46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

„Haczyk jest taki, że musisz być grzeczny”.
Helena wyzwalała w nim instynkty niegodne elokwentnego pana adwokata, nie było ku temu wątpliwości. Ale ta cięta wymiana zdań chyba nawet zaczynała mu się podobać… Mógł przestać ją ciągnąć, mógł przewrócić się na drugi bok i wreszcie iść spać.
Nie zrobił tego.
Jestem grzeczny — stwierdził, obserwując jak kręciła się po swojej stronie. Widział, że czuła się niekomfortowo. On sam nie do końca czuł się z tym dobrze – z tą dzielącą jedno łóżko bliskością, która między nimi nie powinna mieć miejsca. Nawet jeśli w gruncie rzeczy nie było to nic nadzwyczajnego. — A ty wyobrażasz sobie coś znacznie innego niż atakowanie mojej wątroby — dodał pewnym tonem, znowu uśmiechając się kącikiem ust. — Gdyby tak nie było, nie kręciłabyś się po łóżku jak opętana. Po prostu się połóż. Nic ci przecież nie zrobię — mruknął. Dla niego to było niedorzeczne, pomyśleć choć, że mógłby.
Przez chwilę nic nie mówił, przymknął powieki. I wtedy powiedział:
Chyba że mam cię przytulić. No wiesz, to podobno najlepszy sposób na naturalne ogrzanie organizmu podczas mrozów.
Zaśmiał się głośno, na powrót otwierając oczy. Mina Peregrine była bezcenna, a on oczywiście nie mówił poważnie.
„Skoro jesteś taki żonaty, to dlaczego Georgina z tobą nie mieszka?”.
Na jego własnej twarzy w kilka sekund pojawiła się powaga. Miała rację, nie musiał na to odpowiadać. Zmiana tematu była potrzebna, a jednak sprawiła, że o pytaniu Heleny nie mógł zapomnieć. Powinien odpowiedzieć na zarzuty skończonej siedemdziesiątki, tak byłoby najprościej, a zamiast tego po dłuższej ciszy wrócił do tego, co zawisło w powietrzu.
Pani hakerka dotarła do mojego nowego adresu, ale do informacji, że jesteśmy w separacji, już nie?
Głos Percivala był niejednoznaczny – suchy, a zarazem obojętny.
Wcale nie było mu to obojętne. Uwierało gorzej niż szorstka kołdra, którą byli przykryci.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Mierzy go oceniającym spojrzeniem. — Muszę przyznać, że wyjątkowo jesteś — stwierdza z nutą zaskoczenia w głosie. I nie mówi o tym, że Gardner niczego nie próbuje. Odkąd zawarli współpracę, czasami nawet przestawała czuć głęboką potrzebę, by zetrzeć mu uśmieszek z ust. — I lepiej niech tak zostanie — dodaje.

Przekręca się znowu i zamiera w połowie manewru, gdy Percival wytyka jej wiercenie się.
Wiem — mówi, lekko przewracając oczami. — Rozumiem to logicznie, po prostu... — Po prostu obecność drugiej osoby podczas zasypiania, nawet zaufanej, już bardzo długo nie była dla niej czymś do końca intuicyjnym – raczej była czymś, do czego Helena musiała się przyzwyczajać. Dla niej niczym nadzwyczajnym jest to, że wiecznie musi o coś walczyć, że regularnie odwraca się przez ramię i zawsze jest świadoma najszybszej drogi ucieczki z każdego pomieszczenia. — Nieważne — wycofuje się po chwili milczenia, bo nie ma pomysłu, jak nonszalancko ująć w słowa fakt, że strach stale gości w jej życiu.
Zmusza się, by odwrócić się na prawy bok. — A ty naprawdę jesteś święcie przekonany, że wszystko kręci się dookoła ciebie, co? — pyta w ramach odwrócenia uwagi. Tym razem jest jej niewygodnie dlatego, że nie ma dokąd uciec spojrzeniem. Zaciska lekko palce na poduszce.

"Chyba że mam cię przytulić".
Zaskoczenie na jej twarzy powoli zmienia się niemal w oburzenie. Parska. — Pewnie, Percy. Czemu nie? — kwestionuje prowokacyjnie; ironia zawisa gdzieś w ostatnim tonie. — Na szczęśnie nie ma mrozów — dodaje. Niewiele brakuje, a Helena trzęsie się lekko pod kołdrą nawet przykryta po samą szyję, ale mrozów nie ma. Próbuje ułożyć się w pozycji embrionalnej, ale natrafia kolanem na udo Gardnera, więc prostuje się z cichym "sorry" i znów zmusza się do pozostania w bezruchu.

Przedłużająca się cisza sprawia, że Peregrine zaczyna spodziewać się jakiegoś wybuchu. Podświadomie spłyca oddechy, jakby starała się zniknąć, w napięciu czekając, aż Percival w końcu coś powie. A gdy ten w końcu to robi, przez chwilę milczy, bo spodziewała się czegoś innego.
Pani hakerka dotarła do tej informacji, bo dotarła do twojego nowego adresu — mówi w końcu; niby się z nim wciąż drażni, ale w jej tonie brakuje zwyczajnej zaciętości. — Dlatego spytałam dlaczego, a nie czy.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Obserwowanie jej przypominało mu trochę wiercącą się na kanapie Leylę, która nie mogła wybrać odpowiedniej pozycji do piątej z rzędu drzemki. Z czasem zaczynała też wybierać miejsce w łóżku, tuż przy Percym, który nie miał z tym problemu. Nie był co prawda przyzwyczajony do wszechobecnej sierści, ale do obecności kogoś obok już tak. Po wyprowadzce miał problemy z zasypianiem. Spanie w pojedynkę mógł kojarzyć z delegacjami, a jak na złość kojarzyło mu się z czymś, do czego przyzwyczajać się nie chciał. Dziwnie było czuć, że Gigi nie spała z nim. Przywykł tylko do nowego, wygodnego łóżka.
Po prostu wiecznie śpisz sama — dokończył, nie wnikając za bardzo czy właśnie o to chodziło. — A ja wiem, że świat kręci się wokół mnie. — Gdy to powiedział, na usta Gardnera wypłynął zadowolony uśmieszek.
„Na szczęście nie ma mrozów”.
Rozbawienie nie zeszło z jego twarzy, kiedy poczuł na swoim udzie kolano Heleny. Jedynie ciało Percivala mimowolnie drgnęło na ten niespodziewany dotyk.
Zresztą, nie dotknąłbym cię nawet jeśli byś prosiła — dodał zaraz, nie spuszczając z niej wzroku. Zauważył, że się trzęsie, przy okazji karcąc w myślach, bo przeczyły temu, co właśnie mówił. Przytuliłby ją. Zrobiłby to, gdyby miała tam zamarznąć. Wbrew temu jak go postrzegała i jak sam w jej obecności się przedstawiał – bo sprawiało mu ogromną frajdę wychodzić przy niej na dupka – Gardner miał w sobie więcej z prawdziwego dżentelmena niż mogłaby przypuszczać. — Jeszcze oskarżyłabyś mnie o molestowanie. To by było całkiem wygodne, prawda? Ogarnąć wspólnie sprawę, wrócić do Toronto i spróbować zniszczyć mi wizerunek. — Rozbawienie zastąpił delikatny grymas.
Znów przymknął powieki, nieznacznie marszcząc brwi. Chociaż taka wizja była mało prawdopodobna, nadal jej nie ufał.
A mój nowy adres to tylko kwestia czasu — ciągnął mrukliwym tonem. Nie brzmiał przekonująco, ale jego uparty umysł nie dopuszczał wizji rozwodu.
Przesunął dłonią pod swoją poduszką, układając ją w wygodniejszej pozycji. Drugą zrzucił z siebie kołdrę, w stronę Heleny.
Weź sobie tą pościel, nie zasnę przy takim trzęsieniu ziemi — stwierdził z przekąsem. — Rano wyjeżdżamy.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

"Po prostu wiecznie śpisz sama".
Nie ma sensu zaprzeczać – potwierdzenie Helena ma odmalowane na twarzy. Słowa wiecznie i sama lecą prosto pod jej gardę; zaskakują ją. Wzrusza ramionami, trochę jakby od niechcenia, chociaż i tak czuje się niemal przyłapana. Zatrzymuje wzrok niby gdzieś nad ramieniem Percivala. — Często – mówi, jakby próbowała licytować się z tym "wiecznie", bo brzmi przerażająco nieodwracalnie. Nie ma zamiaru wdawać się jednak w szczegóły. Za chwilę krzywy uśmieszek wraca na jej twarz. — A świat wie? — Unosi lekko brew i wraca spojrzeniem do Percy'ego. Przesuwa nim lekko sennie po jego twarzy. Mimo zaczepki, coś innego wciąż chodzi jej po głowie.

"Nie dotknąłbym cię nawet jeśli byś prosiła".
Tak, wiem, nie jestem w twoim typie, nie jesteś masochistą i tak dalej — mruczy z lekkim znudzeniem. — Powtarzasz to tak, żeby samego siebie przekonać, hm? — droczy się, a zaraz ponownie wywraca oczami – a może po prostu powieki zaczynają jej opadać. Kręci głową z pewnym niedowierzaniem wypisanym na twarzy. Najwyraźniej nie tylko on miał stronę, której Peregrine jeszcze nigdy nie doświadczyła. — Naprawdę myślisz, że byłabym tak lekkomyślna, żeby akurat ciebie ciągać po sądach? — pyta. Czegokolwiek by o nim dotąd nie myślała, nigdy nie miała wątpliwości, że w sądzie nie jest osobą, którą chciałoby się mieć przeciwko sobie. Helena zdawała sobie z tego sprawę doskonale, bo już nie raz męczył ją jako świadka. Lekko kąśliwy uśmieszek jej się wymyka; to co powiedziała, zabrzmiało chyba zbyt blisko komplementu. — Zresztą w przypadku niszczenia sobie wizerunku radzisz sobie doskonale sam — dorzuca dla balansu.

Widzi ten jego grymas; to chyba on wywołuje w niej chęć, żeby przypomnieć mu coś jeszcze. — Mówiłam ci, jak wszystko dobrze pójdzie, to najprawdopodobniej nigdy mnie już nie zobaczysz. — I wtedy też nie była pewna, czy to okaże się prawdziwe; na pewno stawało się coraz bardziej prawdopodobne. Wtedy rzuciła tak w ramach negocjacji, ale odkąd powiedziała to na głos, zdała sobie sprawę, że skoro Tony wyjechał w swoją własną podróż, praca była ostatnią rzeczą trzymającą Helenę w Toronto. Imperatyw drogi chyba tylko czekał na wycieczką dalszą niż do Whitby, by się w niej obudzić. Przez godziny spędzone w samochodzie zdążyła dojść do wniosku, że jeśli faktycznie zostanie zwolniona przez maczanie palców w tej sprawie, być może wyjazd nie byłby złym wyborem.

Powodzenia z tym — mówi – i mówi to bez złośliwości. Może bez przekonania wobec tej "kwestii czasu" – bo słyszy nutę upartości, do której zdążył ją przyzwyczaić – ale, wbrew temu, jakie miał o niej najwyraźniej zdanie, już nie życzy mu źle.

Mruga kilka razy, wpatrując się badawczo w Gardnera, gdy ten przerzuca na nią swój przydział kołdry. Jakby znowu podejrzewała go, że coś knuje – chociaż tym razem podejrzewa, że za uszczypliwością czai się kolejny zupełnie szczery gest.
Nie-mo-żli-we.
Nie porusza się; tak jak wcześniej nie mogła znaleźć sobie miejsca, tak teraz ma ochotę położyć się na plecach, a jednak nie potrafi się do tego skłonić. Więc leży tak – plecami do wyjścia.
Masz zatyczki do uszu? — pyta. Ziewnięcie. Trzęsienie ustaje. — Mogą ci się przydać.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Świat nie ma nic do gadania — sprostował na koniec, chcąc odwrócić swoje myśli od mimowolnego zastanawiania się nad tym, jak często Peregrine spała sama. A jeśli nie sama, to z kim…

Absurd.
Zadowolony uśmieszek Gardnera zamienił się w lekko rozbawiony wyraz – czy ona właśnie prawiła mu komplement? Oczywiście, że znał swoją wartość. Wiedział, że na sali sądowej był niemalże nie do pokonania, przynajmniej w ponad dziewięćdziesięciu procentach przypadków… a jednak usłyszeć coś takiego z ust Heleny Peregrine było dziwnie satysfakcjonujące.
„Mówiłam ci, jak wszystko dobrze pójdzie, to najprawdopodobniej nigdy mnie już nie zobaczysz”.
Jakoś ci nie wierzę — mruknął w odpowiedzi.
Na życzenie mu powodzenia, szczerze czy nie, nawet nie zareagował. Ostatnią rzeczą, na którą miał wówczas ochotę, była rozmowa o jego rozpadającym się małżeństwie.
I to z nią.
W dodatku we wspólnym, niewielkim łóżku.

Pożałował swojej decyzji przez krótką, naprawdę króciutką chwilę, bowiem widok skulonej pod cienką kołdrą Heleny był nie do zignorowania. Nawet jemu zrobiło się jej żal. Tak zwyczajnie, po ludzku – tak jak by się po nim nie spodziewała.
Zacisnął mocniej palce pod poduszką, starając się powstrzymać własne drżenie ciała. Przymknął oczy, ale na słowa Peregrine znów je otworzył.
„Masz zatyczki do uszu? Mogą ci się przydać”.
Nie no błagam… — zabrzmiał, jakby miał się za moment załamać. Albo już się załamał. — Nie mów, że chrapiesz? — To była jego pierwsza myśl. — Nawet ja nie chrapię… Jezu. — Westchnął głośno, ściągając brwi.
Wbił w nią swoje zmęczone, a zarazem zgorszone spojrzenie, zastanawiając się, jak bardzo mogło być źle. Nie pomyślał o niczym innym. Zatyczki momentalnie skojarzyły mu się z chrapaniem.
Jeśli chrapiesz, jest szansa, że to ja będę chciał cię udusić poduszką — dodał.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

No to chyba zapomniałeś go poinformować — ciągnie kpiąco. Mogłaby już uciąć ten temat, ale przecież od samego początku ich znajomości nie potrafiła oprzeć się ripoście. Powody chyba jednak w tym momencie są inne, niż wcześniej. Helena aż marszczy lekko brwi, gdy zdaje sobie sprawę, że od jakiegoś czasu...

całkiem dobrze się bawi w jego towarzystwie.
N i e d o p o m y ś l e n i a.

Nie wie, jak dużo czasu minęło, odkąd wyszła spod prysznica, chociaż do tamtego momentu skrupulatnie liczyła każdą minutę. Równie dobrze mogło to być piętnaście minut, jak i półtorej godziny.
Zauważa to z rezerwą; musi przypomnieć sobie w myślach, że to ten sam człowiek, którego spotykała w sądzie przy najparszywszych sprawach.
Nie chciałaby się przecież zapomnieć.

Jego deklaracja na szczęście wyrywa ją z tej myśli.
"Jakoś ci nie wierzę".
A to czemu? — pyta, unosząc brew. Wtóruje jej kpiący uśmiech, bo przecież kto jak nie Gardner byłby w stanie zakwestionować jej własne plany na przyszłość.

Zaraz przełyka ślinę. — Tak, chrapię — kłamie bez mrugnięcia okiem. Woli zostać wykpiona, niż przyznać, że mamrocze przez sen i budzi się z krzykiem, jeśli może tego uniknąć. Tę istną panikę ze strony Percivala uznaje za negatywną odpowiedź na zadane pytanie, więc odwraca się, siada i wychyla w stronę plecaka. Z otwartej kieszeni wyciąga opakowane w plastik jednorazowe zatyczki do uszu, którymi rzuca mu między oczy. Prawie trafia, bo odbijają się od jego skroni. Przy okazji dostrzega to drżenie, które Percival wyraźnie próbuje ukryć. — Możesz próbować. Zwłaszcza że wtedy może nawet nie poszłabym siedzieć, gdybym jednak planowała udusić ciebie — stwierdza nonszalancko, posyłając mu zaczepny uśmieszek – tak w ramach zmiany tematu.

Układając się na plecach, odrzuca połowę kołdry z powrotem w stronę Gardnera. Co prawda posiadanie dodatkowego okrycia uświadomiło jej, że nie ma szans zagrzać się w ten sposób, ale nie mogłaby spać z myślą, że teraz to on marznie. Niby sam by był sobie to winien – po pierwsze nalegając na postój w tym dołującym miejscu, a po drugie wybierając oddanie jej tego ciepła własnym kosztem. Zupełnie kretyński wybór.
Rycerz od siedmiu boleści.
Ja też nie zasnę przy takim trzęsieniu ziemi — mówi kategorycznie, zanim Gardner zdążył otworzyć usta. — Może jednak też potrzebujesz się przytulić, księżniczko? — Sama nie słyszy, co powiedziała – to "też" wpada ukradkiem do jej wypowiedzi, gdy Helena jest zbyt zajęta kalkulacją. Bo coraz bardziej jasne staje się, że to naprawdę najlogiczniejsze wyjście z tej sytuacji, inaczej któreś z nich zawsze będzie zmarznięte. Nie przyjmuje jednak tego wniosku na chłodno. I na pewno nie powiedziałaby tego na głos...
gdyby lepiej zastanawiała się nad tym, co mówi.

Percival Gardner
rzuciłam sobie czy trafi mu miedzy oczy xdd
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Powiódł wzrokiem po twarzy Heleny. Z uniesionym kącikiem ust i przymrużonymi oczami już-już otwierał usta, by odpowiedzieć na kpiące stwierdzenie, którym wyraźnie dawała mu do zrozumienia, że jego „świat nie ma nic do gadania” wcale nie zamykało tematu. Mogliby tak ciągnąć tę wymianę w nieskończoność, aż do świtu, który nieubłaganie zbliżał się za oknem. Ale…
Skupiony na słownej potyczce zdążył zapomnieć, że jeszcze pół godziny temu zamierzał położyć się do tego niewygodnego łóżka i po prostu spróbować zasnąć. Sam przecież oznajmił przed chwilą, że wyjeżdżają z samego rana. Potrzebował snu, choćby kilku krótkich godzin, a jednak brnął w tę krnąbrną pogawędkę coraz dalej. Czyżby i on zaczynał się dobrze bawić?

Też coś…
Zamknął usta, nie odpowiedział. Niepokorny, nawet jeśli nie robił tego świadomie, rzadko rezygnował z ostatniego słowa. Zresztą trochę żartował, a trochę faktycznie wierzył, że był pępkiem świata.
„A to czemu?”.
Słysząc jej pytanie westchnął krótko i na chwilę zamknął oczy, mamrocząc:
Bo jesteś jak upierdliwy problem, który pojawia się wszędzie tam, gdzie ja jestem. — Otworzył oczy. — Przypadek?
Miałby tak zwyczajnie uwierzyć, że nigdy więcej jej nie zobaczy? Jakoś nie potrafił. Była jak problem, którego szybko się nie pozbędzie.

Może to zmęczenie, a może Helena Peregrine naprawdę potrafiła przekonująco kłamać. Znowu wyrzucił z siebie mrukliwe „jezu”, akurat gdy w jego stronę poleciało opakowanie. Skrzywił się wyraźnie, gdy uderzyło go w skroń. Złapał je i odrzucił do niej, mówiąc:
Zabieraj to, nie śpię w zatyczkach. — Nie chciał tego rozwijać, ale nie potrafił zasnąć, gdy słyszał dźwięki dochodzące z własnego ciała. — Kołdrę też — dodał, odrzucając i cienki materiał pościeli. — Księżniczka sobie poradzi. — Zerknął na nią z miną typu nieznoszącą sprzeciwu. — Przykryj się. I śpij.
Po raz kolejny zamknął oczy, mocniej przyciskając poduszkę do policzka. Rozbudził się na tyle, że jak na złość, gdy tylko przymykał powieki, od razu chciał otwierać je z powrotem.
I czyja to była wina?

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
33 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
165 cm
hakerka oraz informatyczka dla Toronto Police Service
Awatar użytkownika
Running with bulls
Working my miracles
Holding my world together with a boot string
Living the dream
Benzos and gasoline
Coffee and blue light screens till the morning
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkijakiekolwiek
typ narracji3os.
czas narracjiteraźniejszy
postać
autor

Czeka z uniesionymi brwiami na to, co ma do powiedzenia Percy, a gdy riposta nie nadchodzi... czuje lekkie ukłucie zawodu. Jeszcze niedawno triumfowałaby fakt, że zachował jakikolwiek komentarz dla siebie, ale teraz...

Nie, to z pewnością byłaby lekka przesada, gdyby pragnęła, by Gardner nie porzucał ich słownej potyczki.
Nigdy. "Bo jesteś jak upierdliwy problem".
Helena perska i zmęczonym gestem odgarnia grzywkę z twarzy.
Może jestem twoją karmą — stwierdza z pewnym znużeniem, spoglądając na Gardnera przelotnie, ale czujnie. — Udowodnienie niewinności Parkowi raczej nie wyrówna twoich rachunków, ale może wystarczy, żeby się mnie pozbyć. — Mówi to tak, jakby i dla niej było to zagadką, jakby faktycznie była tylko narzędziem w rękach losu. Wzrusza nawet ramionami, jakby wszystko było możliwe.
W rzeczywistości raczej nie wierzy w rzadną siłę wyższą, a już zwłaszcza w taką, która specjalnie wiecznie krzyżuje ich ścieżki i ma w tym jakiś cel.

Wzdycha cierpiętniczo, gdy opakowanie z zatyczkami i kołdra lądują po jej stronie łóżka. Chwyta plastik i rzuca nim gdzieś w kierunku swojego plecaka; kołdrę zostawia. Trafiła kosa na kamień; im bardziej on upiera się, żeby zagarnęła okrycie dla siebie, tym mniejszą Helena ma na to ochotę. Tak samo jak wcale nie ma ochoty spać przez to, jakiego tonu użył Percival. I tak zresztą nie zaśnie; jest zmęczona i śpiąca, ale z doświadczenia wie, że to jeszcze za mało, by znużył ją sen.

Odwraca się tyłem do niego i zwija w pozycję embrionalną, owijając ramię wokół poduszki.
Dobranoc, Percy — mówi, lekko odchylając głowę w jego stronę. I faktycznie zamyka oczy; myśli natychmiast zaczynają kotłować się w jej głowie.

Na chwilę zapada cisza; za oknem słychać pęd przemierzających autostradę ciężarówek, gdzieś zatrzaskują się drzwi.
Czyli jesteś tym typem, dla którego przyjecie pomocy to ujma na honorze, huh? — mówi. To ma sens; nic dziwnego, że tak długo zajęło jej wydarcie z jego ust jednego głupiego "proszę". Powstrzymuje prychnięcie tylko dlatego, że sama nie jest dużo lepsza. — Mam nadzieję, że przez to twoje radzenie sobie nie będziesz nas wiózł półprzytomny.

Percival Gardner
echo
to tylko forum jbc
46 y/o
NARRATORSKI PIESEK
182 cm
adwokat/partner w kancelarii Philips and Gardner LLP
Awatar użytkownika
i'm six feet under, like i'm buried alive
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjigłównie przeszły
postać
autor

Moją karmą! — parsknął głośniej niż ona, z niedowierzaniem kręcąc głową trzymaną na poduszce. Było w tym ziarnko prawdy, ale Percy… — Pierdolisz głupoty, Peregrine — …to Percy. Był przekonany, że niemal wszystkie swoje decyzje podejmował słusznie. Nawet jeśli w oczach innych wyglądały zupełnie inaczej, lubił wierzyć, że działał zgodnie z samym sobą.
Prawie zazgrzytał zębami, obserwując, jak Helena zostawia kołdrę tam, gdzie ją odrzucił.
No jak z dzieckiem — powiedział.
Na jej „dobranoc, Percy” nawet nie mruknął, choć musiał się powstrzymywać, by nie dorzucić czegoś od siebie. Doprawdy mogli tak do świtu.
Dobranoc… też coś.
Początkowa cisza była zwodnicza. Pomyślał, że może faktycznie Helena spróbuje teraz zasnąć – i nawet zrezygnował z kolejnego odbicia piłeczki albo narzucenia na nią tej pościeli… ale niepotrzebnie. Odezwała się ponownie.
„Czyli jesteś tym typem, dla którego przyjęcie pomocy to ujma na honorze, huh?”.
Kurwa… — syknął, unosząc się na ramieniu. Narzucił część zostawionej kołdry na jej ciało. — Śpij — wycedził, z powrotem kładąc twarz na poduszce. — I daj mi spać. — Westchnął cicho.
Przez krótką chwilę nic nie mówił. Zamknął oczy.
A może ty po prostu chcesz się do mnie przytulić? O to chodzi? — Nie wytrzymał, znowu otwierając powieki. Wbił wzrok w jej plecy. — Wystarczy powiedzieć, nie ma się czego wstydzić — dodał z nutką ironii w głosie.
Czasami zapominał, że wybrał się w podróż daleko za Toronto z osobą, o której najczęściej myślał tak: udusiłbym, gdybym tylko mógł. Cóż, móc mógł, ale czuł, że Helena Peregrine nawet gdzieś w zaświatach miałaby tę cholerną satysfakcję, że dzięki niej spierdolił sobie życie. I że dostało mu się za swoje. Za wszystko. Cokolwiek miałoby to oznaczać.
„Mam nadzieję, że przez to twoje radzenie sobie nie będziesz nas wiózł półprzytomny”.
Nie będę, jeśli się w końcu zamkniesz — odparł tym samym ironicznym tonem, co wcześniej.

helena peregrine
she
nie lubię postów tworzonych przez AI; jednostronnej inicjatywy; brania wszystkiego zbyt personalnie i nieodróżniania postaci od gracza
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”