Uważając swój pomysł za całkiem niezły – i najwyraźniej nie nauczywszy się jeszcze, że jego ocena własnych pomysłów zwykle bywała mocno nieobiektywna i równie mocno nietrafna… – faktycznie gotów był w kolejnej chwili podejść do rodziny, przy której stała
potencjalnie ich walizka. Może i miałoby skończyć się to ostatecznie szarpaniem się o bagaż, interwencją odpowiednich służb i zamieszaniem znacznie większym niż wymagałaby tego zaginiona walizka, ale… przynajmniej wciąż byłoby to
jakieś działanie. Być może nawet nieco bardziej efektywne – a z pewnością
efektowne – niż dalsze gapienie się na taśmę w nadziei, że zguba w jakiś sposób się na niej zmaterializuje.
Prawdopodobnie same słowa Elsy nie mogłyby wystarczyć, żeby ten
całkiem niezły pomysł wybić mu z głowy, jednak szarpnięcie za rękę było już nieco trudniejsze do zignorowania. Podobnie zresztą jak wbijające się w jego skórę paznokcie, choć najwyraźniej nawet to nie przeszkodziło mu w niecierpliwym wywróceniem oczami, mogącym dość jasno sugerować, że nie sądził, by konieczne było zwracanie uwagi na tak nieistotne szczegóły jak choćby niewłaściwy kolor szwów…
–
Może tylko wydają się czarne… – mruknął, mimo wszystko rzucając jeszcze niechętnym spojrzeniem w stronę tej nieszczęsnej walizki i chyba nawet we własnej ocenie musząc zgodzić się z tym, że to raczej nie była kwestia oświetlenia i ewentualnego przekłamania kolorów. Najwyraźniej pozostawało więc to
rozsądne – nudne – rozwiązanie, zakładające zaangażowanie wspomnianego przez nią Biura.
I chociaż przez moment prawdopodobnie trudno byłoby oprzeć się wrażeniu, że mógłby mieć coś do powiedzenia na temat jej chodzenia w samej bieliźnie przez najbliższe trzy tygodnie – a sądząc po malującym się na jego twarzy wyrazie, raczej nie miałyby to być słowa protestu… przy założeniu, że w takim wypadku musiałaby jednak odpuścić sobie udział w pokazach – widocznie w porę musiało do niego dotrzeć, że w obliczu całej tej
katastrofy, może jednak lepiej było sobie odpuścić. Albo przynajmniej odłożyć tę uwagę na nieco
później. Na przykład na moment, gdy mogliby już odstać swoje w tej absurdalnie długiej kolejce i – co wydawało się wyjątkowo mało prawdopodobne – odzyskać wreszcie tę zaginioną walizkę…
Całe szczęście zresztą, że Elsa postanowiła zostawić go w tej kolejce tylko na kilka minut. Bo przecież nawet tyle wystarczyło, by zdążył się śmiertelnie znudzić i przynajmniej parokrotnie zastanowić, czy mimo wszystko nie lepiej byłoby jednak poszukać tej rodziny z
podobnym bagażem. Albo przynajmniej samej Elsy. Najlepiej jeszcze przed tym, jak i ona miałaby na dobre zgubić się gdzieś na lotnisku. Albo zrobić
cokolwiek, co mogłoby być zajęciem ciekawszym od bezczynnego stania w tej idiotycznej kolejce, która ewidentnie nie poruszyła się ani odrobinę od momentu, gdy do niej dotarli…
–
Może chociaż odstraszyłoby to przynajmniej kilka osób… W sensie… niekoniecznie w wersji z umieraniem, to akurat możesz sobie odpuścić – zdążył zareagować na jej słowa, zanim również musiał odwrócić się w kierunku osoby, która właśnie nie tylko porównała ją do bajkowej królewny, ale w dodatku całkiem trafnie dopasowała imię. Jak się okazywało – niekoniecznie przez czysty przypadek…
Mimowolnie skrzywił się za nią, zauważając z jakim impetem jej kolana spotkały się z posadzką. Bardzo prawdopodobne, że skutki tego uderzenia miała odczuć nieco później, gdy emocje nieco już opadną. A tymczasem… najwyraźniej potrzebował krótkiej chwili, by w pełni uzmysłowić sobie, co tu się właściwie wydarzyło. A także – co może nawet istotniejsze – że w związku z takim obrotem spraw, wcale nie musieli już tkwić w tej nieszczęsnej kolejce i użerać się za następnych parę godzin z tutejszymi pracownikami, by spróbować odzyskać swój bagaż. Albo przynajmniej dowiedzieć się, gdzie ten mógłby się aktualnie znajdować. Walizka była bowiem bezsprzecznie
ich, co potwierdzał nie tylko właściwy kolor szwów, ale także bezcenna dla Elsy własność…
–
Taki mam zamiar… – odpowiedział bez większego namysłu, dopiero po dłuższej chwili przenosząc spojrzenie na kobietę, która bezsprzecznie uratowała ten nie najlepszy początek wyjazdu. –
I… dziękujemy.
Nie zamierzając raczej wdawać się w dłuższe dyskusje z nieznajomą – nawet jeśli rzeczywiście mieli za co być jej wdzięczni – zdecydowanie wolał wraz z Elsą jak najszybciej ewakuować się poza budynek lotniska i jak najdalej od tej cholernej kolejki, która przez cały ten czas wciąż nie poruszyła się ani trochę. Jeśli nie liczyć kilku kolejnych osób, które zdążyły zająć miejsce za nimi…
–
Myślisz, że możesz zacząć wozić te nożyczki w bagażu podręcznym? Może wrócimy do Toronto bez ani jednej walizki, skoro mamy do zaliczenia jeszcze kilka lotnisk, ale przynajmniej odpuścimy sobie podobne akcje… – zagadnął, kiedy już udało im się wyjść poza budynek i kiedy jedynym zmartwieniem mogłoby okazać się odnalezienie kierowcy. Choć to chyba nie powinno być już zbytnio skomplikowane. A gdyby nawet… próba dotarcia do właściwego hotelu
na własną rękę mogła przynajmniej okazać się o wiele ciekawsza niż walka o zaginioną walizkę… I tyle najwyraźniej wystarczyło, by Dante mógł stosunkowo szybko odzyskać całkiem dobry humor – o czym zresztą dość jasno mogła świadczyć żartobliwa nuta wybrzmiewająca w jego słowach, a także beztroski uśmiech, który jakiś czas temu zdążył wrócić na swoje miejsce.
Elsa Eriksen