ODPOWIEDZ
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Pomieszkiwanie z Tracy’m było całkiem sympatyczne, a jednak Debbie od pewnego czasu nie była w stanie wyrzucić z głowy myśli o tym, co powiedział jej całkiem niedawno. Nie chciała go wykorzystywać i nie miała zamiaru robić tego umyślnie, dlatego w końcu zajęła się przeglądaniem mieszkań na wynajem.
Musiała znaleźć sobie własny kąt, aby w nieskończoność nie udawać, że ich układ był czymś w pełni normalnym.
Przez pewien czas musiała jednak korzystać z możliwości, które jej stworzył. Chcąc jednak dać mu nieco więcej przestrzeni, coraz częściej wychodziła gdzieś z koleżankami. Poprzedniego wieczora miała zresztą taki sam plan, chociaż ich grono pomniejszyło się dość niespodziewanie, kiedy jedna z jej znajomych odwołała wyjście. To nie przeszkodziło im jednak w dalszej zabawie.
Noc spędziła u jednej z koleżanek, nie spiesząc się szczególnie z powrotem do mieszkania Raynotta. Nie chciała przeszkodzić mu z samego rana, domyślając się tego, że mógł skorzystać z okazji i zaprosić sobie jakiegoś gościa. Nie spodziewała się jednak, że tą osobą mogłaby być dziewczyna, która wystawiła je poprzedniego wieczora, a z którą ona i Tracy zaledwie tydzień temu spędzili noc.
Nie przypuszczała nawet, że ta dwójka miała ze sobą jakiś kontakt.
Kiedy więc dotarła do mieszkania blondyna i dość pewnie weszła do środka, nie spodziewała się natknąć tam na swoją koleżankę. Ten widok nie tylko ją zaskoczył, ale też sprawił, że Debbie poczuła się d z i w n i e. Trochę tak, jakby coś zaczęło rozgrywać się za jej plecami, a ona znów została odsunięta. Momentalnie wróciła też wspomnieniami do tego, jak kilka lat wcześniej zakończył się jej związek.
Na samą myśl o tym zrobiło jej się niedobrze, ale przecież wiedziała, że nie ma żadnych podstaw ku temu, aby na którekolwiek z nich się dąsać. Właśnie dlatego starała się zachowywać dostatecznie uprzejmie do czasu, aż jej koleżanka opuściła mieszkanie blondyna, co na szczęście nie zajęło jej długo. Mimo to, przez cały ten czas oczekiwania, McDowell nie potrafiła znaleźć sobie miejsca.
Czuła coś, czego nie doświadczała zbyt często - dyskomfort, który nie zniknął nawet wtedy, kiedy już zostali z Raynottem sami.
Oscylując myślami wokół tego, czy przypadkiem sama nie powinna znaleźć sobie zajęcia poza domem na resztę dnia, przeniosła niepewne spojrzenie na blondyna. Koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę, a później zajrzała do jednej z kuchennych szafek, aby wyjąć z niej szklankę i nalać sobie do niej wodę. — Nie wiedziałam, że się spotykacie — napomnkęła luźno, nie wracając jednak spojrzeniem do Raynotta. Najwyraźniej potrzebowała chwili, aby to przetrawić.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Chociaż tymczasowa obecność Debbie przeciągała się, Tracy nadal nie myślał o przeganianiu jej ze swojego mieszkania. Nie tylko dlatego, że nie chciał zostawić jej bez dachu nad głową, lecz również ze względu na to, że dobrze mu się z nią mieszkało. Co go zaskoczyło, wcale nie czuł się źle z tym, że dzielił z kimś swoje cztery ściany. Nie miał wrażenia, jakby ktoś naruszał jego przestrzeń i mu przeszkadzał. Szybko dostosował się i znalazł z McDowell wspólny rytm, a przy okazji nie czuł się już u siebie tak samotny. W końcu miał z kimś porozmawiać czy po prostu posiedzieć w ciszy, zajmując się swoimi sprawami. Ten układ sprawdzał się.
Tym bardziej, że dawali sobie potrzebną przestrzeń. A raczej Debbie dawała ją Tracy’emu, więc miał okazje kogoś do siebie sprowadzić od czasu do czasu. A chociaż zarzekał się, że po ostatnim razie to się więcej nie powtórzy, dla znajomej McDowell postanowił zrobić wyjątek, bo trochę ją znał i wiedział, czego się spodziewać – upojnej nocy bez zobowiązań, podczas której bawili się naprawdę dobrze.
Wyszło to dość spontanicznie, dlatego wcześniej nie wspomniał Debbie o swoich planach, ani o utrzymywanym z jej koleżanką kontakcie. Dał jej swój numer w dniu, gdy się poznali i w sumie długo nic z tego nie wynikło. Odezwała się do niego dopiero wczoraj, najwyraźniej korzystając z tego, że wiedziała, iż będzie miał wolne mieszkanie.
Rano, gdy Debbie zjawiła się zanim jego gość się ulotnił, nie czuł się tak, jakby został na czymś przyłapany, bo nie planował robić z tego spotkania tajemnicy. Nie wyczuł też tej dziwnej atmosfery, która zawisła w powietrzu po przyjściu Debbie. Być może dlatego, że był zajęty doprowadzaniem się do porządku, a potem niczego się nie doszukiwał, bo nie miał ku temu powodów.
Do kuchni poszedł za brunetką i zgarnął stamtąd jabłko, w które wgryzł się, przez co chwilę musiał wstrzymać się z odpowiedzią na pytanie.
– Nie powiedziałbym, że się spotykamy – odparł beznamiętnie i wzruszył ramionami. – Napisała do mnie i tak jakoś wyszło – wyjaśnił, nie mając nic do ukrycia i nie czując się tak, jakby zrobił coś złego, bo przecież z żadną z kobiet nie łączyło go nic zobowiązującego. Nie pomyślał również o tym, że mógłby wchodzić między dwie koleżanki, bo Debbie wcześniej sama zaprosiła ją do ich łóżka, więc blondyn nie pomyślał, że w jego kontaktach z nią mogłoby być coś nie w porządku.
Gdyby McDowell wcześniej wyznaczyła jakieś granice, nie miałby problemu z trzymaniem się ich, bo chociaż jej koleżanka znała się na rzeczy, to o wiele bardziej niż na seksie z nią, zależało mu na przyjaźni z Debbie.

Debbie McDowell
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Gdyby ktoś spojrzał na to z boku, być może doszedłby do wniosku, że Debbie musiała być z a z d r o s n a. W pewnym sensie chyba rzeczywiście było tak, choć niewiele miało to wspólnego z uczuciami, które kierowała w stronę Raynotta. Chodziło wyłącznie o to, iż to ona zaprosiła do ich znajomości kogoś innego, a spotkanie tej dwójki odebrała trochę tak, jakby w ten sposób pozbywali się zbędnego balastu.
Nie była w stanie określić, jak powinna się z tym czuć, a jednak dzisiejsze spotkanie uświadomiło jej, że wcale nie czuła się dobrze. W pewnym sensie uderzyło to w nią, co miała za złe również sobie, ponieważ nie miała prawa mieć względem niego żadnych oczekiwań. I wydawało jej się, iż rzeczywiście ich nie miała, ale mimo to coś nie zagrało, a ona nie umiała się teraz w tym odnaleźć.
Zrozumiała też, że mogła to być najwyższa pora, aby postarać się jego mieszkanie opuścić.
Ta myśl zakorzeniła się w niej na tyle skutecznie, iż teraz nie chciała jej opuścić. To zresztą frustrowało ją jeszcze bardziej, przez co nie potrafiła zachowywać się naturalnie. Kompletnie wybiło ją to z rytmu, a przecież ani trochę nie powinna się tym przejąć.
Zerknęła w stronę blondyna kątem oka, w międzyczasie kalkulując w głowie jego słowa. Czy fakt, że to najwyraźniej nie było nic zobowiązującego, jakkolwiek to wszystko poprawiał? Problem w tym, że chyba niekoniecznie.
Z jakiegoś powodu nie była też w stanie wyrzucić z głowy obrazu, który raz po raz podsuwała jej wyobraźnia.
Tak jakoś wyszło… Super. To znaczy, no wiesz, że przypadliście sobie do gustu — wymamrotała bez ładu i składu, kiedy zdała sobie sprawę z tego, że jej słowa mogły wypaść dość niefortunnie. To z kolei sprawiło, że po jej wnętrzu rozlało się nieprzyjemne uczucie gorąca. Nie chciała przecież, żeby pomyślał sobie, że miała do niego jakieś pretensje. Nie miała do nich prawa.
Odrobinę zmieszana zdecydowała się zmienić temat. — Chyba znalazłam mieszkanie — kłamstwo, ponieważ dopiero rozpoczęła poszukiwania. Bywała jednak na tyle impulsywna, iż dla nikogo nie powinno być zaskoczeniem to, że mieszkanie też skłonna byłaby wynająć pod wpływem chwili. Teraz zaś miała ku temu motywację. — Długo nie będę ci już siedzieć na głowie — zapewniła, w tym aspekcie akurat zamierzając dotrzymać danego słowa. Gdyby została tu zbyt długo, miała wrażenie, że mogłoby zrobić się między nimi jeszcze bardziej n i e z r ę c z n i e.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie było tak. Na pewno Tracy nie podchodził do sprawy tak, jakby pozbywał się zbędnego balastu. Po prostu Debbie ich sobie przedstawiła, jej koleżanka wczoraj do niego zagadała i od słowa do słowa doszli do tego, że się ze sobą spotkali, w co Raynott nie był w stanie zaangażować brunetki, bo wyszła gdzieś z innymi koleżankami.
Poza tym… Nie miał obowiązku angażować jej we wszystko. Choć może to brzmieć dość ostro, to Tracy nie był jej nic winny i mógł spotykać się z kimkolwiek chciał. A jej koleżanka nie wydawała mu się “strefą zakazaną”, skoro McDowell pierwsza wprowadziła ją do jego życia i to w ten konkretny sposób. Blondyn pozostawał wolnym mężczyzną, który wykorzystywał nadarzające się okazje, przy czym nie próbował nikogo zranić czy zachować się wobec kogoś nie fair. Gdyby wiedział, jak Debbie się z tym poczuje, na pewno nie spotkałby się z jej koleżanką. Nie był przecież dupkiem. Był za to jej przyjacielem, więc powinni umieć ze sobą rozmawiać o tym, co grało, a co nie.
Blondyn był jednak kompletnie nieświadomy tego, jak McDowell czuła się z tym, że jego znajomość z jej koleżanką nieco się rozwinęła i zobaczyli się ponownie. Dlatego zachowywał się dość swobodnie i nie analizował ich rozmowy. Przynajmniej do momentu, gdy komentarz Debbie rzeczywiście wydał mu się dziwny. Nawet po tym, jak się poprawiła. To nawet dodatkowo pogłębiło jego czujność. – Jest w porządku – odparł, postanawiając nie drążyć tematu. Być może tylko wydawało mu się, że coś nie grało, dlatego nie chciał z tego powodu robić niepotrzebnej afery.
– O, świetnie. Trafiła się okazja? – zapytał ze szczerym entuzjazmem, ale nie dlatego, że ją stąd wyganiał. Po prostu cieszył się, że w końcu będzie miała własny kąt, bo jednak nic nie zastąpi własnych czterech ścian, nieważne jak dobrze ugości nas ktoś inny. – Mhm. Chociaż pewnie będzie mi cię brakowało. Polubiłem to… Wszystko – powiedział, na chwilę się zawieszając, ponieważ nie miał pojęcia, jak ubrać w słowa to, co miał na myśli, a był to całokształt tego, jak wyglądała ich wspólna codzienność. Tracy naprawdę polubił te małe tradycje, które zdążyli wypracować i wiele innych rzeczy, które wiązały się z mieszkaniem z Debbie. Jasne, chciał odzyskać swoje mieszkanie, ale… Nie potrafił pozbyć się wrażenia, że naprawdę będzie mu jej tutaj brakowało, dlatego w jego spojrzeniu mógł na chwilę pojawić się mały smutek, ale nie zagościł tam długo, ponieważ blondyn celowo postanowił rozproszyć się kolejnym kęsem jabłka.

Debbie McDowell
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Wiedziała, że nic nie był jej winny, dlatego z niczego nie zamierzała go rozliczać. Nie miała do tego prawa, ponieważ wyłącznie się ze sobą przyjaźnili. Wydawało jej się jednak, że przyjaźnili się, a Tracy rzeczywiście słuchał tego, co wcześniej mu mówiła. Powinien zatem być świadomy tego, że sposób, w jaki postąpił z jej koleżanką, przywoła bolesne wspomnienia.
Tylko czy tym w ogóle powinien był się martwić?
Niekoniecznie, a jednak ona powinna zacząć myśleć o sobie. Kiedy zrozumiała, że trochę jednak się na niego złościła, dotarło do niej również to, że nie działo się tak bez powodu. Musiała w pewnym stopniu się do niego przywiązać, może nawet trochę za bardzo, a przecież wiedziała doskonale, że między ich dwójką nic nie miało się wydarzyć. Tracy nie był zainteresowany nią w t a k i sposób. Jeśli więc nie chciała się rozczarować, musiała się przed tym uchronić.
Najprostszym rozwiązaniem było wycofanie się, a to możliwe będzie tylko wtedy, jeśli Debbie rzeczywiście znajdzie sobie własne mieszkanie. Nie było to takie proste, ponieważ niczego jeszcze sobie nie upatrzyła, a jednak miała zamiar intensywnie zająć się tym dzisiejszego popołudnia. Zresztą po tym, jak niezręcznie się teraz przy nim czuła, zdecydowanie potrzebowała poważniejszego rozproszenia.
Mimo to, kiedy skłamała i stwierdziła, że już coś wpadło jej w oko, poczuła, jak stopniowo wzbierała w niej panika.
Pokiwała lekko głową, a później zaplotła kosmyk włosów za ucho. Nim zdołała powiedzieć coś więcej, Raynott odezwał się ponownie, czym sprawił, że Debbie zmarszczyła brwi i spojrzała na niego nieco zdezorientowana. Poczuła też dziwne ukłucie w żołądku, którego nie potrafiła wyjaśnić. — Przepędzanie stąd niechcianych dziewczyn i szafkę w łazience wypchaną kosmetykami? — zapytała z przekąsem, a później koniuszkiem języka zwilżyła dolną wargę. Nie sądziła wcale, że za w s z y s t k i m mogło kryć się coś więcej.
Uśmiechnęła się jednak, chyba nieco mniej szczerze niż zwykle, a później też lekko wzruszyła ramionami. — Jestem pewna, że bardzo szybko odetchniesz z ulgą, chociaż i tak będziesz musiał znosić mnie w pracy — choć z wyznaczaniem tras bywało akurat różnie i mogło okazać się, że nie trafią na siebie przez długie tygodnie, ale to niekoniecznie musiało stać się katastrofą. Koniec końców Debbie chyba rzeczywiście potrzebowała złapać nieco większy dystans.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Powinien o tym pomyśleć, ale z jakiegoś powodu Tracy nie wpadł na to. Tak długo był sam i trzymał kobiety na dystans, że przestał brać pod uwagę to, jak mogły poczuć się z pewnymi jego decyzjami, bo nie miały z nimi nic wspólnego. Z Debbie było jednak inaczej, ponieważ zbliżyli się do siebie bardziej i jako jego przyjaciółka była dla niego kimś ważnym, z kim dodatkowo połączyło go coś intymnego, dlatego nie powinien o niej zapominać, gdy widywał się z innymi kobietami… Przede wszystkim wtedy, gdy chodziło o spotkania z jej koleżankami.
Niestety, blondyn teraz na nic takiego nie wpadł, przez co teraz nie był świadomy własnego błędu. Nie wiedział, że coś zrobił nie tak, ale za to coraz bardziej wyczuwał w atmosferze, że coś chyba nie grało. Nie umiał jednak powiedzieć, czy było to coś między nimi, czy Debbie tak po prostu coś ugryzło i nie miało to związku z nim.
– To dodatkowe korzyści – wzruszył ramionami, nie zagłębiając się w temat. W przypadku przepędzania dziewczyn sprawa była oczywista, a jeśli chodzi o szafkę wypełnioną kosmetykami… Tracy mógł pochwalić jej wybór kremów do twarzy, bo tak, odkąd się wprowadziła, to mogło mu się zdarzyć coś podkraść. Facet przecież też musi o siebie zadbać.
Raynott mógł być ślepy na pewne rzeczy, ale to nie znaczy, że nie dostrzegał niczego. Zauważył, że jej uśmiech był jakiś inny, a jej upór przy tym, że jej wyprowadzka to dobra rzecz, która najwyraźniej przyniesie im ulgę, od razu przykuły jego uwagę. Odniósł wrażenie, że w tym, co mówiła, było coś dziwnego, co w końcu stało się dla niego alarmujące. Może też lekko go zakuły jej słowa? Bo odebrał je inaczej niż myślała… – Jesteś pewna, że mówisz o mnie, a nie o sobie? – odłożył na blat napoczęte jabłko i skrzyżował ręce pod klatką piersiową, patrząc na Debbie. Jego postawa, jak i mina, jasno sugerowały, że przestał żartować sobie i chciał poważnie porozmawiać, bo coś mu tutaj nie grało.
McDowell już ewidentnie miała z czymś problem i teraz musiała mu powiedzieć, o co chodziło, bo nie chciał, żeby to wyglądało w ten sposób. Nadal nie wiedział, czy do niego miała problem, czy wydarzyło się coś niezwiązanego z nim, co wprawiło ją w taki nastrój, ale chciał dowiedzieć się, o co chodziło i może jej pomóc.

Debbie McDowell
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Debbie pojawiła się w jego życiu nieproszona i nie miała prawa oczekiwać, że będzie brał ją pod uwagę w podejmowaniu jakichkolwiek decyzji. Nie taka była jej rola w ich relacji.
Skłamałaby jednak mówiąc, że ten jeden raz nie chciałaby, aby wziął ją pod uwagę. To może nie tak, iż pragnęła już zawsze być w centrum jego wszechświata, a jednak ten jeden raz naprawdę chciała, żeby ktoś postawił na nią. Tracy dał jej mylne wrażenie, że mogła na to liczyć, choć to nie miało nic wspólnego z uczuciami. Czuła się tak głównie dlatego, że był dla niej dobrym p r z y j a c i e l e m i za sprawą jego działań czuła, że naprawdę mogła na niego liczyć.
A mimo to ją wystawił.
Mógł nie być tego świadomy, a jednak myśl o tym, że spotkał się z dziewczyną, z którą wcześniej spotkali się w s p ó l n i e naprawdę ugodził w jej dumę. Co więcej, wyrył w jej umyśle myśl o tym, iż znów ktoś, kto był jej szalenie bliski, odsunął ją na boczny plan. Naprawdę poczuła się pominięta, czego nawet przed sobą nie potrafiła tak do końca wytłumaczyć. I to właśnie za sprawą tego zagubienia poczuła, że była to najwyższa pora, aby się wyprowadzić.
Zerknęła na niego z politowaniem, nie mówiąc już nic. To absolutnie nie tak, iż czuła, że Tracy mógłby chcieć się jej stąd pozbyć, ponieważ przyjął ją tu z wyjątkową gościnnością. Miała wrażenie, że w żadnym innym miejscu nie czułaby się lepiej, a jednak nie miała prawa nadmiernie tego wykorzystywać. Wierzyła też, że pod pewnymi względami jej wyprowadzka naprawdę przyniosłaby mu ulgę.
Nie spodziewała się tylko tego, że Tracy zdecyduje się odbić piłeczkę. Kiedy to zrobił, Debbie szerzej rozchyliła powieki i spojrzała na niego, wyraźnie zaskoczona. — Co? Nie — pokręciła głową na boki, robiąc to czym prędzej. — Przecież lubię z tobą mieszkać — nie kłamała. Naprawdę polubiła ich nową codzienność i powoli też zaczęła się do niej przyzwyczajać, w ten sposób naruszając granicę, której nigdy nie powinna była przekraczać. — Po prostu nie chcę być kłopotem — dodała pospiesznie, mięknąc odrobinę za sprawą tego, iż teraz odniosła wrażenie, jakby to on się na nią dąsał.
Choć ugodził dziś trochę w jej uczucia, Debbie bynajmniej nie chciała, żeby nagle wszystko się między nimi popsuło. Nie chciała też, żeby myślał, że nie była mu wdzięczna. W tym momencie nie było w jej życiu osoby, którą ceniłaby sobie bardziej.

Tracy Raynott
38 y/o
Mark your calendar for Canada Day
185 cm
pilot w air canada
Awatar użytkownika
pilot w średnim wieku, który do dziś nie potrafi się ustatkować, bo dziesięć lat temu złamano mu serce
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tracy był tak nieprzyzwyczajony do tego, że w tych sprawach powinien brać pod uwagę innych, że nie robił tego nawet w momentach, gdy było to wskazane. Dlatego spotykając się z jej koleżanką, nie zastanowił się nad tym, jak poczuje się Debbie… Albo raczej z góry założył, że nie będzie miała nic przeciwko temu, skoro sama ich sobie przedstawiła.
Pomylił się w ocenie, ale z tego nadal nie zdawał sobie sprawy, ponieważ McDowell nie powiedziała nic, co przynajmniej naprowadziłoby go na problem, który się między nimi pojawił. Zaczął zauważać, że coś być może nie grało, choć nadal nie był tego pewny, biorąc pod uwagę to, że mógł doszukiwać się czegoś, co wcale nie istniało. Dlatego nie zapędzał się ze swoimi teoriami i po prostu próbował grać w otwarte karty, podkreślając to, że po jego stronie wszystko było w porządku, a przy okazji sprawdzając, jak było z nią.
Nie miał pojęcia, co mogłoby między nimi nie zagrać, ale może po prostu coś przeoczył? Albo wcale nie chodziło o nich, a o coś zupełnie innego? Sam już nie wiedział, ale odbierał jakieś dziwne sygnały, których nie umiał zignorować, dlatego postanowił odbić piłeczkę, aby dowiedzieć się czegoś od Debbie.
Uważał, że gdyby było coś nie tak, to mógł liczyć na s z c z e r o ś ć po jej stronie.
– A ty znowu z tym? – przewrócił oczami, po czym uśmiechnął się łagodnie do brunetki. – Czy dałem ci kiedyś odczuć, że jesteś dla mnie kłopotem? – popatrzył w jej oczy, a chociaż ton jego głosu był luźny, pytanie było jak najbardziej poważne. Jeśli wysłał jej kiedyś taki sygnał, chciał to wiedzieć, aby móc to naprostować, ponieważ nie chciał, żeby myślała, że postrzegał ją jako problem, bo wcale tak nie było. Ostatnie tygodnie były jednymi z przyjemniejszych. Samotność wreszcie przestała mu doskwierać, a towarzystwo McDowell było naprawdę przyjemne. Uważał, że razem dobrze się bawili, ale może przy okazji popełnił jakiś błąd, z którego nie zdawał sobie sprawy? Jeśli tak, to miał nadzieję, że Debbie mu o tym teraz powie.
Był jednak zaskoczony, że wcześniej mu tego nie wytknęła, ponieważ miał wrażenie, że ze szczerością i bezpośredniością wobec siebie nawzajem nigdy nie mieli problemu.

Debbie McDowell
30 y/o
Mark your calendar for Canada Day
170 cm
stewardessa w air canada
Awatar użytkownika
stewardessa air canada o duszy romantyczki, która obiekty westchnień zmienia średnio trzy razy w miesiącu, przy każdej nowej miłości przechodząc prawdziwą przemianę osobowości
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiżeńskie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Tyle tylko, że tu wcale nie chodziło o u c z u c i a. Bynajmniej nie takie, którymi darzy się osobę, z którą jest się w związku, a raczej o te zwykłe, k o l e ż e ń s k i e.
Debbie nie była przecież o niego zazdrosna. Nie mogła, ponieważ była w pełni świadoma tego, iż między ich dwójką nie działo się nic poważnego. Sypiali ze sobą na wyjątkowo luźnych zasadach, ani przez sekundę nie obiecując sobie wyłączności. Ona zaś znała Raynotta na tyle dobrze, aby nie mieć nawet cienia wątpliwości względem tego, że nie czegoś takiego oczekiwał.
I nie miała mu tego za złe. Akceptowała jego podejście, ponieważ sama charakteryzowała się podobnym. Dobrze bawili się ze sobą i czerpali z tego garściami.
A przynajmniej tak było do chwili, w której Debbie poczuła się o d s u n i ę t a.
To naprawdę ją dotknęło, choć jednocześnie nie umiała tego wyjaśnić. Co więcej, miała poczucie tego, że takie uczucia były zwyczajnie g ł u p i e. Nie mogła przecież rościć sobie do niego żadnych praw i nie robiła tego, a jednak nie potrafiła zwalczyć tego dziwnego zmieszania, które teraz ją ogarniało. Gdyby tego było mało, swoimi słowami Tracy zakłopotał ją jeszcze bardziej.
Spoglądając na niego, oblała się rumieńcem. Uświadomił jej bowiem, że wygadywała przeogromne głupoty, dlatego chwilę później wydęła usta i zerknęła na niego z dziwaczną miną, która miała ukryć to, że zwyczajnie się zmieszana. Tak, ta sama Debbie, która nie znała pojęcia wstydu, teraz czuła się z a k ł o p o t a n a. — No… nie — przyznała, nieznacznie kręcąc przy tym głową. Odkąd u niego pomieszkiwała, Tracy był dla niej nie tylko świetnym współlokatorem, ale też po prostu cudownym wsparciem.
Mając tę myśl z tyłu głowy, chwilę później wypuściła głośniej powietrze i zaplotła za ucho kosmyk włosów, który zaczął plątać jej się po twarzy. — Masz ochotę na śniadanie? — zapytała po chwili, chcąc ewidentnie położyć kres panującej między ich dwójką niezręczności, którą być może wyczuwała wyłącznie ona. Nie chciała jednak zmieniać między nimi wszystkiego - na pewno nie chciała zmieniać k o l e ż e ń s k i e j części ich znajomości, choć względem całej reszty miała pewne wątpliwości.
Jasne stało się dla niej natomiast to, że chyba potrzebowała nabrać nieco więcej dystansu, ponieważ pomimo tego, że doskonale wiedziała, na jakich zasadach ze sobą bywali, za bardzo się do niego p r z y w i ą z a ł a.
zt.
Tracy Raynott
ODPOWIEDZ

Wróć do „#24”