34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Madox bywał... nieodpowiedzialny.
Bo może coś w tym było, że ktoś taki jak on, jednak bardziej powinien uważać co i od kogo bierze. Może Diego nie chciałby go otruć, ale ten jego kolega? Nie znali się. Ale Madox już taki był, że nie zastanawiał się długo, tylko w coś wchodził, albo nie. Tak jak postanowił, że w tą relację z Pilar wchodzi. W Medellin, w jednej chwili, kiedy jego serce wyrwało się do niej mocniej.
A teraz też tak szybko i nierówno waliło mu w piersi, kiedy mówiła mu, że nie pokaże mu ani obrączek, ani tej wersji hard znaczenia terytorium, oczywiście, że Madox sobie pomruczał coś pod nosem po hiszpańsku, że miał być najlepszy dzień w życiu, a ona nic mu nie chce pokazać.
Tylko, że taki marudny był przez zjazd, bo przecież ogólnie to nie był aż tak, a zresztą Pilar zaraz mu pokazywała jak teraz będą sobie leżeć. A to była dla niego całkiem dobra pozycja, bo go uziemiła, unieruchomiła, dała mu jakieś takie wrażenie bezpieczeństwa i tego, że jednak go... nie popierdoli.
Przytulał się do niej starając uregulować oddech, uspokoić serce, skupiając gonitwę myśli na jej dotyku, na tym jak palce sunęły po jego gorącej skórze, jak drapała ją paznokciami, wprawiając w drżenie. I nawet to dziwne uczucie niepokoju gdzieś z tyłu głowy ustąpiło.
Uśmiechnął się na jej słowa, że zaraz zjebki zamienią się w rękoczyny, a nawet podniósł na nią ciemne spojrzenie, które mówiło jedno no proszę cię, jakby mu te rękoczyny przeszkadzały. Kiedy oni zawsze lubili agresywnie, intensywnie, do bólu. I kiedy tak go szarpnęła za włosy to zadarł do góry głowę, a potem w odwecie to szczypnął zębami skórę gdzieś na jej dekolcie - musisz chyba wymyślić inne kary cariño - przesunął szorstkim policzkiem po jej nagiej skórze.
A kiedy zaczęła mu opowiadać swój dzień, to wsłuchał się w jej głos, chociaż zaraz parsknął śmiechem w jej pierś - po tym jak? Tylko ze szczegółami poproszę - zaczepił ją przesuwając palcami miękko gdzieś po jej brzuchu, tak, żeby zahaczyć o skrawek nagiej skóry. Ale niestety nie doczekał się kontynuacji, tylko przeszła już do komisariatu. Trochę szkoda, ale Madox i tak jej słuchał. Nie słyszał o tych dragach, które zbierały takie żniwo... Mądrze w takim razie, że on sobie tak o brał coś niesprawdzonego, nie wiadomo od kogo. Aż się bardziej w nią wtulił, bo może jednak powinien być teraz trochę bardziej odpowiedzialny?
Zaraz będzie ŻONATY, a co jakby się zaćpał na śmierć?
Wtulił policzek w jej dekolt, ale nic nie powiedział.
- W jakie jedno miejsce? - tutaj to już musiał zapytać, bo ciekawość wzięła górę, ale Pilar i tak mu nic nie powiedziała. Słuchał jej, i przecież wszystko to, co mówiła było ciekawe, a nawet od czasu, do czasu mogła czuć na dekolcie jak się uśmiechnął, na przykład gdy opowiadała o otwieraniu drzwi wsuwką, bo sobie przypomniał Meksyk, ale serducho mu się tak uspokoiło, że w pewnym momencie skupił się już tylko na tym, jak ono biło, równo z tym jej, i... odpłynął.

Coś mu się śniło, a te prochy wychodziły z niego w zimnych potach, które go oblewały, a jednak znajomy zapach jego jeszcze narzeczonej, jej bliskość i bijące od niej ciepło, działały kojąco.
Nawet kiedy przyszedł jakiś koszmar, z którego jednak wyrwała go czyjaś ręka zaciśnięta na jego koszulce. Madox otworzył oczy wyciągając się w ramionach Pilar, do której znowu się przytulił. Nie wiedział, czy wciąż mu się śni, czy nie, a już wydzierała się na niego stewardessa. Przetarł oczy, i jeszcze spojrzał na Stewart, a zaraz się zbierał.
- Turbu... - zaczął, ale nawet nie skończył, walnął też na swój fotel, kiedy samolotem szarpnęło i wyrwał się w przód, bo chciał złapać stewardessę, która poleciała do tyłu. Ale nie zdążył, bo jeszcze był trochę zaspany, chociaż na ten pisk kreewwww, to zaraz się rozbudził.
Dobrze, że ta chociaż była młoda, bo to już by mogła być trzecia stara baba do kompletu, którą Madox musiałby ratować. Wyrwał się do przodu, na kolana, obok stewardessy, która nie straciła przytomności, tylko złapała się za głowę, a kiedy na palcach poczuła krew, to zaczęła panikować. Chyba taki chuj z zachowania spokoju.
- Spokojnie, to nic, uderzyłaś się... - powiedział powoli opierając jej rękę na ramieniu - zaraz przyniosę ci lód, żeby nie krwawiło tak bardzo... ile widzisz palców? - pokazał jej dwa i ona też tak mu odpowiedziała. Może zebrałby się naprawdę po lód, tylko samolotem znowu szarpnęło, mocno, jakoś na bok, tak, że ze stolika, przy którym siedziała dziewczyna zsunęły się talerze i kieliszki, a Madox musiał ją zasłonić. Szkło posypało się po podłodze między fotelami. No ładnie. Noriega aż się obejrzał na Pilar, ale zaraz wstał ze swojego miejsca jakiś elegancki facet i pomógł mu podnieść stewardessę - tu - Madox wskazał jej swój fotel, bo przecież nie będą jej prowadzić skoro była ranna - i pasy. Pilar zapnij pas - jeszcze rzucił do swojej narzeczonej, ale samolotem znowu szarpnęła i Noriega poleciał do tyłu, tylko był trochę sprytniejszy niż stewardessa i się czegoś złapał, i nawet udało mu się nie wejść w te szkła, które już sunęły po całej podłodze.
- Ja muszę wracać... Moja głowa... Krew... nie mogę... - wyrzucała z siebie dziewczyna i rzeczywiście pobladła, a Madox zawiesił się przy nich trzymając za fotel.
- Pilar, przyniosę jej lód i może apteczkę, przyłóż jej to czymś - zadecydował, ale kolejne szarpnięcie. A później na dokładkę krzyk rozbijemy się!
Ktoś wstawał z fotela, ktoś inny się modlił, a samolotem znowu szarpnęło, a Madox znowu prawie wywinął orła, tylko zawiesił sią na jakiejś szafce nad siedzeniami, aż prawie coś upierdolił. A jakby tego jeszcze było mało, to nagle... zgasły światła i wystrzeliły maski z tlenem - kurwa, nie, jak się teraz rozbijemy... - zaczął Noriega, ale nie dokończył, bo zaraz włączyły się tylko jakieś nikłe lampki awaryjne. A gdzieś za ich plecami, w klasie ekonomicznej, rozległy się krzyki i prawdziwa wrzawa. A Madox się zatrzymał, bo teraz miał iść po lód do przodu, czy jednak to sprawdzić na tył?
Chociaż jego spojrzenie uciekło do Pilar, bo jak mają się rozbić, to on... - dobra, wszystko będzie dobrze, to przecież się zdarza - spojrzał na stewardessę, żeby to potwierdziła, ale ona wyglądała, jakby zaraz miała zejść.
Same dobre scenariusze - powtórzył sobie w głowie.
Nie wyglądało to dobrze.

Abróchate el cinturón de seguridad, cariño ♡ ⋆。˚❀♡ ⋆。 ˚❀
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
A miało być tak pięknie
Szkoda tylko, że zawsze, gdziekolwiek by nie byli, coś musiało się wypierdolić. Nawet w samolocie. Jebane dwanaście kilometrów nad ziemią. Pilar uchyliła lekko powieki, wciąż jeszcze zaspana, nie rozumiejąc, co właściwie działo się dookoła. Nawet przez moment nie poczuła, że coś złego działo się w maszynie. Nawet przytrzymała przy sobie Noriegę, kiedy stewardessa ciągnęła go na swoje miejsce. Dopiero kiedy nimi szarpnęło, a kobieta poleciała do tyłu, Stewart otworzyła szerzej oczy i faktycznie się rozbudziła.
Co jest kurwa? — rzuciła bardziej do siebie, niż kogokolwiek innego. Wychyliła się, żeby zobaczyć, jak Madox doskakuje do pracownicy i dopiero zobaczyła walające się po pokładzie jedzenie, szkło i jakieś telefony. Nawet jej w połowie nadmuchana poduszka w kaczuszki była teraz po drugiej stronie, przy innym fotelu. Wyrwała się, by również pomóc kobiecie, ale Noriega już ją podnosił z jakimś innym facetem w garniturze. Wyciągnęła rękę do przodu, by szarpnąć ją za mundurek, gdy była już blisko i pociągnąć ją na fotel.
Coś sobie zrobiłaś? — spytała, przyglądając się jej uważnie i próbując ocenić jej stan zdrowia. Tylko wtedy samolotem znowu szarpnęło, a jej narzeczony ledwo utrzymał się w pionie. — Madox! — krzyknęła, łapiąc jego spojrzenie. Serce podeszło jej do samego gardła. Kurwa, czemu zawsze oni muszą mieć takie przygody? Czemu chociaż raz to ktoś inny nie może ratować sytuacji? Nie chciała, żeby gdziekolwiek szedł. Zdecydowanie wolała mieć go na oku, szczególnie, że po chwili w samolocie zgasły wszystkie światła, co wywołało jeszcze większą panikę wśród podróżujących.
Powinnam wracać do pracy… — mruknęła kobieta tuż obok i spróbowała wstać, wciąż trzymając się za głowę. Jej twarz była cała blada, a powieki tak ciężkie, że praktycznie miała je zamknięte.
Nie ma nawet takiej opcji — Pilar wyrwała się w jej kierunku i sama złapała za pas, którym powinien teraz być przypięty Madox i po prostu go zamknęła, blokując kobietę przed wstaniem. Ujęła delikatnie jej podbródek i skierowała w swoją stronę. — W takim stanie i tak nikomu nie pomożesz — wysiliła się na spokojny ton, chociaż serce w piersi łomotało jej mocniej niż nawet wczoraj w nocy, kiedy to Noriega musiał ją uspokajać. Była jednak odpowiednio przeszkolona i wiedziała doskonale, jak ważne było zachowanie zimnej krwi w takich sytuacjach. A jeszcze jako policjantka… to był jej zasrany obowiązek, by wstać i pomóc. — Poczekaj tutaj, a ja sprawdzę, czy nie potrzeba jakiejś pomocy, okej? — odpięła swój pas i już się podnosiła w górę. Kobieta chciała jeszcze coś powiedzieć, nawet złapała ją za rękę, ale chyba sama czuła jak nieodpowiedni był jej własny stan, więc finalnie po prostu skinęła głową i pozwoliła jej przejść między swoimi nogami. Tam zaś Pilar natrafiła na kolejną przeszkodę w postaci… swojego przyszłego męża.
Co tak patrzysz? — też zrobiła do niego wielkie oczy. — Nie będę tu kurwa bezczynnie siedzieć, kiedy ludzie potrzebują pomocy — w ekonomicznej znowu ktoś się wydarł, jakaś kobieta, jakby obdzierano ją ze skóry, a Pilar już chciała się tam wyrwać. — Chodź — szarpnęła go w tamtym kierunku. Bo kto miał to ogarnąć jak nie oni? Dwójka ludzi, która pewnie najbardziej z tego całego towarzystwa potrafiła zachować zimną krew.
Palce Stewart mocno zaciskały się na nadgarstku Madoxa, kiedy przeciskali się przez wąski korytarz przy którym była toaleta i pomieszczenie gospodarcze. Nie było w nim nikogo. Żadnej innej stewardessy. Ani Karen ani Dolly. Były za to kolejne turbulencje. Mocniejsze niż wcześniej. Pilar spróbowała się przytrzymać drzwi, ale zamiast tego poleciała prosto na Madoxa, a on na ścianę. Kilka plastikowych kubeczków i przekąsek posypało im się pod nogi, a ona tylko przelotnie spojrzała w jego piękne, ciemne oczy. Adrenalina szalała już mocno w żyłach, ale głowa jeszcze nie dopuszczała do siebie myśli, że to… nie no kurwa, będzie dobrze, tak się zdarza.
Złapała większy oddech i kiedy samolot na moment się ustabilizował, wbiegli do części ekomonomicznej. Panował w niej o wiele większy chaos niż w pierwszej klasie. Ludzie krzyczeli, modlili się i przeklinali bogów. Pilar rozejrzała się po tym całym bałaganie, aż nie zlokalizowała kobiety, która generowała największy hałas. Pod jej nogami leżał mężczyzna, który wyglądał, jakby stracił przytomność.
Madox — warknęła i od razu wskazała mu odpowiednie miejsce. Medykami nie byli żadnymi, ale przecież oboje byli wyszkoleni z udzielania podstawowej pierwszej pomocy. Tylko kiedy on już kierował się w stronę faceta, zobaczyć bliżej, co właściwie się stało, uwagę Pilar przykuła jakaś płacząca, przerażona dziewczynka, która nie mogła sięgnąć maski.

Vamos
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Może jeszcze będzie pięknie?
Madox był dobrej myśli, jeszcze kiedy przecierał oczy i z tyłu głowy miał to, że to tylko sen. Ale zaraz okazało się, że nie, poczuł to, gdy wylądował na swoim fotelu, kiedy samolotem znowu szarpnęło. A potem to już adrenalina znowu buzowała w żyłach i trzeba było się spiąć. Noriega miał opanowane do perfekcji działanie w sytuacjach kryzysowych. Niby był narwany, w gorącej wodzie kąpany, ale kiedy w grę wchodziło bezpieczeństwo innych ludzi, to jednak zawsze potrafił podejść do tego na spokojnie. Jak z tą stewardessą, kiedy ją sadzali na jego fotelu.
A jednak kiedy to Pilar krzyknęła jego imię, to on zaraz już łapał jej spojrzenie. Bo akurat do Stewart to on nigdy nie umiał podejść na chłodno - jest okej - zaraz ją zapewniał, a potem jeszcze dodał, żeby ona też usiadła i zapięła pas, tylko, że Pilar już zajmowała się stewardessą.
I Madox przecież kochał w niej to, że ona zawsze dbała o innych, że była taka dobra. Pomagała ludziom bezinteresownie, ale... dla niego to przecież jej bezpieczeństwo było najważniejsze. Ważniejsze od tego całego jebanego samolotu.
- Pilar... - odezwał się już ostrzej - proszę cię... - co z tego, że ją prosił, kiedy ona już stała przed nim wbijając spojrzenie w jego oczy. Kiedy już zadzierała do góry głowę i mówiła to nie będę tu kurwa bezczynnie siedzieć, kiedy ludzie potrzebują pomocy, aż wypuścił ciężko powietrzę z płuc przez nos. Odchylił do tyłu głowę, może nawet by coś jeszcze powiedział, ale Stewart już ciągnęła go za rękę. Przy tych kolejnych turbulencjach pociągnął ją do siebie, chowając w swoich ramionach, kiedy te plastikowe kubeczki posypały się na nich. Znowu złapał jej spojrzenie. Może nawet znowu chciał jej powiedzieć, że ją kocha? Bo jeśli tu teraz zginą, to musiała wiedzieć...
Nie zginą.
A poza tym wiedziała.
I to chyba to by było trochę zbyt melodramatyczne, więc kiedy samolotem przestało trząść, to tym razem Madox ciągnął ją za sobą, zaciskając palce na jej ręce - chodź - bo oni razem, to przecież nie takim sytuacjom stawiali czoło.
Tylko zaraz okazało się, że tam w ekonomicznej nie jest kolorowo. Krzyki mieszały się z płaczem, a ludzie zamiast usiąść miotali się między sobą. Noriega od razu wkroczył w ten chaos, jakby był u siebie. Chleb powszedni.
- Musicie usiąść na miejsca i zapiąć kurwa pasy - rzucił do kilku osób, które minął - pasy bezpieczeństwa są właśnie po to, żeby wam je zapewnić - nawijał patrząc po tych przerażonych twarzach, kiedy przechodził między fotelami, do tego gościa, który leżał na podłodze.
Narzeczona go tego nauczyła, o tych pasach bezpieczeństwa, że były ważne. Odruchowo obejrzał się na Pilar, która nurkowała między siedzeniami, czuł jak mięśnie spinają mu się, a całe ciało wyrywa się do niej. Ale zamiast tego znowu lądował na podłodze na kolanach i sprawdzał facetowi puls, był słaby...
- Co się stało? - zapytał kobiety, która jeszcze przed chwilą piszczała.
- Nie wiem... złapał się za serce i nagle upadła, i... ja nie wiem - znowu pisnęła, a samolotem znowu szarpnęło. Madox ją przytrzymał, a zaraz sadzał na pierwszym pustym fotelu, zaraz kazał jej zapiąć pas, a sam znowu pochylił się nad kolesiem. Zaczął go klepać po policzkach - słyszy mnie pan? - szturchnął go, a facet przejrzał na oczy. Madox odetchnął z ulgą - co pana boli? Jak się pan czuje? - pytał od razu sadzając gościa na podłodze, ale ten powiedział, że mu słabo - a serce? Czuje pan ucisk w klatce? - facet pokręcił głową. Całe szczęście, że nie, bo tylko tego im tutaj brakowało. Pomógł mu wstać i usadził go na fotelu, i już miał się wyrwać do Pilar, ale samolotem znowu szarpnęło, a rączka od fotela, za którą się złapał została mu w ręce, plastik pękł, a Madox poleciał na podłogę między fotelami, a na niego jeszcze jakieś walizki i plecaki z bagażów podręcznych. Zasłonił się ręką, ale czuł jak coś mu strzyknęło w barku. Leżał na podłodze i czuł, że nie może ruszyć ręką.

Pilar por favor ✧˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Normalnie nie potrafiła przejść obojętnie od tego kiedy ją prosił. Kiedy te intensywnie ciemne oczy wpatrywały się z nią z troską i desperacją, zawsze w jej głowie pojawiała się myśl, żeby jednak opuścić. Oczywiście z różnym skutkiem, ale sprawiał, że się wahała. Tutaj, w tej sytuacji, nie zawahała się nawet na moment. Bo po prostu nie było na to czasu. Tutaj trzeba było działać, reagować, a nie dochodzić się o to, kto powinien być bardziej bezpieczny.
Oboje tego dla siebie chcieli — bezpieczeństwa — ale przecież akurat kto jak kto, ale oni byli jedynymi osobami, które były w stanie ogarnąć ten cały chaos. Które przydały się do drugiego sektora pomimo setki plastikowych kubków, które ich zaatakowały, jak i kartonów z przekąskami, które turlały się po podłodze. Złamała na moment jego spojrzenie i może też na język cisnęły się jej najbardziej ckliwe wyznania, o jakie mogło się tylko prosić, ale finalnie w następnej minucie już przesuwali się wzdłuż siedzeń, co chwilę przytrzymując foteli, żeby samemu nie skończyć na podłodze.
Mieli iść do mężczyzny, a jednak Pilar w połowie drogi zatrzymał szloch dziewczynki. Była kompletnie sama, a miedze obok niej puste. Ledwo łapała powietrze. Stewart od razu się do niej przysiadła.
Hej, wszystko dobrze? — spytała spokojnie, chociaż serce w piersi waliło jej zdecydowanie za szybko. Dziewczynka jedynie pokręciła głową i jeszcze bardziej się skuliła. Wszystko jej się trzęsło — ręce, nogi i nawet twarz chodziła na boki, jakby była w jakimś dziwnym amoku. Pilar od razu przysnęła się bliżej i ujęła jej dłonie. — Hej, popatrz na mnie. Jestem z policji — wspomniała, bo przecież to była pierwsza zasada przy wszelkich katastrofach — zbudować sobie odpowiedni autorytet i dać ludziom przeświadczenie, że jakiś organ był w gotowości, żeby pomóc. Tu też zdawało się to zadziałać, bo małe oczka przesunęły się po twarzy Stewart, ale z ust nic się nie wydostało. One wciąż chaotycznie łapały powietrze. — Źle ci się oddycha? — spytała, a dziecko pokręciło głową. Pilar od razu wyrwała się w górę i chciała sięgnąć po jedną z masek, które wypadły z sufitu, ale wtedy samolotem znowu zatrzęsło akurat kiedy zacisnęła na niej palce i… maska kończyła urwana w jej ręce. — Kurwa — mruknęła sama pod nosem i sięgnęła po drugą, tą nad swoją głową. — Chodź tutaj — przeciągnęła dziewczynkę na swoje miejsce i przystawiła jej maskę do ust. — Oddychaj głęboko, dobrze? O tak — pokazała się jak, biorąc razem z nią odpowiednie oddechy. W międzyczasie sięgnęła do pasa bezpieczeństwa i zacisnęła go na drobnym ciele zapłakanej dziewczynki. Dała jej jeszcze kilka wdechów, a potem odsunęła od niej maskę. — Powiesz mi jak się nazywasz?
Ana-Luiza — wyłkały drobne usteczka, wciąż ciężko łapiąc powietrze. Pilar znowu przystawiła jej na moment maskę.
Ana Luiza? Ładnie — uśmiechnęła się do niej i zaraz znowu odsłaniała jej maskę sprzed twarzy. -- Czemu jesteś tu sama? Gdzie są twoi rodzice?
Mama… poszła do… — znowu zaczęła się trząść, ale jej dłoń wskazała toalety.
I jeszcze nie wróciła? — dopytała, na co brunetka skinęła głową. Już miała pytać ją kiedy to się stało, ale wtedy samolotem znowu szarpnęło, a Pilar ledwo przytrzymała się fotela. Ktoś znowu krzyknął, a ona odwróciła głowę w stronę miejsca, gdzie jeszcze chwile temu klęczał Madox wrąc z facetem. Nie było go tam. Jakaś kobieta wydzierała się, że ktoś tu leży, a ją przeszedł kurewsko zimny dreszcz.
Kurwa — mruknęła do samej siebie i podniosła wzrok na Anę Luizę, a potem jeszcze a toalety i znowu na miejsce gdzie leżał Madox, i na dziewczynkę… — Posłuchaj mnie. Jesteś bardzo dzielna. Musze iść teraz sprawdzić, czy wszystko okej z moim mężem, dobrze? A zaraz pójdziemy pomóc twojej mamie, dobrze? Wszystko będzie okej — pogłaskała ją jeszcze po głowie i przycisnęła maskę do jej twarzy. — Trzymaj ją cały czas na sobie — dodała i zaraz zerwała się z miejsca. Samolotem wciąż bujało, ale ona już nawet nie zwracała na to uwagi. Obijała się o wszystko i wszystkich, by zaraz paść przed miejscem, gdzie leżał Noriega na kolana.
Madox, kurwa, wszystko okej?! — i tym razem w jej głosie już było widać panikę. Widziała grymas na jego twarzy. Zaczęła szarpać walizki na boki i rozrzucać je w amoku, byleby się do niego dokopać. — Co jest? Co cie boli? Bark? — spojrzała na miejsce za które się trzymał. Czuła, jak krew pulsuje jej już nawet w skroniach. -- Pokaż — przystawiła palce pod te jego i nie trzeba było być lekarzem, żeby widzieć, że… — Wybity — przynajmniej nie złamany. — Trzeba ci go nastawić — dodała już skupiona na zadaniu. Tylko jeszcze nim się odpowiednio poprawiła na ziemi, to maszyną znowu wstrząsnęło, a Pilar niewiele myśląc, zasłoniła go swoim ciałem. Kilka przedmiotów spadło na jej plecy, jeden huknął prosto w kręgosłup, aż ją na moment przekrzywiło, ale finalnie odsunęła się i ustawiła tuż za nim. Rozejrzała dookoła, żeby znaleźć coś.. cokolwiek, co mógł sobie wsadzić w zęby, gdyby bolało, ale dookoła nie było praktycznie nic, więc szybko sięgnęła po własny pasek. Wsadziła mu go w zęby i odpowiednio ustawiła. Specjalistką w nastawianiu nie była, ale raz nastawiała Beckowi, kiedy za bardzo przesadzili na matach. Umieściła dłoń w odpowiednim miejscu na jego ramieniu, a drugą przeciągnęła jego rękę nad głowę.
Na trzy okej? — popatrzyła mu jeszcze ostatni raz w oczy o tym zaczęła odliczać i kiedy była przy dwa szarpnęła mocno i niespodziewanie. Musiało go kurwa boleć, ale innej opcji nie było. Czuła pod palcami, jak coś przeskoczyło, a raczej (oby) wskoczyło na miejsce. — I co? — spytała nerwowo. — Jest okej? Mów do mnie — nachyliła się bliżej. — Tam w kiblu jest zamknięta kobieta, trzeba ją wydos… — nawet nie dokończyła, bo znowu samolotem zatrzęsło, a kolejne walizki się na nich posypały, tym razem jedna uderzyła Pilar prosto w głowę.

Estaba preocupado por ti
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Mieli te dwanaście godzin lotu spędzić na spaniu, w swoich ramionach, przytuleni, a potem może szybki numerek w samolotowej toalecie, jeden z tych ostatnich, a może ostatni, jako narzeczeństwo.
Mieli wysiąść w Rio i się pobrać. I wszystko miało iść po ich myśli. Bo przecież to miał być najpiękniejszy dzień w ich życiu. Ale na razie nie szło im najlepiej.
Chociaż... najgorzej też nie.
Przedarli się do klasy ekonomicznej, pokonali po drodze kubki, przekąski i wściekły tłum. Madox nawet namówił kilka osób, żeby zapięły pasy, uspokoił kogoś po drodze, a kiedy obejrzał się na Pilar, ona chowała się za fotelem. Nie widział tej dziewczynki, bo przecież on już lądował na podłodze przy mężczyźnie. I tym razem obyło się bez reanimacji. Facet sam otworzył oczy, a zaraz Noriega sadzał go na fotelu, pomagał zapiąć mu pas, obok tej kobiety, która przytulała go mocno do piersi i mówiła, jak bardzo się wystraszyła, że myślała, że go straciła.
I Madox miał się cofnąć do Pilar, bo on się bał tylko o nią, ale wtedy znowu szarpnęło samolotem, a on złapał się za plastikowy uchwyt przy siedzeniu, który po prostu pękł. Walnął na plecy w tym wąskim przejściu, na jakieś porozwalane wszędzie rzeczy, czuł jak wbijają mu się w kręgosłup, ale to nie było najgorsze, bo ramieniem uderzył w siedzenie i coś mu tam chrupnęło. Aż było to słychać, ale to nie był dźwięk łamanej kości, tylko jakby coś przeskoczyło...
A potem ten przeszywający ból w ramieniu. Nie mógł ruszyć ręką. Wiedział co to znaczy, bo już nie raz miał wybity bark. I kiedy tylko pojawiła się przed nim Pilar to zaraz opierał drugą rękę na ramieniu.
- Ręka - rzucił i starał się usiąść, ale ręka go ciągnęła, ramię mu opadło i ten ból, który malował się na jego twarzy. Też wyczuł pod palcami, że jest wybity, wiedział, że trzeba go nastawić - nie... Pilar to nic, nawet nie boli, po prostu... - aż syknął kiedy chciał się ruszyć, nie dało się tego inaczej załatwić. Chociaż jeszcze przez moment patrzył na nią wielkimi, ciemnymi oczami. Ale jej ufał, nikomu innemu na świecie, tak nie ufał, jak jej - dobra, nastaw... - nie dokończył nawet, bo samolot znowu rzuciło, a na plecy Stewart posypały się jakieś rzeczy z szafek nad ich głowami, a Madox nie mógł się nawet za bardzo ruszyć, bo ta ręka mu wisiała, ciągnęła go w dół. Nabrał mocno powietrze w płuca, wiedział jak to będzie boleć, kurewsko, zanim kość wskoczy na odpowiednie miejsce - dobra, zrób to Pilar, szybko - tym razem sam ją szarpnął zdrową ręką za swoje plecy - pociągnij i... - nawet ją chciał poinstruować, bo on mniej więcej też wiedział, jak to zrobić, ale wyciągnęła już ze szlufek swój pasek i mu go podała, włożył go w zęby i zacisnął je na skórze - okej... - mruknął jeszcze na to jej na trzy. Ale zaskoczyła go przy dwa i kiedy szarpnęła, a kość chrupnęła przeskakując, to aż krzyknął, ból przeszył całe ramię, ale... chyba wskoczyło na odpowiedni miejsce, bo chociaż mógł ruszyć ręką, wciąż nie tak normalnie, ale staw działał. Zrobił kilka głębszych oddechów, wytatuowane palce opierając na ramieniu, siedziało na miejscu. Pokręcił ręką, bolało, ale przynajmniej nie wisiała mu bezwładnie - jest dobrze - wydusił w końcu i nawet skinął lekko głową. A gdy Stewart powiedziała o tej kobiecie zamkniętej w łazience, to już miał się ruszyć z miejsca, ale kolejne turbulencje i kolejne walizki posypały się na nich, a jedna z nich uderzyła Pilar w głowę. Chciał ją zasłonić, ale ramię go bolało, ludzie wciąż panikowali, a samolotem trzepało, nie było to takie proste i tylko sięgnął do jej potylicy, po fakcie, żeby przesunąć po niej palcami, przyciągnąć ją do siebie - boli? Dobrze się czujesz? Ile widzisz palców? - nawijał jej patrząc w te jej ciemne, duże oczy. W jej źrenice, ale były równe, duże, ale równe - nie straciłaś pamięci? Pamiętasz mnie? - już trochę panikował. Ale zaraz pozbierał się z ziemi i wyciągnął do Stewart tą sprawną rękę, próbował rozruszać drugą, ale wciąż miał ograniczony zakres ruchów. Przeszli między kolejnymi fotelami - skąd wiesz, że ktoś jest w kiblu? - musiał jej zapytać, po drodze, zanim stanęli przed kiblem. Drzwi były zablokowane od środka, przy klamce widać było czerwony znaczek, wskazujący na zajęte. Rzeczywiście ktoś musiał być w środku. Madox oparł się o wejście i zapukał, a właściwie walnął kilka razy w te drzwi - jest tam ktoś? Niech Pani otworzy drzwi... - rzucił, jakby to miało zadziałać jak jakieś magiczne zaklęcie. Ale nie odpowiedziało im nic. Cisza. Noriega miał trochę złe przeczucia, ale postanowił się nimi nie dzielić z Pilar, chociaż znowu utkwił spojrzenie w jej ciemnych, pięknych oczach. Palcami przesunął po drzwiczkach, były niewielkie, solidnie osadzone - nie wiem czy da się je wyjebać, ale spróbuję... - no tak, bo przecież Madox to się nie poddawał. I może nawet by próbował do skutku, tylko wtedy z pierwszej klasy wypadła zziajana, potargana Karen, znowu nimi zatelepało, i Madox zdrowym ramieniem sięgnął do Pilar, a za to obolałe złapał go blondynka, aż jęknął. Karen się odsunęła z przepraszam na ustach i zaraz pytała co mu się stało. Tylko Madox jej wcale nie odpowiedział, bo już nawijał, żeby się odsunęła, bo trzeba wyważyć drzwi, ale wtedy Karen znowu złapała go za ramię, znowu za to bolące.
- Poczekaj, mamy taki klucz, którym otworzycie drzwi, jest w naszym wózku - powiedziała i chyba wszyscy we trójkę rozejrzeli się z wózkiem, ale go nie było - chyba z przodu samolotu... - zaczęła Karen. Oczywiście, że Madox się wyrwał, że po niego pójdzie.

Solo acuérdate de mí, por favor 𐙚⋆°.⋆♡
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Nie była medykiem. 
Nie nastawiała ludziom barków na lewo i prawo. Wystarczył jeden niewłaściwy ruch, jedno złe pociągnięcie, a to mogło się skończyć jeszcze gorzej niż wyglądało w tej chwili. Tylko oni naprawdę nie mieli wyjścia. Nie mógł przecież leżeć na tej podłodze w katuszach jeszcze Bóg wie ile godzin, bo przecież oni nawet nie wiedzieli, która była godzina. Musiała mu to nastawić. I chociaż kurewsko się bała, chociaż kilka kropelek potu spłynęło po jej czole… zrobiła to. Szarpnęła odpowiednio mocno, pod kątem, tak jak ją uczył Beck i faktycznie się udało. Staw wskoczył na swoje miejsce, a krzyk Madoxa dosłownie wyrył się pod jej czaszką. 
Oddychała cieżko, patrząc na niego z wyczekaniem. Przerażona. Chyba bardziej tym dźwiękiem, niż faktem, czy on w ogóle mógł ruszać ręką. Całe szczęście okazało się po chwili, że tak, że było okej. Widać było, że go to boli, jasne taki uraz nie przejdzie od razu, ale przynajmniej był w miarę sprawny. Nie na tyle jednak, żeby uchronić ją przed walizką podręczną, która wypadła z luku i huknęła Stewart prosto w głowę. 
Jest okej — teraz to ona mruknęła, pocierając się po potylicy, gdzie zaraz znalazły się jego palce. Skrzywiła się, czując, że będzie z tego siniak, ale tak poza tym, wszystko wydawało się w jak najlepszym porządku. — Widzę wszystkie palce — strzepnęła sobie jego rękę sprzed twarzy i przy okazji posłała mu wymowne spojrzenie. Może i dostała w głowę, ale bez przesady. — Ciebie nie da się zapomnieć, loco — przewróciła oczami i nawet się do niego wyrwała, ale samolotem znowu zatrzęsło, a potem skupili się na kobiecie w ubikacji. Nawet nie zdążyła mu powiedzieć, skąd wiedziała, ze ktoś tam był, ani o dziewczynce, bo Noriega już zerwał się na równe nogi i poszedł w stronę toalety. 
Czerwony znaczek jasno świadczył o tym, że ktoś był w środku, jednak cisza za drzwiami mogła sugerować, że… nie wyglądało to za kolorowo. Źle nawet. Bardzo, kurwa, źle. Tak niedobrze, że Pilar momentalnie przekręciła głowę, żeby spojrzeć w stronę dziewczynki na siedzeniu. Wciąż siedziała przypięta z maską przyciśnięta do twarzy. Oczka miała zamknięte, jakby liczyła oddechy. Dobrze, pomyślała sobie. Jeszcze brakowało im tylko w tym wszystkim panikującego dziecka. 
Spróbuj — rzuciła do Madoxa, gdy oznajmił, że spróbuje wyjebać drzwi. Nie wyglądały jak jakieś najsilniejszej konstrukcji, ale też nie, jakby miały się rozpaść po jednym uderzeniu. Cóż, biorąc pod uwagę, co nie raz ludzie w nich potrafili robić… pewnie linie lotnicza dbały o to, żeby było solidnie. Szkoda tylko, że Noriega nie zdążył tego nawet sprawdzić, bo zza kotary wybiegła Karen, szarpiąc go za ramię. 
Pilar obserwowała tą cała scenkę, chociaż ciśnienie w ciele ciągle się jej podnosiło. Aż cała chodziła. Szczególnie kiedy Karen oznajmiła, że klucz był z samego przodu samolotu. Przecież oni nie mieli kurwa tyle czasu, żeby biegać po całym samolocie. I chociaż Madox wyrwał się oczywiście do przodu, bo jakże by inaczej, ona popatrzyła do Stewardessie i plecach Noriegi.
Nie mamy tyle czasu! — warknęła, a nim chociażby skończyła to zdanie, nastawiła ramię, wzięła rozbieg i po prostu przypierdoliła w drzwi. Wszystko zapiekło ją niemiłosiernie, ale ona nie miała zamiaru się poddać. Nawet jeśli, to miało trwać tyle, że Noriega zdąży wrócić z przeklętym kluczem. No chyba, że jednak się wrócił od razu i pomógł jej otworzyć te przeklęte drzwi zdrowym ramieniem. Pilar czuła ból już wszędzie, ale nie miała zamiaru teraz przestawać, szczególnie, że za piątym razem klamka odstrzeliła, jakby zamek faktycznie się złamał, a za szóstym wleciała razem z nimi do środka. Od razu dopadła do kobiety, która w połowie leżała na toalecie. 
Pomóż mi ją wyciągnąć — rzuciła do kogokolwiek, kto tam stał za jej plecami, żeby wspólnie mogli przesunąć nieprzytomną kobietę w pełni na podłogę. Gdy już leżała na plecach, Stewart od razu upadła przed nią na klanach. Przystawiła dwa palce do szyi i… — Kurwa, nie czuje — rzuciła bardziej do siebie niż kogokolwiek innego. Odchyliła jej odpowiednio głowę do tyłu, udrażniając drogi oddechowe i znowu się do niej pochyliła. Znowu nic. — Kurwa — wyrwało się jej ustami, a ręce już splatały się przy klatce piersiowej kobiety. Przecież tu nie było chwili do stracenia. Nawet nie było wiadomo kiedy straciła przytomność. Nie wyglądało, jakby uderzyła się w głowę, bo dookoła wcale nie było krwi, bardziej jakby stało się to z nerwów albo braku powietrza. Stewart chociaż nie robiła tego na porządku dziennym rozpoczęła odpowiednie uciski. Przy okazji podniosła też spojrzenie na Karen.
Idź dowiedz się, czy jest na pokładzie jakiś lekarz — rzuciła nerwowo, nawet na moment nie przestając naciskać na żebra kobiety.
Ale…
JUŻ! — tu już krzyknęła, nawet nie dając jej dokończyć. Nie mogła z nią teraz dyskutować, kiedy liczyła pieprzone uciśnięcia. Po trzydziestu, odchyliła głowę kobiety i wykonała dwa oddechy ratownicze, a jej klatka piersiowa uniosła się prawidłowo. Dobry znak. — No dalej, kurwa… — wróciła do uścisków. Dziesięć… piętnaście… dwadzieścia… czuła już jak walą ją ręce. Podniosła nawet spojrzenie na Madoxa, żeby poprosić go, żeby ją zmienił, ale przecież nie mógł, bo przed chwilą miał wyrwany bark. Na domiar złego, przybiegła do niej jeszcze córka kobiety, krzycząc i przeciskając się przez nogę Noriegi.
Madox — tyle powinno wystarczyć, żeby zrozumiał, że kurewsko ważne było teraz odciągnięcie tego dziecka, kiedy ona pracowała na kobiecie. Ja pierdole, przecież to dziecko nie może oglądać jak jej matka…
Tylko wtedy nagle ciałem kobiety szarpnęło. Pilar odruchowo cofnęła ręce, a powietrze ze świstem wdarło się do płuc matki Any Luizy. Zaraz potem rozległ się gwałtowny kaszel. Jeden, drugi, a potem jeszcze jeden. Kobieta zwinęła się na bok, walcząc o oddech, a Pilar zalała momentalna fala ciepła. Wyrwała się, żeby jej pomóc się przewrócić, w czasie kiedy dziecko rzucało się przy Madoxie.

¿Quién más que nosotros...?
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Jak na to, że nie była medykiem, poszło jej świetnie. Bark wskoczył na swoje miejsce, a ten przeszywający całe ramię ból ustąpił. Ulżyło, a kiedy w żyłach krążyła adrenalina, to nawet... nie bolało. Chociaż i tak ręki nie mógł podnieść, a co za tym idzie uchronić ją przed tą walizką, dopiero po chwili jego zdrowa ręka lądowała na jej potylicy. Będzie guz, czuł to pod palcami.
Pięknie będą wyglądać na ślubie, poobijani jak po jakiejś walce, a to tylko samolot.
Uspokoił się odrobinę, kiedy powiedziała to jest okej, pomachał jej przed oczami ręką, wszystkimi palcami, a kiedy dodała to, że nie da się go zapomnieć, to nawet się do niej lekko uśmiechnął. Bo raz jej się to zdarzyło, chociaż szybko jej się przypomniało, kiedy się do niej wyrwał.
I zrobił by to znowu, i znowu, nawet jeśli miałaby go... kopnąć.
Tylko, że zaraz stali przed drzwiami toalety, a za nimi cisza. Niepokojąca. Madox nawet się zamachnął, żeby je wyważyć, ale wtedy pojawiła się Karen i powiedziała o kluczu. Oczywiście, że Noriega się po niego wyrwał. Ale zatrzymał się w pół kroku, kiedy Pilar powiedziała to, że nie mają czasu. Miała rację, zanim on się cofnął, to Stewart już walnęła w drzwi.
- Pilar kurwa - warknął i zaraz łapał ją za rękę, żeby ją odciągnąć - jeszcze ty sobie kurwa wybij bark, albo złam rękę i będziemy brać ten ślub jak para uchynów - nawijał i jeszcze stanął przed nią, a na ręce, którą walnęła w drzwi od razy było widać, że zrobi jej się tam siniak - zobacz, co zrobiłaś... - może jeszcze by jej nawijał, że trzeba to zrobić odpowiednio, żeby nie zrobić sobie krzywdy, tylko, że... widział jej spojrzenie. No tak, nie mieli czasu. A Madox miał zdecydowanie więcej siły, no i też wiedział, którą częścią ramienia uderzyć, żeby rzeczywiście tego nie odczuć. Chwała za to, że jak trenowali z ruskimi na workach i swoich mordach, to wszystkie chwyty dozwolone, barki, pięści, uda, kolana. To nie były takie sparingi jak z Ericiem, tylko ostre napierdalanki.
Drzwi ustąpiły, a Pilar wpadł do środka. Madox od razu jej pomógł ułożyć kobietę na plecach, a kiedy Stewart stwierdziła, że nie czuje pulsu, to oparł jej zdrową rękę na ramieniu, spojrzał głęboko w oczy.
- Spokojnie, trzydzieści uciśnięć, dwa oddechy, wiesz jak to się robi - oczywiście, że wiedziała, oboje byli w temacie przeszkoleni, tylko Madox jeszcze ćwiczył to przez lata w sytuacjach kryzysowych w Emptiness, a ostatnio na starych babach, ale Pilar pewnie też, a mimo to chciał ją trochę wesprzeć, bo pomóc jej nie mógł. Nie jedną ręką.
Liczył z nią, a kiedy kazała iść Karen sprawdzić czy na pokładzie jest lekarz, a ta zaczęła to swoje ale, to równo z Pilar warknął - szybko! - widział po Stewart, że dawała z siebie sto procent - dobrze... Jeszcze trochę - tylko tyle mógł jej powiedzieć, bo chociaż pewnie by ją wymienił, sam by to zrobił, to nie pozwalała mu ręka, wypierdoliła by znowu ze stawu, bo to przecież musiały być mocne uciski, odpowiednie ustawienie rąk, a on tą swoją ledwo mógł podnieść, a jednak kiedy dziewczynka wyrwała się do matki, to Madox złapał ją w pasie zdrową ręką i odciągnął na bok. Zerknął jeszcze na Pilar, czy da sobie radę. Ale przecież wiedział, że da. Kto jak nie ona?
A on kucnął przed dziewczynką zasłaniając jej widok.
- Hej, spokojnie - zatrzymał ją opierając jej ręce na ramionach, mała próbowała zza niego wyjrzeć, ale Noriega znowu zasłonił jej widok - tamta dziewczyna to policjantka, jest świetna, pomoże twojej mamie - odezwał się do Any Luizy łapiąc jej spojrzenie. Ale oczy zaszły jej łzami, wargi zadrżały - to prawdziwa super bohaterka, wszystko będzie... - nawet nie dokończył, bo za jego plecami kobieta nabrała ze świstem powietrze w płuca, aż Madox się obejrzał, złapał na moment spojrzenie Pilar. Dziewczynka znowu się wyrwał do przodu, a on ją złapał - poczekaj. Musisz dać mamie chwilę, spójrz na mnie... Wszystko będzie dobrze - dziewczynka rzeczywiście na niego spojrzała, ale łzy już płynęły po jej okrągłych policzkach. Madox je starł sięgając do niej ręką.
Chciał też dać chwilę Pilar, żeby sprawdziła co z matką, czy był z nią kontakt, czy w ogóle... nic jej nie było.
Ale oprócz tego, że kobieta była w szoku, to chyba odzyskała świadomość, bo zaraz pytała o swoją córkę, zaraz gdzie jest Ana Luiza, co się stało, że pamięta jak weszła do łazienki, zgasło światło...
W międzyczasie pojawiła się też Karen z tym mężczyzna w garniturze, z pierwszej klasy, który okazał się lekarzem. Nie miał już na sobie marynarki, a rękawy śnieżnobiałej koszuli podwinięte, mankiety ubrudzone krwią - ten Pan to lekarz, opatrzył Susan - Karen odezwała się do Pilar. Jak widać nie każdy pasażer pierwszej klasy to bogaty dupek. Lekarz przejął od Stewart pacjentkę sprawdzając jej źrenice i odruchy. Zadawał jej pytania.
A Ana Luiza już przytulała się do Madoxa zapłakana i patrzyli na to z boku, a kiedy Pilar, która wyglądała jakby przebiegła jakiś maraton, cofnęła się do nich, to zaraz dopadła do niej i wtuliła się w jej nogi obejmując ją małymi ramionkami.
- Dziękuję, że uratowałaś moją mamę, prawdziwa z ciebie super bohaterka! - krzyknęła, a Madox tylko dodał - a nie mówiłem... - opadł na tyłek na podłogę między te śmieci, które walały się wszędzie, bo turbulencje... jakby ustąpiły?
Zaraz w przejściu pojawiła się Dolly, nie miała na sobie marynarki, a włosy miała w nieładzie, spojrzała na Karen, a potem na resztę - wylecieliśmy ze strefy burz - oznajmiła z ulgą.

Esa chica es una verdadera superheroína ✧˚ ༘ ⋆。♡˚
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Doceniała to, jak jej pomagał.
Jak pierwsze od razu się wrócił, zamiast iść po klucz i pomógł jej wyważyć, a potem nie odstępował jej nawet na moment, kiedy wykonywała resuscytacje. Tego głos koił nerwy. To jak ją chwalił, jak motywował, a zaraz potem jeszcze poszedł odciągnąć dziewczynkę na bok. Nawet jeśli nie on był bohaterem, zdecydowanie zrobił dużo czarnej roboty, którą ona akurat kurewsko doceniała. Kątem oka spoglądała w stronę korytarza, gdzie dyskutował z dziewczynką, trzymając ją mocno, żeby nie wbiegła do środka, chociaż kiedy kobieta zaczęła się krztusić od razu pomogła jej przewrócić się na bok.
No już… już, wszystko okej — powtarzała spokojnie, głaszcząc jej ramię, dając jej chwilę na to, żeby zawładnęła nad własnym organizmem, przyzwyczaiła się na nowo do oddychania. Do życia, bo to właśnie to przed chwilą uratowali. Czyjeś życie. Kto wie, czy jakby wejść tutaj kilka minut później, kobieta by to przeżyła. Pewnie nie. I Pilar czuła to w całym ciele, tą adrenalinę, która szalała bez opamiętania. Czuła pod żebrami własne serce, które mocno kołatało. I czuła też dreszcze na plecach, szczególnie kiedy dziewczynka wyrwała się do swojej matki i mocno ją przytuliła.
Sama nigdy nie znała tej więzi, jaką dziecko miało ze swoją matką, ale patrząc na ten obrazek, coś aż zakuło ją w środku. Tego nie trzeba było znać, to po postu się czuło, nawet stojąc obok. Ta chwila uniesienia nie trwała jednak długo, bo zaraz pojawiła się Karen z lekarzem, który zaraz przeszedł nad ich nogami i przykucnął przy kobiecie, sprawdzając jej wszystkie funkcje życiowe.
Pilar przesunęła się na kolanach na korytarz i padła ciężko na ścianę, próbując uspokoić oddech. Czuła, jak pot przesuwa się po jej czole i spada na policzki. Była cała przemęczona. Zapomniałą już jak ciężką czynnością fizycznie było wykonywanie masażu serca, chociaż robiłaby to jeszcze przez pół godziny, gdyby tylko była taka potrzeba. Gdyby wiedziała, że to właśnie uratuje tą kobietę. A kiedy mała dziewczynka jeszcze do niej podbiegła i rzuciła się jej na szyję, Stewart nawet zapomniała, że cokolwiek ją bolało.
Nie ma problemu — uśmiechnęła się, głaskając dziewczynkę po głowie, przy okazji łapiąc kontakt wzrokowy z kobietą, której lekarz właśnie mierzył ciśnienie. — Byłaś bardzo dzielna, wiesz? — odsunęła ją delikatnie od siebie i spojrzała w jej ciemne oczy. W końcu mogło być o wiele gorzej, gdyby nie siedziała przez większość czasu na fotelu. NIe dość, że jej coś się mogło stać, to jeszcze mogła utrudniać wszystko podczas akcji ratunkowej.
Chciała coś jeszcze dodać, ale wtedy Dolly nagle wyleciała zza kotary i oznajmiła, że samolot wyleciał ze strefy burz. I kurwa dobrze, bo więcej tragedii by chyba już nie opanowali. Odetchnęła głośno i pozwoliła się dziewczyna wygramolić z własnych nóg i podbiec do mamy, kiedy lekarz stwierdził, że to było jakieś niedotlenienie związane z silnym stresem. Kobieta jeszcze raz mu podziękowała, a potem podniosła się spokojnie i podeszła do Pilar.
Nie wiem, jak wam dziękować… — zaczęła kręcąc głową. W oczach wciąż chowały się łzy, a ręce całe jej drżały. Pilar zresztą zaraz za nie złapała.
To nic, serio — spojrzała przelotnie na Madoxa. — Cieszymy się po prostu, że nic wam nie jest — uśmiechnęła się delikatnie, a zaraz jeszcze zaoferowała, że odprowadzą ją na miejsce, żeby nie szła sama. Tylko wtedy lekarz znowu się odezwał i oznajmił, że chętnie odda kobiecie swoje miejsce, żeby mogła rozprostować nogi i mieć leprze krążenie.
Ale ja nie… a co z… — miotała się i spojrzała na córkę.
My też tam siedzimy, pomieścimy się jakoś, nie? — spytała bardziej w kierunku Any Luizy, na co dziewczynka pokręciła energicznie głową.
Może mnie weźmiesz na kolana?! — zagadała do Madoxa, szarpiąc go za koszulkę, a Pilar tylko pokręciła głową. Jak to kurwa było, że on tak działał na dzieci? Nie powinny się go przypadkiem bać, biorąc pod uwagę te wszystkie tatuaże i brodę? Zamiast tego one lgnęły do niego jak ćmy do światła. — Chodźmy!! — zarządziła jako pierwsza i nim jej matka cokolwiek odpowiedziała, ona już złapała Madoxa za rękę i pociągnęła w stronę pierwszej klasy. Pilar i kobieta popatrzyły po sobie niby poważnie, ale jendak na obu twarzach krył się uśmiech. No to chyba już nie miały wyjścia?
W pomieszczeniu wciąż panował bałagan. Kilka rzeczy walało się po podłodze, były tam liczne plamy po jedzeniu i rozbite szkło, które teraz sprzątała Karen wraz z jakąś inną stewardessa. Przeszli w czwórkę ostrożnie, a zaraz potem sadzali kobietę na miejscu tuż za tym ich. Stewart jeszcze rozprostowała jej fotel, wyciągając podnóżek.
Czym sobie zasłużyłyśmy na tak dobrych ludzi po drodze? — kobieta pokręciła głową, uwagę rzucając bardziej do siebie niż do nich, a jednak mogli ją bez problemu usłyszeć. Stewart tylko się do niej uśmiechnęła. — Po co lecicie do Rio? — zapytała, akurat kiedy Ana Luiza podskoczyła na fotelu Noriegi.
A gdzie śpicie?! — zapytała ciekawsko. — Bo może u nas? — spojrzała na swoją mamę, a zaraz na Pilar i na końcu Noriege. — Mamy tutaj taki ogrooooooiooomny dom. O taki — i zaraz im pokazał jak wielki, aż prawie nie spadła na podłogę. — To znaczy mój drugi tata ma, ale jest taaaaaki wielki!!!

Buen trabajo, cariño
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
34 y/o
MADITO
184 cm
właściciel klubu i informator policji | Emptiness
Awatar użytkownika
miał być cichy, niewidoczny, w końcu balansuje na granicy między kokainą na złotych tacach i bronią ukrytą pod drogimi marynarkami, a kajdankami i odznaką przy pasku... a jednak tak bardzo rzuca się w oczy, że trudno go nie zauważyć, z tymi jego tatuażami, z tymi kolorowymi koszulami, złotymi łańcuchami na opalonym karku i... niewyparzoną gębą
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkinie
typ narracjitrzecioosobowa
czas narracjiprzeszły
postać
autor

trigger warning
przekleństwa
Zdecydowanie to Pilar uratowała jej życie, po pierwsze tą decyzją, żeby wyważyć drzwi, bo przecież w momencie, w którym kobieta przestała oddychać, naprawdę liczył się czas. I gdyby on rzeczywiście poszedł po ten klucz, to mogłoby być za późno.
A tak, matka Any Luizy nabrała w płuca powietrze, a kiedy odzyskała świadomość, to Madox puścił dziewczynkę, która cała się rwała do swojej mamy. Wpadła w jej ramiona i przez chwilę, to oni tylko patrzyli na ten obrazek. A kiedy Pilar się do niego przysunęła, to Madox od razu sięgnął do niej ręką, przesunął wytatuowanymi palcami po jej plecach.
- Usted es el mejor - jesteś najlepsza, rzucił do niej cicho, a kiedy dziewczynka wpadła jej w ramiona dziękując i nazywają ją super bohaterką, to się uśmiechnął.
Skinął głową, kiedy Stewart mówiła małej jaka była dzielna, bo to też był fakt, gdyby dziewczynka bardziej spanikowała, mieli by tu przeprawę, a przecież w tamtej chwili najważniejsza była jej mama.
Dolly pojawiła się zwiastując koniec turbulencji, a Noriega też odetchnął z ulgą, zbierał się z podłogi i wyciągnął rękę do Pilar, żeby pomóc jej wstać. Sięgnął nawet wytatuowanymi palcami do jej zarumienionych policzków, żeby zgarnąć z nich czarne kosmyki, ale wtedy podeszła do nich matka Any Luizy. A kiedy podziękowała Stewart, a ona zapewniła, że to nic, to on też skinął głową, a zaraz objął ramieniem Pilar, żeby ją do siebie przyciągnąć.
- Moja narzeczona jest po prostu... - aniołem, to chciał powiedzieć, ale to chyba nie było odpowiednie słowo, żeby określić Pilar. Była dobra, piękna, niezwykła, uczynna i wszystkim dookoła pomagała. Ale z aniołka to miała niewiele. Nawet może Madox w końcu wymyśliłby na to inne słowo? Cudowna? Ale już lekarz z pierwszej klasy oznajmił, że mama Any Luizy powinna usiąść na jego miejscu, a Madox pokiwał głową - spoko, ja mogę tu... - zaczął nawet, skoro kobieta chciała siedzieć ze swoją córką, to on też mógł im ustąpić. Tylko, że dziewczynka już szarpała go za koszulkę i mówiła, że mógłby ją wziąć na kolana, a Madox zaraz parsknął i ją zaczepił - a może ty mnie? - Ana Luiza też roześmiała się głośno. Fajnie było słyszeć jej śmiech, zwłaszcza, że na policzkach wciąż jeszcze miała zaschnięte łzy.
- Oszalałeś? Zgniótłbyś mnie - patrzyła na niego z dezaprobatą kręcąc głową i nadymając usteczka. Pociągnęła go za rękę, a Madox tylko obejrzał się na Pilar, ale zaraz prowadził dziewczynkę na ich miejsca.
Jeszcze Madox pomógł małej przejść nad potłuczonymi talerzami, a kiedy Stewart poprawiała fotel jej mamy, to on też ustawił odpowiednio ten swój i posadził na nim dziewczynkę, ale ona zaraz wyciągała do niego ręce, więc wpakował się na siedzenie obok niej, a ona zaraz wdrapała mu się na kolana. Spojrzał na Pilar na te słowa kobiety, że czym sobie zasłużyła na tak dobrych ludzi, a on od razu sobie pomyślał, że czym on sobie zasłużył na taką narzeczoną. A właściwie zaraz już żonę. Złapał na moment spojrzenie Stewart, ale zaraz odwrócił je do dziewczynki, która przytrzymała się jego ramienia. Biorąc pod uwagę to, że adrenalina zeszła, to odczuwał je bardziej, ale nawet się nie skrzywił. Kiedy kobieta zapytała po co lecą do Rio, to Madox od razu wypalił - chcemy wziąć tam ślub - bo chcieli, a on w sumie to nawet nie zdążył się tym jeszcze nikomu pochwalić, że za kilka godzin Pilar zostanie jego żoną. Jeśli dożyją i nic się pod drodze nie wyjebie...
Matka Any Luizy chciała coś powiedzieć, ale wtrąciła się jej dziewczynka, która zaraz proponowała im nocleg, a Madox się uśmiechnął, przytrzymał ją sprawną ręką, żeby nie wywinęła orła z jego kolan - a jak jesteśmy złodziejami? A ty nas tak zapraszasz do domu - dźgnął małą palcem, ale ona już mu oddawała. Poprawiała się na jego kolanach i kręciła głową.
- Nie możesz być złodziejem, oni są straszni i brzydcy - Madox znowu parsknął śmiechem, bo to znaczy, że on nie był taki straszny i brzydki? Spojrzał się na Pilar, a kiedy przysiadła obok nich, to Ana Luiza już sięgała do jej ciemnych włosów, żeby przesunąć po nich rączką - a twoja żona jest piękna i dobra... jak anioł - w ustach dziecka brzmiało to nawet dobrze, a Madox znowu się uśmiechnął. A Ana już opierała się między nimi o ich ramiona wyglądając do mamy, ale zaraz konspiracyjnym szeptem nawijała do Madoxa - zobaczyłbyś mój pokój... Jest wielki i jest tam tipi i taka ściana, po której można malować - Noriega pokiwał głową i nawet rzucił coś, że brzmi fajnie. Śmieszne to było, że nawet kilkuletnie dziewczynki... zapraszały go do siebie.
- Ana… daj im spokój - wtrąciła gdzieś po drodze mama dziewczynki, ale Madox tylko się do niej uśmiechnął, nie przeszkadzało mu to, i kiedy Ana nawijała mu o tym co jeszcze ma w ogródku, o domku na drzewie, to kobieta zwróciła się do Pilar - jeśli nie macie jeszcze noclegu w Rio, to zatrzymajcie się u nas, mieszkamy blisko plaży Praia do Diabo, jest naprawdę malownicza, chociaż tak będę mogła się wam odwdzięczyć... - może chciała jeszcze coś powiedzieć, ale wtrącił się Madox - jakiej plaży? - zapytał, a Ana Maria już robiła sobie nad głową z paluszków rogi, żeby mu zaprezentować - plaży Diabła - odpowiedziała pierwsza - jest tam taka skała, na którą mama nie pozwala samej mi chodzić, bo tam mieszka Diabeł... - powiedziała przejęta. A zaraz jej mama wtrąciła, że to klif. Madox za to wbił ciemne spojrzenie w swoją narzeczoną.
- Brzmi fajnie - rzucił znowu, a Ana Luiza aż wystrzeliła w górę rączki - co nie? Wy się nie boicie Diabła? - spojrzała na Pilar, a zaraz na Madoxa, który już kręcił głową, że nie.

¿Y le tienes miedo al diablo, cariño? ִֶָ. ..𓂃 ࣪ ִֶָ🪽་༘࿐
zgrozo
stania w miejscu i postów z czata
30 y/o
PEW PEW
169 cm
śledcza at toronto police service
Awatar użytkownika
Lepiej strzela niż gotuje. Do tego: agresywna, impulsywna i narwana. Niektórzy jeszcze mówią, że dzika. Ogólnie wszystko co złe, to Pilar.
nieobecnośćnie
wątki 18+tak
zaimkiona/jej
typ narracji3 os
czas narracjiprzeszły
postać
autor

Lubiła oglądać go z dziećmi.
Za każdym razem tak bardzo zarzekał się, że ich nie lubił, że go denerwowały i nie mógł się z nimi dogadać, a jednak robił to aż za bardzo idealnie. Pomimo swojego narwanego charakteru miał do nich… wyjątkowo dobre podejście. Cierpliwe. Co było do niego tak kurwa niepodobne, że aż niesamowite. Stewart nawet zapatrzyła się na moment, kiedy Ana Luiza tak ciągnęła go za rękę, a potem usadowiła się wygodnie na jego kolanach, jakby był jakimś jej ulubionym wujkiem. Zapatrzyła się na to do tego stopnia, że nawet nie zakodowała pytania kobiety o ich cel podróży. Dopiero gdy Madox odpowiedział za nią, że będą brali ślub, Pilar skinęła głową, potwierdzając słowa swojego narzeczonego.
Z Kanady do Rio tylko żeby wziąć ślub? — zainteresowała się, unosząc brew w górę. — Macie tam rodzinę czy przyjaciół?
Nie — odpowiedziała jej praktycznie od razu. — Raczej od nich uciekamy — puściła oczko w stronę Noriegi, bo coś w tym było. Przecież gdyby się uparli, równie dobrze mogli po prostu umówić się w urzędzie następnego dnia i podpisać odpowiednie papiery, a jednak oni faktycznie lecieli na drugi koniec świata, żeby spędzić ten czas sami. Razem. Nie z najbliższymi. Bo jakich oni tak naprawdę mieli tych najbliższych? Ona miała dwóch przyjaciół na krzyż, którzy nie pochwalali jej związku z Noriegą, a on miał jeszcze gorszych, takich, którzy niby nazywali się jego przyjaciółmi, a jednak w ostatnim czasie robili wszystko, żeby on nie był szczęśliwy. Żeby się rozstali. Akcja z telefonem Galena, plotki Peach na temat rzekomego romansu Madoxa z Cherry, nazywanie ich relacji toksycznej… tak nie zachowywali się prawdziwi przyjaciele. A przynajmniej w definicji Pilar. Ale czy cokolwiek z tego ją dziwiło? Raczej nie. W końcu od zawsze byli oni przeciwko całemu światu. Nikt nie chciał, żeby byli razem. Nie tylko ludzie dookoła, ale i cały jebany wrzechświat, który rzucał im pod nogi same kłody. Chociaż z drugiej strony, czy gdyby nie przeszli ze sobą tak wiele złego, czy wciąż byliby razem? Czy to nie było tak, że każda z tych sytuacji jeszcze bardziej ich umacniała? Sprawiała, że byli jeszcze bardziej świadomi swoich uczuć?
Może nawet zastanowiłaby się nad tym nieco dłużej, ale Ana Luiza już dyskutowała o tym, jak to powinni zamieszkać u nich w takim razie podczas pobytu. Nim Pilar cokolwiek odpowiedziała, ta już nawijała Madoxowi na temat swojego pokoju i tipi, a jej mama potwierdzała te słowa, zapraszając ich do siebie.
Nie chcemy się narzucać, my i tak…przyciągamy kłopoty, to chciała powiedzieć, ale jakoś nie przeszło jej to przez gardło. Jedynie spojrzała wymownie na swojego narzeczonego i on mógł mieć dokładnie to samo zdanie. Jedynie kobieta miała kompletnie inne.
Nie żartuj nawet — pokręciła głową, poprawiając się na fotelu. — Uratowałaś mi życie. Nawet nie wiesz jak wiele to dla mnie znaczy — spojrzała na Pilar, a potem przeniosła spojrzenie na Anę z Madoem. — Poza tym Anka już was tak łatwo nie puści — dodała, a mała tylko wyszczerzyła się i złapała Noriegę za koszulkę. Szarpnęła za nią delikatnie.
Tak cię będę trzymać!!! — krzyknęła. — Nie masz ze mną szans — aż Stewart prychnęła głośno, bo faktycznie, na pewno nie miał. Z takim małym szkrabem, którego pewnie uniósłby w powietrze małym palcem u stopy. Ale było w tym coś rozczulającego. W przeciwieństwie do plaży diabła i klifu, o którym zaraz była mowa. To nie było za grosz rozczulające, a straszne, a przynajmniej według Any Luizy.
My się diabłów nie boimy — odpowiedziała Pilar, a Ana jeszcze szerzej otworzyła oczy i zaraz wyrwała się w stronę siedzenie Mamy, żeby nachylić się w jej stronę i chyba chciała nawijać jej, że skoro oni się nie bali to może… — Ale trzymamy się od nich z daleka, bo są niebezpieczne — dodała szybko, patrząc wymownie na dziewczynkę, wybijając jej z głowy głupie pomysły. Chociaż jej wzrok zaraz przesunął się na Madoxa. Na największego diabła, jakiego znała. Dzikiego, chaotycznego i z wielkim, pięknym sercem. Najlepszego w swoim rodzaju. Diabła, za którym zeszłaby do samego dna piekła. Czasami już go tam przecież nawet odwiedzała.
Serio, zatrzymajcie się u nas — kobieta nie dawała za wygraną. — Mój mąż Ravi z pewnością nie będzie mieć nic przeciwko. On kocha ludzi. Zawsze chciał mieć wielką rodzinę — opowiadała, patrząc na swoją córkę. Z wcześniejszych słów Any wiedzieli, że to był jej drugi tata, więc pewnie nie jej faktyczny ojciec. Stewart zamyśliła się na moment, czy w ogóle był sens pytać i dowiedzieć się czemu z nim jeszcze nie miała dzieci, ale kobieta ją ubiegła. — Dlatego wybudował tak wielki dom, ale… miał kiedyś wypadek i teraz nie może mieć dzieci, chociaż ja też uważam, że przez ilość zioła, jakie kiedyś palił. Ale to wspaniały człowiek, zobaczycie. Myśleliśmy kilka razy o adopcji, ale póki co próbujemy takie wiecie, różne medyczne metody — wyjaśniła po krótce, co chwile spoglądając na córkę. Chyba nie chciała za dużo przy niej mówić i Pilar wcale się nie dziwiła. Dzieci bywały wyjątkowo ciekawskie, więc pewnie zaraz zasypałaby matkę milionem pytań.
Papa Ravi jest miśnesmanem — wtrąciła Ana, a Pilar z Madoxem spojrzeli na nią pytająco.
Biznesmenem, Ana — poprawiła ją matką. No tak, to ma większy sens.
No właśnie to powiedziałam — wiadomo. Zarzuciła włosami i poprawiła się na Madoxie, odwracając od niego przodem. — Sprzedaje domy, wiecie? Raz byłam z nim w takim jednym co był na sprzedaż i był tam WIEEEEELKI basen ze zjeżdżalnią i nawet mogłam kilka razy zjechać, ale potem musieliśmy szybko myć podłogi, bo ktoś przyszedł go oglądać — opowiadała, cały czas energicznie gestykulując, aż kilka razy prawie zdzieliła Noriege i Pilar po twarzach. Chociaż trzeba przyznać, że historia z basem była… ciekawa.
My też kiedyś mieliśmy podobnie — wrzuciła luźno i spojrzała wymownie na swojego przyszłego męża. Oczywiście Ana Luiza już chciała więcej szczegółów, ale wtedy wyrosła obok nich Karen.
Wszystko dobrze u nas? — spytała o dziwo grzecznie i bez dodatkowego kontaktu fizycznego z Noriegą. — Będziecie musieli zapiać pasy, zaraz będziemy podchodzić do lądowania — oznajmiła, a Stewart aż sięgnęła do zegarka Madoxa, żeby zobaczyć która godzina. Kurwa, to oni tak długo spali?

Hola, Río de Janeiro!!
kasik (dc: kasik_srasik)
nudy. a tak poza tym, to używania AI, czytania mojej postaci w myślach i braku inicjatywy.
ODPOWIEDZ

Wróć do „⋆ Po Świecie”