– Bardzo przepraszam, pani Picklepants, ale nie mam pani na liście. Pan Wyatt jest dziś bardzo zajęty… – sekretarka urwała, a Brittany oczami wyobraźni widziała ją po drugiej stronie słuchawki – pochyloną nad monitorem, nerwowo klikającą myszką, próbującą odnaleźć nazwisko, które przecież nigdy nie miało się tam znaleźć.
– Proszę przekazać, że dzwoniłam. Teraz. Będzie wiedział, o kogo chodzi – odparła chłodno i zamilkła na moment. – I lepiej dla niego, żeby oddzwonił. – Chyba że ma ochotę wysłuchiwać, jak senior Wyatt tłumaczy mu, dlaczego zignorował jego prośbę o spotkanie z siostrą. W interesach, rzecz jasna.
Oczywiście nie przedstawiła się własnym nazwiskiem. Penny Picklepants. Nazwisko tak absurdalne, że jeszcze wiele lat temu oboje parsknęliby śmiechem. Wymyślali ich dziesiątki. Im bardziej niedorzeczne, tym lepiej. Był to jeden z niewielu luksusów, jakie dawało dzieciństwo spędzone pod ciężarem nazwiska Wyatt. Mogli przez chwilę być kimś innym. Kimś, od kogo niczego nie oczekiwano.
Teraz jednak nie chodziło o żarty.
Chodziło o ostrożność. O kontrolę. O to, by nikt nie wiedział, że wróciła.
Przez ostatni tydzień funkcjonowała niemal jak duch. Zameldowana w hotelu, przemykająca między spotkaniami, unikająca miejsc, które mogły przywołać wspomnienia. W mieście, które kiedyś znała lepiej niż własne odbicie w lustrze.
Ale sekrety miały to do siebie, że w świecie biznesu żyły wyjątkowo krótko. Telefon od ojca przyszedł poprzedniego wieczoru, kilka minut po północy. Z Europy. Z drugiego końca świata. Z miejsca, które przez lata skutecznie zastępowało mu rodzinę.
Najpierw zapytał, jak się czuje – jakby go to interesowało. Potem przeszedł do interesów.
Jak zawsze. Northex Industries. Surowce. Przetarg. Liczby. Argumenty. Oczekiwania. Słowa, które przez lata skutecznie zastępowały mu interakcje z dziećmi. A Brittany siedziała wtedy na brzegu hotelowego łóżka, patrząc przez okno na światła miasta i zastanawiając się, czy można jednocześnie kochać rodzinę i mieć ochotę udusić każdego jej członka.
Bo była wściekła. Na ojca. Na Galena. Na całe pieprzone Northex Industries. Na wszystko, co wydarzyło się dziesięć lat temu. I na to, że po dziesięciu latach nadal bolało niemal tak samo.
Mimo to zgodziła się na spotkanie. Nie dla ojca. Nie dla Galena. Dla projektu. Dla liczb, które nie miały sentymentów. Dla odpowiedzialności, którą sama na siebie wzięła.
Dlatego zadzwoniła do firmy. Dlatego podała fałszywe nazwisko. I dlatego dokładnie dwadzieścia minut później ekran telefonu rozświetlił się wiadomością z prywatnego numeru.
Jednym zdaniem. Bez zbędnych uprzejmości. Jakby minęło nie dziesięć lat, a dziesięć godzin.
Zdobycie stolika w tej restauracji graniczyło z cudem. Przynajmniej dla większości ludzi. Nazwisko Wyatt od lat skutecznie omijało podobne przeszkody. Brittany niemal się uśmiechnęła, kiedy hostessę poinformowano, że rezerwacja została dokonana na nazwisko jej brata. Jeszcze zabawniejsze było to, że oficjalnie nadal figurowała jako Penny Picklepants.
Kelner poprowadził ją przez salę. Dźwięki rozmów mieszały się z cichą muzyką, stukotem szkła i srebrnych sztućców. A potem go zobaczyła.
Siedział przy stoliku pod oknem. Dziesięć lat. Dziesięć pieprzonych lat. To wystarczająco dużo czasu, by człowiek się zmienił. I jednocześnie za mało, by przestać rozpoznawać własną rodzinę. Dostrzegła pierwsze srebrne nitki przy skroniach, ostrzejsze rysy twarzy, zmęczenie zapisane gdzieś głęboko wokół oczu. Ślady życia, którego nie oglądała. Historii, w których nie uczestniczyła. Lat, które minęły bez niej.
Zatrzymała się przy stoliku. Powoli odrzuciła ciemne włosy za plecy. Przez chwilę po prostu patrzyła, jakby próbowała odnaleźć w nim chłopaka, którego kiedyś znała.
Jakby próbowała sprawdzić, czy jeszcze istnieje.
– Witaj, Galenie – jej głos zabrzmiał spokojniej, niż się spodziewała. – Dawno się nie widzieliśmy. – To było najłagodniejsze określenie dekady milczenia, jakie przyszło jej do głowy.
Jej zielone oczy przesunęły się po jego twarzy. Dziesięć lat pozostawiało ślady na każdym. Na nim również. Tylko nie potrafiła jeszcze zdecydować, czy bardziej tęskniła za człowiekiem, którego pamiętała... czy za relacją, którą oboje zdążyli pogrzebać.
Galen L. Wyatt