-
No i zajebiście, dawno nie oglądałem meczyku - wyrwał się do niej, ale tylko po to, żeby za te
złośliwości ugryź ją gdzieś w ramię.
Niby chciał jej jeszcze nawijać, że przecież był dorosły, prowadził sprawę pod przykrywką od lat, a zresztą to coś zupełnie innego, jeśli chodzi o nią. Tylko, że... no właśnie ona też była policjantką od lat, też dawała sobie radę. To po prostu w ostatnim czasie jakoś tak wszystko zaczęło im się wymykać z rąk, jakby kurwa to, że ten jego chaos wdarł się do jej uporządkowanego świata, robiło rozpierdol. Może tak było, a może porządek robił w tym jego?
Ale kurwa... nie wymieniłby tego na nic innego.
I tego jej prychania też nie, chociaż znowu się do niej pochylił, ale tym razem tylko zajrzał w jej piękne, ciemne oczy.
-
Cariño, no seas injusta -
kochanie, nie bądź niesprawiedliwa, tym razem to on strzelił oczami w sufit -
Madox Noriega nigdy, przed nikim, się tak nie otworzył, jak przed tobą - znowu ciemne tęczówki wbijał w jej oczy -
corazón en la mano -
serce na dłoni, nawet w jej kierunku wyciągnął tą dłoń, ale zaraz już opierał ją gdzieś na jej nodze. Taka była prawda, że wiedziała o nim więcej niż ktokolwiek, przed nią pokazywał jaki był naprawdę, i ile go czasami kosztowało udawanie. Jej pokazywał
dzikie Medellin, które go ukształtowało, i swoje słabości. A to, że czasem nie powiedział jej czegoś do końca... Informacje też trzeba było odpowiednio ważyć, sprzedać w odpowiednim momencie, jak te dzisiejsze.
Nabrał w płuca powietrze na jej kolejne pytanie.
-
No przecież mi nie powiedzą, wiesz co Madox szukamy go, bo coś odpierdolił - tym razem on był złośliwy? Ale on był zawsze, więc to nawet nie było dziwne, on miał tego
diabła pod skórą, taki charakter -
ale wydaje mi się, że Luciano wie coś, czego nie powinien, bo oni chyba chcą go... - już miał powiedzieć, że odjebać, ale Pilar już wyszła ze swoją teorią -
też tak myślę, jakby mnie szukali ludzie Luny, to bym się zaszył... - znowu jego ciemne oczy szukały jej spojrzenia -
tylko ja wziąłbym cię ze sobą - no oczywiście, ale ona była zamieszana w sprawę, siedziała w tym głęboko -
ale ja myślę, że on nie wziął Almy specjalnie - przysunął się do niej, żeby przedstawić jej swoją wizję, chociaż teraz spojrzeniem błądził gdzieś po suficie -
nie mają na tyle hajsu, żeby wiesz, przenieść się na drugi koniec świata - bo akurat Madox i Pilar by mogli, w każdej chwili -
a uciekanie z ciężarną? I jeszcze do tego dzieciak, który musi chodzić do szkoły, nie dali by rady, a Luna też nie jest głupi, nie złapie jej i nie zrobi jej krzywdy, on bardziej działa tak, że ludzie po prostu znikają - tym razem znowu patrzył jej w oczy, a jego wytatuowane palce zacisnęły się na jej skórze mocniej. Dlatego Madox myślał, że Luna dorwał Luciano, gdyby nie rozmawiał z jego ludźmi i nie dowiedział się, że nie, to brałby to pod uwagę, że pomogli mu zniknąć.
Pozostawała kwestia tych pogróżek, które na pewno nie były wysyłane przez ludzi Luny, Noriega nawet myślał przez chwilę, że to może sam Luciano, potrzebował forsy, ale na tyle, na ile go znał, to jak zawsze pomagał bezdomnym, jak umiał się troszczyć o obcych ludzi, to był pewny, że nie grałby w ten sposób na uczuciach żony. To nie było w jego stylu. Zbyt okrutne.
-
Co zamówiłaś? - uniósł jedną brew wbijając spojrzenie w jej telefon, do którego już zaraz sięgał, żeby zobaczyć zdjęcia
tego brzuszka -
o kurwa. Muszę cię w tym zobaczyć - złapał na moment jej spojrzenie -
kiedy przyjdzie? - jeszcze przesunął palcem po wyświetlaczu jej telefonu -
gorzej jak mi się w nim spodobasz - posłał jej zaczepny uśmiech i nawet mrugnął do niej jednym okiem. Już miał wejść w te wiadomości, które mu wysłała, bo nie zdążył nic przeczytać zanim zabrali mu telefon, ale kiedy podsunęła się bliżej, kiedy sięgnęła do jego ręki, to od razu wiedział, że zrobi się poważniej. Gdy ułożyła dłoń na jego policzku, to odwrócił się, żeby ucałować jej środek, tak na zachętę, a jednak kiedy się odezwała, to już jej nie zaczepiał. To tylko pozwolił jej bawić się swoimi pierścieniami, a sam słuchał, z ciemnymi tęczówkami utkwionymi w jej pięknych, dużych oczach.
Valens - nie znał nikogo o tym nazwisku, chociaż przez chwilę nad tym myślał, ale zaraz okazało się, że jednak znał...
Pilar Valens siedziała przed nim. Aż sam nabrał w płuca więcej powietrza, a zaraz wolną ręką sięgnęła do jej policzka. Przecież wiedział ile to dla niej znaczyło. Już nawet miał jej znowu nawijać, może, że to świetnie? Może, że wszystko teraz składa się w całość? Ale zamknął się kiedy kontynuowała, słuchał jej.
Pokręcił głową, bo nie zdążył nic przeczytać, o tym, że pojechali do archiwum też nie. Przez moment zakręcił się na tym, że pojechała z Wyattem do archiwum miejskiego, jego Porsche? Ale zaraz starał się skupić na reszcie informacji, które mu przekazała. Układał je w głowie. Miguel Benitez - brat Luciano, pracownik Northex, zginął w wypadku. Sofia Valens - jego narzeczona... matka Pilar. Zmarszczył brwi na jej kolejne słowa, o tych odszkodowaniach, bo od razu przeszło mu przez myśl, że gdyby rodzina Luciano dostała takie pieniądze, to przecież inaczej by to wszystko wyglądało.
Tylko kiedy kontynuowała okazało się, że oni ich nie dostali, ani Sofia, tylko... -
kurwa Pilar, Patricia Fernandez? P. Fernandez - znowu podniósł na nią spojrzenie, bo to nie mógł być przypadek, że Pati odesłała ich do tej sprawy, a tam nagle P. Fernandez. Chociaż Fernandezów było jak mrówków, od zajebania, ale jednak... Pati zawsze miała pieniądze, chociaż teraz pewnie rozpierdoliła już większość na drogie sukienki i buty. W półświatku krążyły jakieś teorie, że ma to po zmarłym mężu, albo, że to jakaś darowizna od jej kochanka, ale tak naprawdę nikt w to nie wnikał, bo ani jej byłego męża, ani kochanka nikt nigdy nie widział na oczy. To znaczy... dużo miała tych kochanków, przez lata, ale wzbogaciła się wcześniej, zanim jeszcze Madox pojawił się w Toronto.
Wziął od niej telefon i przejrzał te dokumenty, które mu pokazywała, a gdy zatrzymał się na podpisie P. Fernandez, to zaraz wygrzebał się z łóżka. Doskoczył do komody, w której trzymali... a wszystko. Madox tam zgarniał wszystko z szafek, kiedy
sprzątał -
kurwa, gdzie to jest... - przegrzebał tam kilka rzeczy -
takie dokumenty, przyniosłem je tu kiedyś, żeby dopisać tam aneks i... - znalazł, bo już je wyciągał, a zaraz znowu lądował koło Pilar i rozkładał je na materacu, umowę, którą podpisał z Pati. Ona mu ją podpisała. Postukał palcem w ten podpis, a potem zajrzał do tego w jej telefonie -
podobne? - według niego trochę były, co prawda dzieliło je trzydzieści lat, ale miały w sobie coś podobnego -
czekaj... Co ona nam powiedziała? Że Alma to jej kuzynka? Mogła kłamać, a my nigdy nie pytaliśmy o to Almy - stwierdził i znowu podsuwał się do niej bliżej -
ojciec Wyatta… Ojciec Wyatta podpisywał jej dokumenty - powtórzył po Stewart i próbował jakoś łączyć kropki. Ale w tej chwili nie umiał za bardzo tego spiąć. Chociaż... może coś łączyło Pati i starego Wyatta? Ale jaką rolę w tym wszystkim miał Miguel? I dlaczego Pati nie oddała pieniędzy jego rodzinie?
Bo była podłą suką na przykład.
corazon en la mano por ti pilar valens ₊˚⊹ᰔ