-
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Musiała znaleźć sobie własny kąt, aby w nieskończoność nie udawać, że ich układ był czymś w pełni normalnym.
Przez pewien czas musiała jednak korzystać z możliwości, które jej stworzył. Chcąc jednak dać mu nieco więcej przestrzeni, coraz częściej wychodziła gdzieś z koleżankami. Poprzedniego wieczora miała zresztą taki sam plan, chociaż ich grono pomniejszyło się dość niespodziewanie, kiedy jedna z jej znajomych odwołała wyjście. To nie przeszkodziło im jednak w dalszej zabawie.
Noc spędziła u jednej z koleżanek, nie spiesząc się szczególnie z powrotem do mieszkania Raynotta. Nie chciała przeszkodzić mu z samego rana, domyślając się tego, że mógł skorzystać z okazji i zaprosić sobie jakiegoś gościa. Nie spodziewała się jednak, że tą osobą mogłaby być dziewczyna, która wystawiła je poprzedniego wieczora, a z którą ona i Tracy zaledwie tydzień temu spędzili noc.
Nie przypuszczała nawet, że ta dwójka miała ze sobą jakiś kontakt.
Kiedy więc dotarła do mieszkania blondyna i dość pewnie weszła do środka, nie spodziewała się natknąć tam na swoją koleżankę. Ten widok nie tylko ją zaskoczył, ale też sprawił, że Debbie poczuła się d z i w n i e. Trochę tak, jakby coś zaczęło rozgrywać się za jej plecami, a ona znów została odsunięta. Momentalnie wróciła też wspomnieniami do tego, jak kilka lat wcześniej zakończył się jej związek.
Na samą myśl o tym zrobiło jej się niedobrze, ale przecież wiedziała, że nie ma żadnych podstaw ku temu, aby na którekolwiek z nich się dąsać. Właśnie dlatego starała się zachowywać dostatecznie uprzejmie do czasu, aż jej koleżanka opuściła mieszkanie blondyna, co na szczęście nie zajęło jej długo. Mimo to, przez cały ten czas oczekiwania, McDowell nie potrafiła znaleźć sobie miejsca.
Czuła coś, czego nie doświadczała zbyt często - dyskomfort, który nie zniknął nawet wtedy, kiedy już zostali z Raynottem sami.
Oscylując myślami wokół tego, czy przypadkiem sama nie powinna znaleźć sobie zajęcia poza domem na resztę dnia, przeniosła niepewne spojrzenie na blondyna. Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później zajrzała do jednej z kuchennych szafek, aby wyjąć z niej szklankę i nalać sobie do niej wodę. — Nie wiedziałam, że się spotykacie — napomnkęła luźno, nie wracając jednak spojrzeniem do Raynotta. Najwyraźniej potrzebowała chwili, aby to przetrawić.
Tracy Raynott
-
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćniewątki 18+niezaimkiżeńskietyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Tym bardziej, że dawali sobie potrzebną przestrzeń. A raczej Debbie dawała ją Tracy’emu, więc miał okazje kogoś do siebie sprowadzić od czasu do czasu. A chociaż zarzekał się, że po ostatnim razie to się więcej nie powtórzy, dla znajomej McDowell postanowił zrobić wyjątek, bo trochę ją znał i wiedział, czego się spodziewać – upojnej nocy bez zobowiązań, podczas której bawili się naprawdę dobrze.
Wyszło to dość spontanicznie, dlatego wcześniej nie wspomniał Debbie o swoich planach, ani o utrzymywanym z jej koleżanką kontakcie. Dał jej swój numer w dniu, gdy się poznali i w sumie długo nic z tego nie wynikło. Odezwała się do niego dopiero wczoraj, najwyraźniej korzystając z tego, że wiedziała, iż będzie miał wolne mieszkanie.
Rano, gdy Debbie zjawiła się zanim jego gość się ulotnił, nie czuł się tak, jakby został na czymś przyłapany, bo nie planował robić z tego spotkania tajemnicy. Nie wyczuł też tej dziwnej atmosfery, która zawisła w powietrzu po przyjściu Debbie. Być może dlatego, że był zajęty doprowadzaniem się do porządku, a potem niczego się nie doszukiwał, bo nie miał ku temu powodów.
Do kuchni poszedł za brunetką i zgarnął stamtąd jabłko, w które wgryzł się, przez co chwilę musiał wstrzymać się z odpowiedzią na pytanie.
– Nie powiedziałbym, że się spotykamy – odparł beznamiętnie i wzruszył ramionami. – Napisała do mnie i tak jakoś wyszło – wyjaśnił, nie mając nic do ukrycia i nie czując się tak, jakby zrobił coś złego, bo przecież z żadną z kobiet nie łączyło go nic zobowiązującego. Nie pomyślał również o tym, że mógłby wchodzić między dwie koleżanki, bo Debbie wcześniej sama zaprosiła ją do ich łóżka, więc blondyn nie pomyślał, że w jego kontaktach z nią mogłoby być coś nie w porządku.
Gdyby McDowell wcześniej wyznaczyła jakieś granice, nie miałby problemu z trzymaniem się ich, bo chociaż jej koleżanka znała się na rzeczy, to o wiele bardziej niż na seksie z nią, zależało mu na przyjaźni z Debbie.
Debbie McDowell