-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
To jedno zdanie wypowiedziane do nieodpowiedniej osoby zmieniło nudny dzień w przeżycie, które wielu nazwałoby traumatycznym. Dla Deana zaś było czymś nowym, ale nie takim, by nie mógł sobie z tym poradzić, śpiąc w nocy spokojnie. Zapewne stan psychiki oraz podejście do świata odegrały w tym potężną rolę, ale tego chłopak nie miał zamiaru omawiać z żadnym psychologiem.
Co go podkusiło, by rzucić wyzwanie tak skrzywionej mentalnie dziewczynie? Masochizm, uzależnienie od adrenaliny, albo chęć udowodnienia jej, że istnieją rzeczy, w których dobra nie była?
Zdecydowanie.
Podpuszczał ją i sprawiało mu to niewyobrażalną radochę. Patrzenie, jak się miota, wprawiając w ruch trybiki w swojej główce, starając się wymyślić odpowiednią ripostę. Jak obmyśla plan, byleby tylko dopiec Vanbergowi, zadając najboleśniejsze rany - fizyczne i psychiczne.
Nie tym razem, Słońce. Teraz on był panem sytuacji.
Tuż po tym, jak wywalił do niej z podobnymi słowami, zostawił ją sama. Odchodzenie bez pożegnania było standardem. Nie była na tyle istotna, żeby trwonił jeszcze więcej energii.
Skąd miał wiedzieć, że szybko okaże się, jak namieszane ma ta panna w głowie? Chociaż, czy aby na pewno w głębi ducha nie liczył, że go czymś zaskoczy? Potrafiła dotrzymać mu tempa, pomimo jej wkurwiającego usposobienia.
Byli siebie warci.
Zaledwie kilka godzin później ciemny samochód podjechał pod jego dom, donośnie trąbiąc. Wyszedł na zewnątrz z zamiarem siarczystego przegonienia palanta. Ostatnie, czego potrzebował, to jakiś naszprycowany testosteronem goguś myślący, że cała dzielnica była jego.
Czy dostatecznie ukrył zdziwienie pod maską uśmieszku, kiedy za kierownicą dostrzegł Isobel? Poniekąd.
Nie potrzebował słownego zaproszenia, widział w jej oczach wyzwanie, które aż krzyczało. Czy odważy się do niej dołączyć? Prychnął, zajmując miejsce pasażera. Nawet nie zapytał komu buchnęła samochód; był pewien, że pożyczenie od znajomego nie wchodziło w grę.
-Jestem pod wrażeniem, że w ogóle wiesz, jak się go odpala - rzucił kąśliwie.
Rozejrzał się po wnętrzu. Nie był to najnowocześniejszy sprzęt.
-Nawet złodziejka z ciebie marna. Jak kraść, to coś, co ma wartość - dodał, rozsiadając się w fotelu na tyle, na ile mógł. Był zdecydowanie za wysoki.
-Na komendę czekasz? - zerknął na nią. Skoro już po niego przyjechała, to niech nie stoi dłużej w miejscu, w którym sąsiedzi widzieli wszystko.
Isobel Cameron
-
I don’t feel the pain, no I only feel the cold
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowyczas narracjiprzeszłypostaćautor
Trzeci raz był teraz. Zawinięcie samochodu okazało się zaskakująco proste — nie musiała robić tego własnoręcznie. Lewy samochód ogarnęła przez znajomego. Wiedziała, jak postępować, by nie zostawić po sobie podejrzeń. Ludzie, zwłaszcza ci półświatka o gorszym statusie niż gangsterzy czy mafiozi, byli w stanie zrobić wszystko dla zastrzyku gotówki. Po dołączeniu do gangu również musiała działać w ten sposób, żeby się utrzymać. Musiała dowieść swojej wartości, a skoro miała już ten etap za sobą, wykorzystywała słabości uliczników o niższej randze. Ciemny samochód z fałszywymi tablicami rejestracyjnymi? Musiała przyznać, że chłopak się postarał. A ona dzięki temu mogła podjechać tym wypasionym autem pod dom Deana — kretyna, który rzucił jej wyzwanie. Specjalnie zatrąbiła kilka razy z rzędu. Wychyliła głowę przez szybę, waląc otwartą dłonią o klakson, jakby była opętana. Księżniczka w końcu wyszła zza drzwi, a Isobel posłała Deanowi złośliwy uśmieszek. Miejsce pasażera było wolne, wystarczyło wsiąść.
— Zaraz stąd wypierdolisz. Zamknij ten ryj i się kurwa trzymaj — wywróciła oczami, odpalając samochód.
Poluzowała sprzęgło, nacisnęła gaz… A auto wyrwało dość mocno przed siebie, wyrywając pasażerów do przodu. Czy Cameron była dobrym kierowcą? Nie. Dawanie jej samochodu przypominało misję samobójczą. Ulice nie były zatłoczone, mogła więc pruć po tej drodze, przekraczając dość mocno prędkość. Isobel była pochłonięta obserwowaniem drogi, nie zwracała nawet uwagi na Deana siedzącego obok, choć jego obecność w tym aucie, była niemalże namacalna. Nim się zorientowała, przekroczyli dopuszczalną prędkość. Kilkakrotnie ktoś zatrąbił, gdy chamsko próbowała wyminąć trzy jadące za sobą samochody — i miała szczęście, że nie szarżowała dalej, bo przy jednej z wysepek stał patrol. Policja ich nie zatrzymała.
— Wiesz, że teraz mogłabym przypierdolić z rozpędu w drzewo i w tym momencie nas zabić? Zdechłbyś tutaj jak pies i rozłożył się w rowie — zapytała, obgryzając zadartą skórkę przy kciuku prawej dłoni i zerknęła w stronę Deana. Przeszło jej to przez myśl, owszem. Już nieraz planowała samobójstwo, miała za sobą próbę, ale teraz miałaby na koncie zarówno samobójstwo, jak i morderstwo — przecież rozpędzony samochód nadawał się na tę misję idealnie. W spojrzeniu Cameron tlił się ten niebezpieczny ogień sugerujący, że właśnie coś planowała. Drzewa mijane przez samochód, dramatycznie szybko zostawały w tyle. Kilkakrotnie, z pełną premedytacją traciła kontrolę nad samochodem, luzując dłonie na kierownicy — zdecydowanie igrała ze śmiercią, narażając ich na wypadek.
Dean Vanberg