ODPOWIEDZ
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

“Chuja wiesz o prowadzeniu samochodu”.
To jedno zdanie wypowiedziane do nieodpowiedniej osoby zmieniło nudny dzień w przeżycie, które wielu nazwałoby traumatycznym. Dla Deana zaś było czymś nowym, ale nie takim, by nie mógł sobie z tym poradzić, śpiąc w nocy spokojnie. Zapewne stan psychiki oraz podejście do świata odegrały w tym potężną rolę, ale tego chłopak nie miał zamiaru omawiać z żadnym psychologiem.
Co go podkusiło, by rzucić wyzwanie tak skrzywionej mentalnie dziewczynie? Masochizm, uzależnienie od adrenaliny, albo chęć udowodnienia jej, że istnieją rzeczy, w których dobra nie była?
Zdecydowanie.
Podpuszczał ją i sprawiało mu to niewyobrażalną radochę. Patrzenie, jak się miota, wprawiając w ruch trybiki w swojej główce, starając się wymyślić odpowiednią ripostę. Jak obmyśla plan, byleby tylko dopiec Vanbergowi, zadając najboleśniejsze rany - fizyczne i psychiczne.
Nie tym razem, Słońce. Teraz on był panem sytuacji.
Tuż po tym, jak wywalił do niej z podobnymi słowami, zostawił ją sama. Odchodzenie bez pożegnania było standardem. Nie była na tyle istotna, żeby trwonił jeszcze więcej energii.
Skąd miał wiedzieć, że szybko okaże się, jak namieszane ma ta panna w głowie? Chociaż, czy aby na pewno w głębi ducha nie liczył, że go czymś zaskoczy? Potrafiła dotrzymać mu tempa, pomimo jej wkurwiającego usposobienia.
Byli siebie warci.
Zaledwie kilka godzin później ciemny samochód podjechał pod jego dom, donośnie trąbiąc. Wyszedł na zewnątrz z zamiarem siarczystego przegonienia palanta. Ostatnie, czego potrzebował, to jakiś naszprycowany testosteronem goguś myślący, że cała dzielnica była jego.
Czy dostatecznie ukrył zdziwienie pod maską uśmieszku, kiedy za kierownicą dostrzegł Isobel? Poniekąd.
Nie potrzebował słownego zaproszenia, widział w jej oczach wyzwanie, które aż krzyczało. Czy odważy się do niej dołączyć? Prychnął, zajmując miejsce pasażera. Nawet nie zapytał komu buchnęła samochód; był pewien, że pożyczenie od znajomego nie wchodziło w grę.
-Jestem pod wrażeniem, że w ogóle wiesz, jak się go odpala - rzucił kąśliwie.
Rozejrzał się po wnętrzu. Nie był to najnowocześniejszy sprzęt.
-Nawet złodziejka z ciebie marna. Jak kraść, to coś, co ma wartość - dodał, rozsiadając się w fotelu na tyle, na ile mógł. Był zdecydowanie za wysoki.
-Na komendę czekasz? - zerknął na nią. Skoro już po niego przyjechała, to niech nie stoi dłużej w miejscu, w którym sąsiedzi widzieli wszystko.

Isobel Cameron
23 y/o
For good luck!
170 cm
zawód życiowy
Awatar użytkownika
I don’t feel the pain, no I only feel the cold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

V.
trigger warning
Wulgaryzmy; misja samobójcza; planowanie morderstwa; zaburzenia osobowości
Wkurwiła się. Nie lubiła, gdy ktoś podważał jej kompetencję, a jeszcze bardziej wkurwiały ją osoby, które uważały, że mają do tego prawo. Isobel Cameron nie miała prawa jazdy. Za kółkiem siedziała kilkakrotnie. Raz, gdy ojciec w akcie miłosierdzia pozwolił jej na przejażdżkę swoim czarnym karawanem — nazywała tak suvy — ku jego zaskoczeniu poszło jej nawet nieźle. Nie spowodowała wypadku, droga była całkiem przyjemna, w razie niewygodnych pytań odpowiadał, że uczy córkę jeździć, ale nikt nie musi się martwić, bo wszystko jest pod kontrolą. Drugi raz był wtedy, gdy znajomy na jednej z imprez po prostu nie podołał i upił się do takiego stopnia, że nie ogarniał rzeczywistości. Nie było jej stać na takse, a kretyn zgubił portfel. Wsiadła do tego samochodu, zawiozła go do domu. Cudem uniknęli patrolu policyjnego, ale Isobel była wkurwiona. Ku szczęściu znajomego, miała wtedy dobry humor i tylko z tego powodu nie wysadziła go na obrzeżach miasta i nie zawinęła mu samochodu.
Trzeci raz był teraz. Zawinięcie samochodu okazało się zaskakująco proste — nie musiała robić tego własnoręcznie. Lewy samochód ogarnęła przez znajomego. Wiedziała, jak postępować, by nie zostawić po sobie podejrzeń. Ludzie, zwłaszcza ci półświatka o gorszym statusie niż gangsterzy czy mafiozi, byli w stanie zrobić wszystko dla zastrzyku gotówki. Po dołączeniu do gangu również musiała działać w ten sposób, żeby się utrzymać. Musiała dowieść swojej wartości, a skoro miała już ten etap za sobą, wykorzystywała słabości uliczników o niższej randze. Ciemny samochód z fałszywymi tablicami rejestracyjnymi? Musiała przyznać, że chłopak się postarał. A ona dzięki temu mogła podjechać tym wypasionym autem pod dom Deana — kretyna, który rzucił jej wyzwanie. Specjalnie zatrąbiła kilka razy z rzędu. Wychyliła głowę przez szybę, waląc otwartą dłonią o klakson, jakby była opętana. Księżniczka w końcu wyszła zza drzwi, a Isobel posłała Deanowi złośliwy uśmieszek. Miejsce pasażera było wolne, wystarczyło wsiąść.
— Zaraz stąd wypierdolisz. Zamknij ten ryj i się kurwa trzymaj — wywróciła oczami, odpalając samochód.
Poluzowała sprzęgło, nacisnęła gaz… A auto wyrwało dość mocno przed siebie, wyrywając pasażerów do przodu. Czy Cameron była dobrym kierowcą? Nie. Dawanie jej samochodu przypominało misję samobójczą. Ulice nie były zatłoczone, mogła więc pruć po tej drodze, przekraczając dość mocno prędkość. Isobel była pochłonięta obserwowaniem drogi, nie zwracała nawet uwagi na Deana siedzącego obok, choć jego obecność w tym aucie, była niemalże namacalna. Nim się zorientowała, przekroczyli dopuszczalną prędkość. Kilkakrotnie ktoś zatrąbił, gdy chamsko próbowała wyminąć trzy jadące za sobą samochody — i miała szczęście, że nie szarżowała dalej, bo przy jednej z wysepek stał patrol. Policja ich nie zatrzymała.
— Wiesz, że teraz mogłabym przypierdolić z rozpędu w drzewo i w tym momencie nas zabić? Zdechłbyś tutaj jak pies i rozłożył się w rowie — zapytała, obgryzając zadartą skórkę przy kciuku prawej dłoni i zerknęła w stronę Deana. Przeszło jej to przez myśl, owszem. Już nieraz planowała samobójstwo, miała za sobą próbę, ale teraz miałaby na koncie zarówno samobójstwo, jak i morderstwo — przecież rozpędzony samochód nadawał się na tę misję idealnie. W spojrzeniu Cameron tlił się ten niebezpieczny ogień sugerujący, że właśnie coś planowała. Drzewa mijane przez samochód, dramatycznie szybko zostawały w tyle. Kilkakrotnie, z pełną premedytacją traciła kontrolę nad samochodem, luzując dłonie na kierownicy — zdecydowanie igrała ze śmiercią, narażając ich na wypadek.

Dean Vanberg
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
27 y/o
DEBIUTUJĄCY SKRYBA
182 cm
właściciel studia tańca oraz instruktor MK Dance Studio
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkizaimki
typ narracjinarracja trzecioosobowa
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

Prowokowanie ludzi było niemal tak samo uzależniające jak zielsko, które palił. Uwielbiał patrzeć, jak usilnie zastanawiają się, czy byli gotowi przekroczyć postawione wcześniej granice. Zrobić coś wbrew sobie, uskuteczniając głęboko skrywane fantazje o przeżyciu czegoś naprawdę ekscytującego. Obserwowanie, jak się miotali nakręcało go jeszcze bardziej wyzwalając w nim chorą ekscytację. Niemal zawsze bowiem okazywało się, że prowokowana osoba kapitulowała, odchodząc. Ten żal, poczucie bezradności i porażki. Jak miałby z tego zrezygnować?
I chociaż podobne akcje pokazywały, że ludzie z natury byli słabi, tak prawdziwej adrenaliny dostarczało rzucanie wyzwanie komuś, kto był zwyczajnie chory psychicznie; pozbawiona hamulców istota skłonna do zrobienia wszystkiego w imię udowodnienia, że nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.
Kimś takim z całą pewnością była Isobel. Pojebana do reszty psycholka, która podpaliłaby roczne dziecko, zwęglonymi zwłokami karmiąc dwulatka, jeśli tylko ktoś podrzuciłby jej ten chory pomysł. Przy tym powiedzenia, że nie umie prowadzić było niczym pieszczota.
-Kochana, doskonale wiemy, że przyjechałaś tu po to, żeby mi zaimponować. Nie wywalisz mnie stąd, bo kto inny będzie później opowiadał, jak wjebałaś się w śmietnik? - odpowiedział równie grzecznie, co współtowarzyszka. Działali na siebie jak płachta na byka, a oddziaływanie było wyjątkowo wybuchowe. Jeszcze trochę, a będzie niczym wybuch elektrowni na Fukushimie.
Zapiął pasy zdając sobie sprawę z jej niepoczytalności. takim ludziom w żaden sposób się nie ufało i z dozą dystansu traktowano wszystkie zapewnienia.
-No kurwa mówię, zero jakiegokolwiek pojęcia - skomentował, kiedy ostro nimi szarpnęło. Jeśli kiedykolwiek jakiś egzaminator podpisze jej certyfikat zdanego prawka, Vanberg go odnajdzie i postawi na środku drogi tuż przed nadjeżdżającą Isobel. Wtedy może zda sobie sprawę, że nie należy rozdawać licencji niczym żetonów w chipsach.
-Jesteś równo pojebana, stawiam, że wielu cię tak komplementowało - obrócił w jej stronę głowę, przy okazji odnajdując w kieszeni skręta, którego wcześniej przygotował. - Spoko, przypierdol. Pokaż jakim jesteś tchórzem, że bardziej wolisz się rozwalić, zamiast przyznać, że prowadzenia to nie twoja broszka - wzruszył ramionami. w tym momencie dorównywał jej psychozą, ale jego ocena sytuacji często była skoszona. Nie sądził, żeby ich rozpłaszczyła na drzewie. A jeśli? W razie konieczności zareaguje, obracając kierownicą tak, by cała siła uderzenia została przyjęta przez jej stronę.
Zapalił skręta, zaciągając się nim. Potrzymał dym w płucach, ostatecznie wolno go wypuszczając.
-Jak będziesz grzeczna też dostaniesz - powiedział, okazując łaskę. mogłaby dla przykładu trzymać trochę pewniej kierownicę. - Starasz się ukołysać mnie do snu, Cameron? - zainteresował się, bo żywcem miotało nimi niczym podczas szatańskiego opętania.

Isobel Cameron
23 y/o
For good luck!
170 cm
zawód życiowy
Awatar użytkownika
I don’t feel the pain, no I only feel the cold
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
Zaburzenia osobowości; brutalne opisy; romantyzowanie śmierci



U Isobel działał przede wszystkim impuls, który pozbawiał ją jakichkolwiek hamulców. Raz rzuconemu wyzwaniu zamierzała podołać, niezależnie od tego, czy było bezpieczne czy niekoniecznie. Wjechanie w drzewo, śmietnik? Zarówno o jedno, jak i drugie można było się rozbić. Pędzenie kradzionym samochodem przez ulicę z niemalże dwusetką wyciągniętą na prędkościomierzu? To aż prosiło się o wypadek samochodowy. Miała farta, że po drodze nie mijali patrolów policyjnych, bo ta przejażdżka skończyłaby się szybkim zgarnięciem, a Isobel byłaby wkurwiona. Zwłaszcza tym, że zostałaby złapana. Nie lubiła, gdy ktoś lub coś krzyżowało jej plany. Nie wiedziała nawet dokąd jadą, ani w jaki sposób skończy się to przyjemne popołudnie. Na razie siedziała za kierownicą, znosząc obecność Deana, na którą świadomie się zgodziła.
— Poprawka. Przyjechałam tu, bo mi się nudzi — nie dla jego towarzystwa, bo Dean był równie bezczelny i drażniący, co ona. Może miał trochę bardziej poukładane w głowie i jeszcze na czymś mu zależało. W przeciwieństwie do Isobel, która po prostu gnała na złamanie karku, całkowicie pozbawiona jakiegokolwiek instynktu przetrwania. Bo jej było wszystko jedno, czy dojadą do celu, czy rozpierdolą na drzewie. Nie miała nic do stracenia. Podobnie jak nie zamierzała odpowiadać na zaczepki, typu pokaż, jakim jesteś tchórzem — jeśli miała strzelić samobója, to tylko na własnych zasadach. W dodatku sama, bez dodatkowej widowni, zwłaszcza widowni, która wizualnie przypominała mężczyznę siedzącego obok.

Każde mocniejsze szarpnięcie sprawiało jej cholerną satysfakcję. Nie zamierzała zdawać egzaminu na prawo jazdy, więc nie musiała się tym przejmować. Znała podstawy, znaki drogowe rozróżniała, ale prawda była taka, że wypuszczenie ją na ulicę mogłoby się zakończyć masowym mordem. Byłaby jednym z tych kierowców, którzy pod wpływem impulsu wjeżdżają na teren masowych imprez i powodują wypadki śmiertelne. I była z siebie cholernie dumna, bo nic nie schlebiało jej bardziej jak przyznawanie, że jest pojebana. Nie była normalna, to na pewno i uważała to za największą zaletę swojej pokręconej osobowości. — Nie wiem kto bardziej. Wsiadłeś do samochodu z narwańcem ze szpitala psychiatrycznego, który w każdej chwili może cię zabić. Jeśli jara cię to, że jestem popierdolona, to wiedz, że to co teraz widzisz to tylko część moich zalet — rzuciła, unosząc kąciki ust w zjadliwym uśmiechu. To nie tak, że była dumna z tej swojej odsiadki w szpitalu, ale nie widziała sensu z kryciem się z tą oczywistością. Nie udawała nawet, że żałowała tego pobytu, nie próbowała nikomu wmówić, że miała wyrzuty sumienia, gdy dotarło do niej, za co ją przymknęli — po prostu świetnie radziła sobie z udawaniem, a wymuszenie kilku łez było bardzo proste.
— Do snu wiecznego — odcięła się, świadomie ignorując wzmiankę o byciu grzeczną i dzieleniu się skrętem.
Kilkadziesiąt metrów przed nimi chwiejnie sunął rowerzysta. Mężczyzna wyraźnie nie panował nad torem jazdy. Raz zbliżał się do osi jezdni, raz niebezpiecznie uciekał ku poboczu, jakby z każdą kolejną sekundą coraz bardziej przegrywał walkę z własną równowagą. Nawet z tej odległości nietrudno było domyślić się, że alkohol miał z tym zachowaniem sporo wspólnego. Co zrobiłby rozsądny kierowca? Prawdopodobnie by zwolnił i miał na uwadze to, że mężczyzna mógł w każdej chwili wpaść pod rozpędzony samochód. Co zrobiła Isobel? Nie zwolniła. Z trudem natomiast powstrzymała się przed dodaniem gazu. Liczyła na to, że po wyjechaniu na środek, uda jej się uniknąć zderzenia.
— Brakowało nam pijanego debila, który mógłby się rozpaść pod kołami — westchnęła z rozczarowaniem, zmniejszając rozsądnie prędkość.

Mężczyzna, tracąc panowanie nad rowerem, wjechał prosto pod rozpędzony samochód. Nieprzyjemny huk przeciął ciszę, czyniąc ją cięższą od gęstniejącego powietrza. Zderzenie trwało kilka sekund, kilka sekund, w którym czyjeś serce się zatrzymało, a zbierająca się pod nieruchomym ciałem krew, zaczęła szpecić asfalt. Dołek, który przyczynił się do utraty równowagi przez rowerzystę, zaczęła wypełniać szkarłatna ciecz. Wgłębienie przypominało niewielkie naczynie, które powoli zaczynało się przelewać. Auto zatrzymało się kilka metrów dalej, ustawione pod lekkim kątem do jezdni. Z pękniętej chłodnicy sączył się płyn, a spod pogiętej maski unosiły się cienkie smugi pary. Powyginany rower spoczywał na asfalcie niczym sterta poskręcanego metalu; jedno z kół obracało się jeszcze siłą rozpędu, z każdym obrotem coraz wolniej, aż w końcu niemal bezgłośnie zamarło. W samym centrum wydarzenia leżał mężczyzna. Jego oczy zachodziły pośmiertną mgłą, spojrzenie zastygło w zaskoczeniu. Nie zdążył spojrzeć w oczy śmierci, lecz wraz z chwilą, w którą uchodziło z niego życie, pojawiło się zaskoczenie. Z rozbitej głowy, sączyła się krew. Półdługie, przerzedzone włosy, kleiły się do twarzy, oblepione posoką. Dramatyczny widok śmierci. Prawdziwe dzieło sztuki, krwawa masakra, która wyszła spod pędzla doświadczonego żniwiarza. Sprawczyni wypadku stanęła nad ciałem. Obeszła je kilka razy dookoła, szturchając leżące na ziemi ciało, jakby sprawdzała, czy naprawdę nie żył… Przykucnęła w rozkroku, przegarniając palcami poklejone włosy. Szatański uśmiech wykwitł na jej twarzy, jak ciernisty kwiat, gotowy przyczepić się do wszystkiego, co wydawało się idealną pożywką do karmienia swojej chorej żądzy...


Widziała to oczami wyobraźni. To był impuls, któremu uległa. Odłączyła się od rzeczywistości na rzecz pognania do świata fantazji. Nim zdążyła wrócić do normalności, było już za późno. Huk, trzask. Wszystko zgodnie z tym, co sobie wyobraziła. Różnicą było tylko to, że wraz z chwilą uderzenia, wgniotło ją w fotel i wciąż nie wysiadła z samochodu. Nie wiedziała, czy Vanberg cokolwiek do niej mówił. Nie słyszała go, nie czuła dotyku. Zamknięta w świecie wyobraźni, straciła kontakt z rzeczywistością. Emocje przetoczyły się przez nią z siłą skalnej lawiny, uderzając w każdy czuły punkt jej ciała i umysłu.


Satysfakcja.


Podniecenie.



Obawa.


Niepewność.



Zachwyt.



Chciała ujrzeć śmierć tego człowieka. Z obserwatora stała się przyczyną. Słyszała szumy dookoła, dziwne dźwięki. Z początku tylko szumiały jej w uszach. Obrazy, które widziała, mieszały się ze sobą, tworząc abstrakcyjną mozaikę. Widziała śmierć, widziała krew, widziała tego człowieka pod kierownicą. Zaciśnięcie dłoni na kierownicy pomogło nawiązać jej kontakt z rzeczywistością. Gładka, skórzana struktura, po której przesunęła opuszkami odrętwiałych palców, uświadamiając jej, że wciąż była w samochodzie. Czoło miała oparte o kierownicę. Po uniesieniu jej otworzyła szerzej oczy. Zniekształcony obraz nie pomagał, lecz krople krwi rozrzucone losowo po przedniej szybie, uświadomiły jej, co się właśnie stało.
To nie był tylko atak psychotyczny.
To była rzeczywistość.
Nie spojrzała na Deana, nie wysiadła z samochodu. Przeczesała palcami włosy, zaczesując włosy do tyłu i złapała głęboki oddech, próbując opanować przyspieszone bicie serca. Wpatrywała się w ślady na szkle, jakby była nimi oczarowana. Podziwiała je ze szczerą fascynacją. Całe miesiące terapii poszły się pierdolić. Przecież miała unikać widoków i zachowań, które ją nakręcały. Miała przede wszystkim myśleć.

Krew jest taka piękna.


Dean Vanberg
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
ODPOWIEDZ

Wróć do „Scotiabank Pond”