29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

you give me more than a feeling...

Tutaj nie chodziło o to, że potrafił miauczeć na zawołanie, tylko po to, żeby się z nią wygłupić. Ani o to, że z taką przerażającą łatwością składał na jej ustach pocałunek, bo po prostu się za nią stęsknił. Ani nawet o to cholernie miłe uczucie, gdy jej kciuk ścierał z jego skóry tę przeklętą szminkę, o której wewnętrznie wręcz błagał, żeby została. Bo wtedy, patrząc później w lustro, widziałby ten ulotny ślad kobiecego kosmetyku. Namiastkę bliskości z jego płomyczkiem. Fuck. A może właśnie o to chodziło? O te wszystkie małe rzeczy, które przychodziły mu z przerażającą łatwością. O to, co czuł, chociaż jednocześnie chciał i nie chciał z tym walczyć. Chciał jej. Chciał mieć przy sobie. Jak na kogoś, kto cholernie bał się angażować w relacje z ludźmi spoza kręgu swojej pracy albo przyjaciół, lgnął do niej bez większego oporu. Niczym ćma do światła. Była powalająca, a to, jak seksownie wyglądała w tych swoich prawniczych ciuszkach, wcale mu nie pomagało. Nie mógł nic na to poradzić. Inteligentne kobiety zawsze skradały mu serce. A najwidoczniej jeszcze bardziej te, które za dnia odgrywały posłuszne córeczki, a nocą stawały się ich największym przekleństwem.

Taka właśnie była.

A jemu?
Jemu to za cholerę nie przeszkadzało.
Splecenie ich dłoni było czymś naturalnym. Tyle że w przeciwieństwie do wymogów w pracy, tym razem naprawdę chciał to zrobić. Nie miał wypisanego w kontrakcie, co mógł, a czego nie mógł z nią robić. Nie było żadnych zasad, żadnej roli, żadnych ustalonych granic zapisanych drobnym druczkiem. Zdawał się wyłącznie na własny instynkt i tę cząstkę uczuć, która pchała go ku temu, żeby był przy niej śmielszy. Idąc przez zatłoczony chodnik, zerkał na nią od czasu do czasu. Uniósł brew, gdy zauważył, że wydawała się trochę zmieszana, wpatrzona w swoje buty albo w chodnik pod nimi... Przez krótką chwilę zastanowił się nawet, czy wszystko było w porządku z jego gadułą. Jednak moment później zobaczył ten nikczemny wyraz twarzy. No tak. Wiedział, że zaraz uderzy go czymś, co będzie musiał niemal natychmiastowo odbić. Uniósł brew, uśmiechając się pod nosem. - Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? - rzucił, wbijając spojrzenie w jej słodkie, orzechowe tęczówki. Poczuł ciepło rozchodzące się po jego ciele. Cholera, była urocza. Przełknął ślinę i odwrócił wzrok na moment. Czyżby Arden się zawstydził? No nowość. - Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić..

Wchodząc do restauracji, rozejrzał się na boki, od razu zauważając, że miejsce wyglądało bardzo posh. No tak. Płomyczek przecież pewnie pochodziła z jakiejś rodzinki krawaciarzy, więc czemu miałby się dziwić, że to było jedno z jej ulubionych miejsc, żeby coś zjeść? Rozsiadł się wygodnie na krześle, chwycił menu i zaczął przyglądać się przeróżnym pozycjom. Gdy się odezwała, zerknął na nią znad menu, unosząc kącik ust. - Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz - odparł, po czym wzruszył lekko ramieniem. - I jasne, zjem cokolwiek. - Zamknął menu i odłożył je na bok, obserwując z jakim profesjonalizmem zamawiała im jedzenie i herbatę. Było w tym coś cholernie pociągającego. Wyprostował się na krześle, przyglądając się jej uważniej. I wtedy poczuł jej nogę ocierającą się o jego łydkę.

Oh.
Okej. Tak będziemy grać?
- Eleanor - odezwał się, wbijając w nią spojrzenie, które miało być ostrzegawcze, ale prawdopodobnie zdradzało trochę za dużo. - Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie - odpowiedział, starając się brzmieć normalnie, chociaż mięśnie napięły mu się mimowolnie, gdy przycisnęła stopę mocniej do jego łydki. Cholera jasna. - Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie - dopowiedział, z dużo większą szczerością, niż początkowo zamierzał. Jej pytanie o to czy ktoś mu powiedział, że wyglądał jak Włochh zignorował kompletnie. Nie dlatego, że nie słuchał. Słuchał aż za dobrze. Po prostu w tamtym momencie jego cierpliwość miała już dość balansowania na cienkiej granicy pomiędzy udawaniem obojętności a chęcią zrobienia czegoś skrajnie nierozsądnego. Wstał z krzesła, obszedł stolik i podszedł do niej. Chwycił torbę leżącą na miejscu obok, przełożył ją na przód, po czym usiadł tuż przy Eleanor i nachylił się do jej ucha. - A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? - wyszeptał nisko. W tym samym czasie przesunął nosem po jej szyi, powoli... a jego dłoń odnalazła jej udo pod stołem, a palce zacisnęły się na nim mocniej.

2 tygodnie później

Arden nie mógł uwierzyć, że naprawdę byli już w trasie do miejsca, w którym miały rozpocząć się nagrania do The Traitors. Miał cichą nadzieję, że to właśnie on zostanie wybrany na zdrajcę i że jeżeli Eleanor trafi do wiernych, będzie mógł ją chronić tak długo, jak tylko będzie miał ku temu okazję. W końcu nie mógł zaprzepaścić swojej szansy na wygraną, prawda? Chociaż…
Dlaczego najpierw myślał o tym, żeby ona była bezpieczna, zamiast o tej cholernej wygranej? Nie rozumiał tego. Nie rozumiał siebie, a przede wszystkim nie rozumiał swoich uczuć wobec tej rudowłosej, pyskatej dziewczyny, która w diametralnym tempie przewróciła jego życie do góry nogami. Nie potrafił powstrzymać się przed zerkaniem w telefon częściej niż zwykle, tylko po to, żeby sprawdzić, czy na ekranie nie pojawiło się jej imię. Mieszała mu w głowie. Nie miał co do tego nawet cienia wątpliwości.

Momentami zastanawiał się, czy z tej niedorzecznej sytuacji istniało jeszcze jakiekolwiek wyjście. Easy way out. Tylko że z drugiej strony… było mu dobrze tu, gdzie był. A posiadanie panny O’Cahallan w swoim życiu wcale nie okazało się tak złe, jak z początku mu się wydawało. Ekipa filmowa wyjaśniła im, co i jak. Finn ruszył pierwszy w kierunku dworca, czekając na pociąg. Po chwili podszedł do niego wysoki mężczyzna z długim wąsem i brodą, która niemal przypominała zarost Albusa Dumbledore’a. - Rupert, uszanowanko po mojej stronie - przedstawił się, posyłając mu nikczemny uśmiech. Arden uścisnął jego dłoń i odpowiedział takim samym, uprzejmie fałszywym uśmiechem. - Finnegan - rzucił, po czym rozejrzał się mimowolnie, szukając wzrokiem swojej towarzyszki sekretu. Chwilę później do dwójki mężczyzn powoli podeszła starsza kobieta, obdarzając ich delikatnym, ciepłym uśmiechem. - Witam, Caroline. Miło was poznać. - Obaj mężczyźni nachylili się, żeby przytulić ją bokiem, grzecznie, ostrożnie, jeszcze w tej dziwnej fazie, w której nie byli zbytnio pewni na co mogą a na co nie sobie pozwolić...
k o n f e s j o n a ł

Finnegan usiadł przed kamerami na wygodnym fotelu. Rozejrzał się na boki, po czym skierował wzrok prosto w obiektyw. - Już mogę zaczynać? - zapytał, odchrząkując, kiedy kamerzysta skinął głową. - Cześć, jestem Finnegan, mam dwadzieścia dziewięć lat i na co dzień zajmuję się pomocą w domu opieki.- Pierwsze kłamstwo w tej grze. Przecież nie powie im, że był mężczyzną do towarzystwa, prawda? Aż tak nie zgłupiał. Jeszcze. - Chciałbym zostać zdrajcą i uważam, że jestem w stanie wygrać tę grę - dodał z nonszalanckim uśmiechem, po czym wstał i opuścił konfesjonał.
Z każdą kolejną minutą robił się coraz bardziej niespokojny. Ludzi przybywało, ekipa kręciła kolejne ujęcia, uczestnicy wymieniali pierwsze uprzejmości, a po jego partnerce… to znaczy towarzyszce… nie było ani śladu. Może stchórzyła? Już wyglądał na wyraźnie zdenerwowanego, choć oczywiście próbował to ukryć pod swoją zwyczajową maską obojętności, kiedy nagle zobaczył rudą burzę włosów sunącą w kierunku ludzi zebranych na peronie. Poczuł nieznany ucisk w klatce piersiowej. Spróbował ukryć uśmiech, który bezczelnie pchał mu się na usta, bo przecież nie mógł dać po sobie poznać, że wywoływała w nim jakiekolwiek emocje...no i to... że się znali.

płomyczek
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

How do you feel right now
Game started


To nie tak, że nagle zapominała o tym, jak się oddychało, gdy Finn był obok niej. To nie tak, że lgnęła do niego jak ćma do światła. Miała przecież mnóstwo powodów, żeby trzymać się od Ardena na bezpieczny dystans. A jednak, im dłużej o tym myślała, tym bardziej docierało do niej, jak bardzo przepadła. Finn był jak zakazany owoc, a jej bezpieczna codzienność traciła przy nim na znaczeniu. Facet miał w sobie coś tak cholernie uzależniającego, że na sam dźwięk jego głosu w jej żołądku podrywało się do lotu całe stado motyli. Bała się tego? Może trochę tak, bo Finn... ze swoim zawodem i tą całą aurą tajemniczości... na pewno nie był szansą na spokojną, słodką relację, czuła to. Jednak z drugiej strony - gra pozorów, dreszcz emocji i fakt, że jako jeden z niewielu nie dawał się otwarcie oczarować jej urokowi, kręciły ją bardziej niż była w stanie przyznać. Wpadła po uszy i choć jej racjonalna strona krzyczała, by natychmiast wrzucić na luz, Eleanor już teraz wiedziała, że nie ma najmniejszego zamiaru się wycofać.


o d d y c h a j


Dobrze, nazwiemy to wtedy obopólną zgodą na porwanie, hm? Uśmiechnęła się jak prawdziwy diabełek i skinęła potakująco głową. Przyszło jej do głowy, że komuś takiemu jak Arden dałaby się porwać o każdej porze dnia i nocy, ale przecież nie powiedziałaby tego na głos, nie była aż taką desperatką (no, może trochę była, bo Arden jako jeden z niewielu nie chciał jej jeść z ręki od pierwszego spotkania, a przecież... była rozpieszczoną córeczką tatusia i zazwyczaj dostawała to, co chciała). Postaraj się, bo takiej szansy nie możesz zaprzepaścić... Gdzieś pod skórą czuła, że słowa Finnegana miały drugie dno, ale... to wcale nie było takie złe - zły był fakt, że doskonale zdawała sobie sprawę z podwójnego znaczenia jego słów i ta druga wizja niesamowicie ją kręciła. A jaka wizja? Och, wizja jej samej, w jego objęciach, najlepiej nagich, w jakimś pięknym miejscu... Stop, stop, Eleanor, Finn teraz mówi. Ta praca ma czasami swoje zalety. Jak teraz. Tych słów również postanowiła nie komentować. Arden mógł się tylko domyślać, co działo się w jej słodkiej, rudej główce, gdy ostentacyjnie milczała, wodząc wzrokiem po sali. A mianowicie... Tak, jego praca miała wiele zalet. Ludzie płacili mu za samo towarzystwo, kupowali drogie wycieczki, pewnie nieraz towarzyszył bogatym kobietom na luksusowych wakacjach za granicą… A między tym całym luksusem, drogim szampanem i truskawkami z bitą śmietaną na pewno był też seks, a samo wyobrażenie sobie Finna bez koszulki powodowało rumieńce na jej twarzy. Tamtej nocy, gdy się poznali, do niczego między nimi nie doszło - no może oprócz kilku (bardzo dobrych) pocałunków - i teraz, z perspektywy czasu, Eleanor sądziła, że dobrze się stało i dziękowała niebiosom, że Finn zachował rozsądek w momencie, gdy jej go zabrakło. Jednak tego również nie chciała mu powiedzieć. Na pewno nie teraz, gdy miał nad nią taką przewagę, bo wydawało jej się, że... jej starania w ogóle go nie obchodziły.

Eleanor. Ahhh. Jego głos, ton i sposób, w jaki wypowiedział jej imię... To był miód na jej uszy. Czyżby czuł to samo, co ona? Słodziak. Uśmiechnęła się przeuroczo, t o p i ą c się w jego oczach. Interviews są jutro. Nagrywanie za dwa tygodnie. Słysząc konkrety, natychmiast sięgnęła po leżący na stole kalendarz, żeby zanotować tam wszystkie daty. Chwilę później, z obojętną miną, zaczęła szybko stukać w ekran telefonu, wysyłając wiadomość do swojej przełożonej, że z przyczyn osobistych będzie potrzebowała dłuższego urlopu. Nikomu nie zamierzała mówić o udziale w programie telewizyjnym, bo... może akurat nikt nie zauważy jej obecności? A jak zauważą... Cóż, dopiero wtedy będzie się tym martwić, eoeoeoe. Kurczę, chyba będzie musiała powiedzieć o wszystkim Aidenowi przed wyjazdem, bo jakby umarła w trakcie to... Jezu, o czym ona myślała w tej chwili? - Dobrze - ucięła krótko, po czym kontynuowała pisanie wiadomości, nawet nie patrząc w stronę Finna, za to dalej flirtując z jego nogą pod stołem. Będziesz wyglądała we wszystkim prześlicznie. Zerknęła na swojego ulubionego prawie-Włocha znad ekranu telefonu i lekko przechyliła głowę na bok, przyglądając mu się z ukosa. Finnegan Arden doskonale wiedział, jak flirtować z kobietami, ach. No jakżeby inaczej, w końcu to jego fach, a mimo to znów poczuła motylki w brzuchu, cholera. Posłała mu olśniewający uśmiech, bo jakoś tak po prostu… po raz pierwszy w życiu odebrało jej mowę, mimo że ten komplement nie był jakoś szczególnie wyszukany, jeju. Zapewne nie chodziło o słowa, które zostały wypowiedziane, ale o osobę, która je wypowiadała... Oj, Eleanor, uważaj na siebie i swoje serduszko, bo źle to się skończy. Jednak życie miało to do siebie, że rozum mówił jedno, a serce drugie, prawda? Oj.

A czy mówił ci ktoś kiedyś, że jesteś cholernie niegrzeczna? Już otwierała usta, żeby powiedzieć, że wręcz przeciwnie, kiedy Finn poderwał się z krzesła, usiadł obok niej, po czym... zacisnął palce na jej udzie pod stołem. Spłonęła rumieńcem, ale wytrzymała jego spojrzenie i przyciągnęła go do siebie lekko za koszulę, żeby skraść mu słodki pocałunek. No i całowała go aż do momentu, w którym kelner chrząknął znacząco i, zachowując niespotykany wręcz profesjonalizm, po prostu postawił przed nimi ten głupi zestaw numer cztery.


2 tygodnie później


Boże. Boże. Jezu. Jezuniu.

Tylko Aiden wiedział o jej udziale w programie - oprócz Finna, oczywiście. Nie pisnęła słowa nawet Camelii, swojej najlepszej przyjaciółce. Teraz odrobinę tego żałowała, bo nikt nie zrozumiałby jej rozterek tak jak Camelia, ale nie chciała zwalać się przyjaciółce ze swoimi wszystkimi obawami dzień przed wyjazdem.

No i oczywiście - jak to ona - była cholernie spóźniona! Swoją gigantyczną, błękitną walizkę pakowała chyba z trzy razy, przerzucając markowe ciuchy i denerwując się, że nie miała odpowiednich kreacji, takich... hm... pasujących do zamku w Quebecu. Jednak jakoś udało jej się spakować, a na dworzec odwiózł ją Aiden. Przytulił ją mocno na pożegnanie i życzył powodzenia, mimo że w jego oczach Eleanor ewidentnie dostrzegała ślady ROZBAWIENIA zaistniałą sytuacją. Jednak Rudej nie było do śmiechu, zwłaszcza, gdy brat zostawił ją już samą. To właśnie wtedy dopadł ją pierwszy stres, przez który usiadła na walizce, a ludzie ją mijali, mijali... i mijali. Kurczę, mimo że udział w The Traitors od zawsze był jej cichym marzeniem, teraz rzeczywistość zaczynała ją przerastać. Poza tym… jechała tam z Finnem! Przez ostatnie dwa tygodnie nie spotkali się ani razu, a im bardziej Ruda starała się o nim nie myśleć, tym intensywniej wracał przed snem i rozpraszał ją podczas pracy w kancelarii. JEZU, każda najmniejsza komórka jej organizmu głośno krzyczała, że ten facet absolutnie nie był dobrym materiałem na… PRZYJACIELA, ale im mocniej próbowała wyrzucić go z głowy, tym bardziej pragnęła poświęcić mu każdą wolną chwilę. No i z tym całym emocjonalnym chaosem w głowie i ciężką walizką na kółkach wbiegła na peron dworca w tym samym momencie, co jakaś dziewczyna, która wyglądała jak rasowa movie star. Obcisła sukienka, kapelusz z wielkim rondem, apaszka, okulary, te sprawy...

k o n f e s j o n a ł

Eleanor usiadła na fotelu przed kamerami i odgarnęła zbłąkany kosmyk rudych włosów za ucho. - Czy często się spóźniam...? - zaśmiała się, po czym machnęła ręką. - Cóż, zdarza mi się, nie zaprzeczam. Czas to pojęcie względne, ale spokojnie, do sądu na rozprawy zawsze przychodzę przed czasem... Czym się zajmuję? Ach, jestem młodszym adwokatem w jednej z kancelarii prawniczych w Toronto - uśmiechnęła się delikatnie do kamery i założyła nogę na nogę. - Doskonale wiem, kiedy ludzie kłamią, ale sama mam ukrywanie prawdy we krwi, więc... byłabym idealnym zdrajcą - zakończyła swój wywód, po czym puściła operatorowi perskie oczko, wstała i wyszła. Pierwsze koty za płoty.
Gdy oficjalnie wbiła z walizką na peron, gdzie kłębił się już tłum uczestników, od razu przybrała najbardziej czarującą, towarzyską maskę i z promiennym uśmiechem zaczęła podchodzić do kolejnych osób, uparcie ignorując Finna. Poznała Ruperta, poznała Caroline... Poznała również Nancy, która wyglądała jak klasyczny nerd w okularach (a miała na sobie koszulkę z Witchera!), Adama (agenta ubezpieczeniowego z Burlington, wyglądał jak nudziarz), Penny (żywiołową studentkę malarstwa) oraz... Manuelę, z którą Eleanor pojawiła się na peronie jednocześnie. Manuela okazała się być azjatycką modelką i... jakby to ładnie ująć... żmiją, bo zamiast skupić się na rozmowie ze wszystkimi uczestnikami, zdaniem Rudej rozmawiała z Finneganem zdecydowanie zbyt długo. Ela zgromiła Manuelę lodowatym wzrokiem, po czym sama podeszła do Ardena - stanęła przed nim, uśmiechnęła się uroczo i wyciągnęła przed siebie dłoń. - Eleanor - przedstawiła się słodko, patrząc mu prosto w oczy. Jeju... udawanie, że wcale go nie znała, wymagało od niej doskonałej gry aktorskiej. Kiedy jej dłoń spoczęła w jego dłoni, musiała włożyć całą swoją silną wolę w to, by nie zacisnąć palców na jego skórze w ten sam bezczelny sposób, co on zacisnął swoją dłoń na jej udzie, dwa tygodnie temu w restauracji. Poza tym... Boże, wyglądał dziś tak nieziemsko dobrze. Fryzura, koszula... (fura i komóra...) i ten jego wzrok, który w końcu skupił się tylko i wyłącznie na niej. Na dodatek pachniał obłędnie. Już znała ten zapach. Jeju, spojrzała mu w oczy i cały dotychczasowy stres, który odczuwała, zniknął.

Jednak najwidoczniej przyglądali się sobie w milczeniu zbyt długo, bo stojąca obok Manuela zastukała obcasem i posłała Rudej równie niemiłe spojrzenie, co wcześniej Eleanor jej, no i już Eleanor miała werbalnie pokazać jej miejsce w szeregu, gdy sytuację uratował donośny głos asystenta reżysera, który z megafonem w ręku ogłosił, że czas na wejście na pokład. - Wszyscy uczestnicy proszeni są o zajmowanie miejsc w pociągu! Ruszamy za pięć minut! - echo poniosło się po peronie. Ruda nie potrzebowała kolejnego zaproszenia. Ruszyła do przodu, a omijając Finna, jak gdyby nigdy nic przejechała dłonią po jego ramieniu i jej palce musnęły materiał jego koszuli. Wyminęła go z dumnie uniesioną głową, pociągnęła za sobą błękitną walizkę i z pełną gracją wślizgnęła się do wnętrza pierwszego wagonu. Usiadła przy oknie, po czym zerknęła na drzwi wagonu, niecierpliwie czekając, aż jego sylwetka pojawi się w przejściu.

Czas rozpocząć grę, my darling.

Game started
I'm burning now and it's wild
Lose control just like a child


𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

everything you said...
echoing in my head....


Miał jeden główny plan. Nieważne, kim miał zostać. Nieważne, kim miała zostać Eleanor. Chciał się upewnić, że zostaną w tej grze jak najdłużej. Jeżeli miał używać swojego uroku osobistego tylko po to, żeby wzbudzić w innych jakąkolwiek sympatię? So be it. Wiedział, jak bardzo płomyczkowi zależało na udziale w tym programie i pomimo tego, że cholera, naprawdę nie powinien aż tak jej lubić… to lubił. Burzyła każdą możliwą ścianę, każdą gardę, którą wyćwiczył sobie przez lata, byle tylko pozwolił sobie na to, żeby coś czuć. Czuć na własnych warunkach. Na własnych zasadach. Czuć coś, co nie opierało się na zapłacie ani wysokiej nocie w aplikacji. Eleanor była niczym spokojna morska bryza, która w jednej chwili potrafiła zmienić się w tsunami. Ogień rozprzestrzeniający się po lesie z tak cholernie niesamowitą prędkością, że nie dało się go ugasić. Trzeba było czekać, aż ten kataklizm sam ucichnie. Sęk tkwił w tym, że chociaż to zjawisko przerażało, skręcało żołądek i zostawiało po sobie to nieprzyjemne napięcie pod żebrami, to jednocześnie było obłędne. Nie dało się oderwać od niego spojrzenia. Było tak u z a l e ż n i a j ą c e. Zupełnie jak ona.

Kurwa, cały czas nie mógł uwierzyć, że zgrywał cholernego dżentelmena. Że po tym wszystkim, co przeżyli tamtej nocy, po tym jak znowu spotkał się z nią kilka razy, omawiając te całe przesłuchania do The Traitors, nawet się z nią nie przespał. Była chętna. Widział to w jej oczach, w tym, jak reagowała na jego dotyk, na to, jak szeptał jej prosto do ucha, próbując wzniecić w tej ognistej kobiecie płomień, który i tak już tlił się od lat. Zastanawiał się momentami, czy robił to, żeby sprawdzić, ile była w stanie wytrzymać, czy raczej robił to dla siebie. Czy może chodziło o fakt, że ktoś, do kogo czuł coś więcej, dalej się z nim widywał, nawet jeśli nie był z nim fizycznie? Tylko że on potrzebował tej bliskości.. ale nie był pewien, jak powinien do tego podejść, ale jedno wiedział na pewno. Musiał trzymać w tajemnicy swoją znajomość, relację, czy czymkolwiek można było nazwać to, co łączyło go z panienką O’Cahallan. Tak długo, by nie zostali przyłapani. Z całą resztą… z tymi uczuciami, których nie potrafił nazwać… poradzi sobie później. Teraz musiał skupić się na jednym. Na grze...

The Traitors.

Stojąc tam na peronie i czekając na swoją rudowłosą partnerkę w zbrodni, próbował udawać, że nic się nie dzieje. Że naprawdę był zainteresowany ludźmi wokół, choć wszyscy na tle jego towarzyszki wydawali się tacy… nudni. Po jakimś czasie wreszcie zobaczył, jak sunęła w ich stronę ze swoją walizką, a na jej widok Finn uśmiechnął się delikatnie pod nosem. Zaraz się jednak na tym złapał, więc niemal od razu spoważniał i odkaszlnął cicho. Cholera, coś mu to udawanie nie wychodziło. Nieważne. Przyglądał się jej, gdy witała się z resztą ludzi. Sam też wymieniał uściski dłoni z nowoprzybyłymi, rzucał poboczne przytulenia i starał się analizować swoich rywali. Sprawdzał ich naturalny język ciała, to, jak poruszały się ich twarze, gdy wypowiadali konkretne słowa. Jak szybko reagowali. Jak bardzo chcieli być lubiani. Zdecydowanie miało to być jedno z najlepszych doświadczeń, w jakich kiedykolwiek wziął udział. Myślał już, że przywitał się dosłownie ze wszystkimi, gdy podeszła do niego azjatycka seksbomba. Zmierzył ją wzrokiem i uśmiechnął się, przedstawiając się z zadziornym, niemal nonszalanckim usmiechem. Uniósł brew, gdy kobieta zaczęła całować go w policzki i komplementować jego urodę. No cóż. Przynajmniej już miał jedną w swoich sidłach. Przyda mi się, pomyślał, zadowolony, że już na starcie mieli jakąś przewagę. Dumnie spojrzał więc na Eleanor, ale ta… wyglądała, jakby płomienie dosłownie unosiły się nad jej rudawą burzą włosów. FUCK.

Zmarszczył brwi i zaraz odsunął się od Manueli, a jego little trouble podeszła do niego, sekundę później wyglądając cholernie... uroczo???? Wyciągnął dłoń w jej kierunku, chwytając jej palce i zaciskając je stanowczo. - miło cię poznać - odparł, przyglądając się jej w bezruchu. Wyglądała nieziemsko. Mógłby patrzeć na nią godzinami. Jednak stukot obcasa oswobodził go z tego chwilowego zaczarowania ognistowłosą. Słuchał uważnie kolejnych instrukcji i ruszył w kierunku pociągu, by po chwili poczuć przyjemny dreszcz, gdy czyjeś palce przesunęły się po jego dłoni. Uśmiechnął się pod nosem, widząc, że była to jego łobuziara. Po chwili, znajdując się w wagonie, zauważył, że Manuela już machała w jego kierunku, ale zamiast do niej, wolał podejść do Eleanor. Siedzieli tam też Nancy i Rupert, więc wrzucił walizkę na górną półkę, zerknął na nich i rzucił, - wolne? - uśmiechnął się i usiadł po chwili. - To co, jesteście podekscytowani tym doświadczeniem? - zapytał, patrząc na Ruperta. - Tak, jestem ciekawy, kogo wybiorą na Traitorów. Podobno w tym sezonie ma być jeszcze więcej niespodzianek niż w ostatnim - dodał Rupert, wyraźnie przejęty. - Mam nadzieję, że mnie nie wybiorą na Traitora. Nie umiem kłamać - wyrzuciła z siebie Nancy niemal na bezdechu. Finnegan w myślach tylko prychnął pod nosem. Przecież każda osoba, która chciałaby być Traitorem, powiedziałaby dokładnie coś takiego. Następnie przesunął wzrokiem po dziewczynie siedzącej obok niego. - A ty… Eleanor, tak? - uniósł brew z rozbawieniem, bo podobało mu się to udawanie. - chciałabyś być Faithful czy Traitor? - specjalnie zadał to pytanie głośniej, tylko po to, żeby podroczyć się z nią przy wszystkich.

Po jakiejś godzinie dojechali na miejsce, po czym zostali przydzieleni do różnych samochodów, które zabrały ich pod sam zamek. Po wyjściu na zewnątrz czekała już prowadząca, Karine Vanasse, jak zawsze ubrana w jeden ze swoich dość ekscentrycznych ciuchów. - witam was w kolejnym sezonie The Traitors! W tej grze będziecie zmuszeni współpracować razem, aby zebrać sto tysięcy dolarów! Wszyscy przybyliście jako Faithfuls, ale nie wszyscy tacy pozostaniecie… Proszę, zbierzcie się wszyscy w pokoju narad. Tam niedługo dokonam mojego wyboru - powiedziała teatralnie. Wszyscy tylko spojrzeli po sobie z podekscytowaniem, zanim ruszyli prosto do pokoju narad. Okrągły stół robił wrażenie. Finn usiadł naprzeciwko Eleanor, po drugiej stronie stołu, żeby mieć na nią lepszy widok i większą kontrolę nad sytuacją. - dobrze, moi drodzy - zaczęła prowadząca. - pamiętajcie, to jest gra pełna kłamstw i podstępu. Nie możecie wierzyć każdemu na słowo… i czy oni mogą wierzyć wam? - zaczęła iść powolnym krokiem wokół stołu, za plecami graczy. - with all the guests seated at the round table, it's time for me to select my Traitors. Załóżcie maski. -Finnegan spojrzał na maskę, ułożył ją sobie na oczach i zacisnął palce na krawędzi stołu. Czekał. Słysząc to specyficzne stukanie obcasów o podłogę, zastanawiał się, kim będzie w tej grze. I czy uda mu się jakoś dotrzeć do siebie z Eleanor, czy może wyjdzie na to, że oboje wzajemnie…

siebie zdradzą?


...into the afterglow

𝓂𝓎 𝒻𝒾𝓇𝑒𝒻𝓁𝓎
25 y/o
For good luck!
171 cm
workin' nine to five what a way to make a livin'
Awatar użytkownika
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoe
nieobecnośćnie
wątki 18+nie
zaimkiona/jej
typ narracji3 os.
czas narracjiprzeszły
postać
autor

I know all your secrets
I know all your lies


Nie spodziewała się, że Finnowi uda się załatwić ich udział w programie z taką łatwością. Gdy już siedziała w przedziale, dalej nie mogła uwierzyć, że otaczają ją kamery i inni uczestnicy The Traitors. Nawet uszczypnęła się w ramię, żeby sprawdzić, czy to nie był sen, serio. Zaraz miejsca naprzeciwko niej zajęli Nancy i Rupert, którzy - jak na razie - wydawali się grzeczni i uprzejmi. Chwilę później uśmiechnęła się promiennie do Ardena, gdy usiadł obok niej, ignorując nawoływania tej całej Manueli, której Leanor planowała nie lubić przez cały program. Uśmiechnęła się do niej przesłodko, gdy Finn już zajął miejsce, na co tamta znów posłała jej złowieszcze spojrzenie. Ach, Finn… Jeju, zapach jego perfum natychmiast wypełnił jej nos, siedział zbyt blisko, ach, pomocy. Dlaczego wyglądał w tej koszuli tak seksownie? She doesn’t get it! Znów miała ochotę skrócić między nimi dystans, tak samo jak ostatnio, w tamtej restauracji, but well, well, well - musiała się pilnować. Gra już trwała.

A ty… Eleanor, tak? Chciałabyś być Faithful czy Traitor? Ach, widziała to rozbawienie w jego oczach, miała ochotę złapać go za udo, ale grzecznie trzymała rączki przy sobie. - A jak myślisz? - odbiła piłeczkę na zadane jej pytanie, unosząc lekko kącik ust. Posłała mu zadziorne spojrzenie. Ach, Finn Arden. Kiedyś zostanie jej mężem, choćby to miała być ostatnia rzecz, jaką zrobi w życiu. Pochyliła się odrobinę do przodu, oparła łokcie na kolanach i zniżyła głos do konspiracyjnego szeptu, który był przeznaczony wyłącznie dla Finna, Nancy i Ruperta. - Powiem wam sekret… - zaczęła i zmrużyła figlarnie oczy, wodząc wzrokiem między Nancy a Rupertem. - Przyszłam tutaj, żeby złapać wszystkich zdrajców. Och, czym się zajmuję? Pracuję w kancelarii, Phillips and Gardner LLP... Tak, Junior Associate. Mam oko do kłamców - w tym momencie odwróciła głowę w stronę swojego Ulubionego Przystojniaka i zatrzepotała grzecznie rzęsami, bo była grzeczną dziewczynką. - A ty czym się zajmujesz, Finn? - zadała mu pytanie. Boże, to było takie genialne. Patrzyła na niego z miną aniołka i była szczerze ciekawa, co odpowie. W końcu nie wiedziała jeszcze, że wymyślił sobie tę całą bajeczkę o domu opieki, hihihi.

Dalsza podróż minęła im w dziwnej, ekscytującej atmosferze. Mijali malownicze tereny Kanady, a uczestnicy wymieniali się pierwszymi, ostrożnymi uwagami. Eleanor dowiedziała się na przykład, że Manuela nie je glutenu, jest weganką, odmówiła sesji w Mediolanie ze względu na udział w programie i nie ma chłopaka ( :bonk: ). Dla porównania, Pan Conrad, siwy nauczyciel historii z fajką, nie powiedział przez całą drogę ani słowa, po prostu pykał tę swoją fajkę i oglądał widoczki za oknem, no i właśnie dlatego panna O’Cahallan bardzo go polubiła, takich ludzi należało doceniać. Gdy nareszcie dojechali na miejsce, przesiedli się do aut i dopiero w czasie tej krótkiej podróży Eleanor w końcu uwierzyła, że właśnie brała udział w kanadyjskiej edycji programu The Traitor. Jeny, kochała ten program i... wszystko było dokładnie tak, jak sobie wymarzyła i wyobrażała. AMAZING. Jarała się jak zapałka, mimo że jeszcze nie znalazła się w zamku.

I know where you keep 'em
Buried deep inside


Po wyjściu z aut już czekała na nich prowadząca. Karine Vanasse była przepiękna i wyglądała zajebiście, ale walnęła też odrobinę cringe’ową przemowę o współpracy, stu tysiącach dolarów i nadchodzącym wyborze Zdrajców. Eleanor zaczynała się trochę niecierpliwić, bo Karine musiała powtarzać swoją opowieść jeszcze trzy razy ze względu na wiatr i problemy z mikrofonem, ale w kooooońcu zaprowadziła ich do Pokoju Narad. WRESZCIE! Eleanor włożyła na tę okazję elegancką, obcisłą czarną sukienkę do kolan, a szyję ozdobiła sznurem białych pereł. Uśmiechnęła się delikatnie, gdy usiadła na swoim miejscu, po czym wyprostowała się i zaczęła bacznie przyglądać się pozostałym graczom. Siedziała między Rustym, który był ekscentrycznym mechanikiem samochodowym, a Caroline, która po prostu pachniała tytoniem.
Spoiler
Obrazek
Obrazek
No i gdy tak przyglądała się nieznajomym, zauważyła coś ciekawego. Diego - naprawdę przystojny gość - wyjątkowo często zerkał w jej stronę, zawieszając na niej wzrok na dłużej niż sekundę. No, no, no… Noted. Co zabawniejsze, Diego siedział obok jeszcze większego ciacha tego programu. Finn, zajmujący miejsce dokładnie naprzeciwko niej po drugiej stronie stołu, również przyglądał jej się ukradkiem. Jeju, to było takie totalnie urocze… Ach. Karine w końcu rozkazała im włożyć maski. Eleanor bez wahania sięgnęła po aksamitną maskę, ułożyła ją na twarzy i zamknęła oczy. Czekała. Kurde, dopiero teraz do niej dotarło, jak bardzo chciała zostać Zdrajcą. Chciała poczuć to słynne dotknięcie w ramię, cholera! Chciała zostać Zdrajcą, bo to była najciekawsza i najbardziej wymagająca część gry, a jak już zdążyliśmy się dowiedzieć, Eleanor O’Cahallan uwielbiała wyzwania. Z drugiej strony… jeśli nie uda jej się zostać Zdrajcą, to nic straconego. Naprawdę zamierzała wtedy tropić kłamców jak prokurator.

Karine zaczęła przechadzać się powolutku wokół stołu. Ela nic nie wiedziała, dlatego pozostałe zmysły momentalnie jej się wyostrzyły. W pełnej napięcia ciszy nagle usłyszała, że ktoś nerwowo kichnął. Kawałek dalej ktoś inny cicho zakasłał. Kroki Karine zbliżały się i oddalały. Tuż obok Eli ktoś… cicho westchnął? Serce waliło jej jak oszalałe. Jeny, nie spodziewała się aż takich emocji!

No i wtedy to usłyszała. - Zdejmijcie maski - rozkazała Karine. Ela zdjęła maskę, mrużąc oczy od światła. Dotknięcie nie nadeszło. Była Lojalna. Poczuła lekkie ukłucie rozczarowania, że nie została wybrana na czarny charakter tego sezonu, ale zamiast użalać się nad swoim losem, wyprostowała się i zaczęła przyglądać się innym z drapieżną uwagą. Ba, w locie złapała nawet spojrzenie Finna. Wykorzystując chwilowe zamieszanie związane ze zdejmowaniem masek, puściła Ardenowi perskie oczko, po czym bezczelnie, od razu przeniosła wzrok na Diego i posłała mu lekki uśmiech.

- No i mamy zdhajców - odezwała się nagle Fleur, która była Francuzką i oczywiście, że nie potrafiła wymówić R.

- JAPIPI, CÓŻ ZA EMOCJE - podekscytował się Velour, który był drag queen. Zaszumiał swoim piórkowym boa, zaklaszczał teatralnie w dłonie i zachichotał. Eleanor również zachichotała. Dżizas, cóż za kolorowa, osobliwa persona, buahaha.

- Ej, a Karine też dotknęła waszego ramienia? - palnęła nagle Kenzie, popularna na Instagramie blondyna z ogromnym dekoltem i otworzyła usta ze zdziwienia, gdy w Pokoju Narad nastała cisza.

Eleanor uniosła brwi do góry i utkwiła pełen niedowierzania wzrok w influencerce. No dżizas, czy ta dziewczyna urwała się z choinki?! - Wiesz w ogóle, na czym polega ten program? - spytała dość ostrym tonem, JAK PRAWDZIWY PROKURATOR, nie odrywając wzroku od Kenzie. Zaczynało robić się… naprawdę ciekawie, lol. A przy okazji Eleanor miała szansę popisać się swoimi adwokackimi umiejętnościami ( :stickcute: ).
k o n f e s j o n a ł

Eleanor uśmiechnęła się do kamery i przechyliła głowę na bok. - Obiecałam bratu, że nie będę niemiła, więc komentarz na temat Kenzie zachowam dla siebie - powiedziała Elle z przeuroczym uśmiechem. - Mogę już iiiść? - dodała, po czym - po uzyskaniu potwierdzenia - wstała i wyszła, zostawiając pusty fotel.
No, you can't hide your secrets and lies
Your secrets and lies


𝓉𝓇𝒶𝒾𝓉𝑜𝓇?
29 y/o
For good luck!
186 cm
Escort Agent w Devil’s Heart
Awatar użytkownika
everyone has secrets, but not everyone can fool a man like that.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

nothing's making sense at all...
i guess i'm out of luck?


She was good. Oh, so fucking good.

Przez krótką chwilę patrzył na Eleanor próbując zdecydować, czy bardziej chciał ją pocałować, czy udusić za to, że z taką łatwością odbijała każdą piłeczkę, którą rzucał w jej stronę. Siedziała tam z minką aniołka, która po prostu zasługiwała na owację, choć była malutką diablicą. - Pracuję w domu opieki - odpowiedział w końcu gładko, odchylając się wygodniej na siedzeniu. - Oficjalnie jako koordynator zajęć, a nieoficjalnie jako umilacz czasu starszym paniom. - uśmiechnął się do Eleanor - podobno kobiety uwielbiają moje towarzystwo… dacie wiarę? - Nancy od razu wydała z siebie ciche, rozczulone ‘awwww’, a Rupert uśmiechnął się z uznaniem. Przeniósł wzrok na Eleanor. - Poza tym gram w bingo z kobietami, które kłamią lepiej i częściej niż większość ludzi w tym wagonie będzie kłamać przy okrągłym stole - dodał, unosząc lekko brew. - więc chyba też mam oko do kłamców, pani mecenas. - powiedział to z niesamowitą swobodą, jednak gdzieś głęboko kusiło go by pochylić się teraz do jej ucha i powiedziec jej coś zdecydowanie mniej odpowiedniego dla kamer.. ale musiał się p i l n o w a ć.

Po dotarciu na miejsce i zajęciu miejsca przy okrągłym stole, który swoją drogą robił wrażenie… Finn coś zauważył, a raczej kogoś. DIEGO. I od razu wiedział, że będzie problemem. Nie dlatego, że zrobił coś konkretnego. Nie. Był po prostu przystojny, pewny siebie i patrzył na Eleanor o kilka sekund za długo. To wystarczyło, żeby w Finneganie obudziło się coś absurdalnie prymitywnego. Coś czego nie doświadczył od… nigdy? Zazdrość? W jego słowniku to było pojęcie względne, a teraz doświadczał tego na własnej skórze. Yippefuckingyay.

Karine kazała im założyć maski. Finn ułożył aksamitny materiał na oczach, oparł dłonie o blat i wziął spokojny oddech. Ciemność od razu wyostrzyła dźwięki. Stukanie obcasów prowadzącej, które raz zbliżało się, raz oddalało. Chciał zostać Traitor’em. Nie dlatego, że potrzebował tej roli do ego. Po prostu lubił wiedziec więcej niż inni. Kroki zatrzymały się gdzieś za nim. Przez ułamek sekundy ciało Finna zesztywniało. Nic. Karine ruszyła dalej. Nie dotknęła go. FUUUCK! Poczuł lekkie ukłucie rozczarowania. Nie został wybrany. Nie był jednym z tych, którzy mieli nocą decydować, kto odpada. Nie będzie szeptał w wieżyczce z resztą zdrajców decydując o losie innych uczestników. Bummer.


Był Faithful.

Czyli będzie musiał wygrać tę grę trudniejszą drogą. Kiedy padło polecenie zdjęcia masek, Finn zsunął swoją powoli, mrugajac kilkakrotnie, starając się przwyknąć do światła i od razu spojrzał na Eleanor. Nie powinien był robić tego tak szybko, ale zrobił. Cholera, nie był pewien czy była zadowolona, czy niezadowolona z wybory… ale ona po chwili puściła mu perskie oczko - a kącik jego ust drgnął. A sekundę później przeniosła wzrok na Diego i uśmiechnęła się do niego. Finnowi uśmiech zamarł na twarzy. Ach. Czyli tak się bawimy, little trouble? Finn oderwał spojrzenie od Diego, zanim zdążył zrobić coś głupiego, jak na przykład wyglądać na zazdrosnego chłopaka przed całą Kanadą. Velour zaczął klaskać, kilka osób parsknęło śmiechem, a ktoś rzucił nerwowy komentarz. A potem Kenzie otworzyła usta.

‘’Ej, a Karine też dotknęła waszego ramienia?’’

W pokoju zapadła cisza. Finn powoli przeniósł na nią wzrok. No proszę. To było albo najgłupsze zdanie, jakie mogła wypowiedzieć osoba w tym programie, albo najodważniejszy ruch, jaki widział od dawna. Pytanie brzmiało, czy Kenzie naprawdę była tak oderwana od zasad, czy właśnie próbowała udawać idiotkę, bo została dotknięta i spanikowała. Oczywiscie, że płomyczek zareagowała pierwsza. Finn musiał mocno zacisnąć usta, żeby się nie uśmiechnąć. Kurwa, była cudowna. Finn odchylił się lekko na krześle i spojrzał na Elkę, - Dobra, Eleanor, nie rozumiem, po co od razu te przytyki - wyrzucił z siebie... Może zabrzmiało to oschlej, niż zamierzał, ale kurwa, nie mógł pozwolić, żeby naraziła się traitorom już pierwszego dnia. Tym bardziej że on był pewien samego siebie. Wiedział, że był faithful, a skoro podejrzewał teraz Kenzie i najpewniej miał na nią głosować następnego dnia, musiał zachować ostrożność. Problem polegał na tym, że nie miał żadnej pewności co do Eleanor.

Pytanie brzmiało.. czy zachowywała się tak lekkomyślnie, bo po prostu chciała wykorzystać swoje doświadczenie pani adwokat, czy może już czuła władzę, bo została zdrajczynią? Tak czy owak, nie robiło mu to większej różnicy. Musiał się upewnić, że wytrzymają w tym programie jak najdłużej. - Finn ma rację, chodźmy się napić na drinkity drink! - rzucił Queen Velour. Rusty, cały naburmuszony, odparł tylko, - Cholera, mam nadzieję, że mają jakiegoś dobrego pajnta piwa. - Cała reszta się zaśmiała i ruszyli w kierunku pomieszczeń socjalnych, gdzie chwilę później zaczęli rozchodzić się w mniejsze grupki, obgadując, kto ich zdaniem był najbardziej podejrzany. - No ja nie wiem, ale Caroline od razu napiła się wody ze szklanki, jak tylko zdjęliśmy opaski - rzuciła Penny. - A Finnegan mrugał oczami niebezpiecznie szybko - dodał Adam. Wszyscy zaczęli przytakiwać, na co Finnegan tylko się zaśmiał. - Wow, zabronicie człowiekowi mrugnąć kilka razy po tym, jak z ciemni trafi prosto w światło? - prychnął pod nosem, przeczesując włosy palcami. - No właśnie, nie oskarżajcie mojego Finna! - rzuciła Manuela, przeciągając długim pazurem po jego ramieniu. Arden uśmiechnął się do niej tylko, a potem rozejrzał się po pomieszczeniu, szukając wzrokiem swojego świetlika. Po chwili zauważył ją w holu. Stała przy ścianie, prawdopodobnie przyglądając się dekoracjom. - Zaraz wrócę - rzucił do reszty z uśmiechem, po czym ruszył szybko w kierunku korytarza.(kurde, czemu mnie to bawi XD)

Na całe szczęście Eleanor stała tuż obok jakiegoś pomieszczenia. Chwycił ją za ramię, jeszcze raz zerknął, czy w pobliżu nie kręci się ekipa filmowa ani żaden z uczestników, po czym pchnął drzwi i pociągnął ją za sobą do środka. Pomieszczenie było przepełnione starymi księgami, vintage meblami - jak i tym specyficznym zapachem starości, którego nie dało się pomylić z niczym innym. Ostatnie promyki zachodzącego słońca przedostawały się przez okno, rozlewając po ścianach ciepłe, przygaszone światło. Finn nie poświęcił temu jednak większej uwagi. Przycisnął Eleanor do ściany, chwycił ją palcami za brodę i uniósł jej twarz ku górze, zmuszając ją, żeby na niego spojrzała. - Wiem, że chcesz być odważna, kruszynko, ale do cholery, nie daj się zabić pierwszej nocy - rzucił, patrząc jej prosto w oczy. Próbował wyczytać z jej spojrzenia, kim naprawdę była. Czy Karine wybrała właśnie ją na traitorkę? Czy to dlatego rzucała się tak bardzo w oczy? Czy może po prostu była sobą, upartą, zadziorną i zbyt pewną własnego sprytu? Po chwili poluzował uścisk, zsuwając dłoń na jej biodro i zacisnął na nim mocno palce, - Ślicznie wyglądasz - mruknął ciszej. Nachylił się do jej szyi i złożył na niej kilka krótkich, wilgotnych pocałunków. - Coraz bardziej mi się podobasz, płomyczku - wyszeptał, zanim uniósł twarz, musnął nosem jej nos i złożył na jej ustach długi, czuły pocałunek. Oderwał się od niej z wyraźnym trudem. - Jestem w pokoju 405 - rzucił pospiesznie, chwytając za klamkę. Wyszedł na zewnątrz, wyprostował się i niemal od razu zauważył Steve’a w oddali. Bez większego namysłu podbiegł do niego i zarzucił mu ramię na barki. - STIIIIVOOOOO - zagadnął, uśmiechając się cwaniacko. - To co? Jak myślisz, kto jest traitorem? - Skejter tylko się zaśmiał. - Sheesh, nie mam pojęcia, stary, ale goddamn, jakbym se tera zajarał - rzucił przejęty. Arden poklepał go po plecach, a potem spędził resztę wieczoru na pogawędkach z przeróżnymi ludźmi. Od czasu do czasu znajdował się jednak blisko Eleanor. Niby przypadkiem muskał palcami jej palce. Niby przypadkiem nachylał się nad nią, tłumacząc, że akurat musiał po coś sięgnąć. UPS. Chciał być blisko niej. Świadomość, że nie mógł jej dotykać, kiedy tylko chciał, kurewsko go bolała. To nie było fair. Było bardziej irytujące, niż przypuszczał. A już szczególnie wtedy, gdy w pobliżu kręcił się ten pierdolony Diego, który dosłownie ślinił się na jej widok, a oczy lśniły mu jak jakieś pięciozłotówki za każdym razem, kiedy Eleanor się do niego odzywała. Ugh. Nie podobało mu się to. Jeszcze sobie z nią porozmawia, kiedy dzisiaj wieczorem przyjdzie do niego do pokoju. O ile przyjdzie...

k o n f e s j o n a ł

Wszedł do pokoju z dłonmi wsuniętymi w kieszenie. Usiadł wygodnie, spojrzał w kamerę i przez moment milczał, zastanawiajac się co ma powiedzieć, - Jestem Faithful - powiedział w końcu z uśmiechem na twarzy. - Co jest trochę rozczarowujące, i'm not gonna lie - Parsknął cicho pod nosem, po czym potarł palcami dolną wargę. - Ale dobrze. Mogę pracować z tym, co mam. Będę patrzył, słuchał i pozwolę innym popełniać błędy. A Kenzie... cóż. Kenzie właśnie albo popełniła pierwszy błąd sezonu, albo wykonała pierwszy bardzo sprytny ruch. Jeszcze nie wiem, która opcja jest prawdziwa. - Przez chwilę patrzył gdzieś obok kamery - wracając myślami do okrągłego stołu.- Eleanor wydaje się być bardzo silną uczestniczką, zdziwiłbym się gdyby Traitors się jej nie pozbyli - pochylił się odrobinę do przodu. - A Diego? Diego patrzy na nią za często. I wiem, wiem, to nie powinno mieć znaczenia w grze o sto tysięcy dolarów, kłamstwa i mordestwa, yaddiyaddayay... - jego uśmiech stał się delikatniejszy i wstając dorzucił tylko - Ale ma.
another day goes by
and all i see are lies
𝚜𝚘 𝚠𝚑𝚘 𝚊𝚛𝚎 𝚢𝚘𝚞, 𝚛𝚎𝚊𝚕𝚕𝚢?
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Kanadzie”