-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Ale jak ty chcesz stąd wyjechać jak my jesteśmy tu uwięzieni mi amore! - łapie za te jej piąstki na jego koszuli zaciśniete - Będzie tak jak powiedział ten Zygfryd, wszystko na nas zwalą. Bo ty miałaś ten kieliszek a ja jestem Twoim mężem i jeszcze nie jesteśmy białasami jak 80 procent tych ludzi - uświadamia jej i tak nagle ona go puszcza a on idzie po walize, żeby się spakować. No w sumie zaraz porzucił ten pomysł, bo sam przecież przed chwilą gadał, że nie wyjadą. Więc zostawia te walizy i patrzy na nią zdziwiony.
- Nie, wysyłałaś mi zdjęcia jakiegoś starego pryka, a nie Marco Polo. Jakbym wiedział, że siedzisz w Kanadzie sama z takim bogiem seksu, to bym cię nigdy na żaden wyjazd nie puścił - odpowiada jej zaraz, bo Riczi to jednak był bardzo zazdrosny o Rosę, chociaż rzadko miał powód żeby to mówić, bo ona albo się dobrze ukrywała z innymi chłopami, albo wcale z nimi nie gadała, wiec może po prostu dobrze go znała i wiedziała, że niewarto robić powód, by mu się ciśnienie podnosiło. No ale teraz się podniosło! Prawie tak samo jak wtedy co zobaczył, że jakiś facet obłapywał Rosę przy tańcu w klubie Madoxa. Och jak on się wtedy zdenerwował, to prawie mu pikawa wysiadła.
Teraz zresztą też mu serce DRŻY bo jednak Rosa chce się dowiedzieć jaki jest prawdziwy powód jego ucieczki z ich słodkiego miesiąca miodowego. Ricz się zatrzymuje i kręci głową.
- Nie, nie, nie chcę o tym rozmawiać Rosi - ale wyraźnie mocno go to dotknęło, bo nawet na nią nie patrzy. - Po prostu nie chcę, żebyś się zdenerwowała kochanie. To jest już przeszłość i zupełnie nie ma wpływu na naszą przyszłość, musisz mi zaufać - prosi ją i w końcu uniósł na nią spojrzenie.
Roska
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
- Nie wrobią nas w to Ricz! Moje dziecko nie urodzi się w więzieniu, a jak ty tego nie rozumiesz, to ja sama stąd uciekam - mówi tak trochę dramatycznie, no ale faktycznie, to Ricz zamiast się mazgaić to powinien coś zrobić, bo to już przecież nie chodzi tylko o nich, ale też o ich nienarodzone dziecko, którego płeć Roska miała zapisaną na kopercie w torebce. No i miała tam też list od Marco Polo, o którym zaraz Ricardo zaczął nawijać, że to bóg seksu, a Rosa aż wywróciła oczami.
- Jezu Ricz… Przecież my już byliśmy zaręczeni, jak ja byłam w Kanadzie, to co ty sobie myślisz, że ja w ogóle rozglądałam się za jakimiś facetami? Ja nie jestem taka - i kręci głową, że nie jest. Chociaż tak naprawdę Roska to się czasem zapatrzyła na jakiegoś przystojnego faceta, jakiegoś sportowca, czy coś. Na profesora Marco Polo też się pewnie zapatrzyła czasem, jak razem w tej zimnej Kanadzie pracowali. Ale nigdy Ricardo nie zdradziła, ona nawet do tego ostatniego incydentu, w którym tańczyła z jakimś typem w Emptiness, żeby Ricz był zazdrosny, to czegoś takiego jak taniec z innym nawet nie robiła! Tylko czasem ćwiczyła ze swoim trenerem personalnym i on był bez koszulki, ale to przecież tylko ćwiczenia były, nic więcej.
W sumie Rosa to taka była trochę staroświecka i dla niej małżeństwo to jednak była rzecz święta, no i też wygodnie jej była z Riczem, bo on czasem z tym swoim latynoskim temperamentem był naprawdę gorący i czasem tak jej słodził, i traktował jak księżniczkę jakąś, nie wymieniłaby go na innego chłopa, bo nie wiadomo, czy jego też by mogła tak trzymać pod pantoflem i się rządzić. Nigdy nie wiadomo.
Wiadome jednak było to, że jak Ricardo jej tak mówi, że nie chce o tym rozmawiać, to ona chce tym bardziej. I zaraz do niego podeszła i staje przed nim zakładając ręce na biodra, aż ten jej wystający brzuszek jeszcze bardziej się odznacza na jej pięknej sukience.
- Ricardo Estrada Martinez! Musisz mi zaraz wyznać prawdę, bo ja ci moją powiedziałam - najpierw tak go trochę szantażuje - przecież będziemy mieć dziecko, nie możemy się okłamywać... Poza tym teraz... W tej sytuacji, która się tutaj wydarzyła na tym statku - złapała go za rękę i mu patrzy głęboko w oczy, tymi swoimi ciemnymi ślepkami otoczonymi wachlarzem czarnych rzęs - to musimy się trzymać razem i być ze sobą szczerzy - powiedziała i tak patrzy na niego, jakby jej oczy mówiły - no powiedz mi Ricardo wszystko, tak jak ona czasem patrzy na swoich pacjentów, kiedy chce z nich coś wyciągnąć. I zazwyczaj wyciąga. Tylko Ricz to był twardy zawodnik, więc ona zaraz dodaje - a zresztą mam list od profesora Marco Polo ze wszystkimi sekretami, więc i tak się dowiem. Lepiej Ricz żebyś mi powiedział sam - no teraz to już chyba Ricardo nie miał wyjścia, szach mat to był z jej strony. Chociaż prawda jest taka, że Rosa nie wiedziała co było w tym liście. Ale Ricardo też nie wiedział.
Ricardo Estrada Martinez!
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
- Mi amor, nie proś mnie - prosi ją za to on, a jego serce bije coraz szybciej. Wie, że skoro Gabriela już wie, to prędzej czy później Rosi musi się dowiedzieć. Bał się każdego dnia, że Erza wpadnie na niezapowiedziany wieczorek do przyjaciółki i Rosa jej otworzy drzwi. To było niestety bardzo prawdopodobne, dlatego odkąd dowiedział się, że Erza wie gdzie mieszkają, to nie odpuszczał Rosi na krok. Nagle jednak zrobiło mu się okropnie gorąco, bo Rosi mówi, że ma list ze wszystkimi sekretami. Carramba, ale się teraz wszystko odwróciło. Skoro jest taki list i Rosi go ma, to albo musiał go zdobyć, albo musiał powiedzieć jej pierwszy nim tam przeczyta w nim jego sekret. Bo jednak przez te dekadę życia z nią tyle się nauczył, że juz kazda prawda jest lepsza niz klamstwo, ktore ona sama odkryje. Kiedy na przykład odkryła, że Ricz nie płacil rachunku za prąd bo myślał, że te rachunki, które dostawali do skrzynki to są jakieś ulotki, to przecież była afera na pół roku i wciąż mu czasami wyrzuca, że on jest nieodpowiedzialny! A nie był zupełnie aż tak, po prostu ta firma od prądu miała przedziwne różowe koperty z jakiegoś powodu i on takich nie otwierał.
Pokręcił znów głową, że nie powie i mówi jej, że dość. Uznał, że rozmowa zakończona, rozpina koszulę (bo był w koszuli), ściąga spodnie i ewidentnie już się szykuje do spania, a Rosa dalej mu nadaje nad głową. Że ma jej powiedziec, że ma jej powiedzieć, że co to za sekret. On poszedł się kąpać i wrócił myślał, że już jej przeszło, ona dalej że ma jej powiedzieć. On już tu planuje, że jak ona pójdzie się wykąpać, to jej podwędzi list z torebki, ale wtedy ona z tym listem siada i grozi, że go otworzy. No więc wtedy Ricz już pękł!
- Dobra powiem Ci, uspokój sie - i chciał chwycić list, ale ona była jednak sprawniejsza. Kręci głową i siada taki zmarnowany na łożu ich wielkim, próbując sobie przypomnieć co pod prysznicem wymyślił, że jej powie. Kurde tam to brzmiało całkiem znośnie, ale teraz... Siedzi taki ociężały i nawet nie uniósł na nią spojrzenia. - Bo ja Cię zdradziłem Rosi. Z inną dziewczyną. I ja na prawdę już z nią zerwałem i to jest już przeszłość, ale... - no tu już jednak uznał, że nie może jej powiedzieć, że chciał ją zostawić. Więc jednak mówi to co wymyślił pod prysznicem. - Ale przyjechałem do Kanady, bo pojawiło się takie podejrzenie, że... no że ona może być w ciąży - skrzywił się i szybko dodaje - Ale nie jest, nie jest... wiec spokojnie
mi amor
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Chociaż troszeczkę jej się to podobało, że Ricz był o nią taki zazdrosny, więc tu niby mówi, że jest taka świętoszka, ale wpatruje się w niego maślanymi oczami, że on by za nią nawet kogoś pobił. Ach, ci Latynosi!
Idąc za ciosem, próbowała go słodko przekonać, żeby jej wyznał prawdę. Ale, że po dobroci się nie dało, to ona zaraz mu grozi tym listem. Ale Ricz, że nic nie powie. A ona dalej swoje, że ma powiedzieć, a on, że nie, aż się porozbierał i poszedł do łazienki. A Rosa taka zła już wyjęła ten list z torebusi, ale tak naprawdę nie wiedziała który. Czy z sekretami Marco Polo, czy z płcią ich dziecka, bo takie same miały koperty, białe, czyste. Przekłada go w palcach i już nawet miała go otworzyć, ale postanowiła, że da Ricardo jeszcze jedną szansę. Ostatnią.
- Albo mi powiesz, albo go otworzę - zagroziła jeszcze, a jak chciał jej ten list zabrać, to go schowała sobie na sercu, że mu nie odda. Ale w końcu Ricardo się złamał, widziała to w jego spojrzeniu, bo czasem już go tak złamała tym swoim byciem upartą. I widziała też, że to będzie coś grubego, skoro on tak na nią nie patrzył nawet.
Ale nawet w najgorszych myślach nie spodziewała się tego, co jej powiedział. Bo jak Ricz mógł ją zdradzić? Jak on jeszcze przed chwilą mówił, że by Marco Polo za nią pobił...
I jak on jej tak mówi bo ja cię zdradziłem Rosi - to jej duże oczy zaraz wypełniły się łzami, a warga jej zadrżała i nawet go miała pytać, jak to, co ty mówisz Ricz, ale nie mogła wydusić z siebie ani słowa. Zaciska w palcach ten list i go miętosi, a on mówi dalej z inną dziewczyną - jeszcze jakby to było z facetem, to może ona lepiej by to przyjęła. Ale... to co ta inna dziewczyna miała takiego, że była lepsza od niej? Łzy to już jej same ciekną po policzkach, i nawet go nie słuchała, kiedy mówił to że z nią zerwał i to przeszłość. Wstała z łóżka, a jak Ricardo stanął na przeciwko niej i jeszcze dowalił, że tamta mogła być w ciąży, to taka złość w niej wezbrała. Bo ona go namawiała na dziecko tak długo...
A on je zrobił jakiejś kochance, wywłoce kanadyjskiej bez grama godności! Nie słuchała już, że tamta wcale nie jest w ciąży, ani nie przejmowała się, że ona jest...
Tylko się zamachnęła i chciała z liścia przywalić Ricardo w twarz, ale w ostatniej chwili się jeszcze bardziej wściekła i zwinęła dłoń w pięść i tak go walnęła w gębę, aż ją rączka zabolała i zaraz tak nią trzepie, jak ich pieseczek gdy wejdzie w kałużę. Co prawda Rosa to się w ogóle nie umie bić i siły ma tyle co przedszkolak, bo ona głownie na pilates i jogę chodzi, czyli rozciąganie, może prędzej by mu kark skręciła udami, czy coś takiego, niż go pobiła, ale jednak liczyła, że chociaż siniaka będzie miał, bo ona to na pewno! Bo Ricz miał bardzo twardy łeb.
- Nienawidzę cię! - krzyknęła najpierw i jeszcze w niego rzuciła tym listem od Marco Polo, albo z płcią ich dziecka, wyświechtanym. A później jeszcze go pchnęła, ale też... no co ona ma siły, jak on nawet o pół kroku się nie cofnął - jak mogłeś mi to zrobić Ricz?! - znowu na niego krzyczy, a zaraz to zrzuciła swoje seksi, czerwone szpilki, złapała torebusię, gdzie miała ten drugi list i wypadła z kajuty. Ricz może szedł za nią, ale jak gdzie, w samych gaciach. A Roska to się nawet na moment nie zatrzymała, tylko prosto do tej restauracji, gdzie zabili Marco Polo poszła, bo chciała być sama...
Tylko, że jak tam weszła, to się okazało, że nie jest, bo tam siedział też Matthew z butelką whisky i płakał na jednym z krzeseł, pewnie po Marco. Rosa też płakała, tylko ona po Riczu, ale zaraz wyciera te łzy rączkami i stara się je ukryć, ale cała jest rozmazana i rozdygotana.
- Och... Co tutaj robisz Matthew? - westchnęła, a ten na nią patrzy i płacze dalej, więc podeszła do niego i go klepie po ramieniu, że znajdą mordercę Marco Polo, ale ona teraz bardziej to by chciała znaleźć tę szmatę kochanicę Ricza, żeby wydrapać jej oczy.
¿Cómo pudiste hacer eso, Ricz? (っ╥﹏╥ς)
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Tak czy siak, jak się okazuje teraz Rosa wcale nie była gorsza, bo jak mu przyfasoliła z pięści, to aż się zgiął w pół i się łapie za buzie, czując jak mu krew się w niej zbiera. Panikuje troche, ale trzyma go jeszcze adrenalinka, bo nie wie co Rosa zrobi poza tym że go walneła. Dostał jeszcze tym listem i nagle Rosa się zawija, Ricz wybiega za nią na korytarz i widzi, że ona biegnie przed siebie, ale on był w ręczniku, i to za małym, więc wraca do pokoju i chce się ubrać, ale wtedy czuje jak mu się ząb jedynka giba?? Pobiegł do lustra i wypluwa wiadro krwi z buzi, otwiera szerzej usta i dotyka paluchem tego zęba, a on raz, dwa, nagle mu w palcu został. Ricz patrzy na zęba, patrzy na swoje odbicie i przerażony aż odskoczył z krzykiem. Kurwa, Rosa mu zęba wybiła!!!! Trochę mu zajęło, żeby pogodzić się ze stratą, ale wiedział, że ze stratą Roski się nie pogodzi nigdy, wiec chociaż chciał jeszcze baidolić nad swoim zębem, to idzie po gacie, spodnie i wsadza na klate jakąś koszulkę, na stopy ładuje japonki (wiadomo) i już chciał wychodzić, tylko że jego spojrzenie padło jeszcze na ten list, który Rosa chciała otworzyć. Przez chwilę się waha, ale w końcu łapie za kopertę i rozwija ją, a później otwiera.
Czyta raz.
Czyta drugi.
No i kurwa zaraz rzucił kartkę na ziemię i tak szybko zaczał biec za Rosą, że prawie japonki po drodze zgubił. Bo w liście wcale nie było wszystkich sekretów osób zgromadzonych na łajbie, tylko była informacja jaką płeć będzie miało ich dziecko. A właściwie.... dwójka.
Szukał Roski trochę, bo poszedł na czub łódki, potem jeszcze do SPA, potem jeszcze gdzieś do saloniku telewizyjnego - bo myślał, ze może na poprawe humoru chciała sobie obejrzeć Love is Blind? No ale NIGDZIE jej nie mógł znaleźć, więc w końcu chociaż bardzo nie chciał tam iść, to idzie w stronę restauracji. I jakie było jego zdziwienie, kiedy otworzył drzwi i zobaczył Rosę, Matthew... oraz zakrwawiony nóż wbity w stół przed nimi.
- Rosi ja... - zaczyna sepleniąc troche bo nie ma tego zęba, ale szybko się zorientował, że kurde o co chodzi z tym nożem??? - O co tu chodzi, skąd ten nóż - zdenerwował się, bo Matthew wyglądał na równie smutnego co Rosi, ale nie mógł być przecież to być nóż którym zabili Marco Polo, bo on został otruty.... - Rosa odejdź od niego - mówi nagle bardzo poważny, na co Matthew śmieje się przez łzy - Co ty myślisz, że to ja tu zostawiłem ten nóż? Przyszedłem tu przed chwilą w tym samym momencie co twoja żona... on już tu był
Ricz patrzy na Rosi, ale jak ona nie chce podejść to idzie do nich i chce ją za rękę odciągnąć.
-Rosi nie możemy tu być, to może być kolejne morderstwo, chodź
Rosa
-
Ty powiesz o niej - wariatka.
Ona o tobie - zaburzenia lękowe z napadami paniki, osobowość borderline w fazie dekompensacji, epizod depresyjny z cechami impulsywności i mechanizmy obronne na poziomie zaprzeczenia.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkijakie chcesztyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jeszcze żałowała, że go w jaja nie kopnęła, żeby już nie mógł robić dzieci żadnym rudym lafiryndom, to znaczy ona nie wiedziała, że rudym. Ale tak czy siak to musiały być jakieś panny lekkich obyczajów, że w sobie rozkochiwały zaręczonych facetów... Albo żonatych?
Bo może to już było po ślubie? Ricz w sumie zaraz po ślubie wyjechał, a przecież Rosa miała wtedy taką piękną koronkową sukienkę z Maryją, wyglądała jak anioł, w tym kościółku na wzgórzu, kiedy składali sobie obietnicę miłości i wierności!
A Ricz był jej niewierny, nie mogła w to uwierzyć, łzy jej płynęły po policzkach, kiedy szła do tej restauracji, żeby tam wypić jeszcze trochę soku z granata! I też może się zatruć tym sokiem, bo serce to miała pęknięte na pół.
Tylko, że tam w tej restauracji siedział Matthew z flaszką i płakał nad Marco Polo, więc Rosa najpierw go tak klepie po ramieniu, że nie płacz Matthew, ale sama płacze przy tym, bo wciąż jej przed oczami staje gęba Ricza, która mówi jej, że ją zdradził. W końcu usiadła na krzesełku koło Matta.
- Czemu ty właściwie płaczesz Matthew? - mówi do niego jak prawdziwy psycholog, ale on się obsmarkał cały i jej mówi, że dlatego, że kochał Marco Polo miłością prawdziwą, ale zaraz jej pyta czy ona też, skoro płacze. Ale ona przecież nie, więc chlipnęła Rosa i w skrawek obrusa otarła nos - nie, bo ja kochałam tak Ricza... - i znowu zaszlochała, jak to ona też Ricardo kochała miłością prawdziwą, a on ją zdradził.
Tak siedzą i płaczą oboje, a tu wchodzi Ricardo kłamca i zdrajca przebrzydły, a Rosa to aż się do Matthew przysunęła, bo ona nie chce mieć z nim nic wspólnego już, z tym Ricardo Estrada Martinezem. I dzieci wpisze, że mają ojca NN! Tak postanowiła teraz, w tej chwili.
Oni oczywiście tego noża nie zauważyli z Matthew, bo płaczą oboje jak dziki, czy tam jakieś płaczki tureckie.
- Spadaj Ricz! My tu z Matthew zostajemy i będziemy płakać nad miłością, którą zabiłeś! - powiedziała dramatycznie, ale Matthew zaraz na nią patrzy wielkimi oczami.
- Co??!?! To on zabił Marco? - coś mu się w głowie chyba poprzestawiało, a Rosa kręci głową, że nie, ale już było za późno, bo Matthew chwyta ten nóż zakrwawiony, i o zgrozo! Rzucił się na Ricardo z tym nożem. Aż Rosa krzyknęła po hiszpańsku, wezwała najświętszą panienkę.
I chyba ona wtedy rzeczywiście swoją ręką boską zadziałała, bo nagle... z sufitu spadł taki kryształowy żyrandol prosto na Matthew. Rosa to aż odskoczyła, ale musiała się stołu przytrzymać, bo jej się jakoś słabo zrobiło, bo przecież to mogło zabić Ricza, ale on też odskoczył, chyba...
Chociaż jest ciemno, bo żyrandol spadł.
No i z drugiej strony to jakby panienka najświętsza była sprawiedliwa, to może na Ricza chciała go jednak zrzucić, za to co on Rosie zrobił, a nie na biednego Matthew, ale Matthew leżał przygnieciony.
Ricardo Martinez
-
No, no te puedo olvidar. No, no te puedo borrar. Tú me enseñaste a querer. Me enseñaste a bailar.nieobecnośćniewątki 18+niezaimkishe/hertyp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Ricz patrzy na Rosę z cierpieniem wymalowanym na twarzy, bo widzi, że ona wcale nie jest gotowa na rozmowę o tym, co z niego wyciągnęła. A on by jej chciał wszysktko wytłumaczyć! To znaczy, może nawet nie do końca chciał, i teraz mocno żałował, że jej cokolwiek powiedział, wszak wszystkie jego ziomeczki zawsze mówiły, że jeżeli masz powiedzieć coś co zrani Twoją lubą, a ona się tego nie domyśla, to nie możesz tego powiedzieć. A co on zrobił? Na odwrót zrobił, bo nie dość, że zranił kochaną swoją Roskę, to jeszcze ona się nic nie spodziewała.
Piękna była ta jego żona, ale bardzo loca, bo kiedy on jej mówi, żeby odeszła od Matthew, to ta się jeszcze bardziej do niego przysuwa. Już chciał ruszyć w jej stronę i ją odciągnąć na siłę, ale kiedy krzyczy w jego kierunku nagle Matthew dostał jakiegoś małpiego rozumu, wyszarpuje nóż ze stołu i chce na niego lecieć. Ricz zrobił kilka kroków do tyłu, ale niestety się potknął i legł jak długi, ręką się tylko osłania i słyszy przeraźliwy huk i krzyk swojej żonki a później otwiera oczy i widzi... ciemność.
- Rosa? - mówi niepewny, dopeiro po chwili jego wzrok przyzwyczaja się do braku światła i zaczyna zauważać jkiś ruch po drugiej stronie żyrandola - rusza do niej obchodząc stół i tym razem nie interesuje go, że Rosa nie chce, odciąga ją za ramiona. Taki ma wzrok troche przerażony tak na prawdę, bo teraz już coraz wyraźniej widi, że ten żyrandol to pzebił Matthew szyje i że toczy się z niego krew. Odwrócił ROskę i pcha ja do wyjścia.
- Nie możemy tu być mi corazon - a kiedy chciała się kłócić, to złapał ją mocniej i mówi zdecydowanym tonem, który używa tylko w najbardziej poważnych sytuacjach i dawno zresztą nie używał, ostatnio to z dwa lata temu, kiedy Rosa chciała mu zabronić iść obejrzeć finał Mundialu. Podobno dla niej to był ważny dzień i chciała z nim spędzić czas, ale on nie zamierzał przegapic akurat mundialu. No co jak co. Bardzo się zdenerował wtedy, ale ponieważ użył tego tonu, to Rosa się posłuchała. Zresztą się kolejnego dnia okazało, że jje sie też daty pomyliły i jej urodziny były kolejnego dnia. No ale tak, użył tego tonu i mówi: - Musimy stąd iść, jemu już nic nie pomoże. Musimy wrócić do kajuty bo podejrzenie spadnie na nas, rozumiesz? Jak tam wrócimy to możesz się na mnie drzeć ile wlezie, ale teraz musisz to zrobić dla naszych dzieci, rozumeisz - tak jej powiedział, no i poszli. Oby nie chciała gadać to poszli normalnie. Jak chciała gadać, to RIcz jej ręką zasłonił usta i ją wyniósł jak zakładnika i później już jak pannę młodą ją niósł do kajuty. I moła się na niego wkurwiać, ale tyle by było tego.
Kolejnego ranka Ricz był oczywiście niewyspany, bo spał pod prysznicem, jak Rosa go wyjebała z łóżka, a nie było juz wolnych pokoi, wiec zostało mu się skitrać na podłodze w kiblu, ale że największy był tam prysznic, to tam się właśnie skitrał. Obudziło go mocne światło na całą łazienkę i niezadowolony wzrok Rosy, która kazała mu wstać, bo ona chce sikać. Tak jakby nigdy nie sikała przy nim, ale tym razem chyba nie chciała. Wyszedł na balkonik i się przeciąga i słyszy jakieś jęki zza ściany. No ktoś tam się dobrze bawi i krzyczy. Przetarł twarz wymiętoloną i już ma wracać, ale słyszy zza ściany "Po śniadaniu musimy to ukryć" i jego oczy prawie wylatują z orbit. Odwrócił się, żeby powiedzieć Rosce co usłyszał, ale widzi, że ona znów nan iego nie patrzy. Na chwilę odsunął więc tę rozkminę, którą podsłuchał i patrzy na nią.
- Rosi czy ty jeszcze kiedyś będziesz ze mną rozmawiałą kochanie??
Nie zdziwiłby sie gdyby nie, w końcu to co jej powiedział wczoraj wieczorem musiało wpłynąć na to co ona o nim myślała. Trochę chciałby się tylko dowiedzieć czy jest jakaś szansa na wybaczenie, a znając Rose, ona już przez noc plan sobie dla nich ułożyła w głowie. Chociaż może wcale nie? Może jest taka rozjebana przez te rewelacje, ze nie wie jak to ugryźć?