-
a Canadian is somebody who knows how to make love in a canoenieobecnośćniewątki 18+niezaimkizaimkityp narracjityp narracjiczas narracji-postaćautor
Czy zdążył sobie stworzyć jakiś obraz na jej temat? Myślał, że nie, ale może... Może zadzwonił właśnie po to, żeby sprawdzić, kim jest?
- Ludzie, którzy rozczarowują, zazwyczaj nie walczą o innych. - dodał ściszonym głosem, po czym podniósł się ze swojego fotela, czując, że zmiana sytuacji pozwoli mu wyrwać się z zaułka, do którego dał się zapędzić.
Odsłonięcie zawsze powoduje, że jesteś wrażliwy na ataki. Nawet jeśli takie ataki nie istnieją. Ale jej dalsze słowa go rozbawiły. Śmiech rozładował delikatną frustrację pytaniami, na które nie znał odpowiedzi. Przynajmniej na razie. A może właśnie znał, tylko nie chciał się do tego przyznać.
- Na razie zadaję sobie pytanie, czy to już ten moment, czy jeszcze wytrzymam. - odpowiedział szczerze, czując lekki przestrach w sercu.
Nikt nie wiedział, że to tak poważne. Lekarz w szpitalu wiedział, że jest poważnie, ale nie że bierze też recepty od lekarza w klubie, który znał historię i wiedział, że ulga dawała mu możliwość pracy i... walki o tytuł...
I cieszę się.
- No to już wiem, po co zadzwoniłem...
Spojrzał na swoje dłonie, w których była otwarta fiolka i tabletka, która wypadła z niej.
- Dzięki, Iris... Spokojnej nocy.
Iris Valentine
-
And I don't want the world to see me 'cause I don't think that they'd understand.
When everything's made to be broken I just want you to know who I am
nieobecnośćniewątki 18+takzaimkiŻeńskietyp narracji3os.czas narracjiprzeszłypostaćautor
- Czekaj, Robbie… – rzuciła zanim zdążył się rozłączyć. Walnęła się przy tym kilkukrotnie otwartą dłonią w czoło, bo dlaczego to robiła? Dlaczego ją to w ogóle interesowało? To nie była jej sprawa… nie miała żadnych praw i kompetencji, żeby się w to wtrącać, ale mimo wszystko nie mogła się ugryźć w język. Sumienie jej nie pozwalało – Wytrzymasz. – zapewniła – Porozmawiajmy. – dlaczego to sobie robiła? Dlaczego to jemu robiła? Dlaczego w ogóle to robiła?! Nie potrafiła znaleźć żadnej sensownej odpowiedzi, ale skoro już powiedziała A to należało powiedzieć też i B. Też ona musiała wymyślić temat skoro to ona próbowała przeciągnąć tą rozmowę, bo uroiło jej się w głowie, że w ten sposób nie sięgnie po leki – chociaż to było naiwne i pewnie w innych okolicznościach sama wyśmiałaby się za tą naiwność – Prawda, że nie dałam się poznać… skoro już zadzwoniłeś i oboje wiemy, że nie chodziło o drużynę, to się poznamy. Pytanie za pytanie. Wiesz jak w tych gówniarskich grach… co prawda tam jest jeszcze alkohol i wyzwania, ale nie jesteśmy już gówniarzami, więc przejdziemy do tego, co najważniejsze. – gadała zaskakująco swobodnie jak na to, że po prostu przeciągała! – Czyń honory. - wystawiała się i zupełnie nie wiedziała czego się spodziewać, ale postanowiła zaryzykować. Zresztą nawet nie miała pewności, czy będzie chciał w to iść... równie dobrze mógł wrócić do swojego dobranoc i się rozłączyć.
Robbie Cole