-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Ich sprawy zdawały się iść naprawdę dobrze. Wyjazd na urlop musieli trochę przełożyć, ale to nie stawało im na drodze w rozwijaniu ich relacji. Tak mu się przynajmniej wydawało dopóki w obrazku nie pojawiła się Ella. Nie nazwałby jej do końca swoją byłą. Nigdy nie łączyła ich relacja romantyczna. Bardziej fizyczna i oportunistyczna. Nie było wielkim sekretem, że Max nie zawsze był w Hollywood lojalny. Kiedy był na prochach robił wiele głupot. Sypianie z Ellą było jednym z nich. Powiedzieli sobie na samym początku, że to nie będzie nic głębszego i nie było. To była klasyczna relacja friends with benefits. W ich przypadku narodziła się z tego całkiem fajna przyjaźń.
Ella przyjechała do Toronto na zdjęcia do swojego nowego filmu. Tak, też była aktorką. Jej kariera nadal miała się całkiem dobrze. Jak to bywa w takich sytuacjach film również trzeba było wypromować. Robiło się wtedy wywiady również w lokalnych telewizjach, więc całkiem często pojawiała się na ich planie.
Bronte wiedziała o tym, co ich łączyło. Max nie zamierzał tego ukrywać. Twierdziła, że wszystko między nimi w porządku, ale od jakiegoś czasu zaczęła się od niego odsuwać. Teraz właśnie oglądał jak jego aktualna dziewczyna prowadzi wywiad na żywo z dziewczyną, z którą kiedyś sypiał. Do tej pory nie wiedział w którym momencie wpadł na to, że to może być dobry pomysł. Czy w ogóle był taki moment? Dla niego napięcie było namacalne, lecz mógł tylko mieć nadzieję, że nie zobaczą tego widzowie.
Gdy kamery zgasły, a ludzie zaczęli się rozchodzić pogratulował obu dziewczynom, ale tę ważniejszą zaciągnął na bok pod pretekstem przegadania kolejnego wywiadu. Zatrzymali się pomiędzy wieszakami z kolejnymi kreacjami, które oferowały nieco prywatności chociaż od wścibskich spojrzeń.
- Hej, może to nie jest najlepszy moment, ale muszę wiedzieć. - zaczął upewniając się jeszcze, że nikt ich nie usłyszy - Jesteś na mnie za coś zła? Od kilku dni jest jakoś inaczej. - spojrzał na nią pytająco przechylając głowę - Jest coś o czym powinienem wiedzieć?
Nie chciał żadnych niedopowiedzeń. Ustalili gdzieś na początku, że będą mieć otwarte linie komunikacji. Że będą rozmawiać. Ostatnio zaczęło im to uciekać, a tego nie chciał.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Pierwsze tygodnie relacji z Maxem były dokładnie takie, jakie sobie wymarzyła. Byli zaangażowani, oddani sobie nawzajem i usilnie walczyli o każdą chwilę, którą mogliby spędzić w swoim towarzystwie. Za każdym razem, kiedy ta się przydarzała, Bronte czuła się tak, jakby nie była w stanie odkleić od niego własnych rąk, przez co czuła się tym wszystkim jeszcze bardziej oczarowana.
Miała na karku niemal trzydziestkę, a znów czuła się tak, jakby wpadła w sidła nastoletniego zauroczenia.
Okazuje się jednak, że czar mógł prysnąć równie szybko, jak rozpoczął działanie. Kiedy przed kilkoma tygodniami na horyzoncie pojawiła się dawna z n a j o m a Shepherda, nic nie zwiastowało katastrofy. Przynajmniej nie do czasu, kiedy Bronte zapytała go o ich wspólną historię, a w odpowiedzi usłyszała dokładnie to, czego żadna dziewczyna na jej miejscu nie chciałaby usłyszeć.
Zwłaszcza, kiedy ta d r u g a była tak piekielnie ł a d n a.
Od tamtej pory usilnie doszukiwała się w niej jakiejś wady. Chciała znaleźć coś, dzięki czemu sama poczułaby się pewniej, ale ilekroć na nią spoglądała, wyłącznie utwierdzała się w przekonaniu, że nic takiego nie istniało. Gdyby tego było mało, nie pomogło też zamienienie kilku słów z męską częścią obsługi. Miała wrażenie, że dookoła niej ślinił się do niej k a ż d y.
Ona natomiast śliniła się do Maxa, co Bronte doprowadzało do szału. Za każdym razem, kiedy Shepherd pojawiał się bliżej, szukała z nim fizycznego kontaktu, albo rzucała niewybredny komentarz, który sprawiał, że w Bronte krew dosłownie wrzała. Wściekała się, a jednak nie mówiła nic, ponieważ nie chciała wyjść na przewrażliwioną.
Tym bardziej, że przecież to ona chciała, aby na razie ich relacja utrzymana została w tajemnicy.
A jednak nie umiała być na to obojętna. Dziś, kiedy po raz kolejny była świadkiem tego, jak Ella przymilała się do Shepherda, zdenerwowała się do tego stopnia, iż ciężko było jej zachować profesjonalizm podczas wywiadu. Starała się ze wszystkich sił, ale nawet ona czuła, że coś nie grało. Nie była więc zaskoczona, kiedy po wszystkim Max poprosił ją na stronę. Wolałaby jednak, aby to o programie próbował z nią teraz porozmawiać.
Kiedy usłyszała tę salwę pytań, na moment przymknęła powieki, a później wypuściła głośniej powietrze. Odezwała się dopiero, gdy zdecydowała się ponownie na niego spojrzeć. Przez krótką chwilę kalkulowała jednak to, co powinna mu powiedzieć. — A ja nie powinnam o czymś wiedzieć? — zapytała, po czym zacisnęła usta w wąską linię. Nie czuła się dobrze z tym, co sugerowała, a jednak miała to nieodparte wrażenie, że coś musiało stać za tym, że Max nie dostrzegał w zachowaniu swojej k o l e ż a n k i nic niewłaściwego.
— Nie wiem, co mam ci powiedzieć, Max — dodała po chwili, jednocześnie wzruszając lekko ramionami. — Po prostu dziwnie mi patrzeć na to, jak ktoś ciągle się do ciebie klei — posłała mu wymowne spojrzenie. Względem tego, kogo dokładnie miała na myśli, nie powinien mieć nawet cienia wątpliwości. Nie bez powodu wywiad sprzed chwili tylko dodatkowo ją rozdrażnił.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Dlatego nieco się zdziwił słysząc jej odpowiedź. Uniósł nawet brew nie do końca wierząc w to, co słyszał. Czy ona właśnie na niego fukała? Tak, pewnie powinien się tym bardziej przejąć, ale w tym momencie wydawało mu się to całkiem urocze. Może nawet trochę zabawne. Brzmiała jak nastolatka. W końcu zachowywała się tak jak na jej wiek przystało, a on zdecydowanie nie miał jej tego za złe. Może nie do końca pamiętał kiedy sam był w tym wieku. Głównie przez dragi, ale miała prawo do takich, a nie innych uczuć.
Teraz przynajmniej miał już pojęcie o co jej chodziło. Dlaczego tak się od niego dystansowała. Próbując spojrzeć na to z jej perspektywy może rzeczywiście był z Ellą nieco za blisko. Ona wierzyła, że Max jest nadal singlem. Jeśli kiedyś nie przeszkadzało jego małżeństwo, tak teraz nic nie powinno stać na przeszkodzie. Sam zbywał nieco niektóre żarty, pewien dotyk. Nie mógł jej powiedzieć, że faktycznie singlem już nie był. Wydawało mu się, że może jej zaufać, aczkolwiek złożył obietnicę również Bronte i to właśnie tej zamierzał w tym momencie dotrzymać. Nawet jeśli kosztowało go to teraz pewne foszki.
- Bronte, czy Ty jesteś... zazdrosna? - wiedział, że nie powinien, ale uśmiechnął się do niej całkiem tym rozczulony - To mi schlebia, ale naprawdę nie musisz. - zrobił krok do przodu zmniejszając nieco dystans i nachylając się do jej ucha - Wiesz, że moje dłonie chcą być tylko na Tobie. Udowadniam Ci to za każdym razem, kiedy jesteśmy sami. - wyszeptał niskim tonem przygryzając jeszcze na koniec płatek jej ucha i wymownie oblizując usta kiedy na powrót się odsunął obrzucając ją gorącym spojrzeniem.
- Powiem Elli żeby trzymała łapki przy sobie. - zapewnił ją całkiem poważnie - Dlaczego nie powiedziałaś mi o tym wcześniej jeśli Cię to wkurzało? - zmarszczył nieco brwi patrząc na nią pytająco.
Mogli to rozegrać zupełnie inaczej. Mogli sobie oszczędzić nieco tego dystansu w ostatnich dniach. Komunikacja to podobno podstawa budowania relacji. Sam nie był tego nauczony, więc próbował się na tym szczególnie skupić. To, że jedną z osób, które go w tym uświadamiały była Ella zamierzał zostawić już dla siebie by nie pogarszać sytuacji.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Być może potrzebowała po prostu trochę więcej czasu, aby oswoić się z ich znajomością i poczuć się w niej na tyle pewnie, aby nie obawiać się mówić na głos o tym, jak niekomfortowo czasami się czuła. Z jednej strony wiedziała przecież, że Max nie był tu po to, żeby ją oceniać, a jednak z drugiej cholernie ciężko było odepchnąć od siebie myśl o tym, że gdyby tylko powiedziała mu o odczuciach, które rozbrzmiewały w niej za sprawą Elli, wziąłby ją za n i e d o j r z a ł ą.
I to właśnie z tego powodu jeszcze skuteczniej się taka okazała. Nie pokazała się z dobrej strony, a jednak po tym wywiadzie miała to gdzieś. Była zła, może też trochę rozczarowana, ale zamiast powiedzieć o tym Maxowi, wolała pokazać mu to, aby sam zrozumiał. Szkoda tylko, że przy okazji wypowiadał na głos to, czego ona się wstydziła.
— Przestań — mruknęła, kiedy nazwał ją z a z d r o s n ą. Wtedy też lekko szturchnęła go w ramię, ale nie odepchnęła go, kiedy już chwilę później znalazł się bliżej. Najpierw zlustrowała go spojrzeniem z tej niewielkiej odległości, a później odchyliła głowę do tyłu, aby zagwarantować mu jeszcze lepszy dostęp do swojego ucha. Co mogła powiedzieć? Lubiła, kiedy podchodził ją w ten sposób, chociaż to wcale nie oznaczało, że cała złość nagle jej przeszła.
I kiedy tylko usłyszała jego późniejsze pytanie, mruknęła z wyraźnym niezadowoleniem. — Nie lubię jej — przyznała, a później lekko pokręciła głową. Było to stwierdzenie na tyle oczywiste, że nie musiała nawet go wypowiadać, ponieważ Shepherd musiał zauważyć to za sprawą tego wywiadu. Być może zauważyła to nawet sama Ella, która prędko połączyła kropki? Jeśli tak, przed Bronte bynajmniej się z tym nie zdradziła.
Wypuściła głośniej powietrze i omiotła twarz Maxa spojrzeniem. — To nie tak, że jestem zazdrosna — kłamstwo, ale wypowiadając je na głos poczuła się trochę lepiej. — I naprawdę nie chcę zachowywać się jak ta szurnięta, zaborcza panna, która morduje wzrokiem wszystkie dziewczyny w zasięgu wzroku swojego faceta, ale… No sam widzisz, jak ona na ciebie patrzy. Zresztą, nie tylko patrzy. Cały czas sugeruje, że najchętniej zaciągnęłaby cię do łóżka — już w tym momencie wyraźnie się skrzywiła, dając upust temu, jak czuła się, kiedy się temu przyglądała. — A później zaczyna się do ciebie kleić — zademonstrowała też, jak Ella zbliżała się do niego i w wymowny sposób lokowała dłoń na jego klatce piersiowej. — Nie chcę, żebyś myślał, że jestem przewrażliwiona i będę próbowała trzymać cię z dala od koleżanek — dodała po chwili, wzruszając przy tym nieznacznie ramionami.
Cholernie ciężko było pogodzić tę wersję siebie, która nie chciała go ograniczać z tą, która pragnęła mieć go tylko dla siebie. Przy Elli wydawało się to jeszcze trudniejsze.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
W tym wszystkim była na szczęście też całkiem urocza. Brakowało jeszcze żeby nadymała policzki i spiorunowała go spojrzeniem. Samo szturchnięcie było na podobnym poziomie, co tylko sprawiło, że uśmiechnął się szerzej. Bynajmniej jej nie wyśmiewał, wyglądała w swojej zazdrości po prostu cholernie uroczo. On nie odbierał całego zamieszania negatywnie, a po prostu jako sygnał, że całkiem mocno jej na nim zależy.
- Oh to dało się poczuć, ona też raczej o tym wie. - zaśmiał się cicho, chociaż pewnie nie powinien.
Wydawało mu się, że całkiem szybko uda mu się ją udobruchać, ale może powinien być w tym wszystkim nieco bardziej poważny.
Spojrzał na nią bardzo wymownie, kiedy stwierdziła, że nie jest zazdrosna. Jawne kłamstwo i oboje o tym wiedzieli, lecz nie powiedział ani słowa. Wysłuchał jej do końca nie drażniąc już jej niepotrzebnie.
- To raczej nie są sugestie. - nie to chciała pewnie usłyszeć, ale nie zamierzał niczego ani nikogo wybielać, uniósł jedynie w obronnym geście - Nie jesteś przewrażliwiona. Czekaj, inaczej. - przerwał sam sobie próbując to jakoś dobrze ubrać w słowa - Nie musisz czuć się zazdrosna bo nie zamierzam ulec jej flirtom. - zapewnił ją patrząc jej w oczy i kładąc dłonie na jej ramionach.
- Powinienem był zrobić to wcześniej. Dam jej znać, że nie jestem zainteresowany. Taką mamy po prostu dynamikę, mieliśmy ją przez lata. Skoro nic jej nie powiedziałem, dla niej jestem po prostu dostępnym singlem. Na jej nieszczęście jestem już zajęty. - uśmiechnął się do niej całkiem z tego faktu zadowolony - Ale takie sytuacje mogą się jeszcze zdarzyć, a wtedy chciałbym żebyś dała mi znać, że nie czujesz się z tym komfortowo żebym mógł jakoś zareagować, w porządku? - brzmiał jak naprawdę dojrzały facet, zaskakiwał nawet samego siebie.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie wiedziała też do końca, czego powinna się spodziewać. Spotykali się od pewnego czasu, nie kryli się ze swoimi intencjami, ale jednocześnie nie nazwali też głośno tego, co ich łączyło. Mieli podejść do tej relacji z pewną ostrożnością, przez co Rosenthal-Murray nie była już pewna, na ile rzeczywiście mogła nazywać go swoim.
No i czy na pewno obiecywali sobie w y ł ą c z n o ś ć? Cholera, za sprawą Elli popadła chyba w paranoję.
Widziała wyraz jego twarzy oraz to, że cała ta sytuacja najwyraźniej odrobinę go bawiła, a to z kolei sprawiło, że Bronte poczuła się nieco zakłopotana. Miała też ochotę sturchnąć go trochę mocniej i wytknąć mu, że to, jak się teraz czuła, było wyłącznie jego winą. Jednym z powodów było to, że pozwalał swojej k o l e ż a n c e na takie zachowanie, a drugim to, iż za jego sprawą najwyraźniej wariowała.
— To dobrze — wymamrotała, choć prawdę powiedziawszy wcale nie powinna być z tego powodu zadowolona. Nie chciała robić sobie wrogów w tej branży, zatem konflikty z jakąkolwiek gwiazdą, niezależnie od jej kalibru, nieszczególnie były jej na rękę. Rzecz w tym, że przy Elli nie potrafiła inaczej. Ilekroć uciekała w jej stronę spojrzeniem, przypominała sobie o tym, jak obchodziła się z Maxem, a to sprawiało, że w oczach Bronte uchodziła za potencjalną k o n k u r e n c j ę.
Co z tego, że on nie miał wykonać żadnego ruchu? Bronte i tak nie była w stanie podejść do niej inaczej.
Kiedy powiedział, że nie była przewrażliwiona, mimowolnie jedna z jej brwi powędrowała ku górze, a sama Bronte spojrzała na niego tak, jakby chciała zasugerować mu, że powinien uważać na to, co chciał powiedzieć. Wtedy też skrzyżowała ramiona na piersi, teraz już ewidentnie czekając, aż Shepherd się wytłumaczy.
Gdy to zrobił, wypuściła głośniej powietrze i na moment przymknęła powieki. Miała wrażenie, że Max nadal nie do końca rozumiał to, co próbowała mu powiedzieć. — A naprawdę muszę? — zapytała, uważnie lustrując go spojrzeniem. — Tobie naprawdę nie zapala się wtedy czerwona lampka? Gdyby jakiś kolega próbował łapać mnie za tyłek, ja od razu wiedziałabym, że nie powinien — doprecyzowała, odrobinę przy tym może i wyolbrzymiając, a jednak zależało jej na tym, aby jej przykład do niego trafił. Nie znaczy to jednak, że sama nie musiała popracować nad komunikacją, ponieważ to zdecydowanie powinna zrobić, ale zależało jej i na tym, aby już teraz trochę lepiej ją zrozumiał.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Nadal próbowali znaleźć pewien balans w pracy razem. Max potrafił nadal być obiektywny i dać jej kilka dobrych rad, aczkolwiek to niestety często schodziło na dalszy plan kiedy chociaż na chwilę zostawali sami. Wtedy zdecydowanie wolał nacieszyć się tą fizycznością nowej relacji. Pewnie powinien zachowywać się trochę doroślej, ale nigdy z tego nie słynął. Taki już jego urok. Nigdy nie twierdził, że jest idealny ani tym bardziej idealnym partnerem.
Co z resztą chyba coraz lepiej było widać po jej reakcjach. Szybko naprostował to, co rzeczywiście chciał jej powiedzieć, lecz nadal nie wyglądała na przekonaną. To, co miało być po prostu uroczym pokazem zazdrości, do której nie chciała się przyznać stawało się czymś poważniejszym. Uśmiech zdążył już zejść z jego twarzy. Jej zamknięta postawa jasno mówiła, że tak łatwo się z tego wszystkiego nie wywinie.
- Trochę wyolbrzymiasz Bronte, nie próbowała mnie łapać w żadnych nieodpowiednich miejscach. Nie próbowała mnie też całować czy robić cokolwiek, co byłoby zarezerwowane dla Ciebie. - jego ton był stanowczy i nieco karcący.
Zdając sobie z tego sprawę wziął głębszy wdech i spoglądając na nią zaczął jeszcze raz, już o wiele przyjemniejszym tonem.
- Z Ellą nasza relacja zaczęła się od seksu, to prawda. Mówiłem Ci o tym. Ale z czasem staliśmy się czymś, co pewnie można by nazwać przyjaciółmi. Nie mam ich już zbyt wielu z Hollywood, więc staram się nie alienować tych, którzy przy mnie zostali. - wyjaśnił spokojnie opuszczając swoje dłonie z jej ramion dając jej trochę więcej przestrzeni. - Stąd te sporadyczne niewinne całusy w policzek czy wzięcie mnie czasami pod rękę. To nasza norma. Nie pozwalam na to każdej przypadkowej dziewczynie czy nawet dalszej znajomej. - westchnął cicho nie lubiąc takich tematów i mając nadzieję, że tak szybko między nimi nie wypłyną.
- Masz rację, że nie wziąłem pod uwagę tego jak Ty to widzisz. To mój zły nawyk z przeszłości. Przepraszam. - spojrzał jej w oczy i był w tym szczery - Nakreślę jej granice, a o wszystkie inne dziewczyny nie musisz się martwić. Nie daję się macać byle komu. - pozwolił sobie na lekki uśmiech, ale widać było, że był po tej dyskusji przygaszony.
Bronte Rosenthal-Murray
-
karierowiczka z przypadku, która wybiła się na nazwisku faceta, który jej mężem był dosłownie przez kilka sekund; zapowiada pogodę i rozprawia na banalne tematy w lokalnej telewizji śniadaniowej
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nie chciała popełnić tego błędu. Nie chciała postąpić tak, jak postępowało bardzo wielu ludzi, którzy kiedyś znajdowali się na jej miejscu. Mało tego, Bronte, kiedy była jeszcze trochę młodsza (choć i teraz jej się to zdarzało), z zamiłowaniem zaczytywała się we wszystkich tych historiach, które dotyczyły gwiazdorskich romansów. Wydawało się to jeszcze ciekawsze, kiedy dochodziło do konfliktów, a o wszystkim rozpisywała się prasa.
Sama nigdy nie chciała skończyć w tym miejscu. Nie tyle nie chciała uczestniczyć w żadnym skandalu, co zwyczajnie nie chciała dopuścić do sytuacji, w której jakaś miłostka weszłaby jej w drogę i doprowadziła do jej rozproszenia. Kiedy zaczynała otwierać się na Maxa, wydawało jej się, że im to nie grozi. Dogadywali się ze sobą dobrze, a ona czuła, że było to w ł a ś c i w e.
Teraz w jej głowie pobrzmiewał przeogromny mętlik, a przez to jeszcze bardziej się stresowała.
Wykrzywiła usta w bliżej nieokreślonym grymasie. Wiedziała, że porównanie, które przed chwilą mu zaserwowała było nieco wyolbrzymione, ale chciała przekazać mu w ten sposób dość prostą rzecz - nie podobało jej się to, że ktoś przy nim naruszał granice, które zarezerwowane były dla bliskich sobie osób. Fakt, że Maxa i Ellę łączyła wspólna historia niczego nie ułatwiał. Przez to jeszcze łatwiej było jej wyobrazić sobie to, że czegoś od niego oczekiwała.
Jej oczy zwęziły się, kiedy nagle zmienił nastawienie. Nie tego oczekiwała, co zresztą dało się zauważyć po jej wyrazie twarzy. Chwilę później, kiedy ponownie wrócił do ich wspólnej historii, Bronte odetchnęła głośniej, a później mocno zacisnęła szczękę. — Nie każę ci nikogo odsuwać — zaprotestowała natychmiast, czując przy okazji, jak wzbierało w niej zdenerwowanie. Frustrowała ją cała ta sytuacja, ponieważ miała to dziwne wrażenie, że nadal nie do końca się rozumieli.
Uciekła spojrzeniem gdzieś w bok, przez moment obserwując to, co działo się w oddali. Zaplotła za ucho niesforny kosmyk włosów, po czym ponownie spojrzała mu w oczy. Przygryzła nerwowo dolną wargę i jeszcze przez chwilę milczała. — Nie próbuję zgarniać cię tylko dla siebie — wyjaśniła raz jeszcze, w ten sposób chcąc upewnić się, że rzeczywiście ją dobrze zrozumiał, po czym też lekko wzruszyła ramionami. — Ale nie zamierzam też stać obok i udawać, że nie rusza mnie, kiedy ktoś przekracza granice. Nie, jeśli to rzeczywiście ma się udać — dodała, omiatając jego twarz uważnym spojrzeniem. Drugą możliwością było umówienie się, że to, co ich łączyło, nie było na poważnie, a jednak wydawało jej się, że nie była to opcja, którą realnie mogli być zainteresowani.
Max Shepherd
-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkimęskietyp narracjiczas narracjipostaćautor
Widział jak na niego patrzyła kiedy zmienił ton. Nieco wychodziły z niego stare nawyki, chociaż jak na to, co potrafił czasami zaprezentować swojej byłej żonie, tutaj zachowywał się całkiem spokojnie. Nie chciał by zrodziła się z tego większa kłótnia niż tego potrzebowali. Rozumiał to, że jego relacja z Ellą może nie być czymś idealnym dla jego nowej dziewczyny, ale naprawdę nie zrobili nic, co byłoby krzywdzące. Przynajmniej w jego spojrzeniu. Na szczęście był już na innym etapie swojego życia i wiedział, że jego wizja świata nie jest jedyną słuszną. Chociaż tak oczywiście byłoby o wiele prościej.
- Wiem, wiem. Może źle się wyraziłem. - westchnął sfrustrowany samą sytuacją oraz tym, że jego dobór słów zdawał się mieć aż takie znaczenie - Chodziło mi o to, że trochę ciężko mi nie podać powodu i po prostu powiedzieć żeby się już do mnie nie zbliżała. Co nie znaczy, że tego nie zrobię. - zaznaczył jeszcze na koniec by nie było już między nimi więcej niedomówień.
- Nawet gdybyś próbowała nie byłoby to aż takie złe. Jeśli oczywiście mówimy jedynie o partnerkach bo tutaj zdecydowanie chcę i jestem z Tobą na wyłączność. - potwierdził spoglądając na nią już znacznie łagodniej.
Nawet jeśli na siebie nie krzyczeli, do czego był przyzwyczajony, a po prostu trochę się ścinali, ta wymiana argumentów oraz brak zrozumienia z obu stron trochę go zmęczyły. To przypominało mu dlaczego do tej pory się z nikim nie umawiał. Tak było po prostu prościej. Nie był nic nikomu winien, był niezależny. Teraz musiał zwracać większą uwagę na to co mówił i robił. To czy jest to znów dla niego będzie sobie musiał jeszcze przemyśleć.
- I tego właśnie od Ciebie chcę Bronte. Żebyś mi mówiła kiedy coś Ci nie pasuje albo Ci się nie podoba. - spojrzał jej w oczy próbując to przetłumaczyć najlepiej jak potrafił - Tylko chciałbym żebyś robiła to od razu, kiedy to nastąpi zamiast chować to w sobie aż do momentu kiedy wpływa to na nas czy Twoją pracę. Może wtedy możemy się sprzeczać w nieco lepszym miejscu. - pozwolił sobie na delikatny uśmiech jeszcze raz upewniając się, że nikt ich tutaj nie podsłuchuje.
Mieli jeszcze kilka minut zanim przyjdzie im wrócić do programu, a każdy był zajęty swoim stanowiskiem. Wyglądało na to, że na razie są bezpieczni.
Bronte Rosenthal-Murray