Na wyjściu z biura przypomniał jej o swojej dzisiejszej wizycie, aby uczcić piątek i po ciężkim dla wszystkich tygodniu, wyłączyć umysł i zrobić maraton gier. O jak dawno nie mieli czasu, w którym mogli spotkać się i pogapić w ekran, rozmawiając na błahe tematy, a czasami nawet milcząc przez skupienie, aby skopać sobie nawzajem tyłki. Dzisiaj miał ogromną chęć na rywalizację i był przekonany, że skoro w tym tygodniu szczęście mu dopisywało i świętował wygraną sprawę, to dzisiaj również będzie mógł nieco pognębić siostrę, chełpiąc się swoją wygraną w jakiejś zręcznościówce. Wpierw trzeba było osłodzić jej życie i przygotować na przegraną — zaopatrzył się w ciastka kokosowe, a po drodze do kasy przeszedł przez alejkę z żelkami, gdzie zgarnął jeden z jej ulubionych rodzai, a potem dobrał dwa inne, jakieś nowe, aby przy okazji przetestować nowości. Wina, chipsy i po pół godzinie był pod jej drzwiami, w wygodnym dresie i prowiantem.
— Mam jakiś nowy, powalony smak żelków na próbę. A ciastek nie było — rzucił od progu, wchodząc do kuchni, aby odłożyć torby na blat, po czym wyjął pierwszą słodycz, a następnie drugą, której teoretycznie miało nie być; ale kim on był, żeby sprawiać jej zawód? Jeśli te diabelskie kokosanki wyprzedałyby się w jednym sklepie, to z pewnością pojechałby do kolejnych trzech, byle je dostać. — Żartuję, oczywiście, że były — odpowiedział, prezentując swoją zdobycz i po rozpakowaniu całej siaty, odłożył gdzieś ją w kąt. Rozgościł się jak w swojej kuchni — wyjął kieliszki, wygrzebał z zamrażalnika lód do ciepłej butelki wina, a drugą grzecznie schował, żeby była smaczniejsza na później. — Co mi powiesz, rudzielcu? Dzisiaj byłaś zabiegana jak nigdy, aż zdażyłem się stęsknić — zauważył, przesuwając po blacie zapełniony kieliszek w jej stronę, zaraz jednak zreflektował się i cofnął rękę, nim zdążyła go zabrać. — Jadłaś coś w ogóle? — zapytał, rzucając jej podejrzliwe spojrzenia, aby uruchomić swój wykrywacz kłamstw na wypadek, gdyby chciała go oszukać.
ulubiona ruda persona