ODPOWIEDZ
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

053.
After everything they had survived, twenty-four hours should have been easy.
It never was.
- Kupiłem już bilety, bo była okazja, a ja zawsze chciałem zobaczyć Rio... - nawijał jej, kiedy z tą jedną walizką szli przez lotnisko, lecieli na dwadzieścia cztery godziny, więc nie potrzebowali dużo bagażu. Pierwszy raz chyba się nie spóźnili, nikt ich nie zatrzymał, a po prostu przeszli odprawę i kierowali się do samolotu - no i wtedy zobaczyłem, że lot trwa dwanaście godzin... - zacisnął mocniej wytatuowane palce na jej ramieniu, bo ją obejmował, bo szedł z nią ramię w ramię, jak zwykle. Spojrzał na nią z ukosa - więc dwanaście godzin w tą, dwanaście w drugą, to jest dwadzieścia cztery - świetna matematyka Madox, on chyba się minął z jakimś powołaniem - i dwadzieścia cztery w Rio, więc wrócimy na to przekazania pieniędzy Almie... jeśli się nic nie wyjebie - bo o to mu chodziło, że po prostu tego nie dopatrzył. I w tym momencie mieli napięty grafik, nie mogli już sobie pozwolić na żadne opóźnienia. Ale przecież Madox zawsze z góry zakładał same dobre scenariusze.
Co mogło pójść nie tak?
Dwadzieścia cztery godziny w Rio de Janeiro. Pobiorą się, przypieczętują to na jakiejś dzikiej plaży, a jak dobrze pójdzie, to jeszcze pokąpią się nago w oceanie, a on zakopie ją w piachu po szyję. Musiało pójść dobrze i na razie byli na dobrej drodze do tego. Bo już wsiedli do samolotu, a Madox tym razem sam z siebie szarpnął się na pierwszą klasę...
Wcale nie dlatego, że tylko tam były te bilety. A zresztą co miał sobie, im... żałować, skoro lecieli tam, żeby przeżyć najlepszy dzień swojego życia.
Z nią każdy był zajebisty, tak jak ona uważała, że z nim też. Chociaż zawsze mogła zmienić zdanie. Noriega nauczył się nie chwalić dnia przed zachodem słońca. Chociaż te nad Toronto już zachodziło, bo załapali się na jakiś nocny lot, tego samego dnia, kiedy tylko postanowili, że jutro się pobiorą, ona postanowiła...
A co za tym idzie... - ja pierdole, nic wczoraj nie spałem, i dzisiaj też mi się nie udało - mruknął, kiedy już usiedli sobie na tych rozkładanych fotelach z masażem, a on Pilar ustąpił miejsce od okna. Żeby tym razem mogła podziwiać nocne światła Toronto, kiedy będą startować - wzięłaś tą poduszkę w kaczuszki? - zaczepił ją, nawiązując do ich pierwszej podróży do Medellin. A zaraz sięgnął do niej ręką, żeby spleść jej palce za swoimi - no i może ustalmy jakąś wspólną wersję, jeśli będzie trzeba udawać jakąś chorobę? - no tak, bo była już nerwica i Touret, to teraz pora na coś innego. Oni przecież lubili sobie urozmaicać różne rzeczy.
Madox już się wyciągnął na fotelu, przysuwając się do niej i opierając sobie jej dłoń na klatce piersiowej. Pod opuszkami mogła czuć jak szybko biło mu serce. Za szybko?
- Dwanaście godzin lotu, powinniśmy je dobrze wykorzystać, jeszcze jako narzeczeństwo... - mrugnął do niej jednym okiem. Coś jej sugerował?
Może...
I może nawet by jej powiedział co, jak powinni wykorzystać te dwanaście godzin, tylko wtedy niespodziewanie, za jego plecami wyrosła... znajoma postać.
- To wy... - Madox aż podskoczył na miejscu, bo od razu poznał ten głos.
Karen.
Zanim się odwrócił to spojrzał na Pilar, jakby jej pytał czy to naprawdę się dzieje, czy oni zawsze muszą na nią trafić?
To była jakaś ich samolotowa klątwa? A może Karen specjalnie wybierała te loty, co oni? Ale przecież Madox kupił bilety w ostatniej chwili, więc to musiał być... jakiś żart od losu.
- To nie my... - odwrócił się do blondynki poprawiając na fotelu - chyba nas pani z kimś pomyliła, wszyscy mówią mojej narzeczonej, że wygląda jak taka... hiszpańska aktorka, może dlatego? - zerknął na Pilar z ukosa i nawet puścił jej oczko. Naprawdę liczył, że uda im się w ten sposób spławić Karen?
Pewnie tak. Zresztą blondynka ściągnęła do siebie brwi przyglądając im się podejrzliwie. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale zanim to zrobiła, to obok niej wyrosła inna stewardessa, brunetka.
- Dobry wieczór, czy... - zaczęła i jej głos też Madox poznał od razu, bo to była... Dolly, jego była.
Naprawdę jeszcze jej tutaj brakowało. I naprawdę los sobie dzisiaj z nich kpił. Żeby tylko Cherry nie siedziała gdzieś obok, skoro to była pierwsza klasa.
- Nic nie potrzebujemy, chcemy się z narzeczoną przespać - wypalił Madox, bo jeszcze liczył, że dadzą im spokój.

El mejor día de nuestras vidas, recuérdalo ₊˚⊹♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor


038.
for better
and for worse (especially that)


Pojebało ich.
Oficjalnie i niepodważalnie oboje postradali resztki rozumu, podejmując decyzję, która z góry zakładała, że ściągną na siebie jeszcze więcej problemów. To nawet nie podlegało jakiekolwiek wątpliwości. W końcu pies i członek półświatka nie mieli prawa bytu. Nie powinni mieć cokolwiek ze sobą wspólnego. A oni jechali na drugi koniec świata, żeby wziąć ślub.
Powiedzieć sobie tak w jakimś kompletnie nieznanym miejscu, przeciwko całemu światu. Wbrew temu, co mówił im Eliot i co wypadało. Wszystkim robili tym pod górkę, nawet sobie, ale co oni mogli tak naprawdę w obliczu uczucia, jakie do siebie żywili? Kim oni byli, żeby w ogóle dyktować sercom, co powinny czuć, kiedy przez ostatnie miesiące wiele razy prawie oddali za siebie nawzajem życie. Poświęcali się i podkładali. A to wszystko doprowadziło do tego, że ona między jednym orgazemem a drugim, powiedziała mu, że to już. Że to był ten moment, w którym pierdolą wszystko, co mówią inni i wchodząc w to na pełnej. Koniec z czekaniem, koniec ze słuchaniem się innych, bo problemów tylko im przybywało i przybywać będzie.
Lepszego momentu i tak nie będzie.
I takim sposobem kilka godzin później pojawili się na lotnisku. Pierwszy raz o czasie i w dodatku Noriegi nawet nie wzięli na dodatkowe przeszukanie. To chyba ta pierwsza klasa, którą po raz pierwszy kupili, a nie dostali, sprawiła, że nie wyglądali za bardzo podejrzanie. Kierunek: Rio De Janeiro. Jebana B r a z y l i a, jakby nie było nic innego bliżej. Widział dokładnie, że mieli czterdzieści osiem godzin przed przekazaniem pieniędzy w imieniu Almy szantażyście, że musieli wrócić na czas, a jednak on poszedł w lot, który trwał dwanaście godzin w jedną stronę. Z drugiej strony nie było to takie głupie, bo akurat samolot był jedynym miejscem, w którym oni faktycznie mogli się przespać. Może dlatego na tą wycieczkę nawet nie zarezerwowali żadnego hotelu? Bo po pierwsze może wcale nie będzie im potrzebny, a po drugie, znając ich i tak by się coś wyjebało po drodze. Dlatego postanowili postawić na totalny spontan. Ogarnie się coś na miejscu.
Rozsiadła się wygodnie na fotelu, uśmiechając do swojego jeszcze narzeczonego, kiedy puścił ją pod okno. Ona też nic tego dnia nia spała, oprócz żałosnych kilku godzin przez tabletki od Rosy, przez które była jeszcze bardziej zmulona przez resztę dnia. Pewnie dlatego, że nie mogła sobie poprawić.
Poprosiłam jeszcze przed wyjściem Rosę, żeby dała nam więcej tych tabletek na sen, ale powiedziała, że uwaga od początku nie powinna mi ich dawać — przewróciła oczami, cytując słowa współlokatorki i rzucając Madoxowi wymowne spojrzenie. — Myślisz, że to przez to, że potem całą noc nie mogli przez nas spać? — jeśli tak, to nie żałowała ani sekundy, którą spędziła na jęczeniu i wykrzykiwaniu jego imienia, nawet na rzecz bezsenności. Poza tym, Rosa też była latina, kto jak kto, ale akurat ona doskonale powinna rozumieć, jak ważne było godzenie się po kłótni. Szczególnie takiej wielopoziomowej, która zbierała im się pod skórą już od kilku dni. Ale jak widać z całkiem dobrym skutkiem. Wybornym wręcz.
A żebyś wiedział, że wzięłam — zaśmiała się głośno, kiedy wspomniał o poduszce dmuchanej w kaczuszki. Akurat tą Pilar nosiła zawsze w torebce, bo po pierwsze zajmowała zajebiście mało miejsca, a po drugie nigdy nie było wiadomo, kiedy może się przydać. Schyliła się i sięgnęła do odpowiedniej przegródki. — Nadmuchać ci? — spojrzała na niego wymownie, a zaraz jej pełne usta, oplotły ustnik. Zahaczyła o niego jeszcze językiem, specjalnie blisko jego twarzy, wiedząc, że się jej przygląda i zabrała się za dmuchanie. Może trochę przedwcześnie, bo kiedy była już na końcówce, tuż za nimi odezwał się głos, który Pilar znała już aż za dobrze.
Pieprzona Karen.
Stewart aż wypuściła z ust dmuchawę, tak się striggerowała, a poduszka wystrzeliła niczym puszczony balon i z piskiem poleciała gdzieś do przodu, lądując na tupeciku jednego z podróżnych. Całe szczęście facet spał, a ona zgarnęła to do rąk, nim ten zdążył się zorientować. Szczęścia jednak zabrakło w doborze stewardess, bo jak się zaraz okazało, nie tylko Karen miała w planie uprzykrzać im życie przez następne dwanaście godzin, a również jego była. Nie no, kurwa, serio?. Już miała się odezwać, rzucić jakimś uszczypliwym komentarzem w stronę Dolly, zapytać jak tam życie na ulicy, ale Madox już nazywał ją swoją narzeczoną, a Karen zmarszczyła brwi.
Ale jak to narzeczona? — zainteresowała się, ewidentnie zmieszana. — A wy przypadkiem ostatnio nie byliście już po ślubie? — łączyła w głowie jakieś kropki, o których oni zupełnie już zapomnieli. Jasne, coś tam świtało, że udawali świeżo upieczoną parę młodych, żeby dostać szampana i dodatkowe drinki, ale kto by to brał na poważnie? Jak widać Karen, bo wydawała się mocno poruszona tym kłamstwem. Do tego stopnia, że już otwierała usta, żeby coś powiedzieć, więc ubiegła ją Pilar.
Bo byliśmy — machnęła ręką, poprawiając sobie poduszkę, z której już uleciało całe powietrze.
Byliście? — wtrąciła Dolly.
Tylko się rozwiedliśmy — dodała od razu, patrząc na Madoxa, żeby może to on jednak jakoś wybrnął z tej sytuacji. W końcu to z jego byłą mieli właśnie do czynienia. I to nie byle jaką, a taką, która bezczelnie wpieprzyła mu się do mieszkania na kilka miesięcy pod pretekstem zostania na kilka dni, a była tam jeszcze kiedy Stewart się wprowadziła.
I teraz znowu jesteście razem? — dopytała Karen, ewidentnie zaangażowana w historię. Nic tylko podstawić jej krzesełko pod tyłek i wsadzić do ręki popcorn, a stewardessa miałaby ewidentnie time of her life. — A co z pańską chorobą? — znowu się odezwała, nachylając się w stronę Madoxa i układając mu dłoń na ramieniu.
Jesteś chory? — Dolly też się do niego nachyliła.
Ja pierdole — a Pilar tylko osunęła na fotelu, chowając się za dmuchaną poduszką w kaczuszki. To będzie kurewsko długi lot.

mi prometido y sus amantes
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
No przecież to nie tak, że wybrał Brazylię po złości... On właściwie nawet o tym nie pomyślał, że to jest drugi koniec świata, taki szmat drogi od Toronto. Z Kolumbii było to całkiem blisko. Szkoda tylko, że nie mieszkali w Kolumbii.
I szkoda, że Madox to, że lot trwa dwanaście godzin, zauważył po fakcie, gdy już kupił im bilety.
Ale teraz to już nie było co płakać nad rozlanym mlekiem, trzeba było w to wejść, brać to co przyniesie im los. Tak jak Pilar sama mu przyznała. Iść za tym co czuli.
- A myślisz, że to w nocy, to było od tych tabletek? - uniósł jedną brew, ale uśmiechnął się do niej zaczepnie - pokaż mi je, może zacznę je sobie częściej przepisywać - jakby oni w ogóle czegoś takiego potrzebowali.
Chociaż... czasem lubili sobie urozmaicać zabawy jakimiś atrakcjami, jak w Meksyku na przykład. Madox nawet się zastanowił, czy w Rio też tak łatwo będzie coś dorwać, pewnie tak, Ameryka Południowa to jednak była dzicz. Pewnie oni dlatego tam tak pasowali. Para dzikusów.
A teraz ta dzika, latynoska dziewczyna miała mu nadmuchać poduszkę na szyję w kaczuszki - proszę - oczywiście, że chciał, żeby to zrobiła i jak ją ładnie prosił. I tak jak za pierwszym razem, patrzył na to z jakąś dziką fascynacją. Ciemne oczy zawiesił na jej pełnych ustach, które ciasno otoczyły wentyl - to teraz może... - już chciał wyjść z jakąś swoją propozycją, i pewnie nie miała wcale dotyczyć tego, że on teraz założy ją na kark i pójdzie spać. Tylko nawet nie zdążył powiedzieć czego, bo za nim pojawiła się Karen.
Pieprzona Karen.
Chociaż akurat prochy od niej też były niezłe, zadziałały podobnie jak te od Rosy...
To chyba jednak nie prochy tak działały.
Madox powiódł spojrzeniem za poduszką, która strzeliła jakiemuś dziadkowi prosto w łeb i parsknął śmiechem. Tylko, że zaraz wcale mu tak do śmiechu nie było, kiedy przy Karen stanęła... Dolly. Zawiesił się na niej na moment, a ona na nim, i kiedy Karen pytała o to, czy ostatnio nie byli po ślubie, to on nawet tego nie załapał. Dopiero kiedy Pilar się odezwała, to przeniósł na nią spojrzenie, a zaraz się uśmiechnął i przewrócił oczami - bo my jesteśmy trochę pierdolnięci, pobieramy się, rozwodzimy i teraz lecimy na kolejny ślub - wzruszył ramionami, a Dolly prychnęła, jakby coś o tym wiedziała. Madox może nawet powiedziałby coś jeszcze, ale Karen już nawijała o jego chorobie, a jego była jeszcze o to dopytywała.
No proszę jakie nagłe zainteresowanie jego zdrowiem. A jak leżał w szpitalu, to nikt nie wpadł na to, żeby go odwiedzić. Chociaż Maddie wpadła i Eric. Eric to jednak był naprawdę jego dobry kumpel. Ale z Dolly też kiedyś się przyjaźnili, przecież on się jej pozwolił sprowadzić, gdy wyrzucili ją z mieszkania. Zatrzymać na ile tylko chciała, szkoda, że już wtedy zaczynał kręcić z Pilar, która jak znalazła majtki jego eks w praniu, to zrobiła mu o to awanturę... Tamtą zazdrość też rozładowywali wtedy na ringu, jednak byli jebnięci, aż Madox obejrzał się na Stewart i cofnął do tyłu, żeby oprzeć się na fotelu, no bo chciał żeby ręka Karen zsunęła się z jego ramienia. Tylko kurwa... Karen to była jakaś nieskoordynowana, może znowu na swoich lekach psychotropowych? I ta jej dłoń opadła na jego kolano. Ś w i e t n i e.
- Karen... - warknęła jednak Dolly, a blondynka się cofnęła.
- Boże, ja jestem dzisiaj taka rozbita, przepraszam... - czyli zaczyna się. Brunetka jednak pokręciła głową i zaraz to ciemne spojrzenie przeniosła na Noriegę, no bo chyba czekała na jakąś odpowiedź.
- Nie no, już zdrowy, teraz to są takie różne leki, a zresztą... moja narzeczona o mnie dba - wyszczerzył się w uśmiechu, a wytatuowana ręka opadła na kolano Pilar, po którym ją poklepał.
- To jest ta dziewczyna, co mi o niej opowiadałeś? - Dolly wychyliła się, żeby wyjrzeć zza Madoxa na Stewart - miałeś rację... ładna - skomentowała. A Madox to wtedy pewnie nawijał dużo o Stewart. Wrócili z Medellin, a on był... zakochany był przecież, i nakręcony... A, że lubił sobie pogadać, to tam pewnie była jakaś niekończąca się opowieść o tym co się wydarzyło - ale po tym co mówiłeś dawałam wam może miesiąc... - rzuciła trochę bezczelnie, jak to Dolly. Bo Madox to w ogóle miał jakąś słabość do pyskatych lasek. Do Latynosek zresztą też, a Dolly przecież była, meksykańska gorąca krew, która wychodziła z niej w tym ciemny, ognistym spojrzeniu.
- Nie mierz wszystkich swoją miarą Dolores - mruknął Noriega, a Dolly znowu prychnęła, ale w sumie to trochę chciał ją poddenerwować, bo Madox to był jednak złośliwy.
- A wy się znacie? - wtrąciła się Karen, popatrzyła najpierw na Noriegę, a potem na swoją koleżankę po fachu, którą zaraz ściskała za ramię - i to jest ten gość, co mówiłaś, że on jest taki... Co opowiadałaś nam wtedy... no wiesz, jak byłyśmy w Kolumbii na postoju... - zaczęła się nakręcać, aż Madox sam nie wiedział co mogła opowiadać Dolly, czy w ogóle o nim tak opowiadała, bo z tego co mu wspominała, gdy ze sobą mieszkali, to ona też kogoś miała. Z kimś tam kręciła. Może to o nim opowiadała, chociaż teraz te jej brązowe oczy to wisiały na Madoxie, te niebieskie Karen też.

mi prometida que me cuida ✧˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

To nie była wina tabletek.
Oni po prostu tacy już byli. Wiecznie narwani, impulsywni i nieokiełznani. Lubili czuć i brać chwile taką, jaka była. A to że przy tym wszystkim mieli mocno nierówno pod sufitem, to już zupełnie inna kwestia. Bo przecież to, co zrobili dwadzieścia cztery godziny temu, gdy kłócili się o trzeciej w nocy, a cała zazdrość wychodziła w nich w najgorszej, możliwej formie… to nie było normalne. Toksyczne, pojebane, niedopuszczalne tak, ale na pewno nie normalne. Całe szczęście oni byli w tym razem, dzielili się po równo każdą z tych cech i to sprawiało, że tak dobrze sie dopełniali. Że odnaleźli się nawzajem w chaosie dookoła i teraz kierowali się do Rio De Janeiro wziąć kurwa ś l u b. Wbrew wszystkim i wszystkiemu. Bo taki mieli kaprys.
Kaprys jak się zaraz okazało miała również Karen, która wraz z Dolly za punkt honoru postawiły sobie nie dać im świętego spokoju. Samolot jeszcze dobrze nie wystartował, a ona już obie stały przy ich fotelu, zamiast zająć się resztą podróżujących, nawijające o nieistniejącej chorobie Madoxa i tym, że lecieli na drugi koniec świata hajtać się po rzekomym rozwodzie. Pilar prychnęła na słowa Dolly i oczywiście nie omieszkała przewrócić oczami.
Co ty gadasz, Dolly? — wtrąciła się, spoglądając na byłą Noriegi z niedowierzaniem. — Mieszkałyśmy razem przez kilka tygodni. Myłam twoje brudne majty, a ty teraz udaje…
Ah tak, Pilar, wybacz! — tym razem to ona przerwała jej w pół słowa. — Oczywiście, że tak. Pomyliłam cię z… inną dziewczyną, o której mi kiedyś opowiadał — jasne, ciekawe jaka? Aż spojrzała na swojego narzeczonego, ale kiedy ten tylko wzruszył ramionami, Stewart wiedziała, że pewnie był to jeden wielki stek bzdur, wymyślony na poczekaniu, żeby wyjść jakoś z twarzą z opowieści, którą zaczęła Pilar. I nawet dobrze dla niej, bo Stewart miała jeszcze w zanadrzu kilka innych historii. Chociaż kiedy Dolly stwierdziła, że dawała im może miesiąc, Pilar już chciała wyrwać się do przodu i warknąć na nią, że pewnie sama chciałą go usidlić. Tylko nim zdążyłą cokolwiek zrobić, Madox już zaciskał dłoń na jej kolanie. Znał ją aż za dobrze. I umiał uspokoić, jak mało kto. Ripostą też potrafił rzucić nienajgorszą, jak ta, która poleciała w stronę Dolores.
A właśnie… — uśmiechnęła się bezczelnie, krzyżując dłonie na piersi. — Bo wasz ile najdłużej trwał? Dwa tygodnie? — pewnie i tak przestrzeliła o jakiś tydzień. Dolly zrobiła wielkie oczy i cała się nadąsała, a Karen ani się śniło nie pociągnąć dalej tematu. Już pytała czy oni się znali, czy naprawdę byli razem i czy Madox był tym facetem, o którym opowiadała w Kolumbii na postoju.
Nie no, to inny… — mruknęła pod nosem, machając ręką na koleżankę, która wcale nie dawała za wygraną.
A to to nie ten, co miał takie hot tatuaże na całym ciele i prowadził klub? — Pilar uniosła wysoko brew, bo jak na jej ten opis akurat bardzo pasował do Noriegi. No chyba, że Dolly miała potem wszystkich byłych wzorowanych na Madoxa. — Ten pamiętasz, co mówiłaś, że był zajebisty w łóżku i który tak ci nawijał, że świata poza tobą nie widział i że wynajął dla ciebie całe CN Tower, żeby wziąć cię na randkę i przyjechał po ciebie limuzyną i ci śpiewał... — Karen nawijała jak najęta. I jeszcze jak na początku wszystko pasowało do Noriegi, tak z każdym kolejnym zdaniem ta historia zbaczała na takie tory… że albo Madox kiedyś był niepoprawnym romantykiem i dopiero przy Pilar przestał, albo kochana Dolly kłamała jak z nut i dość… mocno koloryzowała rzeczywistość.
A to na pewno inny — odezwała się, nachylając bliżej Noriegi, żeby zawiesić mu się na ramieniu. — Ten tutaj woli szybkie samochody niż limuzyny — uśmiechnęła się do dziewczyn, przesuwając dłonią po ramieniu swojego narzeczonego, wdzierając się pod materiał rękawka kolorowej koszuli.
Jezu szybkie samochody?! — Karen aż zasłoniła usta dłońmi. — Z tym twoim tourettem?! To tiki nie przeszkadzają? — dopytała, ewidentnie przerażona, nachylając się w jego kierunku, a Dolly znowu pokręciła głową. No chyba nikt właściwie nie wiedział, co tutaj się działo.
A wy nie jesteście przypadkiem w pracy? — znowu się wtrąciła, ale już powoli ich obecność zaczynała działać Pilar mocno na nerwy. Karen podrapała się po głowie, a Dolly przewróciła oczami, rzucając Madoxowi jakieś dziwne spojrzenie. Może trochę z żalem? Że nie powiedział jej o chorobie? A może że ich związek nigdy nie doszedł do takiego etapu? — Dwa razy cuba libre — ktoś mógł uznać jej zamówienie drinków w takim momencie za bezczelne, ale z drugiej strony, zapłacili za pierwszą klasę (chyba pierwszy raz), tak? No to należało im się trochę alkoholu, a przede wszystkim świętego spokoju, który on sukcesywnie zaburzały.
Myślisz, że kiedyś uda nam się gdzieś polecieć, gdzie po drodze nie będzie żadnych twoich byłych? — spytała niby żartem, ale jednak całkiem poważnie, łapiąc jego ciemne spojrzenie, gdy dziewczyny już sobie poszły.

Tu ex es un mentiroso
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox się uśmiechnął, kiedy Pilar zaczęła tą opowieść o brudnych majtach Dolly, co prawda on takich nie widział, ale pewnie dlatego właśnie, że Stewart je sprzątała, a potem mu narzekała, że powinien wywalić Dolly.
A Madox to był Madox, on był za miękki. Niby twardy gangus z tatuażami, a jednak jeśli chodziło o to, żeby kogoś wywalić, z domu, czy z pracy, to... kończyło się tak, jak ostatnio z Gabą, że zamiast się od nich wyprowadzić, to dostała pokój po Florze. A w klubie zawsze wyręczała go w tym Maddie. Może teraz będzie Pati?
- Przecież ja nie opowiadam o innych dziewczynach niż Pilar - musiał się wtrącić marszcząc przy tym brwi. Bo o kim niby? O Cherry?
Stare dzieje. W ogóle... jakby nie patrzeć, to... Madox już pierdolone pół roku nie był z inną kobietą. Długo.
Jak na niego kurewsko długo. Jego związki zazwyczaj były krótkie, bo on się szybko nudził. Zaraz szukał nowych wrażeń. A z Pilar… chyba nigdy się nie znudzi. I teraz też wpatrywał się w nią intensywnie, kiedy znowu odezwała się do Dolly.
- Chyba trzy... - rzucił z jakimś takim zaczepnym uśmiechem, ale nie do Dolores, tylko do jego narzeczonej. Bo trzy tygodnie jak na Madoxa Noriege, to jest przecież długo.
Pół roku...
To było coś. Może nawet by jej to powiedział, Pilar, że z nikim nie wytrzymał tak długo, jak z nią, a to przecież dopiero był początek, bo... on jutro zamierzał jej przysięgać całe życie, do śmierci, ale Karen już znowu się zainteresowała tematem i pytała, czy oni się z Dolly znają. Nie trudno było zgadnąć, że tak.
Musieli się znać, zwłaszcza, że ona to patrzyła na niego z jakimś takim... zainteresowaniem? Nie przeszło jej? A może zatęskniło jej się za tym, jak kiedyś potrafił ją prosto z lotniska wyciągnąć na spontaniczną randkę?
Bo Madox czasem się starał, na początku... Jak na coś liczył.
A z Pilar, to się starał cały czas, jakby cały czas na coś liczył? Dawał z siebie sto procent, i teraz też już tak zadziornie przesunął wytatuowanym palcami po jej kolanie. Może oni nie chodzili na randki, ale jednak i tak Noriega zawsze starał się jej pokazywać jak mu zależy. Kurewsko mu zależało, i może nawet już znowu by jej nawijał na ten temat, tylko, że Karen zaczęła mówić o tym hot gościu z tatuażami, który prowadził klub, a on jeszcze spojrzał na Dolly. No tak, to akurat się zgadzało, z tym łóżkiem też, bo akurat Dolly nigdy nie narzekała, a jej Madox nawet nie zamawiał po wszystkim taksy i nie odsyłał zaraz do domu.
Tylko potem Karen zaczęła o tym nawijaniu, że świata poza nią nie widzi i randce w CN Tower... i śpiewaniu, a Madox przygryzł wargę, żeby nie parsknąć śmiechem. Chociaż kiedy odezwała się Pilar, to już się zaśmiał - zdecydowanie inny, akurat ten tutaj też chujowo śpiewa - nie śpiewał tak źle, nawet miał zajęcia ze śpiewu w szkole aktorskiej, ale to fakt, że wybrałby na przykład... Jaguara od limuzyny, aż znowu zawiesił spojrzenie na Stewart przesuwając palcami już po jej udzie, tylko że wtedy ponownie odpaliła się Karen i pytała o tego Touretta, a Madox wypuścił jakoś ciężko powietrze z płuc. A zaraz odwrócił się do blondynki - właściwie okazało się, że to nawet nie tourett, tylko jestem po prostu bardzo nerwowy i dużo przeklinam, a czasem to jak się szarpnę - i nawet teraz się tak jakoś szarpnął, poprawiając na fotelu - to wygląda jak tik, więc źle mnie zdiagnozowali - wzruszył ramionami. Proste, zła diagnoza, bo to po prostu było popierdolenie. I może nawet dodałby coś jeszcze, albo Dolly by dodała, bo tak na niego znowu patrzyła, że aż jej oczy zabłyszczały, ale ubiegła ich Pilar.
No i dobrze, bo właściwie ta rozmowa zmierzała w jakimś dziwnym kierunku.
- O i dla mnie jeszcze woda, i te orzeszki, i jeszcze opaska na oczy - dodał do tego zamówienia swojej narzeczonej i wyszczerzył się w uśmiechu do Dolly. Miał zaczepić jeszcze Karen, czy ma te proszki, które kiedyś im dała, ale kiedy ruszyła za Dolly, to już postanowił się nie odzywać, nie zatrzymywać jej, póki jeszcze była w miarę ogarnięta.
Odwrócił się za to do Pilar, siadając na fotelu bokiem.
- W samolocie to nie wiem, bo ja lubię mundurki... - puścił do niej oczko, a zaraz przysunął się do niej bliżej, sięgając znowu do niej ręką - musielibyśmy płynąć jakimś statkiem? Chociaż tam też chyba mają mundury nie? I w pociągach? - zastanowił się. A zaraz opierał głowę na podgłówku - a twojego jeszcze nie widziałem - aż pokręcił głową i znowu wbił w nią ciemne spojrzenie, a zaraz przełożył nogę, z jednej na drugą. Wiercił się na tym fotelu. A oczy to miał ciemne, ciemniejsze niż normalnie.
- Pokażesz mi te tabletki od Rosy? Może bym taką jedną wziął - ewidentnie coś kombinował, tylko ciekawe co. W międzyczasie powachlował się też po brzuchu koszulką z napisem łobuz kocha najbardziej, tą jego samolotową, podwijając ją - ciepło tu jest, nie? - chyba było normalnie. Ale Madox sięgnął do klimy, którą mieli nad głowami, żeby ją na siebie puścić. Znowu się przekręcił i powiódł spojrzeniem gdzieś dookoła, zanim te rozjebane oczy utkwił znowu w Pilar - no i gdzie ta poduszka? - znowu nawijał, a zaraz znowu odwrócił się w jedną i drugą stronę - i te drinki? - które w zasadzie zamówili dopiero co. Ale Madox to już patrzył na swój nowy, złoty zegarek z odciskiem łapy jaguara. Minęło może kilkanaście minut odkąd samolot wystartował. Z dwunastu... godzin. A on już nie mógł wysiedzieć.

Mis ex están jodidos, cariño ✿˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Było ciężko.
Pod wieloma względami.
Po pierwsze oboje byli zmęczeni. Żadne z nich nie spało od ponad doby. Zaraz z samego rana każde zerwało się do pracy — on do klubu postawić wszystkich na nogi i ustawić pod swoją nieobecność, a ona na komisariat, żeby zająć się sprawą prochów, nad którą pracowali z Harrisonem. Potem prosto laboratorium pojechała ogarnąć obrączki i kupić kilka ciuchów, które teraz niezdarnie spakowane walały się po torbie. A potem prosto na lotnisko. I kiedy już myślała, że chociaż tutaj złapie kilka godzin snu przed tym całym intensywnym dniem w Rio De Janeiro, przy ich fotelach musiały pojawić się głupi i głupszy w postaci Karen i byłej Madoxa.
Powiedzieć, że ta cała rozmową doszczętnie ją zmęczyła było niedopowiedzeniem. Pilar ledwo tam wysiedziała i resztkami samokontroli powstrzymała przed tym, żeby nie zrobić sceny. Szczególnie Dolly, która ewidentnie nie przepracowała sobie jeszcze ich rozstania i robiła maślane oczy do jej narzeczonego. W każdych innych warunkach, Pilar już robiłaby komuś krzywdę lub scenkę, ale po wczoraj jakoś… nie miała nawet ochoty. Aż dziwne. Była na tyle pewna siebie i ich relacji, że nawet nie chciało jej się marnować energii — której nawet nie miała — na tak nieistotne rzeczy, jak jego była. Dlatego poprosiła o drinki, a Noriega dodał do tego jeszcze wodę orzeszki i opaskę na oczy.
Dwie opaski! — krzyknęła jeszcze za Karen. Kobieta odwróciła się przez ramię i wyszczerzyła zadowolona, kiwając energicznie głową. Ciekawe czy znowu była na tych swoich tabletkach. Pewnie tak, bo humor jak widać miała przedni. Pilar natomiast swoje spojrzenie spuściła na Noriegę, gdy zaczął nawijać o mundurkach.
Aż dziwne, że w klubie nie karzesz swoim kelnerką w takich chodzić — prychnęła, wywalając oczami. Kelnerki w Emptiness miały całkiem luźne zasady jeśli chodziło o ubiór. Co innego tyczyło się tancerek, wiadomo, ale przy zamiłowaniu Noriegi do mundurków, aż szok, że wszystkim pracownikom nie kazał takich nosić. Chociaż może to właśnie celowo? Żeby nic go przypadkiem nie kusiło. Przecież każdy wiedział, że nie łączył pracy z przyjemnością. Zaśmiała się na uwagę, że jej dalej w żadnym nie widział. Nachyliła się do niego bliżej na fotelu. — Bo może trzymam coś specjalnego na podróż poślubną? — mówiła prawdę? Kłamała? Nie mógł tego wiedzieć. To już było odpowiednio schowane w głowie Stewart. Nawet zastanawiała się przy pakowaniu, czy czegoś nie wziąć ze sobą, ale biorąc pod uwagę, jak oni na tych swoich wyprawach gubili ciuchy to pewnie za dwa dni nie miałaby w czym iść do pracy.
Karen przyniosła im orzeszki oraz wodę, przy okazji informując, że Dolly za momencik pojawi się z zamówionymi drinkami. Podziękowali jej grzecznie, a przynajmniej Pilar, bo Madox już pytał o tabletki od Rosy i zaczął się wiercić. Przyjrzała mu się przez moment jakoś podejrzliwie.
No przecież powiedziałam ci, że mi nie chciała więcej dać — wspomniała własne słowa dosłownie sprzed piętnastu minut, przyglądając się Noriedze, jak kręcił się na fotelu i pytał czy jest ciepło. — Co jest? — ściągnęła brwi do siebie, a zaraz nachyliła się w jego kierunku i złapała jego brodę w palce, zaciskająć mocno i nakierowująć sobie na twarz. — Ćpałeś coś? — spytała prosto z mostu, lekko przyciszonym głosem. Zawsze go nosiło, ale jednak te dziwnie wywalone oczy, napady ciepła? Przecież normalnie tak nim nie nosiło, szczególnie nie nagle. Już otwierała usta, żeby znowu go pytać, ale wtedy Karen jeszcze szybciutko podbiegła z opaskami na oczy, kładąc jedną na stoliku, drugą natomiast na kolanie Noriegi. Pilar odprowadziła ją spojrzeniem, a nim Madox sięgnął po swoją opaskę, ona zgarnęła ją szybciej i zakręciła sobie na palcu.
Gadaj, Noriega. Co brałeś? — dopytała, nie dając za wygraną. Naciągnęła gumkę w palcach i przysunęła ją do jego ramienia, żeby go nią strzelić. Uderzenie jednak było tak żałośnie miękkie, że ledwo to pewnie poczuł. — Widać coś przez to? — sama się rozproszyła, obracając załsonę na oczy między palcami, a potem przystawiła ją do twarzy. — Nic — faktycznie kompletna ciemność. Dlatego zaraz nachylała się w jego kierunku i zarzuciła mu ją na głowę, nasuwając na oczy. — Czekaj — dodała, gdy chciał ją podnieść i spojrzeć na Pilar. Przytrzymała ją na miejscu, a potem sięgnęła do jego policzka. Przesunęła po nim dłonią, którą zaraz zjechała na ramię i dłoń. Wbiła paznokcie w skórę na przedramieniu, kreśląc czerwone pręgi. — Przyjemnie? — dopytała, uśmiechając się pod nosem. W kompletnej ciemności jeszcze się nie bawili. Raz wygrali nawet bilety na taką kolację, ale oczywiście leżały nieużyte w szafce, bo nie mieli na to c z a s u. Cóż, może kiedyś. Teraz została im tylko opaska. Którą Pilar na moment wykorzystywała, gdy tak zaczepiała jego skórę na rękach, a zaraz potem na karku. Dopiero kiedy zobaczyła gdzieś w oddali Dolly z dwoma Cuba Libre, przyciągnęła go do siebie. Językiem przesunęła po lekko rozchylonych wargach, a następnie musnęła zaczepnie jego wargi. Dłużej i dłużej, pogłębiając pocałunek. Drapiąc go po karku i zaczepiając, tak, że jego dłonie wylądowały po jej koszulką akurat, gdy Dolly znalazła się przy ich fotelach, odchrząkajać głośno.
Dwa razy cuba libre — mruknęła, ewidentnie podkurwiona, patrząc na Madoxa, gdy podniósł opaskę. A Pilar tylko wróciła na swój fotel, spojrzała na dziewczynę i przejechała kciukiem po własnych ustach, bezczelnie zbierając z nich nadmiar wilgoci. Od kiedy z niej była wredota? Cóż, może to już to nazwisko Noriega wdzierało się głeboko pod jej skórę, już siejąc spustoszenie.

sorry not sorry
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Powiódł spojrzeniem za Karen, kiedy jeszcze uśmiechnęła się do Pilar na te dwie opaski, ale zaraz patrzył na swoją narzeczoną - naprawdę będziemy spać? - musiał ją zaczepić, ale pewnie to by był dobry pomysł. Bo jak dotrą do tego Rio de Janeiro, to raczej już nie złapią ani jednej godziny snu, więc musieli wykorzystać te w samolocie, kiedy byli uziemieni, zwłaszcza, że... no wczoraj nie dał jej pospać. A on też w ogóle nie zmrużył oka.
Ale teraz też... niby chciał spać, ale jakoś go nosiło.
- Myślisz, że by na to poszły? - zapytał odnośnie tych kelnerek, ale wiedział, że nie. Czasami jak im kazał nosić koszulki z logo klubu to była wojna, więc już miał gdzieś to jak chodzą ubrani, chociaż raz na jakiś czas przypominał im, że zamawia im nowe koszulki, że one są. A wiecznie to Madox w nich chodził, jak poplamił swoją koszulę, krwią na przykład.
- A gdzie pojedziemy na podróż poślubną? I kiedy? - oczywiście, że musiał jej zapytać, bo skoro Pilar miała na niej nosić mundur, to on by mógł nawet jutro. Zaraz po ślubie... Albo po przekazaniu gotówki, na którym musieli się stawić. Znowu mu się przypomniał ten ich napięty grafik.
A zaraz te tabletki od Rosy, bo jakoś wcale nie zanotował w głowie tego, że jednak Pilar ich nie miała, ale może Karen miała? Nawet się za nią obejrzał, kiedy przyniosła im orzeszki i wodę. A zaraz złapał butelkę i przyłożył ją sobie do policzka, tą zimną, plastikową butelkę.
- A myślisz, że Karen może... - zaczął, kiedy Pilar powtórzyła mu, że nie ma tych tabletek, ale wtedy już jego bystra narzeczona pytała go co jest, tak to jest umawiać się ze śledczą - co? Nic... - zaczął, a kiedy złapała go za brodę, kiedy skierowała na siebie jego twarz, to wbił w nią ciemne, trochę rozbiegane spojrzenie.
Ćpałeś coś - odbiło mu się echem pod czaszką.
Już miał na języku to nie, jakieś no coś ty, ale przecież to była Pilar, a on jej nie okłamywał. Już miał coś powiedzieć, już nabrał w płuca powietrze, ale wtedy Karen przyniosła im opaski, a tą jedną położyła mu na kolanie jeszcze opierając tam znowu rękę.
Obejrzał się za nią, Madox to był ciekawy, czy ona tak obłapia wszystkich pasażerów, czy jednak tylko do niego miała słabość. Nawet by się o to może zapytał Pilar, ale ona była pierwsza, z tym pytaniem co brałeś, kolejne trudne.
- Nie wiem, bo właściwie to była dziwna akcja... - zaczął, jakby to było w ogóle dość normalne, że on nie wiedział co brał. No bo w zasadzie kiedyś to może było, ale przecież teraz on już sobie tak nie pozwalał... A dzisiaj - najpierw przyszła Pati, ale nic nie chciała, a potem taka tancerka, no i ona zrobiła... - miał już gadać co, opowiadać jej tą dziwną akcję, ale strzeliła mu opaską w ramię, a on też już do niej sięgał palcami - jakie mięciutkie... z czego to jest? - wyciągnął rękę, żeby przejechać opuszkami po miękkim materiale, kiedy Pilar przyłożył ją do oczu. Nawet się do niej pochylił - nic nie widzisz? - zapytał, ale Stewart już odpowiadała, że nic. Madox może też by miał jakiś pomysł, żeby to wykorzystać, ale jego narzeczona znowu go ubiegła. Założyła mu opaskę na oczy, a on rzeczywiście miał już przed nimi tylko... ciemność.
W pierwszym odruchu chciał ją ściągnąć, ale zostawił, kiedy kazała mu czekać, słyszał tylko jak przesunęła się na siedzeniu, a potem poczuł jej palce na oczach, a potem na policzku, aż skóra zadrżała pod jej dotykiem. Tak samo kiedy jej palce sunęły niżej po jego ramieniu, na dłoń, a kiedy przesunęła po skórze paznokciami, to mogła poczuć, jak się cały pod nią spiął. Ale było przyjemnie - Mhm... - mruknął jej w odpowiedzi i znowu się przysunął, kiedy sięgnęła do jego karku, to on też odszukał jej udo opierając na nim wytatuowane palce - ale nawet nie widzę gdzie są twoje... - usta, to chciał powiedzieć, tylko, że zaraz je poczuł. Najpierw jej mokry język na swoich wargach, a potem te obłędne, gorące usta i jej paznokcie na karku. Od razu się do niej wyrwał, kolanem uderzając o stolik, ale wcale go to nie zniechęciło, bo kiedy ich języki już odszukały się w ognistej salsie, a usta kradły sobie powietrze do ostatniego tchu, to Madox wsunął czubki palców pod koszulkę Pilar. Zdecydowanie było to ekscytujące doznanie, kiedy jej nie widział, ale czuł pod opuszkami jak zadrżała, czuł jej usta i tylko mógł sobie wyobrazić jej spojrzenie.
A potem usłyszał to chrząknięcie, którego na pewno sobie nie wyobraził, i aż znowu podskoczył na fotelu. Ściągnął opaskę i spojrzał na Dolly - ja pierdole, przestraszyłaś mnie... - mruknął tylko, no proszę jeszcze jakieś dziwne lęki. Ewidentnie coś ćpał, zaraz sięgnął po to cuba libre, żeby upić kilka głębszych łyków, a Dolores odwróciła się na pięcie obrażona i odeszła. No ale to przecież nie była już wcale jego sprawa, ale za to...
Nie umiałby przejść obojętnie obok tego, żeby nie pozaczepiać swojej narzeczonej. Odwrócił się w jej kierunku opierając sobie szklankę z drinkiem na kolanie - zadowolona jesteś? Że tak zaznaczyłaś swoje terytorium? - spojrzał głęboko w jej piękne, ciemne oczy, a zaraz przysunął się bliżej - też mam tak robić? Następnym razem przyjdę na posterunek i będę się do ciebie łasił... - teraz tak się właśnie trochę połasił opierając głowę o jej ramię - na biurku Becka, a na kolejną schadzkę umówimy się w Northex i zrobimy to na szklanej ścianie przed gabinetem prezesa - jego ciepły oddech omiótł jej dekolt. Wiadomo, że tak tylko pierdolił, bo po pierwsze miał zakaz wjazdu na posterunek, a bo drugie to nawet nie wiedział czy Galen ma taką szklaną ścianę. A zresztą chyba już to przepracowali... na swój chory sposób.
Podniósł szklankę, żeby wyzerować swoje cuba libre, szybciutko mu poszło, nawet zaraz sobie odkręcił wodę i jeszcze się napił - popierdoli mnie zaraz... - westchnął ciężko i znowu opierał głowę o jej ramię, przymknął nawet na moment oczy - podrap... - nawet nie podniósł na nią spojrzenia, ale ewidentnie coś z niego... schodziło.
A kiedy jednak tak go drapała, to wcale o tym nie myślał, więc może to był jakiś sposób?

Estás satisfecho? °❀⋆.ೃ࿔*:・°❀⋆.ೃ࿔*:・
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie wiem — rzuciła krótko na pytanie, gdzie pojadą na podróż poślubną. — Może znowu wylosujemy? — wzruszyła ramionami. Przecież oni nigdy nie planowali. A jeśli już to robili, to i tak wszystko zajebiście szło się jebać, więc jaki w tym sens? Nie było go za grosz. Oni po prostu musieli to zrobić wszystko po swojemu: narwanie, krok po kroku, biorąc to, co dawał im los. Bo nawet teraz, kiedy w planach mieli spokojny lot, żeby wyspać się przed intensywną dobą odkąd tylko wylądowali na siedzeniach coś ciągle ich rozproaszało. Jak nie Karen, to jego była, jak nie była to zaś dragi, które jak się okazało wziął w klubie.
Jaka tancerka? — spojrzała na niego podejrzliwie i aż poprawiła się na fotelu. Tylko on nawet na nią nie patrzył, bo już zajmował się opaską, całe szczęście mu ją wyrwała i już znowu kierowała uwagę na siebie. — E, míramepatrz na mnie, warknęła ostro i wbiła w niego intensywne spojrzenie. — Gadaj co brałeś — chciał sobie zaćpać, okej, to jego życie i jego prywatne decyzje, ale powinien jej chociaż powiedzieć, z czym miała do czynienia, gdyby cokolwiek miało się wypierdolić. Żeby wiedziała, jak powinna się zachować. Bo może i Madox pół swojego życia wkładał w siebie różne substancje i lubił szaleć, Pilar akurat od narkotyków raczej stroniła, szczególnie tych mocniejszych. Nie potrafiła tak jak on po prostu brać sobie pierwszych lepszych prochów od tancerki i kilka godzin później ładować się do samolotu. No bo kto tak kurwa robił?
Madox, jak widać.
A ona jak ta przykłada narzeczona, zamiast zrugać go od góry do dołu, to jeszcze była na tyle głupia żeby zarzucić mu na oczy opaskę i zacząć się z nim bawić. Zaczepiała go i drażniła skórę, która mierzwiła się pod jej opuszkami. Gęsia skórka podążała za jej ruchami, a mięśnie pod spodem drżały przyjemnie. Aż ona sama mruknęła w pewnym momencie. A potem znowu, prosto w jego usta, gdy całowała je zachłannie, tworząc dla Dolly piękne, kurewsko gorące przedstawienie. Szkoda tylko, że kobiecie średnio się spodobało. Jaka s z k o d a.
Uśmiechnęła się bezczelnie, gdy Madox spytał, czy była z siebie zadowolona, że zaznaczyła swoje terytorium.
Tak — odpowiedziała praktycznie od razu, patrząc intensywnie w jego ciemne oczy. — To i tak była wersja light tego, jak potrafię je zaznaczać — dodała, tym razem zlizując z warg jego smak. Bezczelnie. Prosto przed jego oczami, wszystko doprawiając wyzywającym uśmiechem. Sama nie wiedziała, skąd brała się w niej ostatnio ta zadziorność. Pilar zawsze była pyskata, ale jakoś ostatnio… jeśli chodziło o niego lubiła utrzeć nosa. Szczególnie laskom, które patrzyły na niego, jakby wciąż chciały mieć z nim coś wspólnego. Nie miała zamiaru im odpuszczać, nawet nie chciała im wydłubać oczu — ona po prostu chciała pokazać im, że on był jej. Tylko i kurwa wyłącznie jej. A reszta mogła się pierdolić. — A od jutra będę im jeszcze świecić obrączką — dodała, odsuwając się od niego i rozsiadając wygodnie na fotelu. Złapała swoją opaskę i zakręciła ją sobie na palcu. — Nieskromnie powiem, że są z a j e b i s t e — przeliterowała ostatnie słowo, opierając głowę o zagłówek i przekręcając w jego stronę. Jego obrączka też była zajebista. W żadnym stopniu nie wyglądała jak żadna inna obrączka. Będzie mógł nią świecić na biurku Becka i nawet w gabinecie samego Galena Wyatta. Z nią czy bez na ścianie. Co tylko będzie chciał.
Chociaż teraz Madox chyba sam nie wiedział, czego. Na jakiś pieprzonym zjeździe po prochach, które dostał w Emptiness, akurat podczas ich podróży ślubnej. Westchnęła głośno obserwując jak go nosi. Jak zeruje drinka, a potem wodę. Jak kręci się na fotelu, podczas gdy stróżka potu poleciała po jego skroni. Nawet podsunęła mu swoje Cuba Libre, żeby wypił też jej. Cokolwiek, co pomogłoby mu się uspokoić. Tylko nic nie pomagało. No może oprócz… podrap.
Chodź — przysunęła się do niego bliżej i przełożyła dłoń na jego fotel. Odnalazła jego rozgrzany kark i przejechała spokojnie paznokciami. W górę i dół. Uspokoił się na moment, chociaż zaraz noga zaczęła mu chodzić. Wyciągnęła swoją w jego kierunku i położyła mu łydkę na udzie. Uziemiła go na moment, ale pozycja w jakiej nagle skończyła, pod żadnym pozorem nie była wygodna. — Kurwa, czekaj — wstała na moment i podsunęła się pod samo okno, a potem rozłożyła swoje siedzenie. — Ven aqui a mi chodź tu do mnie, mruknęła, zachęcając go również gestem ręki. Fotele w pierwszej klasie były na tyle duże, że przy odpowiednim ułożeniu, mogliby nawet zmieścić się na jednym. Szarpnęła go za koszulkę, a kiedy w końcu ułożył się na plecach na jej miejscu, ona zwinnie wsunęła się z boku, przylegając do niego całym ciałem. Dosłownie na całej długości przycisnęła się do niego, przeplatając ze sobą ich nogi. — Jeszcze chwila… — wyciągnęła się do góry jak struna i zamiast chować się pod jego ramieniem, przełożyła swoje do góry, tak że swoją głowę Madox mógł położyć na jej piersiach. Jedną rękę umieściła na jego cole, drapiąc je delikatnie, a drugą wdarła się pod koszulkę, kojąc jego klatkę piersiową. Spokojnie. Nie tak chaotycznie i narwanie jak zawsze, chociaż mógł czuć, jak mocno waliło jej serce. Zawsze tak samo, kiedy był obok. Jej ruchy jednak były opanowane, wyważone. Bo skoro chciała go jakoś wyciszyć, to i własne czynności musiała.
Spróbuj zasnąć — mruknęła, nawet na moment nie przestając go smyrać. Widziała, jak kilka ludzi przechodzi — w tym Dolly — i rzuca im krzywe, podejrzane spojrzenia, ale przecież nie robili nic złego. To nie tak, że ruchali się przez spodnie, nie? — A jak wstaniesz, to dostaniesz porządną zjebe za to, że ćpałeś przed wylotem — wymruczała głosem, jakby z nim flirtowała, a tak naprawdę była to groźba mordu. Bardzo w jej stylu zresztą.

Ven aqui a mi
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
To był chyba rzeczywiście dobry pomysł, żeby wylosowali gdzie pojadą na podróż poślubną. I pewnie też słuszną opcją było to, że któregoś dnia po prostu się obudzą i stwierdzą, że jadą...
Chociaż nie, kogo my oszukujemy, oni się pewnie na to zdecydują podczas kolejnej upojnej nocy pełnej orgazmów. To bardziej w ich stylu.
A w Madoxa było to... że on sobie czasami lubił przyćpać.
Nie robił tego ostatnio.
A dzisiaj zrobił. A do tego zaraz nawijał o jakiejś tancerce - taka nowa, Pati ją zatrudniła, ale nawet jej nie widziałem w... - w akcji?, to chciał powiedzieć, czy może jednak w bieliźnie?
Nie dokończył jednak, bo zaraz rozpraszał się opaską, ale kiedy Pilar tak na niego warknęła, to podniósł na nią spojrzenie, utkwił je w jej oczach - nie wiem dokładnie, bo to Diego i taki jego kolega mi posypali... jakiś speed - wzruszył ramionami, jakby to były całkiem normalne rzeczy, że Diego z kolegą przychodzą do klubu i sypią mu grube szczury, bo może były? A do tego jeszcze nie wiadomo czego - nie koks, coś na fecie, bo aż mnie zęby swędzą i jeszcze trzyma, ale schodzi - odezwała się chodząca encyklopedia prochów. Ale akurat Madox tyle różnych substancji testował na własnej skórze, że... mógł coś na ten temat powiedzieć. Przecież jak szedł do policji, to też chciał robić w narkotykówce i jakby go nie wysłali na ulice, to pewnie teraz by prowadził z Pilar tą sprawę, którą ona rozwiązywała z Davidem.
Ale wysłali go do klubu, a tam jak wiadomo... było dużo narkotyków i narkomanów. Chociaż akurat Noriega to już nie był, bo kiedy on coś ostatnio brał? Z Pilar w Meksyku.
Może by jej to nawet powiedziała, ale już przekierowali swoje myśli na te opaski, trochę jak dzieci, które dostały nową zabawkę i po prostu musiały ją wytestować.
I to jak wytestować, tak, że Dolly się obraziła, ale Madox niczego nie żałował. Też oblizał wargi wpatrując się w swoją narzeczoną tym czarnym spojrzeniem, bo źrenice mu wyjebało. Od pocałunku? A może jednak od prochów? Od tego i od tego?
Zaraz z bezczelnym uśmiechem pytał ją czy była z siebie zadowolona, widział, że była, w jej oczach, w tym uśmiechu, kącik jego ust też podniósł się ku górze - a pokaż wersję hard - no oczywiście już ją zaczepiał, i pewnie ją o to jeszcze pomęczy, ale teraz znowu się zawiesił na jej pełnych, gorących wargach, kiedy ściągnęła z nich językiem jego smak. Aż nabrał mocniej powietrze w płuca - a pokaż obrączki - no tak, bo on wszystko by chciał na już, na teraz. Przecież Madox nienawidził nie wiedzieć. Nie lubił niewiadomych, bo już jego mózg się fiksował na zajebistych obrączkach i hard wersji znaczenia terytorium, aż westchnął ciężko i opadł plecami na oparcie fotela, a zaraz zerował cuba libre i znowu się kręcił. Przyłożył sobie butelkę z wodą gdzieś do szyi i kilka kropli spłynęły mu za koszulkę, a na czole wyperlił się pot, a kiedy Pilar podsunęła mu swojego drinka, to też po niego sięgnął. Dwa, trzy drinki i uśnie, zawsze tak robili z Williamem na zjazdach, zapijali je i przesypiali.
Tylko nic nie pomagało, oprócz... tych jej paznokci, które sunęły mu po rozgrzanym karku. Uspokoiła go, ale noga mu wciąż chodziła, chociaż na moment ją powstrzymała własną. Ale rzeczywiście średnio to było wygodne. Zwłaszcza dla niej.
Obserwował Pilar tymi czarnymi oczami, kiedy kazała mu czekać i wstała. Nic nie powiedział, ale kiedy z jej pełnych ust padło to chodź do mnie, to zaraz się do niej wyrwał, pakował na jej fotel - będzie wygodnie? - zapytał, a kiedy wsunęła się do niego z boku, to on też się do niej przytulił, a zaraz wtulił głowę w jej pierś, aż mruknął jej w dekolt - mnie tak, a tobie? - musiał zapytać, i nawet zadzierał głowę do góry, żeby na nią spojrzeć, ale zaraz spuścił spojrzenie, nawet przymknął powieki wsłuchując się w szybki i mocny rytm jej serca. To jego biło jakoś nierówno, czuł zrywy wywołane przez prochy, a potem jak zwalniało, i ona też mogła to czuć pod palcami, które sunęły po jego wytatuowanej klacie. Było mu dobrze, kiedy tak go smyrała, oddech się uspokoił, a noga wcale nie chodziła. Nawet serce starało się odzyskać rytm.
A kiedy tak mu groziła tą porządną zjebą, to on znowu mruknął w jej pierś - z twoich ust to nawet zjebki brzmią zajebiście - przesunął palcami gdzieś po jej biodrze, ale też powoli - wszystko brzmi zajebiście... Opowiedz mi co dzisiaj robiłaś - zachęcił ją, wsłuchując się w jej głos. W jej oddech, bicie serca, które czuł na policzku.
Madox lubił to jak działały na niego prochy, jak pobudzały i mieszały w głowie...
Ale kurwa. Pilar działała na niego jak lekarstwo na wszystko, nawet na zjazd. Przecież jak on powie o tym Williamowi, to on nie uwierzy, a jak uwierzy, to, żeby nie chciał mu jej odbić. Takie miał teraz myśli, w tej swojej ućpanej głowie, ale też jeszcze jedną - te quiero muchísimo - które znowu wyszeptał w jej dekolt. A powieki to już miał takie ciężkie...
Chociaż jeszcze się trochę powiercił przytulając do niej ciaśniej. Uziemiała go i uspokajała. Koiła. Jak nic innego na świecie.

te quiero muchísimo ‧₊˚ ☁️⋅♡🪐༘⋆
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”