-
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Przygryzła dolną wargę, starając się jakoś uspokoić wewnętrznie, w dalszym ciągu patrząc w jakiś punkt, byleby tylko na niego nie spojrzeć, zanim nie poprosił, żeby to zrobiła. Nie chciała, nie mogła… nie potrafiła… ale chociaż tyle była mu winna, prawda? Ostatkami jakichkolwiek sił, gdy złapał ją za podbródek, zamknęła na moment oczy, jakby bała się, że jeżeli naprawdę, z tak bliska spojrzy mu w oczy, to zmieni zdanie. Złapała głębszy oddech, otwierając je powoli, by zakotwiczyć się w jego spojrzeniu.
W momencie, gdy nazwał ją kochaniem, poczuła, jak cała trzęsie się od środka. Pomimo tego, co mu mówiła, on wciąż był skłonny postawić na jej szczęście zamiast swojego. W dalszym ciągu stawiał ją na piedestale, byleby tylko sprawić, żeby się uśmiechała i czuła dobrze, kompletnie zapominając o sobie. Czuła, jak obraz powoli się zamazuje, orientując się, że to były łzy, które znowu walczyły o to, by wydostać się na powierzchnię. Nie wiedziała, jak to wszystko skomentować. Czuła się cholernie skonfliktowana uczuciowo. Zależało jej na nim, ale w dalszym ciągu miała w sobie to dziwne uczucie, przez które nie wiedziała, co powinna zrobić. - Dobrze, Lexie… - wyrzuciła tylko z siebie, bo co miała powiedzieć? Rozkleić się w jego ramionach tylko po to, żeby wycofać wszystko, co właśnie powiedziała? Musiała kierować się sercem i rozumem, a w tym samym momencie, pomimo nostalgii i uczuć, którymi go darzyła, musiała postawić na swój komfort psychiczny i własne dobro. Musiała zrozumieć, czego tak naprawdę od życia chciała. A wydawało jej się, że odżyje dopiero wtedy, gdy będzie sama.
Może się myliła, nie było to do końca wiadome, jednak wiedziała, że nie dowie się tego, dopóki nie spróbuje. Ostatkami sił odsunęła się od niego. - Mhm, nie będę ci przeszkadzała - rzuciła, zanim go wyminęła i skierowała się do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi, podeszła do umywalki i odkręciła zimną wodę, by móc ochłodzić się po całym tym stresie. Podniosła głowę, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Przekrwione oczy, blada twarz. W tamtym momencie wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć. Za drzwiami słyszała tylko, jak się poruszał... To naprawdę był moment, w którym się rozstali. Może jeszcze nie na papierze, ale fizycznie. Czuła ulgę, ale i strach. Bo może była to rzecz, która przyniesie jej najwięcej szczęścia. A może taka, która nie przyniesie niczego poza żalem i czymś, czego nie będzie w stanie sobie nigdy wybaczyć.
lexie
-
right one, wrong timenieobecnośćniewątki 18+takzaimkimów mi ładnietyp narracjitrzecia osobaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym razem, zamiast jej grozić, próbował sięgać po nią drobnymi gestami. Dostrzec chociażby cień zawahania, uchylone drzwi w które mógłby wepchnąć dłoń, nawet gdyby miał przy tym złamać palce.
Brzydził się sobą.
Gotując się na małym ogniu nienawiści wobec własnej żałosności, zacisnął szczękę, zabierając się za usuwanie śladów swojego życia z jej mieszkania. Ubrań, ładowarek, sprzętów, kilku książek które ze sobą przytaszczył, wszelkich erotycznych zabawek, których w gruncie rzeczy nawet nie przetestowali, a które wydawały mu się w tym konkretnym momencie zabawnie ironiczne. Bo co innego miał do zaoferowania, oprócz własnego ciała, otwarcia na nowe zabawy i szerokiego doświadczenia? Właściwie nic. Nie miał nawet na tamten moment pracy, gdyby wrócił do nałogów i znów był zabawny, śmieszny i generalnie świetnym towarzystwem, łatwo mógłby przeholować. Nie miał bladego pojęcia kim był, co miał ze sobą zrobić i czy w gruncie rzeczy może powinien się zaprzyjaźnić ze starszymi paniami w kościele, dołączyć do jakiegoś kółka gospodyń domowych czy innego dziergania..
Marszczył brwi do własnych myśli, przekopując się przez swoje szuflady, raz po raz dziękując Alexisowi z przeszłości, że nie zapakował całego pokoju z mieszkania Cath, kiedy się przeprowadzał. Bez problemu da radę zapakować wszystkie swoje graty i nie zawracać jej głowy powrotami po zapomniane pierdoły... Jedyne co zostawił za sobą, to te pierścionki, które mu oddała, a które należały do niej. Nie chciał ich. Nawet, jeśli rzeczywiście miała pójść po rozum do głowy i dojść do wniosku, że będzie szczęśliwsza bez niego; te pierścionki należały do niej i mogła z nimi zrobić co chciała. Jego obrączka nigdzie się nie wybierała.. Właściwie musiał do testamentu dopisać, by ściągnęli jego sentymentalną biżuterię zanim go spalą po śmierci i wrzucili je później do urny z prochami. Może gdyby miał własne dzieciaki, zostawiłby im tą kwestię do obgadania między sobą, ale.. No, właśnie, ale. Jego rodzina miała się nigdy nie wydarzyć.
Szukał w swojej głowie celu, chociażby krótkotrwałego, który mógłby popchnąć go do przodu i przez drzwi wejściowe, a jedyne co przychodziło do głowy, to oddanie długu wobec rodzinnej restauracji. Długu, który zaciągnął, by się ożenić, o ironio.
Im szybciej wyjdzie z mieszkania, tym szybciej da Vicie przestrzeń, by mogła odkryć jak wiele mogła bez niego.
Musiałby być skończonym egoistą, by jej tego odmówić, prawda?
A jednak, ukradł kilka dodatkowych minut podwójnie sprawdzając, czy zabrał wszystko co do niego należało. Godził się przy tym z własnymi myślami, podejmując przy tym własne mniejsze i większe decyzje. Skupić się na spłaceniu długu, spędzić czas sięgając do ludzi, których w swoim życiu skrzywdził, wyrównać co się dało, a potem.. A potem zobaczyć, czy był kimś, czy jednak w swojej pijackiej desperacji miał rację i nadawał się tylko do piachu.
If I'm nothing without you, maybe I shouldn't be here at all.
If my worth is dictated by your love, maybe I'm a waste of space.
Koniec.