Przyjemność z wieczoru, wypowiedziana lekkim tonem, nie bez powodu padła z ust Ethana. Choć pozornie było to proste, niewinne określenie, które miało wybrzmieć jako naturalny odruch dżentelmena, to kryło za sobą więcej, niż chciał to przyznać teraz na głos. Jeśli chodziło o Cherry to wydobywała z niego coś znacznie bardziej niegrzecznego, co nie miało nic wspólnego z typowymi dla niego manierami. Oczami wyobraźni widział, jak czerwony materiał zsuwa się z jej ciała, odkrywając przed nim wszystkie krągłości, które pragnął dogłębnie zbadać tak, jakby robił to pierwszy raz.
—
Mam znów zarekwirować Ci telefon? — uniósł wyżej brew w odpowiedzi na wspomnienie o helikopterze i uśmiechnął się zawadiacko kącikiem ust. Już raz zabrał jej komórkę, zanim wybrali się na dach, nawet nie pytając ją o zgodę. Fakt był taki, że uwielbiał się z nią droczyć. Sprawdzać jej granice, przekonywać się, co byłoby w stanie wywołać w niej ten żar, który tak niesamowicie go nakręcał i który mógłby spożytkować w jeden, konkretny sposób z korzyścią dla ich obojga. Z tym, że musiał wstrzymać się z tym tego wieczoru i dać Cherry to, czego chciała - randkę z prawdziwego zdarzenia. —
Jeszcze chwila – odparł spokojnie, nic nie robiąc sobie z jej potrzeby kontroli. W końcu miała czekać na niespodziankę, prawda? Kiedy jednak przygryzła wargę, spojrzał na nią kilka sekund dłużej, niż powinien. Nie musiała mówić więcej, wystarczył błysk w jej oku, by doskonale rozumiał, o co jej chodziło. —
Zapewniam, że Twoja cierpliwość zostanie wynagrodzona — przyznał nieco niższym tembrem głosu, jeszcze przez chwilę przyglądając się jej uważniej, zanim odwrócił wzrok z powrotem na wodę. Sprawiała, że on sam stawał się coraz bardziej niecierpliwy. A chciał pokazać jej coś jeszcze, zanim w końcu przyciągnie ją do siebie, żeby zasmakować jej warg. Wtedy nie będzie już żadnego odwrotu. Temat brata przyjął więc z ulgą, mogąc skupić się na chwilę na czymś innym, niż usta stojącej przy nim kobiety.
—
Bo był. Najlepszym - odparł, odpowiadając na jej ciepły uśmiech tym samym. Tęsknił za nim. I mógłby się założyć, że w innych okolicznościach ciemnowłosa na pewno by się z nim dogadała. Z tym, że
w innych okolicznościach prawdopodobnie Ethan nigdy by jej nie poznał. Gdyby nie śmierć Sully’ego, młodszy Hartley nie musiałby podporządkowywać się rodzicom i wikłać w intrygę, by zdobyć serce Cherry. Wolał o tym w tym momencie nie myśleć.
Zauważył to. Ten jeden, niewielki krok w jego stronę, w połączeniu z zaintrygowanym spojrzeniem brązowych oczu, mówiły więcej, niż słowa. Ciało Marshall rwało się do niego tak samo bezwiednie, jak jego do niej. Doskonale pamiętał tamtą noc, która sprawiła przyjemność im obojgu. I chciał więcej. Chciał powtórki z rozrywki. Prowokowała go, również za pomocą słów, gdy spytała o jego pragnienia. Niebezpieczny błysk w jej oku utwierdzał go w przekonaniu, że znała tę odpowiedź.
—
Po coś, co mam już w zasięgu ręki, więc to tylko kwestia czasu - oznajmił, spoglądając na nią wymownie z typową dla niego pewnością siebie i zawadiackim uśmiechem. Ostatnio miał tylko jedno pragnienie - małą słodkę Wisienkę. I dziś zamierzał ją zdobyć. —
Jeśli okazji nie ma to trzeba ją sobie stworzyć. Mam dziś zamiar trochę Ci w tym pomóc. — Jej odpowiedź była do przewidzenia, ale i tak zamierzał dać jej okazję do tego, by poczuła choć odrobinę beztroski. Ostatnio potrzebowała chwili oderwania się od trosk bardziej, niż ktokolwiek. A skoro lekarz pozwolił jej na brak ograniczeń, to warto było z tego skorzystać. Na każdy możliwy sposób.
—
Właśnie do niego zmierzamy - odparł po krótkim namyśle na jej pytanie odnośnie ulubionego miejsca na Ziemi. Nie bez powodu zabierał ją na wycieczkę po Ontario, gdzie widok wieżowców Toronto stojących dostojnie nad brzegiem oddalał się wraz z każdą minutą jazdy po wodzie, pozostając gdzieś z tyłu za nimi. Słuchał jej słów w towarzystwie pluskającej wody i dźwięku silnika w zamyśleniu, by po chwili przerwać nastałą na krótko chwilę. —
Czyli lubisz tracić czasem kontrolę? — wysunął wniosek, uśmiechając się do niej nieco łobuzersko. Jedna konkretna myśl mimowolnie zaczęła krążyć mu po głowie - jej, oddającej się mu na blacie w kuchni. Równie dobrze mogłaby wyglądać tu, na jachcie.
Na jej pytanie przez kilka sekund przyglądał się jej badawczo, jakby rozważał, co powinien powiedzieć. To było zdecydowanie zbyt trudne pytanie, na które nie znał konkretnej odpowiedzi.
—
Chciałbym robić wiele rzeczy - przyznał w końcu, a w jego oczach pojawił się błysk, którego nie dało się pomylić z żadnym innym, kiedy w jego głowie pobrzmiewały niewypowiedziane słowa - wiele rzeczy
z nią. —
Praca w Northland Power z pewnością mi to ułatwi - kącik jego ust drgnął ku górze w iście zuchwałym geście, gdy niespiesznie przesunął wzrokiem od stóp przez jej kształtne ciało aż do brązowych oczu, na których zatrzymał się na sekundę, żeby ostatecznie odwrócić wzrok na migoczącą przed nimi przystań. Tym samym zdał sobie sprawę, jak bardzo niebezpiecznie grał. Torturował samego siebie, prowokując ich oboje do czegoś, co tego wieczoru było nieuniknione. —
Ale chyba nie o to pytałaś - stwierdził lekkim tonem. —
Nie mam wielkich planów. Praca, podróże, rodzina. O ile znajdę tę właściwą, z którą mógłbym to wszystko dzielić — przyznał spokojnie, jakby to była oczywista oczywistość. Nie powiedział tylko na głos, że właśnie na
tę jedyną patrzył.
Kiedy podpłynęli do przystani, pomógł Cherry wyjść bezpiecznie na molo, na którym wziął ją za rękę i spacerem poprowadził w kierunku. —
Chyba buty nie będą nam potrzebne — uznał i wskazał dłonią ławeczkę, by usiadła, po czym pochylił się, żeby delikatnie ściągnąć z jej stóp obcasy. Z oddaniem, muskał przy tym jej skórę, spoglądając na nią z lekkim uśmiechem. W tym momencie myślał tylko o tym, by przesunąć dłonią po jej łydce znacznie wyżej, ale z trudem się powstrzymał. —
Tak będzie Ci znacznie wygodniej — wzrokiem wskazał na jej bose stopy, trzymając w ręku szpilki. Po chwili sam pozbył się swoich butów i przerzucił je sobie przez ramię za sznurówki, po czym podał jej swoje wolne ramię, żeby mogła się o nie wesprzeć podczas spaceru przy świetle zachodzącego słońca.
—
Ile zdjęć robisz w trakcie podróży? — zapytał z zaciekawieniem, przerywając chwilę ciszy i zwracając spojrzenie ze złotej poświaty słońca na ciemnowłosą. —
To świetny sposób na zachowanie wspomnień. Ja za to… nagrywam dźwięki - wspominał jej już to podczas kolacji i mimowolnie uśmiechnął się na myśl, że wtedy posądziła go o nagrywanie jęku kobiet podczas aktu cielesnego. -
Zanim przed studiami ruszyłem w swoją pierwszą samotną podróż do Europy, przyszedłem tutaj i nagrałem to miejsce - fale, wiatr, dźwięk ptaków, przepływający z dala prom. Potem słuchałem tego nagrania za każdym razem, kiedy tęskniłem za domem. I zdałem sobie sprawę, że jeden dźwięk potrafi natychmiast przenieść człowieka do konkretnego momentu życia. - To wyjaśniło jego pasję do dźwięków, odkrywając przed Cherry bardziej osobistą część jego. Część, którą chciała poznać. Przystanął i, delikatnie pociągnął ją za dłoń tak, by stanęła naprzeciw niego. —
Zamknij oczy, Cherry - poprosił ją łagodnie, spoglądając na nią pełnymi ciepła zielonymi tęczówkami. —
Posłuchaj i powiedz, co słyszysz — w jego głosie nie słychać było rozkazu, brzmiało to bardziej jako cicha prośba, która miała w sobie jakiś cel. Wystarczyło, że mu zaufa, a to znaczyło dla niego więcej, niż chciałby to przyznać. Właśnie pokazywał jej skrawek swoje świata. Przy tym nie puszczał jej dłoni, wolno muskając jej skórę kciukiem. Przez chwilę pozwolił jej wsłuchać się w otoczenie, ale kiedy badał wzrokiem rysy jej twarzy, miał coraz większą ochotę zbliżyć się do niej bardziej. Niepostrzeżenie zrobił krok w jej stronę tak, że między nimi pozostało kilkanaście centymetrów przestrzeni. Czerwień jej ust stanowczo na niego działała.
Cherry Marshall