24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Uśmiechnęła się na myśl o rozbieraniu faceta z garnituru — Jamie miała rację. To mogło być emocjonujące doświadczenie, dopóki rozbierany mężczyzna był kimś, kogo naprawdę chciało się rozbierać. Jeśli sama wybrałaby sobie faceta, byłoby to dużo przyjemniejsze, ale jeśli tym facetem byłby ktoś wybrany przez matkę, to chyba by tak nie działało. Zwłaszcza, że ludzie rzadko rozbierali się nawzajem bez powodu.
— Tak, to jest fajne... A jeszcze fajniej jak mruczą i mówią, żeby ich więcej dotykać — pokręciła głową, przeczesując palcami długie włosy. Naprawdę lubiła to w facetach. Trochę ją to kręciło, to domaganie się dotyku — chyba po prostu lubiła mieć kontrolę nad każdą strefą w życiu, co miało najwidoczniej odbicie również w tej seksualnej. Nieszczególnie jej to przeszkadzało.
— Będziemy pracować, serio — obiecała po otworzeniu wina i rozlania go do szklanych naczyń. Wróciła na poprzednie miejsce, podając drugą lampkę w dłonie Jamie.
Skoro miały za sobą oficjalne rozpoczęcie, pozostało tylko zachęcić Jamie do opowiedzenia o tym mężczyźnie, który zajmował jej myśli. Wolała, żeby Jamie powiedziała pierwsza, co ją trapi, bo Shereen potrzebowała chwili, żeby ogarnąć, o czym w ogóle chciała powiedzieć. W ostatnim czasie jej myśli przypominały poplątany zlepek emocji, zarówno złych, jak i dobrych. I nie bardzo wiedziała, od czego powinna zacząć. Najgorsze było to, że wszystko, co przychodziło jej do głowy, zaczynało się od imienia byłego chłopaka — zupełnie jakby Oliver wyrył się na stałe w jej życiu jak trudno do usunięcia tatuaż. A wolała, żeby tak nie było. Popijając spokojnie wino, słuchała słów przyjaciółki. Szczere zainteresowanie wymalowane na jej twarzy było jednoznaczne. Zapamiętywała słowa Jamie, przetrawiając je w głowie. Ten facet, o którym mówiła, zdaniem Winfield powinien się w końcu określić, bo trwanie w relacji opartej na niepewności rzadko kiedy niosło za sobą pozytywne skutki. Spojrzała na przyjaciółkę nieco zmartwiona. Była ostatnią osobą, a przynajmniej jedną z ostatnich, która miała prawo do oceniania Jamie. Shereen sama nie była święta, a potrzeby miał każdy i powinno się z nimi żyć w zgodzie — niezależnie od tego, czy był to seks, czy może potrzeba kupienia biletu na koncert ulubionego zespołu.
— Wiesz, Jamie. Wiem z doświadczenia, że relacje, które nie są... — zawahała się, wykonując dłonią ruch przypominający okrąg zakreślony w powietrzu. — Stabilne, szybko się rozpadają. Nieważne jak dobrze byś się nie czuła w jego towarzystwie i niezależnie od tego, jak nieziemski mielibyście seks, w pewnym momencie zabraknie poczucia bezpieczeństwa. Zwłaszcza, że typ już od początku daje sprzeczne sygnały. Chyba czułabym się zmęczona, a ty jak się czujesz? — zrozumiałaby, gdyby dla Jamie ten mężczyzna był kimś, kogo mogła nawet kochać. Próbowała przedstawić jej tę gorszą stronę medalu. Wbrew pozorom kobiety dążyły głównie do stabilności emocjonalnej, czego nie można było powiedzieć o każdym mężczyźnie — zdarzały się wyjątki i naprawdę Shereen szanowała tych facetów. Problem tkwił w tym, że ich duża część niestety rzadko myślała o konsekwencjach i przyszłości. Cieszyła się szczęściem przyjaciółki i jej radością, ale nie zapominała o szczerości — nie chciała, żeby Jamie wplątała się w relację, której pożałuje. Martwiła się o nią.

Jamie Park
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Zabawne, bo Jamie, która przecież przez całe dorosłe życie musiała wszystko trzymać w garści i kontrolować sytuację, czasami nawet w przypadku swoich kuzynów, zdecydowanie wolała oddawać tę kontrolę w sytuacjach intymnych.
- Dotykalskie mruczki... - zachichotała pod nosem, ciekawie przyglądając się przyjaciółce. - A co jest Twoim językiem miłości?
Zapytała ciekawie, zastanawiając się, czy aby nie właśnie dotyk.
- Yhm... Już to widzę... - mruknęła z przekąsem, wodząc spojrzeniem za krzątającą się Reen.
Jeszcze nigdy otwarta butelka wina nie kończyła się pracą, ale z drugiej strony Jamie miała dzisiaj tak dobry nastrój, że nic się nie stanie, jeśli nie ruszą tematu najbliższych przyjęć. Reen wiedziała, że może na nią liczyć, a same słodycze można było dogadać też przez telefon. To miała być wymówka, by spotkać się z przyjaciółką.
Tak, byli potrafili namieszać w głowach. Byłe zresztą też. Czasem szkoda, że nie ma jakiegoś magicznego czytnika, który łączyłby ze sobą dobrych ludzi.
Nieco spoważniała, słuchając tłumaczenia Sher. Podniosła spojrzenie ze swojego kieliszka na dziewczynę obok siebie, a w jej oczach przez chwilę pobrzmiewał wyraz bólu związanego z trafieniem dokładnie w to miejsce, które było zranione. Za dobrze ją znała...
- Wieeem... - przeciągnęła to słowo, przyznając Reenie rację.
Ciężkie westchnienie miało ukoić rozdarcie w sercu Ji-lin, ale nie miało na to pewnie najmniejszej szansy.
- Nie bardzo umiem w randki... Ani w casualowe spotkania. Umiem w robienie śniadań i mieszkanie razem. Umiem w chodzenie razem do kościoła, organizowanie rodzinnych pikników i tak dalej... - znów westchnęła, chociaż dużo lżej.
Jej brewki układały się w różne fale, odwzorowując fale mózgowe, które tańczyły, przepychając myśli przez jej głowę.
- Wiesz, Jason... Tamtego wieczora, kiedy się rozstaliśmy, naprawdę spodziewałam się oświadczyn. - teraz byli przyjaciółmi, w jakiś dziwny sposób dalej się o nią troszczył i starał się nią opiekować, tak od czasu do czasu, w miarę tego, jak pojawiał się w jej życiu. - Zawsze myślałam, że to przez moją pracę i to, że kawiarnia była w centrum. Nawet jeśli tłumaczył mi, że to z nim jest problem i nie chce mnie w przyszłości skrzywdzić.
Przewróciła oczami na ten tekst. Pomyśleć, że nie tak dawno temu w nocy pisała do niego, licząc na to, że przyjdzie i...
- Mike był inny... Pojawił się przez przypadek. Był oschły, ale obecny i też opiekuńczy. To znaczy był, aż przestał. Za drugim razem spotkałam go na lodowisku, bo uznałam, że mogę sama robić to, co lubię. Wpadłam na niego, a on tak naturalnie ze mną został... Jak skręciłam nogę, to przez miesiąc przychodził co kilka dni, żeby sprawdzić, czy wszystko gra. Jest lekarzem, wiesz? - spojrzała pytająco na Shereen, ale skąd niby ona mogła o tym wiedzieć. - A potem przestał się odzywać... Bo praca. Od czasu do czasu coś napisał. Po pożarze w szpitalu jeszcze się odezwał, wróciliśmy do flirtu i nagle cisza. Myślę, że byłam tą drugą, wiesz?
Smutna konkluzja ukuła serduszko Jamie bardziej, niż powinna. Bo nic sobie nie obiecywali.
- Dałam się nabrać... Jak w Walentynki mówił, że boi się mnie dopuścić za blisko, bo to spieprzy, to myślałam, że ma bagaż. A nie, że to wymówka... - i chmurka zasnuła promyk słońca.
Gula w gardle zrobiła się na tyle nieprzyjemna, że Jamie musiała przepchnąć ją łykiem wina.
- Nigdy nie myślałam, że będę przygodą na jedną noc...

Shereen Winfield
Ostatnio zmieniony ndz cze 14, 2026 6:14 pm przez Jamie Park, łącznie zmieniany 1 raz.
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
24 y/o
NAJLEPSZY PRZYJACIEL
170 cm
właścicielka sali bankietowej Guild Inn Estate
Awatar użytkownika
With or without you
I'm torn between a deeper desire
nieobecnośćtak
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Dotykalskie mruczki — te słowa idealnie określały ulubiony typ Shereen. Przerabiała związek, w którym mogła tylko pomarzyć zarówno o kontroli, jak i uczuciowości. Lubiła się przytulać. Jeśli miałaby określić swój język miłości, zdecydowanie był to dotyk. Nawet nie musiała zastanawiać się zbyt długo nad tą odpowiedzią; znała swoje preferencje. Nie zamierzała trzymać Jamie w niepewności.
— Zdecydowanie dotyk. Nie lubię słów, bo często… Są deklaracyjne. A wiesz, jak jest z deklaracjami. Na ogół nie mają znaczenia — podobnie jak przysięga małżeńska. W końcu stając przed ślubnym kobiercem, zarzekało się przed gośćmi, jak i Bogiem szczerą miłość i szacunek małżeński. Po ślubie rzadko która para stosowała się do tych obietnic. To było absolutnie normalne, bo wiele rzeczy, z biegiem czasu się zmieniało. Uczucia zmieniały swój kształt, rozwijały się, lub umierały. Pojawiały się pierwsze niedomówienia i nagle cała ta deklaracja przestawała mieć znaczenie, a gadanie o wiecznej miłości było tylko mrzonką. Jamie oraz Sher miały kilka cech, które je łączyły; chęć stabilności była jedną z nich. Winfield nie miała problemu z randomowymi meetingami, mogła spotykać się z innymi, lecz starała się utrzymać relacje na stopie koleżeńskiej. Pchanie się w bliższe relacji z zupełnie obcymi osobami nie było w jej typie. Jeśli miałaby się z kimś związać, powinna znać tę osobę dłużej niż cztery miesiące. PZ Oliverem zaczęła spotykać się po roku znajomości, lecz najwidoczniej to wciąż było za krótko. Dlatego, teraz gdy była po trudnym związku, starała skupić się głównie na sobie i swojej pracy.
Rozumiała stanowisko Jamie. Nie wszyscy nadawali się do skomplikowanych relacji. Winfield przeciągle westchnęła, upijając łyk wina.
— Poznałam Jasona na dwudziestych pierwszych urodzinach Erica, był spoko. Z jednej strony szkoda, że wam nie wyszło. Z drugiej chyba postąpił mądrze, skoro powiedział, że nie chce cię skrzywdzić. Ogólnie tak dużo par się rozchodzi, że to jest aż straszne. Nawet po ślubie. Tata mi nieraz mówił, że jakaś para bawiła się na swoim ślubie organizowanym u nas w sali, a za pięć, sześć lat brali rozwód — Wszyscy pragnęli długowiecznej, szczerej miłości. Później przychodziła rzeczywistość i to, za czym gonili, okazywało się jednym wielkim fałszem. Nie znała powodu rozstania Jamie i Jasona, nie chciała chyba wnikać — to była sprawa między nimi. Wystarczyło jej tłumaczenie, że nie chciał skrzywdzić w przyszłości Park. Czy to była wymówka, czy faktycznie się tego obawiał?
Siedziała obok Jamie, przyglądając się jej znad kieliszka wina. Sądząc po skupieniu wymalowanym na twarzy Shereen, analizowała słowa przyjaciółki i starała się znaleźć odpowiednie słowa, by skomentować całą sytuację, ale i nie wybrzmieć przy tym oschło. Winfield lubiła jasne sygnały i bezpośredniość. Wielokrotnie powtarzała, że do niej, mówi się — przede wszystkim — prosto, bo inaczej będzie miała problem z odczytaniem znaków. Nie lubiła się domyślać. Mogłaby wspomnieć, że Oliver również się o nią troszczył, ale to było tylko z początku. Pierwsze miesiące bycia z nim w związku, były owocne pod wieloma względami, ale później zaczęło się psuć. Oschłość. Dystans emocjonalny. Nadmierna kontrola. Przemoc psychiczna była równie wyniszczająca, co fizyczna. Współczuła Jamie sytuacji z Mikiem. Właściwie z Jasonem również. Park, być może, miała potrzebę przynależności i bycia dla kogoś ważną, tą jedyną i na zawsze. A Shereen była rozczarowana tym, że nie mogła pomóc Jamie spełnić tego marzenia.
— Prawdopodobnie żadna z nas nie myślała, że będzie na chwilę. Wydaje mi się, że faceci mają trochę… Inne spojrzenie na relacje. Nie wszyscy, ale mam wrażenie, że im bardziej zależy na fizyczności, nam na uczuciach i stabilności. Poza tym. Słyszałam też teorię, że chłopcy lecą na ruchanie, a mężczyźni mają inne wartości. Możemy pocieszać się tym, że w końcu trafimy na mężczyzn pochyliła się z uśmiechem w stronę przyjaciółki, składając na jej policzku drobnego buziaka.
— A jeśli nie to cóż, może na jakieś fajne dziewczyny — nie chciała bagatelizować problemu Jamie, dlatego przed zarzuceniem żartem o szukaniu dziewczyny, zarzuciła wspierającą gadką. Sięgnęła po miskę z chipsami, które podała Jamie. Zdecydowanie te chipsy to był doskonały pomysł, mogła przegryźć nimi smak wina. Winfield zmieniła nieco pozycję; przysiadła na klęczkach, odwracając się do Jamie w taki sposób, by usiąść naprzeciw niej. Łokieć prawej dłoni ułożyła na oparciu kanapy, zaś w lewej trzymała kieliszek z winem.

Jamie Park
Blueberry/Kasia
Nie lubię postów napisanych przez AI. Czytania w myślach mojej postaci i oczywiście klasyczek największy: utożsamiania postaci z autorem. To dwa oddzielne byty :/
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Podniosła powoli spojrzenie na Reen, kiedy ta zmieniła pozycję na kanapie i zaczęła opowiadać o facetach. I szukaniu fajnych dziewczyn. Uśmiechnęła się pod nosem, czując, że trochę sobie pofolgowała. Nie o tym miało być dzisiejsze popołudnie. W kuchni pyszniły się tulipany, w kieliszkach lekko musowało wino. Miały się sobą nacieszyć po długim okresie niewidzenia się i pracy. To ona miała wspierać Sher, a nie na odwrót.
Lekki rumieniec na wspomnienie dziewczyn pojawił się na jej buzi wraz ze speszonym uśmieszkiem.
- Daj spokój, z babami są tylko kłopoty. - a potem zrobiła minę mającą symbolizować naburmuszonego faceta, który zgorzkniał już do reszty.
Nieco rozchmurzona oparła się na kanapie i wbiła spojrzenie w sufit, po cichu zastanawiając się, czemu to musi być takie skomplikowane.
- Dotyk jest super... - mruknęła w końcu, kiedy jej myśli niesfornie wymknęły się spod kontroli i powędrowały do wspomnień, przywołując tę słodko-gorzką pigułkę Mike'a żywo przed jej oczami. - Drzemki najlepsze są we dwójkę.
Zauważyła z lekkim rozmarzeniem, przyjmując buziaka w policzek. Zachichotała pod nosem i przekręciła głowę, by spojrzeć na przyjaciółkę. Z jakiegoś, trudnego do zdefiniowania powodu jej bliskość zawsze sprawiała, że nawet najcięższy dzień był znacznie lżejszy. Zresztą, czy trzeba wszystko definiować?
- Jason ma niesamowity talent do oczarowywania! - zauważyła z lekkim rozbawieniem. - Taki urok Piotrusia Pana. Wiesz, o co mi chodzi? Wieczny chłopiec, któremu ciężko się oprzeć, bo właśnie obsypał Cię magicznym pyłem strzepniętym z tyłka striptizerki o imieniu Tinkerbell.
Sama siebie rozbawiła tym porównaniem.
- Wiesz, że to może nie być dobry pomysł, ale i tak w to wchodzisz. I kiedy jest dobrze... jest naprawdę dobrze. A potem przychodzi taki wieczór, że idziecie do knajpki i zamiast dostać kwiaty i pierścionek słyszysz: "To nie Ty, to ja..."
Może brzmiało to troszkę gorzko, mimo że Jamie ubrała to w lekki i bardzo żartobliwy ton, ale prawdą było, że chociaż teraz się "przyjaźnili", to jednak gdzieś ten cierń lekko uwierał.
- Chyba rzeczywiście lepiej, że się rozstaliśmy, zanim zaczęliśmy się nienawidzić.
Na chwilę zawahała się nad teorią, którą Reen wspomniała.
- Oh, Sweetie... Nie będę Cię oszukiwać. Jako ta starsza i bardziej doświadczona... Faceci zawsze będą chcieli seksu. - powiedziała tonem chińskiego mędrca. - To meet girl in a park is good. But to park meat in a girl is better!
I przez moment Jamie brakowało tylko długich i cienkich wąsów, żeby można było zamienić ją w pana Miyagiego.
- Ale umówmy się... My też lubimy seks. I w dobrej relacji jest on częścią budowania intymności i bliskości, a nie pocieraniem...

Shereen Winfield
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
ODPOWIEDZ

Wróć do „#105”