-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkizaimkityp narracjinarracja trzecioosobowaczas narracjiczas przeszłypostaćautor
Nie inaczej było z nim samym. Gdy tylko dowiedział się, że Daphne wróciła od rodziców (powinien ją porządnie ochrzanić, że nie dała mu wcześniej znać, iż znika na tak długo) postanowił wysłać jej krótką wiadomość z zapytaniem, czy jest wolna i czy ma ochotę na jego towarzystwo oraz kubek wyśmienitej kawy, herbaty czy jakiegoś wymyślnego dziwacznego napoju, na punkcie którego świat teraz szalał.
Miała, co ułatwiało sprawę.
Odpisał, wysyłając nazwę i adres kawiarni, która była w stanie zaspokoić jego potrzeby kawosza, jak i dopieścić odpowiednio kubki smakowe kawałkiem pysznego ciasta. Zdecydowanie domagały się większej uwagi, niż ta, którą dawały pączki w pracy. W ogóle czemu policjanci mieli taką obsesję na ich punkcie? Ile razy by się nie zastanawiał, tak zamiast odpowiedzi znajdował w robocie nowe pudełko, przyniesione przez kogoś z zespołu. Nic dziwnego, że powstał stereotyp grubiutkich policjantów, którzy to niby tylko słodkościami się zajadają, niczego więcej nie robiąc.
Zostawiając to rozważanie gdzieś z tyłu głowy, by przypadkiem nie tracić czasu na zastanawianie się przesadne, skierował się w stronę lokalu, chcąc zająć im stolik. Nie lubił czekać, bo chociaż cierpliwości mu nie brakowało, tak nie przekładała się ona na wszystkie aspekty życia. W pracy szło mu zdecydowanie lepiej, niż kiedy w grę wchodziło jedzenie. Tym bardziej, że z lunchu zrezygnował na rzecz uwolnienia się od O’Hary, który, lekko mówiąc, pierdolił mu za uchem jakieś farmazony wyprowadzającego Azjatę z równowagi. Przy nim cierpliwość w ogóle nie istniała.
Usiadł, rozkoszując się uzależniającym zapachem rozchodzącym się po pomieszczeniu.
-Hej, Młoda! - Zawołał, kiedy w drzwiach pojawiła się Daphne. Wzrost pomagał mu w zwróceniu na siebie jej uwagi, bo nie dało się ukryć, iż było dość tłoczno. - W końcu postanowiłaś zaszczycić mnie obecnością, hm? Rozumiem, że wy młodzi jesteście wiecznie zajęci, ale staruszkom też należy się trochę czasu - dodał, zerkając na swoją siostrę z wyboru.
Daphne van Laar
-
I cannot be bought,
but I can be stolen
with one glance.
I'm worthless to one
but priceless to two.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkishe/hertyp narracji1os (bio), 3os (reszta)czas narracjiprzeszłypostaćautor
Dzisiaj zaliczyła dopiero jedną „dawkę” kofeiny”, bo nie czuła większej potrzeby na kolejną. Na szczęście miała już za sobą lekko stresujący powrót po krótkim pierwszym urlopie, gdzie musiała w jakiś sposób wkręcić się z powrotem ten cały chaotyczny proces zwany pracą. Trochę jej to zabrało, głównie przez parę prywatnych problemów i gorszego humoru, ale nareszcie mogła odetchnąć. Nie tylko w kwestii przyzwyczajania się na nowo, ale również i w kwestii „przesadnego” użycia kawy.
Nie chciała jednak przesadzać ze wszystkim naraz, więc poniekąd musiała odsunąć na chwilę parę innych spraw, takich jak spotykanie się z ludźmi. Zwłaszcza po ostatniej sytuacji, która jednak nie zakończyła się tak, jak pragnęła. Od niej minęło już jednak trochę czasu, więc nawet ucieszył ją kontakt ze strony Aarona, jej starszego kolegi z komisariatu. Miło było, gdy ktoś sam z siebie wyciągał rękę, bo Van Laar potrafiła gubić się we własnych myślach. Z pewnością zaproponowałaby coś sama, gdyby upłynęło jeszcze parę dni albo spotkała się z nim przypadkowo na korytarzu. Nic tak nie odświeżało pamięci jak odpoczynek czy widok znajomej twarzy.
Przyjęła zatem propozycję bez wahania, nabierając jednocześnie chęci na kolejny kubek kawy, nawet mimo zakończonej na ten moment pracy. Tym razem jednak chodziło bardziej o walory smakowe. Była ciekawa, co w tym miesiącu oferowały miejskie kawiarnie. W Holandii menu zdecydowanie się różniło, ale również było warte pochwały. Ale to może przez jej sentyment do ojczyzny.
Choć nigdy jeszcze nie była w kawiarni zaproponowanej przez Blackwooda, bezproblemowo dotarła na miejsce za pomocą mapy. I tak dla pewności rozejrzała się w środku, swoim przenikliwym wzrokiem szukając dzisiejszego towarzysza. W końcu go dostrzegła i natychmiast ruszyła w jego stronę, trochę klucząc między ludźmi. Trochę taki -1 do komfortu, ale trochę jej minie jak już sobie usiądzie i nie będzie musiała dzielić swojej strefy osobistej z nieznajomymi przez brak miejsca na przejście.
— Cześć, cześć. — pomachała mu niedbale na powitanie, podchodząc w końcu do stolika. Zajęła tam swoje miejsce, walcząc z ciągle obecnym uczuciem i mentalną notką, że Aaron był starszy i mówienie do niego tak zamiast dzień dobry wyzwalało w niej jakieś dziwne poczucie wstydu. Jak zwykle, zasłoniła ten efekt niewielkim, ale sympatycznym uśmiechem. Ten jednak na niewiele się zdał, gdy ten wytknął jej brak wcześniejszego spotkania. — Ja wiem! Przepraszam... — wymamrotała przepraszająco, celowo skupiając się za bardzo na swoim plecaku, który umieściła bezpiecznie pod swoimi nogami. W końcu jednak podniosła wzrok na swojego rozmówcę. — Za bardzo skupiłam się na pracy. Chciałam wrócić do starego rytmu. — i nie tylko, ale póki co nie była jeszcze pewna, czy w ogóle chce jakoś bardziej rozwinąć inne tematy. A zanim to będzie chciała ostatecznie zrobić, wypadałoby złożyć zamówienie.
Aaron Blackwood