ODPOWIEDZ
26 y/o
For good luck!
187 cm
młodszy adwokat w Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
You scratch and I bite
We kiss then we fight
I like it like that that that that
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-osobowy
czas narracjiczas przeszły
postać
autor

001.
Czasami były dni takie jak ten; kiedy zamiast imprezy z kumplami, wychodził na miasto ze starszymi adwokatami, którzy czasami pokazywali się wtedy od najgorszej strony. I to nie znaczy, że nagle odwalali nie wiadomo jakie akcje, pozbywając się jakiegokolwiek dobrego zachowania i etykiety, którą musieli trzymać, ale ilość głupich i nieprzyzwoitych tekstów przyprawiała O’Cahallana o ból głowy. Na początku ciągle słyszał komentarze, że powinien się rozkręcić, że są poza pracą, jednak kiedy on by się rozkręcił, to na drugi dzień widziałby krzywe spojrzenia spowodowane tym, co mogliby usłyszeć; bo potrafił się bawić, ale inaczej niż oni. Lubił te studenckie imprezy, z których jeszcze nie wyrósł i mimo że on oraz jego kumple studentami już nie byli, to albo na takie się wpraszali, albo organizowali je, zyskując ogromną aprobatę osób, którym również brakowało tego w dorosłym życiu. Lubił też flirtować z nieznajomymi dziewczynami, ale zachowując kulturę, a nie rzucając obleśne teksty, ze zdecydowaną większością później nawet się nie widując; lubił też czasami wyłączyć myślenie, zapalić zioło i choć przez chwilę udawać. że nie miał na drugi dzień dorosłych obowiązków.
Słuchał opowieści o ostatnim urlopie jednego z niewiele starszych od niego prawników i wpatrywał się w szklankę z alkoholem, jakby liczenie skroplonych kropel na jej ściance, miało uratować go przed dalszym wysłuchiwanie tej historii. Nie przepadał za Lucasem, zwłaszcza jak widział jego łeb pochylony nad barem i wpatrzone w niego ślepia. Podniósł wzrok, posyłając mu pytające spojrzenie, które gdzieś między jednym a drugim błyskiem mówiło odpierdol się ode mnie.
— O’Cahallan — zaczął niewyraźnie, przez co Aiden wziął głęboki wdech. — Ty nam powinieneś opowiedzieć o tym, jak balują młodzi. Kto był ostatnio, co? — rzucił, szczerząc się okropnie, na co rudowłosy wywrócił oczami. Był w głębokim błędzie, jeśli myślał, że chłopak zacznie się przed nim uzewnętrzniać. Mało przed kim to robił, a na pewno nie będzie robił tego tutaj.
— Ostatnio o nikim nie mówił, więc pewnie posucha — rzucił siedzący obok niego James, który zdawał się być najbliższym kolegą z tych wszystkich zgromadzonych, dlatego dostał w swoim kierunku gromiące spojrzenie.
— To nie posucha tylko szacunek. Myślę, że Lydia byłaby średnio zadowolona, gdyby wiedziała, że właśnie w szczegółach opowiadasz o jej dupie połowie kancelarii, Lucas — rzucił, odbijając piłeczkę, wywołując śmiech wśród dwóch prawników, jednak na twarzy jego “ofiary” zapanował niezadowolony grymas. Odsunął od siebie zainteresowanie części zgromadzonych i pozostało mu jedynie słuchanie jego kumpla, który dzisiaj zdawał się być szczególnie uciążliwy.
— Maaarudo! Korzystaj z tego wieczoru! Tyle pięknych kobiet jest wokół. Spójrz chociażby przed siebie — rzucił, ale Aiden nawet nie spojrzał na barmankę stojąc akurat przed nimi, tylko mordował spojrzeniem kumpla za to, że tak bardzo próbował dopasować się do starszego towarzystwa, żeby zyskać ich aprobatę. — Te, księżniczko, chyba pomyliłaś prace. Powinnaś być modelką na każdej okładce świaaaaata — zaraz dodał w jej kierunku, wywołując falę żałości, którą rudowłosy musiał przełknąć w sobie, aby po prostu nie wstać i nie przesiąść się do stolika obok.
— Starczy — odpowiedział krótko, przenosząc spojrzenie na kobietę przed nimi, która ewidentnie czekała, aż przestanie pierdolić. — Poproszę wodę dla niego — rzucił to jakże wymagające zamówienie, płacąc i przysuwając mu szklankę, którą kumpel zignorował, a przy następnym dialogu, energicznym gestem ją przewrócił. — Kurwa, James, starczy tego — syknął w kierunku kumpla, który zamilkł w połowie swojego zdania, uświadamiając sobie co narobił. Aiden chwycił leżące obok serwetki, którymi zatrzymał rozlewającą się po blacie wodę.
— Królowa na pewno mi wybaczy! — krzyknął na pół baru w kierunku barmanki, choć było dość gwarnie i nawet niektórzy nie zwrócili uwagi na krzyczącego pijaka. Co za wstyd.

barmaid
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie miała ochoty na dzisiejszą zmianę. Zwłaszcza że dzisiejszy dzień oznaczał, że musi zostać do końca, bo jej koleżanka umówiła się z jakimś klientem, który zaświecił oczkami już dwa dni wcześniej i teraz miała z nim jakieś randewu, które wymagało, żeby kończyła dwie godziny wcześniej. Ugh, disgusting. Holloway kontra dziesiątki pijanych jak świnie mężczyzn, których testosteron działał niczym fala tsunami w momencie, gdy wlewali w siebie więcej alkoholu. - Nie wierzę, że mnie dzisiaj zostawiasz, zdrajczyni - prychnęła pod nosem, przecierając kufle od piwa i stojąc plecami do wejścia. - Vita, przestań, to tylko czwartek. Dzisiejszy wieczór zapowiada się spokojnie - poklepała ją po plecach koleżanka z pracy. W tym samym momencie grupka jakichś krawaciarzy wparadowała do baru. Vita tylko przewróciła oczami, wzdychając i obdarzając kumpelę zimnym spojrzeniem. - Mówiłaś coś? - westchnęła, zanim dodała. - Pewnie upiją się jak świnie, a na sam koniec będą machali mi przed nosem napiwkiem niczym marchewką. - Wymusiła szeroki uśmiech, skanując przychodniów. Typowe chłoptasie, przepraszam, mężczyźni, którzy wyglądali, a przynajmniej starali się wyglądać na kogoś ważnego. W momencie, gdy wleją za kołnierzyk dwa shoty za dużo, zamienią się w neandertalczyków. Typowe. - W czym mogę wam pomóc? - powiedziała ze sztucznym uśmieszkiem na twarzy. W końcu jednak od napiwków zależało, jak będzie wyglądał jej kolejny tydzień, prawda?

Wystarczyła jakaś godzina, by białe kołnierzyki rozluźniły się na tyle, że ich krawaty zostały nie tylko poluzowane, ale również wzrosła ich ochota do rzucania obleśnymi tekstami. Nie dało się ignorować tych komentarzy, gdy rzucali je w tak donośny sposób, że zagłuszały jedyne przyjemne dźwięki dla jej uszu, jakimi była muzyka. - Dobra, Vitek, ja spadam, trzymaj się. Widzisz? Nie jest tak źle, nawet podobasz się jednemu! - zaśmiała się pod nosem jej koleżanka, która podeszła z przewieszoną przez ramię torbą i machnęła jej ręką na pożegnanie. Holloway chwyciła swój telefon, zerkając na godzinę i sprawdzając, ile jeszcze zostało do zamknięcia tej męczarni, gdy usłyszała, że któryś z tych patafianów nazwał ją księżniczką. No chyba sobie kurwa żartował. Już szykowała się do jakiegoś tekstu, formując sobie w głowie wiązankę wymieszaną z angielskimi i ukraińskimi przekleństwami, gdy jej wzrok spoczął na chłopaku, którego włosy przypominały dosłowny wschód słońca. Przygryzła policzek od środka, by się uspokoić, nachylając się po szklankę wody i szklaną butelkę. Nic nie mówiła, tylko odbierała płatność, gdy chwilę później jeden z tych idiotów rozlał całą zawartość swojego napoju, zalewając blat. - Cholera - podniosła ręce do góry, szybko odsuwając terminal, by do końca nie przemókł.

I wtedy już nie wyrobiła. - Królowa czy tam księżniczka zaraz ci pantofelka w ten pusty łeb wbije - spojrzała na niego z morderczym spojrzeniem. - Już nie będę wam serwowała alkoholu. Jeszcze jeden taki numer i gwarantuję wam, że więcej tutaj się nie stawicie. - Powiedziała pewnie, po czym posłała ognistowłosemu tylko krótkie, wdzięczne spojrzenie, gdy jeden z jego kumpli zaczął się burzyć i nachylać nad barem. - Jestem płacącym klientem. Nie będzie mi żadna zdzira mówiła, co mogę, a czego nie mogę robić! - wymamlał w jej kierunku. To był moment, w którym całkowicie straciła cierpliwość. Złość buzowała w jej żyłach, więc obeszła bar, zbliżając się do pijanego kolesia i stając dosłownie przed nim. Uniosła wysoko głowę i rzuciła, - Co ty do mnie powiedziałeś? - Wyprostowała się, wypinając pierś w taki sposób, by wyglądać groźnie. No ale cóż. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, że ich było kilku, a ona tak naprawdę nie miała nikogo po swojej stronie. What a disaster. sun kissed guy
ODPOWIEDZ

Wróć do „The Painted Lady”