Helena wyzwalała w nim instynkty niegodne elokwentnego pana adwokata, nie było ku temu wątpliwości. Ale ta cięta wymiana zdań chyba nawet zaczynała mu się podobać… Mógł przestać ją ciągnąć, mógł przewrócić się na drugi bok i wreszcie iść spać.
Nie zrobił tego.
— Jestem grzeczny — stwierdził, obserwując jak kręciła się po swojej stronie. Widział, że czuła się niekomfortowo. On sam nie do końca czuł się z tym dobrze – z tą dzielącą jedno łóżko bliskością, która między nimi nie powinna mieć miejsca. Nawet jeśli w gruncie rzeczy nie było to nic nadzwyczajnego. — A ty wyobrażasz sobie coś znacznie innego niż atakowanie mojej wątroby — dodał pewnym tonem, znowu uśmiechając się kącikiem ust. — Gdyby tak nie było, nie kręciłabyś się po łóżku jak opętana. Po prostu się połóż. Nic ci przecież nie zrobię — mruknął. Dla niego to było niedorzeczne, pomyśleć choć, że mógłby.
Przez chwilę nic nie mówił, przymknął powieki. I wtedy powiedział:
— Chyba że mam cię przytulić. No wiesz, to podobno najlepszy sposób na naturalne ogrzanie organizmu podczas mrozów.
Zaśmiał się głośno, na powrót otwierając oczy. Mina Peregrine była bezcenna, a on oczywiście nie mówił poważnie.
„Skoro jesteś taki żonaty, to dlaczego Georgina z tobą nie mieszka?”.
Na jego własnej twarzy w kilka sekund pojawiła się powaga. Miała rację, nie musiał na to odpowiadać. Zmiana tematu była potrzebna, a jednak sprawiła, że o pytaniu Heleny nie mógł zapomnieć. Powinien odpowiedzieć na zarzuty skończonej siedemdziesiątki, tak byłoby najprościej, a zamiast tego po dłuższej ciszy wrócił do tego, co zawisło w powietrzu.
— Pani hakerka dotarła do mojego nowego adresu, ale do informacji, że jesteśmy w separacji, już nie?
Głos Percivala był niejednoznaczny – suchy, a zarazem obojętny.
Wcale nie było mu to obojętne. Uwierało gorzej niż szorstka kołdra, którą byli przykryci.