ODPOWIEDZ
33 y/o
For good luck!
170 cm
dyrektorka operacyjna Ironcrest Development
Awatar użytkownika
Sarkazm traktuje jak język ojczysty, a kontrolę jak formę przetrwania. Kobieta sukcesu zbyt uparta, by się złamać, i zbyt dumna, by przyznać, że zaczyna pękać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowy
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I


– Bardzo przepraszam, pani Picklepants, ale nie mam pani na liście. Pan Wyatt jest dziś bardzo zajęty… – sekretarka urwała, a Brittany oczami wyobraźni widziała ją po drugiej stronie słuchawki – pochyloną nad monitorem, nerwowo klikającą myszką, próbującą odnaleźć nazwisko, które przecież nigdy nie miało się tam znaleźć.
– Proszę przekazać, że dzwoniłam. Teraz. Będzie wiedział, o kogo chodzi – odparła chłodno i zamilkła na moment. – I lepiej dla niego, żeby oddzwonił. – Chyba że ma ochotę wysłuchiwać, jak senior Wyatt tłumaczy mu, dlaczego zignorował jego prośbę o spotkanie z siostrą. W interesach, rzecz jasna.
Oczywiście nie przedstawiła się własnym nazwiskiem. Penny Picklepants. Nazwisko tak absurdalne, że jeszcze wiele lat temu oboje parsknęliby śmiechem. Wymyślali ich dziesiątki. Im bardziej niedorzeczne, tym lepiej. Był to jeden z niewielu luksusów, jakie dawało dzieciństwo spędzone pod ciężarem nazwiska Wyatt. Mogli przez chwilę być kimś innym. Kimś, od kogo niczego nie oczekiwano.
Teraz jednak nie chodziło o żarty.
Chodziło o ostrożność. O kontrolę. O to, by nikt nie wiedział, że wróciła.
Przez ostatni tydzień funkcjonowała niemal jak duch. Zameldowana w hotelu, przemykająca między spotkaniami, unikająca miejsc, które mogły przywołać wspomnienia. W mieście, które kiedyś znała lepiej niż własne odbicie w lustrze.
Ale sekrety miały to do siebie, że w świecie biznesu żyły wyjątkowo krótko. Telefon od ojca przyszedł poprzedniego wieczoru, kilka minut po północy. Z Europy. Z drugiego końca świata. Z miejsca, które przez lata skutecznie zastępowało mu rodzinę.
Najpierw zapytał, jak się czuje – jakby go to interesowało. Potem przeszedł do interesów.
Jak zawsze. Northex Industries. Surowce. Przetarg. Liczby. Argumenty. Oczekiwania. Słowa, które przez lata skutecznie zastępowały mu interakcje z dziećmi. A Brittany siedziała wtedy na brzegu hotelowego łóżka, patrząc przez okno na światła miasta i zastanawiając się, czy można jednocześnie kochać rodzinę i mieć ochotę udusić każdego jej członka.
Bo była wściekła. Na ojca. Na Galena. Na całe pieprzone Northex Industries. Na wszystko, co wydarzyło się dziesięć lat temu. I na to, że po dziesięciu latach nadal bolało niemal tak samo.
Mimo to zgodziła się na spotkanie. Nie dla ojca. Nie dla Galena. Dla projektu. Dla liczb, które nie miały sentymentów. Dla odpowiedzialności, którą sama na siebie wzięła.
Dlatego zadzwoniła do firmy. Dlatego podała fałszywe nazwisko. I dlatego dokładnie dwadzieścia minut później ekran telefonu rozświetlił się wiadomością z prywatnego numeru.
Jednym zdaniem. Bez zbędnych uprzejmości. Jakby minęło nie dziesięć lat, a dziesięć godzin.

Zdobycie stolika w tej restauracji graniczyło z cudem. Przynajmniej dla większości ludzi. Nazwisko Wyatt od lat skutecznie omijało podobne przeszkody. Brittany niemal się uśmiechnęła, kiedy hostessę poinformowano, że rezerwacja została dokonana na nazwisko jej brata. Jeszcze zabawniejsze było to, że oficjalnie nadal figurowała jako Penny Picklepants.
Kelner poprowadził ją przez salę. Dźwięki rozmów mieszały się z cichą muzyką, stukotem szkła i srebrnych sztućców. A potem go zobaczyła.
Siedział przy stoliku pod oknem. Dziesięć lat. Dziesięć pieprzonych lat. To wystarczająco dużo czasu, by człowiek się zmienił. I jednocześnie za mało, by przestać rozpoznawać własną rodzinę. Dostrzegła pierwsze srebrne nitki przy skroniach, ostrzejsze rysy twarzy, zmęczenie zapisane gdzieś głęboko wokół oczu. Ślady życia, którego nie oglądała. Historii, w których nie uczestniczyła. Lat, które minęły bez niej.
Zatrzymała się przy stoliku. Powoli odrzuciła ciemne włosy za plecy. Przez chwilę po prostu patrzyła, jakby próbowała odnaleźć w nim chłopaka, którego kiedyś znała.
Jakby próbowała sprawdzić, czy jeszcze istnieje.
– Witaj, Galenie – jej głos zabrzmiał spokojniej, niż się spodziewała. – Dawno się nie widzieliśmy. – To było najłagodniejsze określenie dekady milczenia, jakie przyszło jej do głowy.
Jej zielone oczy przesunęły się po jego twarzy. Dziesięć lat pozostawiało ślady na każdym. Na nim również. Tylko nie potrafiła jeszcze zdecydować, czy bardziej tęskniła za człowiekiem, którego pamiętała... czy za relacją, którą oboje zdążyli pogrzebać.

Galen L. Wyatt
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
femme fatale
odpisów raz na miesiąc, faworyzowania wybranych wątków przy jednoczesnym olewaniu innych graczy i wątków, czytania w myślach postaci, zbyt poważnego traktowania fabuły i wiecznego problemu z oddzieleniem postaci od autora
34 y/o
GOLDEN BOY
182 cm
Prezes z przypadku, skandalista z wyboru | Northex Industries
Awatar użytkownika
Oficjalnie - prezes Northexu, nieoficjalnie - człowiek, który potrafi zamówić kawę w czterech językach, ale nie pamięta hasła do służbowej poczty.
Mówią, że wszystko mu się udaje. Ale nikt nie widzi, ile razy prawie nie spadł z własnego piedestału.
Żył szybko, kochał mocno, wydawało mu się, że jest niezniszczalny, że jest królem świata, do momentu, kiedy serce tego nie wytrzymało...
Teraz stara się je poskładać.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimki
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

074.
No matter how long they stayed apart,
Brittany would always know the boy Galen used to be.
Życie Galena Wyatta zawsze było... intensywne. Nie pełne zrywów, nie kierowane sercem, nie spontaniczne. Ale ułożone tak, że każda godzina w jego grafiku była napięta. Od tych, które o poranku spędzał na dbaniu o siebie, bo po zawale musiał... bardziej o siebie zadbać. Na siłowni, z porządnym śniadaniem i medytacją, zanim się zacznie. Przez te, które spędzał w biurze, na konferencjach, wideo rozmowach, we własnym gabinecie, albo poza nim, na eleganckich lunchach z inwestorami. Po te wieczorowe, kiedy mógł na moment zwolnić, żeby zbrakowane serce obarczone genetyczną chorobą, którą odziedziczył po matce, odpoczęło.

Dzisiaj nie miał tego luksusu.
Dzisiaj jego serce zabiło mocniej, gdy tylko usłyszał to nazwisko. Penny Picklepants, pytał sekretarkę trzy razy, czy na pewno dobrze zanotowała. Potem przez pół godziny sprawdzał media społecznościowe starając się cokolwiek dowiedzieć na ten temat, czy to możliwe, że jego siostra była w Toronto?
Na próżno, nie obnosiła się z tym. Akurat pod tym względem to Galen zawsze lubił się wyróżniać, rzucać w oczy. Być na świeczniku, ze swoimi skandalami małymi i dużymi, które przecież nie raz mogły by pogrążyć jego firmę.
Firmę ojca, na którą dziesięć lat temu Penny ostrzyła sobie pazurki.
A dostał ją on. Prezesura została mu rzucona przez ojca jako koło ratunkowe, które miało go wyciągnąć z największego dołka w życiu. Które miało sprawić, że on odnajdzie w życiu, które w tamtym momencie wydawało mu się beznadziejne, do tego stopnia, że chciał je sobie odebrać, sens. Znalazł go w Northexie. Sprawdzał się na stanowisku, ale co z tego, kiedy przypłacił to relacją z siostrą?
Było warto?
Było. Bo Wyattowie nigdy nie umieli w relacje międzyludzkie. Nie było w tym nic dziwnego, kiedy w ich domu najważniejszy zawsze był pieniądz, który gniótł, miażdżył, niszczył w zarodku, wszelkie uczucia. Nie znali pojęcie matczynej miłości. Jedyne co mieli... to siebie.
A później ciemność. Kiedy szklane drzwi zamknęły się z hukiem za Brittany, a Galen odbierał coraz to nowsze gratulacje. Przyjaciele ojca klepali go po ramieniu ze słowami zasłużyłeś. Nie zasłużył, ale przyjmował to z uśmiechem. A Bree…
To ona powinna być na jego miejscu. Galen o tym wiedział. A jednak postanowił to pogrzebać. Siostrzano-braterską miłość, jedyne szczere i prawdziwe uczucie w domu Wyattów, wraz ze złotą tabliczką, która zawisła na szklanych drzwiach, CEO Northex Industries - z jego imieniem i nazwiskiem.
I teraz on z tym swoim nazwiskiem, które otwiera wszystkie drzwi w Toronto, siedział sobie przy stoliku w George Restaurant. Grzebał w telefonie czekając na nią.
A kiedy stanęła obok, to trochę nazbyt gwałtownie poderwał się z miejsca, poprawił odruchowo marynarkę i swoją nieskazitelną koszulę, bo przecież Galen musiał się prezentować nienagannie.
- Bree… Czy powinienem powiedzieć Penny? - uniósł jedną brew - cześć - przywitał ją mniej oficjalnie, bo chociaż to było spotkanie służbowe, to wciąż była jego siostra. Niebieskie tęczówki zatrzymały się na jej twarzy, a po tej jego przeszedł jakiś dziwny cień - delikatnie powiedziane - rzucił, ale zaraz mimo tej dziwnej, napiętej atmosfery między nimi, odsuwał jej krzesło, a kiedy usiadła, sam zajął to na przeciwko - nie wiedziałem, że jesteś w Toronto - właściwie co w tym dziwnego? Skoro nie wiedział co się u niej działo przez ostatnie dziesięć lat. Ale liczył chyba na to, że jednak kiedy zawita do miasta, to się... do niego odezwie?
Głupio liczył, bo pewnie gdyby nie te sprawy służbowe, które stawiały ich dzisiaj na swojej drodze, to by się nigdy nie wydarzyło, ale Galen jednak spróbował.
- Co u ciebie słychać Bree? - zagadał, jakby nie dzieliło ich aż tyle lat rozłąki. Jakby mogła mu streścić te dziesięć lat w kilku zdaniach, ale jeśli o niego chodzi... on mógł tutaj siedzieć nawet do rana i słuchać jej historii, gdyby tylko chciała z nim rozmawiać. Ale nie był pewny czy chciała. Nie umiał tego wyczytać z jej zielonego spojrzenia, które kiedyś było mu tak bliskie, jedyna osoba, która w domu Wyattów darzyła go jakimiś uczuciami, to była jego siostra.
A teraz... między nimi przepaść.

Brittany Wyatt
zgrozo
stania w miejscu; nudnego, miłego życia; postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „George Restaurant”