29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you give me more than a feeling...

Tutaj nie chodziło o to, że potrafił miauczeć na zawołanie, tylko po to, żeby się z nią wygłupić. Ani o to, że z taką przerażającą łatwością składał na jej ustach pocałunek, bo po prostu się za nią stęsknił. Ani nawet o to cholernie miłe uczucie, gdy jej kciuk ścierał z jego skóry tę przeklętą szminkę, o której wewnętrznie wręcz błagał, żeby została. Bo wtedy, patrząc później w lustro, widziałby ten ulotny ślad kobiecego kosmetyku. Namiastkę bliskości z jego płomyczkiem. Fuck. A może właśnie o to chodziło? O te wszystkie małe rzeczy, które przychodziły mu z przerażającą łatwością. O to, co czuł, chociaż jednocześnie chciał i nie chciał z tym walczyć. Chciał jej. Chciał mieć przy sobie. Jak na kogoś, kto cholernie bał się angażować w relacje z ludźmi spoza kręgu swojej pracy albo przyjaciół, lgnął do niej bez większego oporu. Niczym ćma do światła. Była powalająca, a to, jak seksownie wyglądała w tych swoich prawniczych ciuszkach, wcale mu nie pomagało. Nie mógł nic na to poradzić. Inteligentne kobiety zawsze skradały mu serce. A najwidoczniej jeszcze bardziej te, które za dnia odgrywały posłuszne córeczki, a nocą stawały się ich największym przekleństwem.

Taka właśnie była.

A jemu?
Jemu to za cholerę nie przeszkadzało.
Splecenie ich dłoni było czymś naturalnym. Tyle że w przeciwieństwie do wymogów w pracy, tym razem naprawdę chciał to zrobić. Nie miał wypisanego w kontrakcie, co mógł, a czego nie mógł z nią robić. Nie było żadnych zasad, żadnej roli, żadnych ustalonych granic zapisanych drobnym druczkiem. Zdawał się wyłącznie na własny instynkt i tę cząstkę uczuć, która pchała go ku temu, żeby był przy niej śmielszy. Idąc przez zatłoczony chodnik, zerkał na nią od czasu do czasu. Uniósł brew, gdy zauważył, że wydawała się trochę zmieszana, wpatrzona w swoje buty albo w chodnik pod nimi... Przez krótką chwilę zastanowił się nawet, czy wszystko było w porządku z jego gadułą. Jednak moment później zobaczył ten nikczemny wyraz twarzy. No tak. Wiedział, że zaraz uderzy go czymś, co będzie musiał niemal natychmiastowo odbić. Uniósł brew, uśmiechając się pod nosem. - Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? - rzucił, wbijając spojrzenie w jej słodkie, orzechowe tęczówki. Poczuł ciepło rozchodzące się po jego ciele. Cholera, była urocza. Przełknął ślinę i odwrócił wzrok na moment. Czyżby Arden się zawstydził? No nowość. - Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić..

Wchodząc do restauracji, rozejrzał się na boki, od razu zauważając, że miejsce wyglądało bardzo posh. No tak. Płomyczek przecież pewnie pochodziła z jakiejś rodzinki krawaciarzy, więc czemu miałby się dziwić, że to było jedno z jej ulubionych miejsc, żeby coś zjeść? Rozsiadł się wygodnie na krześle, chwycił menu i zaczął przyglądać się przeróżnym pozycjom. Gdy się odezwała, zerknął na nią znad menu, unosząc kącik ust. - Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz - odparł, po czym wzruszył lekko ramieniem. - I jasne, zjem cokolwiek. - Zamknął menu i odłożył je na bok, obserwując z jakim profesjonalizmem zamawiała im jedzenie i herbatę. Było w tym coś cholernie pociągającego. Wyprostował się na krześle, przyglądając się jej uważniej. I wtedy poczuł jej nogę ocierającą się o jego łydkę.

Oh.
Okej. Tak będziemy grać?
- Eleanor - odezwał się, wbijając w nią spojrzenie, które miało być ostrzegawcze, ale prawdopodobnie zdradzało trochę za dużo. - Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie - odpowiedział, starając się brzmieć normalnie, chociaż mięśnie napięły mu się mimowolnie, gdy przycisnęła stopę mocniej do jego łydki. Cholera jasna. - Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie - dopowiedział, z dużo większą szczerością, niż początkowo zamierzał. Jej pytanie o to czy ktoś mu powiedział, że wyglądał jak Włochh zignorował kompletnie. Nie dlatego, że nie słuchał. Słuchał aż za dobrze. Po prostu w tamtym momencie jego cierpliwość miała już dość balansowania na cienkiej granicy pomiędzy udawaniem obojętności a chęcią zrobienia czegoś skrajnie nierozsądnego. Wstał z krzesła, obszedł stolik i podszedł do niej. Chwycił torbę leżącą na miejscu obok, przełożył ją na przód, po czym usiadł tuż przy Eleanor i nachylił się do jej ucha. - A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? - wyszeptał nisko. W tym samym czasie przesunął nosem po jej szyi, powoli... a jego dłoń odnalazła jej udo pod stołem, a palce zacisnęły się na nim mocniej.

2 tygodnie później

Arden nie mógł uwierzyć, że naprawdę byli już w trasie do miejsca, w którym miały rozpocząć się nagrania do The Traitors. Miał cichą nadzieję, że to właśnie on zostanie wybrany na zdrajcę i że jeżeli Eleanor trafi do wiernych, będzie mógł ją chronić tak długo, jak tylko będzie miał ku temu okazję. W końcu nie mógł zaprzepaścić swojej szansy na wygraną, prawda? Chociaż…
Dlaczego najpierw myślał o tym, żeby ona była bezpieczna, zamiast o tej cholernej wygranej? Nie rozumiał tego. Nie rozumiał siebie, a przede wszystkim nie rozumiał swoich uczuć wobec tej rudowłosej, pyskatej dziewczyny, która w diametralnym tempie przewróciła jego życie do góry nogami. Nie potrafił powstrzymać się przed zerkaniem w telefon częściej niż zwykle, tylko po to, żeby sprawdzić, czy na ekranie nie pojawiło się jej imię. Mieszała mu w głowie. Nie miał co do tego nawet cienia wątpliwości.

Momentami zastanawiał się, czy z tej niedorzecznej sytuacji istniało jeszcze jakiekolwiek wyjście. Easy way out. Tylko że z drugiej strony… było mu dobrze tu, gdzie był. A posiadanie panny O’Cahallan w swoim życiu wcale nie okazało się tak złe, jak z początku mu się wydawało. Ekipa filmowa wyjaśniła im, co i jak. Finn ruszył pierwszy w kierunku dworca, czekając na pociąg. Po chwili podszedł do niego wysoki mężczyzna z długim wąsem i brodą, która niemal przypominała zarost Albusa Dumbledore’a. - Rupert, uszanowanko po mojej stronie - przedstawił się, posyłając mu nikczemny uśmiech. Arden uścisnął jego dłoń i odpowiedział takim samym, uprzejmie fałszywym uśmiechem. - Finnegan - rzucił, po czym rozejrzał się mimowolnie, szukając wzrokiem swojej towarzyszki sekretu. Chwilę później do dwójki mężczyzn powoli podeszła starsza kobieta, obdarzając ich delikatnym, ciepłym uśmiechem. - Witam, Caroline. Miło was poznać. - Obaj mężczyźni nachylili się, żeby przytulić ją bokiem, grzecznie, ostrożnie, jeszcze w tej dziwnej fazie, w której nie byli zbytnio pewni na co mogą a na co nie sobie pozwolić...
k o n f e s j o n a ł

Finnegan usiadł przed kamerami na wygodnym fotelu. Rozejrzał się na boki, po czym skierował wzrok prosto w obiektyw. - Już mogę zaczynać? - zapytał, odchrząkując, kiedy kamerzysta skinął głową. - Cześć, jestem Finnegan, mam dwadzieścia dziewięć lat i na co dzień zajmuję się pomocą w domu opieki.- Pierwsze kłamstwo w tej grze. Przecież nie powie im, że był mężczyzną do towarzystwa, prawda? Aż tak nie zgłupiał. Jeszcze. - Chciałbym zostać zdrajcą i uważam, że jestem w stanie wygrać tę grę - dodał z nonszalanckim uśmiechem, po czym wstał i opuścił konfesjonał.
Z każdą kolejną minutą robił się coraz bardziej niespokojny. Ludzi przybywało, ekipa kręciła kolejne ujęcia, uczestnicy wymieniali pierwsze uprzejmości, a po jego partnerce… to znaczy towarzyszce… nie było ani śladu. Może stchórzyła? Już wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego, choć oczywiście próbował to ukryć pod swoją zwyczajową maską obojętności, kiedy nagle zobaczył rudą burzę włosów sunącą w kierunku ludzi zebranych na peronie. Poczuł nieznany ucisk w klatce piersiowej. Spróbował ukryć uśmiech, który bezczelnie pchał mu się na usta, bo przecież nie mógł dać po sobie poznać, że wywoływała w nim jakiekolwiek emocje...no i to... że się znali.

płomyczek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

How do you feel right now
Game started


To nie tak, że nagle zapominała o tym, jak się oddychało, gdy Finn był obok niej. To nie tak, że lgnęła do niego jak ćma do światła. Miała przecież mnóstwo powodów, żeby trzymać się od Ardena na bezpieczny dystans. A jednak, im dłużej o tym myślała, tym bardziej docierało do niej, jak bardzo przepadła. Finn był jak zakazany owoc, a jej bezpieczna codzienność traciła przy nim na znaczeniu. Facet miał w sobie coś tak cholernie uzależniającego, że na sam dźwięk jego głosu w jej żołądku podrywało się do lotu całe stado motyli. Bała się tego? Może trochę tak, bo Finn... ze swoim zawodem i tą całą aurą tajemniczości... na pewno nie był szansą na spokojną, słodką relację, czuła to. Jednak z drugiej strony - gra pozorów, dreszcz emocji i fakt, że jako jeden z niewielu nie dawał się otwarcie oczarować jej urokowi, kręciły ją bardziej niż była w stanie przyznać. Wpadła po uszy i choć jej racjonalna strona krzyczała, by natychmiast wrzucić na luz, Eleanor już teraz wiedziała, że nie ma najmniejszego zamiaru się wycofać.


o d d y c h a j


Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? Uśmiechnęła się jak prawdziwy diabełek i skinęła potakująco głową. Przyszło jej do głowy, że komuś takiemu jak Arden dałaby się porwać o każdej porze dnia i nocy, ale przecież nie powiedziałaby tego na głos, nie była aż taką desperatką (no, może trochę była, bo Arden jako jeden z niewielu nie chciał jej jeść z ręki od pierwszego spotkania, a przecież... była rozpieszczoną córeczką tatusia i zazwyczaj dostawała to, co chciała). Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić... Gdzieś pod skórą czuła, że słowa Finnegana miały drugie dno, ale... to wcale nie było takie złe - zły był fakt, że doskonale zdawała sobie sprawę z podwójnego znaczenia jego słów i ta druga wizja niesamowicie ją kręciła. A jaka wizja? Och, wizja jej samej, w jego objęciach, najlepiej nagich, w jakimś pięknym miejscu... Stop, stop, Eleanor, Finn teraz mówi. Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz. Tych słów również postanowiła nie komentować. Arden mógł się tylko domyślać, co działo się w jej słodkiej, rudej główce, gdy ostentacyjnie milczała, wodząc wzrokiem po sali. A mianowicie... Tak, jego praca miała wiele zalet. Ludzie płacili mu za samo towarzystwo, kupowali drogie wycieczki, pewnie nieraz towarzyszył bogatym kobietom na luksusowych wakacjach za granicą… A między tym całym luksusem, drogim szampanem i truskawkami z bitą śmietaną na pewno był też seks, a samo wyobrażenie sobie Finna bez koszulki powodowało rumieńce na jej twarzy. Tamtej nocy, gdy się poznali, do niczego między nimi nie doszło - no może oprócz kilku (bardzo dobrych) pocałunków - i teraz, z perspektywy czasu, Eleanor sądziła, że dobrze się stało i dziękowała niebiosom, że Finn zachował rozsądek w momencie, gdy jej go zabrakło. Jednak tego również nie chciała mu powiedzieć. Na pewno nie teraz, gdy miał nad nią taką przewagę, bo wydawało jej się, że... jej starania w ogóle go nie obchodziły.

Eleanor. Ahhh. Jego głos, ton i sposób, w jaki wypowiedział jej imię... To był miód na jej uszy. Czyżby czuł to samo, co ona? Słodziak. Uśmiechnęła się przeuroczo, t o p i ą c się w jego oczach. Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie. Słysząc konkrety, natychmiast sięgnęła po leżący na stole kalendarz, żeby zanotować tam wszystkie daty. Chwilę później, z obojętną miną, zaczęła szybko stukać w ekran telefonu, wysyłając wiadomość do swojej przełożonej, że z przyczyn osobistych będzie potrzebowała dłuższego urlopu. Nikomu nie zamierzała mówić o udziale w programie telewizyjnym, bo... może akurat nikt nie zauważy jej obecności? A jak zauważą... Cóż, dopiero wtedy będzie się tym martwić, eoeoeoe. Kurczę, chyba będzie musiała powiedzieć o wszystkim Aidenowi przed wyjazdem, bo jakby umarła w trakcie to... Jezu, o czym ona myślała w tej chwili? - Dobrze - ucięła krótko, po czym kontynuowała pisanie wiadomości, nawet nie patrząc w stronę Finna, za to dalej flirtując z jego nogą pod stołem. Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie. Zerknęła na swojego ulubionego prawie-Włocha znad ekranu telefonu i lekko przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się z ukosa. Finnegan Arden doskonale wiedział, jak flirtować z kobietami, ach. No jakżeby inaczej, w końcu to jego fach, a mimo to znów poczuła motylki w brzuchu, cholera. Posłała mu olśniewający uśmiech, bo jakoś tak po prostu… po raz pierwszy w życiu odebrało jej mowę, mimo że ten komplement nie był jakoś szczególnie wyszukany, jeju. Zapewne nie chodziło o słowa, które zostały wypowiedziane, ale o osobę, która je wypowiadała... Oj, Eleanor, uważaj na siebie i swoje serduszko, bo źle to się skończy. Jednak życie miało to do siebie, że rozum mówił jedno, a serce drugie, prawda? Oj.

A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? Już otwierała usta, żeby powiedzieć, że wręcz przeciwnie, kiedy Finn poderwał się z krzesła, usiadł obok niej, po czym... zacisnął palce na jej udzie pod stołem. Spłonęła rumieńcem, ale wytrzymała jego spojrzenie i przyciągnęła go do siebie lekko za koszulę, żeby skraść mu słodki pocałunek. No i całowała go aż do momentu, w którym kelner chrząknął znacząco i, zachowując niespotykany wręcz profesjonalizm, po prostu postawił przed nimi ten głupi zestaw numer cztery.


2 tygodnie później


Boże. Boże. Jezu. Jezuniu.

Tylko Aiden wiedział o jej udziale w programie - oprócz Finna, oczywiście. Nie pisnęła słowa nawet Camelii, swojej najlepszej przyjaciółce. Teraz odrobinę tego żałowała, bo nikt nie zrozumiałby jej rozterek tak jak Camelia, ale nie chciała zwalać się przyjaciółce ze swoimi wszystkimi obawami dzień przed wyjazdem.

No i oczywiście - jak to ona - była cholernie spóźniona! Swoją gigantyczną, błękitną walizkę pakowała chyba z trzy razy, przerzucając markowe ciuchy i denerwując się, że nie miała odpowiednich kreacji, takich... hm... pasujących do zamku w Quebecu. Jednak jakoś udało jej się spakować, a na dworzec odwiózł ją Aiden. Przytulił ją mocno na pożegnanie i życzył powodzenia, mimo że w jego oczach Eleanor ewidentnie dostrzegała ślady ROZBAWIENIA zaistniałą sytuacją. Jednak Rudej nie było do śmiechu, zwłaszcza, gdy brat zostawił ją już samą. To właśnie wtedy dopadł ją pierwszy stres, przez który usiadła na walizce, a ludzie ją mijali, mijali... i mijali. Kurczę, mimo że udział w The Traitors od zawsze był jej cichym marzeniem, teraz rzeczywistość zaczynała ją przerastać. Poza tym… jechała tam z Finnem! Przez ostatnie dwa tygodnie nie spotkali się ani razu, a im bardziej Ruda starała się o nim nie myśleć, tym intensywniej wracał przed snem i rozpraszał ją podczas pracy w kancelarii. JEZU, każda najmniejsza komórka jej organizmu głośno krzyczała, że ten facet absolutnie nie był dobrym materiałem na… PRZYJACIELA, ale im mocniej próbowała wyrzucić go z głowy, tym bardziej pragnęła poświęcić mu każdą wolną chwilę. No i z tym całym emocjonalnym chaosem w głowie i ciężką walizką na kółkach wbiegła na peron dworca w tym samym momencie, co jakaś dziewczyna, która wyglądała jak rasowa movie star. Obcisła sukienka, kapelusz z wielkim rondem, apaszka, okulary, te sprawy...

k o n f e s j o n a ł

Eleanor usiadła na fotelu przed kamerami i odgarnęła zbłąkany kosmyk rudych włosów za ucho. - Czy często się spóźniam...? - zaśmiała się, po czym machnęła ręką. - Cóż, zdarza mi się, nie zaprzeczam. Czas to pojęcie względne, ale spokojnie, do sądu na rozprawy zawsze przychodzę przed czasem... Czym się zajmuję? Ach, jestem młodszym adwokatem w jednej z kancelarii prawniczych w Toronto - uśmiechnęła się delikatnie do kamery i założyła nogę na nogę. - Doskonale wiem, kiedy ludzie kłamią, ale sama mam ukrywanie prawdy we krwi, więc... byłabym idealnym zdrajcą - zakończyła swój wywód, po czym puściła operatorowi perskie oczko, wstała i wyszła. Pierwsze koty za płoty.
Gdy oficjalnie wbiła z walizką na peron, gdzie kłębił się już tłum uczestników, od razu przybrała najbardziej czarującą, towarzyską maskę i z promiennym uśmiechem zaczęła podchodzić do kolejnych osób, uparcie ignorując Finna. Poznała Ruperta, poznała Caroline... Poznała również Nancy, która wyglądała jak klasyczny nerd w okularach (a miała na sobie koszulkę z Witchera!), Adama (agenta ubezpieczeniowego z Burlington, wyglądał jak nudziarz), Penny (żywiołową studentkę malarstwa) oraz... Manuelę, z którą Eleanor pojawiła się na peronie jednocześnie. Manuela okazała się być azjatycką modelką i... jakby to ładnie ująć... żmiją, bo zamiast skupić się na rozmowie ze wszystkimi uczestnikami, zdaniem Rudej rozmawiała z Finneganem zdecydowanie zbyt długo. Ela zgromiła Manuelę lodowatym wzrokiem, po czym sama podeszła do Ardena - stanęła przed nim, uśmiechnęła się uroczo i wyciągnęła przed siebie dłoń. - Eleanor - przedstawiła się słodko, patrząc mu prosto w oczy. Jeju... udawanie, że wcale go nie znała, wymagało od niej doskonałej gry aktorskiej. Kiedy jej dłoń spoczęła w jego dłoni, musiała włożyć całą swoją silną wolę w to, by nie zacisnąć palców na jego skórze w ten sam bezczelny sposób, co on zacisnął swoją dłoń na jej udzie, dwa tygodnie temu w restauracji. Poza tym... Boże, wyglądał dziś tak nieziemsko dobrze. Fryzura, koszula... (fura i komóra...) i ten jego wzrok, który w końcu skupił się tylko i wyłącznie na niej. Na dodatek pachniał obłędnie. Już znała ten zapach. Jeju, spojrzała mu w oczy i cały dotychczasowy stres, który odczuwała, zniknął.

Jednak najwidoczniej przyglądali się sobie w milczeniu zbyt długo, bo stojąca obok Manuela zastukała obcasem i posłała Rudej równie niemiłe spojrzenie, co wcześniej Eleanor jej, no i już Eleanor miała werbalnie pokazać jej miejsce w szeregu, gdy sytuację uratował donośny głos asystenta reżysera, który z megafonem w ręku ogłosił, że czas na wejście na pokład. - Wszyscy uczestnicy proszeni są o zajmowanie miejsc w pociągu! Ruszamy za pięć minut! - echo poniosło się po peronie. Ruda nie potrzebowała kolejnego zaproszenia. Ruszyła do przodu, a omijając Finna, jak gdyby nigdy nic przejechała dłonią po jego ramieniu i jej palce musnęły materiał jego koszuli. Wyminęła go z dumnie uniesioną głową, pociągnęła za sobą błękitną walizkę i z pełną gracją wślizgnęła się do wnętrza pierwszego wagonu. Usiadła przy oknie, po czym zerknęła na drzwi wagonu, niecierpliwie czekając, aż jego sylwetka pojawi się w przejściu.

Czas rozpocząć grę, my darling.

Game started
I'm burning now and it's wild
Lose control just like a child


𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”