-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Wszystko przede mną. Może zrobię z wydawania pieniędzy hobby na emeryturę? — Wzruszyła ramionami. To nie byłby najgorszy pomysł. June na stare lata mogłaby przestać latać po świecie. Osiedliłaby się w jakimś ciepłym miejscu, adoptowała kilka psów i żyła w jakimś pięknym domku przy plaży. Pozwalałaby sobie na swobodne spacery po uliczkach, które pękały w szwach od drogich sklepów i w końcu umarłaby przygnieciona niepotrzebnym szasjem.
Wzięła od niej telefon i wklepała numer, zapisując się jako June z serduszkiem. Zgodnie z pozwoleniem zadzwoniła sama do siebie. Wyjęła własny telefon z kieszeni i pokazała jej ekran, na którym wyświetlił się jej niezapisany numer. Jak dobrze, że w tych nowoczesnych urządzeniach można było mieć kilka kart sim! Finch pewnie nie powinna wykorzystywać służbowego numeru do takich głupot, ale trudno. Nikt przecież tego nie sprawdzał. Chyba? Oddała jej urządzenie i od razu wysłała kilka zdjęć. Dobrze, że April była taka próżna, bo dzięki temu była przygotowana na takie sytuacje! Wybrała kilka fotek zrobionych w salonie i łazience Emmy, które zrobiła sobie na pamiątkę już po założeniu stroju. Na jednym nie miała kurtki, na innym prezentowała opiętą jeansami dupę do kamery, jeszcze na innym wsunęła palec między wargi, starając się wyglądać obscenicznie w udawanej niewinności.
— (Wolisz mnie w kurtce czy bez?) — napisała od razu wiadomość. Spojrzała na narzeczoną znad ekranu i puściła do niej oczko. Nagle jednak coś jej się przypomniało i znów skupiła się na pisaniu.
— (* bez topu) — wysłała i odłożyła telefon na bar obok siebie. Sięgnęła wreszcie po drinka, w którym lód roztopił się już prawie do końca. W międzyczasie Tiff zamówiła dla nich kolejną porcję, a JUne przecież nie tknęła jeszcze tego, co sama zamówila. Nie miała zamiaru nadganiać w jakimś niezdrowym tempie, ale takie zostawanie w tyle przecież byłoby nieuprzejme. Wsunęła rurkę między wargi i upiła kilka łyków, cały czas wpatrując się w narzeczoną spod ciężkich powiek. Może metoda na wiadomości faktycznie zadziała trochę lepiej? Pozbędą się tego dziwacznego stresu i skrępowania, które blokowało je przed porządnym wkręceniem się w rozmowę i czerpaniem z niej radości garściami.
Tak mnie irytuje, gdy nie odpisujesz
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Ze swoim stylem życia, to Tiffany pewnie przepierdoli cały hajs, zanim doczeka się upragnionej emerytury. To akurat spore prawdopodobieństwo, skoro była taka rozrzutna i średnio raz w miesiącu gdzieś wyjeżdżała, żeby zobaczyć kawałek świata. Na pewno żyła według kultowego sloganu buntu i hedonizmu: żyj szybko, umieraj młodo i zostaw piękne zwłoki. Wszystko się tutaj zgadzało! June niewątpliwie będzie miała o wiele więcej szczęścia, bo swój dobytek mieściła w kilku walizkach. Tiff potrzebowałaby do przeprowadzki zamówić ekipę, trzy tiry i małą przyczepę.
— Powiadają, że pieniędzy do grobu nie zabierzesz, to kiedyś w końcu musisz zacząć je wydawać — stwierdziła z uśmiechem, patrząc znad drinka na jej poczynania. Cholera, April naprawdę się przygotowała z tym numerem z karty służbowej. Swoją drogą, czy Teddy nie zapisałaby go sobie w kontaktach? Tak na wszelki wypadek, gdyby coś się wyjebało, a ona nie mogłaby dodzwonić się na prywatny numer narzeczonej. Najwyraźniej nie była aż tak zapobiegawcza albo Finch miała po prostu kilka takich numerów. I pewnie rozdawała je innym kobietom! Darling skarciła się w głowie za te durne myśli.
Zagryzła dolną wargę na widok wyłudzanych zdjęć. I tyle byłoby z jej wymyślonej obojętności. Oblizał usta i traciła językiem słomkę w swoim drinku. Poczekała aż June wystuka telefon, a kiedy tylko usłyszała dźwięk własnego, odblokowała go i odczytała wiadomość. Mimowolnie poruszyła brwiami, ale zanim podniosła wzrok, musiała najpierw odpisać.
— [Bez topu, ale w kurtce] — zaczęła przesuwać palcami po ekranie. — [Kurtkę zdejmę ci sama] — po pierwszych wiadomościach od razu wysłała kolejne. — [Żeby przymierzyć. Myślisz, że będzie mi w niej do twarzy?] — dopisała i już miała odłożyć telefon, ale zamiast tego spojrzała na June i znów zagryzła dolną wargę. — [Wiesz, że moja narzeczona może to przeczytać?] — dla większego dramatyzmu dodała jeszcze dwa pytajniki. Partnerka Tiffany na bank była jakąś zaborczą furiatką, która przekopywała jej telefon w przekonaniu, że Tiff próbuje coś przed nią ukryć.
jak deszcz zlewasz wiadomości, wiem
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Uważnie obserwowała reakcje narzeczonej na zdjęcia. Po pierwsze, była ich zwyczajnie ciekawa. Zazwyczaj, kiedy wysyłała jej tego typu fotki, nie znajdowały się w tym samym pomieszczeniu, więc mogła tylko oceniać to, co narzeczona jej na to odpisywała. A przecież
— (Myślę, że najlepiej będziesz wyglądać ze mną na twarzy) — odpisała od razu pierwszą myśl, jaka przyszła jej do głowy. Najwyraźniej June była równie niewyżyta, co April. I też nie miała za wiele wstydu, bo oczywiście na jej policzkach nie pojawił się w tym momencie nawet ślad rumieńca.
— (Ale co konkretnie ma przeczytać? To, że cholernie spodobałaś mi się od pierwszej sekundy, gdy cię zobaczyłam?) — odpisała na konkretną wiadomość w kwestii tej dziwacznej zazdrośnicy, która chyba nie ma nic lepszego do roboty niż grzebanie w cudzych telefonach. Finch na szczęście by tak nie zrobiła. Chyba? No dobra, obecna Finch by tak nie zrobiła, bo lata temu popełniła kilka podobnych błędów, za które dziś jej było wstyd.
— (Czy, że głupieję, jak patrzę ci w oczy?) — dopisała i na sekundkę podniosła wzrok znad telefonu na narzeczoną. Dobrze, że nie musiała kłamać w tych wszystkich próbach podrywu. Wszystkie wersje April były tak samo mocno zauroczone wszystkimi wersjami Teddy.
— (Czy, że uważam, że masz bardzo seksowny głos i nie mogę się doczekać, aż usłyszę, jak brzmi, kiedy jęczysz?) — dokończyła, znowu podnosząc wzrok na strażaczkę. Tym razem już nie odłożyła telefonu, bo przecież to byłaby jakaś straszna strata czasu. Wyraźnie wróciła jej pewność siebie i dobry nastrój. Pożerała narzeczoną wzrokiem, nie mogąc objąć rozumem, jak doskonały okaz jej się trafił.
Takich oczu jak ty chyba na całej planecie nikt nie ma
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Jej brew drgnęła, gdy tylko dostała kolejną wiadomość. Obróciła językiem słomkę i zaczęła odpisywać.
— [Taka jesteś cwana? Powiedz mi to prosto w oczy] — wystukała i oderwała wzrok od telefonu, ale tylko na chwilę. June przez ekran wydawała się jeszcze bardziej bezpośrednia. Kozak w necie, pizda w świecie. No nic, Tiffany przecież nie będzie ruchać charakteru. Gdyby naprawdę zwracała uwagę na to, czy jakaś typiara jest zabawna albo błyskotliwa, nigdy w życiu nie dałaby sobie wcisnąć pierścionka na palec.
Pochyliła się nad telefonem, odczytując następną wiadomość. To było miłe. Często słyszała takie rzeczy. Pierścionek działał jak magnes. Nic dziwnego, że Tiff nie zdejmowała go, kiedy udawała się do jakiegoś baru. Jej teoria, że zakazany owoc smakuje najlepiej sprawdzała się za każdym razem.
— [Dokładnie to. Jest o mnie bardzo zazdrosna. Będę musiała potem usunąć tę konwersację, żeby cię nie zlokalizowała i nie wyszarpała za włosy. A zdecydowanie to ja wolałabym za nie ciągnąć] — odpisała, tworząc sobie w głowie obraz partnerki, która przegrzebywała jej telefon od razu po powrocie do domu. Dobrze, że do tej pory nic na nią nie miała, bo inaczej przyps!
Przy kolejnej wiadomości Teddy podniosła oczy na narzeczoną. Ich spojrzenia spotkały się na chwilę i strażaczka nie mogła powstrzymać uśmiechu. Musiała jednak się opanować, żeby kompletnie nie wyjść z roli, więc przygryzła słomkę tak mocno, że jeszcze trochę, a skruszyłaby sobie zęba.
— [Uważaj, bo jeszcze się zakochasz. Może wcale nie jestem taką grzeczną dziewczynką, za jaką mnie masz. Albo za jaką sama próbuję uchodzić] — zanim zaczęła pisać dalej, upiła kilka łyków drinka. Alkohol trochę mocniej uderzył jej do głowy. W normalnej sytuacji Darling zignorowałaby wszystkie wiadomości. Przede wszystkim nie podałaby numeru nieznajomej pannie. Ale nikt jej przecież nie zabroni flirtować z własną narzeczoną, która sama wymyśliła reguły tej gry. Dobrze, że zasady były takie proste, inaczej miałyby problem. A raczej strażaczka miałaby problem, bo nigdy nie była najlepsza w ogarnianiu wytycznych.
— [Na dobry początek mogę coś ci wyszeptać tym głosem do ucha. Chcesz?] — dokończyła i znów popatrzyła na
kiedy patrzę w twoje oczy, wiem, że nie chcę już niczego szukać, że nie chcę nigdzie iść, chcę mieć cię tutaj dziś
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— Myślę, że najlepiej będziesz wyglądać ze mną na twarzy — powtórzyła na głos, gdy narzeczona podniosła na nią wzrok na moment znak telefonu. Stojący niedaleko i ogarniający bałagan barman drgnął zaskoczony, ale bardzo szybko przeszedł nad tym podsłuchanym zdaniu do porządku dziennego. Pewnie nie raz i nie dwa słyszał tutaj dużo gorsze rzeczy, więc nie ma co się specjalnie nad takim drobiazgiem roztkliwiać. Finch mogła żałować jedynie, że potencjalne polowe warunki, jakie oferował bar, niespecjalnie dawały im możliwość do takich ekscesów, ale to nic. Jak nie dziś, to jutro. Albo pojutrze. Choćby i codziennie przez najbliższy tydzień!
Ściągnęła brwi, gdy przeczytała o skrajnie zazdrosnej narzeczonej. Nie była pewna, czy ukochana nieco podkoloryzowuje rzeczywistość dla Tiff czy naprawdę widziała ją w taki sposób. Była aż tak pieprznięta? Na szczęście dalsza część wiadomości pozwoliła jej się rozluźnić i zapomnieć o takich głupotkach jak martwienie się o własną psychikę. Już otarła się tego wieczoru o załamanie nerwowe, nie musi brnąć w to głębiej, bo wtedy na bank w nie wpadnie, a tego byśmy nie chcieli. Ataki paniki to ona mogła mieć w czasie wolnym, a nie na randce.
— (A może już się zakochałam?) — zasugerowała w kolejnej wiadomości. Jeżeli June była tak samo kochliwa jak April, to bardzo możliwe! Finch naprawdę potrafiła się zauroczyć od pierwszego wejrzenia i kompletnie stracić dla kogoś głowę po pierwszej rozmowie. Teraz nie było to już możliwe, bo była całkowicie zapatrzona w Teddy, ale nikt nie powiedział, że nie mogła tego przeżywać ze swoją narzeczoną od nowa. Takie zakochiwanie się w niej od nowa z mocą znaną tylko głowie April byłoby naprawdę ekscytujące. Prawdopodobnie też nieco męczące i jeśli działoby się to zbyt często, to padłaby na jakiś zawał, ale tak od czasu do czasu? Czemu nie.
— (Chcę) — wystukała i odłożyła telefon na bok, skupiając spojrzenie wyłącznie na narzeczonej. Czuła dreszcz ekscytacji, nie mając pojęcia, co takiego
Już teraz wiem, że dni są tylko po to, By do Ciebie wracać każdą nocą złotą
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Nawet nie pamiętała dokładnie, kiedy Finch tak się wyrobiła. W liceum to zwykle ona prowadziła ją za rękę, pokazując zupełnie inne barwy świata. Jak miały dosyć szkoły, chodziły na wagary i to Darling wychodziła z takim świetnymi pomysłami. Raz przed matematyką namówiła April, żeby ukradły z sali figury geometryczne i włożyły je do gablotki ze sportowymi trofeami. Innym razem zabrały historycy kredę, żeby nie mogła robić swoich pokurwionych, zbyt długich notatek na tablicy. Część spuściły w kiblu, a drugą pokruszyły, żeby spróbować wciągnąć biały proszek nosem. Jedyne, co tym osiągnęły, to podrażnienie gardła oraz bardzo intensywne kichanie. Z czasem Finch odpaliła się bardziej. A na studiach to już na maksa! Szkoda, że nie studiowały razem , bo chociaż pozostawały w ciągłym kontakcie, to jednak trochę je ominęło. Dobrze, że później wszystko udało im się nadrobić. Im dłużej Teddy o tym myślała, tym bardziej uświadamiała sobie, że na pewno bujała się z April już w szkole średniej. Po prostu była wtedy zbyt ślepa i głupia, żeby to dostrzec.
Czy June robiła na Tiffany równie duże wrażenie swoją bezwstydnością? Oczywiście, że tak. Wystarczyło na nią spojrzeć. Kiedy dziewczyna wypowiedziała te słowa na głos, to płony zapłonęły jej żywą czerwienią. Otworzyła usta, żeby odpowiedzieć, ale nie mogła wydobyć z siebie żadnego dźwięku, więc równie szybko je zamknęła. Teddy bardzo chciała odsunąć na bok prawdziwą siebie i wczuć się w rolę. Wyobrażała sobie, że Tiff nie ma nic wspólnego z nieśmiałością. A jednak nie potrafiła się przełamać. Znały się z Finch tak długo, a ona w dalszym ciągu potrafiła ją onieśmielić.
Odchrząknęła i pociągnęła kilka łyków drinka przez słomkę, szybko wlepiając wzrok w ekran. Wizja narzeczonej postaci, którą sobie wykreowała, diametralnie różniła się od jej prawdziwej narzeczonej. Owszem, April bywała zazdrosna. Czasami nawet bardzo, ale Darling nigdy nie robiła z tego problemów. Uważała, że to urocze. Poza tym nie dawała jej żadnych powodów i nawet jeśli ukochana chciałaby jej przetrzepać telefon, komputer i inne rzeczy, nic by tam nie znalazła. A przynajmniej nic, o czym nie powiedziałaby jej sama. Zawsze mówiła jej, z kim pisze. Nie miały przed sobą żadnych tajemnic. Chyba że chodziło o planowanie zaręczyn albo wymyślanie kolejnych randek, do czego potrzebne były małe konsultacje z osobami trzecimi.
— [Nie wiedziałam, że można zakochać się od pierwszego wejrzenia] — odpisała i wzięła głęboki oddech, jakby to miało jej pomóc pozbyć się wypieków. na twarzy. Nieświadomie przyłożyła wierzch dłoni do rozgrzanego policzka. Na bak była purpurowa jak dorodny buraczek. — [Nie możesz mi pisać takich rzeczy, bo w końcu puszczą mi hamulce. I sama się z tobą puszczę] — dokończyła zdanie i znów zerknęła na narzeczoną. Fakt, że znajdowały się w barze pełnym ludzi wcale niczego nie ułatwiał.
Nie spodziewała się innej odpowiedzi. I ostatnią rzeczą, jaką chciałaby zrobić, to kazać jej spierdalać. Niezależnie od tego, czy przemawiała przez nią prawdziwa Teddy, czy jednak Tiffany. Teddy chciała jej szeptać same niegrzeczne rzeczy, a Tiff... cóż, raczej nie dostanie żadnej statuetki za wierność w związku.
Odłożyła telefon na ladę i nachyliła się w kierunku narzeczonej. Jedną dłoń umieściła na jej udzie, a druga pociągnęła za rękaw kurtki, zmuszając, żeby również trochę się pochyliła. Kiedy była już wystarczająco blisko jej ucha, najpierw trąciła płatek nosem, a potem przesunęła po nim koniuszkiem języka.
— Wyglądasz w tej skórze tak seksownie, że zaraz mnie popierdoli — wymruczała zniżonym głosem, otulając ją ciepłym oddechem. — Odkąd tylko cię zobaczyła, nie mogę przestać myśleć o niczym innym, jak tylko o tym, żeby zerwać z ciebie wszystko inne i pieprzyć cię na tym barze. Albo na umywalce w łazience. Albo gdzieś na zewnątrz. Najlepiej przypartą do ściany — powiedziała i zanim się odsunęła, krótko musnęła ustami linię jej żuchwy. Po chwili wyprostowała się i znów sięgnęła po telefon, pozostawiając April w nieświadomości, czy teraz przemawiała przez nią Teddy, czy może jednak Tiffany. — [I jak?] — wystukała kolejną wiadomość i zamieszała słomką w prawie pustej szklanki. W takim tempie będzie musiała poprosić o barmana o następną kolejkę.
chciałbyś w moją głowę wejść, to jest kolejką górską
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— (Czyli mam przestać?) — dopytała dla pewności, żeby potem nie było na nią. No dobrze, tak naprawdę bardzo chciała po prostu zobaczyć odpowiedź przeczącą. Tiff próbowała zgrywać nadal wierną i niedostępną, ale cała ta fasada topniała szybciej niż lód w tym ledwo tkniętym drinku. Coraz więcej zaczęło wskazywać na to, że cały podryw mógł się jednak udać! Niesamowita sprawa, bo przecież Finch nie podejrzewała, że jeszcze kiedykolwiek będzie miała okazję poderwać dziewczynę w barze i spędzić z nią noc.
Pochyliła się posłusznie w stronę narzeczonej, nie mogąc doczekać się tego, co usłyszy. Zastygła w bezruchu, gdy poczuła język na swojej skórze, a jej serce załomotało od razu głośniej za sprawą bliskości ukochanej. Słowa Teddy sprawiały, że kompletnie opuściła gardę. A może to były słowa Tiffany? Którakolwiek z nich teraz przemawiała, robiła z nią rzeczy, za które na pewno pójdzie się potem do piekła. Na całe szczęście po drodze zahaczą wspólnie o niebo jeszcze na ziemi. Na całym jej ciele od razu pojawiła się gęsia skórka, a temperatura w pomieszczeniu podskoczyła o kilka stopni. A może to tylko w jej organizmie? Trudno ocenić. Ziemia zaczęła się też prawdopodobnie szybciej kręcić, wywołując w niej lekkie zawroty głowy. Oby te całe podrywy nie doprowadziły do jakiejś katastrofy klimatycznej.
— (Miałam taką nadzieję, że kurtkę będziesz chciała zostawić.) — Sięgnęła po telefon i wystukała od razu odpowiedź. Wizja, którą wymalowała w jej głowie narzeczona, bardzo jej się podobała. Może jednak strój był warty tych ogromnych pieniędzy, które za niego dała? No i jak ona miała przestać być taką materialistką, skoro zakupy przynosiły tyle korzyści.
— (Uprzedzam, że potrafię być równie głośna, co mój motocykl) — dopisała jeszcze, żeby potem Tiff nie miała do niej żadnych pretensji.
Jesteś taka ładna ostatnio Z nową dziarą w dresach t shircie z marihuaną
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
Wbrew pozorom wcale nie było jej tak trudno zawstydzić. April wiele razy wywoływała rumieńce na jej twarzy, a zaczerwienienie najbardziej było widoczne na uszach. Wtedy najczęściej chowała twarz w zagłębieniu między szyją a ramieniem ukochanej, ale teraz nie mogła tego zrobić. Brak tej bezpiecznej opcji ucieczki sprawiał, że wszystko odczuwała intensywniej. No nic, najwyżej spłonie tutaj żywcem.
— [Nawet nie próbuj] — odpisała, kiedy June wpadła na idiotyczny pomysł przerwania tego, co dopiero się rozkręcało. — [Przestać to ja mam nad sobą panować. Jesteś na dobrej drodze, żeby do tego doszło. Albo żebym ja doszła] — odpowiedziała szybko i z ledwością powstrzymała się, żeby nie dodać na końcu kropki, co miało definitywnie zakończyć temat. Zamiast tego postawiła na emoji brzoskwini. Tiffany nie chciała przecież, żeby June pomyślała, że jej nienawidzi.
Doskonale wiedziała, jak rzutowała na ukochaną. Potrafiła odpowiednio modulować głos i dodać coś ekstra, żeby wywołać ciarki na jej skórze. Nie wymagało to od niej jakiejś wielkiej filozofii. Po prostu znała Finch na tyle dobrze, żeby wiedzieć, które tony i które słowa robią na niej największe wrażenie. Czasem wystarczało mówić odrobinę ciszej i wolniej, żeby April mogła to odczuć całą sobą - od cebulek włosów aż po czubki palców u stóp. Darling uśmiechnęła się, zadowolona z tych reakcji. To tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że wciąż na siebie oddziaływały. Na razie nie musiała zachodzić w głowę, czy w przyszłym roku będzie tak samo.
— [Kurtka zostaje. To w ogóle nie podlegać żadne dyskusji. Wyglądasz w nie obłędnie] — wysłała kolejną wiadomość i spojrzała na narzeczoną, uśmiechając się przy tym zawadiacko. — [Buty też mogą zostać. Reszta do wyjebania. To znaczy, do ściągnięcia. Nie wyrzucaj niczego, chcę cię jeszcze kiedyś w tym wyjebać] — kontynuowała, tym samym udowadniając, że Tiffany też całkiem nieźle radziła sobie w sms-owym flircie. — [*Zobaczyć] — zreflektowała się, chociaż wcale nie musiała. Nie napisała nic, co nie byłoby zgodne z prawdą.
Pokiwała z uznaniem głową. June jeździła motocyklem, a to robiło wrażenie. No tak, ta kurta wiele wyjaśniała. Jak Tiffany mogła być tak durna?
— [Przelecisz mnie?] — zapytała, ale jej palce wyprzedzały myśli. — [*Przewieziesz?] — skorygowała, cicho parskając pod nosem na to, co wcześniej napisała. — [Lubię głośne motocykle. I głośne dziewczyny] —wysłała ostatnią wiadomość i dopiła resztkę drinka. Od tego wszystkiego aż zaschło jej gardle. Na szczęście barman zauważył posuchę w jej szklance i po porozumiewawczej wymianie spojrzeń, zajął się przygotowaniem kolejnych drinków.
mury wokół twego serca legną. ja umrę dziś, a ty ze mną
-
Spójrz, na szyi coś tu masz
Ups, to chyba znowu ja
W pracy będą się z nas śmiać
W pracy teraz, jeszcze raz
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— (Jak sobie życzysz. Z przyjemnością spełnię każde twoje polecenie) — odpisała od razu, nie martwiąc się o to, że Tiff mogłaby wymyślić jakieś okropieństwa, na które teraz byłaby skazana. Cokolwiek by to nie było, jeśli sprawi jej przyjemność – June może to zrobić. Kto wie, jak zwichrowany umysł mogła mieć nieznajoma z baru? Równie dobrze mogła być najbardziej perwersyjną wariatką w Toronto, a June podpisała właśnie na siebie wyrok śmierci. Ale to nic! Mówiła przecież, że jest bardzo ambitna. Jeżeli ostatnim jej czynem przed odejsciem na tamten świat ma być zrobienie dobrze Tiffany, niechaj tak będzie! Za punkt honoru mogła obrać sobie, by to była najbardziej niezapomniana noc w jej życiu. Pal sześć te jej durne zaręczyny!
Odłożyła telefon na uda tylko na chwilkę. Uniosła ręce, chcąc poprawić gumkę na włosach, z której wysmyknął się najwyraźniej o jeden kosmyk za dużo. A może nic takiego się nie wydarzyło, tylko znów próbowała się prężyć, prezentując prawie nagie ciało pod materiałem kurtki? To całkiem prawdopodobne, biorąc pod uwagę, w jaki sposób zaczesała włosy za ucho i jak przejechała kciukiem przy kąciku ust, zbierając z niego kilka kropli słodkiego alkoholu. Uwielbiała czuć na sobie wzrok narzeczonej. Nie mogła przecież pozwolić, by cały czas wgapiała się wyłącznie w telefon. Musiały zachować jakąś uczciwą równowagę w kwestii rozpraszania się. Najwyraźniej June wolała po prostu grać kartą dobrego ciała, a nie kolejnych słodkich słów, od której jej rozmówczyni powinno zacząć kręcić się w głowie.
— (Musisz się zdecydować, moja słodka. Mam cię oprzeć o motocykl i przelecieć czy najpierw wziąć na przejażdżkę w jakiejś ustronne miejsce i dopiero tam zaliczyć?) — Dogadanie się z Tiffany nie było łatwe. Typiara co chwile zmieniała zdanie, wyraźnie nie wiedziała czego chce i o co jej w ogóle chodzi. Tak to było z babami! June niestety, podobnie jak April, nie widziała niczego atrakcyjnego w facetach, którzy potencjalnie mogliby być bardziej prostolinijni. Spojrzała na pustoszejącą szklankę swojej rozmówczyni i zamówiła po raz kolejny to samo, tym razem wyłącznie dla Tiff, bo przecież ciagle była jednego drinka do tyłu.
— (A może wystarczą ci tylko moje słowa? Nie zadowolisz się samymi myślami o moich ustach krążących po twojej szyi, które teraz kołaczą ci się w głowie?) — Sięgnęła po alkohol, starając się wyglądać totalnie nonszalancko, jakby June nagle uznała, że jednak wierność jest najważniejsza na świecie i powinna się zachowywać. W granicach własnego rozsądku, który najwyraźniej nie uznawał smsowych flirtów za zdradę.
Wierność jest nudna, A tego nie chce przyznać żadne z nas
-
mam idealny poziom potasu we krwi, nie palę i lubię kino,
i dziś wieczorem chcę się tobą zająć, jakbyśmy nie miały imion
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiona/jejtyp narracjitrzecioosobowaczas narracjiprzeszłypostaćautor
— [W takim razie najpierw dokończ swojego drinka. Będziesz wtedy jeszcze łatwiejsza] — poleciła, ale wszystko wskazywało na to, że dziewczyna i tak była już łatwa, tylko z Tiffany taka cipa. Ale niech to nikogo nie zmyli, przecież wszystko miała skrupulatnie zaplanowane. Łącznie ze zdradą narzeczonej, która czekała na nią w domu w błogiej nieświadomości. Czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal i w ogóle. Bo co normalnie Tiff robiłaby w tym barze całkiem sama? To już powinno budzić pewne podejrzenia. Teddy nigdy nie szlajała się sama po barach. Zawsze towarzyszyli jej koledzy z jednostki albo Iris. Albo inne, niby hetero koleżanki.
Widziała, jak ukochana pręży się i eksponuje swoje wdzięki. Darling musiałaby mieć poważną wadę wzroku, żeby tego nie dostrzec. Znała te sztuczki Finch, które najwyraźniej stosowała również June. Obie doskonale wiedziały co zrobić, żeby rozmówczyni zapomniała o istnieniu reszty świata. Strażaczka gapiła się na nią znad telefonu, jakby została zahipnotyzowana. Nie mogła oderwać od niej wzroku. Albo nie chciała? To jedno i to samo. Z amoku wyrwał ją dopiero kolejny dźwięk powiadomienia.
— [Najpierw przejażdżka. Możesz mnie wziąć w jakieś ładne wziąć i tam też wziąć] — odpisała i pociągnęła kilka łyków drinka przez słomkę. Szumiało jej w głowie i już sama nie była pewna, czy to przez tempo picia, które sama sobie narzuciła, czy przez wiadomości, które wymieniały. — [Gdzie mnie zabierzesz? Do gwiazd?] — dodała jeszcze i podniosła rozbawione spojrzenie na April.
Nie była niezdecydowana. June po prostu błędnie odczytywała sygnały Tiffany. Gdyby taggerka chciała, już dawno by ją spławiła. A jednak dała wciągnąć się w tę grę. A może to ona właśnie wciągała ją w swoją i June łykała wszystko jak gęś kluski?
— [Czytasz mi w myślach? Mówiłaś, że uczysz psy surfować, a teraz okazuje się, że jesteś iluzjonistką?] — wystukała. Napisała coś jeszcze, ale zaraz to skasowała. I znowu. Aha, czyli jednak była nie zdecydowana i co rusz zmieniała zdanie. —[Może nie wystarczą mi twoje słowa] — wysłała w końcu, obracając słomkę językiem. — [I co z tym zrobisz?] — dopytała i znów podniosła wzrok, wyłapując spojrzenie zielonych tęczówek narzeczonej.
Flirt w każdej formie był dla strażaczki zdradą. Dla Tiffany najwyraźniej nie. Pewnie dlatego, że z premedytacją szukała jednorazowych przygód u boku innych kobiet. Ta jej musiała być strasznie durna, że niczego nie zauważała. Trudno przeoczyć zapach perfum, które Tiff przynosiła ze sobą do domu.
w nocy oczy mamy jak koty, ciała też wrażliwsze na dotyk