26 y/o
Indulge in local cuisine
173 cm
Barmanka, The Painted Lady
Awatar użytkownika
Come bite the apple and I'll coil 'round your heart.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wchodzi się w związek bez przyczyny, prawda? Nie wchodzi się również w związek tylko dlatego, że nagle stwierdza się, że życie jest za krótkie, co nie? W tym przypadku Vita zdecydowanie kierowała się sercem. Czymś, co jej matka zawsze starała się wybić jej z głowy. Vita, musisz używać mózgu, bo inaczej skończysz jak ja! Wylądowałam ze złym mężczyzną! Tylko te słowa słyszała w głowie przez ostatnie dwa miesiące. Słowa, które dosłownie wygrawerowały się w tej części jej mózgu, która odpowiadała za traumę. Wiedziała, że będzie musiała jakoś się z tego wyleczyć… bo jeżeli dalej będzie tak żyć, to nigdy nie będzie gotowa nawet na namiastkę szczęścia, którą ktoś mógłby jej dać. Tak jak Lexie starał się to robić przez ostatnie tygodnie...

Przygryzła dolną wargę, starając się jakoś uspokoić wewnętrznie, w dalszym ciągu patrząc w jakiś punkt, byleby tylko na niego nie spojrzeć, zanim nie poprosił, żeby to zrobiła. Nie chciała, nie mogła… nie potrafiła… ale chociaż tyle była mu winna, prawda? Ostatkami jakichkolwiek sił, gdy złapał ją za podbródek, zamknęła na moment oczy, jakby bała się, że jeżeli naprawdę, z tak bliska spojrzy mu w oczy, to zmieni zdanie. Złapała głębszy oddech, otwierając je powoli, by zakotwiczyć się w jego spojrzeniu.

W momencie, gdy nazwał ją kochaniem, poczuła, jak cała trzęsie się od środka. Pomimo tego, co mu mówiła, on wciąż był skłonny postawić na jej szczęście zamiast swojego. W dalszym ciągu stawiał ją na piedestale, byleby tylko sprawić, żeby się uśmiechała i czuła dobrze, kompletnie zapominając o sobie. Czuła, jak obraz powoli się zamazuje, orientując się, że to były łzy, które znowu walczyły o to, by wydostać się na powierzchnię. Nie wiedziała, jak to wszystko skomentować. Czuła się cholernie skonfliktowana uczuciowo. Zależało jej na nim, ale w dalszym ciągu miała w sobie to dziwne uczucie, przez które nie wiedziała, co powinna zrobić. - Dobrze, Lexie… - wyrzuciła tylko z siebie, bo co miała powiedzieć? Rozkleić się w jego ramionach tylko po to, żeby wycofać wszystko, co właśnie powiedziała? Musiała kierować się sercem i rozumem, a w tym samym momencie, pomimo nostalgii i uczuć, którymi go darzyła, musiała postawić na swój komfort psychiczny i własne dobro. Musiała zrozumieć, czego tak naprawdę od życia chciała. A wydawało jej się, że odżyje dopiero wtedy, gdy będzie sama.

Może się myliła, nie było to do końca wiadome, jednak wiedziała, że nie dowie się tego, dopóki nie spróbuje. Ostatkami sił odsunęła się od niego. - Mhm, nie będę ci przeszkadzała - rzuciła, zanim go wyminęła i skierowała się do łazienki. Zamknęła za sobą drzwi, podeszła do umywalki i odkręciła zimną wodę, by móc ochłodzić się po całym tym stresie. Podniosła głowę, spoglądając na swoje odbicie w lustrze. Przekrwione oczy, blada twarz. W tamtym momencie wyglądała, jakby zaraz miała zemdleć. Za drzwiami słyszała tylko, jak się poruszał... To naprawdę był moment, w którym się rozstali. Może jeszcze nie na papierze, ale fizycznie. Czuła ulgę, ale i strach. Bo może była to rzecz, która przyniesie jej najwięcej szczęścia. A może taka, która nie przyniesie niczego poza żalem i czymś, czego nie będzie w stanie sobie nigdy wybaczyć.

lexie
26 y/o
Mark your calendar for Canada Day
175 cm
pomoc kuchenna Messini Authentic Gyros
Awatar użytkownika
right one, wrong time
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkimów mi ładnie
typ narracjitrzecia osoba
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Związek kończył się w momencie, w którym jedna ze stron, zamiast "naprawmy to, bo nie działa", mówiła "to koniec". Nie był tak do końca pewny, czy usłyszał to w jakimś filmie, przeczytał w książce czy może sam sobie wymyślił, po milionach stron romansideł i poezji, które w swoim życiu przeczytał, ale głęboko w to wierzył, nie ważne skąd mu się wzięło. Odwlekał nieuniknione. Nie chciała z nim być, podjęła tą decyzję w swojej głowie i nie ważne jak długo będą w tej separacji, nic się w tej kwestii nie zmieni. Tak samo jak w jego kwestii miało się nie zmienić; kochał. A kiedy kochał, nic nie mogło zmienić jego zdania, chociaż przykład miał jedynie ze swoją rodziną. Vita była pierwszą i jedyną osobą poza tą małą komórką Bennettów, która wkradła się do jego życia, wbiła głęboko w serce, nie pozostawiając żadnej opcji usunięcia, bez wyrywania cząstki siebie. Kilka miesięcy temu, kiedy wciąż nawalony po kilkudniowym cugu łapał się najbardziej żałosnych, manipulacyjnych taktyk pokazał jej dokładnie kim był, prawda? Niczym bez niej. Oddał jej siebie w całości i bez żadnych ubezpieczeniowych polis, a istnienie znów w samotności w ogóle nie było opcją; nic się nie zmieniło. Pod pierzyną spokoju, którą się otulał, siedziała nadal ta sama zimna kalkulacja, ta sama zaborcza natura, binarne równanie, w którym bez niej nie istniał i.. Sam się sobą brzydził. Nie dziwił się Vicie, że nie chciała mieć z nim niczego wspólnego. Kuł żelazo póki było gorące, po swoim powrocie z odwyku zagrał na jej świeżych emocjach i zaciągnął do Vegas, by szybko podpisać papiery; ha! I jeszcze miał czelność bronić się przed myślą, że był cholernie toksycznym śmieciem! Wyraźnie mistrzostwo manipulacji mu się ulało i sam siebie przekonał do własnych złudzeń.
Tym razem, zamiast jej grozić, próbował sięgać po nią drobnymi gestami. Dostrzec chociażby cień zawahania, uchylone drzwi w które mógłby wepchnąć dłoń, nawet gdyby miał przy tym złamać palce.
Brzydził się sobą.

Gotując się na małym ogniu nienawiści wobec własnej żałosności, zacisnął szczękę, zabierając się za usuwanie śladów swojego życia z jej mieszkania. Ubrań, ładowarek, sprzętów, kilku książek które ze sobą przytaszczył, wszelkich erotycznych zabawek, których w gruncie rzeczy nawet nie przetestowali, a które wydawały mu się w tym konkretnym momencie zabawnie ironiczne. Bo co innego miał do zaoferowania, oprócz własnego ciała, otwarcia na nowe zabawy i szerokiego doświadczenia? Właściwie nic. Nie miał nawet na tamten moment pracy, gdyby wrócił do nałogów i znów był zabawny, śmieszny i generalnie świetnym towarzystwem, łatwo mógłby przeholować. Nie miał bladego pojęcia kim był, co miał ze sobą zrobić i czy w gruncie rzeczy może powinien się zaprzyjaźnić ze starszymi paniami w kościele, dołączyć do jakiegoś kółka gospodyń domowych czy innego dziergania..
Marszczył brwi do własnych myśli, przekopując się przez swoje szuflady, raz po raz dziękując Alexisowi z przeszłości, że nie zapakował całego pokoju z mieszkania Cath, kiedy się przeprowadzał. Bez problemu da radę zapakować wszystkie swoje graty i nie zawracać jej głowy powrotami po zapomniane pierdoły... Jedyne co zostawił za sobą, to te pierścionki, które mu oddała, a które należały do niej. Nie chciał ich. Nawet, jeśli rzeczywiście miała pójść po rozum do głowy i dojść do wniosku, że będzie szczęśliwsza bez niego; te pierścionki należały do niej i mogła z nimi zrobić co chciała. Jego obrączka nigdzie się nie wybierała.. Właściwie musiał do testamentu dopisać, by ściągnęli jego sentymentalną biżuterię zanim go spalą po śmierci i wrzucili je później do urny z prochami. Może gdyby miał własne dzieciaki, zostawiłby im tą kwestię do obgadania między sobą, ale.. No, właśnie, ale. Jego rodzina miała się nigdy nie wydarzyć.
Szukał w swojej głowie celu, chociażby krótkotrwałego, który mógłby popchnąć go do przodu i przez drzwi wejściowe, a jedyne co przychodziło do głowy, to oddanie długu wobec rodzinnej restauracji. Długu, który zaciągnął, by się ożenić, o ironio.

Im szybciej wyjdzie z mieszkania, tym szybciej da Vicie przestrzeń, by mogła odkryć jak wiele mogła bez niego.
Musiałby być skończonym egoistą, by jej tego odmówić, prawda?
A jednak, ukradł kilka dodatkowych minut podwójnie sprawdzając, czy zabrał wszystko co do niego należało. Godził się przy tym z własnymi myślami, podejmując przy tym własne mniejsze i większe decyzje. Skupić się na spłaceniu długu, spędzić czas sięgając do ludzi, których w swoim życiu skrzywdził, wyrównać co się dało, a potem.. A potem zobaczyć, czy był kimś, czy jednak w swojej pijackiej desperacji miał rację i nadawał się tylko do piachu.

If I'm nothing without you, maybe I shouldn't be here at all.
If my worth is dictated by your love, maybe I'm a waste of space.


Koniec.
LemonSpice
none
ODPOWIEDZ

Wróć do „#13”