Stał tam z banktotem w dłoni i czuł, jakby ktoś nagle wyłączył słońce, chociaż wciąż świeci tak samo mocno. Patrzył, jak ta pani – taka wysoka i zła – łapie Gabrielę za rękę. Gabriela nawet nie zdążyła powiedzieć mu, jak ma na imię. Zrobiła to za nią chyba jej mama. Tylko raz spojrzała w stronę Noego przez ramię, ale jej mama szarpnęła ją tak mocno, że dziewczynka musiała zrobić dwa szybkie kroki, żeby nie upaść.
Czy to przez to, że zaproponował lody? Albo przez ten piach, który wykopali przy budowaniu fosy? Przecież to była najlepsza zabawa na świecie, a ona teraz znika między drzewami w stronę parkingu.
Patrzył na swoje brudne kolana i na tego zielonego żołnierzyka, którego ciągle trzymał w drugiej ręce. Teraz wygląda jakoś tak smutno, bez Puszka obok. Zrobiło mu się strasznie smutno, jakby w brzuchu zamiast lodów, których nie kupił, była zimna kulka. Nie rozumiał, dlaczego dorośli tak przerywają wszystko, co jest ważne. Stał tak jeszcze chwilę w kolejce do budki, ale kiedy pan przed nim odwrócił się i zapytał:
„Co podać, młody człowieku?”, tylko pokręcił głową. Nie chciał już żadnych lodów. Schował pieniądze do kieszeni i powoli ruszył w stronę, gdzie zostawili zamek z piasku. Może jeszcze tam jest, choć pewnie wygląda już zupełnie zwyczajnie, teraz kiedy jej przy nim nie ma.
Podszedł powoli do ich zamku z piasku, który wygląda jak zwykła kupka piachu. Kucnął przy fosie, którą kopali razem i wtedy go zauważył. Niebieski dinozaur. Puszek. Wziął go w dłonie i zacisnął palce na zabawce, chowając go głęboko do kieszeni, tam gdzie zwykle trzymał najcenniejsze rzeczy.
Może ona wróci? Może jak jej mama zobaczy, że zgubiła Puszka, to pozwoli jej tu wrócić? Musiał go pilnować. Wstał z kolan, otrzepując piasek z krótkich spodenek, choć wcale mu się nie chciało, poszedł w stronę ławki, na której siedziała jego mama. Czytała książkę, ale kiedy podszedł, od razu podnosła wzrok znad kartek.
–
Mamusiu – zaczął –
ta dziewczynka, z którą się bawiłem... ta ruda... jej mama zabrała ją do domu tak strasznie szybko. Była zła. Czy to moja wina? Czy zrobiłem coś nie tak, że tak bardzo się spieszyły?
Patrzył na mamę wyczekująco, mając nadzieję, że powie mu, że to nie jego wina, że to tylko dorośli są tacy... dziwni i zawsze muszą wszystko zepsuć.
–
Kochanie, to nie była twoja wina – powiedziała cicho, uśmiechając się tak, jak zawsze, kiedy chciała go pocieszyć. –
Czasem dorośli bywają zdenerwowani, bo mają swoje sprawy albo po prostu im się spieszy, ale to nie znaczy, że zrobiłeś coś złego. Świetnie się bawiłeś, a to jest najważniejsze. Ale mama musimy już wracać, bo słońce zaczyna się chować za drzewami.
Zacisnął pięść na Puszku w kieszeni. Mama pozwala go zabrać i poszli w stronę parkingu, co chwilę jednak odwracał się za siebie, patrząc na alejkę, którą Gabriela zniknęła ze swoją mamą.
Kilka dni później słońce znów świeci, jest prawie tak samo ciepło jak wtedy, ale plac zabaw wydaje się jakiś inny. Pusty. Noe chodził z tatą od huśtawek do piaskownicy, trzymając w dłoni Puszka. Już nie miał go w kieszeni, teraz trzymał go na wierzchu, tak żeby każdy mógł go zobaczyć. Może jeśli ona tu jest, to go zauważy? Może jak zobaczy swojego dinozaura, to przybiegnie, zeskoczy z huśtawki i znowu zaczną budować fosę? Patrzył na każdą dziewczynkę, która miała rude włosy, ale nie była ona. Swojego żołnierzyka zostawił na półce w domu, bo bał się, że w parku ktoś go zabierze, skoro nie ma tam Puszka, żeby go pilnował.
–
Tato? – zawołał, nie odrywając wzroku od plastikowego dinozaura. –
Jak myślisz, czy ona jeszcze kiedyś tu przyjedzie? Może jej mama już nigdy jej tu nie przyprowadzi?
-
Nie wiem, synku.
Mama odebrała go ze szkoły wcześniej niż zwykle.
Dentysta, Noe, nie marudź – powiedziała, poprawiając synowi plecak na ramionach. Szli chodnikiem, a Noe liczył kostkę na chodniku, żeby nie myśleć o wiertle, którego się bał. W kieszeni spodni palce same odruchowo bawiły się Puszkiem. Zawsze był tam, gotowy na spotkanie. Skręcili za róg przy małym skwerku i wtedy ją zobaczył. Obok niej stał starszy pan, który trzymał ją za ramię – nie tak jak mama, która czasem trzymała go, żeby chronić, ale jakoś tak... mocniej. Zatrzymał się tak gwałtownie, że aż mama pociągnęła go za rękę.
–
Patrz, mamo! – pisnął, wskazując palcem. –
To ona! To Gabriela! Ta od Puszka!
Mama spojrzała w tamtą stronę, a kiedy zobaczyła dziewczynkę i starszego pana, jej twarz w jednej sekundzie stała się całkiem inna. Bardziej poważna, a może nawet trochę przestraszona? Puściła jego rękę, a Noe już nie czekał tylko ruszył w ich stronę, bo w głowie miał tylko jedno: w końcu jest! W końcu nie będzie musiał nosić Puszka w kieszeni samotnie!
–
GABRIELA! – krzyknął, a jej imię odbiło się echem od muru.
Odwróciła głowę, a jej rude włosy podskoczyły, a w oczach pojawił się ten sam błysk, który widział na placu zabaw. Ale wtedy wydarzyło się coś dziwnego. Jej dziadek – bo to musiał być dziadek – wyprostował się jak struna, spojrzał na jego mamę i w jego oczach wcale nie było radości, że spotkali się po tylu dniach. Wyglądał, jakby zobaczył coś, czego nie chciał widzieć.
Mama zrobiła krok do przodu, ale jej głos był dziwnie sztywny, taki dorosły i nieprzyjemny.
–
Proszę pana... – zaczęła mama, ale jej głos był taki, jakby mówiła do kogoś, za kim nie przepada.
Dziadek Gabrieli coś odpowiedział bardzo cicho, ale brzmiało to tak, jakby chciał, żeby sobie poszli. Gabriela wyglądała na tak samo zagubioną jak Noe. Stał trzy metry od nich, czując, jak w kieszeni plastikowy ogon dinozaura wbija mu się w dłoń. Mama złapała go za ramię, tym razem mocniej.
–
Noe, nie teraz – powiedziała cicho, ale czuł w jej głosie, że nie chodzi o dentystę.
Patrzył na Gabrielę i nie chciał się ruszyć. Czy ona też chce się bawić, czy boi się dziadka tak bardzo, że nie może nawet zrobić kroku? Co się dzieje? Dlaczego dorośli znów nie pozwalają im być razem?
Mamusia nie czekała ani chwili. Złapała go mocno za rękę, a potem – co było najbardziej zdumiewające – drugą ręką chwyciła Gabrielę. Pociągnęła ich oboje tak szybko, że prawie biegli. Noe słyszał za plecami jakiś gniewny głos tego pana, ale mama w ogóle się nie oglądała. W jej oczach widział coś, czego nigdy wcześniej nie było – strach.
–
Mamo! Co ty robisz? – próbował zapytać, plącząc się w nogach, ale mama tylko mocniej zacisnęła dłoń. Kiedy w końcu skręcili w boczną uliczkę za wysoki żywopłot, mama zatrzymała się gwałtownie. Oddychała bardzo szybko. Puściła ich dłonie i natychmiast kucnęła, żeby być wyrównać poziom. Jej ręce drżały, gdy poprawiała kołnierzyk koszulki syna.
–
Noe... Gabrielo – zaczęła, patrząc na nich oboje, a jej głos był cichy i pełen niepokoju. –
Nie pytajcie mnie teraz o nic. Po prostu słuchajcie. Nie wolno wam się zbliżać do tego pana. Nigdy, słyszycie?
Spojrzał na koleżankę. Nie rozumiał o co chodzi. Przecież to był tylko dziadek! Dlaczego mama tak się boi? Dlaczego trzęsą jej się ręce? Wyjął z kieszeni Puszka, a potem nieśmiało wyciągnął w jej stronę niebieskiego dinozaura.
–
Znalazłem go... – szepnął, czując gulę w gardle. –
Czekałem, aż ci go oddam. Mamo, czy Gabriela może z nami iść?
Gabriela R. Blais