25 y/o
ZAANGAŻOWANA FOCZKA
176 cm
młodszy inżynier oprogramowania AG
Awatar użytkownika
Let me hold you close
Fly this night above the rising moon
Crazy ovеr you, you, baby
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3-ecio osobowa
czas narracji-
postać
autor

- Oczywiście, że doskonale zdaję sobie z tego sprawę, ale nie martw się. Przypomnę Ci dzień wcześniej i w samym dniu spotkania, także bez obaw. - odpowiedział; bo przecież nie znał Dantego od wczoraj i doskonale wiedział, że Levasseurowi zdarzało się zapomnieć o TAK WAŻNYCH spotkaniach. Stanowili zgrany duet - jeden zapominał, drugi się spóźniał, razem mogli mieć WSZYSTKO.
Parsknął śmiechem, słysząc ripostę, która normalnie powaliła go na kolana - i to prawie dosłownie, bo mało brakowało, a zleciałby z kanapy, ale koniec końców utrzymał równowagę (byłoby inaczej, gdyby był pijany).
- Tak, tak. Ciekawe, czy tak samo powiesz za hm… daje dwa miesiące? No dobra, trzy. - odparł, unosząc trzy palce; dając sobie bezpiecznie jeszcze miesiąc zapasu, ponieważ uważał, że coś WIĘCEJ się zacznie i to była wyłącznie kwestia czasu, aczkolwiek gdyby miało się okazać inaczej, będzie… ZASKOCZONY. A wszystko przez te kanapki. w sensie, Eric po prostu uważał, że po pierwsze, Elsa mogła pozwolić mu spać w samochodzie albo nie uwzględniać przy śniadaniu, a JEDNAK UWZGLĘDNIŁA, więc no, dla Erica sprawa była całkiem jasna. Aż zabawnie poruszył brwiami.
- To sie w sumie szanuje. Kto wie gdzie byś wylądował, gdyby nie zareagowała… - spoważniał na chwilę Stones, bo naprawdę wiele scenariuszy mogło się spełnić a sam Dante mógł wylądować… nawet poza miastem - Ericowi raz czy dwa… no okej, kilka razy tak się zdarzyło, gdy przesadził i był pewien, że taksówkarz wiezie go pod sam dom, a okazywało się, że lądował np w Mississaudze albo Brampton - czuł się tam jak dziecko we mgle, a ludzie też na niego patrzyli z czymś pokroju przerażenia połączonego z zaskoczeniem.
- Hm… trzeba pomyśleć nad czymś, co mógłbyś mieć przy sobie, by było wiadomo, gdzie Cię zawozić albo… musisz mi pisać, gdzie jesteś. - stwierdził, bo przecież aktualizacja miejsca pobytu Dantego, kiedy ten szedł chlać, wysłana SMS-em czy tam przez jakiekolwiek social media, wydawała się Stonesowi jakimś pomysłem - o ile sam nie byłby też na chlaniu lub nie chlaliby razem, to istniało spore prawdopodobieństwo, iż przyjechałby po i do kumpla. Aczkolwiek trochę wiedział jak to jest, kiedy wpadło się w klubowy wir… nagle telefon przestawał być potrzebny, ostatecznie był używany do wykonania foteczki (albo foteczek), które oglądano następnego dnia z komentarzem Co ja odjebałem? lub Co to kurwa jest?
- Dokładnie też tak uważam. Ciekawe, że zamiast się wkurwiać wolała Cię uhm… nakarmić. Pewnie następnym razem Ty nakarmisz ją. - opdpowiedział, uderzając Dantego w ramię. No a tak serio, nie rozumiał też tego zachowania Elsy, no ale cóż, plus był taki, że Levasseur nie słuchał krzyków z rana, tylko zjadł - zapewne całkiem smaczne - śniadaine, dzięki czemu, nie wracał do domu z pustym brzuchem.
- Mhm… za każdym razem, jak wchodzisz do klubu, to powinni puszczać troublemaker. - rzucił, przypominając sobie o istnieniu tej piosenki. Drugą opcją było przyklejenie Dantemu taśmy na usta - albo sam powinien to robić - przed wejściem do klubu, bo może wtedy nikogo by nie wkurwił na tyle, by chciano mu przywalić.
- Obym któregoś dnia nie musiał Cię odwiedzać na sorze. - rzucił nagle, a zaraz po tych słowach odezwał się dzwonek do drzwi, więc Eric, przekonany, iż to dostawca z zamówionym jedzeniem, wstał i poszedł je otworzyć - miał rację. Odebrał zamówienie od dostawcy, a następnie wrócił na swoje miejsce, kładąc pizzę przed sobą i od razu urywając jeden kawałek, by zacząć go konsumować oraz popijać piwkiem.

Dante Levasseur
25 y/o
Enjoy the simplest things
179 cm
zawodowo pcha się w kłopoty ale nikt mu za to nie płaci
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Właśnie dlatego zwykle wolał te bardziej spontaniczne spotkania, zaczynające się od za pół godziny widzimy się w klubie. Z drugiej strony… skoro do czasu tego ustalonego i tak miał o nim zapomnieć i przypomnieć sobie o nim dopiero dzięki przyjacielowi, to chyba także i to można było uznać za dość spontaniczne. Zwłaszcza, że istniało przecież dość spore ryzyko, że w tym umówionym czasie mógłby być już w trakcie jakiejś innej imprezy. Choć na szczęście zupełnie nic nie stało chyba na przeszkodzie, by w razie potrzeby po prostu połączyć ze sobą te dwa wydarzenia…
Jasne, że powiem to samo. Nie wiem, co sobie wyobrażasz w tym durnym łbie, ale tu serio nie ma nic więcej – wywrócił oczami, upijając kolejnych kilka łyków z przyniesionego sobie piwa i dochodząc do wniosku, że z każdym kolejnym wchodziło zdecydowanie lepiej. Na szczęście chwilowy wstręt do alkoholu rzeczywiście musiał więc być chwilowy i być może jednak wcale nie musiał się jeszcze żegnać z tym światem. Choć wciąż najwyraźniej nie zmieniało to jego stanowiska co do tego, że ten przypadkowy nocleg u Elsy naprawdę nie niósł za sobą nic więcej i że Eric stanowczo zbyt dużo sobie dopowiadał. Bo przecież cokolwiek więcej nadal nie miałoby kompletnie żadnego sensu. Ani prawa bytu. I póki co mógł chyba z dość sporą dozą pewności stwierdzić, że za te wspomniane trzy miesiące mógłby co najwyżej wytknąć kumplowi, że to właśnie on miał rację.
Uspokój się, mamo. Przecież nie będę sobie przypinał jakiejś adresówki… – parsknął krótkim śmiechem na ten… w sumie nie aż tak absurdalny pomysł przyjaciela. – W końcu… zawsze przecież i tak wreszcie trafiam do mieszkania, nie? Czasami może zajmuje to trochę dłużej niż powinno, no ale. Ponoć liczy się efekt…
I jeśli nawet efekt miałby być taki, że zwykłe wyjście do klubu kończyło się czasami kilkudniowym melanżem w różnych – czasami mocno szemranych – miejscach i powrotem do domu znacznie późniejszym niż pierwotne założenia… zwykle przecież było warto. Bo przynajmniej nie było nudno. A najwyraźniej to właśnie nieodmiennie stanowiło dla Dantego priorytet – unikanie nudy na wszelkie możliwe, niekiedy dość ryzykowne lub zwyczajnie głupie sposoby.
Przecież nie będzie żadnego następnego razu… – może i w jego wypowiedzi zabrakło już tego absolutnego przekonania co do tego, że miał w tej kwestii absolutną rację, ale chyba nie zwrócił na to większej uwagi. Zamiast tego chyba nawet faktycznie rozważał już przez moment, czy powinien na głos wspomnieć o tym, że zastanawiał się, czy powinien zrobić użytek z tej cholernej wizytówki, którą Elsa wręczyła mu na pożegnanie, ale… mniej więcej w tym samym momencie, gdy już chciał się odezwać, rozległ się dzwonek do drzwi. I całe szczęście, że to właśnie Eric zdecydował się je otworzyć, bo może i piwo wchodziło już całkiem nieźle, ale jednak nadal dotarcie do drzwi i przyjęcie od kuriera pizzy, mogłoby okazać się stanowczo ponad siły Dantego.
Jakbyś już jednak musiał kiedyś wpaść na ten sor, to nie zapomnij przemycić czegoś do picia… – zaśmiał się krótko, sięgając po jeden z kawałków przyniesionej przez Stonesa pizzy. I tak, jasne, może i jeszcze niedawno twierdził, że nie zamierzał jej jeść, ale… tak samo niedawno twierdził też, że alkohol nie był dziś najlepszym pomysłem. Tymczasem zarówno pizza, jak i piwo okazywały się być nieodmiennie całkiem niezłym połączeniem, które w dodatku dość skutecznie pozwalało wrócić do życia. Na tyle przynajmniej, by spędzić dłuższy czas w towarzystwie kumpla – a także kolejnych kilku piw – na dalszych rozmowach, zbaczających w coraz to bardziej absurdalne rejony. A nawet na tyle, by po tym czasie mógł wreszcie zdobyć się na wyjście z Murphym na krótki spacer oraz odprowadzenie Erica do domu. Być może zahaczając przy tym o sklep, by mogli jeszcze przed rozejściem się wypić po jeszcze jednym piwie i spokojnie dokończyć zaczęty po drodze temat…
koniec
Eric Stones
I walk alone, not because I have to, but because I choose to
marchew
wszystko przejdzie, w razie czego można się dogadać
ODPOWIEDZ

Wróć do „#2”