Coś w tym było, że oni się dopełniali, Pilar planowała, a Madox brał to co się dało, czepiał się słówek i teraz też postanowił wykorzystać te lody, które mieli niedaleko, żeby Stewart mogła działać. A przecież wiadomo, że dzieci uwielbiały lody, chociaż jak Noriega sobie o nich pomyślał, to też nagle naszła go ochota, więc to nawet łączenie przyjemnego z pożytecznym, można powiedzieć.
Zaraz okazało się, że wyścig o zupę też nawet był przyjemny, a może bardziej już to, jak Pilar czyściła ich z tej zupy?
-
Ja nawet nie lubię kalafiorowej... - wyznał, kiedy Emilio powiedział mu, że był blisko, ale zaraz puścił do dzieciaka oczko -
ale jakbyśmy jedli Ajiaco to nie miałbyś szans - Emilio zaraz zaczął jęczeć, że on nienawidzi Ajiaco, a najlepsza jest kalafiorowa. Madox się z tym nie kłócił, różne mieli zdania co do zup, tak jak co do tego, kiedy Stewart ich wycierała, bo jak Emilio stwierdził, że starczy, to Madox się kleił do Pilar, z tymi ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, czekoladowych oczach, opierając palce na jej udach, i kiedy ona go szarpała za włosy, to on mocniej wbił palce w materiał jej spodni.
Jeszcze chwila, a znowu by wylądowali... na blacie? Albo na stole? Albo pod...
I Madox znowu sobie pomyślał, że Stewart mogła założyć sukienkę.
Ale zaraz już wstawał od stołu, żeby iść z Emilio po lody.
-
I posypkę, ale też bitą śmietanę - jeszcze się obejrzał na Pilar wywracając oczami, bo już ostatnio wypomniała mu, że jej nie wziął śmietany, bo akurat jakie smaki lubiła to wiedział, te co on. Proste -
a Smerfowy? - on też się odezwał do Emilio zakładając już buty. Sombra kręcił się już w kółko wiedząc, że też pójdzie. Normalnie Madox często wychodził z nim bez smyczy, ale tu nie znał okolicy, więc zaraz zapinali psa, a zresztą Emilio chciał go prowadzić. Na te trzy gałki Madox od razu pokiwał głową -
ja też biorę trzy - on akurat chyba w odmawianiu był najgorszy i nawet gdyby Emilio mu powiedział, że on chce dziesięć, to by stwierdził, że czemu nie?
A może temu, że bolałby go brzuch i większość pewnie by się rozpuściła? -
Ale zobaczymy jakie to będą duże gałki, bo jak wielkie to weźmiemy po pół - no tak, Madox to już z Emilio byli najlepsi kumple. Nawet po pół gałki zjedzą.
wyszli z domu i skierowali się chodnikiem do budki z lodami, ale Madox jeszcze chwilę szedł tyłem oglądając się na Pilar na ganku. Zdecydowanie musieli kupić dom. Najlepiej taki z ogródkiem i gankiem. Potknął się i prawie wyjebał zahaczając o wystającą płytę chodnikową, a Emilio parsknął śmiechem, więc Madox zaraz się do niego odwrócił i go pogonił, a na koniec jeszcze łaskotali się gdzieś na środku chodnika zaśmiewając głośno, a Sombra jeszcze wylizał im całe twarze. Ładny to był obrazek, taki przyziemny, a potem to jak Madox zawołał Emilio, żeby go wziąć za rękę, kiedy przechodzili przez drogę. W końcu jednak stanęli przed budą z lodami, chociaż kiedy Emilio przyciskał już nos do szyby, to Noriega jeszcze odszedł z Sombrą pod krzaczek, żeby się odlał. Ale zaraz też podszedł do lady.
-
No i co? Wybrałeś? - zapytał dzieciaka, a młoda dziewczyna za ladą roześmiała się i zaraz powiedziała, że
jego synek w ogóle nie może się zdecydować. Madox uniósł jedną brew i nawet miał coś powiedzieć, chociaż w sumie z Emilio byli nawet trochę podobni, ciemne włosy, ciemne oczy i jakieś takie łobuzerskie uśmiechy. Ale odezwał się chłopczyk.
-
To nie jest mój tato, to jest tylko Madox... On się mną opiekuje - powiedział zaraz zadzierając głowę do góry, żeby spojrzeć na Noriegę. A ten zaraz syknął.
-
Cóż... Tylko Madox - uśmiechnął się do dziewczyny za ladą wywracając oczami, a ona zaraz też zachichotała, a on już opierał się obok niej o ladę.
-
To znaczy... Madox jest super opiekunką - zreflektował się Emilio -
i ma super psa, i super samochód! I super dziewczynę - teraz to już Madox parsknął śmiechem.
-
I też kolegę z super długim jęzorem - i on czubek tego swojego pokazał Emilio, tylko, że on chyba nie załapał o co chodzi, bo zmarszczył brwi. Za to dziewczyna od lodów złapała od razu, bo znowu się uśmiechnęła -
no to najpierw dla mojej narzeczonej, mango i czekolada, w pudełeczku, bo do tego musi być bita śmietana i posypka, i jeszcze polewa czekoladowa - wyrecytował, żeby już dzisiaj te lody były dopięte na ostatni guzik, idealne. Dziewczyna za ladą się uśmiechnęła i zaczęła kręcić gałki.
-
Taki narzeczony to skarb, mój chłopak nigdy nie może zapamiętać, że moje ulubiona to śmietankowe - pokręciła głową. A zaraz wtrącił się Emilio, że on też lubi śmietankowe, a Madox, że on mango, a że Pilar lubi czekoladowe, to zawsze biorą te dwa smaki. Chwilę sobie pogadali o lodach, oczywiście o tym Smerfowym smaku też, a Emilio wtrącił, że jemu mama powiedziała, że Smerfy dały przepis na te lody i ekspedientka przytaknęła.
W końcu ruszyli z powrotem, a Madox i Emilio oczywiście mieli po trzy gałki w wafelku, duże i wcale nie na pół. A do tego jeszcze ten deser dla Pilar w pudełeczku, więc Noriega musiał puścić Sombrę koło nich wolno, ale się pilnował, chociaż w pewnym momencie, jak już byli przed domem, a Emilio się po coś schylił, to doberman oblizał mu lody, z czego zaraz obaj zaśmiewali się głośno, tak, że Pilar mogła ich słyszeć już w domu.
Weszli do środka, a Emilio zaraz poleciał do Pilar, żeby jej opowiedzieć jak Sombra oblizał mu lody, o tu, nawet jej palcem pokazał gdzie, ale w sumie sam już nie wiedział. Madox zdjął buty, a zaraz wszedł do salonu, opadła koło Pilar na kanapę, widział od razu, że coś jest nie tak. Tylko przy Emilio nie chciał o to pytać, podsunął jej za to pudełeczko z jej deserem, gdzie nawet pani za kasą na środku wbiła jej wafelkowe serduszko, bo Madox tak ją zagadał. Oblizał swojego loda, a zaraz spojrzał na chłopczyka.
-
Emilio wypuścisz Sombrę? Bo chyba mu się znowu chce, może z tyłu? Tylko uważaj, żeby nie zabrał ci piłki... - rzucił, ale nawet nie wiedział czy dzieciak ma tam piłkę.
-
A zabiera? - zainteresował się chłopczyk, a Madox skinął głową.
-
Bardzo lubi grać w piłkę - dodał, a Emilio aż oczy zaświeciły.
-
A mogę zobaczyć? - zapytał i już patrzył w Noriegę wielkimi oczami, jak kot ze Shreka. No ale Madoxowi o to przecież chodziło.
-
Możesz, kopnij mu, tylko nie karm go lodami - jeszcze mu pogroził palcem, a Emilio pokiwał głową, i zaraz wylecieli z psem z tyłu domu na ogródek. Mieli pewnie kilka minut, ale Noriega zaraz odwrócił się do swojej narzeczonej -
co znalazłaś? - bo wiedział, że coś musiała, a kiedy pokazała mu te listy przeleciał po nich spojrzeniem. Zmarszczył brwi, bo czegoś tutaj nie rozumiał -
jaka kasa? Jak oni są biedni... I z czym ona ma trzymać gębę na kłódkę? - oczywiście już wbijał spojrzenie w Pilar, ale jeszcze przełożył te listy w palcach, jeszcze obejrzał je ze wszystkich stron. Ale nie było tam nic szczególnego, tylko te powycinane literki -
trzeba z nią o tym pogadać... - oddał jej kartki -
ale... to może znaczyć, że Luciano żyje, że ktoś go przetrzymuje - tylko kto i dlaczego? Coraz więcej pytań, żadnych odpowiedzi. Madox aż wstał żeby się przejść po salonie, dookoła, jak dziki kot w klatce. A zaraz stanął przy oknie wyglądając na podwórze -
zobacz kto wpadł... I kurwa dają psu lody - zanim Pilar zdążył się ruszyć, to on już w skarpetach wypadł na tylną werandę -
Ana! Pies nie może jeść lodów, to jest sam cukier! - zawołał, a dziewczyna podniosła głowę, żeby na niego spojrzeć.
-
Ale on chce... - odpowiedziała jak jakieś dziecko.
-
Sombra do mnie! - warknął Madox, a pies jeszcze spojrzał na te lody, a zaraz skulił uszy i podszedł do swojego pana, żeby przy nim usiąść.
-
Aleś go wyszkolił... Ale w sumie taki groźny, nie dziwne, że się biedny boi, nie Emilio? - już czochrała włosy dzieciaka pyskując do Noriegi. Ta Ana to była niemożliwa. Emilio się śmiał, że Madox nie jest groźny, a pani z lodziarni powiedziała nawet, że jest skarb.
Para mi prometida, mango y chocolate
。𖦹°‧