34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Wzruszył ramionami, bo nie miał pojęcia czy Gaba miała jakieś długi, właściwie ona zawsze trzymała się z jakimś podejrzanym towarzystwem, ale przecież... Madox sam był takim podejrzanym towarzystwem, więc nie jemu było to oceniać. Zresztą na dobrą sprawę, to mógł być przecież też ktoś z półświatka... chociaż oni nie zostawili by po sobie takiego porządku, a już na pewno nie zasłali by łóżka. I Madox myślał, że Gaba też by tego nie zrobiła. Właściwie znał jedną osobę, która zawsze jak opuszczali hotel, to to robiła...
- Nie wiem czy wiedział... Nie wiem czy on w ogóle podejrzewa, że ja mam tyle kasy, bo zawsze on płaci za nasze wypady - zadarł do góry głowę, żeby spojrzeć na Pilar, kiedy już usiadł między jej nogami. Przesunął palcami po jej udzie, a kiedy zaczęła go masować, to chociaż było to kurewsko przyjemne, jakoś nie mógł się zrelaksować - myślisz, że to William? Wiesz co ostatnio zrobił, wziął psy na spacer, a Sombry nie wziął, żeby mi zrobić na złość - nawet przywołał do siebie dobermana, który zaraz opierał mu głowę na udzie, poklepał go po łbie i podrapał za uszami - nauczę cię, żebyś pilnował Pilar i gryzł Williama, en el culo - w dupę, co prawda Sombra pomimo groźnego wyglądu to był łagodny jak baranek, chyba jak jego pan. To już groźniejsze były psy Rosy i Ricza, małe i wściekłe. Kiedy Stewart powiedziała, że matkę Willa można wykluczyć, to Madox znowu się na nią obejrzał i przejechał wytatuowanymi palcami po jej kolanie, no ale to był fakt, Pani Patel na pewno by go nie okradła, jak ona go nazywała synkiem i kazała mu przyjeżdżać co tydzień po słoiki, co prawda teraz już jeździł rzadziej, ale czasem wciąż wpadał na herbatkę do mamy Willa.
Na kolejne słowa Pilar zmarszczył brwi, bo to cygaro w ogóle nie pasowało do Peach, chociaż z tą kasą to by się nie zdziwił, ale ona w pierwszej kolejności zabrałaby to, co trzymał pod podłogą. I oczywiście Madox poszedł to sprawdzić, ale sportowa torba leżała sobie spokojnie w dziurze z całym tym hajsem. Przeszedł się po salonie zerkając na Pilar, kiedy wykreślali kolejne osoby.
Pani Patel, Peach, Debbie... Właściwie nie podejrzewał ich. Co innego Maddie, chociaż... gdzieś tam pod skórnie wiedział, że by mu tego nie zrobiła. Zdradziła go, owszem, czasami darli koty, ale ona nie robiła mu na złość, a już na pewno nie w taki sposób. Może i teraz byli na wojennej ścieżce, ale Maddie przez wiele lat była mu właściwie najbliższa w całym Toronto. Peach też przecież była jego dobrą przyjaciółką, a Debbie dziewczyną, dla niego było to dość normalne, że miały klucz, chociaż teraz to już chyba wszystkie powinny mu je oddać.
- Zmienię zamki, ale wtedy będę musiał... - i już miał jej powiedzieć, że będzie musiał wszystkim znowu dać klucze, ale tak właściwie to nie wszystkim, tylko Riczowi, Rosie i Gabie, no i tej dziewczynie, która zajmowała się psem, chociaż teraz Sombra była chyba wyjątkowo zaopiekowany, bo każdy go wyprowadzał. A nawet pozwolił sobie i wlazł koło Pilar na kanapę tym razem układając łeb na jej udzie. Madox nie pozwalał mu wchodzić na kanapę, ale najwidoczniej reszta domowników tak. Kiedy Stewart do niego wstała i szarpała go za koszulę z tym, że jest za dobry na ustach, to machnął na to ręką. Był. Ale no kurwa, Madox przez dziesięć lat był tu w Toronto sam, więc kiedy teraz zaczęli się tutaj zjawiać jego kuzyni, to co miał zrobić? Wiadomo, że przyjął ich pod dach - nie wykorzystują - rzucił tylko, bo przecież Madox Noriega to nie był człowiek, którego można tak robić w chuja... Może kiedyś tak, ale teraz? Teraz on naprawdę zrobił się za miękki, aż jeszcze bardziej się wkurwił i zaraz szarpnął, żeby pójść do sypialni. Zajrzeć do szafy, gdzie naprawdę chyba zamierzał umieścić sejf. Tylko zaraz okazało się, że złodziej zajebał nie tylko hajs, ale i koszulę. Tą śmieszną. Wywrócił oczami oglądając się na Pilar, kiedy wspomniała o tym obrzydliwym guście - lubiłem ją... - jak wszystkie jego koszule, nawet te niewyjściowe, chociaż prawda jest taka, że Madox nawet nigdy nie miał jej na sobie, ale zawsze sobie powtarzał, że kiedyś zabierze ją na jakiś szalony wyjazd na przykład. Odsunął się kiedy Stewart przepychała się do szafy, a gdy przeglądała wieszaki to się jej przyglądał, aż tak mu nie zależało na tej koszuli, ale kiedy zaraz się okazało, że brakowało też jej czerwonej sukienki, tą którą miała na sobie na ich najbardziej szalonym wyjeździe, to od razu mu się wyrwało - jak to kurwa? Sprawdź jeszcze raz - sam też przełożył jeszcze kilka wieszaków. Ta sukienka rzeczywiście była specjalna, i może nawet to Noriegę wkurwiło bardziej niż ten cały hajs, którego mu przecież nie brakowało. Ta czerwona sukienka z Medellin, i z Meksyku, którą specjalnie dla niej naprawił i podarował jej ją pod choinkę.
Kiedy Pilar kazała mu dzwonić do Gaby, to skinął głową, musiał to od razu skonfrontować, bo przecież nie dało by mu to spokoju. Złapał telefon, który rzuciła mu Stewart, a zaraz wykręcił numer Gabi. Jeden sygnał... Drugi... Trzeci... Odrzuciła go? Nie odbierała? Straciła zasięg? Telefon się rozłączył. Za drugim razem od razu złapała go poczta, a za trzecim jeden sygnał i znowu rozłączyło.
- Nie odbiera, to znaczy nie wiem... Nie łączy - schował telefon do kieszeni spodni, gdyby Gaba oddzwoniła, albo on postanowił spróbować jeszcze raz, za chwilę. Przechylił na bok głowę, kiedy Pilar wyciągnęła spod łóżka te szmaty, ewidentnie nie ich, a tego buta Madox poznał od razu - Patel... - no bo przecież on akurat często go widział w tych crocsach, jak się spotykali na klatce, albo w warzywniaku, albo jak wbijali do siebie bez zapowiedzi - chodź... - złapał Pilar za rękę - musisz mnie przypilnować, żebym go nie zajebał - rzucił do niej zaglądając w jej obłędne, ciemne oczy, bo jak Madox wcześniej się wkurwił, o tą sukienkę najbardziej, to teraz był wściekły. Klatka piersiowa unosiła mu się w chaotycznym rytmie, a na czole wyskoczyła nawet jakaś żyłka. Jeszcze po drodze pozwolił Pilar się ubrać, sam też zrzucił koszulę i walnął ją na łóżko, a wciągnął na siebie zwykły podkoszulek. I zaraz rzeczywiście wspinali się po schodach na górę, pod drzwi numer dwadzieścia jeden. Najpierw zapukał, potem walił w te drzwi, kilka razy w nie nawet kopnął, a potem jeszcze poodgrażał się, że zabije Patela, aż wyjrzała jakaś sąsiadka z drzwi obok. Ale, że Madox miał raczej dobre kontakty z sąsiadami, bo zawsze ich witał na klatce i zagadywał, to tylko powiedziała mu, że nikogo nie ma, bo widziała jak William wychodził dzisiaj z kamienicy z jakąś rudą dziewczyną.
- William i Gaba? Rozumiesz to Pilar? Nie dość, że mnie okradł, to jeszcze kręci z Gabi za moimi plecami, i... - oczywiście, że już się nakręcał idąc po schodach w dół - a ja go miałem za przyjaciela, ile razy go ściągałem z jakiś krzywych bani - aż pokręcił głową, ale wcale nie zatrzymał się przed ich drzwiami - jedziemy po sejf, i zaraz znajdę jakiegoś ślusarza - bo teraz to sobie nagrabili, i Gaba i William.
Pewnie nawet nie musieli sprawdzać gdzie w Toronto kupić sejf, bo przecież Madox już jeden miał w klubie, więc może wiedział. Ślusarza też nie było ciężko znaleźć. Może cała akcja zajęła im z godzinę, a najgorsze okazało się wtarganie tego sejfu na górę i Madox musiał z warzywniaka na dole pożyczyć taki specjalny wózek.
Tylko, że kiedy wrócili z powrotem do mieszkania, a konkretnie do sypialni, i kiedy Madox znowu wyciągnął spod łóżka pudełko, to okazało się, że hajs był tam z powrotem. Czyżby ktoś miał wyrzuty sumienia? A może to była taka głupia zabawa? No dla Madoxa to wcale nie.
Bo ostatnio to wychodziło na to, że naprawdę wszyscy się z nim bawili jak chcieli. A szczególnie to kurwa William Patel. Aż usiadł na podłodze, wściekły - pierdolony Patel, i co on jeszcze wymyśli, żeby mnie wkurwić? - no bo najpierw ta cała akcja z Galenem Wyattem, a teraz jeszcze to. Wyjął telefon i nawet miał napisać wiadomość do Willa i Gaby, ale stwierdził, że to chyba nie jest rozmowa na telefon, że musi ich po prostu złapać, najlepiej oboje.
A miało być tak miło, miał być masaż z kolumbijskim olejkiem, a wyszło jak zwykle i to wszystko znowu przez Willa. On ostatnio komplikował im życie, a nawet przecież nie widzieli się na oczy, ani dzisiaj, ani wtedy, kiedy Madox pojawił się u Wyatta. Tyle tylko, że jak wtedy prawie się o to rozeszli z Pilar, tak dzisiaj jedno stało za drugim cały czas. Później kiedy montowali sejf i kiedy Madox stwierdził, że musi policzyć gotówkę, i nawet potem, kiedy chciał jeszcze raz przelecieć się na górę do Williama, ale Stewart go zatrzymała wypominając, że jest już dawno po ciszy nocnej. I oni też w końcu po tym dniu pełnym wrażeń, może nie do końca takich, jak chcieli, po prostu padli, w tej rozpierdolonej pościeli, którą pewnie jutro zostawią w kompletnym nieładzie.
KONIEC
Tenías razón, tengo amigos increíbles ._.
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „Emptiness”