-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tak samo jak te wszystkie myśli, które krążyły wokół jej głowy. Czy człowiek, który zginął w wypadku mógł być jej ojcem? Jaka była ich relacja? Kochali się? Czy starsza kobieta wiedziała co Sofia zamierzała zrobić z dzieckiem, skoro tak bardzo wytykała jej to całe dlaczego to zrobiłaś? Czy ktoś jej tego odradzał? Tylko czemu kurwa je w końcu oddała, skoro mieli taką obszerną rodzinę i w tym wszystkim matkę Luciano. Czemu to ona jej nie wzięła? Pytania tylko mnożyły się w jej głowie, a w tym wszystkim była jeszcze ta cała akcja z Galenam Wyattem.
Widziała po Madoxie, że mu się to podobało, że nie chciał, żeby się z nim widziała. Ale co ona mogła zrobić? Miała odpuścić? Przecież oni kurwa nigdy nie odpuszczali. A już na pewno nie w takim momencie, kiedy w końcu, po trzydziestu latach miała jakieś namacalne ślady. Oczywiście nie wymagała od niego, że ją zrozumie, ale liczyła, że chociaż trochę spróbuje. Czuła jego wsparcie, to jak układał dłoń na jej udzie, jak muskał kiedy tylko mógł jej plecy, dodając otuchy, ciągle przypominając jej, że był. Był z nią, niezależnie od tego, co by się nie działo i Pilar jeszcze kiedy Emilio ubierał na szybko buty, żeby jechać nad jezioro, rozczuliła się nad Madoxem spokojnie z dwa razy. Te wszystkie emocje związane z rodziną były dla niej zupełnie nowe i… ciężkie jakby na to nie patrzeć. Powoli trawiła to wszystko w głowie. Dopiero gdy objął ją ramieniu w drodze do auta i zagadał, że może trzeba podpytać Almy o te listy, Stewart skinęła głową.
— Koniecznie — zgodziła się z nim bez większej dyskusji. — Najlepiej jebnąć jej nimi na stół i przejść prosto do rzeczy — tak jak oni zresztą robili najlepiej — od razu przechodzić do samego sedna. Nie było co owijać, podpytywać, tylko należało postawić ją przed faktem dokonanym. Alma nie mogła mieć przed nimi tajemnic, a tym bardziej tak dużych, jak to, że ktoś jej grozi i domaga się pieniędzy. Musieli jeszcze dzisiaj z nią porozmawiać, ale ostatnie pół godziny postanowili wykorzystać nad pobliskim jeziorem.
Stewart przyjęła kluczyki i władowała się do samochodu. Oczywiście trzy razy sprawdziła, czy Emilio dobrze się zapiął i coś pomarudziła o tym, jak duży jest mandat za jazdę z dzieckiem bez fotelika, ale finalnie ruszyła z miejsca, wyglądając w tylnym lusterku, jak jej mężczyzna tuli swojego psa na tylnej kanapie. A potem jeszcze musieli się nasłuchać o wszystkich kolegach Emilio i tym, że jakby Pilar była młodsza albo on starszy, to chciałby ją mieć za dziewczynę. Pilar oczywiście mu nagadała, że na pewno spotka jakąś super i jeszcze miał na to bardzo dużo czasu, tylko wtedy dowiedzieli się, że…
— Dziewczyny które znam są głupie — mruknął niezadowolony, krzyżując ręce na piersi i malując grymas na twarzy. — A najgłupsza ze wszystkich to jest Ruby — przewrócił tymi swoimi małymi, ciemnymi oczami. — Zawsze chce ze mną włazić po drzewach, kiedy ja chce z chłopakami. A ostatnio to rzuciła we mnie robakiem, jak jej powiedziałem, że ma brzydkie warkocze — nawijał jak najęty, ewidentnie zniesmaczony zachowaniem koleżanki, ale akurat Pilar podniosła spojrzenie na Madoxa w tylnym lusterku i popatrzyła na niego porozumiewawczo. Bo to jednak brzmiało, jak bardzo mocny potencjał na fajną relację, tylko trochę nie umieli się dotrzeć.
— A czemu nie chcesz, żeby wchodziła z wami po drzewach? — zagadała go, parkując na o dziwo opustoszałym parkingu. — Dziewczyny też umieją się super wspinać.
— Na pewno nie! — rzucił pewny siebie Emilio i już odpinał pas, żeby wypiec z auta. — Na pewno nie tak super jak ja!!!!! — wykrzyczał, a w następnej chwili już doskoczył do jego drzewa kilka metrów od nich i spróbował się na nie wspiąć. Pilar pokręciła głową, a na słowa Noriegi tuż do jej ucha ryknęła głośnym śmiechem.
— Wole używać szarej taśmy akurat do innych rzeczy — spojrzała na niego wymownie, na krótki moment wracając do ich pierwszego spotkania po Medellin, kiedy Noriega został postrzelony (o ironio przez inną głupią Ruby), a ona musiała go całego zakleić. — Chociaż kawałek na niego może by się znalazł — ale przecież nie mieli jej przy sobie.
Mieli za to przepiękny zachód słońca na horyzoncie i delikatne, pomarańczowe promienie słońca, które przedzierały się przez wysokie drzewa i odbijały w tafli jeziora, które mieli przed sobą. Przed nimi znalazła się też kupa, z którą chłopaki poradzili sobie śpiewająco.
Pilar przeszła na lekko kamienną plażę, rozglądając się dookoła. O dziwo dookoła nie było żywej duszy. Jedynie gdzieś w oddali ktoś pływał na niewielkiej, rybackiej łódeczce. W pierwszej chwili chciała znaleźć sobie miejsce na przypadkowym pniu, torche pomyśleć, może nawet zgarnąć z tylnej kieszeni ten skrawek gazety i jeszcze na niego… popatrzeć, ale Emilio już zaskoczył z kolejnego drzewa i zaczął rzucać Sombrze patyk do wody. Szkoda tylko, że pierś znudził się po całych trzech razach.
— Ej a umiecie robić kaczki?! Takie no wiecie z kamyków? — zagadał ich nim zdążyli cokolwiek chociażby do siebie powiedzieć. — Bo ja to jestem w tym MISTRZEM! — jak we wszystkim innym, o czym dzisiaj rozmawiali.
— No pewnie, że umiemy — Pilar odpowiedziała za ich obojga, spoglądając na Madoxa z rozbawieniem. — A Madox to w ogóle wygrał kiedyś konkurs rzucania kaczek w parku.
— SERIO??!!? — łapała jak z nut, ale przecież dzieci kochały takie historie, a ona… no nie mogła się powstrzymać, bo to przecież znaczyło, że lada moment… — Ej Madox pokaż jak rzucasz!! — nadejdzie ta chwila. Tylko nie spodziewała się, że wraz z nią i ona zostanie przywołana. — Pilar na co czekasz? Zrobimy sobie konkurs — no oczywiście. Nie miała wybory, musiała do nich podejść i zaraz nachylała się z głośnym nie macie szans na ustach, szukając jakiegoś odpowiedniego kamienia. Wiedziała, że musiał być płaski, ale to w sumie tyle się znała. Coś tam niby znalazła, a potem każdy z nich rzucał po trzy razy. Stewart najwięcej zrobiła całe TRZY skoki kamieniem, Madox pierwszym to nawet nie trafił w wodę, ale za to ostatnim strzelił popisowe sześć. Za to Emilio faktycznie okazał się mistrzem, bo jakimś cudem udało mu się nawet siedem. — A-HA! Mówiłem, że jestem najlepszy!!! A może teraz z pomostu?! — zaproponował i nim którekolwiek z nich zdążyło odpowiedzieć albo się ruszyć, chłopczyk już pobiegł na pomost z kamieniami zapakowanymi w zwiniętą koszulkę.
— Ja pierdole, skąd on ma tyle energii — mruknęła w końcu do Noriegi, kręcąc głową z niedowierzaniem i nawet chciała go zaczepić paznokciami o kark, szarpnąć lekko jego coraz dłuże włosy, ale wtedy wybrzmiał głośny CHLUST, a kiedy spojrzeli na pomost, mogli tam zobaczyć jedynie szczekającego Sombrę.
Kurwa.
Madox A. Noriega
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dlatego nie kontynuował już tematu Galena Wyatta, nie chciał się z nią znowu o to kłócić. Nie popierał tego, nie był zadowolony, skręcało go w środku na sama myśl. Ale się nie odezwał.
Tak jak przemilczał sprawę z tym jebnięciem Almie na stół listami, chociaż może Pilar miała rację? Skoro on podchodził do Almy po dobroci, pomagając jej, a ona i tak nic nie zdradziła, to może trzeba było zagrać ostrzej? Postanowił się w tym temacie zdać na swoją narzeczoną, bo on jednak już na tyle zżył się z Emilio i Almą, że pewnie ciężko byłoby mu nagle na nią warknąć. Chociaż... Gdyby musiał to może by to zrobił. Ale dzisiaj miał akurat od tego Stewart, ona była dzisiaj złym gliną, a on chyba dobrym. Albo w ogóle wcale nie gliną, tylko tym gościem od klubu. To tym bardziej Pilar jako policjantka miała prawo żądać informacji.
Tak jak mogła sobie ponarzekać na mandat za brak fotelika, a Madox wtedy musiał, no po prostu musiał, podsunąć się na siedzeniu do przodu i wychylić do niej.
- No przecież tobie nikt nie wlepi mandatu Pilar, masz tam za dobre kontakty - jeszcze złapał na moment jej piękne, czekoladowe spojrzenie, a zaraz opadł plecami na siedzenie i sam zapiął grzecznie pas.
Słuchał Emilio, a kiedy młody powiedział o tym robaku, to parsknął.
- Ciesz się, że go nie zjadła... Tego robaka - on też złapał na moment spojrzenie Pilar w lusterku. Madox też długo nie lubił dziewczyn i uważał, że są głupie, ale on dlatego, że miały zupełnie inne zainteresowanie niż on, i właśnie żadna nie chciała z nim chodzić po drzewach - sam niedługo zobaczysz Emilio, że fajnie jest, kiedy jednak dziewczyna chce z tobą chodzić po drzewach - dodał jeszcze, ale Emilio już go nie słuchał bo wyleciał z samochodu, żeby wspinać się na jakieś drzewo. I Madox w pierwszej chwili zawiesił na nim spojrzenie zastanawiając się, czy go ściągnąć. Może nawet by to zrobił, gdyby Pilar nie podłapała tematu srebrnej taśmy - fajnie jest kiedy jednak dziewczyna... lubi takie same zabawy - odniósł się do tego co powiedział wcześniej młodemu, a Stewart puścił oczko. Mieli czasem odklejone pomysły, ale każde wchodziło w nie bez wahania, bez zastanowienia, jeszcze tylko nawzajem się nakręcali i prowokowali.
I może teraz też by się jeszcze trochę po prowokowali, gdyby nie trzeba było sprzątać psiej kupy. A zaraz już Emilio z Sombrą biegli w kierunku jeziora i chociaż Madox chciał przysiąść przy Pilar, to miał jakieś dziwne przeczucie, że z tym chłopakiem to jednak lepiej mieć oczy dookoła głowy. Więc kiedy rzucał psu patyk, to Noriega też stał sobie gdzieś obok nich, a potem nawet on miał go rzucić, tylko, że wyjebał go tak daleko, że i Emilio i doberman spojrzeli na niego dziwnie, a zaraz chłopiec się śmiał, a pies nawet miał po niego lecieć, ale Madox go zatrzymał. Zawołał do siebie.
Tak jak zaraz Emilio ich oboje, pytając czy umieją robić kaczki, Noriega nie był tego taki pewny, niby umiał, ale często mu nie wychodziło, bo rzucił za mocno, bez wyczucia, ale już Pilar odpowiedziała za nich oboje, a on zaraz w to szedł, razem z nią.
- I dostałem order, mam go przypiętego do czerwonej kurtki - tak, na tej czerwonej kurtce miał pięknego kleksa, którego nawet w pralni nie udało się sprać, zostawił mu go w podziękowaniu za uratowanie życia Panchito. Zajrzał w piękne, czekoladowe oczy Pilar, bo on mistrzem to był w rzucaniu preclem w kaczy łebek, no ale dobra, postanowił zaimprowizować. Uda się, albo nie.
- Dobra, ale musi być odpowiedni kamień... I wiatr... Dużo rzeczy składa się na ten rzut - oczywiście nawijał Madox, kiedy już schylił się po jakiś kamyk. Znalazł nawet dobry, podrzucił go sobie w ręce, tylko tym pierwszym chciał za bardzo podkręcić i walnął go gdzieś do tyłu, nawet nie wpadł do wody. Ale to w sumie typowe dla niego. Drugi poszedł po wodzie zostawiając na niej ledwie dwa kręgi. A trzeci... Ten już ułożył odpowiednio i poszło sześć kółek. Nieźle. Nawet się tego nie spodziewał. Ale i tak Emilio był lepszy, a zaraz Madox zbijał z nim piątkę - brawo mistrzu - chłopczyk się tak ucieszył, że zaraz nazbierał całą koszulkę kamieni i chciał je rzucać z pomostu, już nawet ruszył w tamtym kierunku, a Madox znowu miał to dziwne przeczucie - czekaj! - krzyknął za nim, ale jeszcze się obejrzał do Pilar, idąc tyłem po pomoście, mądrze - może nie powinienem mu kupować trzech gałek tych lodów? - stwierdził, bo chyba przesadzili, albo po prostu to chodziło o to, że Emilio ostatnio był przybity, a oni zafundowali mu naprawdę fajny dzień?
Zanim jednak zdążyli o tym dłużej pogadać, albo znowu się do siebie zbliżyć, to od strony pomostu wybrzmiał ten głośny plusk. I mógł to być pies, który lubił wodę i wcale się jej nie bał, ale kiedy Sombra zaczął ujadać, to Madox już wiedział, że coś jest na rzeczy. Jeszcze zdążył tylko złapać na ułamek sekundy spojrzenie Pilar, a zaraz wyrwał się biegiem w kierunku pomostu. Nawet się nie zastanowił tylko skoczył, dobrze, że kurwa nie na główkę, bo okazało się, że przy pomoście było jakieś bagno i szuwary i to w nie chlusnął Emilio, co prawda mógł się napić tego gnoju, ale Madoxowi to sięgało to gdzieś do pasa. Zaraz wyłowił chłopaczka i złapał go na ręce. Co prawda Emilio pluł, krztusił się i prawie płakał, bo się wystraszył, ale Noriega zaraz wytarł mu twarz swoją koszulkę.
- Hej Emilio, wszystko dobrze, mam cię - odgarnął mu do tyłu upaćkane włosy, cali byli wybrudzeni w tym bagnie, aż czarni. Dzieciak trochę się uspokoił i zawiesił na szyi Madoxa wtulając w niego.
- Myślałem, że się utopię... - zachlipał jeszcze dodatkowo smarkając nos w koszulkę Noriegi, który zadzierał głowę, żeby spojrzeć na Pilar. Musiał jej podać dzieciaka, bo z nim nie wejdzie na górę, a do brzegu czekała by go przeprawa przez błoto, bagno i chaszcze, i tak już się zapadał w tym syfie coraz bardziej.
- Coś ty? Z nami? Przecież Pilar ma medal w pływaniu synchronicznym, a ja zostałem wyróżniony szarfą prezydenta miasta w pływaniu do boi - nawijał już Madox, a Emilio jeszcze raz chlipnął nosem, a zaraz spojrzał na niego marszcząc brwi.
- Serio? - pytał jakoś podejrzliwie, a Madox skinął głową, śmiesznie, że dzieciom można było wcisnąć każdy kit.
- Jak ją poprosisz, to ci pokaże jakieś figury, oni tam zakładają nogi za głowę i takie tam... - jeszcze podkoloryzował Madox, ale zaraz już stanął pod Stewart, żeby jednak wciągnęła na górę Emilio - podsadzę cię, a ty się mocno trzymaj Pilar - Emilio jeszcze rzucił, że się boi, że znowu spadnie, wcześniej taki był odważny, a teraz wystraszony, no ale to dziecko, to też Madox rozumiał - nie ma czego, jestem tu, i Pilar też jest - jeszcze skinął głową, a zaraz podsadził chłopczyka, a gdy tylko Stewart go wyciągnęła, to on zaraz przykleił się do niej na tym pomoście brudząc ją w śmierdzącym błocie. Pięknie wyglądali wszyscy.
Madox musiał sobie poradzić sam, ale jak udało mu się odpowiednio chwycić pomostu, to już się podciągnął, chociaż nie było to takie łatwe bo trzymało go to bajoro, ale przetoczył się na deski, tylko, że okazało się, że...
- Kurwa mój but - rzucił patrząc na swoją brudną skarpetkę, bo w tym syfie został mu but, całkiem dobry adidas, bo mieli grać w piłkę. Usiadł sobie na deskach jeszcze nawet zastanawiając się czy nie wskoczyć tam jeszcze raz. Ale chyba nie było sensu dla buta taplać się w takiej brei.
Medalla de oro en natación sincronizada femenina ⋆˙⟡
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bo w ich głowach wcale nie było tego charakterystycznego instynktu do kłopotów. Przecież gdyby go mieli, to wcale nie pozwoliliby zostać Emilio samemu z psem na ogrodzie, a potem jeszcze Aną, która go zostawiła, nie pozwoliliby mu też włazić po drzewach bez nadzoru czy rzucać kamyki z samego brzegu pomostu. Dla nich te rzeczy były po prostu normalne, oceniali je swoją miarą, a przecież tu chodziło o dziewięcioletniego dzieciaka.
Nie znali go dobrze, nie wiedzieli co potrafił, a czego. Czy panicznie nie bał się wody? Czy w ogóle umiał pływać? Bo to kurwa nie było ich dziecko, mieli z nim tylko chwile posiedzieć, a oni wywieźli go nad jezioro i kurwa… kiedy Emilio zniknął z pomostu, Pilar miała już w głowie same najczarniejsze scenariusze.
Rzuciła się biegiem w stronę pomostu, ale Madox był szybszy, widziała jak wskazuje i chociaż serce podeszło jej do samego gardła, po chwili już było słychać krzyk Emilio i spokojny głos Madoxa, który mówił, że wszystko już dobrze. Dopadła do samego końca pomostu, od razu rzucając się na kolana i nachylając nad wodę, żeby zobaczyć, jak… Madox stał tylko do połowy w wodzie.
Odetchnęła z ulgą tka głośno, że aż Sombra popatrzył się na nią podejrzliwie. A ona na niego zaś z jakimś ciepłym uśmieszkiem i zaraz sięgnęła do jego ucha, żeby go podrapać.
— Dobry pies — pochwaliła go, bo przecież od razu zaczął zajadać, jakby wyczuł, że stało się coś złego, że dzieciak był w niebezpieczeństwie. To był dobry znak, dlatego też trzeba go było pochwalić. Zaraz jednak skupiła całą swoją uwagę na Noriedze z Emilio na rękach i tym całym kicie, który zaczął mu wciskać.
— To raczej, ja prawie pojechałam na olimpiadę — wtrąciła się, żeby jeszcze bardziej podbić pewność chłopaka. W końcu skoro miał wokół siebie tak ZAATANSOWANYCH pływaków, to nawet gdyby wpadł do wody pośrodku oceanu, to i tak nic by mu się nie stało, czyż nie? Uśmiechnęła się do niego ciepło i wyciągnęła ręce, gdy Noriega znalazł się już tuż przy pomoście. — No chodź tu do mnie — rzuciła spokojnie i zaraz wciągała go na górę. Cały śmierdział od tej brei, a jego ciuchy lepiły się nie tylko do jego ciała, ale po chwili i do tego Pilar, kiedy chłopczyk wtulił się w nią całym sobą. Aż musiała uklęknąć na moment i pobujać się z nim przez moment, żeby przestał się trząść.
— Dziwnie się czuje — wyznał gdzieś pomiędzy kolejnymi bujnięciami. — Serce mi chyba wybuchnie, Pilar — dodał przerażony, a ona przystawiła mu dłoń do piersi. I faktycznie maleńkie serduszko Emilio biło wyjątkowo szybko, ale…
— To normalne — powiedziała w końcu, znowu starając się spojrzeć na niego tak, jakby to wszystko co się stało nie przestraszyło nikogo. — Bo wpadłeś i się wystraszyłeś. Takie bicie serca świadczy o adrenalinie. Ale to dobrze, to znaczy, że twoje ciało umie się odpowiednio zachować w niebezpiecznej sytuacji! — wyjaśniła mi co nieco, rozmasowując miejsce na lewej piersi. — Zobacz moje też bije — złapała jego drobną dłoń i przystawiła sobie do koszulki. Ubabrał ją jeszcze bardziej, ale akurat jej brud wcale nie był straszny. Pilar wyjątkowo bardzo lubiła błoto. — Czujesz? — dopytała, na co chłopczyk skinął głową i nawet chciał coś powiedzieć, pewnie równie błīskotliwego, ale wtedy Madox machnął ujebaną skarpetką tuż obok nich. Spojrzeli na to wszyscy, a potem jeszcze po sobie i zamiast płaczu… w końcu wybrzmiał dziecięcy śmiech. Głośny i szczery.
— Zjadło ci buta, Madox?! — zaczepił do Emilio, brechtając się w ramionach Pilar. — Błoto chyba było głodne — typowy żart na poziomie dziewięciu lat, wcale nieśmieszny, ale Stewart prychnęła lekko pod nosem, chyba bardziej z ulgi niż rozbawienia, ale oczywiście podłapała temat.
— No i co teraz? — spytała, dźgając chłopaka w bok.
— Madox będzie bez buta! — proste? Proste — Dałbym ci moje ale chyba… nie wejdziesz — proszę bardzo jaki kawalarz im się znalazł, to chyba ta adrenalina powoli zaczynała odpowiednio na nim działać, kiedy już ciało się lekko uspokoiło. — Porzucamy jeszcze kamieniami? — spytał nagle, a Pilar podniosła spojrzenie na swojego narzeczonego. Przeleciała wzrokiem po jego brudnych ciuchach, potem po swoich i Emilio, żeby westchnąć ciężko.
— Chyba jednak trzeba jechać do domu — wyznała i oczywiście, że chłopczyk posmutniał, ale co oni tu będą siedzieć tacy cali w błocie? — Jeszcze się przeziębisz.
— Gadasz jak mama!! — wyrzucił jej, aż musiała spojrzeć z uniesioną brwią na Madoxa, ale to chyba nawet dobrze. Przynajmniej jedną decyzję podjęli słuszną.
— I dobrze — pstryknęła go w nos. — Bo twoja mama jest mądra i trzeba jej słuchać — pouczyła go, a zaraz spróbowała z nim wstać z podłogi. Jeszcze przez chwile Emilio nie chciał jej puścić, ale w konuc zszedł na własne nogi i tylko złapał ją za rękę. A Madoxa za drugą.
I tak sobie szli przez lasek… jak jakaś prawdziwa rodzina.
Ujebana błotem, bo przecież inaczej się nie dało i bez jednego buta, ale rodzinka. A do tego wszystkiego Sombra, ciągnący się jak ten cień tuż przy nodze swojego właściciela. Trochę pohuśtali młodego na parkingu za ręce, a kiedy doszli do auta Pilar tylko spojrzała na nich wszystkich, a potem na Noriegę.
— Jakieś pomysły? — jej był taki, że tuż obok pójdą do sklepu po jakieś ciuchy albo chociaż szmaty, żeby było na czym usiąść, ale było już za późno. — Masz coś w bagażniku? — chociaż dla niego, bo przecież Emilio można było wziąć na kolana. Pilar była ujebana tylko z przodu, więc usiąść spokojnie mogła bez upierdalania doszczętnie tych pięknych foteli.
como una gran familia 𖡼.𖤣𖥧 𖠿 𖡼.𖤣𖥧
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ale Noriega zawsze miał dobry instynkt samozachowawczy, a jak się okazało Emilio nie do końca. Na szczęście przy pomoście w tym okresie nie było nawet wody, tylko te chaszcze, tylko to błoto, bo pewnie Madox musiałby nurkować. Zrobiłby to.
Bo oprócz tego jego przeczucia, które jednak trochę pchało go w kierunku Emilio, to on też przecież gotowy był ryzykować życie dla innych. Dla Pilar bez zastanowienia, ale dla Emilio pewnie też by ryzykował. Na szczęście okazało się, że chyba to przeżyją, chociaż Madox zapadał się coraz bardziej w czarnej brei. Czuł jak wlewa mu się do butów i do gaci, i przez moment naprawdę miał ochotę z tego powodu przekląć, ale zamiast tego on już nawijał Emilio z jakimi mistrzami pływania ma do czynienia, a kiedy Pilar powiedziała o olimpiadzie to się do niej uśmiechnął, a zaraz podawał jej Emilio. Pomógł mu się wspiąć, a kiedy Stewart go miała, to on też to zrobił.
I prawie wyszło mu dobrze, nie licząc tego zgubionego buta. Trochę słyszał rozmowę Pilar z młodym o tym jak biło mu serce, ale nie mógł się wtrącić, bo jeszcze ślizgał się na błotnistej paćce, aż sobie prysnął tym błotem gdzieś w twarz.
Ale jemu też serce waliło szybko, czuł je w skroniach, bo jakby wyjaśnili Almie to, że utopili jej dzieciaka?
Musieli by chyba od razu wdrożyć protokół awaryjny i uciekać do Meksyku.
Usiadł na pomoście i przeklął oceniając straty. Mogło być gorzej... skarpeta wisiała mu na miejscu. No i jeden but był. Ale co mu po jednym bucie?
- Chyba to błoto lubi pożerać... buty, i trochę małe dzieci, ale na szczęście się mu nie dałeś - oczywiście Madox dołożył swoje trzy grosze, a do tego jeszcze mrugnął do Emilio jednym okiem. Chociaż zaraz jego spojrzenie zatrzymało się na Pilar. Dziwne to było, ale fajnie się na nią patrzyło, kiedy śmiała się z Emilio, cała w błocie, też wystraszona, ale jednak biło od niej jakieś takie ciepło, troska. Madox uwielbiał na to patrzeć, jaka ona była opiekuńcza, nawet dla obcego dziecka.
- Raczej nie, w jednym bucie nie będę miał odpowiedniej koordynacji - no tak, o to chodziło, bo przecież nie o to, że powinni już odstawić tego dzieciaka zanim go... zabiją - zgadzam się z Pilar, chociaż błoto dobrze działa na skórę, to jednak chciałbym się przebrać - bo czuł jak mu się to nalało w spodnie, od pasa w dół Madox był czarny i brudny, chociaż praktycznie cały był, po tym jak trzymał na rękach Emilio. Przysunął się do nich bliżej, kiedy chłopczyk zarzucił Pilar, że gada jak mama i Madox nawet przez chwilę chciał do niej sięgnąć, ale jednak tym razem też zadziałał instynkt samozachowawczy i się cofnął, żeby jej też całej nie ubrudzić. Zamiast tego tylko się odezwał - lubię jak gadasz jak mama, jest to maldita sea caliente - kurewsko gorące, Emilio zmarszczył brwi patrząc na niego.
- Wiem tylko co to caliente, gorące, mama tak czasem mówi, uważaj na zupę, bo jest caliente - wyrecytował i popatrzył na Pilar może zastanawiając się czy ona była właśnie taka jak ta zupa. Dla Madoxa była, jak to jego ulubione Ajiaco, albo... buñuelos.
W końcu zebrali się z pomostu i ruszyli do samochodu, Madox w tym jednym bucie cały czas w coś właził, w jakieś szyszki i musiał podskakiwać na jednej nodze. Emilio się z niego śmiał, widać było, że humor mu już wrócił. Jeszcze jak go pohuśtali na parkingu za ręce, to zaśmiewał się w głos. I to już był ładny obrazek, szczęśliwa rodzinka. Tylko jeśli Pilar z Madoxem naprawdę kiedyś będą chcieli założyć rodzinę, to zdecydowanie muszą... bardziej uważać na dzieci. Bo jak one by chociaż w połowie odziedziczyły po nich to przyciąganie kłopotów, to będzie... ciekawie.
Tak jak ciekawie zapowiadała się podróż do domu, co prawda tapicerka i fotele były skórzane, ale i tak później musiałby oddawać samochód do czyszczenia.
- Sprawdzę - odpowiedział od razu Pilar, chociaż ostatnio jeździł często SUVem, ale kiedy otworzył bagażnik to okazało się, że miał tam nawet torbę sportową, z którą chodził na siłownie - za... - już chciał powiedzieć, że zajebiście, ale Emilio też wyglądał na niego zza samochodu - mam ciuchy - rzucił, a zaraz wyciągnął też jakąś koszulkę dla Emilio, na pewno będzie na niego duża, ale może to nawet lepiej, dał też Pilar ręcznik, który mogła rozłożyć młodemu na siedzeniu - ja też się przebiorę - zrzucił z siebie ubłocone ciuchy, ale nawet bokserki miał brudne, czego nie omieszkał pokazać Pilar odwracając się dookoła, kiedy ona pomagała się przebrać Emilio - jak to wygląda... - marudził, ale zaraz wciągnął na siebie sportowe szorty i koszulkę, i nawet adidaski na siłkę. Trochę błota też wytarł z siebie kolejnym ręcznikiem, a potem co? A potem wszystkie upaprane rzeczy wrzucił do bagażnika.
Zapakowali się do samochodu i mogli wrócić do domu, chociaż musieli pootwierać szyby, bo to błoto strasznie waliło.
Co zaraz wyczuła też Alma, kiedy przywitała ich w domu, pociągnęła nosem.
- Co tu tak... - i pewnie chciała powiedzieć, że śmierdzi, ale wtedy stanął przed nią Emilio, wciąż brudny - matko święta... Co się stało? - przytuliła swojego dzieciaka, a on zaraz zaczął jej nawijać, że spadł z pomostu, ale Madox go uratował i Pilar też. Alma popatrzyła na nich przerażona, a zaraz pogoniła Emilio do łazienki, żeby się wykąpał. Chłopczyk nie chciał i jeszcze trochę się ociągał, ale w końcu poszedł, a Alma spojrzała teraz na nich jakby oczekiwała jakiś wyjaśnień.
- No... Emilio bardzo chciał jechać nad jezioro, więc go zabraliśmy, ale później on tak szybko biegł, a ja mam kontuzję w kolanie... No nie złapałem go i wpadł w takie błoto - Madox zaraz zaczął wymyślać, nawet się złapał za to chore kolano, no bo przecież nie powiedzą Almie, że słabo pilnowali jej syna. Zresztą dobrze go pilnowali, to był jakiś nieszczęśliwy wypadek, który i tak się skończył szczęśliwie - ale to nic poważnego, on troszeczkę to wiesz... koloryzuje - zerknął jeszcze na Pilar, żeby go poparła, ale Alma i tak pokiwała głową mówiąc, że Emilio ma wyobraźnię.
Si nuestros hijos resultan ser como nosotros, estamos perdidos ₊˚⊹♡
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Bardzo.
Jednak życie już wiele razy udowadniało, że nie zawsze dostawało się tego, czego się chciało. I tak też było tym razem, bo kiedy Noriega otworzył bagażnik okazało się, że miał ze sobą torbę na siłowanie.
— Nuda — mruknęła mu gdzieś przy uchu, kiedy zza jego ramienia sięgała po ręcznik z torby, żeby zaraz przejść na miejsce, gdzie będzie siedział Emilio i rozłożyć go na fotelu. Pewnie auto i tak trzeba będzie dać do czyszczenia, ale jeśli mogli zminimalizować koszty, to tak też należało zrobić.
Odebrała od swojego narzeczonego również koszulkę dla Emilio, którą mogła mu na siebie wciągnąć. Faktycznie nie dość że wyglądała jak sukienka, to jeszcze trzy razy się potknął idąc, bo materiał zasłaniał mu nawet buty i Całkowite pole widzenia. Madox natomiast wyglądał dobrze. Jak zresztą kurwa zawsz, nawet jeśli był w drodze na siłownie. Pilar nawet zapatrzyła się na niego przez moment, ale po chwili załadowała do auta i odpaliła silnik. Cała drogę powrotną Emilio dopytywał się ich o te wszystkie medale za pływanie i gdzie Pilar miała jechać na swoją olimpiadę, a jeszcze na koniec jak to dziecko stwierdził, że on też kiedyś będzie tak świetnie pływać i też pojedzie sobie na olimpiadę, bo czemu nie? Przytaknęli mu oboje, akurat kiedy Stewart parkowała pod domem.
I chociaż oboje z Madoxem liczyli, że kiedy Alma wróci po prostu wzruszy ramionami i powie, że to nic takiego, tak widząc jej minę chyba od razu wiedzieli, że wcale nie będzie tak prosto. Szczególnie że Emilio zaczął jej nawijać o tym, jak to PRAWIE ZGINĄŁ. No w takim wypadku jaka matka patrzyłaby na opiekunów swojego dziecka spokojnie?
— To bajoro było płytsze niż jego wzrost — wtrąciła się Pilar, żeby jakoś uspokoić sytuacje, ale Alma i tak jak prawdziwa matka dała im wykład o tym, że dzieci powinno się odpowiednio pilnować i przede wszystkim nie dawać im za dużo cukru, bo wtedy nie dość, że mają dużo energii, to robią też bardzo głupie rzeczy. Pilar momentalnie spojrzała na Madoxa. No tego to kurwa nie wiedzieli, ale miałoby to w sumie sens. Oczywiście nie przyznali się, że kupili mu aż trzy wielkie gałki lodów, które zjadł ze smakiem. Pewnie Emilio i tak się jej wygada, ale może już po tym, jak oni stąd pojadą. Na razie i tak jeszcze nie mogli tego zrobić, bo przecież była jeszcze jedna, bardzo nurtująca ich kwestia.
— A jak u lekarza? — wypaliła nagle, przysiadając się przy stole i ułożyła dłoń na pliku gazet, pod którymi schowała wcześniej listy z pogróżkami.
— Co? A no, normalnie — Alma wzruszyła ramionami, oczywiście dłonie przenosząc na brzuch i głaszcząc go lekko, chociaż jej wzrok zalawirował po całym pokoju tylko nie po ich twarzach. No jak nic coś kurwa ukrywała. — Chciecie coś może zjeść? Madox pokazałeś Pilar buñuelos, które zrobiliśmy? — już była gotowa wstać od stołu i oczywiście zmienić temat, ale wtedy Pilar złapała ją za nadgarstek.
— Czekaj — poprosiła, głową wskazując w stronę krzesła, żeby jeszcze na moment usiadła. — Chcieliśmy z tobą pogadać — dodała już o wiele bardziej tajemniczo i mogła czuć pod palcami, jak Alma się spięła. Popatrzyła na nich podejrzliwie, ale finalnie faktycznie usiadła. Pilar natomiast westchnęła głośno, złapała jeszcze spojrzenie swojego narzeczonego, a potem przeniosła je na ciężarną, przy okazji sięgając do listów z pogróżkami. — Alma, co to jest? — walnęła prosto z mostu, bo chyba inaczej w tej sytuacji to nawet się nie dało.
— Skąd to masz? — tu akurat dało się o lepszą odpowiedź, ale Pilar akurat bardzo często spotykała się z tym pytaniem przy pokazywaniu dowodów. A zaraz po nim było jeszcze coś o grzebaniu w cudzych rzeczach.
— A czy to ważne skąd? Przecież dobrze wiesz, gdzie je trzymałaś — złapała jej ciemne spojrzenie. — Czego nam nie mówisz? Kiedy to przyszło? Przecież dobrze wiesz, jeśli ma nam się udać, to musisz być z nami w stu procentach szczera — miała wrażenie, że mówi same oczywistości, ale czasami i to było potrzebne. Kobieta była ewidentnie zestresowana, łzy zaczęły nachodzić jej do oczu, a twarz momentalnie zrobiła się bardziej czerwona. Żadne z nich nie chciało, żeby nadmiernie się stresowała, ale przecież musieli to jakoś załatwić. Bo skoro ktoś uprowadził Luciano dla kasy, to było to jeszcze dziwniejsze niż całe jego zniknięcie.
— Pierwszy przyszedł przedwczoraj — powiedziała w końcu, chlipiąc pod nosem. Wyciągnęła rękę przed siebie i zgarnęła jedną z kartek. Przejechała palcem po literkach. — Był o tym, że maja Luciano i żądają dwadzieścia tysięcy dolarów — podniosła spłakane spojrzenie, pierwsza Pilar, a zaraz potem na Madoxa. Stewart również to zrobiła, ale już o wiele bardziej wymownie, bo kto kurwa żąda dwadzieścia tysięcy za człowieka?! Od razu jej coś tutaj zaśmierdziało. Szczególnie jeśli chodziło o mafie. — Potargałam tą kartkę i wywaliłam praktycznie od razu, ale potem zaczęły przychodzić kolejne — i tutaj Alma już kompletnie się rozkleiła. — I ja nie wiedziałam co zrobić, przepraszam, myślałam ze jak znajdę sobie… no taką dodatkową robotę to może jakoś zarobie, ale nie byłam w stanie i kompletnie nie wiem co mam zrobić. Przepraszam, że wam nie powiedziałam.
madito
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
I tak trochę nabrudzili, więc pewnie BMW trzeba będzie jednak oddać do czyszczenia, ale przecież Madox bardzo dbał o to auto, o wszystkie zresztą dbał, ale beemka to był jego samochód, taki, którym woził się jako właściciel klubu. Parkował przed Emptiness i kiedy jego diablo rojo podjeżdżał pod klub, to wszyscy wiedzieli, że to on.
Dzisiaj prowadziła Pilar, poszło jej sprawnie, nawet nie przejechała na czerwonym ani razu, a Madoxowi to się jednak zdarzało. Tak samo jak to, że on jeszcze podpuszczał Emilio wymieniając mu coraz to nowe nagrody, które oni ze Stewart zdobywali za pływanie. Jakieś Oscary czy coś, a młody łykał to jak pelikan. Żeby tylko ludziom potem nie opowiadał, że poznał zdobywczynię Oscara za pływanie synchroniczne Pilar… Nazwiska może nie znał, bo jednak aż tak mu się nie przedstawiali, chociaż Madox może gdzieś tam wspomniał, że Noriega?
Może młody założył, że Pilar też jest Noriega?
I zaraz się chyba trochę odpaliła, ta Pilar Noriega, kiedy oni zaczęli się tłumaczyć z tego, że tak naprawdę Emilio nic nie groziło, no i Madox oczywiście już obejmował ramieniem swoją narzeczoną. No bo jak mieli być winni, to oboje. Chociaż bardziej był on, jak się zaraz okazało, bo przesadził z tymi lodami, ale słowem się nie odezwali, że wpakowali w Emilio tyle cukru.
Pilar zagadała Almę, a Madox tylko się jej przyglądał, może nie był tak dobrym detektywem jak Stewart, w wielu kwestiach on raczej się nie znał, ale... umiał czytać ludzi. Od razu było widać, że Alma coś ukrywała. Ale skoro Pilar ciągnęła ją za język, to Madox sobie przysiadł na krześle gdzieś między nimi. Oczywiście miał się odezwać kiedy kobieta wspomniała o buñuelos, bo z nim to czasem jak z dzieckiem, wystarczy wstrzelić się w dobry temat, a on już się rozprasza i nawija o czymś zupełnie innym. I pewnie teraz też by tak było, ale Pilar trzymała rękę na pulsie i na nadgarstku Almy, dążąc do celu. Noriega jeszcze tylko skinął głową swojej narzeczonej, a kiedy listy wylądowały na stole, to najpierw przeniósł spojrzenie na nie, a potem na twarz pani Benitez.
- Musimy wiedzieć wszystko Alma, bo inaczej... nie będziemy mogli ci pomóc - powiedział spokojnie, a jego ciemne tęczówki nawet na moment nie oderwały się od ciężarnej. Czekali, oboje z Pilar czekali, aż ona wreszcie pęknie i powie im wszystko, co wiedziała. W sumie nie trwało to długo, bo zaraz zaczęła śpiewać. Chociaż Noriega od razu zmarszczył brwi, a zaraz zerknął na Pilar.
- Dwadzieścia tysięcy? - zdziwił się, bo to rzeczywiście był dość niski okup jak za czyjeś życie, ale przecież dla nich wciąż awykonalny, wysoki. Aż westchnął ciężko, bo półświatek to były zdecydowanie inne kwoty. To się nie zgadzało, nikt nie bawiłaby się w porwanie za dwadzieścia tysięcy, nawet ludzie Luny. Kiedy Alma się rozpłakała, to jakoś odruchowo sięgnął do niej ręką, żeby pogłaskać ją po plecach, poklepać po ramieniu, a w tym czasie spojrzał też na Stewart, bo oni chyba znowu myśleli o tym samym. To musiał być ktoś, kto wie, że Madox im pomaga, że pojawił się tutaj i dla niego to dwadzieścia tysięcy to jest nic, to jest może zysk z jednego weekendu w Emptiness? Albo jednego dobrego dnia? I ktoś, kto zakładał, że on jest na tyle głupi, żeby w to wejść. Pomóc bezinteresownie. Kurwa Madox Noriega - filantrop.
Pojebało kogoś.
- Dobra, ja kołuję hajs, ale ty musisz ustawić spotkanie z tym... szantażystą. Nie wiem jak się komunikujecie? - odwrócił się w kierunku Pilar, bo kiedy w grę w półświatku wchodził jakiś szantaż, to raczej wszystko dobywało się jawnie, tam nikt się nie bał rozszyfrowania. Tam waliło się prosto z mostu - dawaj hajs, bo inaczej zabiję ci matkę, Diego.
A tutaj listy wycięte z gazety i dwadzieścia tysięcy...
Wyglądało to śmiesznie. Chociaż sprawa była poważna i Madox jeszcze przesunął wytatuowanymi palcami po plecach Almy, żeby ją zachęcić.
- W jednym liście było, że mam czas do niedzieli... Do tej niedzieli, dlatego ja dzisiaj... Pojechałam do banku prosić o pożyczkę, ale jej nie dostałam - pociągnęła znowu nosem, a Madox wywrócił oczami.
- To nie wiesz, że banki to są zdziercy? Tu masz kurwa zajebisty bank - pokazał na siebie, a kiedy Pilar spojrzała na niego krzywo, to zaraz się zreflektował, bo może naprawdę nie powinien tak dowalać Almie - dobra, skoro masz czas do niedzieli, to... pewnie jutro będą się z tobą kontaktować, albo dzisiaj jak auto zniknie z podjazdu... - znowu odwrócił się do Stewart i przez moment patrzył na jej piękną twarz, nawet chciał się do niej odezwać po hiszpańsku, ale akurat przy Almie to by nie zdało rezultatu, bo przecież go znała, nie mogli sobie pogadać między sobą, więc Madox zaraz znowu się odezwał - mogę tu spać i poobserwować dom, a jak ktoś będzie podkładał list to go złapię - zaproponował, bo dla niego to było proste - ale gorzej jak wyśle kogoś nieświadomego, kurierzy zawsze gówno wiedzą, więc może lepiej jednak zadziałać przy przekazaniu gotówki, co myślisz cariño? - bo on by pewnie działał od razu, ale to Pilar była śledczą, a Madox to był przecież tylko... kretem.
Alma patrzyła na nich tymi zapłakanymi oczami, bała się, ale też widać było, że pokłada w nich nadzieje, bo przecież oni się na tym znali, a zresztą... no kto jak nie oni?
Trzeba było tylko odpowiednio to rozegrać. Ale to już leżało w gestii Pilar.
Usted es la policía aquí ⋆⭒˚.⋆
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Dwadzieścia tysięcy to było kurwa nic.
Może i dla Almy to były ogromne pieniądze, pewnie cztery miesiące jak nie pięć pracy Luciano w ośrodku w dodatku bez opłacania rachunków i odkładania wszystkiego na okup, ale w świecie półświatka i przestępczości? To były kurwa grosze. Wiedziała to Pilar i wiedział to też Madox. Akurat on pewnie nawet lepiej niż ona. W końcu obcował z tymi ludźmi, pewnie nie raz pomagał im w jakimś wyegzekwowaniu długu od ludzi, którzy przychodzili do Emptiness. Nikt poważny nie fatygowałby się uprowadzeniem człowieka za dwadzieścia koła, a tym bardziej nie odzywałby się po dwóch tygodniach, ryzykując, że wcześniej zgarnie go policja albo ktoś zacznie węszyć. To tak nie działało. Porwania to był bardzo dynamiczny temat, często wyścig z czasem, a nie… to coś.Niemniej nie można było pod żadnym pozorem bagatelizować tematu. Dlatego Pilar zaraz nachyliła się do Almy.
— Dostałaś cokolwiek oprócz tych w sumie trzech listów? — spytała, zaglądając w jej ciemne, zapłakane oczy. — Jakikolwiek dowód, że Luciano ma się dobrze? — nie chciała jej stresować, ale… dwadzieścia koła za żywego to trochę mało, ale za trupa… już bardziej. Alma jednak pokręciła głową, że nic więcej nie dostała, a Pilar tylko spojrzała wymownie na Madoxa. Nie była pewna, czy jej narzeczony wiedział, o co jej chodziło, ale pewnie jego myśli również wszystko analizowały.
I po chwili nawet oznajmił, że on skołuje hajs. Pilar skinęła głową. Uważała to za dobry pomysł i w sumie jedyne sensowne wyjście. Załatwienie kasy i umówienie się na spotkanie z szantażystą było jedynym sposobem, żeby faktycznie go złapać. Kartki mógł podrzucać ktokolwiek, nawet ktoś kto miał za to zapłacone, ale przecież po pieniądze na pewno zjawi się osobiście, a przynajmniej tak działo się w większości przypadków. Siedziała i kiwała głową, dopiero kiedy Noriega rzucił, że będzie tu spać i obserwować dom, Pilar spojrzała na niego wymownie.
— Nie ma takiej opcji — rzuciła stanowczo, ściągając na siebie uwagę. — Skoro ktoś podrzuca jej listy, trzeba założyć, że może również obserwować dom. To kto do niego wchodzi i kto wychodzi — kontynuowała, spuszczając kolano, które wcześniej miała podwinięte i nachyliła się bardziej w ich stronę na stole. — Musimy stąd dzisiaj wyjść i to pewnie zaraz, jeśli chcemy, żeby nic nie wyglądało na podejrzane — Pilar może i normalnie raczej szukała morderców niż porywaczy, ale przecież szablony były bardzo podobne. Szkoliła się w wielu dziecinach i potrafiła tworzyć w głowie odpowiednie scenariusze, rozważać wszystkie możliwe warianty i tego akurat nie mogli pominąć. Musieli zachowywać się tak, jakby Ana naprawdę nic im nie powiedziała.
Pilar stała od stołu i przeszła się po kuchni. Złapała jedno buñuelos i przeszła z nim obok okna, wodząc spojrzeniem po okolicy. Głównie zrobiła to, żeby pozbierać myśli i ułożyć jakiś odpowiedni plan, ale też przy okazji zobaczyć, czy nikt się nie kręcił dookoła.
— Zrobimy tak — finalnie odwróciła się do nich i spojrzała po ich twarzach. — Madox załatwi kasę, a kiedy ten ktoś się z tobą kontaktuje, powiesz, że wzięłaś pożyczkę na leczenie od znajomego. Będzie wiadomo, że od niego, ale skoro ktoś podgląda twój dom, pewnie wie, że tutaj przychodziliśmy do ciebie. Zapewnisz, że nikt o tym nie wie i nikomu nie powiedziałaś. Umówisz się na konkretny termin i miejsce — mówiła bez najmniejszej przerwy, podchodząc pod sam stół i nachylając się w ich stronę. Trochę wychodziła z niej robota, nawet ton głosu miała inny, jakby była na służbie, ale nawet nad tym nie panowała. Alma skinęła głową, bo przecież tyle była w stanie zrobić. No właśnie. I tutaj była ta część planu, która Madoxowi mogła się nie spodobać. Mógł to widzieć już w jej spojrzeniu, które mu posłała i głośnym westchnieniu, które opuściło jej usta nim ponownie się odezwała. — A w dzień przekazania kasy, ja przebiorę się za Alme i pójdę na to przekazanie — powiedziała to tak bardzo stanowczo, jak tylko była w stanie. A nim on zdążył się odezwać, czy zaprotestować, Pilar znowu się wtrąciła. — A ty się gdzieś schowasz. Dużo wcześniej. Coś ogarniemy, będziesz pod ręką. Dla mnie załatwi się jakiś sztuczny brzuch i będę potrzebować jakieś twoje ciuchy, Alma. Najlepiej takie, w których często chodzisz. Ty zostaniesz w domu — chcieli plan? To proszę bardzo, właśnie go dostali. — Jakieś pytania? Wątpliwości? Zażalenia? — spytała, chociaż szczerze mówiąc miała nadzieje, że żadne. Nawet on dobrze wiedział, że inaczej nie dało się tego zrobić. Madox nie mógł pojawić się na miejscu z tym hajsem, bo ktoś na pewno będzie obserwował ustawioną lokalizację i na pewno nie podejdzie, widząc kogokolwiek innego niż Almę. Za kobietę też nie mógł się przebrać, bo postura by go zdradzała.
To był jedyny dobry scenariusz.
Oboje o tym wiedzieli.
¿Alguna pregunta? ¿Inquietud? ¿Queja?
-
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkinietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
To wszystko nie wyglądało jak porwanie dla okupu, na pewno nie, raczej jak ta opcja, którą przedstawiła mu Pilar, ktoś poczuł, że mógł na tym zarobić, na tym, że Madox pojawił się w życiu Almy.
Zaraz nawijał, że załatwi hajs, a nawet może tu spać i złapać tego kto podkładał listy. Madox robił już takie akcje, obserwował i zgarniał od razu podejrzanych.
Tylko, że jak sam też zauważył, kurierzy czasem byli przypadkowi, a kiedy Pilar dodała jeszcze to, że ktoś może obserwować dom, to musiał się z nią zgodzić. Skinął nawet głową i teraz ciemne tęczówki utkwił w swojej narzeczonej. Powiódł nawet za nią spojrzeniem, kiedy przeszła do kuchni i zgarnęła buñuelos, miał się do niej wyrwać, ale Alma znowu chowała twarz w dłoniach zrezygnowana, więc został na miejscu. Nawet miał rzucić coś, że Pilar na pewno coś wymyśli, ale zanim zdążył, to ona już prezentowała im swój plan. Ściągnął do siebie brwi słuchając jej.
- Wpadnę jutro z kasą i trochę przyaktorze, tak na wszelki jakby ktoś obserwował dom - zerknął na Pilar. Ciekawe co chciał zrobić? Poudawać przejętego może?
Jednak Madox miał swoje sposoby, a aktorstwo miał we krwi, wszystko by zagrał. Nawet zatroskanego, dobrego, przyjaciela rodziny, który wspiera żonę kumpla.
- Czekaj... ktoś wie, że... ona jest z policji? - wtrącił jeszcze zerkając na Stewart. Alma pokręciła głową i wspomniała, że nikomu nie mówiła. Ciekawe czy Emilio się nie wygadał... Ale może nie?
Może tak naprawdę oni tutaj wciąż byli incognito, i można było grać, że tylko pomagają Almie, bo Madox i Luciano się kolegowali? Tylko przed kim?
Tego jeszcze nie wiedzieli.
Pilar za to wiedział co zrobić, kontynuowała swój plan, a Madox znowu wbijał w nią ciemne spojrzenie. A ten jej wzrok i to westchnienie... Uniósł jedną brew pytająco, a kiedy zdradziła resztę planu, to on od razu wypalił - pojebało cię Pilar? - no bo przecież nie mógł jej narażać. Ale z drugiej strony ciężarną mogli?
Zerknął na Almę, a potem znowu na swoją narzeczoną, kiedy kontynuowała. Widać było, że mu to nie pasuje, znowu. Ale przecież wiedział, oboje wiedzieli, że on tej kasy nie może przekazać, bo do niego nikt by nie przyszedł. Jeśli chcieli podejść szantażystę musieli udawać, że zrobi to Alma. Że sama załatwiła kasę i chce ją przekazać.
Oparł wytatuowane palce na brodzie i chwilę o tym myślał. Nie było innej opcji, ale co jeśli to jednak ludzie Luny? Ktoś z półświatka?
Nie mógł być.
Ale jeśli tak, to i tak Pilar miała większe szanse, żeby cokolwiek ugrać niż Alma. No i on przecież będzie pod ręką. Przeczesał palcami brudne wciąż w błocie włosy, odgarniając je do tyłu - dobra, chuj. Nie mam innych pomysłów, ale jak będziesz głupio ryzykować, to sam cię... - nie dokończył, bo Alma popatrzyła na nich dziwnie. Ale pewnie chciał powiedzieć coś w stylu, że sam ją złapie i przykuje w domu do grzejnika?
Znał Pilar i wiedział, że jak ona na coś się uprze, to nie ma zmiłuj. Nie ma przeproś. A ryzyko to oni chyba oboje mieli we krwi.
- To na pewno dobry pomysł Pilar? - odezwała się Alma - a jeśli się połapią i zrobią coś Luciano? Albo tobie? Ja nie wiem... - westchnęła ciężko chowając twarz w dłoniach. A Madox znowu sięgnął do jej pleców.
- Akurat o nią się nie martw, nie z takimi bandziorami miała do czynienia - złapał spojrzenie Pilar, jeszcze poklepał Almę po ramieniu, a zaraz wstał, żeby tym razem stanąć już koło swojej narzeczonej, do niej sięgnąć ręką - a jeśli szantażysta rzeczywiście ma Luciano, to jest kurwa nasz - tylko, że oni z Pilar oboje podejrzewali, że nie. Że tu nie chodzi wcale o Luciano, tylko o pieniądze.
Madox zerknął na swój drogi zegarek, który miał na nadgarstku, ten wysadzany kolorowymi kamieniami.
- Ja pierdole... - mruknął bardziej do siebie, niż do nich, ale obie się na niego obejrzały, a on zaraz pokazywał zegarek Stewart obejmując ją ramieniem - no zobacz, jak on wygląda... - między kamienie powchodziły drobinki brudu, teraz będzie musiał go czyścić szczoteczką, albo gdzieś oddać. Alma popatrzyła na nich jakoś tak pobłażliwie, a Madox już tulił się od tyłu do Pilar, trochę brudząc ją błotem i brudząc się od niej, po tych sportowych ciuchach - dobra. Na nas pora, podjadę jutro z hajsem, a gdyby coś... się działo, to masz mój numer - zwrócił się do Almy puszczając jeszcze na moment Pilar - chyba możemy pisać smsy? - tym razem zerknął na Stewart, ale raczej nie mieli telefonów na podglądzie, to nie była sprawa takiego kalibru, żeby coś takiego ogarniać.
Pożegnali się z Almą, która jeszcze zapakowała im resztę buñuelos na wynos i w końcu poszli. Jeszcze przed domem Madox trochę pozaczepiał swoją narzeczoną, bo przecież niczego się nie dowiedzieli, nie knuli właśnie planu zdemaskowania szantażysty, po prostu kilka godzin pilnowali dzieciaka. Ale kiedy już siedzieli w samochodzie, a tym razem Madox prowadził, a Sombra spał na tylnej kanapie, to zaraz zwrócił się do Stewart.
- Co o tym myślisz Pilar? Bo ja obstawiam, że to ktoś z najbliższego otoczenia, tak jak mówiłaś, zauważyli mnie, że mam hajs i teraz go chcą przez Almę wyciągnąć. Dwadzieścia tysięcy, to nie są ludzie z półświatka... No chyba, że... ją też chcą gdzieś wyciągnąć, pod pretekstem przekazania kasy i... zajebać - i tu już wbił w nią spojrzenie, w jej piękne, brązowe oczy - więc kurwa... Średnio mi się podoba ten pomysł z tymi przebierankami - oczywiście, że musiał jej to powiedzieć. Już jej dzisiaj odpuścił Galena Wyatta, więc tutaj zamierzał jeszcze trochę się postawiać. Musiała go bardziej przekonać, czy coś.
Este plan no me gusta mucho °❀.ೃ࿔*
-
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracji3 osczas narracjiprzeszłypostaćautor
Takiego pytania się spodziewała.
Była na to gotowa, jak na deszcz w pochmurny dzień. Znała już swojego mężczyznę aż za dobrze, żeby nie wiedzieć, że będzie chciał postawić jej bezpieczeństwo na pierwszym miejscu. Tylko tutaj nie mieli za dużo opcji do wyboru. Mogli tam postawić albo Pilar albo Alme. Ciężarną Alme. Alma, która nie potrafiła się bić, nie mogła się bronić i miała bardzo wrażliwe miejsce na środku samego ciała, które bardzo łatwo można było skrzywdzić. Nowe życie.
Nie mogli ryzykować.
No po prostu kurwa nie mogli.
Już i tak ryzykowali tym, że ta cała sprawa z okupem była jedną wielką ustawką. Pilar była tego pewna na jakieś dziewiędziesiąt procent, że porywacz nie miał pojęcia, gdzie aktualnie przebywał Luciano, a chciał jedynie wyłudzić pieniądze od biednej, zrozpaczonej Almy. Od faktu, że Madox i Pilar pojawili się w jej życiu i chcieli jej pomóc. Ale nawet jeśli, nawet gdyby był to tylko skam i tak musieli tego kogoś złapać, a Pilar już zatroszczy się o to, żeby wymiar sprawiedliwości wymierzył odpowiednią kawę za próbę wyłudzenia.
Jednak po kolei.
Pierwsze trzeba było dograć szczegóły planu, a jak się zaraz okazało, Alma miała pewne wątpliwości. Tylko Pilar nawet nie była w stanie odpowiedzieć kobiecie i zapewnić jej, że wszystko będzie dobrze, bo to nie była jej pierwsza taka praca pod przykrywką, jednak ubiegł ją Madox. Uśmiechnęła się do niego przelotnie, kiedy powiedział, że nie z takimi bandziorami miała do czynienia. Lubiła, kiedy tak w nią wierzył. Była to miła odmiana, kiedy wszyscy dookoła tylko wątpili. No i może to znaczyło też, że chociaż o to nie będą musieli się dochodzić? Sama nie była pewna, bo przecież Madox nie zacznie jej robić wywodów przy Almie.
— Wyczyści się — machnęła ręką, gdy wspomniał o zegarku. Faktycznie był cały upierdolony, ale akurat przy problemach, jakie aktualnie mieli, ten naprawdę spadał gdzieś na sam dół hierarchii. Szczególnie, że Pilar… no nieważne. To na kiedy indziej.
— Faktycznie, późno już — wstała od stołu i podeszła pożegnać się z Almą. Przytrzymała ją sobie dłużej i nachyliła się do jej ucha. — Błagam cię, Alma. Pisz do nas, jakby cokolwiek się stało — poprosiła, a następnie odsunęła się z uśmiechem. Akurat przyleciał też do nich Emilio już cały pachnący i w świeżej pidżamie. Trochę był smutny, że już się zbierali, ale oczywiście Pilar obiecała mu, że jeszcze wpadną w tym tygodniu, a na pewno Madox. W końcu musiał przywieźć jej pieniądze. Emilio coś tam pofuczał pod nosem, ale finalnie odprowadził ich do wyjścia i zamknął za nimi drzwi.
Westchnęła głośno, gdy w końcu usiadła w samochodzie.
— Ja pierdole, co za dzień — ciężki. Tak kurwa ciężki, że jej przebodźcsowana głowa ledwo ogarniała to wszystko, co się stało. Dowiedziała się więcej o swojej matce i potencjalnym ojcu, prawie utopili dziecko, odnaleźli listy z pogróżkami… no kurwa. Takie przygody w dwie godziny to chyba tylko oni mogli mieć, serio. A jak się zaraz okazało, to wcale nie był koniec, bo Madox już ją zagadywał, nawet nim porządnie nie wykręcił SUVem.
— Też mi się wydaje, że to ktoś… kto ją zna i kogo ona zna — zgodziła się z nim, patrząc na drogę. — Może któryś z sąsiadów — domów dookoła było od zajebania, bardzo wiele z nich miało nawet okna na podwórko Almy. Ktoś dosłownie mógł nie wychodzić z domu i wiedzieć, co się u niej działo oraz kto do niej przychodził. Opcji wciąż było kurewsko dużo, jedno jednak było prawie pewne. — Proszę cię, nikt z półświatka nawet by się nie fatygował z takimi wycinankami za dwadzieścia koła — przewróciła oczami. Akurat to wiedzieli oboje doskonale, że to nie były kwoty, które satysfakcjonowałyby gangusów. Niemniej musieli znaleźć tego szantażystę. Szkoda tylko, że Madoxowi jednak średnio podobał się pomysł z przebierankami.
Pilar westchnęła głośno i na moment odrzuciła głowę do tyłu, jakby próbowała zebrać myśli.
— A masz jakiś lepszy? — spojrzała na niego w końcu. — Dobrze wiesz, że jak ty tam pójdziesz, to nikt do ciebie nie podejdzie — to wiedziałoby nawet dziecko, a już na pewno Noriega. — Poza tym, nie traktuj mnie jak jakiegoś amatora — nachyliła się bliżej w jego kierunku. — Sam przecież powiedziałeś, że nie z takimi bandziorami miałam do czynienia — przypomniała mu jego własne słowa, dłonią zaczepiając jego ramię, sunąć palcami na rozgrzany kark. — Wiesz, że potrafię zrobić krzywdę — nachyliła się do jego ucha. — Złamać jakiś nos na przykład — wymruczała, kompletnie ignorując to, że przecież prowadził i nie powinien się rozpraszać, a do tego był cały w błocie. Nic jej to nie przeszkadzało i nawet przygryzła jego płatek, zahaczając językiem o kolczyk. Po chwili jednak się od niego odsunęła. — Dam radę. Poza tym, będziesz obok — a to już był chyba mocny argument, nie? Że on tam będzie. Będzie miał nad wszystkim kontrolę. — Ciebie może też przebierzemy w zależności od tego, gdzie będzie przekazanie. Może za jakiegoś menela, żebyś się nie rzucał w oczy — spojrzała na niego wymownie. — W sumie nawet w tym byś mógł iść — bo te ciuchy to już i tak tylko do tego się nadawały.
Nosotros también te cambiaremos.