ODPOWIEDZ
28 y/o
For good luck!
156 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona, jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

001
Idź na kurs gotowania, mówili.
Będzie super, nauczysz się czegoś nowego mówili.
Każdy kto znał Gruszkę doskonale wiedział, że potrafiła gotować, jednak wypieki to była dla niej czarna magia. I chociaż próbowała wielokrotnie, skutki jej poczynań były opłakane bez względu na to czy w pełni skupiała się na tym co robiła, czy też podążała dokładnie za wytycznymi przepisu, z którego korzystała.
Nic więc dziwnego, że wpadła w końcu na pomysł, by poprawić swoje piekarnicze umiejętności i miała zamiar zrobić wszystko, by tak się stało.
Kilka dni po ostatniej porażce była w drodze do domu kultury, gdzie miał odbywać się kurs pieczenia, o którym ogłoszenie rudowłosa informację znalazła w internecie, nie miała zbyt zadowolonej miny. Wszystkie znaki na niebie i ziemi, a także dwa spalone piekarniki i niezliczoną ilość prób kończących się fiaskiem i kuchnią wyglądającą jak po wybuchu bomby nuklearnej, wskazywały na to, że Gruszka i wypieki to nie było ani najlepsze, ani tym bardziej najbezpieczniejsze połączenie.
Problem tkwił jednak w samozaparciu rudej bestii, a raczej w jej oślim uporze, bo kiedy tylko Pear na coś się uparła, nic nie mogło jej powstrzymać — nawet doświadczenie kilku ostatnich lat. To właśnie z tego powodu wchodziła właśnie do jednej z sal w domu kultury, która została przerobiona na wzór tych, które widywała w programach kulinarnych, które tak namiętnie oglądała.
Gruszka miała nadzieję, że faktycznie miało to być spotkanie dla początkujących, chociaż takiej informacji nie mogła znaleźć w internecie. Nie miała zamiaru się już wycofywać — w końcu wpłaciła zaliczkę, przesunęła zmiany w pracy i po raz kolejny rozciągnęła dobę, by znaleźć się na kursie.
Z niepewną miną zajęła miejsce przy jednym ze stołów pełnym sprzętów, z których rozpoznała jedynie robota kuchennego i blender. Naprawdę mocno liczyła na to, że uda jej się czegoś nauczyć i chociaż raz wyjdzie jej coś poza zakalcem albo nuklearną bombą, po której pół dnia musiała sprzątać kuchnię.
— Cześć. — Zagadnęła do dziewczyny, która zajęła miejsce tuż obok niej. — Mam nadzieję, że naprawdę będziemy robić wszystko od podstaw. Może chociaż raz uda mi się upiec biszkopt, który będzie wysoki albo nie będzie rozpływał się jak glut, którym teraz bawią się dzieciaki. — Przyznała z lekkim uśmiechem, chociaż nie była do końca pewna, czy przyznawanie się do braku talentu było czymś, co powinna była zrobić na dzień dobry. — Czytałam gdzieś, że ma nas podobno uczyć jakaś mistrzyni cukiernictwa z Ottawy. — Dodała, teraz już zaczynając paplać, by po chwili wlepić spojrzenie swoich ciemnych oczu w stojącą obok dziewczynę. — Pear. — Przedstawiła się, wyciągając w kierunku brunetki piegowatą dłoń, gdy dotarło do niej, że nie zrobiła tego na samym początku.

Jamie Park
wszystko zniosę, oprócz AI
30 y/o
SPRING TIME
157 cm
kręcę lody i piekę w Kitten and the Bear
Awatar użytkownika
„Miłość jest trochę jak dobre ciasto — trzeba cierpliwości, odwagi i kogoś, z kim można podzielić ostatni kawałek.”
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkion/jego
typ narracjiTrzecia osoba
czas narracjiCzas przeszły
postać
autor

Jamie chyba była niemniej podniecona kursem jak Pear. Chociaż zupełnie z innych powodów. Dla niej ten kurs wcale nie miał być szansą na rozpoczęcie przygody. Wreszcie mogła uczyć się od TEJ mistrzyni wypieków, której Instagrama od lat śledziła. O, jakże będzie wielkie rozczarowanie obu dziewcząt! Ale nie uprzedzajmy faktów.
Typowa Jamie była wcześniej niż inni, żeby nie powiedzieć, że była wcześniej od organizatorów. Nadgorliwość gorsza od faszyzmu, więc spuśćmy zasłonę milczenia na tę część duszy Jamie, która jest typowym control freakiem.
I tak oto stały obok siebie dwie niewielkie ślicznotki, podekscytowane zbliżającymi się zajęciami.
- Wow! Dość obrazowo! - powiedziała wesoło, zanim zdążyły do niej dotrzeć pierwsze słowa Gruszki. - Czej, ale jak to glut?
Cofnęła się myślami do swoich wspomnień, szukając tak spektakularnej porażki w historii swoich wypieków, ale nie potrafiła nawet wymyślić, co mogłoby pójść aż tak bardzo nie tak, żeby z biszkoptu zrobić glut.
Tyle mąki, ile jajek. Jedno jajko mniej cukru.
Sentencje wypiekowe Babci Park przeleciały jej przez głowę, sprawiając, że serce Jamie usiadło przy kolanach Babci, naprzeciwko kominka, i zaczęło szamać bungeoppang przygotowane wcześniej tego samego wieczora. Małe ciasteczka w kształcie rybek, na których wychowała się, zanim Mama z Babcią założyły cukiernię.
- Taak! - odpowiedziała z lekkim roztargnieniem, wyrwana ze wspomnień o słodyczach dzieciństwa. - Śledzę jej Instagrama, odkąd zaczęłam pomagać w cukierni mojej mamie.
Odpowiedziała, rzucając okiem w kierunku drzwi, z których "mistrzyni" miała wyjść.
Czy to oznacza, że jestem cukrową groupies? Chyba powinnam być taka podniecona koncertem K-popu, a nie cukiernictwem...
- Jamie, bardzo mi miło. - odpowiedziała, podając jej swoją opaloną dłoń.
Chociaż nie oszukujmy się, opalona Jamie i tak pewnie była jasna jak lampka LED na nocnym stoliku.
Za to dopiero teraz przyjrzała się rudzielcowi. Te piegi zwracały uwagę z daleka i sprawiały, że Jamie momentalnie poczuła do niej sympatię. I troszkę, ale tylko troszkę, zaróżowiły jej policzki.

Pear Aubert
Żejmi
znęcania się i bezsensownej przemocy, przejmowania kontroli nad postacią.
ODPOWIEDZ

Wróć do „Eastview Neighbourhood Community Centre”