ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
185 cm
miał szukać pracy jako dziennikarz a zakłada krawaty nieboszczykom
Awatar użytkownika
Oficjalnie: absolwent dziennikarstwa. Nieoficjalnie: gość, który uciekł z trumny, żeby w niej ostatecznie wylądować.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

9
sceneria

Od ostatniego spotkania, które było zarazem pierwszym i zupełnie niespodziewanym, minęły trzy dni. To właśnie wtedy, Charly pocałowała go w usta – zupełnie przypadkowo, w geście radości, że dostała pracę w sali bankietowej. Sytuacja była na tyle komiczna, że postanowili kontynuować znajomość i wspólnie wybrali się na ciastko i kawę. Od tego czasu dziewczyna nie opuszczała myśli Noego ani na chwilę. Wymieniali wiadomości, a ich podobne poczucie humoru sprawiało, że uśmiechał się do ekranu telefonu nawet w trakcie pracy. Teraz siedział przy biurku, ale nie potrafił się skupić na dokumentach. Kiedy przychodziła wiadomość od Charly, od razu przerywał to, co robił, żeby odpisać. To właśnie dzisiaj mieli spotkać się znowu.
Do tego czasu nie potrafił usiedzieć w miejscu. Planował szczegóły wieczoru z taką intensywnością, że układał w głowie listę zakupów, a każda godzina w pracy dłużyła się w nieskończoność. Kiedy w końcu nadszedł dzień spotkania, od rana był w ciągłym ruchu, sprawdzał po kilka razy, czy ma wszystko, co potrzebne do zrealizowania pomysłu. Czuł, że sukces tego wieczoru zależy od każdego szczegółu, co tylko potęgowało jego zdenerwowanie. Miał tylko nadzieję, że dziewczyna nie ma lęku wysokości. Zaczął od przygotowania kosza piknikowego. Postawił go na blacie kuchennym i zaczął kolejno wkładać przedmioty, sprawdzając je dwa razy. Kieliszki, wino, jedzenie, przekąski i kilka świeczek dla klimatu. Nie zapomniał nawet o kocach, gdyby zrobiło się chłodniej. Wziął prysznic i tak przygotowany pojechał na umówione miejsce. Wjechał windą na ostatnie piętro wieżowca, a następnie wszedł po schodach na dach. Kosz był ciężki, a zawartość, którą starannie zapakował, wymagała ostrożności. Na tarasie wiatr był wyczuwalny, dlatego od razu zaczął szukać miejsca osłoniętego od podmuchów. Rozłożył na betonie koc w kratę, a na jego środku umieścił drewnianą deskę, po czym wyjął z kosza przygotowane produkty i poukładał na desce. Na koniec zajął się świeczkami. Gdy wszystko było gotowe, odsunął się, by sprawdzić efekt, a potem wysłał Charly wiadomość z podpiętą do lokalizacji pinezką.
Stał przy przygotowanym kocu, sprawdzając raz jeszcze, czy świeczki wciąż płoną, bo chociaż wiatr był słaby, to jednak wystarczający, by co chwilę kierować płomień w stronę szklanych osłonek. Ciszę przerywał tylko daleki szum miasta dochodzący z ulic kilkanaście pięter niżej. Noe spojrzał na butelkę wina i dwa puste kieliszki, które czekały na napełnienie. Sprawdził telefon, chociaż nie było żadnego nowego powiadomienia. Wytarł dłonie o spodnie, czując narastający chłód wieczoru. Każdy głośniejszy odgłos dobiegający z klatki schodowej sprawiał, że mimowolnie prostował plecy i wstrzymywał oddech. Czekał, zerkając co chwilę na drzwi prowadzące na dach, nie pewny, czy Charly się pojawi, czy może jednak zmieniła zdanie. Minuty mijały, a on czuł, jak jego niepokój rośnie z każdą kolejną minutą czekania.

Charly Hayes
21 y/o
For good luck!
174 cm
workin' nine to five Szukam
Awatar użytkownika
Don’t mistake my silence for weakness
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjiTrzecioosobowy
czas narracjiPrzeszły
postać
autor

outfit

Gdyby ktoś jeszcze tydzień temu powiedział Charly, że przez dobre czterdzieści minut będzie stała przed szafą i analizowała zawartość swojej garderoby z powagą godną komisji egzaminacyjnej, prawdopodobnie wyśmiałaby go prosto w twarz. A jednak właśnie to robiła. Na łóżku leżało już kilka odrzuconych sukienek; jedna była zbyt elegancka, druga wyglądała tak, jakby wybierała się na wesele, natomiast trzecia prawiała wrażenie, że za bardzo się stara. Charly nie pamiętała, kiedy ostatni raz aż tak przejmowała się tym, co założy. Może dlatego, że nie była pewna, czym właściwie było to spotkanie. Noe nigdy nie użył słowa „randka”, ona również nie, a mimo to od rana łapała się na tym, że co kilka minut sprawdza telefon, zastanawiając się, czy przypadkiem nie napisał.
Ostatecznie jej wybór padł na jasnozieloną sukienkę. Delikatny materiał miękko układał się na sylwetce, odsłaniając ramiona i nogi, a asymetryczny dół poruszał się przy każdym kroku. Nie była przesadnie elegancka, ale wystarczająco wyjątkowa, by sprawić, że kiedy spojrzała na swoje odbicie w lustrze, przez chwilę sama się zawahała. Rozpuściła włosy, które miękkimi falami opadły na plecy, a makijaż ograniczyła do minimum. Chciała wyglądać dobrze, ale nie perfekcyjnie. Najbardziej niepokoiło ją jednak to, że była podekscytowana. Paskudnie, niebezpiecznie podekscytowana. Odkąd przeprowadziła się do Toronto, większość swojej energii poświęcała na przetrwanie kolejnych dni, znalezienie pracy i odnalezienie się w nowym miejscu. Tymczasem Noe pojawił się nagle i z jakiegoś powodu sprawił, że wszystko zaczęło wydawać się odrobinę lżejsze.
Gdy telefon zawibrował z nową wiadomością, niemal natychmiast otworzyła lokalizację. Zmarszczyła lekko brwi. Wieżowiec? — Albo planuje mnie porwać, albo jest bardzo kreatywny — mruknęła do siebie, chwytając torebkę.
Kilkadziesiąt minut później stała już w lobby jednego z najwyższych budynków w okolicy. Wysokie sufity, szklane ściany i połyskujące marmury sprawiały, że przez moment poczuła się nieco nie na miejscu. Wcisnęła przycisk windy i obserwowała, jak kolejne piętra pojawiają się na wyświetlaczu. Im wyżej się znajdowała, tym bardziej rosła jej ciekawość. Kiedy drzwi windy rozsunęły się na ostatnim piętrze, serce zabiło jej odrobinę szybciej. Przed sobą miała już tylko klatkę schodową prowadzącą wyżej. Na dach. Dopiero wtedy zaczęła rozumieć, że Noe rzeczywiście coś zaplanował.
Powoli weszła po schodach i pchnęła ciężkie drzwi. Chłodniejszy wieczorny wiatr natychmiast poruszył materiał sukienki oraz kilka luźnych kosmyków włosów. Przez krótką chwilę stała nieruchomo, całkowicie zaskoczona widokiem. Toronto rozciągało się pod nią morzem świateł; setki rozświetlonych okien, samochody przypominające niewielkie świetlne punkty i ciemna tafla jeziora odbijająca ostatnie ślady zachodzącego słońca. A pośród tego wszystkiego był on. Noe. Stojący obok rozłożonego koca, kosza piknikowego i migoczących świec. Przez moment po prostu na niego patrzyła. Na człowieka, który najwyraźniej włożył w ten wieczór znacznie więcej wysiłku, niż ktokolwiek zrobił dla niej od bardzo dawna, a następnie na ustach ciemnowłosej pojawił się powolny, szczery uśmiech. — Okej… — odezwała się w końcu, podchodząc bliżej. — Przyznaję, nie tego się spodziewałam. — rozejrzała się jeszcze raz po panoramie miasta, po czym spojrzała prosto na niego. — I teraz czuję ogromną presję, bo obawiam się, że następnym razem będę musiała przebić dach wieżowca. - rzuciła lekko, czując przy tym lekkie zdenerwowanie, a między nie wdarło się subtelne wzruszenie. Po raz pierwszy od śmierci rodziców poczuła się prawdziwie ważna.



Noe Villeneuve-Scott
wanilia
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Dzielnica Mieszkalna”