebowała pobyć sama ze swoimi myślami. Ależ ta Laroche jest przemyślna!

babe seaton
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

O tej porze niewiele osób decydowało się na to, żeby skorzystać z dóbr kompleksu sportowego. Jeśli już, to przychodzili tutaj po to, żeby popływać. Zwykle byli to młodzi ludzie, którzy w ciągu dnia nie mieli czasu na uprawianie sportu, a siedzenie za biurkiem nie pozwalało na wyrobienie normy kroków. Jedni zapominali, że kompleks oferował również saunę, ciepłe kąpiele z hydromasażem i tężnie solankowe. Inni nawet nie wiedzieli o ich istnieniu. Paris najwyraźniej wiedziała.
Babe przyglądała się uważnie jej reakcji i chociaż na początku Laroche wyglądała na zaskoczoną, po chwili jej twarz stała się zupełnie niewzruszona. No dobra, dało się to zrozumieć. Seaton również nie spodziewała się jej w tym miejscu. Zwłaszcza, że Toronto zamieszkiwało ponad sześć milionów ludzi, więc szansa, że wpadną na siebie poza pracą była niewielka. A jednak los postanowił sprawić im małego psikusa. Albo wystawić na próbę ich wzajemną cierpliwość.
Dziwne, że mam jakieś życie? — zapytała, zerkając na nią z boku. Odwróciła wzrok dopiero wtedy, gdy Paris zsunęła ręcznik. Nie chciała wyjść na jakiegoś zboka. — Że czasami zdarza mi się wychodzić z domu w inne miejsca niż studio? — parsknęła pod nosem, bo to akurat wydało jej się dość logiczne. Nie była pracoholiczką, co Laroche pewnie zdążyła zauważyć. Notorycznie się spóźniała, a po zakończonych nagrywkach nie rwała się do tego, żeby zostawać po godzinach.
Nie przypuszczała, że kobieta będzie pamiętać jej wzmiankę o babie z warzywniaka. Babe na śmierć zapomniała, że w ogóle napomknęła o niej podczas ich rozmowy w bufecie.
Wiesz, jak to jest ze starymi kurwami — wzruszyła lekko ramionami, czego Paris i tak nie mogła zobaczyć, bo miała zamknięte oczy. Każdy jednak wiedział, że te pokroju warzywniary nie chciały zdychać. — Jak tam Pokemony? Szykuje się jakiś fajny event? — odbiła piłeczkę, tym samym dając jej do zrozumienia, że była otwarta na small talk. I nic poza tym. Jeszcze tego by brakowało, żeby zaczęła się zwierzać Laroche z prywatny, siedząc na golasa w saunie. No tego jeszcze nie grali!
Poprawiła się na ławce, odrzucając ręcznik na bok. Teraz można dopiero powiedzieć, że faktycznie siedziała na golasa.
Nie widziałam cię tu wcześniej — dodała po chwili, zresztą zgodnie z prawdą. Przy okazji była to również informacja, że Seaton bywała tutaj regularnie. Może nie codziennie, ale przynajmniej dwa razy w tygodniu, ale w różnych dniach. Wszystko zależało od grafiku i natłoku obowiązków. Zawsze była to jednak tak samo późna pora, więc musiały się mijać. Nie, żeby Babe jakoś nad tym ubolewała, po prostu stwierdzała fakty. — Mieszkasz w okolicy? — luźne pytanie. Nie dopytywała przecież o dokładny adres. Dla niej wydawało się to dość logiczne, sama korzystała z tego obiektu, bo znajdował się najbliżej dzielnicy, w której ojcowie kilkanaście lat temu kupili mieszkanie. Na początku lokal był wynajmowany, a po studiach wprowadziła się tutaj Babette, u której od czasu do czasu koczował jej brat bliźniak.

Paris Laroche
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
33 y/o
For good luck!
171 cm
aktorka dubbingowa i stand-uperka
Awatar użytkownika
Przyszłaś się tu ruszać czy wyglądać?
Ci chłopcy są i tak na jeden strzał
Na parkiet trzeba ich wyciągać
Może gdyby ten DJ lepiej grał
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobwa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

— Nawet bardzo — przyznała, zadowolona, że jej żart nie odbił się tym razem o ściany i nie roztrzaskał żałośnie. Mogła śmiało kontynuować! Wciąż była daleka od szczerzenia się jak głupi do sera, ale jej luźny ton mógł faktycznie sugerować, że nie mówiła na poważnie. Babe musiała mieć przecież jakieś życie. Ostatnie, czym można było ją określić, to pracoholizm. Nie była przywiązana do studia zbyt kurczowo. Na pewno korzystała z życia całkiem swobodnie. Może nawet traktowała pracę jako pretekst do posiadania pieniędzy? Nie każdy musi przecież czuć szaloną miłość i pasję do własnego zawodu. Paris jednak wychodziła z założenia, że istnieją profesję, w które powinno się iść z powołania. I nie są wszystkie powiązane z religią. Ale może Seaton była po prostu pragmatyczna. Bóg dał jej talent, a ona z niego korzystała, zamiast go zakopać. Mądra kobieta.
Mruknęła na potwierdzenie, że doskonale wie, jak to bywa ze starymi kurwami. Tak naprawdę to nie miała pojęcia. Żadnej nigdy nie poznała, więc nie miała doświadczenia, a wcale nie była pewna, czy Seaton nawiązuje do wulgarnej rymowanki. Nie chciała jednak bez przerwy wychodzić na większą autystę niż była w rzeczywistości, bo ileż kurwa można.
— Latem zawsze odbywa się Pokémon GO Fest. Teraz wypada w lipcu. Pojawi się nowa Mega Ewolucja Mewtwo, a kilka Pokemonów dostanie czapki w kształcie Pikatchu. Mewtwo to taki biały, obleśny mnich, a Pikatchu to ta żółta mysz — wyjaśniła, nieco rozbawiona próbą podjęcia tematu przez Seaton. Skoro uznała, że najciekawszym, o co może ją zagadać, są Pokemony, to jednak w chuj musiała ją mieć za jakąś pokręconą autystkę. Całe starania Laroche na nic, jak zwykle. Natury jednak nie dało się tak łatwo oszukać, niestety. Niemniej jednak zrobiło jej się miło. Babe nie brzmiała tak, jakby z niej kpiła. Pewnie nie była faktycznie zainteresowana tematem, ale uprzejmie próbowała znaleźć coś, co podpasuje Paris. A może po prostu bardzo dobrze udawała? W końcu była aktorką. I to głosową, a Laroche nawet na nią w tym momencie nie patrzyła. Cholera jasna.
Cmoknęła niezadowolona, słysząc kolejne pytanie. Obróciła głowę w stronę, z której dobiegał głos i dopiero wtedy otworzyła oczy. Fakt, że Seaton w międzyczasie zdążyła się rozebrać zbił ją z tropu, ale na szczęście tylko na sekundkę.
— Nie, nie tak. Powinnaś raczej zapytać, czy często tu bywam — poprawiła ją. Zdecydowanie była dzisiaj na fali. Sypała żartami jak z rękawa, chociaż siedziała tutaj całkiem nago. Może to była metoda na powrót na scenę? Poczucie humoru wracało do niej tym mocniej, im więcej pokazywała ciała. Powinna stać po prostu przed mikrofonem z gołą dupą. Może udałoby jej się zebrać wtedy większą publiczność? Nie zakładała, że miała ciało warte kupowania setek biletów, ale przecież ludzie pakowali tyle pieniędzy, żeby zobaczyć kawałek gołej dupy, że może i tutaj by się to sprawdziło.
— Mieszkam w Parkdale, więc niespecjalnie. Uznajmy, że po prostu przechodziłam i uznałam, że potrzebuję relaksu. Na tej ulicy nie ma kościoła, więc uznałam, że się rozbiorę i wypocę — sprostowała. To nie było aż tak dalekie od prawdy! A to, że ona była daleko od domu – cóż. Od dłuższego czasu tym łatwiej było jej wyluzować, im dalej była od mieszkania. To chyba wyjątkowo niezdrowa emocja, ale trudno. Nie będzie tego teraz roztrząsać.
— Rozumiem, że ty z kolei jesteś stałą bywalczynią? — odbiła pytanie, odwracając głowę i znów zamykając oczy, bo miała wrażenie, że gapiła się na Babe zdecydowanie zbyt długo niż zezwala saunowy kodeks. Sauniarski? Cokolwiek.

babe seaton
29 y/o
BEJBA
166 cm
lektorka audiobooków/aktorka dubbingowa w pinewood studios
Awatar użytkownika
nadal lubię starego coldplay'a, barman tu puszcza chujową muzę
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła swoją pracę i wiązała z nią przyszłość, jednocześnie starając się zachować zdrowy balans między życiem zawodowym a prywatnym. Gdyby jednak ścieżka kariery, którą obrała, okazała się niesatysfakcjonująca, po prostu zajęłaby się czymś innym. Miała wystarczająco dużą świadomość samej siebie, żeby nie tkwić w miejscu, które jej nie odpowiada. To, że miała talent, było jedną sprawą. To, że jej ojciec był aktorem i - chcąc nie chcąc - otworzył jej pewne drzwi, było już zupełnie odrębną historią. Nie znosiła być postrzegana przez pryzmat Lennarda Seatona. Nawet jeśli czasem było to wygodne dla innych, bo łatwiej było wszystko sprowadzić do córki znanego aktora niż przyjąć do wiadomości, że ktoś sam na coś zapracował. A Babe naprawdę się napracowała, żeby być w miejscu, w którym była teraz! Czyli w saunie.
Każdy wie, kim jest Pikachu — parsknęła, bo nawet ci, co nie interesowali się Pokemonami kojarzyli żółtą mysz, której czerwone policzki wytwarzały energię. — A ja poszłam nawet o krok dalej i wiem, kim jest Mewtwo. Ale zatrzymałam się na etapie jego filmowej zemście, gdzie został stworzony przez naukowców z zespołu Rocket jako genetyczny klon Mew — powiedziała, dalej nie otwierając oczu. Bycie aktorką dubbingową pozwalało na prowadzenie konwersacji, bez patrzenie na rozmówcę. Seaton z łatwością potrafiła wyłapać ton, jakim posługiwała się Laroche. Od razu wyłapała w jej głosie ekscytację, kiedy opowiadała o lipcowym festiwalu. I rozbawienie, chociaż akurat tego nie rozumiała. Może była za głupia. A może podjęciem tematu chciała dać Paris do zrozumienia, że właśnie nie jest i nie musi tłumaczyć jej wszystkiego, jak sześciolatce.
Ale wiem, że nie bywasz — odparła, zupełnie rozmijając się z poczuciem humoru koleżanki po fachu. Chyba nawet nie skumała, że to miał być żart. To nie tak, ze Babe brała wszystko dosadnie. Osobiście uważała, że była bardzo zabawna, ale żartobliwe komentarze, którymi rzucała Paris, jakoś nieszczególnie do niej przemawiały. Wszystko przez to, że się nie znały. Albo po prostu nadawały na zupełnie innych falach.
W kościele też mają saunę? — tym razem to ona postanowiła podowcipkować. Czy w punkt, to się dopiero okaże. Z zamkniętymi oczami trudno było dostrzec minę Laroche. Kto wie, może kąciki jej ust uniosły się w prawie niezauważalnym uśmiechu? W gruncie rzeczy Seaton wiedziała, że chodzi o oczyszczenie i te sprawy. Nie rozumiała, ale ludzie mają przecież różne metody odreagowywania. Nawet, jeśli to były strasznie dziwne metody, jak rozmowy z jakimś śmieszny, wyimaginowanym gościem.
Mieszkam kilka przecznic stąd — oznajmiła zgodnie z prawdą, więc nie musiała wymyślać, że przechodziła tędy przypadkiem i nagle ją olśniło, żeby wpaść i sprawdzić, co tutaj fajnego się dzieje. — Zwykle chodzę na basen, a reszta to tylko dodatki. Co chyba potwierdza, że jednak mam życie. Jakieś tam — wzruszyła ramionami, bo niewiele miało to wspólnego z tym towarzyskim. W końcu nie siedziała w saunie otoczona wianuszkiem koleżanek, co wcale nie wykluczało, że takich nie miała. Miała. Też jakieś tam.

Paris Laroche
bubek
nie lubię postów o niczym i jak stoimy bezsensownie w miejscu
ODPOWIEDZ

Wróć do „Fairmount Community Centre”